Płaskowyż
#31

STRAŻNIK
Miejsce: Płaskowyż / Ciche Równiny
Pogoda: Wczesny wieczór. Panuje obfita ulewa.
SOUNDTRACK


ytanie zadane Siewcy, zastygło w powietrzu. Zachód słońca nadciągał nieubłaganie, a wraz z nim, szansa na dalszą bezpieczną podróż, która bez odpowiedniego przygotowania mogłaby okazać się nierozsądna. Dwoje towarzyszy zatrzymało się na rozstaju dróg. Każda z obranych ścieżek mogła doprowadzić do upragnionego celu, ale i każda niosła za sobą inne przeciwności, utrudnienia, czy ryzyko. Wcześniej wspomniany wicher mógł przywodzić dumnemu łowcy na myśl jego rodzinne strony... lecz był on zapowiedzią czegoś zupełnie innego. Niespodziewanie nad głowami dwójki podróżnych pojawiły się ciemne, gęste chmury przywiedzione potężnym podmuchem wiatru. Nie trzeba było długo czekać, by dojrzeć świetlistą błyskawicę przedzierającą się przez niebo, zwiastującą wodnisty opad. Lecz nie był to zwykły deszczyk. Ściana deszczu z którą przyszło im się zmierzyć przywodziła na myśl kataklizm przyzwany tu z powodu kaprysu samego Thorna. Gdyby nie ten zbieg okoliczności, być może... Łowca i Szaman wyczuliby w porę nadciągające zagrożenie. Lecz dudniące krople deszczu, huk błyskawic oraz ciemne chmury okalające teren skutecznie ograniczyły zmysły dwójki wędrowców.

Trzaski, szybkie kroki, ból z tyłu czaszki, ciemność...
Na ten moment odczucia u wędrownych, analogicznie co do całej ich wspólnej podróży, wreszcie stały się jednością.



Gdy Eindride wreszcie się ocknął, zaatakował go pulsujący ból głowy. Nie wiedział gdzie się znajduje, ale po otaczającym go terenie, mógł wydedukować, że jest w jaskini. Smak krwi w ustach, a także bolący bok ciała wraz ze zdartą z lekka skórą na policzku, świadczył o tym, że nie obchodzono się z nim lekko. Był związany niewprawnie lnianymi sznurami. Ręce choć były mocno obwiązane, nie były oplecione dużą ilością więzów i nie były związane z tyłu, natomiast nogi, przy odrobinie wysiłku dałby radę odwiązać, nawet przy obecnym ograniczeniu ruchu. Stratą, którą na pewno odczuł najprędzej był brak wszystkich talizmanów, jak i podręcznych przedmiotów, które miał ze sobą. Na środku jaskini paliło się całkiem pokaźnych rozmiarów palenisko, dym najprawdopodobniej miał wydrążone ujście. Nad paleniskiem znajdował się garnek z gotującym się jedzeniem, w ogniu rozgrzany do czerwoności zaostrzony pogrzebacz, a zaraz obok, lekko usmolona pokaźna patelnia. W rogu jaskini znajdowały się tobołki należące do Szamana, ciągle jak widać nie naruszone. Na skraju jaskini, tuż przy wyjściu stało dwóch szerokich mężów. Jeden niski, przypominający bardziej karła oraz drugi średniego wzrostu.

- Baltazar, jesteś pewny, że to właśnie ten co zaciupał Endriu i Dzika? Nie wygląda mi na takiego, co by choćby dał im radę. Już prędzej ten poobwijany w jakieś bandaże pajac. Z resztą, co z nim?
- Czy to ważne, czy ten, czy nie ten? Szef chciał, żeby ujebać jakiegoś rudego skurwysyna, który wygląda jak ten tu. Z resztą, jak z nim skończymy i tak nie będzie co do poznawania. Choć powiem szczerze, że z bajek jakich się nasłuchałem, od Arniego, który obserwował podobno te scenę, myślałem, że będą jakie cuda i dziwy się działy, choć zapewne jak zwykle przesadził z trunkami i Thorn wie czym jeszcze. Że ten skurwol im nie pomógł, tylko się patrzył, to już dla mnie wyższy poziom debilizmu. Ale co poradzić. Tamten z dzidą śpi w drugiej izbie jak niemowlę. Obwiązaliśmy go tak, że nie powinien dać rady uczynić czegokolwiek. Choć mówiłem im, że majaczy w amoku otępienia po uderzeniu, ci się uparli, że pewnie jest groźny, skoro nawet w nieprzytomności warczy coś o dumie i mordowaniu. Z resztą, co za różnica, jak do rana oboje stracą łby... Czekamy już tylko na Arniego, by przyjechał i potwierdził, czy to ten... Ech. Idę do reszty ekipy zająć się tym dzidowatym, ty Edziu oklep dokładnie tego rudego psa jak się obudzi i wypytaj o to i owo.

Niski, uzbrojony w topór mężczyzna obrócił się na pięcie i ruszył w stronę jaskini, by po chwili zniknąć w jej odmętach. Jego rysy wraz z resztą ekwipunku pozostały ukryte w cieniu. Po paru sekundach przestały wybrzmiewać jego kroki.
Trudna sytuacja w jakiej znalazł się Szaman miała kilka możliwości, lecz bynajmniej nie należało do nich bierne oczekiwanie. Choć był środek nocy, poprzez blask paleniska Eindride dojrzał tak ważny dla niego pierścień, będący na palcu najwyższego osobnika, który na chwilę obecną pozostawał odwrócony tyłem i pogwizdując radośnie w stronę przysłoniętego przez chmury księżyca. Pozostało przypuszczać, że pozostałe cenne przedmioty, również znajdują się przy oprychu, lub w okolicach plecaka. Wszystko teraz pozostawało w rękach dobrego losu, jak i decyzji jakie szamanowi przyjdzie podjąć.

Na zewnątrz nadal padało, choć już nie tak intensywnie jak uprzednio. W tych ciemnościach najprawdopodobniej kryła się jedyna szansa dla rudowłosego Szamana.


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






28.02.2017, 01:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#32

Kiedy szaman przebudzał się ze swojej ciężkiej drzemki powoli docierały do niego wszystkie zmysły. Usłyszał wpierw skrzące się ognisko, co uspokoiło go, gdyż zawsze przebywał bezpieczny przy ogniu, potem jednak poczuł metaliczną krew w ustach, co przeraziło go, bo za cholerę nie mógł przypomnieć sobie co się stało. Pamiętał tylko Seth’a, pamiętał powiew wiatru i ciemne niebo. Musieli znajdować się na skalistych wzgórzach. Usiadł bardzo rozchwiany, ale najciszej jak umiał i zauważył, że kończyny ma związane. Kilka razy zamrugał oczami chcąc przebudzić się porządnie i wytarmosić z zamuły.  Wzrok wyostrzył mu się z czasem i spostrzegł jego prywatne rzeczy przy wspomnianym ogniu, potem zauważył garnek, co z kolei przypomniało mu o głodzie, który w sekundę ustąpił, gdy przez wszystkie te warstwy filozofii i fizjologii dotarło do niego, że jest w niebezpieczeństwie. W tym momencie szaman nienawidził ten garnek, przez to, że nie mógł z niego zjeść, że musiał rozprawić się z przeciwnościami losu. W reakcji tych wszystkich specyficznych akcji adrenalina uderzyła do jego głowy  wyostrzając mu wszystkie zmysły. Eindride zaczął ruszać nogami na przemian co rozluźniło sznur na tyle by mógł przełożyć stopę uwalniając nogi. „Nie najlepsza robota z węzłami.” – pomyślał marudnie, jakby był zawiedziony, że jego towarzysz Duma i Honor został potraktowany jak ktoś kto może stwarzać zagrożenie. Nie był urażony, po prostu zawiedziony. Z kolei pomyślał, że właściwie powinien dziękować za tak słabą robotę. Zaczął skręcać dłonie, by poluzować węzły u rąk. Tymczasem uważnie przysłuchiwał się rozmowie i z sekundy na sekundę jego serce przyspieszało.
Nie mógł uwierzyć, że tej nocy ktoś tam był, nie mógł uwierzyć, że nie zauważył go, nie mógł uwierzyć, że on zauważył jego przy gęstym dymie. Ale najbardziej nieprawdopodobne było, że jakichś trzech zabijaków mści oprychów spod Teolii. Był przecież tak daleko od miasta. Czy tacy rozbójnicy potrafią mieć przyjaciół? Czy zbir nie zaśmiałby się w twarz mordowanego sprzymierzeńca? Czy nie wchodzi im to w ryzyko pracy? Były to pytania na które rudowłosy będzie musiał odpowiedzieć sobie później, albo wcale, bo jeśli nic nie zrobi zginie rychło z ręki jakiegoś Arniego. Nie mógł umrzeć. Nie chciał.
Lina na jego rękach stawała się coraz luźniejsza, a skóra na jego nadgarstkach coraz cieńsza. W końcu złapał zębami odstający węzeł i przewlókł go przez pięść. Linia oddzielająca go od wolności stawał się coraz cieńsza, teraz zaczął się szarpać, najciszej jak umiał. Chciałby teraz usłyszeć głos Gaidara. Mieć jakiegoś kompana. Nawet nie zauważył, że jego ręce były wolne. Wstał tuż po wyjściu mniejszego chłystka. Deszcz ustawał powoli. Eindride patrzył na pierścień jak drapieżnik, ale jego wzrok przykuł lekki pobłysk metalu przy jego tobołkach. Był tam jego tasak. Rudowłosy nie przypuszczał, żeby pierścień w ręku opryszka był problemem, dopóty dopóki owy opryszek nie jest szamanem. Błysk gdzieś w dali potwierdzał powoli oddalającą się burzę, jak ostatnie machnięcie na pożegnanie. Teraz albo nigdy. Deszcz dudnił na zewnątrz tak jak serce w jego potężnej piersi. Eindride potruchtał do tasaka, kilka szurnięć o podłogę jaskini odbiło się słabym echem. W jego nozdrzach wirował zapach ziemi, deszczu i tego, cokolwiek gotowało się w teraz znienawidzonym już garnku. Nie był zwinny w taki sposób jak zwinny mógł być skrytobójca, ale postarał się najsprawniej podbiec do mężczyzny, który teraz wydawał się zaalarmowany, miał zapewne w każdej chwili się obrócić. Wszystko działo się bardzo szybko, a zarówno bardzo wolno dla szamana.
Widzę, że wreszcie pożytek robisz z naszej umowy. – usłyszał Gaidara. Jego głos dudniał mu w głowie, miał już krzyczeć, żeby był cicho, ale nikt przecież nie mógł go usłyszeć. To był anioł zaklęty w tasaku, żaden nie-mag, nie-szaman czy po prostu nie utalentowany zimnokrwisty karaluch jak ten, który stał przed nim - nie wiedziałby nawet o jego istnieniu.
Uderz go raz, a mocno. Walki tyle trwają między wprawionymi, dwa uderzenia i po śmiertelniku! – anioł zaśmiał się a jego głębokie rozbawienie brzmiało jak bęben. Szaman tymczasem zamachnął się i uderzył w mięsistą łydkę nieprzyjaciela. Takim ciosem można było oderwać mięso od kości. Stanął w rozkroku, znajdując środek ciężaru i pchnął raz jeszcze. Miał nadzieję, że wyrobił jakąś krzywdę.

No przyjacielu miejmy nadzieję, że na coś się zdały treningi i spory. Ciekawe co z Seth’em. Powinienem go chyba ratować, kiedy już załatwię tego opryszka. Wolałbym, żeby to on wprawiał się w walce.

Opryszek nie opryszek, zły człowiek po prostu. Czuję to w nim, nie dane mu jest stanąć u boku Boga. Strąć mu tę głowę wreszcie! – Gaidar zamruczał w zamyśleniu podczas gdy Eindride walczył. – Człowiek wielkiej czci, ten twój towarzysz, jednak nie do Boga, a do siebie. Cóż za cwaniak z niego, musisz koniecznie zapytać czy wierzy w jedyną prawdę.

Nikt nigdy nie powiedział, że anioły muszą być dostojnymi, mądrością spływającymi istotami, ale, cholera, jakbym wolał mieć przy sobie ten pierścień. – Eindride pomyślał bardziej do siebie.
Gaidar prychnął tylko "Niewdzięczniku, skup się lepiej na machaniu tym żelastwem, w które mnie zakląłeś!" - ale Eindride nie chciał już go usłyszeć. Przeleciało to po nim, był teraz jak w transie. Patrzył wyczekująco na Baltazara. Zamachnął się jeszcze raz, tym razem na ramię.
Co to był za świat, że tysiące kilometrów od domu ścigała go jego przeszłość. Mimo wszystko nie żałował pomsty ojca i wuja. Tylko tyle mógł z siebie honoru wykrzesać, żeby nie być zabitym przez ludzi takiego pokroju, ludzi, którzy mszczą złodziei i plugawców.


//sorry jeśli nie za bardzo wyjaśniam co się dzieje. nie wiem, czy mogę napisać, że odciął mu palce, czy to zależy już od MG, więc gram bezpiecznie
Nec habeo, nec careo, nec curo.
28.02.2017, 05:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#33

STRAŻNIK
Miejsce: Płaskowyż / Ciche Równiny
Pogoda: Środek nocy. Panuje obfita ulewa.
SOUNDTRACK




aledwie kilka ruchów wystarczyło dla Szamana, by wyswobodzić nogi, trochę więcej na uwolnienie rąk. Na jego szczęście, oprych był zajęty, mniej istotnymi sprawami. To była szansa, którą Rudowłosy postanowił jak najlepiej wykorzystać. Choć nie było to najcichsze skradanie na miarę myśliwego, wielkie bóstwo sprzyjało, zwiększając na tę chwilę intensywność opadu. Szaman dobył swojego wyuczonego narzędzia. Samo pochwycenie żelaznego talizmanu wywołało w nim poczucie ulgi i spełnienia. Następne sekundy działy się już szybciej, niż chciałaby którakolwiek ze stron.
Szybkie kroki wywołały zainteresowanie u rosłego mężczyzny, lecz gdy ten zaczął się powoli obracać, szamańskie ostrze, wyszarpało ogromny płat mięśnia z uda, ukazując wśród tryskającej krwi białą kość. Oprych zachwiał się i ryknął zbliżając się do upadku.

- TY PSI SYNU !

Lecz nim słowa dostatecznie wybrzmiały w jaskini kolejny cios przeszył bandytę. Choć próbował zasłonić się dłonią, ta nie stanowiła żadnego oporu, dla tak morderczego narzędzia. Ostrze przecięło dłoń na pół, lecz na tym nie skończyło swojej podróży. Czy to stresująca sytuacja, wraz z niefartownie upadającym przeciwnikiem, czy może Eindride naprawdę tego podświadomie pożądał, kojarząc powiązania oprychów z mordercami. Szarżujące ostrze po przeszyciu dłoni, zatrzymało się dopiero w połowie krtani przerażonego i zdenerwowanego Edzia.
Krew trysnęła na twarz i ubrania rudowłosego, brocząc je ciemnoczerwoną cieczą, a dziwny ucisk, zagościł w serce Przyjaciela.
Miedziany naszyjnik stuknął o ziemię i wylądował obok pierścienia nadal znajdującego się na odciętych palcach. Najprawdopodobniej cięcie rozłączyło łańcuch, lecz może było w tym coś jeszcze?

- Edziu!? Wszystko w prządku? Nie dajesz rady ze związanym wieśniakiem?

Ciężki, ironiczny głos przedarł się przez jaskinię. Bez wątpienia, był to niższy jegomość. Wiadomym było, że dalsze pozostawanie bez odpowiedzi, nie obije się bez echa ze strony ludzi będących w dalszej części jaskini. Do wschodu brakowało paru godzin. Rudowłosemu szamanowi, pozostawała czysta improwizacja i choć błędnym było pozwolenie, by przeciwnik zawiadomił towarzyszy, to nie wszystko było stracone i opcji było nadal wiele.







No więc tag, dwie uwagi... Najlepiej by było, jeśli byś pisał co zamierzasz zrobić, dopóki nie masz 100% pewności, że tak się stanie. Pamiętaj, że nie znasz do końca umiejętności przeciwnika. Dla przykładu... Może wyglądać jak jakiś wieśniak z tasakiem, a naprawdę być jakimś koksem i w dodatku Szamanem... Tego nie wiesz, dopóki się nie przekonasz. Jednak atak z zaskoczenia, ma po prostu wiele wyższą szansę powodzenia, więc tutaj nie wychodzę naprzeciw. Dobrze by było na przyszłość określać, gdzie postać planowała, by padł drugi cios. To już będzie do rozstrzygnięcia przez prowadzącego MG. (Coś w deseń... Eindride zrobił zamach, celując w udo przeciwnika... Nie jest to oczywiście forma przymusowa)
Druga sprawa, to materializacja tasaka. Tutaj racja i nie racja. Bo jak na przestrzeni jakiejś tam, małej odległości możesz na spokojnie komunikować się z duchami, wyczuwać je itp. Tak, w tej sytuacji, by odnaleźć przedmiot, bardziej realistycznym rozwiązaniem zamiast jego pojawienia, byłoby skupienie się, na tym gdzie wyczuwasz swojego ducha, a następnie po otrzymaniu instrukcji go znaleźć. Równie dobrze w tym przypadku resztę przedmiotów magicznych mógłby posiadać drugi oprych. Na chwilę obecną zostawmy już jak jest. ( Sam nie wiem, czy wyrażam się jasno Huh )

(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2017, 13:21 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






28.02.2017, 13:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#34

Przy całym tym cięciu i machaniu Eindride nie mógł pozbyć się dziwnego uczucia. Było mu mimo wszystko żal tych bandytów.
Ha HA HA! Tak, naprzód! Zniszczyć tych heretyków! Niech ich skarci Boska ręka. Niech ich zabije sługa pana! – Gaidar bawił się przednio. Tasak latał w tę i z powrotem, a krew lała się na pierwsze rzędy. Trochę nawet poleciało na szaty Eindride. Skrzywił się i podniósł szybko odciętą dłoń, i odzyskawszy pierścień wsunął go głęboko na palec. Był chyba trochę za duży na Edzia, bo zszedł bardzo łatwo.
Psi synu, psi synu. Właśnie, że sieroto i to jeszcze przez ludzi takich jak ty. – westchnął pod nosem. Przyjaciel, jego pseudonim wydawał mu się teraz żartem. Zabił już trzech ludzi i chociaż był pewien, że są osoby o nieprawdopodobnie wysokich liczbach na swoim sumieniu, wolałby należeć do tej sfery, która nikogo zabijać nie musiała. Zastanowił się ilu jeszcze takich ludzi jest tu zgromadzonych, a potem czy dałby im radę. Usłyszał echo kroków wywodzące się z wnętrza jaskini.
To ogromnie miłe, że twój entuzjazm do walki nie gaśnie. Idźże ku nim! Walcz w imię Boga! Wyrżnij te chwasty z oblicza ziemi. – odezwał się Gaidar, po czym jak zwykle zaśmiał się krótko. Takiego anioła mu zesłano.
Nie jest to dobry pomysł, widzisz, może i jestem wprawiony. Ale ten facet jest niski, ma siekierkę. Może nie przewagę, ale.. – myślał Eindride zawiązując supeł na rzemieniu naszyjnika, leżącego już na jego piersi. Przerwał mu inny, dostojny głos.
Cóż to za prymitywne stworzenia, bardziej nawet niźli ty, a zniżasz się do poziomu ich walki? – Eindride zaczął spychać ciało pokiereszowanego Edzia z drogi. Był zdenerwowany całą tą sytuacją, ale próbował to ukryć.
Dajże mi ich posiekać na kawałeczki. Robisz taką nieczystą robotę, nawet mu głowy nie odcięło. Cóż to za stracenie? Kiedy zacząłeś być niemotą? Wyślij żołnierza z szeregu Najwyższego!
Wola Pana przybiera różne oblicza. – powiedział Heri.
Opryszek był jeszcze plastyczny, nie taki trudny do zepchnięcia z wysokiego, śliskiego stropu.  Ale zanim pchnął ciało jeszcze pod wyjście - uderzył go i sam zajęczał, jakby bawił się laleczką voodoo. Może da mu to coś. Może zmyli Baltazara, który niecirpliwie czekał zapewne na odgłosy jego tortur. Uderzył zwłoki, znów w twarz, która zachybotała. Z rany na szyi trysnęło więcej krwi. Cofnął się lekko z obrzydzeniem i poirytowaniem, że musi odgrywać taką szopkę. Czego nie wiedział, to że nie musi, gdyby tylko był mądrzejszy może negocjowałby z opryszkiem, gdyby tylko był sprawniejszy postawiłby się w oka mgnieniu. A teraz bił biednego Edzia, który leżał martwy u jego stóp.
Nie dawaj się w to wplątać. Gdyby twój przyjaciel ocknął się już by tu był. Dobre słowo nawet węża wyprowadza ze swego gniazda.
- Błagam! Kurwa! Czego ty chcesz? - krzyknął zarówno dla pokazu jak i do Heriego, który mętał mu w głowie. Kopnął zbira raz czy dwa,  
Dobra rada zaczyna się od milczenia, ale prawdziwą sprawiedliwością jest przeżyć to, co się uczyniło innym. – Zabrzmiał anioł swoim łagodnym, a zarazem donośnym głosem.
- Za co Panie. Pomyśleć, że o to prosiłem. – powiedział cicho Przyjaciel. Nie miał pojęcia, czy dałby radę się zakraść do Seth’a. Lecz jeśli nadal jest nieprzytomny nie miałoby to sensu. Druga więc opcja walki. Ale Eindride nie wiedział ilu jeszcze ludzi siedzi w głębi tej jaskini. Zastanowił się nad tym porządnie. Zimny ogień, nadal ledwo co rozświetlający tę wieczorną aurę grozy skrzypiał na środku sali. Kocioł patrzył na niego. Szaman odwzajemnił spojrzenie. Patrzył jak na dawnego znajomego, który popsuł mu życie. Był w tym jakiś sentyment, a jednak nie mógł się z nim spotkać. Serce dudniło w piersi, a Przyjaciel musiał wymyślić plan. Czy jaskinia była długa? Czy może był ktoś na zewnątrz? Nie widział nikogo więcej przy wyjściu. Mimo to, nie zepchnął Edzia, ale przesunął go w strategiczne miejsce pod ścianą, gdzie w ciemnościach ledwo było go widać.
Nie zastanawiaj się dłużej. Rusz tą dupę i wygraj! – Gaidar miał nadzwyczaj prosty umysł.
Eindride podbiegł do korytarza, którym kilka minut wcześnie wyszedł nieduży Baltazar. Ukrył się za wilgotną ścianą i zerknął w głąb. Krople z sufitu kapały na jego kark.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2017, 03:50 przez Eindride.)

Nec habeo, nec careo, nec curo.
01.03.2017, 22:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#35

STRAŻNIK
Miejsce: Płaskowyż / Ciche Równiny
Pogoda: Środek nocy. Panuje obfita ulewa, wzmagają błyskawice.
SOUNDTRACK


dziu jak krwawił, tak krwawił. Jeszcze chwile bulgotał rozpaczliwie, patrząc swoimi przerażonymi oczami w stronę swojego oprawcy. Wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, lecz struny głosowe były rozszarpane przez żelazne narzędzie. Niestety, nie był w stanie nic zrobić, bo z powodu intensywnej utraty krwi, bólu i szoku świadomość szybko zaczęła zanikać. Kolejne poruszenia umierającym, tylko jeszcze bardziej zwiększały kałużę krwi, która już strumyczkiem przelewała się u wejścia jaskini.
Kolejny huk pioruna poprzedził słowa Baltazara, który rozbawiony dźwiękami już łagodniejszym tonem wykrzyczał z drugiej części jaskini:

- Tylko nie przesadź... Nie chcemy przecież, żeby Arni się nazbyt męczył przy rozpoznaniu.

Po czym ciszej, do swoich dodał:

- Mówiłem wam chłopaki, że się nada. Potrzebuje tylko trochę wprawy. To jego pierwsze kroki, a niedługo będzie z niego zbój, jak się patrzy.

Oczom wyglądającego z ukrycia Eindride ukazała się dość duża grupka mężczyzn siedzących dookoła kolejnego, ale mniejszego już ogniska, wszyscy dopiero co wybuchli śmiechem, na słowa karłowatego. Na oko było ich siedmiu, może ośmiu. Choć nie każdy z nich dzierżył broń, wszyscy poza Baltazarem wyglądali na rosłych mężów. Choć możliwe, że było to spowodowane niskim wzrostem osobnika dzierżącego topór. Zaraz obok nich leżał sporych rozmiarów pies myśliwski, który obecnie radośnie sobie pochrapywał. W rogu skalistego pomieszczenia widniała obwiązana w sznury, obandażowana postać. Jaskinia sprawiała wrażenie, jakby była jedną z baz wypadowych, należącej do jakiejś bardziej zorganizowanej bandy. Pomieszczenie było wyżłobione w skale i w ziemi, a następnie ciągnęło się w dół, gdzie właśnie siedziała reszta zbójów. Widać było gdzieniegdzie w blasku ogniska elementy mebli, stojaki na broń, skrzynie wypełnione jakimiś pakunkami i znacznie więcej pustych, kilka beczek, zapewne podprowadzonych z transportów alkoholi i wiele, wiele innych rupieci, porozrzucanych w nieładzie. Pochodnie choć znajdowały się nieopodal ogniska, pozostawały zgaszone.

Kolejny huk pioruna zainicjował następne zdarzenie, bo jeden z oprychów dopił pity właśnie trunek, wstał i przeciągając się, beztrosko oznajmił zebranym, że idzie się odlać. Dopiero stojąc ukazał swój prawdziwy wzrost. Ponad dwa metry wysokości, półtora szerokości. Po prostu bydle. W jego dłoni znajdował się sporych rozmiarów kiścień, który oparł nonszalancko o ramię.
Ruszył radośnie i chwiejnie, pogwizdując w kierunku ukrywającego się w cieniach Eindride, by udać się do kolejnego pomieszczenia w celach zaspokojenia potrzeby. Szaman nie ruszając się, miał szansę, by pozostać niezauważonym w cieniach.

- He he... Wracając, pomogę trochę Edziowi... Jest zbyt wrażliwy do tej roboty. Nie rozumiem szefie, po co wszędzie tachasz tego niedorajdę z nami. Nie dość, że ma opory, by choćby muchę skrzywdzić, to jak znam życie, teraz udaje, że napieprza rudego. Brat nie brat, przy tobie Baltazar, wygląda jak jakaś skończona ciota.

- Zważaj na słowa, bo skończysz na pożywkę dla mojego pupila. Nie jest miękki, potrzebuje tylko czasu, w końcu to mój młodszy brat, musi się tylko obudzić. Nie wiem, czy chcesz, bym przypominał chłopakom jakież były twoje początki, gdzie więcej pożytku było z leżącej tu suki, niż ciebie. Zamiast robić za nasz naczelny straszak, rozbawiałeś tych których mięliśmy obrobić. Choć i to miało swoje dobre strony...

- Szefie, może mnie Szef poszlachtować, ale rok to więcej niż trzeba. Ale to Szef decyduje, ja nic nie mówię, tylko idę się odlać zanim i o mnie zahaczy topór.


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






02.03.2017, 20:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#36

Jeśli miałby uciekać to teraz. Eindride nie był człowiekiem, który miałby z tego powodu wyrzuty sumienia. Nie był pewien czy chce, czy nie chce stoczyć walki z tymi ludźmi. Słyszał jak coś sobie mamroczą. Obserwował ich uważnie. Było ich około siedmiu, co bardzo szamana zabolało. Nie da im rady jeśli nie wezwie swoich pomocników. Prawdopodobnie i tak umrze. Skrzywił się na widok chrapiącego smacznie Setha. Też mógłby sobie tak leżeć. Może jego towarzysz obudziłby się pierwszy. Pewnie potrafiłby zbałamucić ich wszystkich w kilka minut. Zauważył też skrzynie i tobołki. Dużo byłoby brać, gdyby wygrał. Starczyłoby im i jedzenia i przedmiotów na sprzedaż. Choć pewnie pustynny książę nie chciałby brać tych rupieci. Dałoby im to trochę monet jeśli doszliby do wioski czy miasta. Teraz jednak mieli inny problem na głowie. Kolejna kropla padająca z sufitu potoczyła się po karku szamana. Zastanowił się nad sytuacją. Jeśli, jak widział, rabusie pili, a zapewne nie wodę, miał lekką przewagę nad zamglonymi umysłami. Ich refleksy na pewno będą wolniejsze. Co robić, co robić? Modlić się, czekać? Och, a może udawać, że nic się nie stało i poddać się  śmierci. Tyle możliwości. Jeden z mężczyzn siedzących koło ognia wstał. Był najwyższy z nich wszystkich.  Oznajmił coś o odlaniu się i zaczął wypowiedz o człowieku, którego zostawiono z szamanem, a który teraz, pewnie już martwy, leżał gdzieś pod ścianą. Muchy by nie skrzywdził, akurat. Nikt by z takim bandytą nie zostawił porwanego, domniemanego mordercy. A nawet jeśli, cóż to za banda? Organizacja taka jak ta zaczęłaby się psuć od wewnątrz. O ile już nie zaczęła. Eindride zastanawiał się, czy nie łatwiej byłoby go wziąć na zakładnika, czy teraz już za późno? Czy Edziu wysłuchałby go? Nie wiedział. Pewnie już się nie dowie. Spojrzał na ciemne wgłębienie w jaskini. Nie widział ruchu, ale jeśli człowiek jeszcze żył, mógłby go uzdrowić. Zaraz jednak złapał się na byciu miękkim i przytulił się mocniej do zimnej, mokrej ściany.
Słyszysz ich jakie to bezbożne szczury.
Mogłem z nim zapewne negocjować. Bezbożnik czy nie podobno był miękki. – zasmucił się rudowłosy.
Miękki? Ha! Teraz może miękki, ale za kilka godzin ostygnie i będzie sztywny jak deska! Posłuchajże idioto! Zacząłbyś smutną historyjkę o zabitej rodzinie, a on odciąłby ci język. Tacy ludzie nie wiedzą czym jest godność. Nie wiedzą czym jest litość. Sprowadzają się do poziomu tego kundla co tam leży.
A ja niby wiem? Czym się różni pomszczenie od zwykłego morderstwa. Czymże się różnie ja od tego kundla? Szukam rodziny jak stada, szukam jedzenia gdym głodny i gdy zagrożony atakuję. Co to za śmieszna zasada zresztą - ręka za rękę.
Nie powiesz mi, że żałujesz? Po to w końcu ci pomogliśmy, niewdzięczniku. A co do twojej niedołężnej analogi do psa, może być rzeczywiście prawdziwa, ale tak długo jak takie bzdury wypowiadasz. – zdziwił się anioł zniżając ton.
Nie. Nie żałuję. – odpowiedział Eidndire bez chwili namysłu. – Za daleko żem zabrnął, żeby teraz żałować. – zacisnął dłoń na rękojeści swojego tasaka. Chciałby teraz słyszeć kogo innego, chciałby usłyszeć, że nie ma dumy, że jego tchórzostwo nie będzie tolerowane. Ale Seth leżał teraz, bezużyteczny jak to całe rozmyślanie.
Jeśli zabijasz mordercę ich liczba się nie zmniejsza, czy nie tak?
Ale jeśli zabijesz ich ośmiu, to już inna gadka. – skomentował Gaidar.
Baltazar też zaczął wywód. Pierwsza tutaj ofiara z ręki szamana była najwyraźniej jego bratem. Cóż za niespodzianka. Jaki zbieg okoliczności. Szczęki opadają. Czy musiał teraz zabić ich wszystkich? Zapewne jeśli nie toporek dowie się kiedyś o śmierci brata i podąży za rudowłosym z zamiarem zemsty. Eindride znalazł się w dupie, szczerze mówiąc. Porządnie przyjrzał się nadchodzącemu mężczyźnie i schował głowę. Był w na tyle ciemnym miejscu, by ogier ominął go bez zauważenia. Jego plusem było to, że mógł atakować z zaskoczenia, a jeśli podąży za nim cicho może przywali mu w łeb przy wyjściu. Uświadomił sobie jednak, ze raczej nie dałby rady uderzyć w łeb dwumetrowego kolesia. Musiałby skoczyć, albo stanąć bardzo wysoko na palcach, a to nie sprzyja koordynacji przy takim ciosie. Wiedział, że musieć będzie wzywać Gaidara. On dałby temu człowiekowi radę, a pewnie i nawet, po skończonej walce zabiłby pozostałych.
Szaman wstrzymał oddech i czekał.
Nec habeo, nec careo, nec curo.
04.03.2017, 22:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#37

STRAŻNIK
Miejsce: Płaskowyż / Ciche Równiny
Pogoda: Środek nocy. Panuje obfita ulewa, wzmagają błyskawice.
SOUNDTRACK


ie musiał nawet stanąć blisko, by Szaman wyczuł jego ciekawą woń. Wielki jak szafa zbój, raził swą wonnością w promieniu trzech metrów. Gdyby określać jedną z jego dodatkowych i uciążliwych zdolności, byłby to na pewno zapach. Wyjaśniało to, dlaczego oprych siedział ze wszystkimi a jednocześnie tak bardzo poza. W nozdrza Eindride wlała się słodka nutka zgnilizny, kału i fermentacji. Do oczu rudowłosego błyskawicznie napłynęły łzy, a odruchy wymiotne znacznie utrudniały koncentrację oraz próbę ukrycia. Choć zapachem przypominał co najmniej rozkładającego się umarlaka, poruszał się nader żwawo, bo minęła zaledwie chwilka i już stał przy krztuszącym się Szamanie i na jego nieszczęście, postanowił się tam zatrzymać. Cokolwiek brodaty mag chciałby w tym momencie zrobić, zakończyłoby się fiaskiem, bo zapachowa moc, robiła swoje. W tym miejscu stał przez chwile, jakby się zastanawiając,  po czym stękając, odwrócił się w stronę najprawdopodobniej modlącego się o nie pogorszenie sytuacji Szamana. Olbrzym zrobił niepewny krok do przodu, zdjął spodnie i... poleciało. Szum i moc jednego z największych wodospadów na całej krainie... To było to, co z dziwnych przyczyn przyszło do głowy zemdlonemu magowi. Wizualizacja, choć piękna, zaowocowała kolejnymi równie pięknymi skutkami, bo wtem, kumulacja tej smutnej rzeczywistości przeistoczyła się w falę wymiocin, które zalały na nowo mokrą od ciepłego moczu, zakrwawioną koszulę. Kolejny grzmot echem obił się po wnętrzu jaskini, gdyby nie to, oprych zapewne usłyszałby agonalne dźwięki szamana.
Czy to sam Thoran spierał się z Duronorem o los biednego wyznawcy ?


"Wyglądasz jak siedem nieszczęść",
W obecnej chwili to określenie potrzebowało gruntownej aktualizacji, ponieważ sprawiało wrażenie nie wystarczającego do określenia obecnego stanu w jakim znajdował się Szaman. Zarzygany, zakrwawiony, obszczany, poobijany, obłocony i wiele więcej, a to wszystko zawarte w jednym człowieku. Jedynym trafnym nazewnictwem, o które można by się pokusić to najprawdopodobniej byłoby:
"Wyglądasz jak Eindride"
I to właśnie powinno być od teraz wyznacznikiem największej możliwej obelgi do określania wyglądu.

- Edziu, co do kurwy? Gdzieś ty jest? Nie wygłupiaj się.

Słowa pełne zdenerwowania wydobyły się z krtani mężczyzny. Przeszedł się chwilę po pomieszczeniu i  zatrzymał się, w chwili gdy jego noga natrafiła na rozerwane sznury, którymi uprzednio związany był Eindride. Po czym poszedł w kierunku wyjścia. Gdy noga chlupnęła w kałuży krwi pozostawionej przez Edzia olbrzym wziął powietrze w płuca i ryknął:

- Jebana ciota... PANOWIE, CHYBA MAMY PROBLEM !

Kiedy sfatygowany władający odzyskał w pełni świadomość i możność ruchową, mógł dojrzeć jeszcze, ściekające krople moczu po jego rudej zarzyganej twarzy. Odzyskał ją, nie bez przypadku, ponieważ oprych zdążył się już oddalić, a mordercza, trzymetrowa aura, przestała zagrażać. Jego sytuacja nie przedstawiała się za ciekawie. Między ogromnym mężem, a szamanem, była różnica siedmiu metrów. Z drugiego pomieszczenia słychać było gwałtowny ruch i kroki. Szaman znalazł się w pozornym impasie.




Winc tag, wchodzimy w etap możliwych konfrontacji. Z tej okazji mam kilka spraw.
*Po pierwsze, będę Cię prosił o uzupełnienie ilości many. Jakbyś nie wiedział, tutaj masz wykaz many względem poziomów. Pamiętaj, aby uwzględnić manę, z posiadanych przedmiotów.
*Sprawa dwa jeśli chodzi o detale, których mogłem nie zawrzeć, dopytuj mnie na PW bądź na czacie. Na forum jestem chyba najczęściej ze wszystkich graczy, niezależnie od pory dnia i nocy. Tyczy się to wszystkiego, poczynając od elementów znajdujących się w lokacji, kończąc na wszystkim innym.
*Sprawa trzy. Chciałbym również byś uzupełnił stan zdrowia swojej postaci, zawierając wszelakie uszczerbki na zdrowiu jakie Ci doszły. Mówimy tutaj nawet o zadrapaniach. Nie jest to chyba reguła u wszystkich MG, ale... akurat mi na tym zależy.
Sprawa cztery... Pamiętaj, że życie... To zaszczana sprawa, pełna krwi i wymiocin... : /

(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2017, 23:44 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






05.03.2017, 15:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#38

Eindride czekał na zbliżenie się olbrzyma, ale pierwsze co do niego dotarło to niesmaczna mówiąc najlżej woń. Mówią prosto z mostu – było to tak, jakby typek, stojący teraz bez ruchu przed szamanem, wstawał codziennie rano od roku i mył się w błocie ze świniami, potem te świnie zarżnął i kiedy zaczęły się rozkładać wykąpał się i w nich. To było więcej niż szaman mógł znieść.
Bywałem w gorszych sytuacjach. – pomyślał, ale zaraz to stwierdzenie było kłamstwem, kiedy wielkolud zaczął odlewać się w środku jaskini. Dokładnie tam gdzie stanął. Dlaczego, dlaczego nie wyszedł. Szaman trzymał tasak mocno w dłoni i bardzo chciał go użyć na wystającym członku tego obrzydliwego opieprzeńca, ale zamiast broni w górę i dół ruszyły soki trawienne rudowłosego nieszczęśnika. Heri siedział cicho i nie widomo było, czy to z powodu jego tajemniczości czy po prostu słów mu zabrakło pierwszy zapewne raz zmierzając się z taką sytuacją.
Zabij go tu i teraz, gdzie twoja godność. – zawarczał natomiast Gaidar chcąc jak najszybciej pojawić się w pełnej formie. – Dajże mi wolną rękę, a człowiek ten będzie na ciebie sikał odtąd z ust, bo tak mu jelita wykręcę.
Ustaliliśmy już chyba, ze nie mam ani honoru ani godności. – powiedział ledwo przy zmysłach, chwiejący się szaman.
Dość siem naczekałem. Nie zabiją Setha, on im nigdy nic nie zrobił. Co najwyżej zabawią się nim. A on, jak znam życie, zabije ich wszystkich a potem i mnie. Jak już mnie znajdzie, to jest. Duronorze daj mi siłę! – Eindride otrząsnął się. Jego adrenalina zaczęła powoli znieczulać go na zapach, ale jego oczy wciąż były lekko załzawione. Otarł się i zaczął podążać za mężczyzną.
Musisz mi przyrzec jedno, jak i jeśli go załatwimy - uciekamy. Nie ma walki poza tym gościem. Spieprzamy z tej zaplutej jaskini, jasne?
Nie mogę ci tego obiecać. – zagrzmocił Gaidar zupełnie olewając, po raz kolejny, plany szamana. Dużo ludzi ostatnio go olewało, ale dzięki temu rudowłosy zaczął czerpać z czystej siły nienawiści i złośliwości. Jego całe ciało miało się tak naprawdę w porządku. Może uratuje go jego siła i wytrzymałość. Jak łatwo było teraz popełnić błąd.
Masz moje pozwolenie Gaidar, niech się to wszystko skończy. – zachlipał Eidndride jakby mu się jakaś krzywda zrobiła. A to tylko jego resztki godności zaczęły mu uciekać przez rękawy.
Szeroki mąż zmaterializował się przed nim. Był tak wysoki, że ledwo co mieścił się w jaskini. Jego większa niż twarz rudowłosego dłoń sięgnęła do złotego pasa i wydobyła z pochwy długi, błyszczący się nawet w tych ciemnościach miecz. Drugą zaś sięgnął za siebie i wydobył spod lamparciej skóry narzuconej na ramiona okrągłą tarczę. Tarcza ta przy nim nie wydawała się duża, ale prawda jest taka, że miała ponad metr siedemdziesiąt w średnicy, co było idealny rozmiarem dla Anioła. Gaidar ustanowił się tak, by głowa nie zahaczała mu o stropienie groty skalnej i wziął taki haust powietrza w płuca, że aż szaman poczuł jak uchodzi mu sprzed nosa pozostały czysty gaz w całej tej zapchlonej jaskini.
- Wreszcie. – jego głos zadudnił w uszach szamana. Był tak głęboki, niski i mężny, że aż czasem komiczny, jeśli oczywiście nie stało się z drugiej strony, na końcu ostrza miecza tego czegoś, co ten głęboki i mężny głos wydobywało. Scena wyglądała dość śmiesznie, jakby osiłek przyszedł bronić młodszego brata, któremu dokucza jakaś banda idiotów. Właściwie na tle Gaidara wszystko wyglądało dosyć śmiesznie, a szczególnie Eindride, który wyglądał teraz jak wyrżnięta szmata i to taka, którą trzeba już wyrzucić, bo zaczęła pleśnieć. Szaman stał za monstrum z tasakiem w dłoniach, jakby trzymając wykałaczkę aniołowi, by mógł zachować higienę po tym jak już zeżre wszystkich swoich napastników. Przez chwilę rudowłosy pomyślał, że byłoby dobrze jakby drugi olbrzym zaczął się śmiać. Opuścił by gardę i mogliby go wypchnąć na skały. Gaidar stał przez chwilę, ale chyba miał podobny zamiar, gdyż natarł na przeciwnika tarczą tak nieoczekiwanie, że nawet sam szaman wzdrygnął się. Usłyszał potem tupot stóp ze strony i zanim mógł zobaczyć co się stało oczekiwał już nadejścia reszty bandziorów. Jego serce dudniło nadzwyczajnie rytmicznie.
- Duronor niech ma nas w opiece. - powiedział cicho, powoli odzyskując powagę i spokój. W każdej dotąd walce Eindride potrafił znaleźć spokój w chaosie. Uczył go ten sam anioł, który szarżował teraz za jego plecami. Miał tylko nadzieję, że wyjdzie z tego w jednym kawałku.
A nóż może podczas naszej walki zbudzi się do życia Seth. – pomyślał próbując zachować strzępy optymizmu. Na to nie mógł jednak liczyć.
Nec habeo, nec careo, nec curo.
05.03.2017, 21:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#39

STRAŻNIK
Miejsce: Płaskowyż / Ciche Równiny
Pogoda: Środek nocy. Panuje obfita ulewa, wzmagają błyskawice.
NIECH POLEJE SIĘ KREW



tak oto, zaraz za człowiekiem, do niedawna można było nazwać największym pojawiła się postać, łamiąca dogmat wielkości. Ogrom i majestat istoty, jakby przepędził ciemności i plugawość tego miejsca wlewając w nie ciepło i czystość.


-WRESZCIE !




Huk błyskawicy nie wystarczył, by uciszyć ten pełen spełnienia niski głos. To jak i dźwięk dobywanego miecza spowodowało, że cherlak odwrócił się, czując że zaraz ujrzy kogoś komu z całym impetem wpierdoli. Jakież było jego zaskoczenie, kiedy pierwszy raz w życiu musiał popatrzyć w górę, by dojrzeć oczy swojego przeciwnika. Tępy dźwięk przeszedł przez jaskinię. Oręż oprycha upadł na ziemię. Cały dygocząc, padł na kolana i zdołał jedynie wyszeptać:

- O kurwa... Jak...

Kroki przestały wybrzmiewać, bo w tym momencie, za plecami Endride znalazła się grupka najeżonych po zęby, siedmiu zbójów. Choć zapewne nie było to zaplanowane, ustawili się w zbitym dokładnym szyku. Znany już Szamanowi ryk przebił się przez jaskinię.

- Rusio, co Ty odpierdalasz, zajeb skurwieli!

- N..N..Nie... Ty... Nie rozumiesz... To są jakieś czary. On powstał znikąd. To czarna magia!

- Lepiej żebyś nie pozwolił im uciec, bo osobiście się tobą zajmę!

Słyszący to dryblas, wyrwał się jakby z transu strachu i z przeraźliwym krzykiem, bez opamiętania rzucił się wymachując kiśćcem na Gaidara.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2017, 20:53 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






05.03.2017, 23:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Płaskowyż
#40

Rusio nie spodziewał się najwyraźniej olbrzyma, który wyrósł spod ziemi. Gaidar uniósł lekko drzwi i zaśmiał się na pytanie człowieka.
- Z woli boskiej! - odpowiedział i nastawił błyszczące ostrze miecza w stronę napastnika. Eindride poruszył się lekko spodziewając się napadu reszty rabusiów, którzy szybko przybiegli do drugiej jamy. Musiał jak najszybciej się stamtąd wynosić. Kiedy rozbójnicy rozmawiali chwycił swój plecak i zarzucił go na plecy.
- Czarna magia! - krzyknął przerażony. Nie wiedział czy dlatego, jak śmieszne było to stwierdzenie znając prawdę, czy żeby zdezorientować tych półgłówków. - Nie wiem jak wy, ale ja spierdalam! - krzyknął przybliżając się do ściany z dala od wszystkich. Wyglądał na zawziętego. Dotknął plecami ściany jaskini i ukrył się w cieniu, ostry tasak sztywno leżał mu w dłoni. Gaidar natomiast przygotował się do ataku. Jego ciało schyliło się i naprężyło. Rusio pędzący z kiśccem w ręku nie powinien mieć szans, gdyż mimo, że wielki - Gaidarowi nie brakowało zwinności. Miecz był bronią niesamowicie poręczną, a każda maczuga wymagała opóźnienia, dlatego anioł dosłownie dziabnął nadbiegającego cherlaka. Nie musiał nawet zmieniać dystansu między nimi, bo zarówno jego ręką jak i miecz były niesamowicie długie. Eindride w cieniach starał się dotrzeć do wyjścia z jaskini.
Anioł okrył się tarczą i przepchnął do ciała martwego Edzia. Chwycił też go zaraz za nogę i jak machnął tak dygocąca masa mięsa poleciała w kierunku mężczyzn stojących u wejścia.
- A macie! Pochowajcie go jeśli macie sumienie zafajdańcy! A jeśli wam życie nie miłe nawracać mi się przed śmiercią! - zawołał donośnie machając mieczem.
Nec habeo, nec careo, nec curo.
11.03.2017, 02:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna