Kuźnia Dowarakhr
#21

Lubił prostotę i szczegółowość bez zbędnych zawiłych formuł prawnych. Znał wystarczająco dużo tego typu zwrotów żeby móc bez problemu ogłupić przeciętnego zjadacza chleba. Ufał jednak że jasne warunki nie pozwalają na powstawanie konfliktów, a to w dobrymi interesie jest podstawą. Z reszta nie miał żadnych powodów aby choć próbować oszukać swojego klienta. Niech ma świadomość że trafił na dobrego rzemieślnika, a to może zaowocuje długą współpracą.
Nie myślał nad kaligrafią liter, to było dla niego nazbyt naturalne. Kiedy skończył oba dokumenty od razu je podpisał. Literka R w imieniu zawijała się tworząc dobrze widoczne rozpoczęcie z akcentem, płynnie przechodząc w literę "a". Apostrof w imieniu prawie od niechcenia przyozdobił małymi odnogami. Nadały one tej krótkiej kreseczce wygląd przypominający gałązkę ostrokrzewu z małymi cierniami. Resztę imienia i nazwiska nie wyróżniało się niczym szczególnym w porównaniu do tekstu reszty dokumentu. Spojrzał uważnie na swojego klienta, który już zdążył zaznajomić się z treścią pierwszego dokumentu. Posunął mu drugi z papierów oraz kałamarz z piórem.
- Jeżeli zgadza się Pan z warunkami, proszę złożyć podpis na obu dokumentach. Przypuszczam że zna Pan zasadę dwóch kopii.
Wojownik wyglądał mu na inteligentnego człowieka, ale musiał być uważny. Dobrze wiedział, że nie każdy w tym społeczeństwie potrafi czytać i pisać, a wolał nie obrazić nikogo.
Kiedy już umowa zostanie zawarta, pewnie grzecznie odprawi gościa do najbliższej karczmy, a sam niezwłocznie przystąpi do wykuwania noża i pochwy. Przy obu będzie miał nieco roboty, ale liczy że klient będzie zadowolony z ogólnego efektu.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2015, 11:31 przez Ra'Shad.)

13.02.2015, 09:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#22

Podpis rzemieślnika był przeładowany elementami kaligrafii. Ba, można wręcz powiedzieć, że był jednym wielkim ozdobnikiem, mimo wszystko w jakiś przewrotny sposób pasował do tego człowieka. Mój wypadał w porównaniu blado i zwyczajnie, ale nie zważałem na to i szybko zrobiłem to, czego oczekiwał po mnie mężczyzna. W zasadzie, to dopiero teraz dowiedziałem się, jak on się nazywa, a on dowiedział jak nazywam się ja... To dziwne uczucie, poznawanie czyichś personaliów przez dokument, jeśli przed chwilą się z tą osobą rozmawiało. Miałem powiedzieć coś jeszcze, ale powstrzymałem się - na obliczu Ra'Shada widać było delikatny przebłysk... ekscytacji i niecierpliwości. Zrozumiałem, że dawno nie miał takiego konkretnego zlecenia, jak to, które mu dałem. W zasadzie, to on też dał mi zlecenie, co było promyczkiem nadziei wśród tego, co ostatnio się działo. Wstałem więc ze swojego miejsca, poczekałem aż nożownik zrobi to samo i podałem mu rękę na znak przypieczętowania umowy. Silny uścisk, który charakteryzował go jako osobę nie stroniącą od fizycznej pracy.
- Rozumiem, że kiedy mogę odebrać nóż? - zapytałem, kiedy wypuścił moją rękę.
13.02.2015, 17:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#23

Jego klient również złożył podpis pod dokumentem, co potwierdziło warunki jakie zawarli. Do tej pory ich spotkanie odbywało się raczej bezosobowo. Fakt, że Ra'Shad przedstawił się z nazwiska, które jest też częścią nazwy jego kuźni. Jednak jeżeli chodzi o stosunki rzemieślnik-klient tyle powinno wystarczyć. Nożownik raczej nie poczuwał się do zażyłości z innymi ludźmi, szczególnie zaś z tymi, których nie będzie znał po tygodniu. Być może wojownik jest pewnym wyjątkiem, bowiem ma z nim spędzić czas w drodze przez niemal cały półwysep. Jednak mimo to, Mistyk nie należał do osób, które nawiązują głębsze relacje, być może dlatego nie posiada w swoim otoczeniu ludzi, których można nazwać przyjaciółmi.
Klient, o imieniu które poznał z karty dokumentu - Zervast, wstał i poczekał aż gospodarz uczyni to samo. Nie mógł zawieść gościa, dlatego wstał i przypieczętował umowę uściskiem dłoni. Szorstka dłoń rzemieślnika kryła w sobie historię, była bowiem duża i silna, ale zarazem zdolna do tak subtelnych gestów i ruchów, jakich trudno się spodziewać po ręce - jakby nie było - kowala.
W tym momencie Zervast grzecznie zapytał o czas wypełnienia umowy. Choć zgodnie z tym co uzgadniali, zlecenie ma priorytetowy status, co oznacza wykonanie noża w ciągu doby. Sprowadzało się to do tego, że w momencie przekroczenia progu przez klienta, Ra'Shad zabierze się do pracy. Minęło raptem kilka godzin od świtu, jednak południe jeszcze nie nastało. To jednak będzie najodpowiedniejszy wyznacznik czasu. Odpowiedział więc z delikatnym uśmiechem na ustach, bardziej życzliwym niż szczerym i wesołym.
- Jutro w południe towar będzie gotowy do odbioru. Natomiast przed wieczorem tego samego dnia, będziemy mogli wyruszyć, jeżeli nie będzie miał Pan nic przeciwko.
Nie miał wiele dobytku do spakowania, dlatego mógł wyruszyć tuż po zakończeniu pracy i ostudzeniu pieca. Wolałby nie zastać po powrocie, spalonych zgliszcz drewnianej części kuźni... Choć pewnie najlepszą porą na podróż będzie świt kolejnego dnia, nie zaś wieczór jak się deklarował, to jednak miało oznaczać tylko formę gotowości.
Jak najuprzejmiej tylko potrafił, odprawił swojego gościa. Wyszedł zza lady i wskazując drzwi w kamiennej części warsztatu, poprowadził tam swojego klienta. Uchylając drewniane skrzydło uśmiechnął się ponownie i powtórnie zapewnił swojego gościa o tym, że nóż będzie gotowy zgodnie z umową.
Gdy tylko Zervast opuści jego kuźnię, niezwłocznie przystąpi do pracy. Dorzuci drwa do pieca, rozpali na nowo ogień, a miechem podniesie temperaturę do odpowiedniego stanu. Tajnikami są ciepło i czas. Obu tych rzeczy rzemieślnik uczy się w cechu i przez praktykę. Małe kowadełko i młot czekały już w gotowości, podobnie jak kąpiel wodna i niewielka nisza ceglana, będąca częścią pieca. To tam następował proces odpuszczania stali. Warsztat ponownie sam ożywał, zaczynało bić jego gorące serce, a wszystko to ku uciesze Ra'Shada. Był to człowiek czynu, a ostatni czas stagnacji zamieniał go w suchą powłokę człowieka, którym powinien być. Nastawał nowy czas, który mógł doprowadzić do spełnienia dawnych obietnic i planów, które ponownie wypływały z cienistych lochów umysłu...
Na twarzy Mistyka wykwitł nikły uśmiech, który ledwie uniósł kąciki jego ust, wyrażał jednak dużo więcej, niż sztuczne gesty, którymi zwykł obdarzać ludzi.
16.02.2015, 18:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#24

Żeby zdążyć w obiecanym terminie, Ra'Shad musiał zacząć pracę. Chwilę się kręcił przy piecu, dopóki ten nie osiągnął odpowiedniej temperatury. Rozdmuchiwał żar od czasu do czasu, używając miecha, aż przyszła pora na pierwsze kucie. Włożył przygotowaną przez siebie sztabkę żelaza do pieca, czekając aż nabierze odpowiedniej barwy pomarańczu. Teraz liczyła się każda sekunda, po wyciągnięciu ułożył sztabkę na kowadle i rozpoczął kucie. Iskry sypały się przy każdym uderzeniu, a metal pod ciężarem młota uplastyczniał się i kształtował w płaski drąg. Oczywiście jedna sztabka to za dużo na jeden nóż, dlatego używając specjalnego przecinaka i młota, rzemieślnik pozbył się nadmiaru materiału, odkrawając go niczym kromkę chleba.
Zanim żelazo zdołało ostygnąć, sypnął jeszcze uszlachetniaczem, odpowiednią mieszanką dodatków, poprawiających właściwości (już teraz) stali.
Ponownie materiał wrócił do pieca, nabierając odpowiedniej barwy. Żar był niemiłosierny, ale dla wprawionego ucznia Cechu, to nie miało znaczenia, zbyt dużo czasu spędził już przy wysokich temperaturach pieca kowalskiego.
Ponownie wyciągnięta sztabka zaczęła nabierać płaskiego kształtu pod siłą uderzeń młota. Mistycy mieli to w naturze - siłę i spryt. Kiedy już stal była odpowiedniej grubości, nożownik ponownie dłutem naznaczył szczerbinę w poprzek i złożył płaską powierzchnię na pół, tworząc mniejszą sztabkę. Ten proces wzmacniał stal, a przy każdym złożeniu zyskiwała ona na niezawodności i twardości. W między czasie krótkie hartowanie w wiadrze z wodą.
Zabieg ten był powtórzony wielokronie, kształtując stal przez niemal całe popołudnie. Kiedy już materiał był gotowy, następowało zgrubne nadawanie konturu noża, szerokości, grubości i zagięcia. Długość głowni była wymierzona tak, jak życzył sobie tego klient, na piętnaście centymetrów. Grubość była zmienna od trzech czwartych części w miejscu gdzie powstanie ostrze. Krawędź grzbietu była prosta, poza czubkiem, który wyginał się ku górze. To tam zejdą się obie krawędzie ostrza, tworząc z pióra noża kształt przystosowany do oprawiania i skórowania zwierzyny.
Normalnie na tym etapie powinien zakończyć się etap wykuwania, a rozpocząć tworzenie detali i ostrzenia krawędzi. Obiecał szlif zerowy, co również oznacząło sporo pracy. Jednak nadeszła pora na znak rozpoznawczy jego produktów. Dlatego ponownie zaczątek noża trafił do pieca, nabierając odpowiedniej barwy, aby następnie...
Zanim stal na dobre ostygła, trafiła do dzbana z olejem na nieco dłuższe hartowanie, konserwując tym samym cały wyrób. Teraz wyrób trafił do ceglanego ostworu przy piecu, gdzie teraz odleży chwilę w procesie odpuszczania naprężeń stali, wywołanych hartowaniem. Sprawi to, że nóż nie będzie przesztywniony i kruchy. Jednak tutaj podobnie jak w innych procesach kowalskich, ważna była temperatura i czas.
Była przerwa, żeby coś przekąsić. Suchy kawałek chleba i suszone mięso. To wszystko na co mógł się zdobyć teraz rzemieślnik, jednak było to coś, czym zapcha na chwilę żołądek.
Po krótkim i mało obfitym posiłku, trzeba było powrócić do pracy. Po wyciągnięciu ostrza, ponownie chłodzenie i praca nad ostatnimi detalami.
W pierwszej kolejności, należało nożu nadać krawędzie tnące. W ten sposób rozpoczął się mozolny proces kształtowania ostrza. Szlif zerowy wymagał precyzji i wytrwałości w pracy. Obu tych cech nie brakowało rzemieślnikowi. Był perfekcjonistą, dlatego porażka nie wchodziła w grę. Podobnie jak jakikolwiek defekt.
Nawet nie zwrócił uwagi na moment, kiedy zastał go wieczór i noc. Praca nad nożem była już niemal skończona, szlif udał się bezbłędnie, podobnie jak miniaturowy grawer przy jelcu, oznaczający cech rzemieślniczy. Nie znajdował się on na głowni, tylko po stronie rękojeści. Zwykle jest to niewidoczny detal, który jest znakiem rozpoznawczym każdego rzemieślnika. W ten sposób wtajemniczeni poznają produkty różnych Cechów. Ra'Shad jako swój znak posiadał gałązkę ostrokrzewu, lekko zawiniętą w prawo z dziewięcioma cierniami, odpowiadającymi ilości liter w jego nazwisku.
Sama rękojeść została wykończona w klasyczny sposób. Metalowe żłobienie owinięte ciasno pasmami skóry cielęcej. Na pewno nie pozwoli na ześliznięcie się dłoni i długo zachowa swoje właściwości. Wygode ułożenie na palce, z podbiciem przed jelcem i na końcu rękojeści, zapewniają dobry chwyt i perfekcyjne prowadzenie noża.
Sam jelec to kwadratowa forma, najprostsza, bez zbędnych udziwnień. To nóż myśliwski i taką ma też pełnić rolę. Dlatego jelec nie ma za zadanie chronić głównie dłoni użytkownika, a raczej nie pozwolić na zbyt głębokie wbicie ostrza.
Końcowe polerowanie i dopełnienie szlifu obu krawędzi, zapewniło połysk i wydobycie fali na stali, co podpowiadało jaką metodą był wyrabiany nóż. Wykończenie szlifu zapewniło krawędziom niebywałą ostrość, drugą cechę rozpoznawczą kuźni Dowarakhr.
To będzie dobry nóż myśliwski.
Była już późna noc, zmierzająca już ku świtowi. Nadszedł czas na wyrobienie pochwy do noża. Od początku miał zamiar posłużyć się małymi przywilejami...
Ponownie zebrał w sobie moc i użył mocy Mistyka. Polegając na tej samej sztuce co przy wyrabianiu rdzenia noża, rozpoczął kształtowanie kolejnego wyrobu. Ostatecznym wynikiem jego pracy było odwzorowanie kształtu noża w wyściółce pochewki, co pozwoliło na idealne dopasowanie. Sprawi to, że nóż nie będzie się sam wysuwał, ale co najważniejsze, nie stępi się poprzez ocieranie o ścianki pochwy.
Sama pochwa została pomyślana tak aby myśliwy miał z niej użytek. Dwie szczeliny służące do przeprowadzenia paska, pozwalały na niewielką regulację, pozwalając na przytroczenie pochewki do szerokiego pasa przy biodrze lub węższego na łydce.
Poza tym, pochewka miała kilka drobnych acz przydatnych detali. Jednym z nich była tarka z drobną perforacją, która przy potarciu o kamień, mogła wykrzesać iskry. Lekkie wgłębienie na końcu wytworu, po wewnętrznej stronie, może służyć jako łyżka, prosta i delikatnie podostrzona krawędź, może służyć do gładzenia skóry po zdjęciu ze zwierzyny (usuwanie tłuszczu i tym podobne). Jednak ewenementem jest możliwość dopasowania szczelin paska w takim stopniu, że można zmieścić w nich palce. Tworzy to osobliwe narzędzie, które można nazwać kastetem, choć płaska powierzchnia uderzająca będzie zostawiała ślady jak małe żelazko... W tym miejscu Ra'Shad uśmiechnął się złośliwie, bo właśnie ta płaska powierzchnia, będąca zewnętrzną ścianką pochewki, przyozdobiona była dużym znakiem cechowym, czyli gałązką ostrokrzewu z dziewięcioma cierniami. Miło byłoby zobaczyć kiedyś kogoś na ulicy z matrycowym odbiciem tego znaku na czole. Gdyby klient się zgodził, znalazłyby się tutaj runy, podobne tym, które zdobią płazy jego własnych sztyletów. Pewnie nikt nie planuje bijatyki z demonami, jednak posiadając runy blokujące w jakiejkolwiek formie, zwiększają szanse na przeżycie. O ile ktoś zapuści się w pustynne okolice Azarat. Choć nikt nigdy nie obiecywał, że i demony nie rozpanoszą się na resztę kontynentu. Póki co, był zadowolony ze swojej pracy i czekał na reakcję klienta.
Włożył świeżutki, jeszcze pachnący olejem, nóż myśliwski, do wykończonej czarnej pochewki. Zadowolony ze swojej pracy udał się na krótki spoczynek. Krótki, bo już zaczynało świtać...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2015, 13:43 przez Ra'Shad.)

18.02.2015, 13:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#25

Zbliżałem się po raz kolejny do kuźni i po raz kolejny zdziwiło mnie jej umiejscowienie. No cóż, jest prawdziwym profesjonalistą, więc raczej nie potrafi zmusić się do tego, aby wykuł coś, co nie spełnia oczekiwań klienta, albo jego własnych. A że wymagania własne ma wysokie, to wyrabia tylko produkty najwyższej jakości. Ta myśl była całkiem logiczna, a ja ruszyłem w stronę warsztatu rzemieślnika, czując jak słońce - które obniżyło się już delikatnie z środka nieba, kilka chwil temu wyznaczyło czas, w którym nóż miał być już gotowy - ogrzewało lekko mój płaszcz, zupełnie jakby tym chciało w ten sposób spowolnić mnie, zachęcając do rozkoszowania się tym uczuciem. Rzeczywiście, na chwilę przystanąłem, ale to raczej po to, aby rozejrzeć się jeszcze raz wokół siebie, na szczęście nie zauważyłem nic, co byłoby podejrzane.
- Ostrożności nigdy zbyt wiele... - powiedziałem cicho do siebie i podjąłem przerwany marsz. Miałem szczęście, że w mieście spotkałem kupca, któremu kiedyś pomogłem, zaproponował mi zapłatę za nocleg w ramach odpłaty za dawną przysługę. Normalnie odmówiłbym, ale w tym momencie musiałem oszczędzać każdy grosz, a on to zauważył. Ba, w końcu był kupcem, potrafił ocenić człowieka jednym spojrzeniem, a drugim powiedzieć, co komuś chodzi po głowie. W zasadzie, to byłem mu wdzięczny...
Kontynuowałbym moje przemyślenia, gdyby nie to, że stanąłem pod drzwiami warsztatu. Zupełnie tak jak ostatnio zapukałem i - podobnie co poprzednio - drzwi otworzyły się bardzo szybko, ale tym razem Ra'Shad nie ocenił mnie wzrokiem - a nawet jeśli, zrobił to znacznie bardziej dyskretnie - tylko uśmiechnął się delikatnie. Szybkim gestem zaprosił mnie do części szopy, w której znajdował się pokój z krzesłami i stołem. Zniknął na chwilę w swojej kuźni, a ja usiadłem, żeby zobaczyć go niosącego nóż, włożony do pochewki. Uśmiechnąłem się.
20.02.2015, 20:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#26

Zdążył zasnąć, a należało mu się po całonocnej pracy. Dlatego też z początku nie dosłyszał pukania w drzwi. Jednak gdzieś przez głębokie pokłady świadomości, dotarło do niego to walenie w drewniane drzwi i wyciągnęło ze świata snu. Wstał jak sprężyna i z postawą wyprostowaną jak zawsze, ruszył ku wejściu. Nie biegł, nie śpieszył się, a po tym jak odsunął zasuwę tylko szybko oszacował gościa wzrokiem. Był to Zervast, tak jak można było się tego spodziewać i najwyraźniej zupełnie nie przeszkadzała mu chwila zwłoki, najprawdopodobniej nawet nie zwrócił na to uwagi. Pewnie też miał ciężką noc za sobą. Przywitał się tylko lekkim ukłonem.
Ra'Shad bez zbędnych ceregieli zaprosił klienta do wnętrza kuźni, zamykając drzwi za sobą. Było tu ciepło, po ostatniej nocy ciężkiej pracy, w piecu jeszcze igrały iskierki żaru, a powietrzu unosił się delikatny zapach drewna i żelaza. Uwielbiał ten zapach, kojarzył mu się z wolnością wyborów i realizacji pasji. W życiu zajmował się różnymi rzeczami, ale dopiero kowalstwo zaczęło uwalniać w nim pokłady talentu.
Poprowadził wojownika na dobrze mu już znane krzesło przy jedynym stoliku w pomieszczeniu.
Odwrócił się i udał się do warsztatu, przynosząc stamtąd swoje dzieło. Już dawno nie miał okazji czegoś wykonać, a z każdego ostrza był dumny. Każda wykuta stal była innym tworem, przedmiotem z duszą. Nie tylko zwykłym narzędziem, ale też artystyczną wizją.
Podchodząc do klienta, wysunął delikatnie nóż z czarnej pochwy, pozwalając na mały błysk stali. W takiej formie wręczył go wojownikowi. Projekt tak jak uzgadniali wcześniej.
>Piętnaście centymetrów długości głowni, pięć milimetrów szerokości, jedno ostrze zakrzywiające się od trzech czwartych długości, drugie ostrze na grzbiecie rozpoczynało się od połowy długości głowni. Obie krawędzie schodziły się na piórze noża, które było wygięte nieco ponad grzbiet, tworząc formę delikatnie przypominającą szpon dzikiego zwierzęcia, idealną do skórowania i patroszenia zwierzyny. Od jelca do miejsca zagięcia pióra, przebiegało zbrocze z czarnego żelaza, które znajdowało na obu płazach i przechodziło przez wnętrze noża, tworząc tym samym jego rdzeń. Jelec na bazie małego kwadrata z zaokrąglonymi kątami. Rękojeść wyprofilowana dwoma dużymi uwypukleniami utrzymującymi dłoń na miejscu. Skórzana plecionka, dla wygodnego trzymania i braku poślizgu dłoni.<
Tak przedstawiał się widok noża. Rzemieślnik oczekiwał na reakcję wojownika, choć nie zdarzył mu się jeszcze klient, który nie byłby zadowolony z jego wyrobów. Mistyk zawsze dbał o perfekcję i nie pozwalał sobie na niedoskonałości. Dlatego też zwrócił się spokojnym głosem do Zervasta:
- Mniemam że produkt zadowala Pańskie wymagania. Pochewka tak jak uzgadnialiśmy, nosi mój znak cechowy, sama zaś może przysłużyć się długim podróżom. Posiada krzesiwo, łyżkowe profilowanie, możliwość regulacji do pasa... lub do dłoni.
Przy ostatnich słowach uśmiechnął się zdawkowo, bo raczej mało kto się spodziewa, że z pochwy również można zrobić broń.
Sama pochewka była wykonana z tego samego czarnego metalu, co rdzeń noża, a najciekawszą właściwością tego materiału był fakt, że nie odbijał światła. Nie posiadał refleksów typowych dla gładkich metali.
Pora jednak przejść do konkretów...
- Jeżeli jest Pan zadowolony z produktu, możemy przejść do częściowej finalizacji umowy?
Jak pięknie ujęte w słowa żądanie zapłaty.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.02.2015, 11:15 przez Ra'Shad.)

21.02.2015, 11:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#27

Nóż spełniał wszystkie wymagania, jakie przedstawiłem, oraz wszystko to, co zaproponował Ra'Shad - prosty i efektywny. Miłym zaskoczeniem za to była pochewka, wykonana z tego dziwnego, matowego metalu, tego samego, z którego zrobiony był rdzeń noży - zarówno tego, który miałem zakupić, jak i tego, który pokazywał mi rzemieślnik podczas ostatniej wizyty. Dodatkowo, nożownik zaskoczył go tymi usprawnieniami, które tam dodał.
- Majstersztyk. - powiedziałem, oglądając ją z każdej strony. Złapałem aluzję do tego, że można wykorzystać ją jako broń, co było szalenie przydatne, a na mojej twarzy wykwitł szeroki uśmiech, kiedy przyjrzałem się całemu wyrobowi właśnie przez pryzmat broni - ktokolwiek, kto zostałby uderzony, miałby na ciele znak cechowy rzemieślnika - gałązką ostrokrzewu ozdobioną cierniami. Szczwana bestia. Nie dość, że jest to dobrze widoczne, to chyba nigdy nie wpadłbym na to, aby wykorzystać to w ten sposób. Zaskoczyło mnie to, jak dobrze pochwa była dopasowana do ostrza noża.
- Tak, możemy przejść od razu do tego aspektu - powiedziałem i sięgnąłem do sakiewki, wyciągając ustaloną kwotę trzydziestu srebrnych, sprawiając, że w mojej sakiewce nagle zrobiło się znacznie bardziej pusto. Położyłem ją na blacie stołu i odezwałem się. - Chce pan wyruszyć dziś wieczorem, prawda? Jednak na pewni ważną kwestią będzie to, jaką obierzemy trasę, oraz ile mniej więcej będzie trwała taka podróż - zakończyłem, nie będąc do końca pewnym, czy mój gospodarz zechce odpowiedzieć mi na te pytania.
21.02.2015, 13:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#28

Cieszyło go zadowolenie klienta. To podstawa w handlu. Im więcej takich opinii uzyska, tym lepszą renomę uzyska jego wyrób, a o to w tym wszystkich chodzi.
Nie rzucił się łapczywie na srebrne smoki, które Zervast wyciągnął z sakiewki. Wiedział, że tak czy owak mu się należą, a nie był z gatunku tych narwanych kupców, przekrzykujących się na ulicy i liczących każdego złamanego smoka.
Jedyne co zrobił, to szybkim spojrzeniem staksował czy kwota na stole zgadza się mniej więcej z tą ustaloną. Stosik wydawał mu się adekwatny, dlatego uznał tę część transakcji za zakończoną.
Nastały teraz ustalenia co do drogi i pory wymarszu. To był dobry moment aby usiąść, co też Ra'Shad uczynił. Tak jak poprzedniego wieczoru, zajął drugie krzesło, po drugiej stronie blatu, oparł się i na moment zamyślił. Znał dobrze geografię, ale nie posiadał mapy, dlatego część ścieżek musiał wydobyć z dna pamięci. Przeanalizował w ten sposób kilka możliwych szlaków, przy czym marsz przez pustynię odrzucił natychmiast. Mogliby też spróbować przedostać się przez góry, jednak musieliby się zbliżyć do Lodowej Twierdzy, już nie wspominając o niebezpieczeństwach wspinaczki.
Najlepszą zatem drogą wydawał się szlak morski, a najbliższy statek mogliby złapać w Mieście Handlowym i pożeglować do Sohan. To wydawało się, była najlepsza możliwa droga. Sama podróż pewnie jednak potrwa jakiś czas, dlatego też wizyta w Mieście Handlowym, pozwoliłaby im się zaopatrzyć choćby w pożywienie.
Odpowiedział swojemu gościowi, jak to miał w zwyczaju, nad wyraz spokojnym głosem. W ciągu swej wypowiedzi, bawił się pierścieniem, przekręcając go wokół palca i to właśnie na tym przedmiocie skupiał swój wzrok.
- Proponuję podróż do Miasta Handlowego. Zajmie to jakiś czas, szczególnie że jak mniemam, oboje nie dysponujemy żadnym wierzchowcem. Jeżeli szczęście nam dopisze, ktoś weźmie nas na wóz. W samym Mieście Handlowym zaopatrzymy się i poszukamy statku, który płynie do Sohan. - podniósł na chwilę wzrok i spojrzał na wojownika - Mam nadzieję, że nie ma Pan choroby morskiej?
Nie czekając długo na odpowiedź, wsparł łokcie na blacie, splótł dłonie i położył na nich brodę, kończąc swoją wypowiedź.
- Kiedy już uda nam się dotrzeć do Sohan, stamtąd mamy dzień drogi do Azarat. Dzień, ani chwili dłużej. Raczej wolałby Pan nie spędzać tam nocy poza murami miast.
Dobrze wiedział, co się tam dzieje i z jakimi problemami boryka się tamta kraina. Dlatego też miał większe nadzieje, związane z intratnym biznesem w tamtych okolicach.
21.02.2015, 13:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#29

- Cały plan jest dość dobrze przemyślany, ale według mnie ma jeden szkopuł - podróż statkiem. Poza tym, czy aby na pewno uda nam się przedostać z Sohanu do Azaratu w jeden dzień? To może być dość ryzykowne i sztucznie przyspieszane - wraz z tymi słowami wyciągnąłem z mojej sakwy podróżnej mapę Azaratu i okolic, którą załatwił mi znajomy kupiec. Z czasem wszystkie znajomości się przydają... Znów szybko oceniłem odległość - czas jednego dnia bez wierzchowców będzie trudny do osiągnięcia. Pobyt poza miastami w nocy... Nie uśmiechało się to ani mnie, ani mojemu towarzyszowi. Widząc zainteresowanie nożownika odwróciłem mapę i przesunąłem ją w jego stronę. - Mogę spróbować znaleźć też mapę połączeń handlowych, którymi możemy się udać. Najlepszym rozwiązaniem według mnie, będzie znalezienie karawany w Sohanie, wejście do ochrony przeze mnie i pana, jako rzemieślnika chcącego zdobyć nowy rynek, albo nauczyć się czegoś nowego. Ewentualnie oba na raz. - Po tych słowach spojrzałem na mojego gospodarza pytającym wzrokiem, widząc jak zastanawia się nad zaproponowanym przeze mnie rozwiązaniem i patrzy się na zaprezentowaną przeze mnie mapę.
21.02.2015, 15:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Dowarakhr
#30

Ufał że wojownik lepiej rozeznawał się w podróżach. Zwrócił uwagę Ra'Shada na dość trudne zadanie, jakim będzie przedostanie się z Sohan do Azarat w jeden dzień.
Musiał przyznać, że Zervast miał głowę na karku, co poprawiało Mistykowi ocenę tej postaci. Właśnie takiego człowieka potrzebuje, nie tylko rębajło w razie potrzeby, ale na tyle rozsądnego człowieka, aby potrafił oceniać sytuację i znaleźć z niej kilka wyjść.
Oczywiście karawana będzie całkiem dobrym pomysłem, a w ostateczności Ra'Shad może samemu stawiać kręgi runiczne. O tej zdolności jednak, nie miał zamiaru wspominać zawczasu.
Póki co, czekała ich podróż do Miasta Handlowego i mimo tego, że mogliby wyruszyć jeszcze tego wieczoru, sam doskonale wiedział, że marsz przez noc nawet w tych okolicach nie należy do najbezpieczniejszych. Po co zatem narażać swoje szanse. Przez Grimssdel prawie bez przerwy przemierzają kupcy na wozach i żaden z nich nie podróżuje nocą... poza przemytnikami.
Położenie tego miasteczka, ma tą zaletę, że niemal przez cały dzień, można załapać się na wóz powożony do Valen albo Miasta Handlowego. To był główny szlak, dlatego na tym etapie podróży, nie powinni mieć problemów.
Postanowił więc ponownie za swego, już teraz można tak przyjąć, towarzysza.
- Dobry plan, pozwoli Pan że poza Sohan, wykorzystamy go już teraz. O świcie pewnie wyruszą z Grimssdel wozy kupieckie zarówno na północ jak i na południe. Zabierzemy się którymś z nich. Wspominał Pan o znajomościach wśród kupców, czy któryś z nich będzie może wyruszał do Miasta Handlowego?
Zadał pytanie, niezależnie od odpowiedzi, wiedział że zabiorą się wozem, bo to znacznie skróci czas podróży i może pozwoli im na bezpieczny odpoczynek w podróży.
Spojrzał na srebrne smoki leżące na blacie i uznał, że to dobra pora aby je przyjąć. Pieniądz który zbyt długo leży na widoku, kusi coraz więcej oczu. To jedna z nauk, których dostarczyło mu życie.
Rozplątał zatem dłonie i sięgnął po sakwę, ukrytą pod połami płaszcza. Otworzył ją i zbierając po pięć srebrnych monet ze stołu, wkładał je do skórzanego woreczka. W ten sposób też dyskretnie przeliczył kwotę i upewnił się, że nic nie zostało pominięte. Równo trzydzieści srebrnych smoków. Dobrze zaciągnął sznureczki sakiewki i ponownie schował ją głęboko pod połami płaszcza.
- Myślę, że możemy umówić się o świcie na Placu głównym Grimssdel. To pewnie stamtąd będą wyruszać kupcy, chyba że wcześniej uda się Panu przekonać jednego ze swoich znajomych. Wtedy zabierzemy się z nim.
To właściwie kończyło dyskusję, a Zervast mógł poszukać miejsca na spędzenie kolejnej nocy. Ra'Shad musiał się przygotować do podróży, co oznaczało spakowanie skórzanego plecaka w marny dobytek i zamknięcie kuźni na czas jego nieobecności. Musiał jeszcze dogasić palenisko i usunąć popiół. Wolał zostawić porządek przed wyjazdem, taka jego skaza charakteru. Profesjonalizm i idealizm, nawet w tak paradoksalnie prozaicznych czynnościach.
Zbliżał się wieczór, więc było jeszcze trochę czasu, a dobry sen przed podróżą będzie dobrym startem. Nie wiadomo co przyniesie los, a Ra'Shad z doświadczenia wiedział, że czasami nie ma miejsca na sen.
Spojrzał na swojego gościa. Spotkał człowieka honoru, teraz kiedy miał nóż w ręce, nic nie stałoby mu na przeszkodzie, aby dźgnąć rzemieślnika i odebrać wszystko. Ten świat taki był i Ra'Shad nie miał złudzeń, że pewnie Zervast w ten podróży, również ma swój interes. Mistyk po prostu nie wierzył w bezinteresowność ludzi. Już nie wierzył. Historia jego życia, dała mu w tym zakresie skuteczną nauczkę.
22.02.2015, 13:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna