Keja
#1

"Miejsce, gdzie kapitanowie cumują swe statki i dokonują wszelkiego przeładunku" - zdanie opisuje właściwie w pełni całe to miejsce, bowiem można się już z tego domyślić jak wszystko musi tu wyglądać: kilka statków - mniejsze, większe. Mnóstwo beczek i skrzyń wszelakiego rodzaju, o różnych kolorach i zawartościach, pełno ptactwa nadmorskiego (i białej mazi, tak charakterystycznej dla terenów zamieszkanych przez mewy), kilka kotwic, worki z pożywieniem, sieci rybackie, czasem pełne, ale w większości puste... Leżące deski, gwoździe, powrozy, wiosła - złamane i całkiem sprawne, przeróżne tkaniny służące do łatania żagli. Ot, całe to miejsce.
Oczywiście temu wszystkiemu towarzyszy wieczny zapach/smród ryb, woń morza i wyrzuconych przezeń skarbów (głównie zielska, wodorostów), trochę piasku, parę budynków (chyba jakiś bordel, parę magazynów, gospoda w której wiecznie są serwowane ryby itp.). Jeśli zaś o dźwięki chodzi - ptactwo, przeładunki i rzadko kiedy szanty - zwykle podśpiewywane pod nosem przez stacjonujących tu marynarzy, gdy mają coś do roboty, albo w jakiejś spelunie - też przez tych samych ludzi, ale w gorszym stanie.

Tego dnia pogoda nawet dopisywała - jak na panujące tu zwykle surowe warunki, było całkiem przyjemnie. Temperatura nie była chłodna, chociaż wiatr znad Morza Klifowego - owszem. Wszystko wyglądało tu tak, jak powinno, codzienne życie przebiegało nie tyle spokojnie, co zwyczajnie. Ludzie nosili jakieś pudła, beczki, przechadzali się, bili, chlali na umór. Ktoś gonił złodzieja ryb, ktoś z rybą uciekał przed człekiem, który za nim biegł. Dzień jak co dzień. No, może poza jednym - ruch był całkiem spory. Zacumowano tu dwa sporej wielkości okręty i kilka mniejszych, więc to pewnie dlatego.
27.09.2014, 19:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#2

podróż była długa i nudna, to jest nie licząc stresu, który odczuwałam całą drogą do portu. Sama z obcym mężczyzną, (za)daleko od lądu. Zbyt późno zdałam sobie sprawę z tego, że jestem teraz zupełnie na jego łasce i jeśli jakkolwiek pomyliłam się w jego ocenie, mogę się o tym przekonać bardzo szybko.
Za każdym razem gdy odkładał wiosła, by chociażby pociągnąć łyk z butelki, którą trzymał pod ławeczką, coś we mnie podskakiwało. Przeklinałam siebie za wyjazd z Valen - tak, za wyjazd. Nie za wybranie podróży morskiej zamiast lądowej. Skutek był i tak taki, że byłam daleko od domu.
Sakiewkę z pieniędzmi miałam schowaną, a lalkę trzymałam w jednej z kieszeni spodni. Miałam nadzieję, że w razie czego zdążę uwolnić psa. Moje palce były na niej zaciśnięte praktycznie cały czas i tylko siła woli pozwalała mi uniknąć wezwania Exalla zaraz po wypłynięciu.
Ale wreszcie zobaczyłam w oddali port i poczułam jak wielki ciężar spada mi z serca. Nie byłam jeszcze na miejscu, ale wydawało się, że mężczyzna uczciwie wywiąże się z umowy. Pozostałe monety na zapłatę trzymałam oddzielnie, nie chcąc przy nim sięgać do sakwy z resztą dobytku. Tęsknym wzrokiem obserwowałam zbliżający się ląd.

/stwierdziłam, że ostatecznie sam możesz zadecydować jak skończyła się ta podróż : 3/


So what if we're all insane
The way we all live reminiscing for the head game


Maybe we're all insane
I'm feeling so damn hollow staring into
the Eyes of Tomorrow






27.09.2014, 21:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#3

MG

Czarnowłosa pakując się do łódki w istocie nie wiedziała, w co się tak naprawdę pakuje. Nie był to bowiem zwykły twór z drewna, który służył do pływania po wodzie potrzebującym niewiastom; okazało się, że był wykorzystywany wyłącznie do połowu. Co to oznaczało? Ano to, że wszędzie były rybie łuski, trochę śluzu, do tego trzeba było dorzucić jeszcze deski do cna przesiąknięte smrodem ryb. Oczywiście woń przeszła niestety również na ubrania Nemeth.
Mimo to podróż przebiegła całkiem sprawnie, a człek okazał się być całkiem poczciwy. Przystojny z pewnością nie był, a więc kobieta nie miała okazji podziwiać niczego poza morzem i brzegiem, wzdłuż którego płynęli. Dobrze jednak, że trafiła akurat na niego - przecież zawsze mogła zapytać o usługę kogoś o sumieniu znacznie mniejszym, a zainteresowanym zanadto sakwą damy. Spoglądał jednak częściej na jej twarz i, ekhm, inne walory. Ale cóż tu poradzić? Szczerze mówiąc, to panienka nawet tego nie zauważyła, chociaż miewała chwilami takie wrażenie.
Została wysadzona przy molu Greathardzkim. Cóż, jednak dobrze, że weszła właśnie do tej, a nie innej łodzi. Przyzwyczaiła węch już wcześniej do tego, co czekało na nią teraz. Być może woń ta uderzyłaby jej do głowy tak bardzo, że zaczęłaby się krztusić. Jej towarzysz podziękował ślicznie za zapłatę, po czym ruszył z powrotem do Perony.
Ledwo wyszła z łodzi, uszła dosłownie do końca pomostu, a zaczepił ją jakiś całkiem uroczy młodzieniec. Ile on mógł mieć lat? Z dwadzieścia parę? No, coś koło tego. Energiczny, młody człek.
- Em, hej, cześć... Słuchaj, mogłabyś mi pomóc? - zapytał, jakby niepewnie, drapiąc się po karku. - Wyglądasz na całkiem mądrą osobę, a potrzebuję kogoś, kto mógłby policzyć ile skrzyń mamy na pokładzie, bo chyba paru brakuje. - powiedział, kierując się wzdłuż nabrzeża.
27.09.2014, 22:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#4

podróż w towarzystwie resztek martwych ryb to nie jest to, co kobiety lubią najbardziej. Gdyby nie stres, który swój kres miał dopiero gdy stanęłam na suchym lądzie (choć może to zbyt mocne słowo, gdy opisywać ciąg nadgniłych desek), zapewne byłoby to moje największe zmartwienie. Widząc jak odpływa i ciesząc się, że mimo lekkomyślnej decyzji, cała historia przebiegła tak gładko, praktycznie nie czułam by moja sakwa zrobiła się lżejsza. Choć po prawdzie pierwszy raz miałam przy sobie tak dużą kwotę, więc może po prostu równie lekkomyślnie trwonić zaczęłam pieniądze?
Nie - powiedziałam sobie stanowczo - mogłabym dać nawet złotego smoka, gdybym miała pewność, że jutro będę już w domu.
Oczywiście podobne życzenie wymagało by pewnie magii teleportacji albo jakiegoś rytuału, a nie miałam pojęcia czy w ogóle udało by mi się natrafić na osobę praktykującą coś takiego.
Jednak marzenia nie kosztują zupełnie nic, a ja potrzebowałam tej chwili pocieszenia.
Zwłaszcza że teraz, kiedy byłam już na brzegu, na sam przód moich zmartwień mógł wypłynąć problem zapachu jaki unosił się w powietrzu. Czego jednak mogłam się spodziewać? Woni świeżo upieczonego chleba albo polnych kwiatów? To prawda, nie byłam przyzwyczajona do podobnych warunków, ale znalazłam się tutaj na własne życzenie więc narzekanie na sytuację byłoby co najmniej dziecinne.
Idąc pomostem, starałam się patrzeć prosto na brzeg. Kołysząc się w niewielkiej łódce zdążyłam narobić się awersji do dużych ilości wody wokół mnie i póki nie byłam jeszcze na statku płynącym ku mym rodzinnym stronom, nie chciałam nawet patrzeć na morze.
Doprawdy nie wiem jak to się stało, że udało mi się nie zauważyć mężczyzny, który zaczepił mnie ledwo stanęłam nogą na piasku. I poczułam się głupio, gdy zdałam sobie sprawę, że słysząc jego głos, w pierwszej kolejności wzdrygnęłam się, jakby ktoś przyłożył mi nóż do pleców. Na bogów, robiłam się przewrażliwiona.
Patrzyłam na niego chwilę, jakbym zupełnie nie rozumiała ludzkiego języka. Ładnie się prezentuję, nie ma co.
- Skoro jest was kilku - zaczełam, zupełnie nie wiedzac co myśleć - to czemu jeden z was nie może ich policzyć?


So what if we're all insane
The way we all live reminiscing for the head game


Maybe we're all insane
I'm feeling so damn hollow staring into
the Eyes of Tomorrow






27.09.2014, 23:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#5

MG
Niezbyt zadowolona z panujących tu warunków, aczkolwiek nie narzekająca panna postanowiła jednak nie iść od razu z sympatycznym młodzieńcem i zapytać go. Całkiem rozsądnie. Młodzik zatrzymał się widząc, że Nemeth nie postanowiła iść za nim od razu.
- Hm, wiesz... Wie pani, znaczy się. Tych skrzyń jest bardzo dużo, bo to wielki statek. O tamten - rzekł, wskazując na, hoho, rzeczywiście pokaźny okręt. Trójżaglowy. Aktualnie na statku widać było jedną krzątającą się osobę, ale nie było możliwości przyjrzeć się szczegółom, czy cóż takiego robiła z takiej odległości. - Jest ich wiele, a nas tylko trzech na pokładzie, reszta gdzieś się porozłaziła i baluje, z kapitanem włącznie. Tymczasem mamy wyruszyć jeszcze przed zachodem słońca. - rzekł, a rzeczywiście było już dość późne popołudnie. - No i nie są zbyt rozgarnięci, jeśli chodzi o liczenie większej ilości rzeczy, niż sami mają palców. Ja jakoś próbowałem sobie poradzić, ale pomyliłem się dwa razy przez tych idiotów. Zaczynałem jednak od nowa, a teraz nie wiem, czy zdążę... To jak? Pomóż mi, proszę. - powiedział. Czy wyglądał na człeka godnego zaufania? Cóż, tak, nawet. Nie wyglądał może na jakiegoś urzędnika, kupca czy księcia, ale mordkę to miał całkiem przyzwoitą.
28.09.2014, 00:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#6

wytłumaczenie, jakie mi przedstawił, wydawało się całkiem logiczne, kiedy zauważyłam już wskazywany statek. Był naprawdę ogromny (zresztą nietrudno o takie wrażenie, kiedy dla porównania przed chwilą wysiadało się z ciasnej, malutkiej łódeczki). I pewnie nie śmierdział rybami, choć znając moje szczęście równie dobrze mógł właśnie je przewozić.
Trąciłam dłonią kieszeń, w której spoczywała lalka z zaklętym w niej duchem psa. Całe moje poczucie bezpieczeństwa leżało właśnie w tym małym materiałowym rękodziele i najwyraźniej wystarczyło bym z kalkulacji oceniła, że mogę spróbować pomóc młodzieńcowi.
- Myślę, że mogę nadłożyć trochę czasu - powiedziałam - Ale planuję w najbliższym terminie popłynąć do Valen, więc gdybyś mógł potem pokierować mnie na kogoś, kto wypływa w tamtym kierunku, również bardzo byś mi pomógł.
Nie chciałam by brzmiało to jak wymiana: pomoc za pomoc, ale naprawdę w tym zupełnie obcym mi mieście, byłam otwarta na każdą opcję bycia wykierowaną.


So what if we're all insane
The way we all live reminiscing for the head game


Maybe we're all insane
I'm feeling so damn hollow staring into
the Eyes of Tomorrow






28.09.2014, 00:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#7

MG

Młodzieniec spojrzał na kieszeń, z którą panna coś kombinowała, ale tylko przez chwilę. Zaraz uśmiechnął się szeroko, widząc, że znalazł osobę chętną do pomocy. Ruszyli więc do wielkiego statku, zacumowanego jakieś sto czy dwieście metrów dalej. Zeszło się z tym krótko, bo powolny spacer to nie był. Weszli na pokład statku po deskach, które chyba za jakiś niedługi czas będą wymagać wymiany. Skrzypiały i po bokach były trochę poprzecierane. Mimo to jakoś się nie złamały.
- Dobra, jesteśmy. To jest Bjarne, nasz ochroniarz... Chodź za mną, tych skrzyń tutaj nie liczymy. - uśmiechnął się. Szedł teraz za nimi ten ochroniarz, jak go nazwał chłopak, spory był, może nie gigantyczny, ale kawał chłopa. Ubrany w jakieś ciuchy, których kolory dawno już zwiały, zapewne przez ten smród potu i rumu. Zarośnięty był, trochę zaniedbany, wyglądał trochę jak jakiś bandzior. Zwłaszcza z tym kawałkiem drewna przy pasie. Ale nie ma się co dziwić - nawet jeśli był kryminalistą, przecież właśnie takich często zatrudniano na statki. To była dla nich wymarzona wręcz praca - byli praktycznie wolni od praw, jakie narzucało im państwo, wolni od obowiązków poza tymi, przydzielonymi przez kapitana. A zwykle mieli też pod dostatkiem grogu i całkiem często jedzenie. Po prostu żyć, nie umierać. Póki mieli zapewnione te podstawowe rzeczy konieczne do życia, sprawiali się naprawdę nieźle. Zwłaszcza, że przestępcy i bandyci nie byli jakimiś chuchrami, tylko potrafili nawet dobrze wiosłować. Ekhm, dobra, ja tu się rozwodzę o bandziorach, a przecież mieliśmy liczyć skrzynie, tak... Wracając do tematu.
Młody człek otworzył klapę i zeskoczył na dół. Była też drabina, ale po co, skoro podłoże było jakieś dwa metry niżej? Jeśli jednak dama zechciałaby zejść elegansiej, niźli ten młodzik - miała sposobność, oczywiście. Przeszli jeszcze krótki korytarz, skręcili w lewo. Tam czekały takie jedne drzwi. Człek otworzył je, zapraszając dłonią Nemeth. Och, co za szarmancki dżentelmen.
28.09.2014, 01:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#8

idąc za mężczyzną, rozglądałam się po kei. Valen też miało swój port i raz czy dwa byłam w tamtejszych okolicach, bardziej z ciekawości niż w jakimkolwiek celu.
Myśl o rodzinnym mieście ścisnęła mi serce. Byłam przecież tak daleko, nie znając tu nikogo w okolicy. Żałowałam, że nie zabrałam się z Luthienem. Może mieli byśmy po drodze chociaż kawałek?
Tymczasem jednak pośpiesznym tempem podążałam za młodzieńcem. Dopiero wchodząc na statek, znów odczułam wątpliwości. Widząc ochroniarza poczułam się tak, jak zapewne miał czuć się każdy, kogo obecnością na statku ochroniarz miał się interesować. Mimo to, dygnełam przed nim lekko, jak nakazuje kultura. A w myślach mogłam tylko przeklinać się za kolejną głupią decyzję. Nie miałam odwagi wycofać się teraz z umowy, jaką poniekąd zawiązałam z nieznajomym mężczyzną. Podążałam więc za nim, stąpając po deskach pokładu niewiele mniej niepewnie, niż gdy wchodziłam po tej trzeszczącej prowizorycznej wersji kładki która łączyła statek z pomostem.
Widząc, jak mężczyzna zeskakuje pod powierzchnię pokładu, drgnęło mi serce. Miałam wchodzić do przestrzeni zamkniętej na statku, który łagodnie unosił się na falach? Chyba właśnie zaczynałam odkrywać u siebie klaustrofobię. No ładnie...
Mimo to, mając w perspektywie zostać na widoku szacownego pana Bjarne, natychmiast podążyłam za nim. Nie kłopocząc się drabiną, zgrabnie zeskoczyłam w dół. Zapewne wolałabym faktycznie zejść w jakiś bardziej cywilizowany sposób, jednak miałam na sobie spódnice, a - khem, no wiecie.
Kiedy zatrzymaliśmy się przed drzwiami, znów poczułam Niepokój. Rękę trzymałam blisko kieszeni z duszą psa. Nie wierzyłam już żeby faktycznie mogło mi to dużo pomóc w razie czego, jednak tutaj w tym zacienionym miejscu, była to moja ostatnia deska ratunku. Na wszystkich bogów naszego pieknego kraju!, czemu znów nie miałam przy sobie żadnej broni?


So what if we're all insane
The way we all live reminiscing for the head game


Maybe we're all insane
I'm feeling so damn hollow staring into
the Eyes of Tomorrow






28.09.2014, 13:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#9

MG

Bjarne uśmiechnął się na to dygnięcie, jeśli tak można było można nazwać wyszczerzenie się w przerażającym grymasie, ukazującym czarno-złote uzębienie. I to niepełne. Cóż, mina to może nie była najprzyjemniejsza, ale zaraz zeszli pod pokład statku, gdzie była już nieco mniejsza widoczność. Co prawda podwieszono tu kilka lamp, ale światło jakie dawały było dość nikłe.
Przeszli kilka kroków i młodzieniec uchylił drzwi Nemeth. Kątem oka dostrzegła w jego twarzy taki przebłysk... Zrezygnowania, żalu? Chwilę jednak później otworzył ten człek usta szeroko, by krzyknąć "Bjarne, co ty wypr"... I tu się urwało zdanie. Ostatnim, co poczuła szamanka był ostry ból gdzieś w okolicach potylicy.

***

Najpewniej kilka godzin później obudziła się w ciemnościach. Z początku nie była w stanie nawet skupić myśli przez przeszywające kłucie w miejscu, gdzie została uderzona. Powoli jednak zaczęła przypominać sobie szczegóły: została zaproszona na statek, na którym zgodziła się przeliczyć skrzynie. A później? Później były tylko drzwi, krótkie schody prowadzące gdzieś w ciemność i cholerny ból. Zmysły stopniowo jej wracały: zaczęła dostrzegać kontury jakichś pudeł, może worków. Nad nimi była zawieszona lampa, która już przygasała. Słyszała szum fal, odbijających się o drewno. Nie był to więc żaden koszmar, sen, to się działo naprawdę. Drgnęła. Dopiero teraz odczuła, że ma silnie skrępowane ręce za plecami. Opierała się o coś... Nie, o kogoś. Ich nadgarstki były złączone sznurem.
- Przepraszam. - usłyszała znajomy głos, dość chyba szczery. To był ten młody człek, który prosił ją jeszcze kilka godzin temu o pomoc. Chwilowo chyba tylko tyle miał do powiedzenia. Najwyraźniej czekał, aż kobieta się wykrzyczy.
28.09.2014, 14:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Keja
#10

złe przeczucia (związane najprawdopodobniej z faktem, że zdrowsza część mojego rozsądku wytłumaczyła mi wreszcie, że "Nemeth, niemądra dziewczynko, chodzenie praktycznie w ciemnościach po obcym statku z obcym mężczyzną, nie jest dobrym pomysłem")osiągnęło swoje apogeum w tej krótkiej chwili gdy usłyszałam jeszcze okrzyk mężczyzny.
A potem stała się ciemność.

Szkliste oczy, rozmiękłe twarze, mokre włosy. Dłonie zakończone szponami.
Ocknęłam się z krótkim krzykiem.

Dalej wcale nie było lepiej. Wokół było ciemno. Ból w potylicy, w nadgarstkach, coś miękkiego za plecami. Wzdrygnęłam się czując, jak moje oparcie okazało się być żywe. Nieco ospale acz dość dobitnie uświadamiałam sobie swoje położenie.
Nie krzyczałam, to nie miało prawa pomóc. Zresztą na kogoż innego mogłam być zła, jak nie na siebie? Najzupełniej prosiłam się o tak żałosny koniec i najwyraźniej za którymś razem sprawiedliwy Los postanowił odpowiedzieć. W oczach zaszkliły mi się łzy.
Po głosie poznałam, że wbrew pozorom to nie nieznajomy okazał się być zdrajcą. Nie było to absolutnie żadne pocieszenie, chociaż w jakiś sposób odczuwałam ulgę, że przynajmniej nie chodziło o pomyłkę w zawierzeniu tej właśnie osobie. Zdaje się, że oboje mieliśmy kłopoty.
Ze zrezygnowaniem przyjmowałam wszystko co działo się wokół mnie. Tą ciszę, która zapadła po krótkich przeprosinach mężczyzny. Świadomość, że wkrótce moge być już martwa albo jeszcze gorzej.
- Wiesz chociaż dlaczego? - zapytałam markotnie uznając, że skoro i tak nie wyjdę z tego bez szwanku, to równie dobrze mogę się chociaż zorientować w sytuacji.


So what if we're all insane
The way we all live reminiscing for the head game


Maybe we're all insane
I'm feeling so damn hollow staring into
the Eyes of Tomorrow






28.09.2014, 15:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna