Płaskowyż
#11

MG

Wszyscy troje usiedli, zaś Ethan postanowił "rozprostować nogi". Gospodarz nie nalegał ponownie, by tęczowy usiadł - pomyślał zapewne, że jest nadpobudliwy, czy coś, że po prostu nie może w miejscu usiedzieć. No nic, trudno. Sibel zaczęła opowiadać. Starszy o bliżej nieokreśloną ilość lat człek widocznie cieszył się, że trafił na taką osobę jak to dziewczę, bardzo spodobała mu się historia. Uśmiech miał coraz szerszy. Po zakończeniu kręcił głową.
- Tego się nie spodziewałem, że na taką gadułę trafię. Ale to dobrze, bardzo dobrze. Ciekaw jestem, co było dalej z tym szkolonym psem i jego właścicielem, jeśli będziesz chciała, wysłucham z ogromną chęcią. Ale najpierw, właśnie, pewnie jesteście głodni jak wilki. Strawę przygotowałem z godzinę czy dwie przed waszym przybyciem, także jest już zimna, ale lepsze to niż nic. Mam na zewnątrz mały dół... - powiedział, chcąc wstać. Ano właśnie, miał jedynie chęci, bo wstać i przynieść mięsa już nie zdążył. Dostał silnie rękojeścią po karku od Ethana, który najwidoczniej uznał, że moment kiedy pustelnik się rozgada, będzie najlepszy na cios. Cóż...
Brodacz upadł, ale przytomności nie stracił. Ledwo ledwo, ale jednak - do armii czy straży zwykle nie przyjmuje się takich, co swoją przydatność tracą po jednym, solidnym uderzeniu. Niemniej jednak zadziałało tu zaskoczenie - przez chwilę leżał, jakby już miał nie wstać. Ale zaraz podparł się na łokciu, zaś na jego twarzy pojawił się pewien grymas - przez to, że był tak zarośnięty, nie widać było, czy wyrażał on ból, czy rozczarowanie, czy gniew. A może to wszystko naraz.
- Do kurwy nędzy... Pierdolę, dzięki. Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo żałuję, że was tu wpuściłem. I że macie przewagę. Każdego tak traktujesz, co cię w gościnę przyjmuje? - rzekł, rozmasowując sobie kark. Oczywiście nie było tak, jeśli ktoś przerwał mu jego kwestię oraz czynność kolejnym, silnym ciosem. A i tak mogło być.
Los tego człowieka był nad wyraz smutny - dzieciństwo pewnie miał ciężkie, zaś bieda skłoniła go do szybkiego zatrudnienia. Jako, że wyrósł na silnego młodzieńca, zdołał dostać się do armii. Tam jego podli "przyjaciele" zechcieli go udupić, podpieprzyli go też do dowódcy, który potraktował go bardzo niesprawiedliwie, zapewne nie mając na nic dowodów. A teraz, chcąc spokojnie się osiedlić, licząc na trójkę miłych, rozgadanych podróżników dostał przez łeb rękojeścią miecza.
Albo to powyżej jest zwyczajnym wymysłem i kłamstwem. Cóż, tego zapewne się nie dowiedzą - gdyż albo człek leżał nieprzytomny, jeśli dostał ponownie, albo odsunął się po prostu pod róg ściany i z zamkniętymi oczami udawał, że śpi, w rzeczywistości rozpaczając nad marnością swojej egzystencji. Nic ich jednak zapewne nie powstrzyma przed noclegiem tutaj, gdyż, jak to ów dezerter wspomniał, mieli przewagę - nie uniósł się więc za bardzo, nie próbował się nawet bronić, a co dopiero atakować.

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
14.09.2014, 21:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#12

Właściciel chatki okazał się nader...chętny do udzielenia schronienia. W pewien sposób wręcz natrętny, lecz najemnikowi było to już w tym momencie bez różnicy.
-Nie, nie ma takiej potrzeby, nic jej nie będzie. - Zapewnił człowieka o tym, iż nie ma potrzeby chronienia Luny przed deszczem. Gestem dłoni pokazał również gospodarzowi, że ten nie musi wychodzić i sam odprowadzi ją za chatkę. Chciał zobaczyć czy te siano jest chronione jakimś kawałkiem dachu. Bo wiedział, że o ile ta nie będzie w nim spała <bo konie sypiają na stojąco> to nie wątpił, że pewnie bardzo chętnie by je wciągnęła nosem. Wszystko się rozchodziło teraz o to czy rzeczywiście było suche, gnijące czy istniała możliwość, że deszcz je zmoczy. Jedzenie ususzonej, wilgotnej trawy mogłoby jej zaszkodzić. Artial chciał tego uniknąć toteż od sytuacji albo nie nie zdjął jej ogłowia albo zsuną jej je z głowy na szyję, tak by wędzidło nie przeszkadzało jej w podjadaniu. Nie zależnie od decyzji i tak ją przywiązał do czegoś odstającego. Znał ją i nie chciał ryzykować, że ta krowa wsunie gościowi pół ogródka.
Gdy się nią zajął, odpiął popręg i chwycił siodło, do którego były przymocowane wszystkie klamoty. Całe to cholerstwo było ciężkie lecz dał radę je chwycić i zanieść do chatki w której wszyscy już byli. Położył siodło przy ścianie o którą się potem sam oparł i przysiadł.
Kiedy to Sibel opowiadała, on w tym czasie wyciągnął z butelkę wina. To była to ta druga, która na szczęście się jeszcze uchowała. Odkorkował ją i pociągnął solidnego łyka chcąc następnie podać ją gospodarzowi...gdy to Ethan jebutną go srogo w kark. Efekt jaki chciał osiągnąć prawdopodobnie nie został osiągnięty bo dziad zaczął narzekać. Artial, który nie zdążył przełknąć wina parsknął śmiechem opluwając trunkiem podłogę i odkasłując resztkami tego, czym się zakrztusił.
-Och, na święte smoki...- Opanowywał śmiech. - Wybacz mu. Też się stara zostać strażnikiem no ale popatrz bez szans. Już mu to mówiłem, że byle kogo nie biorą i chyba za bardzo wziął sobie do serca i chciał mi coś udowodnić. No ale...Och, nie mogę. Pokaż mu gdzie to powinno się walnąć rosłego bysiora, jak ciebie by ogłuszyć raz, a dobrze. Niech się przynajmniej czegoś nauczy. W sumie, dodam mu jednak otuchy by nie wyszło, że jestem złośliwy...stawiam srebrną monetę że mu się uda. Co ty na to? - Machnął ręką na koniec popijając spokojnie kolejnego łyka wina. W jego sposobie mówienia dawało się wyczuć naturalny spokój, toteż jeżeli ex-strażnik miał jakieś podejrzenia, że dybią na jego życie to Artial je rozwiał. W końcu dobrze mu z oczu patrzyło i był świadomy, jak może to wykorzystywać. A i w tym całym cyrku, jakoś takie przedstawienie bardziej go bawiło niżeli opowiadanie jakichś historyjek. Jednocześnie chciał doprowadzić do jakiegoś finału, gdyż teraz gospodarz zapewne by zrzędził. No, chyba, że okaże się, że ma twarda głowę i w zamian chętnie będą pili do rana. W końcu w męskim gronie nie takie rzeczy przechodziły jako psikus lub głupia zabawa. Uśmiechnął się na koniec nieco złośliwie do Ethana. Było widać, że obywatel dobrze się bawił.
14.09.2014, 22:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#13

Skończyła opowieść nie niepokojona i co? Ano ni mniej, ni więcej, tylko Ethan urozmaicił wieczór - nie, żeby spodziewała się po nim snucia historyjek, skoro przez ostatnie dni prawie nic nie mówił, ale to to już jednak była przesada. Wypowiedź dotycząca jedzenia, czyli w tej chwili jednej z ważniejszych dla dziewczyny kwestii urwała się nagle, z charakterystycznym dźwiękiem padającego na podłogę ciała. Sibel zamarła z otwartą paszczą, zapominając, co właściwie chciała powiedzieć. Nie łudźmy się jednak, milczenie było wyłącznie chwilowe. Efekt, choć początkowo porównywalny ze spojrzeniem bazyliszka, należał do tych bardziej nietrwałych i skończył się równo z przemową, którą wygłosił Artial. Sekunda, dwie i w ostatniej chwili zmieniona wypowiedź ostatecznie nabrała kształtu. Zaczęta donośnym, nieco na wstępie piskliwym i nieprzyjemnym głosem, stopniowo przeszła w możliwie spokojny ton.
- Miłosierna Ilhezin, wam się na żarty zebrało?! Na żarty? Do Thornowej rzyci z podobnym poczuciem humoru - choć to ostatnie dodała już trochę ciszej. Słyszalnie, ale ciszej. Łączenie tych akurat świętych smoków w jednej wypowiedzi raczej nie było powszechną praktyką, mniejsza o teologię. Mina smarkuli płynnie przeszła od bezbrzeżnego zdumienia do pełnej złości rezygnacji. Tak naprawdę nie wierzyła, że gospodarz kupi tą historię, ale no... Nadzieja, i tak dalej. Dobrze by było, gdyby jednak kupił. Cholera, teraz tylko trupa jej tu brakuje do szczęścia, znaczy metaforycznie. Żadnych trupów! Pokręciła głową, jeszcze sobie los podobne metafory weźmie do serca. Obywatel mówił przekonująco, a jego rozbawienie całą sytuacją wyglądało na szczere. Przelotnie zastanowiła się, czy to aby na pewno dobry znak. Nie miała pojęcia czego się spodziewać ani jak na rozwój wydarzeń zareaguje Ethan, ale delikatnie rzecz ujmując nie podobał jej się pomysł podobnego skurwysyństwa. Senność w każdym razie minęła jej jak ręką odjął, a drobne rączki wyglądały, jakby chciały się zacisnąć na czyimś gardle. Miły, spokojny wieczór i nocleg w suchym miejscu. To nie są wielkie wymagania, czyż nie? Pozostawało czekać na rozwój wydarzeń. I właśnie ten moment żołądek Sibel wybrał sobie, żeby przypomnieć o swojej obecności. Donośnie zaburczało jej w brzuchu.
14.09.2014, 23:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#14

MG

Gustlock z wymalowanym na twarzy grymasem w stylu "bardzo, kurwa, śmieszne" odpowiedział na całą kwestię Artial trzema słowami.
- Bardzo, kurwa, śmieszne.
Zapewne nie spodziewał się, że sam się zaraz roześmieje.
- Żartownisie, trefnisie pierdolone... Dowcipnisie jebane... Thornowe bękarty... - gadał, z każdym słowem trudniej łapiąc oddech. Ze śmiechu, rzecz jasna. Nie wiadomo było, dlaczego tak mu było zabawnie, ale czy to ważne? Nie było mu przed chwilą zresztą źle z powodu tego, że oberwał, tylko dlatego, bo gdzie by się nie udał, zawsze musi go spotkać coś okropnego. Z drugiej strony - nie miał żadnego wyjścia z tej sytuacji, dwóch facetów na jednego to i tak nie fair, a do tego dochodzi to dziewczę. Miała łuk, a więc zapewne obronić się też potrafiła. Tak więc chyba lepiej będzie jakoś ten "spór" załagodzić, chociażby taką właśnie postawą. Chociaż śmiejąc się po czymś takim być może zasłużyłby na miano szaleńca i pewnie zostałby zdzielony po karku ponownie, to w sumie... Gdyby tego nie zrobił, to pewnie też by dostał.

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
15.09.2014, 00:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#15

Gdyby w tamtym momencie Ethan siedział na swoim miejscu, zwrócony przodem do gospodarza... Może wszystko wyglądałoby inaczej. W takim wypadku mistyk zapewne dostrzegłby tę dziecięcą wręcz radość jaką sprawiało mu słuchanie opowieści snutych przez Sibel. Bo czy ktoś kogo tak radowało słuchanie wesołych historyjek mógł być zły? Tymczasem blondas, który już był w trakcie realizowania swego planu, krzątał się bez celu po izbie, nie patrząc przez dłuższy czas na człowieka co by nie wzbudzić jego podejrzeń. Do jego uszu dochodziły słowa dziewczyny, jednak w taki sposób, że jednym wlatywały, drugim zaś wylatywały i leciały w siną dal. W czasie trwania tej sielanki umysł mistyka pracował na pełnych obrotach. Rozważał wszelkie za i przeciw, rozpatrywał różne warianty tego, co mogło się stać. I nie ważne z której strony patrzył, dalej nie potrafił w pełni zaufać owemu człowiekowi. Zbyt wiele w życiu przeszedł, zbyt wiele złego doświadczył na własnej skórze by ot tak ufać ludziom. Zwłaszcza gdy żyli sami na odludziach, mieli porozstawiane dookoła pułapki, wyglądali jak świry i tak ochoczo zapraszali nieznajomych do swych domów. Ten człowiek musiał być psychopatycznym mordercą! Inne możliwości w ogóle nie miały racji bytu. Zrezygnowany Ethan bardzo szybko stwierdził, że nie byłby w stanie spokojnie spać tej nocy martwiąc się o skórę swoją i swych kompanów. A do dalszej podróży trzeba mu było zapasu sił, których dostarczał właśnie sen. Ostatecznie więc, jak wszyscy wiemy, sięgnął po pochwę z mieczem i uderzył mężczyznę w kark.
Widocznie jednak nie miał serca włożyć w owe uderzenie całej siły bo brodacz upadł na ziemię ale nie stracił przytomności. Ethan zaklął w duchu, stojąc nad nim i wypatrując reakcji. Najpierw skołowany człowiek szybko zaczął wyrzucać ze swojego gardła serię przekleństw, które w tej sytuacji nie były niczym dziwnym. Serce mistyka łomotało w nieco przyspieszonym tempie a umysł znów pracował na wysokich obrotach. Nie miał pojęcia co zrobić. Nie wiedział też czy zrobił dobrze czy źle ale niepokój w jego sercu nie pozwalał mu na spokój. Przez chwilę poczuł się jak ostatni drań lecz szybko stłumił te uczucie. Właściwie miał już odpowiadać gospodarzowi gdy zrobił to za niego Artial, a potem Sibel. Spojrzał na nich nieco zbity z tropu by ostatecznie załapać co się działo. Nie byli źli na niego a jedynie chcieli obrócić to wszystko w żart. Jemu jednak nie było do śmiechu. Poczuł się skołowany i niepewny. To nie tak, że mistyk ten miał serce z kamienia. Być może jego serce było bardziej wrażliwe od jego towarzyszy. Jednak zbyt wiele złego doświadczył w życiu by ufać ludziom, którzy zachowali się w tak irracjonalny, według niego, sposób. Tym bardziej jednak z tropu zbił go śmiech gospodarza. Przez chwilę stał tak zdezorientowany by ostatecznie wyszczerzyć się w uśmieszku godnym szaleńca.
- Kpisz sobie z moich umiejętności i mojej siły? - odezwał się w stronę Artiala, robiąc krok w jego stronę i z nie schodzącym z twarzy uśmieszkiem zarzucając sobie miecz na ramię. Postukał nim lekko bez żadnych obaw - wszak ostrze było schowane. - Ten facet jest jak niedźwiedź i uderzając go miałem wrażenie jakbym uderzał grizzly. Widocznie życie w dziczy nadało mu coś z dzikiego zwierza.
Stanął nad Artialem po czym wyciągnął w jego stronę dłoń chcąc ją uścisnąć na coś w rodzaju męskiej umowy. Szalony a wręcz psychodeliczny uśmieszek ciągle nie znikał z jego twarzy. Powoli pokazywał swą prawdziwą naturę.
- Chętnie przekonam się, towarzyszu, jaką siłą dysponują twe mięśnie. Forma to może niezbyt męska ale siłowanie się na dłonie wydaje mi się dobrym pomysłem. - zaproponował, po czym odwrócił się w stronę gospodarza. - A Ty... - momentalnie uśmiech zniknął z jego twarzy. Jej wyraz zaś stał się poważny, chłodny. Blondyn pochylił się nad mężczyzną i spojrzał na niego z ostrzeżeniem i groźbą w oczach. - Nie jedno już widziałem, nie jedno już przeszedłem. Uwierz mi, było tego zbyt wiele aby ufać komuś kto z taką ochotą sprasza nieznajomych do swego domu. W Twych oczach widać szaleństwo, które nie pozwala mi obdarzyć Cię zaufaniem. Kto wie czy nie użyźniasz gleby podróżnikami naszego pokroju.
Chłopak jednym ruchem wyjął miecz z pochwy i przystawił jego czubek do gardła nieszczęśnika.
- I wierz mi. Spróbuj choć maleńkiej sztuczki a osobiście Cię zabiję - jego głos przepełniony był jadem godnym najgroźniejszego węża. Oczy zdawały się przeszywać na wylot zaś chłód jaki od niego bił wręcz mroził kości. Lecz nagle, dosłownie w jednej sekundzie mina Ethana zmieniła się całkowicie zaś na twarzy pojawił się niewinny uśmiech godny dziecka. - To co, kontynuujemy przebieg naszego jakże miłego spotkania? - rzucił równie niewinnym głosem, podając gospodarzowi dłoń by pomóc mu wstać. Wyrzuty sumienia nieco kłuły go w serce. Nie miał widział jednak żadnego wyjścia z owej sytuacji, które zadowoliłoby wszystkich. Cały czas zastanawiał się czy jednak nie ponowić próby powalenia gospodarza przy pomocy swego miecza. Przynajmniej mieliby spokój, on pozbyłby się obaw a biedak nie musiałby się użalać nad sobą i martwić swoim marnym położeniem w stosunku do trójki podróżników, z których dwójka posługiwała się magią.
15.09.2014, 01:16
Przeczytaj Cytuj
Płaskowyż
#16

MG

Przez minutę czy dwie, od których napastnik tak stał zdezorientowany, a następnie zaczął mówić, pustelnik żywił nadzieję, że będzie już wszystko w porządku. Przestał masować już kark, podparł się na dwóch rękach i podstawił jedną nogę pod siedzenie, przybierając pozycję częściowo kucającą. Ethan postanowił jeszcze chwilę pokręcić się po chatce, próbując słowem, póki co, pokazać swoją siłę. Przemowę całkiem miał ładną.
W międzyczasie, widząc że po kwestii do Artial tęczowy się zbliża, Gustlock podsunął się bliżej do ściany, ale nie wstał zupełnie. Obserwował tylko i słuchał uważnie, patrząc w oczy dryblasowi i nie spuszczając tego wzroku ani na moment.
Co innego nastąpiło jednak, gdy z pochwy Ethana zostało wysunięte ostrze, następnie przystawione do gardła siedzącemu. Spokojnym wręcz odruchem brodacz przystawił dwa paznokcie (z palca wskazującego i środkowego) do ostrza, próbując je delikatnie odsunąć, co mu się nie udało - nadgarstek mistyka był dość dobrze wyćwiczony. "Spróbuj choć maleńkiej sztuczki a osobiście cię zabiję", mówili. "Nie żartuję", nie zdążyli. Nie zdradzając jeszcze po sobie żadnych emocji pustelnik odbił się jedną nogą, chwycił dłoń tego, co jeszcze stał, pociągnął ją silnie za siebie. Dryblas stracił nieco równowagę i wpadłby w objęcia nieco niższego człowieka, gdyby ten nie postanowił odepchnąć go od siebie uderzeniem pięści gdzieś w żuchwę. Dopiero teraz malowany człowiek zrozumiał, że kiedy mówił "ten facet jest jak niedźwiedź i uderzając go miałem wrażenie jakbym uderzał grizzly" nie przesadził ani trochę. Takie było teraz jego subiektywne odczucie, gdy padł plecami na podłogę, aż deski zatrzeszczały. Wypuścił też miecz z dłoni, ale leżał tuż przy nim. Rzecz jasna, ostatnie zdanie jakie miał zamiar wypowiedzieć... Cóż, można powiedzieć, że po tym ciosie w szczękę niechcący ugryzł się w język. Metaforycznie.
Doprawdy, scena to była dość niesamowita: przecież naprawdę rzadko kiedy udaje się nieuzbrojonemu człowiekowi "pokonać" miecznika - a lichych umiejętności to mistyk wcale nie miał w posługiwaniu się tym orężem. Dobrze jednak wiedzieć, że do wojsk czy straży nie zatrudnia się byle kogo. Po drugie - ten człek przeżył bliżej nieokreśloną ilość lat w dziczy, w takim miejscu, a na pewno nie od razu zbudował tę chatkę i nie od razu rozstawił wszystkie te pułapki. Teraz już stał, a emocji nie miał zamiaru kryć.
- A miałem nadzieję, że już będzie spokój. Do kurwy nędzy. - mówił, robiąc krótką, ale wyraźnie dostrzegalną pauzę po każdym zdaniu i ładnie akcentując słowa, żeby każde dotarło do celu. - Zapraszam cię w gościnę, jak cywilizowany człek, mimo że może na takiego nie wyglądam. Ale czym się mam tu kurwa golić, krzakami, czy tępym toporem? Zapraszam cię w gościnę. Chcę zwyczajnej opowieści, po prostu porozmawiać. A ty mnie kurwa uderzasz. Dobra, to nic, wybaczam ci. Jak cywilizowany, dobry człek. A ty mi kurwa mówisz, że w mych oczach widzisz szaleństwo. - zrobił nieco obszerniejszą już przerwę, uspokoił się nieco, powiedział już trochę ciszej, choć głos nadal miał wystarczająco donośny. - Zastanów ty się, kurwi synu, kto tu jest właściwie szalony. - powiedział, planując chyba zakończyć ten jakże pouczający i moralizatorski wywód. Chociaż nie, po chwili dodał jeszcze, zwracając się ni to do pustki, ni to konkretnie do całej trójki - pewnie dlatego, bo z postawy Sibel i Artial nie dostrzegł żadnej wrogości.
- Ledwo sobie poradziłem z jednym. Ale nadal macie przewagę. Chcecie, to mnie kurwa zabijcie, ale nie róbcie sobie, do plugawej rzyci Thorna, ze mnie jaj. Dystans do siebie może i mam, tak samo jak cierpliwość. Ale jak będziecie mi grozić albo zdzielać po karku, to nie zniesę.

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
15.09.2014, 19:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#17

Ethan był pewny siebie. Tej cechy akurat nigdy mu nie brakowało, a przynajmniej starał się tego nie okazywać gdy kiedykolwiek ta znikła. Gdy już coś zaczął, zawsze starał się to kończyć. Może to właśnie dlatego nie chciał dać temu człowiekowi spokoju. A może tak na prawdę zamierzał a jego groźby i machanie mieczykiem miało jedynie pomóc w zachowaniu twarzy? Jedno było pewne. Mistyk ciągle nie ufał pustelnikowi. Miał więc mocne obawy przed spaniem pod jego dachem bez obejmowania nocnej warty. Być może postawa to była głupia, wszak doszukiwanie się zagrożenia w każdej życzliwej chacie było głupie. Blondas jednak dobrze pamiętał jak kilka razy zaufał niepozornym gospodarzom. Potem zaś budził się okradziony z pieniędzy, struty zielem, które usypiało oraz mocno sfrustrowany i skołowany, gdzieś daleko od miejsca, w którym przebywał. Nic więc dziwnego, że był nieufny. Od dawna wszyscy próbowali mu nakopać w dupę jakby to nagle stało się zadaniem całego świata.
Także teraz pustelnik postanowił mu pokazać jak bardzo jest bezużyteczny. Najpierw nie wyszło mu pozbawianie go przytomności, potem nawet groźby, choć nic złego uczynić nie zamierzał. Najwidoczniej jego wcześniejsze określenie tego człowieka ,,niedźwiedziem" było jak najbardziej trafne. I blondyn przekonał się o tym właśnie w tej chwili gdy chciał go nieco postraszyć. Dezerter okazał się zręczny, silny i przyzwyczajony do mierzenia z takimi jak on. W pierwszej chwili Ethan wcale nie wiedział co się tak właściwie wydarzyło. Poczuł uderzenie, ból na szczęce a potem na plecach gdy z impetem upadł na ziemie. Zdezorientowany z wybałuszonymi ze zdziwienia oczami leżał tak chwilkę a jego umysł potrzebował chwili by to wszystko ogarnąć. Zwykle nie był tak opóźniony lecz w tym przypadku po prostu nie spodziewał się niczego w tym rodzaju ze strony pustelnika. Po raz kolejny się przeliczył.
Dopiero po chwili mistyk podniósł się z ziemi do siadu, podpierając się za sobą dłonią. Drugą zaś masował szczękę, krzywiąc się przy tym nie koniecznie z bólu, raczej z frustracji i narastającej złości. Czuł jak jego serce bije coraz szybciej, a wewnątrz coś zaczyna wrzeć. Patrzył na stojącego pustelnika a z minuty na minutę w jego sercu i oczach było coraz więcej nienawiści. Gdyby tak pomyśleć można by stwierdzić, że jego niechęć do tego człowieka rozpoczęła się już w momencie gdy wpadł w jego sidła. Teraz wzrosła do olbrzymich rozmiarów. Oddychał szybko a jego nozdrza pulsowały z wściekłości. Zmarszczył brwi i wręcz przeszywał na wylot pustelnika, który wygłaszał swą mowę. Blondyn powoli podnosił się z ziemi, bez słowa słuchając słów starca. Czuł wściekłość jednak nie aż tak wielką w momencie gdy usłyszał słowa ,,kurwi synu". Nieświadomy pustelnik trafił w czuły punkt. Jakiekolwiek złe słowa skierowane w stronę jego nieżyjącej matki, ojca lub brata działały na niego niczym pękająca struna. Jeżeli więc wcześniej w jego oczach żarzyła się wściekłość to trudno byłoby znaleźć słowa dla opisania tego, co działo się teraz. Wyglądało to tak jakby miał rzucić się na pustelnika z chęcią zabicia go. I miał taką chęć. Lecz nie tu polegał cały problem. Mistyk, który jeszcze nie do końca umiał panować nad swoją mocą (tylko w momentach gdy targały nim tak silne emocje, zwłaszcza nienawiść i wściekłość) poczuł, że ta zaraz może mu się wymknąć spod kontroli. Wokół niego zaczęło się robić wyraźnie chłodniej i gdyby ktoś teraz postanowiłby go dotknąć stwierdziłby, że jest zimny jak lód. Blondyn, oddychający szybko i trzęsący się ze złości niczym w febrze, chwilę patrzył na pustelnika by wkrótce sięgnąć po swój miecz i schować go w pochwie.
- Na mnie możesz mówić co Ci się żywnie podoba, ale nigdy, kurwa nigdy, nie obrażaj mojej matki. - wycedził przez zaciśnięte zęby cudem powstrzymując się przed ponownym dobyciem miecza.
- Pierdole to. Nie będę spać pod dachem jakiegoś pieprzonego świra. - cofnął się i zbliżył do drzwi, zarzucając kaptur na głowę. - Niech Cię demony żywcem zeżrą. Gdy będziesz tak wpuszczał innych pod swój dach, kiedyś ktoś poderżnie Ci gardło. - warknął.
Po tych słowach wyszedł z chaty, trzaskając drzwiami z taką siłą, że aż musiał na nie zerknąć by sprawdzić czy te się nie rozwaliły. Musiał się uspokoić. Dobrze wiedział ,ze sprawy zaszły za daleko. Nie chciał marnować many i nie chciał pozwolić na to by jego moc w momencie gdy tracił nad sobą panowanie, zrobiła komuś krzywdę jak niegdyś. Nie bardzo wiedział jednak co ma ze sobą począć. Nawet jeśli postanowiłby zrezygnować z misji wiedział, że gdyby Artial i Sibel wrócili do szlachcica sami, nie otrzymaliby zapłaty. Nie mógł więc od tak ich opuścić. Choć sprawiał inne wrażenie, nie miał serca z kamienia. Ani z lodu. Nie zamierzał jednak wracać do chaty. Obszedł więc dom by przycupnąć tuż obok konia, zapewne skrytego pod daszkiem. Wcześniej poklepał klacz by ją uspokoić. Sięgnął po jakieś drewno nieopodal a następnie wyjął sztylet. Oparł się wygodnie o drewnianą ścianę tuż za sobą i spojrzał na drewno w swych dłoniach. Bezwiednie zaczął wycinać coś w drewnie w ten sposób się uspokajając.
15.09.2014, 20:40
Przeczytaj Cytuj
Płaskowyż
#18

Artial podniósł głowę, przytrzymując drugą ręką kapelusz <wut, wut, zapomniałam, że go posiadam IksDe> na swej głowie coby ten się nie zsuną. Gdy usłyszał propozycję Ethana kiwnął przytakująco. No bo czemu nie? Rozrywka, jak rozrywka.
Przebiegowi kolejnych wydarzeń przyglądał się ze stoickim spokojem. Nie miał zamiaru wtrącać się czy też pomagać komukolwiek skoro nie było takiej potrzeby. To był ich konflikt, toteż uważał że oni powinni sobie wszystko wyjaśnić. Właściwie jego postawa nie zmieniłaby się zanadto, nawet jeśli w ruch poszedł by miecze, noże, czy też cokolwiek innego. A przynajmniej do momentu w którym wszystko wskazywało, że coś zagrażałoby życiu Ethana. Co jak co, może pieniądze nie były dla niego ważne, lecz jeść musiał, a to kosztowało. Wynagrodzenie jakie oferował arystokrata pozwalało na to by przez wiele tygodni chodzić o pełnym żołądku, lecz trzeba było się stawić przed nim po misji z pełnym, żyjącym składem jakim wyruszyli. Artial nie miał zamiaru więc pozwolić by ta okazja mu przemknęła przed nosem i jeśli któryś z towarzyszy chciałby porzucić podróż to najzwyczajniej w świecie związałby i przytroczył do siodła, a gdyby był w na prawdę srogim niebezpieczeństwie to rzuciłby się z pomocą.
Gdy drzwi trzasnęły zapadła chwila ciszy. Obywatel zdjął nakrycie głowy, podrapał się po gęstej czuprynie.
-Co za ból trzewi...- Westchnął, przerywając tym samym ciszę. Podał ciągle pełną butelkę przedniego wina Sibel.- Zabaw odpowiednio naszego gospodarza w zadość uczynieniu, a ja zerknę jak tam nasz rebeliant. Po drodze znajdę tą dziurę i przyniosę jedzenia więc nie musisz wstawać. - Ostatnie słowa skierował do gospodarza, który zapewne ogarniał swoje nerwy. Myślał więc, że zostawienie go z Sibel, która była chyba najbardziej rozmowna z ich trójki było dobrym rozwiązaniem zwłaszcza, że wywarła najbardziej pozytywne wrażenie na gospodarzu. Nie martwił się, że ten mógłby jej coś zrobić. W końcu był ex-strażnikiem. Jego zadaniem było chronienie takich drobnych dziewuszek. Sam miał zaś zamiar wziąć tą czarną, futrzastą szmatę którą pustelnik chciał okryć konia. Sięgając po nią rzucił coś w stylu "pożyczam", przerzucił przez ramię i wyszedł. Chciał ogarnąć co ten Ethan. Rozejrzał się dookoła próbując go dostrzec. Przeszedł go dreszcz na świadomość tego, jaka ciemność go tu otaczała. Próbując ją zignorować obszedł niewielki teren znajdując postać Ethana strugającego kawałek kijka przy Lunie.
-Uważaj, straszna z niej flirciara. - Rzucił na niego futro i swój kapelusz z bażancim piórkiem. - Jest trochę chłodniej niż się wydaje, jak i...właściwie obawiałem się trochę, że w złości byś sobie poszedł. Jako mag dałbyś sobie pewnie radę się stąd wydostać, jak i uporać się z jakimiś bestiami. - Dał zrozumienia kolorowowłosemu, że poczuł ten nienaturalny chłód w chatce. Chciał też jakoś rozluźnić napięcie, choć obecnie prawdopodobnie wyglądał na bardziej spiętego niż Ethan. Nie potrafił mimo wszystko w pełni zignorować ciemności. Oparł się też o coś plecami. Jeśli nie było żądnego zadaszenia nie przejmował się tym, że na niego kropi. Z cukru nie był.
16.09.2014, 14:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#19

Sibel odruchowo chwyciła butelkę, którą wręczył jej Artial i spojrzała na nią z konsternacją. Powiedzieć można, że wydarzenia sprzed chwili trochę ją zdezorientowały - i właśnie dezorientacja odmalowała się na twarzy podlotka. Nie była stworzona do mieszania się w podobne historie, ot co. Do tego doszedł cień wyrzutów sumienia za w sumie niewinne kłamstwo, którym włączyła się w próby obrócenia sytuacji w żart. Kłamstwo, dodajmy, pierwsze od naprawdę długiego czasu. Dlatego dopiero po chwili dotarły do niej słowa obywatela. Drzwi trzasnęły, a dziewczyna została w chacie razem z gospodarzem, dalej zagapiona w butelkę wina.
- Dobrze mu mówić, kiedy ja żadnych sztuczek nie znam - mruknęła, przenosząc spojrzenie na rozmówcę. Sytuacja była, delikatnie mówiąc, niezręczna. Podejrzanie przypominała moment, w którym obrazili szlachcica. Z tym, że teraz sprawy poszły nieco dalej i zastanawiała się, czy Ethan nie zechce czasem zawrócić. Albo, czy nie zmarznie na tym deszczu. To całkiem troskliwe stworzenie było, martwiła się.
- Napije się pan? - zwróciła się do Gustlocka. Jeżeli w chacie zauważyła jakiś nadający się do tego celu kubek, to wstała, podeszła i nalała do niego wina, po czym wręczyła je gospodarzowi. Jeżeli kubka w zasięgu wzroku nie było, to po prostu podała mu butelkę. - Przykro mi, że tak to wygląda - to niewątpliwie było w odniesieniu do zaistniałej sytuacji. - Jak na razie odwdzięczamy się za gościnę paskudnie, przepraszam. Choć to pewnie i tak niczego nie zmienia - kontynuowała, o ile rzecz jasna rozmówca jej nie przerwał. Reakcję Ethana, choć przesadną, w pewnym sensie dało się zrozumieć. Trudno, żeby zaufał pierwszemu napotkanemu człowiekowi. Pewnie miał swoje powody, ludzie nadmiernie ufni na ogół nie żyją zbyt długo. Oczywiście z perspektywy Gustlocka musiało się to jawić jako czarna niewdzięczność i z tego również dziewczyna zdawała sobie sprawę. - Trochę to przypomina początek podróży. Sześć dni temu udało się nam obrazić pracodawcę, choć to akurat przede wszystkim przez to, że za dużo gadam i chyba wyszło na to, że podważamy wartość szlacheckiego słowa. W sumie i tak wygląda to jak wygląda i znakomicie wróży na przyszłość - dodała, bo tak naprawdę nikt nie powiedział, że wyprawa nie skończy się nagle i w nieoczekiwany sposób. Co mogło pójść nie tak? Takich pytań lepiej nie zadawać, mniejsze prawdopodobieństwo realizacji czarnych scenariuszy. Albo spokojniejszy sen. Nawet nie zastanawiała się nad niczym konkretnym. Do głowy jej nie przyszło, że skoro została z tym człowiekiem sama, to mogłaby spodziewać się jakiegoś ataku. To właśnie był przykład karygodnego braku rozsądku i nadmiernego zaufania wobec nowopoznanych ludzi, Gustlock po prostu nie wydawał się jej złym człowiekiem. Mogła się mylić, oczywiście. Z takim podejściem zapewne nie dożyje wieku pozostałych towarzyszy.
- A tak w ogóle, to jeszcze się nie przedstawiłam. Mam na imię Sibel - plotła dalej. Mniej więcej w tym momencie uświadomiła sobie, że przez kilka burzliwych chwil w chatce Ethan powiedział więcej niż od początku podróży, co samo w sobie było zastanawiające. Tym niemniej była głodna, zmęczona a zaniepokojenie zaistniałą sytuacją ulatywało z niej skutecznie, zastąpione przez senność. Ziewnęła rozdzierająco, wszak dzień był długi i męczący. Zachęcała gospodarza do picia wina i - jeżeli chciał słuchać - rozwinęła anegdotę dotyczącą tresowanego psa i jego własciciela, czekając, aż Artial wróci do środka.
17.09.2014, 01:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#20

MG

W chałupce z chwili na chwilę robiło się coraz chłodniej, co oczywiście nie pozostało niezauważone. Klnąc jednak na mistyka pustelnik nie wyzwał go jednak od "pieprzonych magików", nie będąc najwidoczniej pewny magicznej natury przybysza. Nie ufał mu, hm. Są ludzie, którzy nie ufają nikomu, ale nieczęsto zdarza się, że wszczynają bójki. Kto wie? Może Ethan był taki cwany, bo miał dwójkę towarzyszy? Jakby jednak nie patrzeć, ci nie zareagowali, jemu samemu też do głowy nie przyszło, że pustelnik może wykazać się aż taką zwinnością... Chociaż siłę, a raczej odporność wykazał już wcześniej. Zresztą, kto by pomyślał? Broda niby i cała ta szopa na łbie siwe jeszcze nie były, więc zapewne wyglądał na takiego, co przeżył więcej, niż naprawdę. A i nie wierzył tęczowy w słowa byłego żołnierza, a więc zapewne i w historię o tym, że rzeczywiście był tym, za kogo się podawał. W każdym razie popełnił niewielki błąd, nie doceniając go. Gdyby człek ten rzeczywiście był szaleńcem, gdyby był jakimkolwiek przeciwnikiem - stwierdzenie, że ktokolwiek taki nie potrafi walczyć było śmiertelnie niebezpieczne. Ethan poznał więc jedną z podstawowych zasad walki, mianowicie żeby zawsze być przygotowanym na tego typu niespodziankę. Może nie był tego jeszcze świadomy, ale bez wątpienia wyniesie z tej podróży wiele doświadczeń. Zresztą pewnie tak samo, jak jego kamraci. Zdecydował się jednak wyjść z tego czegoś, co pełniło funkcję domu, co miało nauczyć go kolejnej rzeczy - nie wychodzenia na ulewę, nie wiedząc, czy się powróci pod dach, będąc jednocześnie wrażliwym na choroby...
Na szczęście swoją znieczulicą nie wykazał się Artial, który postanowił nie pozostawić go bez czegoś do okrycia, zabierając futro z niedźwiedzia. Zapewnił też gospodarza, że nie musi wychodzić po jedzenie - owszem, nie musiał, a wręcz nie miał chwilowo najmniejszego zamiaru. Ale Gustlock skinął tylko głową. Posłaniec wyszedł za swoim towarzyszem, zostawiając Sibel na pastwę tego psychopaty, który morduje biednych podróżników z braku ciekawszego zajęcia. Po stronie budynku za jaką się ustawili dwaj kompani, kąpani w deszczówce zbytnio nie byli, gdyż strzecha wystawała jakiś łokieć za ścianę.
Zanim to się jeszcze zdarzyło, dryblas chwycił jakiś kawałek deski, który kiedyś miał zapewne służyć za część jednej ze ścian chatki. Trochę zabawnie to wyglądało, gdy taki kolos drążył nożykiem w małym drewienku. Przelewając swoją frustrację, która zresztą była całkowicie zrozumiała - w końcu pustelnik dopuścił się straszliwej obrazy na matce Ethana, a pod tym względem mistyk był przecież bardzo wrażliwy - utworzył małe dzieło, a raczej tworzył jeszcze. Wycinał najpierw jakieś bliżej nieokreślone wzory, które dopiero po jakiejś minucie zaczęły przypominać coś swym kształtem, jakąś płaskorzeźbę. Niewątpliwie miał talent, choć teraz działał pod wpływem emocji. Mimo tego, że ręka nieco mu się trzęsła, to jednak to co przed sobą teraz miał było jedną z lepszych jego robót, jeśli nie najlepszą - choć nawet nieukończoną.
Artial ostrzegł zaraz o tym, że to "flirciara" z tej klaczy. Cóż, jak na razie nie próbowała podrywać tęczowego, aczkolwiek z wielkim zainteresowaniem patrzyła na jego pracę. Być może by zagadała, ale pewnie obawiała się, że "nie jest w typie" Ethana. Chociaż... Kto go tam wie?
Tymczasem w domku nie działo się nic specjalnego. Ot, Sibel zajęła się rozmową, a raczej monologiem, gospodarz zaś usiłował dojść ze sobą do ładu. Między innymi pijąc wino (kubków żadnych w pomieszczeniu nie było). Jedyną odpowiedzią, jaką dziewczę usłyszało było "trudno, stało się" - taki pomruk markotny po tym, kiedy dosłyszał mężczyzna, że przykro. Może i tak, ale było właśnie, jak powiedział.
Kiwał tylko głową na dalsze słowa panienki, patrząc wzrokiem gdzieś w pustkę, od czasu do czasu zmieniając obiekt obserwacji na podobny. Słuchał z pewnością, ale teraz rozmyślał chyba nad czymś innym.
17.09.2014, 20:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna