Plac ćwiczebny
#1

Jest to sporych rozmiarów, w większości brukowany plac. W niektórych miejscach są małe baseny wypełnione lodowatą wodą nad którymi znajdują się pojedyncze, cienkie belki, w innych zaś, płytkie doły z rzadkim piaskiem. Pod ścianami znajdują się manekiny, zarówno te proste, wyglądem przypominające worki treningowe oraz te bardziej skomplikowane, wykonane z twardego drewna. Jest ich kilka rodzajów, niektóre posiadają nawet ruchome części mogące wyrządzić sporą krzywdę nieuważnej osobie. Mnisi zwykli ćwiczyć na nich ciosy oraz uderzenia swych zabójczych technik, lecz każdy kto został dopuszczony przez mnichów, może spróbować swych sił na jednym z tych fantomów żywego przeciwnika. W kilku miejscach znajdują się stojaki z prostą bronią, jak długie kije, czy drewniane miecze i różnego rodzaju pałki. Bardziej skomplikowane rodzaje oręża znajdują się wewnątrz budynku w zbrojowni lub w jednej z sal treningowych. Po środku placu znajdują się w murowane w bruk, kolorowe kamienie. Ułożone są w okrąg o średnicy 6 m, wyznacza on granice swoistej areny do pojedynków pomiędzy wojownikami. Plac jest otoczony z trzech stron wysokim murem, z czwartej zaś strony zamyka go fasada jednego z głównych budynków klasztoru, w murze naprzeciw niego znajdują się duże, drewniane wrota możliwe do zamknięcia na kilka ciężkich belek. Wrota te są głównym wejściem do klasztoru Tenbou i prowadzą do długich, niezliczonych schodów którymi można dostać się w dół góry.
18.01.2015, 01:00
Przeczytaj Cytuj
Plac ćwiczebny
#2

Siwowłosy, lecz zarazem młody mężczyzna wyszedł wolnym krokiem z budynku klasztoru. Przez ramię miał przerzucony gruby płaszcz, zaś w rękach trzymał skórzaną torbę i groźnie wyglądający kostur. Rzeczy będące całym jego dobytkiem. Położył przedmioty na placu przykucając, zaraz po tym rozplątał gruby sznur którym zaciągnięta była torba i rozwarł ją. Zaczął wyjmować i przeglądać przedmioty które się w niej znajdowały. Robił to wszystko w milczeniu i z wyrazem zamyślenia na twarzy. Musiał się przygotować do początkowej drogi, resztę potrzebnych rzeczy lub zapasów uzupełni na trakcie lub miastach które napotka. Nie było z tym problemu, jednakże niepokoiła go inna rzecz. Słowa Mistrza. Przez lata dorastał w przekonaniu, że Sara i Ragg, później zaś mnisi z klasztoru, to jego rodzina. Wszystko jednak okazało się fikcją. Iscar westchnął i zaciągnął mocno sznur swej torby by nic z niej nie wypadło, po czym zawiązał go na mocny węzeł dla dodatkowego zabezpieczenia. Wstając, zarzucił na plecy swój płacz i zapiął pasy na piersi. Wahał się przed podróżą, lecz tak długo na nią czekał, że nie mógł teraz zrezygnować. Jeśli by to zrobił, wiedział by, że będzie żałować do końca życia. Założył na głowę kaptur i zaciągnął na twarz swój szal jak to zwykle miał w zwyczaju. Po chwili w jego dłoni znalazła się torba, którą przerzucił przez ramię w drugiej zaś kostur.
- Czas ruszać. - powiedział cicho do siebie i ruszył powoli do głównej bramy klasztoru, prowadzącej do długich schodów.
18.01.2015, 18:56
Przeczytaj Cytuj
Plac ćwiczebny
#3

MG

Tego dnia pogoda przedstawiała się dość pozytywnie. Wiatr smagał okolicę dość silnie, był też chłodny. Niewystarczająco jednak, by przeszkodzić mnichom w ich codziennych zajęciach - ubrani byli zupełnie tak, jak zazwyczaj - czyli zależnie od preferencji i godności, nie zaś od panujących wokół warunków.
Iscar nie odstawał od reszty. Wyszedł, chcąc powitać kolejny dzień, tak niby podobny, a jednocześnie tak różny od pozostałych. Chociaż, póki co - niewiele wskazywało na to, że miałby być szczególny. Oprócz, oczywiście, tego, że był to dzień, w którym zostawiał teraźniejszość, by ruszyć w przeszłość. A może... Nieważne zresztą. Z prawie każdej perspektywy czasowej można by opisać jego sytuację poprawnie.
Zanim jednak wyszedł, do żółtookiego ktoś podszedł. Iscar zauważył kroczącą obok niego postać jednego ze starszych członków zakonu. Był to Rakob, człek bardzo wśród tej niewielkiej społeczności znany i szanowany. Nauczał wielu młodych filozofii, ale i walki - choć to głównie, gdy był młodszy. Co nie znaczy wcale, że z wiekiem stracił na wigorze. Raczej jego umysł uległ pewnym zmianom, które skłoniły go do częstszego głoszenia nauk, niźli praktykowania i dzielenia się groźnymi technikami. Iscar nie wątpił, że drugi z siwych mężczyzn chciał po prostu pożegnać się, dodając jakąś życiową mądrość, która miałaby wspierać młodszego w trakcie jego podróży. Jego cel był jednak zgoła inny.
- Witaj, Iscarze. - skinął głową. - Pozwól, że będę ci towarzyszył przez pierwsze kilkadziesiąt schodów. - rzekł, po czym ruszył spokojnym krokiem, przekraczając bramę klasztoru. Wiatr łopotał jego szatą, tak samo zresztą ubiorem Iscara. - Wybacz, że cię niepokoję i przeszkadzam w opuszczeniu klasztoru. Znam też decyzję Mistrza, zatem nie chciałbym cię zatrzymywać zbyt długo. - tu na chwilę zrobił pauzę, sygnalizującą chyba przejście do innego tematu. - Zapewne o tym nie słyszałeś, w końcu większość wieści roznosi się tu za sprawą moją i niektórych z moich podopiecznych... - powiedział, zresztą całą prawdę - praktycznie każda informacja ze świata zewnętrznego była przynoszona właśnie przez niego bądź któregoś z jemu bliższych uczniów. - Zatem objaśnię ci sytuację, która skłania mnie do pewnej prośby - ostatniej, zanim odejdziesz, przy czym bardzo dla nas wszystkich ważnej. W Varengardzie ostatnio da się słyszeć pogłoski. Są to pewne niepokojące plotki... O nas. To jest - o mnichach, klasztorze i Tenbou. Ktoś w mieście głosi fałszywe wieści, poddając naszą reputację zwątpieniu... Bardzo szeroko pojętemu. Szczerze mówiąc, ludzie stają się wrodzy wobec nas, a my nie wiemy nawet, z jakiego powodu. Są to bardzo oględne informacje, gdyż wiele więcej dowiedzieć się nie zdołaliśmy. Ty jednak przez pewien czas wychowywałeś się tam, jako dziecko... A jednocześnie opanowałeś dużą część naszych nauk. Jesteś szczególnie obiecującym z naszych uczniów, dlatego właśnie ciebie proszę, a nie nikogo innego. Choć, oczywiście - możesz odmówić. - powiedział, ale wiadomo było, że byłby zawiedziony, gdyby właśnie tak się stało. - Domyślasz się zapewne, o co może chodzić. Ale, oczywiście, zadanie spławienia zarówno korzenia fałszerzy, jak i ich gałęzi, jakie już się rozrosły, byłoby zbyt długotrwałe i niebezpieczne. Jednak jeden z moich utalentowanych podopiecznych zajmuje się tą sprawą. Zapewne zebrał już pewne informacje, natomiast sam może nie podołać temu zadaniu. Nie chcemy też zsyłać zbyt wielu mnichów - wyglądałoby to bardziej jak szturm, niż chronienie własnego honoru. Chciałbym więc, żeby rozwiązać sprawę w możliwie dyplomatyczny sposób, aczkolwiek jeśli się nie uda i trzeba będzie sięgnąć po środki ostateczne... To możliwie po cichu. - powiedział, a w jego głosie nie odbiły się żadne emocje. Być może były jednak po prostu ukryte. - Chociaż bardzo nie chcę rozwiązywać podobnej sprawy tą drogą. Ale może nie być wyjścia, z tego, co słyszałem. Ktoś naprawdę bardzo chce podburzyć lud przeciwko nam. Mógłbyś nam pomóc? - zapytał, a ton jego głosu wyraźnie nie wskazywał rozkazu. Mimo, iż w hierarchii miał całkiem wysoką pozycję i zawsze każdy tak właśnie traktował jego polecenia.
18.01.2015, 19:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac ćwiczebny
#4

Zbliżał się powoli do głównej bramy pogrążony w myślach o rodzinie i Azarat, mieście na pustyni. Zapewne trudno będzie się tam dostać, zwłaszcza ze względu na odległość, ale zrobi to. Musi to zrobić. Ciekawiło go też czy jego ojciec wciąż żyje, pewnie miałby teraz około 50 lat. Być może zapomniał już o całej sytuacji, w końcu minęło prawie ćwierć wieku. Is spostrzegł zbliżającą się do niego sylwetkę i przystanął.
- Witaj Mistrzu. - odpowiedział i z szacunkiem pokłonił głowę, po czym znów zaczął iść w stronę schodów, co było cichą zgodą na to by Rakob mu towarzyszył. W milczeniu słuchał niepokojących wieści. Kto mógłby chcieć zdyskredytować mnichów i klasztor w oczach innych ludzi? Zaprawdę dziwna była to sprawa. Docierając do bramy, odsunął ciężką drewnianą belkę i otworzył wrota a górski wiatr owiał ich ciała.
- Zrobię co w mej mocy Mistrzu. - nie mógł i nie chciał odmówić. Wiele zawdzięczał klasztorowi i ludziom którzy w nim żyli, to też każde zadanie mu powierzone było dla niego bardzo ważne. Słuchał dalszych słów Rakoba przekraczając kolejne stopnie. Spoglądał to na mistrza, to na ginące w mgle, położone niżej, dalsze stopnie. Zastanawiał się cały czas, kto mógł rozpowiadać takie pogłoski. Przecież Tenbou byli nastawieni pozytywnie do świata i ludzi. Niejednokrotnie im też pomagali. W głębi duszy obawiał się, że może być to konflikt na tle religijnym, wywołany przez jakiegoś fanatyka dla którego mnisi mogli być bluźniercami.
- Dołożę wszelkich starań, by nikt nie ucierpiał Mistrzu Rakobie. - rzekł ponownie skłaniając głowę w geście szacunku.
18.01.2015, 19:59
Przeczytaj Cytuj
Plac ćwiczebny
#5

MG

Słysząc słowa młodego mnicha Rakob odetchnął, być może z ulgą. - Doskonale. Skoro ty się tym zajmiesz, chyba mogę uznać sprawę za praktycznie rozwiązaną. - uśmiechnął się, chociaż nie wiadomo, dlaczego tak miło podchodził do Iscara. Być może dlatego, bo mogli się widzieć ostatni raz. Co prawda mnisi raczej nie wiążą się tak z ludźmi, jak ci "zwykli", prości. Ale jednak nie każdy z nich jest wyprany z uczuć, prawda? Bo czymże byłby człowiek bez uczuć? Zwykłym narzędziem, tak samo, jak gdyby nie miał duszy, czy umysłu. Mnisi zaś starali się osiągnąć jedność między tymi sferami; dzięki temu nad emocjami po prostu panowali. Ale nie zawsze je zagłuszali, jak widać. - Pomoże ci Garius. Sypia w gospodzie bodajże pod stołem... To znaczy, jest to nazwa gospody. Uważaj na siebie. I dziękuję, że zdecydowałeś się opóźnić swoją podróż. Będziemy ci wiele dłużni. Idź zatem i... powodzenia. - powiedział, zatrzymując się starszy człek. Nie wchodził jednak po schodach - usiadł i czekał, patrząc na nieszczególnie gęstą mgłę, unoszącą się wiele metrów pod nimi i na odchodzącego Iscara.
18.01.2015, 20:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac ćwiczebny
#6

Uśmiechnął się, lecz Rakob nie mógł tego spostrzec bowiem szal na twarzy Iscara dobrze spełniał swoją rolę.
- Dziękuje za zaufanie Mistrzu. - cieszyło go to, że powierzane jest mu to zadanie. To kolejna próba, której należało sprostać. To, że udawał się poza mury klasztoru, nie znaczyło, że przestaje być mnichem. Wciąż obowiązywały go zasady i przysięga, których musiał przestrzegać. Uśmiechnął się szerzej gdy usłyszał o spaniu pod stołem, lecz teraz Rakob mógł zauważyć błysk radości w jego oczach. Y'krall spojrzał na mgłę i westchnął. Być może Sara i Ragg będą coś wiedzieć o tych pogłoskach, postanowił do nich zajrzeć. Postąpił krok naprzód, potem kolejny i następny. Z każdą chwilą schodził coraz szybciej, co mogło wydawać się niebezpieczne, lecz Is znał te schody. Przez lata jednym z elementów jego treningu było chodzenie i bieganie po tych schodach. Po kilku chwilach jego sylwetka rozpłynęła się we mglę. Rozpoczęła się wielka podróż.

z/t do Gospoda "Pod stołem"
18.01.2015, 21:03
Przeczytaj Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna