Rynek
#11

Obserwował rozwój sytuacji z odrobiną rozbawienia w myślach i z delikatnym uśmiechem ukrytym za potężnymi wąsiskami i brodą, którą mimowolnie przeczesał raz dłonią. Nie był pewny, w jakim celu Nyriel masuje swoją łydkę, bo musiałby się zdarzyć chyba jakiś cud, żeby tak upadła na ulicę, by stało się coś jej w akurat tę część ciała. Albo masowała łydkę, bo wstydziła masować się przy nich wyżej. Chociaż być może oberwała w nią kolanem swego napastnika. Tak, to już prędzej.
Zauważył, jak opiekowała się swoją pustułką. O tak, to dziewczę nie było treserką, bo miało taki kaprys. Zdecydowanie była powołana do tej profesji. Cieszył się, widząc takich młodych i mimo że nie jakoś wspaniale wychowanych, to jednak z pomysłem na siebie, na swoją przyszłość, z zainteresowaniami. Mniej zaś radował go widok takich młodzików, co tylko wszczynaliby burdy w karczmach, albo wpadali zupełnym przypadkiem w pełnym biegu na niewinne niewiasty. Ale cóż, równowaga jakaś musi być.
Patrzył na to, jak zareaguje Nyriel, ale ta najwidoczniej nie miała zamiaru zrobić rzezi. Z jednej strony trochę szkoda, chciałby to zobaczyć, chociaż sam nie wiedział z jakiego powodu. Z drugiej - jednak kamień z serca, naprawdę.
Z kolei jeśli chodzi o tego młodego człowieka który gadał coś o łopacie, to chyba jednak zareagował na to zniechęcające uczucie, tudzież aurę obawy, jaką roztaczał grabarz. Tak, zauważył to już wcześniej, chociaż przez długie lata nie był pewny, czy mu się nie wydawało. Ale jednak nikt na niczyją obecność nie reagował tak, jak na Scythisową. Wszak szkoda nieco, że z takim opóźnieniem ów rozbójnik to odczuł.
- Zauważyłem. Wiesz jednak, takie kopanie to bardzo przydatna sprawa. Niby jedną funkcję pełni taki szpadel, a jednak bardzo wiele. - odparł, mając nieco nadziei, że człek zapyta o te funkcje. Nie zdziwiłby się, oczywiście, gdyby tego nie zrobił, wszak młodych mało interesuje coś tak zwykłego i przyziemnego, jak posługiwanie się takim narzędziem. Temu pewnie bardziej do gustu przypadały podróże i przygody. Po tym, co właśnie powiedział staruch można by sugerować się, że chce właśnie opowiadać o przeróżnych zastosowaniach szpadla i poszczególnych sposobach wykopywania dołów, ale nic bardziej mylnego.
I tak, od momentu, w którym treserka zaczęła zbierać się z chatki Scythisa, ten tracił ochotę na rozmowę, ale to mogło się zmienić w ciągu najbliższych kilku minut. Chociaż nie za bardzo miał chęć na poznawanie się z młodzikiem, to chciał zobaczyć jak się sytuacje potoczą. Chciał też wrócić do chatki, przyrządzić mikstury, maści i wreszcie mieć święty spokój. Oj tak, życie pełne jest trudnych decyzji.
Na nieco zaczepne (?) pytanie panny jego wyraz twarzy spoważniał, sztucznie, ale jednak, po czym odparł absolutnie spokojnym tonem.
- Tylko, jeśli mnie zdenerwuje - choć kilka chwil po tym starcza twarz nieco się rozpogodziła. Nie roześmiał się. Jeszcze.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2014, 03:18 przez Scythis.)


Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
18.08.2014, 17:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#12

- Musisz się jeszcze dużo nauczyć o życiu. - oznajmiła nowopoznanemu, kręcąc głową. - Ptak? Bandaże i mikstury? Chyba upadłeś na głowę! A nie, to ja upadłam. - poprawiła się Saylje, przewróciwszy oczami.
Nie wiedziała w tym momencie, kto z tego trójkowego towarzystwa mówił najbardziej sensownie.
- Gdyby sprzedawał takie rzeczy, nie stałabym tu. Wolę być samowystarczalna. - wzruszyła ramionami.
Przez te wiele lat życia podłapała skądś zwyczaj przeplatania widocznego, jak i niewykrywalnego sarkazmu z mówieniem poważnie. Dla niej było to oczywiste, jednak podejrzewała, że czasem rozmówcy mogli mieć z tym niemały problem. Ale był to ich problem, nie jej. Ona mówiła co chciała, a to, jak jej słowa zostaną zinterpretowane, rzadko nawiedzało jej myśli. Swój styl mówienia mogłaby nazwać ciągłą mieszanką powagi, nutki złośliwości i szczypty żartu.

Na wzmiankę Scythisa o szpadlu Saylje zastanowiła się chwilę.
- Brzmi tajemniczo. Coś typu "większe od środka", tak? - uniosła brew. Pozostawiła ją uniesioną przez dłuższą chwilę, gdyż młodszy mężczyzna zaproponował jej... "kolejkę" w karczmie. Skąd mogło wziąć się to słowo? - Zakładam, ze nie jestem pierwszą "niewiastą" - tutaj wykonała wolną ręką znak cudzysłowu - na jaką dziś "wpadłeś"? No, tylko mi schlebiasz.
Na jej ustach zagościł chytry uśmieszek mówiący "rozgryzłam to!".
Każdą okazję wykorzystają, pomyślała, nieco ironicznie. Wiedziała bowiem, że to, co mówiła, do końca prawdą nie było.
- Od nieznajomego kolejka w karczmie jest warta niewiele więcej, co "przepraszam". No i kolejka, którą mam przed sobą jest dość długa.
Kiedy zielone oko na ułamek sekundy zniknęło za powieką, Saylje uśmiechnęła się do siebie. Cwaniak. A taki nieporadny. Teraz się zastanawiać, czy całe przedstawienie i nieśmiałość były autentyczne. Nie, nie ma potrzeby się zastanawiać, wróżką nie jest, by odgadywać intencje ludzi. Wiedziała jedynie to, co zauważała, wyciągała wnioski, jednak nie myślała nad tym za długo, gdy nie miała potrzeby. Myślenie wstecz przekształca rzeczywistość, a dobrze jest mieć realny obraz człowieka. Tak na wszelki wypadek.
Zdecydowała się więc mrugnąć z powrotem.
- No cóż, kto wie? - teatralnie wyrzuciła rękę w powietrze i westchnęła - Równie dobrze mógłbyś chcieć mnie zabić.
Na stwierdzenie starca zaś odpowiedziała:
- To może być bolesne. Kostka ma tendencje do zemsty.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2014, 01:50 przez Nyriel.)

20.08.2014, 01:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#13

Chłopak tylko westchnął. Wszystko zdawało się gmatwać jeszcze bardziej, niż w rzeczywistości było. Dziwny staruch z łopatą, przemądrzała dziewczyna z ptakiem i on, gość, który przewrócił się w niewłaściwym miejscu i źle się zabrał za naprawianie gafy.
Odciął się na chwilę od otaczającego go otoczenia, kasując ostatni natłok przeżyć i układając sobie wszystko w głowie. Jeśli będę potrzebował kiedyś wykładu o kopaniu, to wiem, do kogo się zwrócić. Na pewno zapamięta tego starca, co do tego nie miał wątpliwości. Był... specyficzny.
- To nie, chciałem być miły - wzruszył ramionami, niespecjalnie przejmując się odmową. Chociaż zostanie mi trochę pieniędzy. Jednak, jak dziewczyna słusznie zauważyła, kolejka była dość długa.
- Dziadku, masz może bandaże na zbyciu? - rzucił od niechcenia w kierunku starca. Tonący brzytwy się chwyta. Nie uśmiechało mu się kwitnąć w tym ogonku tylko po to, żeby kupić dwa kawałki szmaty. Z drugiej strony, nie chciał ruszać na polowanie bez choćby minimalnego zaopatrzenia. Tak źle i tak niedobrze.
21.08.2014, 02:29
Przeczytaj Cytuj
Rynek
#14

"Bogowie chyba płaczą, gdy widzą takie konwersacje" - pomyślał Scythis, westchnąwszy. Człek, który nie wiedział, co można robić z łopatą, która w rzeczywistości okazuje się być szpadlem, chce kupić bandaże od pustułki kobiety, na jaką właśnie wpadł i przewrócił. I to wszystko rozgrywa się tak, jakby to była najnormalniejsza w świecie sytuacja. Ludzie nawet nie zwrócili zbyt dużej uwagi na to zdarzenie.
Jakby na potwierdzenie tego, co przed chwilą pomyślał, spadło właśnie z niebios kilka łez. Nie było to nic poważnego, ale grabarz uśmiechnął się w duchu. Z drugiej strony nie było pocieszające, że ktoś może słuchać jego myśli w każdej sekundzie dnia i nocy. Mimo to stwierdził, że te nieliczne krople mogą zwiastować ulewę, jaka nastąpi za kilka minut, więc warto byłoby znaleźć jakąś karczmę. Zanim dojdzie do chatki może minąć nawet i kwadrans, a do tego czasu mógłby nieźle przemoknąć.
Powstrzymał się od komentarzy odnośnie kolejki, chociaż mógłby właściwie iść na jakiś miód i coś na ząb. Również nie wspomniał nic na to, co odparła Nyriel, gdy wspomniał o szpadlu. Głównie zależało mu na tym, żeby młody mężczyzna chwycił haczyk, ale jak widać, nie było mu z tym zbyt śpieszno. Ogólnie rzecz biorąc przysłuchiwał się ich rozmowie z dość niewielką dozą zainteresowania, myśląc sobie, że jeśli się nie rozpada i nie pójdą do gospody, to będzie się zbierał do swojej chatki.
To wszystko zaczęło teraz wyglądać jak nieudolna próba zapoznania się tego młodzika z panną. Zmieszanie było dość małe, w dodatku wyglądało na nieco sztuczne. Teraz wystarczyło tylko popatrzeć na mimikę treserki, która świadczyła jakby o tym, że i ona traktuje to jako jakąś pokrętną grę. Prawie jak te dworskie intrygi. Daleko starcowi było do mieszania się w podobne sprawy, obojętnie czy stanów wysokich, czy niższych.
Dopiero po upłynięciu paru chwil zdarzyło się coś ciekawszego, to znaczy kwestia dotycząca bezpośrednio grabarza. Na taką nie wypadałoby odpowiadać, a zbyt częste ignorowanie pytań nie leżało w stylu Scythisa, jeśli można tak to nazwać.
- Kostka do zemsty? Hm. Jak zatem jej musiałaś zawinić, że tak cię teraz poturbowała? - zapytał. Cóż, czasem i jemu dość było powagi, dlatego postanowił jednak kontynuować tak dziwną rozmowę, aż mu cała ta specyficzność obrzydnie. Minęło kilka sekund, kiedy odezwał się też młodzik, pytając o bandaże.
- Bandaże, bandaże. Hm. Nie mam, w istocie, a i te by się przydały - odparł, myśląc o kolejnym straganie. - Ale za to znam kogoś, kto potrafi się nimi dobrze posłużyć. Jeśli byś się znalazł blisko tego miejsca i nie był w stanie zawiązać sobie lub komuś odpowiedniego opatrunku, to jest jedna chatka przy cmentarzu. Mają tam podobno dobrego uzdrowiciela - uśmiechnął się. Cóż, wydawał się być typem podróżnika, więc najpewniej był w mieścinie nowy. Mógł jeszcze nie słyszeć o "drugiej profesji" grabarza. Ano owszem, Scythis był znany w tym miejscu, ale przecież jeśli nikt o niego nie pytał, to ludność raczej nie rozpowiadała o nim na lewo i prawo tylko po to, żeby nagonić mu klientów. Niestety, ale niewielu było ludzi tak miłych, żeby sobie i innym nawzajem życie ułatwiać.



MG pozwolił na spadnięcie pinciu łez z niebios.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.08.2014, 19:35 przez Scythis.)


Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
22.08.2014, 19:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#15

Na pytanie starca o kostkę przekrzywiła głowę - równie dobrze można było powiedzieć, że nawyk ten przejęła od ptaków, w których towarzystwie przebywała nader często.
- Właśnie nie wiem, czym ja dziś zawiniłam, ale najwyraźniej coś się niebiosom nie podoba.
Sayjle poleciła pustułce, by przesiadła się na jej ramię. Przewróciła oczami i westchnęła ze znudzeniem, zmieniając swój ton na znacznie spokojniejszy.
- Jest wiele innych sposobów na bycie miłym na tym świecie. Wybaczyć tylko, że większość o tym nie wie. - rzekła, trochę do zielonookiego mężczyzny, trochę w nicość, wyjmując z sakwy pieniądze i przeliczając, ile mogłaby wydać. Szczęśliwie, kolejka się zmniejszała. Cały targ też się zresztą przerzedzał. Czyżby deszcz... W istocie, zaczęło kropić. Był to jednak jedynie kapuśniaczek, a oni wszyscy już zaczynali marudzić i zakrywać głowy, jakby koniec świata się zbliżał, jakby niebo miało spaść. Może miało, a ona nic o tym nie wiedziała. W każdym razie, jej to nie przeszkadzało. Ukradkiem natomiast zauważyła, że ptak siedzący na jej ramieniu na zmianę mruży oczy z każdym spadnięciem kropli na jego mały łebek. Wyglądało to uroczo i komicznie zarazem.
- Wrażliwiec się znalazł. - mruknęłą i pokręciła głową. Nieczęsto wychodziła z tym okazem na zewnątrz, gdy padało, ale też ostatnio rzadko miała okazję natrafić na deszcz. Można by było rzeczywiście oszczędzić mu irytacji, w tym momencie karczma wydała się jej dobrym pomysłem.
Wpierw jednak musiała upewnić się, że ma te zioła, które potrzebuje. Młody mężczyzna też poczynił mądrą uwagę o bandażach. Przydałyby się, ale można równie dobrze użyć szmat. Czasem nawet lepiej spełniały swą rolę. Prychnęła cicho, trochę z rozbawieniem, trochę sceptycznie, gdy usłyszała słowo "dziadku". Prychnęła raz jeszcze, albowiem rozbawiła ją jej myśl na temat braku szacunku, gdy sama miała go niewiele.
Kiedy doszła do końca kolejki, a sprzedawczyni zapytała grzecznie, w czym może pomóc, Saylje podniosła głowę.
- Wzięłabym... - kilka razy dotknęła palcem wskazującym swej dolnej wargi w zastanowieniu - Nyë. Macie jeszcze Nyë? I Brassę, same liście. Chciałabym też kilka całych grzybów Barbando i gałązkę Ardu.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.08.2014, 15:03 przez Nyriel.)

24.08.2014, 14:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#16

Inne sposoby, że niby kufel piwa nie jest dobrym sposobem? Gab z niedowierzaniem pokręcił głową. Przecież piwo załatwi każdy problem. Jednak duchem towarzystwa to on nie był, więc co mógł wiedzieć o takich szczegółach. Tak, czy inaczej, miał przynajmniej czyste sumiennie, za jakąkolwiek próbę rekompensaty nieszczęsnego upadku.
Nie umknął mu też fakt, że ta rozmowa naprawdę zmierza w coraz dziwniejszym kierunku, czas to ukrócić i wrócić na ziemię. Jakby na orzeźwienie, z nieba zaczął leniwie lecieć deszcz, który pomógł przerzedzić atmosferę i okolicę, pozbywając się z targu co wrażliwszych osób.
Dziewczyna zaczęła już kupować, co oznaczało, że łowca będzie następny, ale wzmianka staruszka o medyku zainteresowała chłopaka. Kto wie, może byłoby tam taniej?, pomyślał, licząc w głowie swoje marne grosze.
- Podobno? Nie znasz go osobiście? Bo gdyby było inaczej... - chłopak na chwilę się zawiesił, układając sobie w głowie słowa, po czym wrócił myślami do starca - Bo gdybyście się znali, to może dałoby radę trochę zejść z ceny? Albo, bo ja wiem, zamiast pieniędzy zaoferować futra lub skóry zwierząt? - mówiąc to, wskazał ręką na swój łuk. Może handlarzem i medykiem nie był, ale za to na polowaniach czuł się dobrze. Tak został wychowany.
01.09.2014, 02:00
Przeczytaj Cytuj
Rynek
#17

Na odpowiedź Saylje tylko wzruszył ramieniem i oparł się dłonią i zadem o stoisko za nim. Oczywiście uprzednio upewnił się, czy jest stabilne - inaczej byłby zapewne drugą osobą, jaka wylądowała w tym miejscu w ciągu ostatnich kilku minut na podłożu. Nie byłoby to z pewnością przyjemne, a i nie tak zabawne, jak w przypadku tej specyficznej panny. Nie żeby się śmiał z nieszczęścia innych. Tak po prostu... Przemknęło mu przez myśl.
Nie będąc już tego dnia szczególnie rozmownym, postanowił przysłuchać się rozmowie młodych. Ale cóż... Zdążył zauważyć, że konwersacja ta chyliła się ku końcowi. Ot, wymienili parę zdań i to by chyba było na tyle. Dziewczę zajęło się wymianą zdań z pustułką, a wtedy łowca zwrócił się z odpowiedzią do starca.
- Czy się znamy? Pewnie, że się znamy. Wszyscy go tu znają. No, albo zdecydowana większość. I zgadza się, trafił żeś pan w sedno - rzekł, stwierdzając, że jednak każdemu się trochę szacunku należy, a więc niechże będzie i ten "pan". - u niego nie płaci się monetami. Jeśli przyjdziesz do niego z jakimś ciepłym futrem, jakim będzie mógł się przykryć w zimowe dni, to z pewnością będzie to dla niego cenną zapłatą za każdą medyczną usługę. No, chyba że mikstury chcesz zamówić, wtedy najlepiej przynieść jednak parę smoków albo składniki - odrzekł, ukazując właściwie całą prawdę o tym, jak przebiega jego praca. Wiele mu od życia nie było trzeba. Tylko napić się, mieć dach nad głową, zjeść...
Właśnie, zjeść.
- Nie jesteście może głodni? Obok jest jedna karczma, może nie ma najlepszej reputacji, ale przynajmniej podają tam całkiem smacznie - zapytał, kierując się od razu w stronę drzwi owego przybytku. Nie zwrócił nawet uwagi czy za nim idą, ale jeśli zechcą dołączyć - cóż, to zaledwie parę kroków dalej. Ale z tego miejsca było widać pewne zamieszanie... Hm. Przy wejściu do budynku przybity był dosyć obszerny list, wokół którego zgromadziła się mała grupka. Dało się słyszeć przeróżne pomruki, a to obawy, a to niezadowolenia, coś o jakimś "Jelenim Wzgórzu".
Gdy już podszedł na tyle blisko, by móc czytać, przeprosił jakiegoś człeka i przejrzał treść pergaminu.
- O bogowie! - krzyknął na tyle donośnie, że nawet, jeśli Saylje i jej kolega nie ruszyliby się z kolejki, pewnie i tak by go usłyszeli. - Potrzeba tam pomocy - stwierdził. Nie trzeba było jednak być szczególnie uzdolnionym intelektualnie, by dojść do takich wniosków, mogło więc to zabrzmieć dość śmiesznie. Ale nikomu nie było wesoło.
Nie czekając, nie żegnając się z nikim po prostu ruszył z miasta, postukując szpadlem o bruk, niczym kosturem czy laską. Ciekawe, czy w takim tempie zdąży z pomocą na czas. Nie pomyślał nawet o swojej chatce. Właściwie, to nie było w niej chyba nic cennego. Ale co, jeśli przyjdzie ktoś ranny, albo chory?
- Dobry, Wiles. Jakbyś mógł, to przekaż paru długim jęzorom, że wrócę jakoś za kilka dni - powiedział grabarz, kończąc w myślach "albo wcale". Był to bednarz, dobry znajomy Scythisa, mimo tego, że z rzadka potrzebowali swoich usług. Znał się z kilkoma plotkarami (zresztą jedną z nich była jego żona), a te są chyba najlepszym sposobem na szybkie rozprzestrzenienie się tej informacji. Cóż, przynajmniej jeśli ktoś zapyta o znachora, tutejsi nie będą wprowadzali go w błąd. Nie zatrzymał się jednak by pogadać, nie było czasu do stracenia. Ruszył więc dalej, ufając, że w tak niewielkiej sprawie może liczyć na Wilesa.

MG
Gdy Saylje podeszła do córki zielarza, ta zapytała o to, czegóż sobie ta panna z pustułką życzy. Zaczęła od razu zbierać poszczególne zioła, kiwnąwszy głową w odpowiedzi na pytanie o nyë. Chwilę później na stoisku pojawiło się kilka zawiniątek, oznakowanych już na wszelki wypadek. Policzywszy dłuższą chwilę w myślach odparła, że to wszystko kosztować będzie równo 6 srebrnych smoków i 18 brązowych. Szczęśliwie wszystkie zioła były, ale dziś panował szczególny popyt. Powoli zaczynało kończyć się nyë, ale powinno wystarczyć jeszcze dla kilku kolejnych klientów.


Gracz opuścił wątek

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
01.09.2014, 12:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#18

Saylje odliczyła ze swej dłoni sześć osiemnaście i podała sprzedawczyni ze skinieniem głowy.
- Dziękuję – powiedziała i spojrzała do każdego woreczka, by się upewnić, że wszystko jest tym, czym powinno być. Kiedy skończyła, podniosła głowę i zobaczyła poirytowanie na twarzy kobiety. A, tak, inni czekają. Spakowała wszystko i z nieco głupim uśmiechem odsunęła się od stoiska.
Pozostało jej tylko przysłuchiwać się, jak starzec wychwala siebie, a gdy zaproponował schowanie się do karczmy, dziewczyna uznała, że może dla ptaka to by było dobre. Sama głodna nie była. Posiedzi trochę i znajdzie jakiś transport z powrotem do Greathard.
Kiwnęła głową i podążyła, trochę leniwie, za starcem, po czym zdała sobie sprawę, że najpierw wątpliwie odmówiła pójścia w to samo miejsce. Spojrzała do tyłu na czrnowłosego mężczyznę i rozłożyła ręce.
- Pada – oznajmiła jakby bezradnie, a pustułka, na potwierdzenie, wydała z siebie cichy pisk. Saylje następnie odwróciła się teatralnie na pięcie i znów zaczęłą swą powolną podróż. Tym razem przerwały jej nie jej myśli, ale okrzyk starca i, jak zdała sobie sprawę, podekscytowane rozmowy. Przy wejściu do karczmy stał mały tłum ludzi. Raczej nie czekali na miejsca przy stolikach.
- Tam? Gdzie? – spytała zdezorientowana, gdy starzec zawrócił. Nie otrzymała odpowiedzi (i wcale się jej nie spodziewała), więc westchnęła i odepchnęła kilku ludzi, by przeczytać wiadomość wywieszoną na drzwiach.
Jelenie Wzgórze?! Przecież to tuż obok Greathard. Co jak co, ale swoje rodzinne okolice trzeba było chronić. Okolice i ptaki, tak. A żeby zdać wszystko w łapy demonów, tak bez oporu, tak bez walki? O, nie, do tego by nie dopuściła. Rozochociła się jeszcze bardziej na wzmiankę o nagrodzie. Przepchnęła się przez ludzi raz jeszcze i rozejrzała się po placu. Niedaleko stał niewielki wóz. Ten wóz na pewno musiał gdzieś jechać, tak więc skierowała się w tamtą stronę. Konie rzeczywiście były niemalże gotowe do drogi, a woźnica czyścił im kopyta.
- Miło było na ciebie wpaść – powiedziała do nowopoznanego mężczyzny na odchodnym, salutując.
Ostatecznie transport z powrotem był darmowy.

Gracz opuścił wątek
04.09.2014, 13:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#19

Po ciężkiej podróży dotarli w końcu do Miasta Handlowego. Nie wiedząc na początku, gdzie się specjalnie podziać, Ra'Shad skierował swoje kroki w stronę, gdzie ciągnęło najwięcej ludzi. Jak przypuszczał, celem okazał się rynek, który obfitował w koloryt i różnorakość towarów, a przekrzykujący się kupcy i klienci wręcz kreowali zbijającą z nóg kakofonię dźwięków.
Pewnie w tym tłumie znajdowały się osoby, które byłyby w stanie pomóc im w dalszej podróży. Wpuścić na statek, albo przynajmniej pokierować do odpowiednich ludzi. Mistyk wiedział też, że nie będzie to łatwe zadanie. Dlaczego? To proste. W tym miejscu każdy czegoś chciał i to sprzedawcy usług wszelakich przebierali w klientach. Była to znacząca różnica pomiędzy Miastem Handlowym, a Grimssdel.
W trakcie rozmowy należy szybko znaleźć kartę przetargową, a najlepiej mieć ją jeszcze przed spotkaniem.
Mistyk dysponował wiedzą i talentami o które trudno go podejrzewać, dlatego też miał nadzieję wyciągnąć w odpowiednim momencie swój atut.
Rozejrzał się po okolicy. Kiedyś już był w Mieście Handlowym, jednak nie pamiętał za nadto szczegółów z tamtego okresu. Było to bez mała ponad dwadzieścia lat temu. Wtedy jednak miał zupełnie inny pogląd na to miejsce. Na swój sposób miał prawo go nienawidzić, podobnie jak ludzi z którymi tutaj przybył i z którymi stąd wyjechał. Przyjdzie jednak czas, że znajdzie zarówno jednych jak i drugich, a ich ponowne spotkanie nie będzie należało do najweselszych.
Tymczasem jednak nożownik przystanął i przyjrzał się pokrótce wszystkim kramom, po czym zwrócił się do swojego towarzysza podróży:
- Warto popytać, czy ktoś nie będzie wypływał w kierunku Sohan. Dobrze by też było się zaopatrzyć w jakieś jedzenie przed dalszą podróżą.
Poza jedzeniem pomyślał o ogromie wielu innych rzeczy, które by im się przydały. Choćby kawałek płachty nad głowę, żeby następnym razem na trakcie, było się czym osłonić przed deszczem. Nic tak przecież nie bawi człowieka, jak długi, męczący marsz w gęstych strugach deszczu. W szczególności szukanie suchego drewna na ognisko i próba jego rozpalenia. Innymi słowy, nadzieja w tym, że na pustyni nie padają deszcze. Być może w Azarat nie będzie im potrzebny namiot.
Póki co, należało myśleć o tym najbliższym etapie podróży, który może się okazać najbardziej wyczerpujący. Podróż statkiem nigdy nie była łatwa. Ra'Shad już coś o tym wiedział...
06.03.2015, 20:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek
#20

Tork przedzierał się przez tłum agresywnym krokiem. Był już nieco zdenerwowany, bo od rana nie mógł znaleźć odpowiedniego zajęcia. "Dla chcącego nic trudnego", mówili. Rzeczywiście, gdyby chciał zarobić dwa brąziaki na dzień, to ofert było aż nadto, cholera jasna. Ludzie natychmiastowo obrywali od niego barkiem, gdy tylko decydowali się na pozostanie w miejscu, mimo widocznych oznak, że lepiej tego nie robić - takich jak morderczy wzrok czy tęga postura łowcy. Zwykle jednak stwierdzali, że nie opłaca się im wszczynać jakiejkolwiek awantury, patrząc na twarz Tygrysa. Raz nawet napatoczył mu się na ramię jeden ze strażników i nawet go o nic nie zapytał, a co dopiero upomniał. "Jak tu takie, tfu, pachołki pracują, to sprzedawcy nie powinni się czuć zbyt bezpiecznie...", skwitował postawę "stróża prawa".
Zwykle nie zaczepiał ludzi, którzy chodzili, ale tym razem naprawdę nigdzie nie mógł znaleźć żadnej, nawet i średnio płatnej roboty. Znaczy mógłby. Nie chciał po prostu zarabiać, sprzedając ludziom wpierdol. A to w niektórych przypadkach ceniono naprawdę wysoko. Zaczął więc dopytywać ludzi, kręcących się wokół. Nie wszystkich, rzecz jasna - pytał tylko tych, którzy wyglądem sugerowali, że za dobrą pracę nie będą szczędzić srebra. Albo i złota, choć tych było tu niewielu. Żaden z bogato ubranych nie potrzebował jednak jakichkolwiek usług. Frustrujące. A od jakiegoś czasu sakwa Torka powoli, choć stale się opróżnia.
Wkrótce dostrzegł pewnego mężczyznę w średnim wieku. Dość wysokiego, nawet nieźle zbudowanego - jak na człeka, który na codzień nie wojuje - w całkiem eleganckiej, skórzanej kurtce, zapinanej prostymi klamrami. Wyglądał, jakby czegoś szukał. Być może szuka właśnie kogoś do pomocy?
Łowca ruszył gwałtownie, patrząc mu w oczy, jak gdyby chciał mu zaraz wpakować miecz między żebra. Oczywiście w żadnym wypadku by tego nie zrobił, z bardzo prostego powodu - nie posiadał ostrza. Gdy już się zbliżył, okazało się, że ktoś mężczyźnie już towarzyszył. Ale cóż, zapytać nie zaszkodzi.
- Szukasz pan czegoś? - zapytał, niezbyt zachęcającym do rozmowy tonem. Właściwie, trudno mu się dziwić - z ludźmi miewał (do ostatnich lat) niewielką styczność. Szczerze mówiąc, nie znał nawet sporej ilości słów, jakich nie używa się zupełnie na porządku dziennym, więc co tu się po nim spodziewać obycia i ogłady.
07.03.2015, 21:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna