Sklep z różnościami
#1

Cytat:W centrum Perony, w jednej z bocznych uliczek można przyuważyć niepozorny, takie jakich wiele w miasteczku, drewniany budynek. Bliźniaczo połączony z identycznymi, wyróżnia się jedynie wystrojem na parterze. Pozamykane okiennice nie przepuszczają zbyt wiele światła. Drzwi aż do pory wieczornej są otwarte na oścież; ci o bardzo dobrym słuchu przy przechodzeniu obok będą mogli usłyszeć lekkie, systematyczne skrzypienie. To staruszek wiecznie bujający się na krześle, z kocem przykrywającym nogi i fajką w ustach. Siedzi z boku pomieszczenia, lustrując wszystko dookoła. Najczęściej pilnuje swojego wnuka, gdy pozostaje sam w sklepie; z przyjemnością zaczepia wszystkich klientów, czasami opowiadając niestworzone historie. Archibald Madison słynie w Peronie z przechwałek na temat swoich dawnych odkryć, w które nikt nie wierzy. Podobno szaleniec.
Sklep oferuje najczęściej te wyroby, których nie można spotkać na ulicach. Sprowadza rzadsze okazy, specjalizując się przede wszystkim w towarach związanych z szeroko pojętą historią i geografią. Najczęściej są to mapy, książki, narzędzie służące do kartografii. Można też znaleźć nieco bardziej codziennie tworzywa, jak chociażby papier czy kałamarz. Na kolejnych dwóch piętrach znajdują się samodzielne mieszkania.
01.10.2014, 15:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Sklep z różnościami
#2

Niepewnie wszedł do środka. Wnętrze było owładnięte przez przyjemny dla oczu półmrok. Dodawał on również specyficznego klimatu pomieszczenia, które choć początkowo było powodem obaw młodzieńca z czasem zaczęło go fascynować. Wyczuł bowiem w powietrzu woń atramentu, a po krótkiej chwili znalazł się już przy księgach i pergaminach które wypatrzył kątem oka. Przyciągnęły one go do siebie niczym magnez i zmusiły by wpatrywał się w ich tytuły. Ręka mimowolnie głaskała okładki otwierając co bardziej interesujące. Poczuł się trochę jak na dziadkowym strychu. Uśmiechnął się w duchu do siebie zastanawiając się, jak tam powodzi się staremu mentorowi w Grimssdel.
Wtem do jego uszu dobiegło skrzypienie, które ściągnęło go na ziemie. Nie był bowiem na strychu swego domu, lecz w sklepie, a właścicielem tego nie był jego dziadek tylko staruszek bujający się na krześle. Lu przeniósł na niego wzrok nieco speszony swoim frywolnym zachowaniem.
-Przepraszam, ja...Ja słyszałem, że interesuje się Pan jakimiś badaniami i jestem ciekawy czego one dotyczą, bo wie Pan, sam od pewnego czasu poświęcam się własnym badaniom i pomyślałem, że może ze słów kogoś doświadczonego wyniosę jakąś naukę, którą będę mógł spożytkować. - Zignorował kompletnie fakt, że w przechodnie wspominali rzekome szaleństwo tego człowieka. Luthien nie wierzył im. Wiedział bowiem, że ludzie miłujący się nauką są inaczej postrzegani wśród zwykłego pospólstwa. Tacy zawsze mieli pod górkę i często byli okrzykiwani szaleńcami tylko dlatego, że to co mówili albo było sprzeczne z religia, moralnymi poglądami okolicznego społeczeństwa bądź trudne do udowodnienia.
03.10.2014, 01:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Sklep z różnościami
#3

Dłoń natrafiła na tytuły takie jak: "Podstawy kartografii", "Historia Perony - czasy niewolnictwa", "Religia w kulturze" i parę innych podobnych. Dopiero przy pierwszym, pobieżnym zlustrowaniu wyciągniętych na wierzch książek, Luthien zorientował się, że nie znajduje się w sklepie zupełnie sam.
Staruszek zachichotał pod nosem. Nie odrywał rozbawionego wzroku z szamana, dając mu do zrozumienia, że obserwował go od samego początku. Nie było w tym nic negatywnego, ot zwykła ciekawość nowym klientem.
- Przez chwilę myślałem, że mam do czynienia z nieudolnym rabusiem, tak rzuciłeś się, młodzieńcze, na te nic niewarte książki! Chciałem wołać na pomoc do mego wnuka, ale pewnie zdążyłbyś już uciec. - Pokiwał samemu sobie głową, jakby ta możliwość była bardzo prawdopodobna. - Dobrze trafiłeś. Jestem Archibald Madison, niegdyś badacz, historyk, podróżnik, teraz pozostaję starym próchnem czekającym na rozkład. Co cię dokładnie interesuje?
Zaraz potem uniósł dużą, pomarszczoną dłoń, nakazując ciszę. Odwrócił głowę pokrytą resztką siwych włosów, które przypominały stroszące się piórka wokół łysiny; w stronę przejścia zakrytego ciemną kotarą.
- Aleksiej! Klient, chodź no tu szybko! - krzyknął, aby zaraz z uśmiechem zwrócić się do Luthiena: - Zaraz mój wnuk zajmie się wszystkim.
Najwyraźniej staruszek zinterpretował inaczej wcześniejsze słowa szamana.
Wkrótce szybkim, energicznym krokiem wszedł do pomieszczenia blondwłosy młodzieniec. Na oko mógł mieć niewiele ponad dwadzieścia lat, twarz jeszcze ze śladami dziecięcych rysów, na ustach automatycznie rozciągnął się szeroki uśmiech.
- Klient? To świetnie, dziadku! Witam pana serdecznie. W czym mogę służyć?
04.10.2014, 17:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Sklep z różnościami
#4

Starszy człowiek najwyraźniej nie zrozumiał do końca tego, co młody szaman próbował ubrać w słowa. To wszytko zapewne przez wiek, tak przynajmniej podsumował to Luthien mrużąc swoje ślepka w wąskie szparki. Potem się wszystko skomplikowało, bo przybył wnuk i młody badacz zaczął czuć na swoich barkach ciężar presji nakazującej nakupienie czegoś. Ojej.
-To jest, chętnie zakupię jakieś ciekawe książki dotyczące kontynentu, zwłaszcza najświeższe opracowania, lecz...przybyłem tu zaciekawiony Pana osobą, panie Archibaldzie. Jestem w mieście od kilku dni i doszły mnie słuchy, że właśnie jest pan badaczem, że coś odkrył. Zaintrygowało mnie to i chciałbym, jeśli taka możliwość istnieje, usłyszeć z pańskich ust coś więcej na ten temat. Sam bowiem raczkuję dopiero w podróżach i zależy mi na wskazówkach. - Powtórzył klarowniej, po czym na koniec wyciągnął z torby jedną z ksiąg którą zaczął zapisywać, a w której była naszkicowana mapa Perony z głównym uwzględnieniem Starego Lasu z odpowiednimi opisami. Podał książkę starcowi na dowód swych słów. Czuł się trochę zawstydzony, gdyż nikomu jeszcze nie pokazywał swych raczkującej pracy, a teraz podawał ją doświadczonemu człowiekowi.
05.10.2014, 02:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Sklep z różnościami
#5

Na hasło "chętnie zakupię jakieś ciekawe książki dotyczące kontynentu" Aleksiej już zaczął wymieniać głośno dane pozycje, skupiając się głównie na tych najpopularniejszych i najpowszechniejszych tytułach. Archibald zaciekawiony onieśmielonym młodzieńcem, przyjął niedokończoną księgę. Przez dłuższą chwilę przyglądał się okładce, aby w końcu otworzyć zawartość.
- Aleksiej, chodź no tu zobacz - odezwał się, unosząc ponaglająco dłoń, nawet nie odrywając oczu z wyrysowanej mapki. Gdy wnuk bezszelestnie podszedł, nachylając się nad pracą, powiedział: - Popatrz, chłopak zna się na rzeczy. Dokładnie, starannie... Młodzieńcze, jak masz na imię? Muszę cię pochwalić. Może wiele świata nie widziałeś, ale masz dobrą rękę do rysowania map. Zacząłeś swą przygodę od Perony? To dość spokojne miasteczko, choć zdarzają się w nim ciekawe przypadki.
- Dziadku, a może by tak... - odezwał się w końcu Aleksiej, urywając w połowie i rzucając badawcze spojrzenie szamanowi.
- Właśnie nad tym myślę.
Archibald poświęcił się lekturze na temat trzymetrowego jaszczuroludzia. Po wszystkim w zamyśleniu zamknął księgę i położył bladą, prawie że przezroczystą dłoń na wierzchu. Oddał po chwili Luthienowi.
- Lubisz przygody? A widziałeś już może Mroczną Puszczę? Doszły mnie słuchy, że w ostatnich dniach doszło tam do tragedii. Ach, i u wdowy. Wiesz coś może? Podobno ubito rusałki. Był ich tam cały stos! No, młodzieńcze, może poratujesz starca w pożywce nowin? Rzadko tutaj ktoś zagląda, a jak już, to nie są to wiarygodne źródła. Skoro siedzisz w Peronie i malujesz mapy, to pewnie coś także słyszałeś. Opowiedz mi, a może i ja także odwdzięczę się dobrą historią.
06.10.2014, 19:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Sklep z różnościami
#6

Szaman znał te pozycje. Jako że były popularne to i na dziadkowej półce znajdowały swoje miejsce
-Luthien Tanzari. - Zarumienił się nieco słysząc kolejne słowa. Radko był chwalony gdyż nie wykazywał się tym czym przeciętny mężczyzna w jego wieku winien, a niestety przesiadywanie przy księgach różnej maści nie było widziane przez społeczeństwo jako coś pozytywnego. Wręcz przeciwnie.
-Dziękuję. Często pomagałem swojemu dziadkowi właśnie przy kopiowaniu map i to jemu zawdzięczam. Swoją podróż kontynuuję już od kilku lat, lecz dopiero wchodząc do Perony zdałem sobie sprawę jak bardzo marnotrawię wcześniejsze doświadczenia podroży nie spisując ich na papierze. - Przejął księgę chowając ją delikatnie ponownie w torbie.
-Lubię z tego też powodu opuściłem rodzinne gniazdo. - Delikatny uśmiech jednak z szedł mu z twarzy na wspomniane przez staruszka ostatnich wydarzeń w jakich brał udział. Ciągle przed oczami miał obraz Johna próbującego zabić własną żonę i wyraz Joachima gdy odbierał nagrodę.
-Wiem i to całkiem sporo, gdyż to jedna z tych przygód którą wspominam z goryczą. Nie będę się wypowiadał na temat samej rodziny, gdyż dużo przeszli i wystarczająca ilość niekorzystnych plotek zapewne niesie się po mieście, a jak wiadomo Joachim jest ciągle młodym chłopcem. Co do samych wydarzeń, jak też już wszystkim wiadomo wdowa była przekonana o tym iż jej małżonek został zamordowany nad jeziorem, wynajęła więc trójkę magów. Ja byłem jednym z nich. Gdy dotarliśmy nad jezioro w Mrocznej Puszczy by zbadać miejsce w którym znaleziono rzekome ciało natknęliśmy się nad ich obecność - rusałek. Rzeczywiście sporo ich tam się znajdowało. Choć wyglądem przypominały mistyczne kobiety i były wstanie komunikować się z ludźmi okazały się wyjątkowo terytorialnymi i agresywnymi stworzeniami nie pozostawiającymi nam za dużego pola manewru. Albo my albo one. - przyłożył dłoń do torsu. Rana mu nie dokuczała lecz była niczym medium w odniesieniu do wspomnień tamtej nocy. - Wyszło na nasze, lecz kosztem jednego towarzysza. Mam nadzieje, że jego dusza odnalazła spokój, tak jak duch niewinnego człowieka którego również spotkałem nad jeziorem. Wtedy to właśnie wyszło na to, że John upozorował swoją śmierć poprzez uprzednie zabicie bezdomnego wabiąc go sytym posiłkiem. Wracając...po tym udaliśmy się z powrotem do wdowy gdzie natknęliśmy się na żyjącego Johna i szalejącego z siekierą, lecz nie taką zwyczajną. Była lekka i rozpłynęła się w powietrzu. Dalszą część tej tragicznej historii zapewne już pan zna.
10.10.2014, 20:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Sklep z różnościami
#7

- Taaak, młodemu Curtisowi z pewnością te wydarzenia pozostawią na bardzo długo blizny. Smutna historia, szkoda mi i tej kobiety, i tego dzieciaka, ale bardziej Joachima - powiedział ze współczuciem staruszek, przy tym marszcząc czoło w zadumie. - Czy to prawda, że Lon Marthie także nie żyje? W porządku chłop, zawsze zachodził tutaj, zapytując czy nie chcemy coś wysłać, a zawsze coś się znalazło. Pamiętam go jeszcze, jak był nieporadnym, nieco roztrzepanym młodzieńcem.
Zaśmiał się nagle na jedno wspomnienie.
- Za każdym razem musiał skądś oberwać, a on zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Tak naprawdę zawsze był przerażony. Ten Lon Marthie...
- Dziadku. - Aleksiej położył dłoń na jego ramieniu. - Myślę, że pana Tanzariego może to nie interesować.
- Ach, tak. Racja. Moje badania... - Odłożył fajkę na bok, w której dym ledwo się tlił. Podźwignął się z trudem na nogi. Dłonią sięgnął z boku fotela, aby zaraz wyjąć drewnianą, ciemną laskę. Ciężko się o nią oparł. - Młodzieńcze, chodź ze mną, to nienajlepsze miejsce na opowiastki. Aleksiej, możesz zamknąć sklep. I tak pewnie nikt tu nie zawita. Ludzie to głąby, wolą biegać za błahostką niż za nauką. Nic nie stracimy na dłuższej przerwie.
Jeżeli Luthien zdecyduje się na pójście za Archibaldem, znajdzie się w drugim pokoju, które pełniło rolę magazynu. Badacz dość dziarskim krokiem przemierzył całą jego długość, wchodząc do trzeciego pomieszczenia. Usiadł na jednej z sof, ciemnoróżowej, przechodzącej w kolor wiśni. Gestem gospodarza zaprosił szamana do dołączenia do niego, wskazując identyczny mebel naprzeciwko siebie. Dzielił ich mały, okrągły stoliczek. Cale pomieszczenie nie było zbyt wielkie, ale za to przyjemne i z uchylonem oknem, dzięki czemu można było zaczerpnąć nieco powietrza pośród kłębów tytoniowego dymu, którego właściciele nie dostrzegali, lecz dla Luthiena mogło to być uciążliwe.
- Kawy? Herbaty? Może likieru na osłodzenie? - zapytał uprzejmie Archibald. Zaraz potem sięgnął po drugą fajkę, którą miał ukrytą w kieszeniach zapinanego swetra. Zaczął nabijać ją tytoniem wyjętym z malutkiej szafeczki spod stoliczka, równocześnie zadając pytania: - Niegdyś słyszałem podanie o rusałkach. Wiele osób myślało, że to bujdy, tak samo jak kraken, ale jak zawsze wychodzi na to, że miałem rację. Bardzo ciekawią mnie te istoty, choć nigdy odkrywanie i opisywanie gatunków bestii nie leżało w kręgu moich największych zainteresowań. Wspominałeś, że widziałeś znikającą broń? Coś więcej o tym wiesz? Może coś ci się rzuciło w oczy? A jak z tymi duchami? Przeciętny człowiek nie dostrzega ich...
W tym samym momencie Aleksiej wrócił z "zamówieniem", które bez słowa rozstawił na blacie, zabierając tackę i kładąc z boku na komódce. Przysiadł się do Luthiena, choć zachował spory dystans. Oparł się o podłokietnik, słuchając uważnie rozmowy. Wydawał się nieco zbyt bardzo zainteresowany osobą szamana.
11.10.2014, 15:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Sklep z różnościami
#8

-Tak, niestety. - Potwierdził śmierć Lona ze smutkiem. Choć nie znał tego człowieka, jego odejście w jakiś sposób go dotknęła. Luthien bowiem był bardzo wrażliwy na działalność ponurego żniwiarza, mimo iż wiele już razy toczył z nim walki jako uzdrowiciel oraz szaman. Nie wspominając już o tym, jak gwałtownej śmierci zaznał Lona...oraz Joahima. Tak, nawet tego drugiego człowieka szaman w jakiś sposób żałował, lecz obecnie za sprawą słów staruszka serce zaczęło go ściskać na myśl o Lonie.
Posłał Aleksiejowi dziękczynne spojrzenie. Nie dla tego, że rozmowa ta go nudziła. Powodem było to, że słuchanie tego stawało się dla niego ciężkie. Wszystkie te wydarzenia były jeszcze zbyt świeże by Lu był w stanie słuchać o nich bez przejęcia. W końcu był ich światkiem.
Podążył za Archibaldem wąskim korytarzem trafiając do niewielkiej acz przytulniej klitki. Zareagował na gest starca i wszedł do środka ściągając z ramienia pękatą torbę. Położył ją pod nogami, a włócznię oparł o pobliską ścianę. Zasiadł na ekstrawaganckim meblu. Powietrze było gęste i drapiąc w gardło przy oddychaniu. Siłą woli bronił się przed odruchem odkrztuszenia.
-...Herbaty. - Chciał wołać "powietrza", lecz prośba ta byłaby zbyt nietaktowna. Złapawszy się na tym zrobiło mu się głupio, lecz opanował sytuację i zamówił interesujący go trunek.
-Nie. Nic na ten temat więcej nie wiem. Wydaje mi się, że mogła to być jedna z tych naznaczonych runami przeznaczona dla łowców. Trudno mi powiedzieć, bo ni miałem nigdy za bardzo możliwości przyjrzenia się takowej, choć...wydaje mi się, że chyba zachowywała się bardziej niestandardowo od takich, jeśli wziąć pod uwagę jej niezwykłą lekkość w dłoniach mojej towarzyszki, która z talentem magicznym łowców nie miała nic wspólnego. Chwilę po tym wszystkim najzwyklej w świecie zniknęła. John zabrał jej sekret ze sobą do grobu. - Mówił, wysuwając na głos swoje rozmyślenia na jej temat, gdyż dopiero teraz zdał sobie sprawę z fenomenu siekiery. Następnie do pokoju wszedł Aleksiej i padło kolejne pytanie.
-To taki przywilej z posiadania nazwiska Tenzari. W rodzinie mego ojca powszechne jest to, że jej członkowie często rodzą się szamanami i ja nie zamierzałem za bardzo od tej zasady odstawać. Więc, jako szaman jestem w stanie dostrzec ludzkie dusze po śmierci w postaci duchów, choć dla moich oczu nie różnią się oni za bardzo od żyjących. Tym sposobem byłem w stanie nawiązać kontakt z człowiekiem którego nad jeziorem zamordował John. Nie wiem dokładanie na jakiej zasadzie to wszystko działa. Podejrzewam że ludzie nieświadomie w obliczu gwałtownej śmierci, zakotwiczają na tym padole jakiś rodzaj many, który tylko szamani mogą dostrzec i nią manipulować. - Sięgnął po herbatę upijając jej łyk, kątem oka dostrzegając u Aleksieja. Widząc jego zainteresowanie lekko się zmieszał. Chyba się zapędził i mówił dziwne rzeczy. - W...w każdym razie tak sobie tylko na ten temat luźno dywaguję, tak więc...czym konkretniej się pan zajmował, pańskie badania. - zmienił temat. Nie wiedział czy być może Aleksiej przypadkiem nie przepadał za szamanami. Zresztą jego zdaniem, jakby usłyszał od kogoś, że widzi zmarłych to nie był pewien co by o takim człowieku myślał. Jakby nie było sam fakt, że coś takiego było możliwe był nieco przerażający. Zmienił więc temat, przenosząc wzrok na staruszka.
18.10.2014, 13:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Sklep z różnościami
#9

- Zniknęła - powtórzył cicho i w zamyśleniu Archibald, wpatrując się w nowe kłęby dymu, które z lubością zaczął produkować. - Fascynujące. Nigdy nie słyszałem, aby jakakolwiek broń łowców znikała, ale oni bawią się kamieniami żywiołów, więc to by nie pasowało do opisu... Ciekawe, bardzo ciekawe. A jeszcze ciekawsze, co takie cacko robiło u drwala. Pewnie chciał je komuś opchnąć. Taki człowiek jak on nie wiedziałby, jak się tym posłużyć. No nic, cokolwiek to było, skądkolwiek się wzięło, pozostanie na zawsze tajemnicą.
Przyniesiona herbata parowała z białych kubków. Jej odcień mieszał się z brązem i pomarańczą, zaś smakowo można było wyczuć pigwę z ostrzejszym imbirem.
- Szamani na ogół są bardzo spokojni - orzekł, aby zaraz pilnie przypatrzyć się Luthienowi. Dodał po chwili poważnym tonem głosu: - Pasuje ci to. Z początku wyglądałeś mi bardziej na zwykłego młodzieńca żądnego przygód, teraz jesteś młodym szamanem żądnym przygód.
Po wyrazie twarzy staruszka to rozróżnienie było szczególne. Zerkając na Aleksieja - zabawne.
- To przydatne przy badaniach. Nie chcą ci czegoś powiedzieć żywi? Nie ma problemu. Porozmawiasz z martwymi. Zawsze zazdrościłem szamanom. W ogóle magom. Tyle rzeczy można sobie uprościć... Gdybym w młodości umiał wykrzesać z siebie choć iskierkę, to zwiedziłbym wszystko w tym naszym podłym kraju. Od wschodu aż po zachód! Teraz tylko kości mi trzeszczą, więc wszędzie wysyłam wnuka. Podziela moje dawne zainteresowania.
- Tylko ciężko z tego wyżyć - wtrącił Aleksiej. - Jak w ciągu roku wyruszę na dwie wyprawy, to będzie cud. To kosztowne, gdy zamierza się jechać na nie wiadomo jak długo, nie pracując, a jedynie zabierając zapasy pieniędzy. A jeszcze trzeba jakoś wrócić. Dużo pieniędzy nie wyciągamy ze sklepu, tyle, co na utrzymanie, oszczędności jest niewiele, ale na jedno- lub dwuosobową wędrówkę jeszcze jakoś to podźwigniemy finansowo.
- Ty i te twoje wyliczenia! Zero w tobie ducha przygody! Zero spontaniczności! Tylko byś ustawiał liczby w kolumienkach - żachnął się Archibald, aby zaraz ponownie zboczyć z tematu. - Spotkałem kiedyś szamana. Był stary jak świat w momencie, gdy mi dopiero urodziło się pierwsze dziecko. Pewnie już dawno rozsypał się w proch. W każdym bądź razie powiedział mi bardzo ciekawą rzecz, że te duchy, które gwałtownie manifestują swoje istnienie, najprościej odegnać, pozbywając się przedmiotu wiążącego z danym miejscem. Podobno te agresywne, silne bądź świeżo związane z danym zdarzeniem ciężko pokonać i nagiąć do własnej woli za pomocą samej many. Porównał to do samego procesu przykuwania do przedmiotu. Jak sam to określił, bardzo męczące w stosunku do prostszej, choć bardziej czasochłonnej metody. Co na ten temat sądzisz, Luthien? Do tej pory nie miałem okazji wypytać o to innego szamana. Z tego, co mówił, wychodziło, że także z takimi duchami mogliby poradzić sobie zwykli ludzie. Czy to w ogóle możliwe?
Archibald na ponowne ponaglenie nie odpowiedział. Jego oczy błyszczały z zaciekawienia gościem. Wyraźnie nad czymś rozmyślał. Aleksiej nachylił się do Luthiena i ściszył głos, choć staruszek i tak w dalszym ciągu doskonale go słyszał.
- Musisz wybaczyć mojemu dziadkowi - powiedział. - Jest za mało powściągliwy, a na swoje historie zawsze każe zbyt długo czekać. Takie widowisko, uwielbia opowiadać. Jak nawet nie będziesz dalej pytał, to i tak opowie, bo bez tego nawet nie pozwoli ci odejść. Po prostu uzbrój się w cierpliwość.
Staruszek zacisnął wargi.
- Znowu mnie nagabujesz - stwierdził, lecz bez cienia złości.
20.10.2014, 16:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Sklep z różnościami
#10

"Oj, nie na zawsze"
Dopowiedział sobie w myślach i uśmiechnął się delikatnie. Młody podróżnik traktował tajemnice jak każdy inny element otaczającego go świata. Posiadały zatem według niego moment swoich narodzin, jak i śmierci. Wszystko było po prostu kwestią czasu, który płynął nieubłaganie do przodu.
Lu nie mógł się z nią nie zgodzić po krótkim zastanowieniu ze stwierdzeniem staruszka. Mimo wszystko chcąc czy też nie chcąc zyskiwało się ten dziwny rodzaj spokoju przez wzgląd na to towarzystwo umarlaczków. W przeciwnym razie czekał cię przytułek dla psychicznie chorych. Kolejne słowa wiekowego rozmówcy szaman odebrał jako...pochwałę? Chyba. Nie skomentował tego nijak pozwalając sobie na siorbnięcie herbaty i uśmiechnął się lekko. Jakoś tak budująca się wokół atmosfera temu sprzyjała. Z każdą chwilą bowiem czuł się coraz to bardziej swobodnie. Zwłaszcza ta opowiastka o pytaniu duchów wywołała szerszy uśmiech na twarzy młodzieńca. Żeby bowiem duchy mówiły tylko to o co się je spyta to było by cudnie!
-Och...Rzeczywiście duch przygody przygodą, bo to on mnie wypchnął z za rodzimych drzwi domostwa, lecz faktycznie nie napełni on pustego żołądka. Sam nie wiem, czy teraz byłbym wstanie tak podróżować jak teraz, gdyby nie początkowa pomoc rodziny, jak i fakt, że mimo wszystko fach w ręku posiadam i w zamian za medyczną radę dach nad głową i ciepłą strawę mogę liczyć. Bardzo mi też pomógł Farel. Bardzo dobra dusza z którą podróżowałem przez niemal rok. Nauczył mnie wszystkiego o tułaczce i dzięki niemu mogę prowadzić takie życie, jakie prowadzę. - Odpowiedział Aleksiejowi w pełni rozumiejąc jego obawy i problemy - te same bowiem problemy początkowo zaprzątały mu jego głowę.
-Nie wiem czy potrafię odpowiedzieć na to pytanie...Sam bowiem jestem początkujący. Ojciec do tego przekazał mi jedynie wiedzę podstawową, gdyż sam więcej przekazać mi nie umiał. Nigdy bowiem większej potrzeby korzystania ze swoich umiejętności nie miał i ten...Nie miałem też okazji zaklinać żadnego silniejszego ducha, a te które posiadam z dobrej woli do mnie przyległy. Te które zaś odesłałem również oporu większego nie stawiały. Przeważnie chciały by ktoś je wysłuchał, porozmawiał...i z mojej strony wystarczył następnie tylko gest. Prawdę mówiąc chyba ciężko spotkać ducha który uparcie chce trwać w miejscu i przyglądać się jak wszyscy inni żyją, a jemu to zostało odebrane. - Mówiąc spoglądał w podłogę, a głos jego sposępniał. Miał wrażenie, że tymi słowami rozczaruje staruszka który najwyraźniej przeceniał jego umiejętności magiczne. - Jednak, jeśli jednak zakładając, że szaman tamten prawdę mówił, oznacza to że rzeczywiście zwykli ludzie są w stanie w jakiś sposób odegnać słabsze dusze przywiązane do jakichś przedmiotów. Z tym tylko problem, że jeśli już by tego dokonali to raczej nieświadomie. Nie mogliby dostrzec takiej duszy, a ta raczej byłaby za słaba by jakoś zamanifestować swoją obecność. - Dokończył i po raz kolejny sięgnął po herbatę. Smakowała mu. Humor poprawił mu Aleksiej który swym wstrąceniem, przez co po raz kolejny na twarzy szamana zagościł usmiech. Na szczęście kubek go przysłaniał i nie musiał się obawiać, że mógłby urazić tym gospodarza.
Początkowo choć podchodził nieufnie do Aleksieja zaczął darzyć go sympatią, a staruszek zaczął mu przypominać o własnym dziadku z którym w podobnej atmosferze spędzał wieczory na strychu. Herbatka się mu skończyła.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2014, 18:37 przez Luthien.)

12.11.2014, 18:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna