Baśń o Syrenie i Krakenie
#1



yła niegdyś Baśń dobrze znana. Powiadali nam Bardowie, że to jeno o Syrenie, której żywot jest na łowie. Była ona tak lubiana, coby wenie dać upustu, zapisano ją na stronie czy to jednej, czy to dwustu... Bez znaczenia! Bowiem temat o Krakenie, się rozumie, jest poważny. W swojej głębi również straszny. Jednak co to? Jak to? Rozpisują się Bardowie. Skończmy śpiewać, skończmy knocić. Przeto opowiastki czas nadchodzi, więc otwórzcie swoje oczy! W wyobraźnię waszą wkroczy... I niech nikt się tu nie zmoczy!

Czas to raczej był nieznany, spekulują aniołowie.
Kiedy oczy swe otwarła, czarne, smutne zamyślone...
Zobaczyła i poczuła, czarne niczym najczarniejsza smoła...
Breja, Mokradła, zbiornik dla strachu.
Gdzieś trafiła?! Gdzieś polazła?!  

"Los Twój dziewczę, zakłamany..." Powiedzieli jej bogowie,
Wszak jej dusza już umarła. Dziewczę jest zgubione!
Poruszyła swym ogonem... Uwięziona, skrępowana, goła...
"Keja"? Zagadła próbując zamachu.
Coś zmieniła?! Coś zrobiła?!

Widok moczar... Przecież dobrze wiecie.
Mnóstwo kości, roztopionych mięśni.
Pomyślało sobie dziewczę, ocierając łzy...
"Maskarada! Tak to widać jest na świecie".
I przełknąwszy głośno ślinę zapytało:
"Czy to wszystko mi się śni?"

Nikt nie mówi, nikt nie krzyczy.
Jeno otchłań głośno syczy.
Czy to woda, czy to śmierć?
Moje dziewczę... Nie wierć! Nie wierć się!
On to słyszy, On poluje. Szuka Ciebie,
szuka burzy. "Więc uciekać?" Myśli sobie,
Nic Ci po tym! Mówi w głowie,
Jeszcze chwila, jeszcze moment!
Twoja dusza w mojej mowie.
Szpony, Ślepia, Ten delikwent!
Wielki, brzydki i obślizgły...
Moje dziewczę, zasiej ferment!
Pośród unoszącej wszędzie mgły!

Syrenim śpiewem, przedarła się zrozpaczona,
A przyznać trzeba, odwagi nie miała,
Przecinając mrok niezmierzony...
Próbuje go zmącić! Cała była roztrzęsiona...
Jednak spróbować zwyczajnie chciała.
Podpowiadał jej instynkt, w kraniec zagoniony.

"Walcz, Krzycz, Niech zbłądzi w mroku!"

Mówił Duronor, przez kłębek amoku.
Kobieta, Syrena, wciąż liche dziecię.
Waleczne, płochliwe, niezdecydowane.
Szarpała się chcąc uciec, lecz wtem ujrzała.
Szpony, Ślepia... To ten delikwent!

Ciało swoje przesunęła, wtem poczuła jak ją ściska!
Wielkie, mięsiste łapsko a łeb powiadam! Widziała z bliska!
Zaczarowane, zahipnotyzowane, było tu od początku.
"Oj, mój nieudolny, straszny przodku!"
Wycedził chrapliwie przez wielkie kły.

Tedy zdała sobie sprawę, że ruszać się nie mogła,
Bowiem śmierć ją pochwyciła nim oczy swe przebudziła,
Tak to mogła ino, śpiewem swym ratować duszę.
"Cóżem uczyniła przebywając na Twym terenie?"
Zapytała zrezygnowanym śpiewem.
"Czy odpowiesz mi? Straszny, Okrutny Krakenie?"
Znów zabłysły wielkie kły "nie wiem".

Nie pożeraj swej ofiary! Nie pożeraj swej ofiary!
Warknął głośno poirytowany. "Śpiewaj!"
Polecił, niby od niechcenia, niby od wymogu,
Dziewczę łkało złowrogo, wtem wszystko było jasne.
Śpiewem swym ofiary zmieniła.
Wielkie kły ucichły, Ślepia prędko przygasły,
a jej czarne, smutne, zamyślone oczy,
ukazały intencje prawdziwe. Choć to jeno domysły...
Polowanie się skończyło. Wielka bestia już nie kroczy.

Takoż właśnie Kraken zasnął.
Uwiedziony głosem Syreny.
Niby łowca, a jednak ofiara,
Szczęką swoją głośno chrzęsnął...
Oddalony przez Trytony...
Jedzenia da im co nie miara.

Zabójcza, z tej syreny flirciara...





07.11.2016, 03:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj


Wiadomości w tym wątku
Baśń o Syrenie i Krakenie - przez Vanari - 07.11.2016, 03:06



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna