Atarashii




Gospoda 'Pod Łososiem'
#21

Madeleine nadal nie dawała znaku życia. Bezwiednie zawisła na silnym ramieniu Yoarashiego i zadyndała niebezpiecznie. Było to dosyć dziwnym widokiem, w dodatku wypinanie tyłka na wybawiciela nie przystało damie. Ale czy Anty nią była? Wiedziała, co to dobre maniery, lecz wcale nie miała ochoty ich stosować na codzień. Tylko 'od święta' robiła wyjątki. Musiała minąć dłuższa chwila, by kobieta zdała sobie sprawę z zaistniałej sytuacji. Na początku poruszyła się nieznacznie. Ledwo pogmerała palcami, a jej ręce drgnęły. Potem uniosła głowę i najprawdopodobniej otworzyła oczy, mężczyzna tego nie widział, ale natychmiastowo ją opuściła, gdy jej ciało przypomniało sobie o zmęczeniu. Przez moment uporczywie starała się przewrócić się na plecy, aż w końcu jej się udało. Przymróżonymi oczami popatrzyła sennie na łowcę i wymamrotała:
- Co się stało..? - zamrugała mozolnie i stęknęła cicho. Być może ból z upadku dał o sobie znać. Wyglądała tak, jakby nie wiedziała gdzie jest ani dlaczego.
- Ja spadłam? Gdzie są ubrania? - spojrzała pytająco w oczy Yoarashiego. Zaraz zaczęła wolniutko odwracać twarz w stronę schodów. Gdy jej wzrok spoczął na porozrzucanym odzieniu, z jej gardła wydobył się głuchy jęk.
'O Rajuśku... Cóż to się stało? Musiałam nieźle powycierać podłogę... I co teraz??' - zmarszczyła delikatnie brwi, co oznaczało, że intensywnie myśli. Pokręciła spokojnie głową, przecierając jedną dłonią oczy.
- Nieważne... Jakbyś mógł... to zanieś mnie na górę. Skręcisz w lewo... i trzecie drzwi po prawo - przymknęła powieki. Dobrze, że coś pamiętała. Ciekawe, czy przy koziołkowaniu z 11 stopni można dostać amnezji. Nawet jeśli nie, to czarodziejka wcale nie chciała tego powtarzać. Ponownie spoglądnęła na Czarnego Szermierza, czekając na jakąkolwiek reakcję. Może ją ciepnie na posadzkę, każe radzić sobie samej i poleci za Wilczycą? Bogowie wiedzą. Miała nadzieję, że nie zostanie rzucona na pastwę losu, kiedy to ledwo żyje i zasypia w jakiejkolwiek pozycji.
11.03.2014, 22:48
Przeczytaj Cytuj
Gospoda 'Pod Łososiem'
#22

Krucha, delikatna, tak wątła i bezbronna była w jego oczach. Przyzwyczaił się do otoczenia bestii, zarówno tych z kłami i pazurami, oraz tych w ludzkiej skórze. Szorstcy to mało powiedziane, zwyczajne bydlaki, którym mógłbyś urąbać obie nogi, a i tak wpełźliby za tobą na górę, żeby przegryźć ci gardło. Tym czasem istota przed nim zdawała się należeć do zupełnie innego świata, takiego, w którym jeszcze istniało ciepłe światło. Nikt z jego otoczenia nie pozwoliłby sobie na taki pokaz słabości, nieomal beztroski. To właśnie ona, jej wspomnienie z radosnych lat sprawiły, iż ostatnie iskry gniewu łowcy wygasły.
Poruszyła się niepewnie, nie wiedział czy to skutek upadku czy przemęczenia. Poczęła wypełniać go niepewność, zajmowanie się innymi nie wychodziło mu najlepiej.
- Nie wiem dlaczego, akurat obejrzałem się jak leciałaś ze schodów, ledwie złapałem cię zanim grzmotnęłaś o deski - rozejrzał się wokół w poszukiwaniu odzień niewiasty. W międzyczasie wzbudzające ciarki spojrzenie jednookiego tropiciela spoczęło na właścicielach lokalu. - Nikt nie zginął przez tą dzikuskę, a i bałaganu nie ma za wiele, więc chyba nam odpuszczą porządki na teraz.
Poruszył się nieznacznie, sięgając sztuczną ręką do wiązania płaszcza, który to w następnej chwili zsunął z szerokich barków. Zwinąwszy go w prowizoryczną poduszkę, podłożył go dziewczynie pod głowę i ułożywszy ją ostrożnie, odsunął się. Teraz dostrzec można było nieco więcej szczegółów sylwetki myśliwego. Masywny tors okrywał skórzany napierśnik, przepasany na skos wstęgą tego samego materiału, będącą uchwytem dla niewielkich sztyletów. Metalowe ochraniacze barków o łuskowej fakturze, spod których wyłaniały się niby rzeźbione w kamieniu ramiona. Dopiero teraz widoczne stały się bandaże owijające lewą rękę, szczególnie solidnie w miejscu łączenia protezy z żywym ciałem, które całe znaczone było cienkimi liniami starych i nowych blizn wszelkiej maści. Większość z nich miała już swoje lata, toteż nie raziła oczu swą szpetną siecią.
Wyprostował się i przechadzając wolnym krokiem po gospodzie, począł zbierać rzeczy czarodziejki. Za cholerę nie wiedział dlaczego to robi, dlaczego po prostu nie machnie ręką i nie pójdzie w dal. Może jednak i jemu czasem potrzeba było powrotu do czegoś, co było chociaż namiastką domu ?
Po wzięciu własności kobiety wrócił do niej i, po uprzednim przyklęknięciu, wziął ją na ręce. W porównaniu z nim zdawała się być jeszcze drobniejsza niż zwykle, w zasadzie trzymał ją na jednym ręku, opierając na szerokiej piersi. Zabrał jeszcze co swoje i ruszył po schodach.
- Rany, gdzie się człowiek nie ruszy to same problemu - zamarudził znużony, ale nie czuć było złości. - Trzecie drzwi, tak ? Dobrze, że wykurzyłaś tą dzikuskę, jeszcze moment i nie wiem co za masakra by się tu rozpętała.
Stanął u wejścia do pokoju, ciągle trzymając akolitkę. Ktoś musiał je otworzyć, on klucza nie miał, a szukać go w jej własnościach nie miał zamiaru.
12.03.2014, 01:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda 'Pod Łososiem'
#23

Tak dawno nie znajdowała się w niczyich ramionach, szczególnie męskich. Ale te, które pamiętała tak bardzo dobrze wydawały się być takie wątłe przy ogromnych i twardych muskułach Yoarashiego... A może to i lepiej? Ray również był dobrze umięśniony, lecz on i łowca to dwa różne światy. Nowopoznany wydawał się być stały w uczuciach, Yuzuhira... no raczej nie, ten miał siłę w łapach, a ten w gębie i aż grzeszył sprytem. W dodatku Madeleine wcale nie potrzebowała jakiegoś osiłka, do szczęścia potrzebowała kogoś, kto by się nią zaopiekował. Tak, dokładnie - zaopiekował. Przecież nie była herosem, a kobietą. W dodatku chimeryczną. Ciągle jej coś nie pasowało, zmieniała się niczym wiatr. Starała się przymykać oczy na wybryki lazurookiego, ale i tak niewiele to dawało. Kochała go, to przede wszystkim dawało jej cierpliwość do lekkodusznego maga. Jak się teraz miał? Czy myślał o niej? A może jakaś panna zrobiła mu pranie mózgu i zatrzymała go u siebie? A może nie żyje? Wzdrygnęła się na samą tą myśl. Nie chciała jej nawet przyjmować do wiadomości. Lena czekała i zamierzała czekać tak długo, jak było jej to dane.
'Jak ja, dziadzie, za Tobą tęsknię... Wracaj, cholero, i to już!' - do oczu cisnęły jej się łzy. Taka duża dziewczynka nie powinna płakać. Nie teraz. Nie miała tych 15 lat i beztroski w sercu. A tak bardziej chciałoby się wrócić do tych czasów! Trzeba było przyznać, że Anty pielęgnowała w sobie tą cząstkę duszy, będącą pamiątką z dzieciństwa. 'Nie można zabijać dziecka w sobie' - powiedział kiedyś Grin, gdy spotkała go na Akademii - 'To tak, jakby zabić przeszłość. A dzieci są bardziej wyrozumiałe i delikatne od dorosłych... Nie byliśmy nimi bez powodu.' - tym zdaniem skończył swój wywód. Kobieta mogła dalej ciągnąć swe przemyślenia, gdyby Czarny Szermierz nie zatrzymał się przed drzwiami pokoju, przypadłego czarodziejce.
'Kluczyk...' - poczęła szukać go po kieszeniach, aż w końcu trafiła na niego w lewej kieszeni. Trafiła nim w odpowiedni otwór w drzwiach i przekręciła do siebie. Zamek cicho stęknął, oznajmiając, że można wejść. Ona tylko na to czekała. Mogła bez większych ceregieli szeroko ziewnąć i pchnąć drzwi, by ujrzeć jak wygląda pokój. No, ale cóż można zobaczyć w kompletnych ciemnościach? Ona mogła, ale chciała użyczyć tego widoku również łowcy. Ponownie rozwarła szczęki w spokojnym westchnieniu i zamlaskała. Oj, bolało ją. Wszystko, a szczególnie kości. Bardzo chciała znaleźć się w miękkim łóżeczku, może wcześniej w porządnej kąpieli. Tak, wanna pełna cieplutkiej wody dobrze by zrobiła obolałemu ciału Madeleine. Na razie musiała jakoś stanąć na nogi i zacząć działać własnymi siłami, a potrzebne było jej światło. Tak bardzo żałowała, że nie wzięła krzesiwa, bo chociaż widziała w ciemnościach, to niestety nie rozróżniała kolorów.
- Hiacyntho illuminas - szepnęła w dłonie. Delikatny blask błękitnego promienia skutecznie rozświetlił pomieszczenie. Rozejrzała się, wydając z siebie jęk zachwytu.
Mieszkanie nie było nie wiadomo jak olbrzymie, lecz zdecydowanie przytulne i znajdowało się w nim wszystko to, co normalnemu człowiekowi do życia jest potrzebne. Przy ścianie od drzwi, po prawej stronie miejsce zajmowała dość spora i długa szafa. Wykonana prosto, lecz solidnie, od razu dumnie rzucała wyzwanie każdej kobiecie, zakupoholiczce bądź damulce oznajmiając, że nie ma ubrań, których by nie pomieściła. Wykonana najpewniej z jasnego drewna, teraz skąpana w błękitnej poświacie, wraz ze stosunkowo dużą komodą, wykonaną podobnie i z tego samego drewna, znajdującą się przy prostopadłej ścianie, były głównymi budowniczymi przytulnego klimatu mieszkania.
Po lewej stronie od wejścia znajdowało się lustro. Wysokie i szerokie, na brzegach ozdobione wykonanym z brązu wzorem pnączy i liści, aż prosiło o przyglądnięcie się w nim. Wypolerowane z godnym podziwu kunsztem oddawało rzeczywistość idealnie, nie zniekształcając w żaden sposób przeglądającą się w nim damę, która mogłaby obrazić się, gdyby została pogrubiona przez złośliwość lustra. Widząc swoje i łowcy odbicie, uśmiechnęła się delikatnie i spojrzała na Yoarashiego, by zobaczyć jego reakcję.
Duże, dwuosobowe łóżko ustawione przy przedniej ścianie i zajmujące niemal połowę miejsca w pokoju, było chyba najważniejszym meblem w całym pokoju. Solidna drewniana konstrukcja i gruby, puszysty materac sprawiały, że sen na czymś takim był niewiarygodnie przyjemny, a osoba budzi się wyspana i pełna energii. Oczywiście łoże nie stało nagie i surowe. Dwie ogromne, śnieżnobiałe poduszki wypchane pierzem, nadawały mu iście książęcego wyglądu, którego dopełniała duża i wyśmienicie uszyta kołdra z również białego materiału. Teraz była jakby przyprószona niebieskim śniegiem. Ach, jak Madeleine chciała się nią owinąć i zasnąć! Tak, ten pokój był o wiele, wiele lepszy niż ten, który jeszcze dwa lata temu kobieta dzieliła z Ray'em.
Przez dwa spore, ustawione w niewielkiej odległości od siebie okna do pomieszczenia wlewał się mrok, opatulony falistą, purpurową zasłoną wykonaną z miękkiego lnu. Ich obramowania, gdy obserwator uważnie się im przyjrzał, mógł stwierdzić, że były z drewna.
Szeroka na połowę lewej ściany od wejścia, zwisająca z drewnianej belki, przymocowana do niej żelaznymi pierścieniami tkanina, również ciemnofioletowa i wykonana z lnu, najprawdopodobniej skrywała jakieś dodatkowe pomieszczenie.
'Bogowie... Niech to będzie łazienka!' - Anty zakwiliła mentalnie, niebezpiecznie wiercąc się na rękach Czarnego Szermierza. Już, teraz chciała wskoczyć za zasłonę, zażyć kojącej kąpieli i spocząć na zapewne mięciutkim łóżku. Rozejrzała się jeszcze raz i wydusiła z siebie:
- Już nie wiem, czy wracać do domu... - w jej głowie zakłębiły się niespokojne myśli. A co jeśli Ray już wraca? A może jednak nie? Może tu zostać? Może...
- Aaa, cholera jasna! Możesz mnie już postawić... - zwróciła się do towarzysza, starając się zapomnieć o męczących ją kwestiach. Miała już tego serdecznie dość, a będzie, co będzie. Postanowiła nazajutrz wrócić do Lothil, to wróci. I koniec!
- A masz krzesiwo..? - spytała cicho i niepewnie łowcę – Świecę też możesz mieć – dodała, robiąc słodką minę.
13.03.2014, 20:50
Przeczytaj Cytuj
Gospoda 'Pod Łososiem'
#24

Kolory. Za dużo tu kolorów, niepotrzebnych przestrzeni i całego tego przepychu. Ozdoby, stroiki, wypucowane i wydmuchane wnętrze idealne dla mieszczańskich pięknisiów. Nie dla niego. Mina mu zrzedła, zmarszczone brwi i opuszczone kąciki wąskich ust jasno dawały do zrozumienia jakie zniechęcenie go ogarnęło. Prawdopodobnie w innej sytuacji po prostu ręce by mu opadły, jednak tym razem spoczywała na nich filigranowa postać czarodziejki o jasnych włosach. Zrobił krok w przód. Choć nie było tu chłodu, choć ani nie raziło go światło, ani nie odstraszał mrok, to coś go odpychało od tego wnętrza. Skutkiem tego było zawahanie rosłego tropiciela, któremu przekroczenie progu zajęło oddech dłużej niż powinno.
Powiódł zdrowym okiem po pokoju, natrafiając w końcu na srebrną taflę lustra. Piękna i bestia, tak można było określić ten widok w trzech słowach. Czarny szermierz, poraniony toczoną latami walką z przeznaczeniem i akolitka światła, której istota również nosiła znaki dotyku szorstkich dłoni życia, lecz wciąż jaśniała na tle ciemności. Wpatrywał się w ten obraz przez moment, łagodniejąc z wolna przez kilka uderzeń serc, by nagle napiąć się wyczuwalnie i przybrać gniewny wyraz twarzy. Odwrócił wzrok, tak samo jak myśli od wspomnień z przeszłości, jakie nawiedziły go w tych momentach.
Wziął głęboki oddech i wkroczył do centrum komnaty. Zalewająca ją błękitna poświata niepokoiła go, jak zresztą każdy przejaw magii, za którą nie przepadał. Jego kontemplację wystroju zakłóciło nagłe poruszenie kobiety, która to niespodziewanie poczęła wiercić się wciąż będąc w jego ramionach.
- Tam dom twój, gdzie serce twoje, jak to mówią - łowca nigdy nie posiadał miejsca, które tak by nazywał. Dla niego była to dawno nie istniejąca grupa najemników, ludzie wśród których żył, którzy go wychowali, nie oznaczony na mapie skrawek ziemi.
Na żądanie postawił ją znów na własnych nogach.
- Akurat nie posiadam tych rzeczy - odparł swym zwyczajowym, znużonym tonem. - W miejscach w których bywam światło ściąga zbyt wiele kłopotów - uniósł brew w pytającym geście. - Twoja magia ci nie wystarczy do tego ? - spojrzał gdzieś w bok, można nawet powiedzieć, iż po prostu uciekł wzrokiem od oblicza adeptki sztuk. - Nie patrz na mnie w ten sposób, aż dreszcze przechodzą - nie sposób było powiedzieć, czy był to żart ze słodkich min młodej kobiety, czy też rzeczywiście tak one na niego działały. Z jednej strony nie wyglądał na kogoś kto rzucał dowcipami, z drugiej nie prezentował się też jak ktoś, kto może czuć niepokój przy kimkolwiek, zwłaszcza drobnej panienki.
- Zrób sobie jakiś okład na głowę i obolałe kości, wyśpij dobrze, a jutro będziesz jak nowa. Raczej nie będzie mnie już wtedy, żeby znów łapać cię ze schodów - dodał odrobinę żywiej, a w głosie jego nie czuć było nuty sarkazmu.
18.03.2014, 01:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda 'Pod Łososiem'
#25

Gdy jej stopy znalazły się już na drewnianej podłodze, ta ciężko zaskrzypiała, jakby Lena była nie wiadomo jakim ciężarem. Rozejrzała się jeszcze wokół, nie mogąc się nacieszyć.
- Ten pokój jest taki prosty... tylko lustro takie niezwykłe i wręcz niepasujące do całości. Jest świetny - uśmiechnęła się delikatnie.
- Moje serce jest przy kimś... jednak nawet nie wiem gdzie on jest - zmarczyła brwi i przekrzywiła głowę, patrząc się na swe odbicie w zwierciadle. Nie wyglądała tak źle. Oprócz tych ogromnych worów pod oczami, drobnych siniaków, zadrapań i plam bądź kurzu, mogłaby być wzięta za miss Atarashii. Zaśmiała się ironicznie z tego faktu. Te ślicznotki paradują na obcasikach, na które Madeleine miała uczulenie, nie miały żadnych skaz na ciele, a rozum i brudna robota była zazwyczaj im obca. Właściwie kobiecie było dobrze, tak jak było. Do szczęścia jej tylko brakuje kąpieli i przynajmniej siedem godzin snu, jako nagroda za dzisiejszy dzień i długą tułaczkę. Z przemyśleń ponownie wyrwał ją Yoarashii. Pokręciła głową na jego słowa i zaśmiała się cicho.
- Aż tak źle wyglądam? - słowa mężczyzny wyraźnie ją rozbawiły - Chyba jesteś pierwszym, który się boi tej mojej miny - przeciągnęła się leniwie, rozpychając się w powietrzu rękoma.
- Może światło być zgubnym... Ale cóż by było bez niego? Dla twojej informacji ja nie strzelam tylko kolorowymi światełkami. To czysta energia. Akurat moja jest gwiezdną energią i nic nie poradzę, że ma taką postać, jaką ma. Nawet mi się podoba - promyk okrążył ją kilkakrotnie i znowu wylądował w jej objęciach.
- No, zobacz - delikatnie musnęła odsłoniętą i zdrową rękę łowcy - Zimne, nie? Inny kolor oznacza różne właściwości. Czerwony jest gorący, pomarańczowy tylko ciepły, zielony trujący, biały zamraża, fioletowy nie parzy, aczkolwiek wypala w skórze okropne dziury... Niczym kwas. Choć i tak najbardziej darzę sympatią ten - przybliżyła twarz do wirującego błękitnego światła - Jako pierwszego się go nauczyłam i się z nim nie rozstaję. Światło daje życie... Jak chcesz, mogę je zgasić - podniosła głowę i spojrzała... w oko towarzysza, zaś na jej twarzy zagościł uśmiech.
- Ja widzę w ciemnościach, nie ma najmniejszego problemu, ale wiesz... jestem tylko człowiekiem, jak każdy inny wolę blask świeczki niż patrzeć w ciemność i widzeć jedynie zielone kształty. Dziwnie się z tym czuję. To cecha przydatna w wyjątkowych sytuacjach, oczywiście, że dziękuję za nią bogom, lecz... No właśnie, lecz. Nie potrafię się przyzwyczaić do niej - przypomniała sobie o zasłonie na lewej ścianie i zmierzyła w jej kierunku.
- Oczywiście, że zrobię... O niczym innym nie marzę. I szkoda, że nie będzie miał mnie już kto łapać - odparła na jego słowa, chwytając tkaninę i przeciągając ją w stronę okien. Obręcze trzymające ją zatrzeszczały, potęgując radość czarodziejki. Za kotarą faktycznie była wanna! Wykonana z metalu, miała nawet wygodny odpływ zatykany drewniany korkiem, prowadzący gdzieś do kanalizacji, a następnie zapewne do rzeki i do morza. Do tego po lewej stronie wisiała kamienna umywalka. Anty aż się oczy zaświeciły. Uradowana odwróciła się do Czarnego Szermierza.
- Nie chce cię wypraszać, ale... chciałabym się wykąpać - ponownie uśmiechnęła się słodko - Bardzo mi pomogłeś i dziękuję - podeszła do łowcy i przytuliła się na chwilę do jego ręki - Jeszcze raz dzięki - wyraz jej twarzy zmienił się, odsłaniając rzędy białych zębów w szczerym uśmiechu.
18.03.2014, 23:16
Przeczytaj Cytuj
Gospoda 'Pod Łososiem'
#26

Luźna, dowcipna rozmowa, kiedy miał ostatnią okazję takową odbyć ? Nie przepadał za licznym towarzystwem, w ogóle stronił od ludzi. Jednak wciąż był jednym z nich i potrzebował jakiegoś kontaktu, by zachować w sobie resztki człowieczeństwa jakie w nim pozostały. Jasnowłosa nie lękała się go, ani też nie szydziła z niego, traktowała go, jak kogoś całkowicie zwyczajnego. A to mu najbardziej odpowiadało. Mógł bez przeszkód przejść obok, pójść dalej i zniknąć, co też miało niebawem nastąpić.
Ale wtedy kobieta objęła jego ramię w geście podziękowania.
Drgnął. Nie, coś więcej. Szarpnął się wręcz, gdy dziewczyna otoczyła jego rękę swoimi. Jakiś instynkt, dawne wspomnienie, odrzuciło ten gest jak układ odpornościowy patogen. Skutkiem tego było niezbyt przyjemne dla białogłowy wyrwanie się z jej przyjaznego objęcia i wycofanie do wyjścia. W jednej chwili, senne oblicze wojownika przybrało wyraz bardziej złowrogi niż zwyczajny gniew.
- Nie rób tak więcej... - warknął, lecz nie uniósł głosu, to było ostrzeżenie, nie groźba. - Nie ma za co dziękować, pomogłem, bo miałem taką zachciankę, nic więcej - rzekł dosyć pospiesznie, w tym samym czasie odwracając się do drzwi. - Odpocznij i ruszaj w swoją stronę, powodzenia, jeżeli jeszcze kiedyś się spotkamy, będzie to zwyczajny przypadek.
Uniósł rękę w pożegnalnym geście i wyszedł. Tak po prostu. Nie obejrzał się, nie zwolnił, opuścił pokój i skierował się do wyjścia z lokalu.

[ jak nic do postaci, to z/t]
19.03.2014, 02:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda 'Pod Łososiem'
#27

- Ej, nie odchodź..! - wykrzyknęła, gdy łowca wyszedł z pokoju, nawet nie patrząc w stronę akolitki. Była jeszcze lekko zaskoczona jego nagłą reakcją na przytulenie, ale zaakceptowała to.
'Może po prostu nie lubi nawet drobnych czułości...'
Szybko podeszła do Szermierza, chwytając go za łokieć. Wbiła wzrok w podłogę, przez chwilę nie wiedząc, co powiedzieć. W końcu odezwała się.
- Dzisiejszy dzień w tym mieście nauczył mnie, że warto mieć obok siebie wsparcie. Nie jestem arcymagiem, by poradzić sobie sama. Zostań, mam nadzieję, że nie wymagam zbyt wiele - powiedziała, opierając się ciężko o drzwi. Spojrzała na niego smutno. Zmarszczyła brwi, próbując znaleźć jakieś kolejne argumenty bądź sugestie, mające przekonać Yoarashiego.
- Możesz wynająć pokój... Nie wiem. Jak się nie zgodzisz i wolisz pójść sam, zrozumiem - westchnęła cicho - Bardzo chcę wrócić do Lothil, a jest to trzy dni drogi stąd, jak nie więcej. Chociaż mogło być gorzej - podrapała się po głowie, przekonując się, że jej włosy też wymagają porządnej higieny. Przekrzywiła głowę, zatrzymując wzrok na obliczu towarzysza.
- Choć krótko się znamy, to nie zostawiaj mnie samej... proszę. Może jeszcze trafisz na Wilczycę - uśmiechnęła się pogodnie, lecz sama nie wiedziała, czy wspomnienie o niedawnym wydarzeniu nie wzbudzi furii w mężczyźnie. Pogładziła medialion wiszący na szyi i spytała:
- To jak? Zgadzasz się? Masz jakiś dokładny cel, jest ci to po drodze? Mogę ci to jakoś wynagrodzić - popatrzyła na swoje dłonie. Nie wiedziała, jakiej odpowiedzi może się spodziewać. Jej oczy zwróciły się ku pokojowi, spokojnie ogarniając jego wnętrze. Przymknęła powieki, szukając ukojenia dla zmęczonych źrenic. Jej umysł również był wyczerpany, o ciele nie wspominając. Cud, że jeszcze jakoś się poruszała. Musiała jeszcze zobaczyć do szafek, czy czasem w nich nie ma ręczników bądź jakiejś koszuliny nocnej. Madeleine nie miała przy sobie nic z dodatkowej garderoby, to tylko zbędny bagaż i obciążenie, które nie trudno nabyć gdziekolwiek. Szkoda tylko, że nie pomyślała wcześniej, by kupić cokolwiek, w czym można było po ludzku spędzić noc w gospodzie bądź karczmie.
19.03.2014, 17:11
Przeczytaj Cytuj
Gospoda 'Pod Łososiem'
#28

"Nie odchodź" - te słowa zahuczały w jego głowie jak dzwon, wywołując falę zimna przetaczającą się przez całe ciało. Ważna myśl, pragnienie, czy lęk, różne były powody wypowiadania tej frazy, lecz zawsze niosły ze sobą to samo uczucie.
Kolejne wyrazy łączyły się w zdania, których przesłanie było proste i wyraźne. Prośba o pomoc, o użyczenie siły, o wsparcie w trudach jakie czekały na drodze do obranego przez czarodziejkę celu. Słuchał jej, w milczeniu błądząc pośród wspomnień, starając się przypomnieć sobie, kiedy po raz ostatni ktoś zwrócił się do niego z taką prośbą.
Czując jej dotyk na swym ciele miał ochotę wyrwać się jednym szarpnięciem, lecz te dwa pierwsze słowa jakie usłyszał po wyjściu z pokoju wciąż rozbrzmiewały w jego umyśle, hamując gwałtowne odruchy. Odruchowo zacisnął pięść, prężąc silne ramię i tors, jednak nic nie zrobił.
A kiedy on ostatnio zwrócił się tak do kogoś ?
Nie pamiętał, nie wiedział, nie potrafił znaleźć w swym życiu takiej chwili. Jednak potrafił sobie wyobrazić co wtedy można czuć, może nie do końca, lecz przynajmniej w części. Zaklął bezgłośnie, wciąż nie spoglądając na rozmówczynię. Klął, klął i klął, czemu nie może mieć spokoju chociaż przez chwilę ? Jak nie potwory, to złodzieje, to wariaci z dziczy, to ktoś widzący w nim rycerza, obrońcę uciśnionych. Czemu nie mogli sami zająć się swoimi sprawami ? Skoro nie potrafili zadbać o siebie w podróży, to po co w ogóle ruszali się z miasta ? Nie mogli znaleźć sobie zajęcia w obrębie murów i siedzieć tu, gdzie nie groziły im niebezpieczeństwa otwartych przestrzeni ?
Zdawało się, iż myśli te wytrącą go z równowagi, że wzbudzą w nim złość, która z kolei pchnie pierwszy kamień lawiny rosnącego gniewu. Przysiąc by można, iż za moment ciśnie jasnowłosą o ścianę i rozszarpie na części, niczym wygłodniała bestia.
Lecz ten odwrócił się tylko w jej stronę z miną w stylu "że co ?".
Lekko opadła szczęka i usta wykręcone w grymasie będącego mieszanką zażenowania, lenistwa, irytacji i zwyczajnej niechęci, do tego na wpół przymknięte powieki i ściągnięte brwi. Po prawdzie, wyglądał komicznie. W jednej chwili rozluźnił się i westchnąwszy głęboko rzekł:
- Że niby mam robić za ochronę podczas wycieczki ? - zapytał z niedowierzaniem, nie było w jego głosie pretensji, czy kpiny, lecz iście codzienna niechęć, jakby matka kazała dziecku posprzątać cały dom w pogodny dzień.
Odetchnął głęboko. Przeciągnął dłonią po twarzy, co by rozbudzić się trochę.
- Do licha z tym, w sumie i tak pewnie nic nie znajdę w tej dziurze - przeczesał dłonią włosy. - Celu konkretnego w takim chodzeniu nie mam, raczej właśnie go szukam. Może coś tam się trafi po drodze, a ta psica mnie nie interesuje, niech sobie lata gdzie chce, jak długo mi nie przeszkadza. Nie chce mi się już nigdzie włóczyć dzisiaj, zatrzymam się tutaj, a co dalej to zobaczymy. Im szybciej ruszymy tym lepiej.
Zszedł na dół, po krótkiej wymianie zdań, wziął od gospodarza klucz i wrócił. W przeciwieństwie do czarodziejki, on wziął najmniejszy, najtańszy, najbardziej surowy pokój jaki był do wyboru. W takim czuł się najlepiej.
- Będę dwa pokoje obok, jak będziesz jeszcze w stanie to przyjdź i powiedz mi jaką drogą chcesz iść i co cię tak poruszyło, że zdecydowałaś się znaleźć kogoś do podróży. A i mów mi po prostu Yoa.
Mówił krótko i rzeczowo, unikając zbędnego paplania. Zaraz po zakończeniu wypowiedzi udał się do swojego lokum, wyposażonego jedynie w komodę, malutki stolik i łóżko, tyle ile potrzebował.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.03.2014, 20:27 przez Yoarashi.)

19.03.2014, 20:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda 'Pod Łososiem'
#29

Widząc jego minę i czując niewiarygodnie napięte mięśnie do granic wytrzymania, Lena nieco spoważniała. Aż za bardzo.
- Ja nie idę na żadną wycieczkę, tylko wracam do domu - wycedziła przez zęby - Ochroniarza mi nie trzeba, ale bogowie wiedzą, co się może po drodze przytrafić - jej twarz stała się łagodniejsza. Przymrużyła oczy i puściła rękę łowcy.
- Tak w ogóle, jak to mówią, w kupie siła - dodała, wzruszając ramionami. Kiedy się zgodził, kiwnęła głową z aprobatą.
- To dobrze, wyruszymy nad ranem. Jak coś to mam mapy, ale zapewne jesteś świetnie obeznany w terenie.
Gdy zniknął na schodach, zabrała się za przeszukiwanie szafek. Najpierw otwierała po kolei szerokie szuflady komody. W pierwszej od góry były świeże pościele, w drugiej zasłony, a w trzeciej i jednocześnie ostatniej... ręczniki. Chwyciła dwa z nich i wyciągnęła z półki. Rozległ się głośny stuk, Lenę przeszył mocny dreszcz. To było niezłe zaskoczenie. Spojrzała na podłogę, chcąc wypatrzyć przyczynę dźwięku. Na drewnianej posadzce leżała mała fiolka z ciekawym płynem. Madeleine uniosła ją ku oczom i odetkała. Zaciągnęła się wonią, wręcz nie wierząc w to, co poczuła. Olejek lawendowy. Ukochany zapach, którym na co dzień pachniała jej peleryna. W tej chwili do pokoju wpadł Yoarashi, oznajmiając, gdzie będzie spał.
- Dobrze, Yoa. Dobranoc! - machnęła do ręką i wróciła do napawania się tym perfumem, zamkniętym w niewielkiej buteleczce. Nie mogła już dłużej zwlekać. Wstała i zaczęła się rozbierać. Najpierw uwolniła piersi z ciasnego czarnego bandaża, potem klapnęła na łóżku, by pozbyć się butów. Zdjęła biżuterię, odpięła i zsunęła z nóg pończochy, następnie zciągnęła spodenki. Zrzuciła je, idąc w kierunku wanny. Popatrzyła na kurki nad nią w ścianie. Nie zważając na nic, odkręciła obydwa. Zatrzęsła się, czując na palcach wartki strumień. Zatkała odpływ. Uklękła przy wannie, opierając się na niej i patrząc, jak napełnia się cieplutką 'wodzisią'. Westchnęła. Tak dawno nie zażywała kąpieli. Gdy duże, metalowe naczynie było już pełne do połowy, zakręciła zawory, sprawdzając stopą temperaturę wody. Szybko otrząsnęła ją i skoczyła po fiolkę. Wylała całą jej zawartość, mieszając ręką. Nie czekając dłużej, wlazła do wanny. Wydała z siebie jęk rozkoszy. Jeszcze ta woń... Wszystko było takie wspaniałe. Rozparła się wygodnie i wbiła wzrok w sufit. Na chwilę przymknęła oczy, jednak... niespodziewanie przyszedł sen.
19.03.2014, 21:46
Przeczytaj Cytuj
Gospoda 'Pod Łososiem'
#30

Cisza. Siedząc na podłodze, wsparty o ścianę przy oknie wojownik, trzymał na kolanach jedynego kompana swych podróży. Cisza. Potężna klinga, czerniona na licach, toporna i ciężka, przeznaczona do niszczenia koszmarów, jakie stąpają po tym świecie na jawie. Cisza. Cienista tkanina okrywała szeroki tor i ramiona, będąc jedyną osłoną łowcy przed nocnym chłodem, zarazem stanowiąc mu najlepsze ukrycie w niej. Cisza. Niesione szkieletem gospody dźwięki kroków pobudzały jego zmysły, każąc im czuwać i wypatrywać niebezpieczeństwa. Cisza. Gdzieś na zewnątrz rozbrzmiały głosy, niezrozumiałe słowa, krzyk, a po nim śmiech zamroczonych alkoholem zawadiaków. Cisza. Skromny pokój wypełnił stukot ciężkiego buta rytmicznie opadającego na deski. Cisza. Cisza. Cisza...
- Ile do cholery można czekać !? - warknął wkurzony tropiciel, zrywając się z miejsca i robiąc pierwszy krok w stronę drzwi. - Miała zaraz przyjść i powiedzieć dokładnie którędy chce iść - rzucił na łóżko płaszcz, a monstrualną klingę oparł o ścianę przy parapecie. Nie miał na sobie napierśnika, większość wyposażenia leżała teraz na posłaniu, został jedynie w tkanych spodniach i podkoszulku bez rękawów, oraz wysokich, okutych butach.
Idąc pospiesznie, opuścił swój pokój zatrzaskując za sobą drzwi i zmierzył do lokum niewiasty.
- Jesteś tam ? - zapytał, niezbyt delikatnie pukając.
Dał jej parę sekund na odpowiedź.
- Mieliśmy pogadać, otwieraj ! - warknął, lecz z dołu dobiegły uciszające słowa, tak więc odpuścił.
- Skaranie z wami... - złapał za klamkę i... Drzwi się otworzyły. Sam był zdziwiony, że tak się stało, ale jak już do tego doszło, to mógł bezpośrednio przypomnieć jasnowłosej co miała zrobić (nie napisałaś, że zamykasz ;] ).
Wszedł do środka. Znów odrzucił go ten przepych, tym razem bogatszy o słodką woń. Rozejrzał się, nigdzie nie widział dziewczyny. Było ciemno, w ogóle niewiele widział. Zamknął za sobą drzwi przeszedł po komnacie. Aura ciepła i mdły zapach pokierowały go do zasłony. Podejrzewał, że tam właśnie ja znajdzie.
- Ile trzeba czekać na --!! - szarpnął za materiał, niechcący zrywając go. Lecz nie to było powodem jego osłupienia, lecz na wpół skryty w mroku widok zanurzonej w pełnej wody wannie kobiety. Spała, a na jej głowę opadała właśnie zerwana zasłona, choć to czy rzeczywiście była w objęciach marzeń sennych nie było takie pewne, zważywszy na fakt, iż mężczyzna wparował do jej lokum dosyć głośno, a i krzyknął tuż przed momentem.
19.03.2014, 22:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki