Płaskowyż
#1

Na północnych obszarach Cichych Równin jedna połowa terenu jest dość górzysta, skalna - warunki nieco trudne, a zatem... Całkiem bezpieczne. Wędrówka tędy nie jest najłatwiejsza, ale ryzyko pojawienia się bestii jest bardzo niskie, wolą one żyć w centrum równin. Nie oznacza to, że ciężko tu o krzywdę. Podróżnicy mogą wpaść do jakiegoś dołu, spaść ze skalnych bloków, a nawet (choć zdarza się to niezwykle rzadko) natrafić na jakąś niewielką lawinę. W zimę śnieżną, kiedy indziej zaś kamienną. Nie sposób też unikać tu wszelkich otarć czy drobnych ran, jeśli nie jest się wystarczająco zwinnym lub niesie się cięższy bagaż. A skoro tak - mimo, że potwory raczej się tu nie zapuszczają, to taki teren jest ich sprzymierzeńcem. Wystarczy bowiem małe nacięcie na skórze i kilka kropel krwi, by zwabić tu coś, co ma dość dobry węch.
Druga zaś połowa jest usiana trawą, gdzieniegdzie jest też jakiś krzak czy drzewko. Niezbyt rzucającym się w oczy, natomiast umieszczonym w jednym z wyższych miejsc tutaj jest pewna chatka, wyglądająca na opuszczoną. Gdy jednak podejdzie się bliżej, dostrzeże się... Mały, całkiem zadbany ogródek. A w grządkach parę warzyw. Przy domku rosną też dwie jabłonie. To miejsce jest umieszczone właściwie w centrum skalnej strefy. Łatwo je ominąć, jeśli nie chce się wchodzić po skalistym zboczu.

MG

Trójka wędrowców obrała o tyle dobrą drogę, że jakimś niedługim czasem podróży pod górę zapewnili sobie osłonę z lewej strony pod postacią sporego urwiska, a raczej bardzo stromego zbocza. Szli jakieś sto metrów dalej, dzień chylił się ku końcowi. Kontury drzew rysowały się tu dość wyraźnie, ale jakieś dziesięć minut drogi w tę samą stronę widać było zarys... Chatki? Czyżby znaleźli dobre miejsce na nocleg? A może dom psychopatycznego pustelnika? W każdym razie dobrze byłoby mieć dach nad głową chociaż raz od ostatnich kilku dni, zwłaszcza, że chyba zanosiło się na deszcz. Warto byłoby też coś zjeść. Pozostaje więc mieć nadzieję, że to miejsce było opuszczone, bo skoro ktoś tu mógł zamieszkać, to chyba stronił od ludzi i mógł sobie gości nie życzyć.

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
08.09.2014, 20:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#2

Szósty dzień podróży chylił się ku końcowi, a Sibel nie potrafiła myśleć o niczym innym, niż o chwili odpoczynku. Niechby nawet krótkiej, za to w jakimś osłoniętym, w miarę suchym miejscu. Spojrzała w niebo, już któryś raz przez ostatnich kilka minut - chmury nie stały się od tego ani trochę mniej złowieszcze. Zmaleć też nie zmalały, dalej zanosiło się na deszcz. Z jakiegoś powodu podobna perspektywa bardzo się dziewczynie nie podobała, ale cóż było zrobić. Z kaprysami pogody człowiek ma do gadania tyle, co ze szczęściem. Chyba, że jest magiem od kaprysów pogody właśnie - niefortunnie, nie była. Towarzyszy o podobne umiejętności również nie podejrzewała. Nie, żeby miała coś do deszczu. Szumu spadających z nieba kropel słucha się wspaniale, zwłaszcza stojąc w progu jakiegoś przytulnego budynku. Koniecznie pod dachem. Skrzywiła się zauważalnie, po czym wróciła do obserwacji własnych butów. Od jakiegoś czasu nie miała już siły rozglądać się na boki, o gorączkowym wypatrywaniu co bardziej zdesperowanych potworów tym bardziej nie było mowy. I była cicho, co samo w sobie stanowić mogło najlepszy dowód wyczerpania. Skoro nie miała energii, żeby gadać... No, trochę jeszcze brakowało, zanim padnie, ale od zasugerowania, że można by już było szukać miejsca na nocleg dzieliło ją niewiele. Powiedzmy, że sekundy. Tyle dobrego, że teren im sprzyjał, dotychczasowe warunki również. Potwory najwyraźniej wolały trzymać się bardziej płaskich okolic, co było pocieszające. Stuprocentowej pewności mieć nie można, ale to i tak niewątpliwa zaleta - przynajmniej, dopóki nie zwabi ich zapach posoki. Uważała więc, pewnie trochę przesadnie, żeby nie nabawić się jakiś skaleczeń i starannie stawiała każdy kolejny krok, czasem jeszcze popatrując na zbocze. Spodziewała się tu raczej lawiny, niż wygłodzonej bestii ale myśl, że głupio by było zginąć pod stertą kamieni równie skutecznie zachęcała dziewczynę do utrzymania stałego tempa. Czyli trzymała się grupy i nie zostawała w tyle. Co zmieniło się dopiero w momencie, gdy zdała sobie sprawę, na co właściwie patrzy. Z pewnym opóźnieniem, spowodowanym ni to przez zaskoczenie, ni wyczerpanie - ale kto by się w tych okolicach spodziewał jakiejkolwiek chaty?
- Myślicie, że płacą tu podatki? - zadała głupie, ale nurtujące ją pytanie. Prawie żartobliwie, z tym, że przemęczenie nie sprzyja poczuciu humoru. Za dużo powagi było w tym głosie, stanowczo za dużo. Trudno było wyobrazić sobie poborcę podatkowego, wyruszającego w tak nieprzyjazną okolicę tylko po to, by odebrać kilka monet haraczu dla królestwa. Więcej, nakłady na taką wyprawę pewnie przekroczyłyby spodziewane zyski - czyli wychodziło na to, że o chatce wiedziało niewielu. Jeżeli nie wyłącznie właściciel. Osiedlenie się na podobnym odludziu mogło być subtelnym sygnałem, że nie życzy sobie towarzystwa żadnych gości, ale na subtelność dziewczyna najwyraźniej ogłuchła. Stała przez chwilę w miejscu, uwagę przeniosła na towarzyszy.
- Szukamy gościny, czy idziemy dalej? Wolałabym nie sprawdzać, czy to zwykły deszczyk, czy jakieś oberwanie chmury... - wymownie spojrzała w niebo, zastanawiając się, ile czasu minie, zanim się w końcu rozpada. Zawsze istniała szansa, że domek jest opuszczony. Niewielka, iluzoryczna, ale jednak szansa. Wszelako Sibel nie była kompetentna, by podejmować decyzje w imieniu całej grupy. Po pierwsze, była najmłodsza. Po drugie... W tej chwili pewnie nawet klacz wyglądała stateczniej, niż umęczony podlotek. Rozsądek ustępował zmęczeniu, więc ograniczyła się do czekania na odpowiedź. Zarzuciła nawet pomysł sprawdzenia, czy gospodarz jest w domu. Częściowo dlatego, że dalej znajdowali się zbyt daleko, by jej zaklęcie mogło coś zdziałać, częściowo zaś, ponieważ duża część sił zaangażowana była w trzymanie się na nogach i wyglądanie na możliwie przytomną. Czekała, co zdecydują Ethan i Artial. Gdyby uznali, że warto zbliżyć się do chatki, to po prostu starannie wypatrywać będzie sideł. I innych niespodzianek, które mogą czekać na nieproszonych gości. Było nie było, okolica nie należała do przyjaznych - obecność jakiejś pułapki, niechby i na potwory, jeśli już nie ludzi, wydawała się nieodzowna.
09.09.2014, 22:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#3

Artial znajdujący się w ogonie całej wyprawy, rozważnie stawiał kroki by następnie tą samą ścieżką poprowadzić Lunę. Z każdą kolejną przebytą milą ogarniało go znużenie związane z tą całodzienną podróżą. Nie było to spowodowane nadmiernym wysiłkiem, gdyż ciało jego było silne, a bagaż żaden mu nie ciążył. Powód wymalowany był na jego twarzy sinymi cieniami pod oczami. Teraz odznaczały się mocniej od bladej twarzy niżeli przed rozpoczęciem podróży. Nie trzeba było być medykiem by się domyślić, że sen Artialowi ostatnimi nocami nie służył. Nie mijało się to z prawdą, gdyż mężczyzna zasypiał przeważnie pierwszy i spał tak długo, jak długo palenisko dawało światło i ciepło. Gdy się budził żarzyły się przeważnie jedynie drobne iskierki otulane popiołem. Wielokrotnie próbował jeszcze po tym śnić, lecz cisza panująca woków napawała go znanym mu niepokojem. Obecność śpiących przy nim towarzyszy, chociażby obcych, dodawała mu odwagi, lecz nie było to wystarczające. Czasami, zważając na to by nikogo nie zbudzić otwierał swą torbę z której wyjmował ponętną butelkę wina. Raczył się nim, chcąc ukoić zszargane nerwy. Pozwalało mu to oddać się w ręce Morfeusza jeszcze na chwilę przed świtem oraz rozpoczęciem podróży. Sam Artial był przyzwyczajony do takich praktyk w czasie podróży, lecz nie znaczyło to, że nie odbijało się to na jego zdrowiu. A odbijało. Widocznie.
-Hm...Płacić? Myślę, że dla osiedlających się tu jest utworzony specjalny fundusz w skarbcu. Albo na poczet odwagi, która jak wiadomo jest w cenie, albo specjalnej zapomogi.- Podłapał temat równie poważnym tonem, unosząc na koniec jedną brew ku górze w geście głębokiej konsternacji. Taa...ktoś kto wybrał to miejsce w którym postawił dom musiał być bardzo odważny lub też wyjątkowo dziwny do tego stopnia, że nie chciano go w mieście.
Kiedy dziewczyna zadała pytanie, tak jak ona i on stał przez chwilę w osłupieniu przenosząc wzrok to na chatkę, to na nią, to na niebo, to na Ethana, niebo, chatkę, nią, niebo, konia...
- Gościna brzmi dobrze. - Rzucił, upewniając wszystkich co do tego gdzie spędzą noc i jako pierwszy bezceremonialnie pokierował się pod domek ciągnąc za sobą konia.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.09.2014, 20:55 przez Artial.)

10.09.2014, 20:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#4

MG

Zebrało się na poważne żarty podróżnikom, ale chwilę później sytuacja wcale zabawna nie była. Był już wieczór, słońce zaszło, a wnyki i sidła - dobrze, że najwidoczniej nie było tu innych pułapek - zostały dobrze zamaskowane. Jakimś cudem Artial i jego wierzchowcowi udało się uniknąć pułapek, Sibel zaś bardziej uważała na drogę i była nieco za Ethanem. Nie zdążyła go więc ostrzec, gdy w ostatniej chwili dostrzegła na trawie pewien niepokojący kształt. Chwilę później kolorowowłosemu zacisnęło się coś silnie o nogę, a przewrócił się tak niefortunnie, że padając na rękę... Natrafił na kolejne, co okazało się moment później, gdy próbował się podnieść, próbując uwolnić nogę z uścisku. Na szczęście okazało się, że miał na tyle rozumu, by nie zacząć się jakoś szamotać - w przeciwnym wypadku lina (na szczęście nie był to drut) zacisnęłaby się o wiele mocniej, zaś przecięcie jej byłoby mało możliwe. Leżał więc sobie, nie mogąc dosięgnąć kostki. Jedyną nadzieją była pozostała dwójka. Dziewczę zauważyło sytuację natychmiast, Artial był już wysunięty o dwa kroki dalej, więc musiał się jeszcze obrócić.
Sznury okazały się być już stare i zniszczone przez gorąco i deszcz, więc puściły praktycznie od razu po przyłożeniu do nich ostrza, mimo, że były dość grube. Chwilę później, gdy już każdy pomyślał "cholera, tu mogą być pułapki, trzeba się strzec" zauważyli specyficzne, okrągłe kształty - ogromne sidła, prawdopodobnie na jeszcze większe bestie. Cóż, tych najpewniej unikną bez problemu. Kłopot w dojściu do chaty mogły sprawić te mniejsze, lepiej zamaskowane. Nie były jednak szczególnie groźne. Ale natrafianie na zbyt dużą ich ilość też nie byłoby zbyt rozsądne - jeśli uda im się nocować w tamtej chałupce, będą one pełniły funkcję dla nich ochronną. I z kilku innych względów również, ale mniejsza o to.
Dosłownie zdążyli otrząsnąć się z całej sytuacji, a zaczęło kropić. Kap, kap... Hm, pisanie ilości kropel poprzez takie onomatopeje nie byłoby najlepszym pomysłem, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że minutę później mżawka była już całkiem silna. Strach pomyśleć, co będzie, jeśli nie uda się skłonić gospodarza budynku, o ile taki istniał, do współpracy. To znaczy, strach... Cóż, z pewnością będzie dużo błota i niezbyt miły sen. A osobnikom wrażliwszym na choroby rano z pewnością będzie doskwierał kaszel, ból gardła... No i pewnie wszystkich innych kończyn. Chwilowo więc tylko jeden cel przyświecał trójce podróżników: dostać się pod dach. No i przy okazji najlepiej uniknąć wnyk.

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
12.09.2014, 22:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#5

Niczego nieświadomy Artial szedł sobie prosto przed siebie nie myśląc o żadnych pułapkach, gdy wtem posłyszał jakieś dźwięki za sobą. Obrócił się więc by spojrzeć do tyłu i ujrzał zapułapkowanego Ethana. Zabawnie to trochę wyglądało przez wzgląd na długość postury mężczyzny i fakt ze nadział się na dwie sztuki sideł. Całe szczęście, że nie były to żadne wnyki.
-A więc nasz przyszły gospodarz to jakiś myśliwy lub łowca. Dobra robota, Ethan. - Pochwalił towarzysza będąc lekko rozbawionym, lecz w pełni szczere były to słowa. Właściwie nie przejmował się tym, że sam mógłby w nie wpaść. Bardziej zaczął zamartwiać się o konia bądź Sibel, której podał swój nóż, jeśli ta żadnego nie posiadała, by pomogła Kolorowemu. Jeśli całe zamieszanie dobiegło końca na nowo podjął się podróży w kierunku domu. Tym razem jednak ostrożniej prowadząc konia i ostrzegając towarzyszy przed tym co dostrzegł. Jeśli jakiejś pułapki nie dało się wyminąć aktywował ją kamieniem.
Kiedy zaczęło padać, a wilgotne włosy poczęły przyklejać mu się do czoło, zaczesał je ręką do tyłu coby mu wzroku nie przysłaniały. Miał zamiar już tam dość. Robiło się ciemno.
12.09.2014, 23:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#6

Ostrzeżenia po prostu zamarły jej na ustach. Zdążyła tylko nieco szerzej otworzyć oczy, zaś hasło "uwaga, pułapka" pozostało niewypowiedziane. Wydarzenia nastąpiły zbyt szybko, by Sibel zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować, co dobitnie świadczyło o jej użyteczności przy nagłym ataku jakiegoś potwora - z tym, że sidła okazały się szczęśliwie niegroźne. Strach było pomyśleć, jak niewiele brakowało, żeby wpakować się w któreś z tych większych - które dziewczyna zauważyła dopiero po chwili i z którymi spotkanie byłoby pewnie o wiele bardziej... krwawe. Dziewczyna otrząsnęła się z zaskoczenia szybko, i jeszcze zanim Artial zaproponował jej nóż do przecinania nadgryzionej zębem czasu liny grzebała już w torbie, by wydobyć jedno z dwóch posiadanych ostrzy. Przecięła sznur krępujący rękę mistyka, po czym podała mu nóż, by mógł oswobodzić nogę. Więzy ustąpiły łatwo, czyli pułapki musiały znajdować się w tym miejscu od dłuższego czasu - może ewentualne potwory przyzwyczaiły się do omijania tego miejsca? Albo nie miały powodu, by tu przychodzić - gdyby właściciela nie było w domu. Z drugiej strony, pozostałe pułapki mogły być w o wiele lepszym stanie, na przykład systematycznie wymieniane na nowe. Gdy któraś ze starszych zużyła się w przypadku wtargnięcia nieproszonych gości. Przyjrzała się otoczeniu, starając się ocenić lokalizację poszczególnych sideł i jednocześnie rozważając, które miejsca są do tego najbardziej odpowiednie. Chwila obserwacji pozwoliła dostrzec zadbany ogródek, zbyt uporządkowany, jak na porzucony skrawek ziemi - gdyby właściciel o niego nie dbał, poletko szybko zarosłoby chwastami. Co oznaczało, że czasem musi chodzić po własnym podwórku - albo zna na pamięć położenie każdej pułapki, albo ustawia je z jakąś regularnością. Jeżeli podejrzenie okazałoby się prawdziwe, to może dałoby się wyznaczyć bezpieczne przejście. Nie zaszkodziło spróbować, wypatrywała pułapek i jakiejś regularności w ich rozmieszczeniu - zdecydowana tym razem trochę szybciej dać znać pozostałym, gdyby zauważyła coś istotnego. Starała się nie uruchomić żadnych sideł. Gdyby dostrzegła jakieś kamyki, zrobiłaby pewnie to co Artial - czyli podniosła, uprzednio upewniwszy się, że nie uruchomi w ten sposób kolejnej pułapki - i spróbowała rozbroić taką, której nie dałoby się w żaden sposób ominąć. Nawet, jeżeli podejdą pod domek, to trzeba jeszcze zapukać... A tymczasem zaczynało padać, co pewnie zredukuje widoczność. Zdecydowała, że zapukać przyjdzie pewnie w tradycyjny sposób - co prawda kamieniem byłoby bezpieczniej, nie wiadomo, jakie pułapki kryją się przy wejściu, ale gospodarz mógłby to odebrać rozmaicie. W myślach prosząc Ilhezin o opiekę zbliżała się do domku, zachowując czujność. I licząc się z ewentualnością, że być może przyjdzie im wracać po własnych śladach.
13.09.2014, 01:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#7

Chyba jednak był trochę głodny. Jak i zmęczony. Do tej pory przez całą drogę niewiele się odzywał, co zresztą było u niego całkowicie normalne. Widząc z oddali chatkę również pomyślał o tym, że miłym byłoby schronić się tam na czas nocy, która zbliżała się nieubłaganie. Był jednak ciekaw czy ktoś ją zamieszkuje. A jeśli tak to ciekaw był jakim typem osoby trzeba być aby mieszkać w takim miejscu. Zdecydowanie osoba, która zamieszkiwała ową chatkę musiała mieć jakiś mocny powód na życie w tak niebezpiecznym i oddalonym od ludzi miejscu. O pułapkach oczywiście pomyślał. Ale przelotnie. Z początku nieco rozglądał się ale nie widząc nic niepokojącego, po prostu dał sobie spokój z tak uważnym wyglądaniem na wszelkie sidła. W ten sposób szli dalej, przemierzając kolejne metry i powoli zbliżając się do chatki. Zmęczony mistyk oczami wyobraźni już wygrzewał się w cieple ognia. Jemu wizja moknięcia także nie odpowiadała. Zbyt dobrze poznał swoją naturę podczas lat wędrówek. Dobrze wiedział, że nie wiele było trzeba aby rozchorował się. Bywało tak, że łapał lekkie katarki, które nie utrudniały mu dalszej podróży. Lecz zdarzało się także, że choroba całkowicie zwalała go z nóg i nie pozwalała na podróżowanie. Parę razy sam dziwił się, że przeżył a gorączka nie strawiła go całkowicie.
Być może to przez zmęczenie, a być może przez zamyślenie. W każdym razie nieuwaga Ethana szybko została dostrzeżona przez los. Nawet nie zorientował się kiedy wdepnął w sidła. Z początku nawet nie wiedział co się stało i dopiero gdy upadł na ziemię, uruchamiając zarazem drugą "pułapkę", dotarło do niego jak bardzo był nieuważny. Z jego bladych ust wyfrunęła więc seria przekleństw, lecz nie ruszał się a leżał sobie "wygodnie" na ziemi, czekając aż ktoś raczy go uwolnić. Znał działanie tego typu sideł na tyle by dobrze wiedzieć, że szarpanie się tylko pogorszy sprawę.
- Dzięki - rzucił krótko w stronę Sibel, gdy ta już uwolniła jego rękę z niewoli. Wziął też nożyk, oszczędzając czas i energię gdyż mógł sięgnąć po swój sztylet, po czym uwolnił nogę i wstał. Otrzepał ubranie i zebrał to, co zdążyło mu powypadać. Spojrzał na Artiala i wyszczerzył się wrednie, nachylając nieco w jego stronę.
- Ależ nie ma za co. W końcu i ja się mogę do czegoś przydać. - wycedził przez zaciśnięte zęby z oczywistą ironia i złością, skierowaną raczej do tego, kto owe pułapki założył niż do Artiala. Obywatel nie powinien się przejmować. Ethan nie żywił do niego żadnej urazy. Miał po prostu paskudny charakterek.
Czując krople spadające z nieba prosto na niego, mistyk zaklął pod nosem i założył na głowę kaptur, który spadł mu podczas upadku. Dopiero wtedy ruszył w dalszą drogę, wypatrując uważnie wszelkich sideł na swej drodze. Kroki stawiał ostrożnie. Jeżeli na ziemi znalazł jakiś patyk, o większej długości i grubości, najpierw upewnił się czy nie jest on kolejną pułapką. Gdyby zaś okazało się, że nie, podniósł go i to przy jego pomocy badał drogę przed sobą. Jeżeli nie znalazł nic takiego - podążył za swoimi towarzyszami, w podobny sposób sprawdzając teren przy użyciu kamieni.
13.09.2014, 02:09
Przeczytaj Cytuj
Płaskowyż
#8

MG

Jakoś uporawszy się z sidłami podróżnicy wymienili krótko zdania - cóż, najwyraźniej albo nie mieli ochoty, albo humoru, albo po prostu byli zbyt zmęczeni na rozmowę. Postanowili też ruszyć dalej.
Cóż, gdy już dostrzegli pułapki, nie było trudnym wywnioskować sposobu ich działania. Nie było to jakieś zaawansowane technologicznie pole nie do przejścia, w którym gdzie się nie stanęło, tam uruchamiał się skomplikowany mechanizm z setką dźwigni, przekładni i kół zębatych. Zwykłe, ale zamaskowane sidła ze sznurów, postawione pionowo. Te większe były zapewne utwardzone jakąś substancją i podparte kijami albo oparte o krzak czy małe drzewko. Nie było więc sensu rzucać w to wszystko patykami albo kamieniami, gdyż po prostu owe przeszkadzajki nie działały one same z siebie. Zaciskały się na zasadzie "wejdź we mnie i pociągnij", a zatem były skuteczne raczej na te zwierzęta czy bestie, których umysły były dość prymitywne. Cóż, podróżnicy być może do elity intelektualnej nie należeli, ale bez trudu przedostali się do budynku, po prostu uważając, gdzie stąpają.
Nie zdążyli nawet zapukać, gdy otworzył im jakiś człek. Mężczyzna z wyglądem zaniedbanym - nieogolony, podrapany, od razu w oczy rzuciło się kilka blizn i parę suchych liści wplątanych w to coś, co sterczało mu na głowie, przypominającego włosy. Otworzył im z kuszą w ręku i pałką nabitą jakimś żelastwem w drugiej. Ale zaraz opuścił i uśmiechnął się do nich szeroko. Grymas może nie należał do najprzyjemniej wyglądających, natomiast był bardzo szczery.
- Ooo, strudzeni podróżnicy... Witajcie, witajcie, nie czekać tylko włazić - rzekł, odsuwając się od drzwi. Ledwo się trzymały, nie wiadomo, jak by zniosły próbę zapukania. - Dosłyszałem jakieś hałasy, zanim się rozpadało. Takżee... No, podłoga moja może nie jest najwygodniejszym łożem, ale trudno znaleźć tu coś lepszego. A co do tego konia... Hm. Nie wiem jak one znoszą taką pogodę, o ile dobrze pamiętam to zwykle siedziały wtedy w stajni. Ech, momencik... - mówił, gdy już wszyscy weszli. Chyba czegoś szukał, zajrzał gdzieś głęboko do obszernego, prostokątnego kufra, chyba własnej roboty. - O, tym się kryję jak jest zimno albo dach przecieka. - powiedział, wyjmując całkiem ładnie wyprawioną skórę z niedźwiedzia. - Rozmiar na konia chyba odpowiedni, może nie przemoknie, hyhy. Za chałupą mam stożek z uschniętymi trawami, to się ułoży. Będzie miał najlepsze łoże z nas wszystkich... - powiedział, wychodząc i odprowadzając konia w odpowiednie miejsce, o ile oczywiście zezwolił na to Artial. Przykrył następnie wierzchowca zwierzęcym futrem. Dosłownie moment później był znów w domku. - A, ten, Gustlock jestem. Dawniej dezerter, teraz już raczej pustelnik. No i podobno świr, ale to gówno prawda. - wyszczerzył się, bynajmniej nie szaleńczo. - Nie bójcie się, po prostu moi koledzy z wojska nie byli zbyt dla mnie przyjemni, później poszły jakieś ploty, a dowództwo, które jak zwykle nic nie wiedziało, kazało mnie ściąć. I zbiegłem. Ach... Dobrze jest się komuś wygadać. Aaa, no właśnie. Możecie nocować, ale nie za darmo. Żarcie akurat mam, bo oprócz ciebie, tęczowy, upolowałem dziś jeszcze w te sidła parę zajęcy. Wody tylko nie ma, ale tak, wracając do kosztów noclegu. Przecież jestem szanującym się pustelnikiem. Hm. Dobra, usiądźmy - rzekł, dając jego gościom chwilę spokoju, by mogli się rozejrzeć po chatce. Krzeseł tu nie było. W ogóle prawie nic tu nie było. Wszędzie tylko deski, trochę słomy, kufer, gdzie chyba chował całą resztę potrzebnych rzeczy. Zajął miejsce na podłodze, sugerując, by zrobili to samo. Następnie znów podjął temat. - Od każdego z was żądam... Opowieści. No. Właściwie to lubię spokój, dlatego nie uciekłem do żadnej wioski, a i radzić sobie w dziczy umiem. Ale od czasu do czasu nawet mi brakuje towarzystwa i rozmowy. A zatem... No. Opowiadajcie. - zakończył, spoglądając na osobę, która usiadła najbliżej jego lewej strony.
13.09.2014, 15:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#9

Czyżby pułapki nie były takie straszne? Okazało się, że nie były - nawet, jeżeli ostrożność była przesadna, to mimo wszystko odrobina paranoi jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Żadnych wilczych dołów, na dnie których przypadkowa ofiara nadzieje się na zaostrzone paliki, żadnych podejrzanych, zatrutych paskudztw albo perfekcyjnie i przemyślnie ukrytych sideł na niedźwiedzie, które przypadkowym podróżnym mogłyby bez trudu pogruchotać kości. Należało się z tego faktu cieszyć i na ustach Sibel pojawił się wesoły uśmiech. Ba, nadzieje na porządny nocleg odżyły i nawet pogoda nie przeszkadzała jej tak bardzo. Bo skoro pułapek nie rozmieszczono w sposób złośliwy, a jak najbardziej rozsądny, to kto wie, może i gospodarz również nie będzie taki zły. Drzwi chatki otworzył im nadspodziewanie szybko, co spotkało się ze strony akolitki ze sporym zaskoczeniem. Albo narobili wystarczająco dużo hałasu, by obudzić umarłego - co w sumie było prawdopodobne, bo ani się specjalnie nie kryli, ani nie ściszali głosu. Choć w budynkach dopływ dźwięku z zewnątrz jest jednak ograniczony - albo po prostu przypadkiem wyjrzał przez okno. Przypadki przecież chodzą po ludziach, nawet entuzjastyczne powitanie się zdarza. Nie zastanawiała się nad tym zagadnieniem, po prostu razem z grupą weszła do środka, słuchając słów gospodarza. Za jego wskazaniem rozsiadła się na podłodze, nie oglądając się na to, co zrobią Ethan i Artial - tu nie kapało na głowę! Nie to, co na zewnątrz. Możliwe, że czujność smarkuli nieco się przytępiła... Ale nie, wróć - jakaś tam podejrzliwość żyła sobie dalej, po prostu wygodniej było przyjąć, że człowiek mieszkający na takim odludziu ma dobre intencje. A przynajmniej nie negować tej możliwości na samym początku. Wzmianka o zapłacie za nocleg trochę ją zaniepokoiła, ale skoro chodziło o opowieści... Cóż, Sibel nie trzeba było tego powtarzać. Czasu do namysłu również nie potrzebowała. Myśl o doborze słów albo stosowności całej tej historii nawet się w jej głowie nie pojawiła.
- Mieliśmy w Teolii taką karczmę, mówiło się po prostu "Pod Kundlem" - zaczęła cokolwiek bezrefleksyjnie - Po części chodziło o szyld, czyli wymalowaną całkiem starannie psią głowę, a po części o psy, które trzymał karczmarz. Takie wielkie, szkolone do walki ogary, które zostały przy nim jeszcze z czasów, gdy był najemnikiem. Kundle to była nazwa kompanii, w której kiedyś służył, a wspomniane psiska były tam cenione na równi z ludźmi i to raczej nie na wyrost. W każdym razie przyjęło się, że pod dachem Weresa nikt nie kradnie, sam rzut oka na jego podopiecznych skutecznie zniechęcał większość śmiałków. - Zaczerpnęła tchu, by po krótkiej chwili kontynuować. Wstęp wstępem, ale dziewczyna dopiero zaczynała się rozkręcać, wyglądało na to, że gadać będzie przez większy kawał czasu. - No i Weres miał dwie córki, a do jednej zaczął umizgi poborca podatkowy. Całkiem możliwe, że gdybając, czy na takich pustkowiach można spotkać sępy podobnego autoramentu wspominała właśnie tą historię. Może jeszcze zada to pytanie gospodarzowi, o ile nie zapomni.
- Niesympatyczny człowiek, nigdzie się nie ruszał bez obstawy. W sumie słusznie, jemu podobnych w Teolii nie bardzo lubią, a wypadek każdemu może się przydarzyć. O czym to ja? A, właśnie. Umizgi. Latał do babki po eliksiry rzekomo miłosne, później przysyłał podwładnych, zwłaszcza żeby pogonić z realizacją zamówienia, a nawet wynajął grajka, czy co tam się robi w podobnych sytuacjach. Niecodzienna sprawa, jakiś czas później okolica mocno z tego pokpiwała, ale nie uprzedzajmy faktów. Na Weresa napatoczył się biedak naprawdę nieszczęśliwie, a kiedyś już zdążył go obrazić, i cała historia karczmarzowi wyjątkowo nie przypadła do gustu. Właściwie nie wiadomo, jak konkretnie się to odbyło, ale poborca zniknął i zaczęła się z tego powodu poważna chryja - zawiesiła głos, obserwując, czy aby nie udało się zaciekawić tym słuchaczy.
- Było dużo krzyków, przysłano jakiegoś maga, który miał wyjaśnić całą sprawę... I nic, cisza. Po poborcy ani śladu, karczmarz milczy jak zaklęty, trzeciego dnia to już go mieli wlec na przesłuchanie, co by zeznania skonfrontować z wymysłami świadków. Najczęstsza opinia była taka, że skoro poborcy nie lubi, to pewnie ubił jakoś dyskretnie, powody miał. Może trupa zjadły pieski? Nie byłoby czego szukać. Ale wszelkie spory na ten temat ucięło pojawienie się młodzika, którego ktoś wysłał z wiadomością. A w wiadomości stało, że poborca podatkowy ma się nieźle, tylko na razie się jeszcze kuruje. I udział piesków był w tym znaczny, ale nie taki, jak obstawiali postronni - skoro sama tą wiadomość układała, to nic dziwnego, że wie, co w niej było. Właściwie biorąc pod uwagę, że człowiek ów kurował się pod opieką uzdrowicielki, u której dziewczyna przez jakiś czas pobierała nauki, to była to relacja praktycznie z pierwszej ręki. Chaotyczna, urywana, za to odtworzona możliwie wiernie i z odpowiednią starannością.
- Ni mniej, ni więcej, tylko któryś z tych psiaków ugryzł nieszczęśnika w dupę. Na tyle niefortunnie, że wyrwał kawał mięsa. Rana nie była zbyt groźna, ale jak ucierpiał autorytet ważnego człowieka na państwowym stanowisku, to aż słów szkoda. W sumie tą historię wypadałoby zakończyć czymś w stylu "i ja tam byłem, miód i mleko piłem", co swego czasu uskuteczniał bajarz, którego kiedyś miałam okazję posłuchać, ale żadnego mleka i miodu tam nie było... Za to miałam okazję posłuchać, jak paskudnik wrzeszczał, gdy mu babka cierpliwe zszywała nadgryziony tyłek. Oj, miał facet słownictwo. Skończyło się na tym, że dostał buzskum i był spokój. Wywieźli go na wozie, raną bojową do góry, a jakiś czas później przysłano nam nowego poborcę - zakończyła swoją opowieść. Rzecz jasna, o ile słuchacze nie przerwali jej już wcześniej, rozgadała się trochę pannica. Powiodła spojrzeniem po zgromadzonych, zastanawiając się, co powiedzą towarzysze. We wnętrzu chaty, choć nie uświadczyłoby się krzeseł, było o niebo przyjemniej, niż na dworze. Wyszczerzyła się wesoło, najwyraźniej zamierzając coś dopowiedzieć.
- Cudne stworzenia, jeżeli kiedyś będę miała możliwość, to pewnie takiego ogara sobie sprawię, choć to chyba znaczący wydatek jest. Co mi przypomina, że znałam kiedyś psiarza, który swojego psa sprzedawał kilkanaście razy, za każdym razem innemu nabywcy. Pies był szkolony i na trzeci dzień zawsze wracał do właściciela, który całkiem nieźle na tym zarobił, ale musiał wynieść się z miasta, gdy sprawa wyszła na jaw... Razem z psem oczywiście. To była naprawdę szybka ucieczka, ale to już akurat inna historia.
Zamilkła, tym razem na dobre. Nie bardzo wiedziała, ile czasu zajęło jej opowiedzenie tej historii, ale stanowczo była głodna. Wypiła odrobinę wody z bukłaka i czekała na rozwój wydarzeń, obserwując zgromadzonych w pomieszczeniu i nieco większą część uwagi przeznaczając na postępowanie gospodarza. Ot, nie znała go. Towarzyszy podróży wcale nie lepiej, sześć dni to niewiele, ale... Z resztą, i tak pewnie trzeba się będzie zabrać za przygotowywanie jakiegoś posiłku. Gotowa była zaoferować swoją pomoc w tym względzie. Może nie nadaje się na kucharkę, wiele nie potrafi, ale nikogo nie otruje.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.09.2014, 14:37 przez Sibel.)

14.09.2014, 04:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#10

A więc koniec pułapek. Dwa sidła, w które Ethan nieszczęśliwie dał się złapać skutecznie przypomniały mu o tym, że gdy podróżuje się nieznanymi sobie ścieżkami, trzeba ciągle uważać na to co się robi i gdzie się stąpa. Choć wina wyraźnie leżała po stronie nieuważnego mistyka, zdążył on w myślach wielokrotnie przekląć tego, który owe sidła poustawiał. Nie ważne jaki miał ku temu powód - pewnym było, że blondyn nie zapała do niego sympatią. Biedny gospodarz miał szczęście, że Ethan nie złapał się w ani jedno sidło więcej. Teraz jeszcze był w stanie powstrzymać swoją irytację i złość. W innym wypadku mogłoby być gorzej i biedny pustelnik ucierpiałby. Tymczasem bez problemu udało im się uniknąć wszystkiego co mogło stwarzać jakiekolwiek zagrożenie. Chatka była coraz bliżej aż w końcu dotarli do niej. Ku zdziwieniu Ethana i zapewne wszystkich bardzo szybko wyszedł z niej człowiek, który nie sprawił na mistyku dobrego wrażenia choć właśnie tak sobie go wyobrażał. Zaniedbany, nieogolony z wyglądem wariata - to doskonale pasowało do tego, czego blondyn się spodziewał. Nie spodziewał się jednak, że ten otworzy im tak szybko. I bez zbędnych problemów zaprosi go do środka. Coś mu tu nie pasowało. Choć być może po prostu był przewrażliwiony.
W każdym razie wszedł do środka, chroniąc się tym sposobem przed deszczem. W myślach przeklinał swą naturę. Umiał posługiwać się magią, był silny, miał moc by walczyć z demonami. Wielu ludzi mogło mu tego pozazdrościć. Jednak jednym z najbardziej doskwierających mu wad jego natury był fakt, że miał tak słabą odporność, iż wystarczył lekki deszczyk by się przeziębił. Nieraz gorączka była tak silna, że tracił kontakt ze światem. Ale jakoś udało mu się to wszystko przeżyć. Dzięki temu mógł chociażby wyruszyć w tę podróż.
W każdym razie Ethan słuchał w milczeniu słów pustelnika, cały czas nie spuszczając z niego oka. Nie zdjął nawet kaptura i przyglądał mu się uważnie spod ciemnego materiału, teraz lekko mokrego od deszczyku, który zaczął padać nim dotarli do chatki. Nie był ufny w stosunku do ludzi, o czym mogli się przekonać Sibel oraz Artial podczas podróży. Przez całą drogę blondyn nie odzywał się zbyt wiele, trzymał się nieco na uboczu i nie dołączał do dyskusji, jakie powstawały podczas marszu. Na jego zaufanie trzeba było sobie zasłużyć i jedyną osobą w tym towarzystwie, która zdołała to uczynić (choć pewnie nie była tego świadoma) był brodaty obywatel, który swą dyplomacją w pewien sposób zaimponował blondynowi. Sibil również zaplusowała w tak szybki sposób reagując i przecinając sidła, które uciskały jego rękę. Choć do pełnego zaufania była jeszcze długa droga. Cały problem polegał na tym, że mistyk, który jeszcze przed wizytą w chatce zraził się do jej właściciela, nijak nie potrafił zaufać mu. Wysoce podejrzanym wydał mu się fakt, że człowiek ten tak łatwo i chętnie przyjął do siebie wędrowców nie wymagając właściwie niczego w zamian. Prócz opowieści. Jakże banalna była to waluta! Banalna, ale nadal problematyczna dla Ethana, który nie przywykł do snucia powiastek ze swych podróży. Nie lubił mówić o sobie a jednocześnie stronił od ludzi i tym samym nie znał żądnych ciekawych powieści, które mógłby przekazać. Nie to jednak najbardziej zaprzątało mu głowę. Nie potrafił zrozumieć ani rozszyfrować zachowania pustelnika. Nie mógł też oprzeć się wrażeniu, że owe szaleństwo, o którym wspominał nie jest wyssane z palca. Szybko doszedł do wniosku, że nie potrafiłby zasnąć w domu tego człowieka jeżeli ktokolwiek nie pełniłby warty w tym momencie.
Trudno, pomyślał, trzeba się będzie posunąć do bardziej drastycznych środków.
Tak więc, wykorzystując fakt, że Sibel była zajęta snuciem opowieści a pustelnik najprawdopodobniej w nią zasłuchany, zaczął krążyć po izbie i rozglądać się po niej. W rzeczywistości miało to tylko zmylić właściciela, jeżeli ten zainteresował się jego osobą. Punktem kulminacyjnym był momenty gdy mistyk momentalnie chwycił za pochwę z mieczem, który ciągle nosił przy sobie tylko po to aby silnie uderzyć w kark pustelnika. Nie chciał go zabić a jedynie pozbawić przytomności. Gdy ten padł a oczy jego towarzyszy zwróciły się w jego kierunku, Ethan zdjął kaptur z głowy i wzruszył ramionami, rzucając krótko:
- Nie ufam mu.
Jeżeli jednak zauważył, że pustelnik go obserwuje, ma przy sobie broń lub cokolwiek co mogłoby mu przeszkodzić w ogłuszeniu go, póki co odpuścił sobie plany.
14.09.2014, 19:26
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna