Stodoła karczmy "Pod wędzonym łososiem"
#1

Cytat:
Miejsce spokojne i ciche pomimo faktu, iż karczma stojąca naprzeciw stodoły od rana rozbrzmiewa głosem mniej lub bardziej pijanych obwiesi. Mieszkańcy i przejezdni zostawiają tutaj swoje kobyłki lub ślady miłosnych uniesień, co wydaje się być standardem dla tutejszego gospodarza. Pijani klienci lubią sobie pochędożyć w zaciszu ciepłej i suchej stodoły. Czasami też wybierają zaplecze "wędzonego łososia" do naprostowania swoich porachunków. Być może taki już urok tego miejsca. Nie mniej często stodoła służy jako alternatywna noclegownia w wypadku, kiedy klient ma za mało smoków do zaoferowania gospodarzowi lub w momencie braku miejsc noclegowych, w samej karczmie. Poza ludzkimi schadzkami, to jedno z najbezpieczniejszych miejsc w Dravnul, a dobrze mieć na uwadze, że w czasach takich jak te, nigdzie nie jest bezpiecznie.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







10.02.2015, 18:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stodoła karczmy "Pod wędzonym łososiem"
#2

Ten dzień był niesamowity. Najpierw obiłem mordę gnojowi, który chciał wejść mi do wychodka, bo tak chciało mu się srać, a potem najebałem się porządnie w karczmie za to co zdążyłem zarobić przez ostatnie dwa dni. Ha! Ale żeby tego było mało! Poznałem wyjątkowo urodziwą pannę, na widok której mój mały czarnoksiężnik rzucał czarami na lewo i prawo. Jeśli wiecie co mam na myśli. Wyrwaliśmy się z niewiastą do stodoły, w romantycznej atmosferze. Księżyc jasno świecił, wiatr jebał mi po plecach, ale to chuj... Pochędożyliśmy się i poszliśmy spać. Rankiem trochę porozmawialiśmy i tak tego... Ten dzień też się zaczął niesamowicie. Widać, że Abbadochuj ma nas w swej kurwa jego mać, opiece.
Gemma, czyli kobita, która kilka godzin temu skakała po mnie, a ja ściskałem jej walory w dłoniach, teraz stała przede mną mówiąc, że szuka brata z rodu Raikamich. Tak. Ten brat ma na imię Hatsu. Hmmm... Moment, jak ja mam na imię? Ah no właśnie! Hatsu! Że CO?!
Mam wrażenie, że dostałem właśnie na otrzeźwienie wielką abbadońską pytą w mordę, która uderzyła mnie z prędkością światła i wytarła swoją płomienna miłość o moje włosy. Tak, to oznacza, że zaniemówiłem i nie wiem co jej odpowiedzieć. Chociaż ona chyba jest w takiej samej sytuacji po tym jak odpowiedziałem, że to ja. Nie przeczę, że dobra z niej dupa i chętnie bym jeszcze raz włożył, ale jakoś tak teraz czuję dyskomfort na myśl, że ona jest moją siostrą. Zresztą jak to możliwe? Przecież jedynym moim rodzeństwem był Tooru i Ivia... Rodzice nigdy nie wspominali o zaginionej siostrze. Wniosek jest prosty. Albo laska leci w chuja, albo... Nie no moment... Aaaa! Mam mętlik w głowie! Skąd miałaby wiedzieć, że istnieje ktoś taki jak Hatsu Raikami? Zwłaszcza, że kryłem się ze swoją tożsamością, tym bardziej, iż od jakiegoś czasu posługuję się ksywką Duriel. Wielu ludzi myśli, że to moje prawdziwe imię. Ech... Dobra czas przełamać ciszę.
-Ekhm... Więc... - Chciałem powiedzieć coś wyniosłego, o powiewającej fladze na wietrze, o honorach. Coś co by rozluźniło atmosfere.
-Jesteś moją siostrą? - Tyle wymyśliłem. Dalej urwałem dialog, bo właśnie podszedł do mnie z wolna ospały wilk, ocierający łapą swoje oczy. Nie wiedział co się dzieje, ale sytuacja, gdzie dwójka ludzi do połowy roznegliżowanych stoi w osłupieniu i próbuje coś do siebie powiedzieć, była o tyle komiczna co ciekawa. Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś coś mnie w życiu zdziwi. A jednak. Ciekawe jak potoczy się dalsza rozmowa i następujące po nich wydarzenia.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2015, 02:49 przez Duriel.)



DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






10.02.2015, 18:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stodoła karczmy "Pod wędzonym łososiem"
#3

Dla kogo ten dzień był niesamowity, dla tego był. Gemma bynajmniej za wyjątkowy go nie miała, do pewnego czasu oczywiście. W końcu co mogło być specjalnego w popołudniowej kłótni z pracodawcą od siedmiu boleści, a potem w wieczornym piciu, w ramach kolejnej próby obudzenia się co najmniej za miesiąc? Dla niej nic, dzień jak co dzień, można rzec. A fakt, że potem się przespała z pierwszym lepszym w stodole, był jedynie ozdobnikiem całej powtarzającej się co jakiś czas historii. I trzeba przyznać, że źle nie było, więc byłaby wielce ukontentowana, gdyby to wszystko się na tym skończyło.
Ale biednemu to zawsze wiatr w oczy, chuj w dupę i chleb masłem do ziemi.
Gem doskonale zdawała sobie sprawę, że nieprzytomne paplanie o wszystkim i niczym nie raz wprowadziło ją w kłopoty, tudzież nieprzyjemne sytuacje. Chociaż miała tego pełną świadomość, niestety za cholerę nie potrafiła się uczyć na błędach. Nie wypracowała zdolności myślenia zanim cokolwiek powie, więc niedziwne, że na pytanie Duriela odpowiedziała bez zastanowienia, jakby to nie było nic dziwnego. W sumie nie powinna się winić, w końcu kto mógł przewidzieć, że to się tak potoczy.
W tym momencie było magicznie. Naprawdę. Stała tak sobie z zamiarem zapięcia koszuli, żeby już dłużej nie świecić cyckami, jednak zamarła w ruchu, słysząc, że jej brat stoi tuż przed nią. Nie wiedziała czy to z powodu efektu zaskoczenia, czy po prostu dotarł do niej fakt, co zrobiła ostatniej nocy i z kim. Ale raczej to pierwsze, bo po chwili doszło do kompletu coś na kształt zażenowania lub wstydu, bo niezwłocznie poczuła potrzebę ubrania się. Milczała, gapiąc się w swoje palce, które sprawnie przesuwały się po guzikach koszuli. No bo co mu miała powiedzieć? Wszystko, co obecnie jej teraz przychodziło na myśl wydawało się bezapelacyjnie głupie, łącznie z całym sarkazmem, który mógłby obrócić tę sytuację w żart, oczywiście na jej korzyść. Całe szczęście, on odezwał się pierwszy. Niezbyt ambitnie mu poszło, ale liczy się gest.
- Jak sobie tak pomyślę o tym... no - powiodła wzrokiem po nim, potem po sobie, licząc, że wyczai, o co jej chodzi - To mam szczerą nadzieję, że nie. - dokończyła, zakładając na nogi buty. Nagość nagością, ale tak poza tym, to było jej kurewsko zimno, a że na kontynuację się im nie zbiera, nic nie przeszkadza w ubraniu się. A w ogóle to bardzo skutecznie odwodziło ją od ciemnej wizji całkiem możliwego incestu. Gdyby wierzyła, że jest cokolwiek po śmierci, to za takie coś niechybnie obydwoje smażyliby się w piekle przez długi czas.
- Zresztą - zaczęła ponownie, co by przerwać niezręczną ciszę - Nie zależy mi na odbudowywaniu więzi rodzinnych, tyle lat się bez tego obyłam, że teraz łaski bez. Jedyne co mnie obchodzi, to okoliczności wyrżnięcia całego rodu Raikamich. Jeżeli coś o tym wiesz, to mogę na ciebie nawet per tatuś wołać. - parsknęła, próbując rozplątać włosy. Byłoby miło, gdyby mógł ją oświecić. A jeśli nie, to trudno, pójdzie w długą i tyle ją widzieli.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.02.2015, 13:22 przez Gemma.)



Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








11.02.2015, 13:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stodoła karczmy "Pod wędzonym łososiem"
#4

Stałem bez górnej części odzienia i słuchałem uważnie tego co Gemma do mnie mówiła. Już po pierwszych słowach wiedziałem, że pomimo jej ślicznej buźki, ciało skrywa zimną sukę. Lubię takie. Chociaż nie ukrywam, że lekko mnie wkurwiła swoim czczym pierdoleniem. Nie wiem ile prawdy jest w tym, że miałaby rzekomo być moją siostrą. Prawdę mówiąc przyjąłem tę informację, ale jej nie zaakceptowałem.
Schyliłem się po szarą, bawełniana koszulę, którą zawsze zakładam przed nałożeniem skórzanej zbroi. Leniwie włożyłem ją przez głowę, chowając wszystkie swoje blizny pod nią. Spojrzałem na Szczęściarza, lecz ten tylko siedział i gapił się na mnie, co mogło oznaczać, że mam się pośpieszyć. Cholera. Nawet ten sukinsyn mnie pogania. Zbyłem jego spojrzenie ubierając resztę ekwipunku: skórzany napierśnik, rękawice i tak dalej... Reszta siedziała bezpiecznie przytroczona do Łaty stojącej w zasięgu mojego wzroku. Zapomniałem chyba wspomnieć, że mój wierzchowiec... Nie, nie ten w spodniach. Ten, na którym dymam przez cały świat, wypoczywał w stajni. Dokładnie tam, gdzie Szczęściarz spał podczas kilku godzin wzdychania, strzelaniem czarami i tak dalej. Kiedy skończyłem, wyprostowałem się żeby dopasować do siebie lepiej skórzaną ochronę, a następnie wbiłem swój wzrok w Gemme.
- Czyli powiadasz, że poszukiwałaś brata, ale wisi ci cały ród Raikamich... Trochę alogiczne pierdolenie, mimo to przyjąłem. Czy jesteś moją siostrą, czy też nie... Nie ważne. Przestało mnie to obchodzić. Nigdy o tobie nie słyszałem. Jeśli jesteś ocalałą z mojego rodu, winszuję. Należysz do wąskiego grona dwóch żyjących przedstawicieli tej jakże elitarnej rodzinki. Ta... To była ironia, Raikami są chyba przeklęci. - Mówiąc ostatnie zdanie, założyłem Rairyuu na plecy a kuszę przytroczyłem do lewego uda tak samo jak bełty do prawego. Podniosłem wzrok na kobietę raz jeszcze.
- Nie tylko ciebie skrzywdziła twoja rodzina. Biorąc pod uwagę, że nie wiedziałem o twoim istnieniu, ja również jestem pokrzywdzony. Mam teraz tylko nadzieję, że to co powiedziałaś jest kłamstwem. Chociaż za dużo w życiu widziałem, za wiele przeszedłem także jestem w stanie uwierzyć w tak absurdalną dla mnie informację. - Dawno nie miałem okazji wykazywać się specjalną kulturą, bądź dobrymi manierami. Jestem raczej dosadnym i szczerym chujem, ale cóż zrobić? Pewne zdarzenia zmieniają człowieka, bardziej niż potrafimy sobie wyobrazić.
Odszedłem do konia pozostawiając na chwilę rozmowę w milczeniu. Nie czekałem aż mi odpowie i czy mi odpowie. To była piękna kobieta, przyjemna noc po wielu miesiącach ubijania potworów i wykonywania mniejszych zleceń dla mieszkańców Dravnul. Poza tym... Dla mnie najwyższa pora wracać do Greathard. Jednak zanim to zrobię, chcę kilka rzeczy sprawdzić tutaj. Bądź co bądź, życie w innym "królestwie", wielu rzeczy uczy. Przede wszystkim mentalności tutejszego ludu, a w razie wojny taka wiedza jest na wagę złota. Miałem wsiąść na swojego wierzchowca, ale coś mi nie dawało spokoju. Wilk siedział niedaleko Gemmy i gapił się raz na mnie, raz na nią. Tak jakby coś czuł. Pierwsze co mi wpadło do głowy, że może jest skonsternowany sytuacją, ale nie... Praktycznie od razu po tym zdałem sobie sprawę, że Szczęściarz czuje ode mnie i od niej ten sam zapach. Wiem, że najlepszej perfumy oboje nie mamy. Ja zdecydowanie gorszą niż ona, ale zwierze ma dobrego nosa. Jednak nie będę tej teorii zawierzał. Zerknąłem na kobietę, która coś tam robiła. Chyba się ubierała, ale zasłaniające ją siano przeszkodziło mi dojrzeć czy mam rację. Poklepałem Łatę po łbie i dałem jej kawałek cukru, który zajebałem z karczmy poprzedniego dnia.
- Ty też szukasz odpowiedzi na pytanie, kto wybił rodzinę? - Wyrwałem nagle, tylko po to żeby zabić tę dobijającą ciszę. Poza tym... A nie ważne. Chuj kogo obchodzą moje motywy.
- Dlaczego to cię interesuje? Skoro miałbym być rzekomo twoim bratem, dlaczego chciałaś mnie odszukać? Narobiłaś mi nie mało mętliku w głowie wiesz? Mało, która kobieta potrafi tego dokonać. - Zaśmiałem się szczerze. Nie oczekiwałem od niej żadnej logicznej odpowiedzi. W zasadzie to... Nie oczekiwałem od niej jakiejkolwiek odpowiedzi. Chociaż gdzieś od środka czułem coś dziwnego. Pomimo frustracji na myśl, że mogłem posuwać swoją rodzoną siostrę, rozpalało się we mnie ciepło nadziei i czegoś co kazało mi nie poddawać się choćby nie wiem co, bo może jeszcze nie wszystko zostało stracone. I cóż. Chyba trochę złagodniałem.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






12.02.2015, 02:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stodoła karczmy "Pod wędzonym łososiem"
#5

Gemma zdecydowanie nie była taka, na jaką wyglądała. Może i na zewnątrz była piękna, ale wewnątrz była zepsuta do szpiku kości. Mogłaby obwiniać sposób w jaki ją wychowali, gdyby w ogóle to robili. Ona po prostu zrobiła się paskudna i wredna, by nikt, ale to naprawdę nikt, nie był zdolny jej podskoczyć. Wiedziała ile jest warta, samoocenę miała gigantyczną i mało kto potrafił zbić ją z pantałyku. Nawet nie bardzo ruszał ją fakt, że wielce prawdopodobnie przespała się z własnym bliźniakiem. Wierzcie mi, bądź nie, ale nie była zimną, a lodowatą suką.
Nie zwracała uwagi ani na jego blizny, ani na jego psa. Czy tam wilka, mało ją to obchodziło w ogóle. Teraz liczyło się jedynie to, czy on naprawdę jest tym, za kogo się podaje, czy ją wkręca. Bo to, że oskarżał ją o kłamstwo to jedno; skąd miała wiedzieć, że on mówi prawdę? Spędzenie jednej nocy razem, nie uczyni nikogo wiarygodnym. Byli dla siebie obcy, nawet jeśli wiele lat temu spędzili dziewięć miesięcy zamknięci w bardzo małej przestrzeni. Nie uważała go za swoją rodzinę i nie poczuwała się do tego. Zresztą, nie wyglądało na to, żeby i on czuł nagłą potrzebę odwalania kółek zapoznawczych z tej okazji. Dlatego jedynie podniosła gorset z ziemi, po czym zaczęła zawiązywać go na swojej talii. Żeby być jeszcze bardziej śliczną.
- Wiesz, lubię mieć informacje z pierwszej ręki. To chyba logiczne, że szukam brata, skoro tylko on przeżył, prawda? Alogiczne to jest twoje pierdolenie, słodziutki. I jakbyś się nie starał, nie wyjdę przy tobie na idiotkę. - posłała mu najsłodszy uśmiech, jaki potrafiła wydobyć ze swojego skutego lodem wnętrza. Jej cel w tej całej pogoni za bliźniakiem był prosty i przejrzysty, nie jej wina, że on jest na tyle opóźniony, żeby go nie wyłapać. - Ale dziękuję, również winszuję. - dodała, po czym wróciła za stóg siana, żeby podnieść resztę swojego bagażu. Wcisnęła sakiewkę w dekolt i już miała zakładać rękawiczki, gdy zatrzymała się w połowie ruchu.
- Hoooola, hola, kolego. Raikami nie są moją rodziną i nigdy nie będą. - syknęła, patrząc na niego tak, jakby chciała wydłubać mu oko. Poczuła nieodpartą potrzebę, by brnąć dalej w opowieść "dlaczego nie uznaję ludzi, którzy mnie porzucili za rodziców", ale się zamknęła. O zmarłych nie mówi się źle. - Wiesz, mnie też nie chce się wierzyć w tę szopkę. Naprawdę. Znacznie bardziej wolałabym, żeby wcisnęli mi kit, że moja matka umarła po porodzie takiego diabła jakim jestem, a ojciec się zabił o ścianę jak mnie zobaczył. Przyjęłabym to jak świętą prawdę i żyłabym sobie jako śliczna sierotka. Ale widzisz, taki chuj. - burknęła, rozkładając bezradnie ręce. Schyliła się po plecak i zarzuciła go na plecy. Rodzina ją skrzywdziła, tak? Nie bardzo, szczerze powiedziawszy. Jedyne czego żałowała, że to ona nie skrzywdziła ich.
Założyła łuk przez ramię, ale nie wyszła. Patrzyła raz na mężczyznę, raz na jego wilka. Nie do końca wiedziała, co jeszcze może mu powiedzieć. Sama niewiele wiedziała i właśnie tu tkwił problem - jak być wiarygodną, skoro samemu szuka się informacji, bo nie ma się żadnych? Nie zbierało się na to, by on jej ot tak uwierzył, zresztą, samej jej trudno było w to wszystko uwierzyć. Z wyglądu nie bardzo byli podobni, choć charakter mieli równie ognisty. Przez chwilę pomyślała, że przez wiele lat wierzyła w głupią bajkę, która nigdy nie miała miejsca. To był absurd, Gem była tego w pełni świadoma. A Duriel musiał już w ogóle czuć się zrobiony w bambuko, zupełnie tak, jakby ktoś mu oświadczył, że z dniem dzisiejszym świnie zaczynają latać. Zrozumiawszy sytuację, ochłonęła trochę i odstawiła dumę na bok.
- Sama nie wiem... - mruknęła, wodząc wzrokiem po ziemi. Odgarnęła niesforny kosmyk za ucho i spojrzała na mężczyznę. - Zżera mnie ciekawość, nic więcej. Nie mam ochoty się mścić, czy coś, po prostu wkurza mnie ta niewiedza. W sumie, po części już się trochę poddałam. Po dziesięciu latach bezskutecznych poszukiwań nawet najbardziej wytrwali by się zniechęcili. - westchnęła i wzruszyła ramionami, jakby to nie było nic ważnego. Spędziła prawie pół życia w pogoni za celem, który był podtrzymywany tylko przez ciekawość. Niezbyt to było mądre, ale Gemma za inteligentną się nie uważała. - Jeżeli faktycznie jesteś tym, kogo szukam, byłabym wdzięczna, gdybyś cokolwiek mi powiedział o tej całej sytuacji. Nie oczekuję niczego innego. Nie będę cię wykorzystywać i brać na litość. Nie potrzebuję tego. - powiedziała, powoli zakładając skórzane rękawiczki bez palców. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się lekko. Była ciekawa, kim był. Jaki był. Coś wewnątrz podpowiadało jej, by poznała go lepiej, ale to oznaczałoby, że musiałaby dać coś w zamian. A jakoś nie była przekonana, jeśli chodzi o spowiedź ze swojego życia.


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








14.02.2015, 00:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stodoła karczmy "Pod wędzonym łososiem"
#6

Poprawiałem torby na koniu i słuchałem uważnie tego co mówiła do mnie Gemma. Kiedy skończyłem, odwróciłem się patrząc prosto w jej oczy i częstując swoim lodowatym spojrzeniem. Miałem świadomość, że tak spoglądam na tych, którzy mnie zezłościli. Niemniej, raczej nie zwróciła na to uwagi, a kiedy złagodniała i ja trochę złagodniałem. Nie byłem pewny sytuacji, ostrożność kazała mi pilnować siebie i tego co mogę jej wyjawić. Podszedłem do Łaty, sięgnąłem ręką za bukłak i odkręciłem go upijając łyk gorzałki. Kiedy napój zaczął rozpalać mnie od środka, postawiłem go na ściętym konarze, robiącym za prowizoryczny stolik i wskazałem palcem, że jeśli chce to może się poczęstować.
Wlepiłem wzrok w okno. Pogoda nie była najgorsza jak na Dravnul. Problem polegał tylko na tym, że lekko się zamyśliłem. Widziałem brata, widziałem siostrę, rodziców i dziadka... Widziałem śmierć. Nie wiem ile to trwało, ale pewnie około minuty aż dotarłem do świata żywych z tej jakże sentymentalnej podróży po jeziorze wspomnień. Gemma patrzyła na mnie i chyba liczyła na jakąś odpowiedź. Wahałem się chwilę nim zabrałem pierwsze słowo, jednak było to naturalne. Nie znałem jej, nie wiem czy robi jakiś cyrk. Możliwe, że na mnie poluje. Przez chwilę miałem podejrzenie, iż wie o moich mocach jednak zaraz potem odrzuciłem od siebie tę myśl. Nikt o tym nie wie poza Arcymagami. Odwróciłem się plecami do kobiety, podszedłem do swojego wierzchowca klepiąc go po łbie. Musiałem zebrać myśli.
- Mój tatuaż wzorowany jest na tych, które wykonywano najwytrawniejszym łowcom z rodziny Raikami. Jeśli o tym wiesz, wiesz również, że jest to dowód mojej przynależności do tej rodziny. Co prawda tatuaż był robiony w innych rejonach, nie przez rodzinnego tatuażystę, gdyż zwyczajnie moja rodzina odeszła z tego świata, kiedy byłem młodym wypierdkiem. Jednak wzór zapamiętałem i lekko go zmodernizowałem. Ciało wytatuowanego smoka na moim przedramieniu, ma dodany emblemat "R", co jest skrótem od "Raikami". Ród łowców wymordowano jedenaście lat temu przez... No właśnie kogo? Sam szukam odpowiedzi na to pytanie. Miałem dwójkę młodszego rodzeństwa. Brata i siostrę. Oboje zginęli, z czego brata pożegnałem trzymając we własnych rękach. Może i moja rodzina była chłodna w relacjach pomiędzy rodzicem a potomstwem, niemniej ja wraz ze swoim rodzeństwem byliśmy ze sobą bardzo zżyci. Kochaliśmy się, wspieraliśmy... Tak na prawdę poza nami, mieliśmy jedynie dziadka, który starał się nas wychowywać na dobrych ludzi. Ciężko mi uwierzyć w istnienie jeszcze jednej siostry, chociaż na dobrą sprawę im więcej o tym myślę tym bardziej jestem w mocy uwierzyć, że to prawda. Przypominasz mnie, kiedy byłem młodszy, bez blizn i zarostu. Albo to tylko takie przywidzenie. - Spojrzałem na Szczęściarza i wskazałem mu ręką drzwi, co natychmiast zrozumiał jako prośbę strzeżenia wejścia. Nie chciałem żeby w czasie naszej pogawędki, ktoś tu się wkradł. A gdyby do czegoś doszło, wilk nas zaalarmuje i będę mógł jakoś zareagować. Swoją drogą dostrzegłem na plecach Gemmy łuk. Ładne to ustrojstwo muszę przyznać.
Wracając do rozmowy. Spojrzałem na nią raz jeszcze próbując przypomnieć sobie o czym chwilę temu biadoliłem nim wydałem Szczęściarzowi polecenie pilnowania.
- Na czym to ja... A tak. Nie zrozum mnie źle, ale nie mam powodu żeby ci ufać. Nie wiem jakie masz prawdziwe intencje, co mogę ci powiedzieć, a co nie. Nie znamy się praktycznie, a ja nie obdarowuję zaufaniem nikogo kto na to nie zasłużył. Jedna wspólna noc to żaden powód do ufności. Zresztą ty też nie powinnaś mi ufać co pewnie zresztą robisz. Rzadko mówię o sobie, tym bardziej o swojej rodzinie. Dla mnie to rzecz, której chciałbym nie pamiętać, póki nie dokona się zemsta. - Z każdym kolejnym słowem, czuć było jeszcze większy chłód płynący z moich ust. Zdałem sobie z tego sprawę chwilę po wypowiedzeniu słowa "zemsta". Utrzymywałem kontakt wzrokowy, próbując wyłapać jakąś rzecz, która utwierdziłaby mnie w jej słowach. W tym, że jest moją siostrą. Jednak nie była to łatwa rzecz do zrobienia. Westchnąłem i wskoczyłem na wierzchowca, zostawiając gorzałkę. Muszę się oduczyć pić dlatego zostawienie alkoholu będzie dla mnie idealnym rozwiązaniem. Jeden łyk nie sprawi, że będę pijany, ale gdybym całą wyjebał, to wszystko mogłoby się zmienić w kilka minut.
- Raczej nie mówię podobnych rzeczy na co dzień. Miło mi, że ktoś przez te 10 lat dla odmiany to mnie szukał. Jeszcze bardziej cieszy mnie myśl, że wciąż mam rodzinę. Oczywiście jeśli wierzyć, że jesteśmy rodzeństwem. - Spojrzałem na wilka, który wchodził z wywieszonym jęzorem.
- Szczęściarz nie był dla ciebie opryskliwy, raczej zgubił się w pojmowaniu sytuacji. Oboje mamy ten sam zapach, a on to poczuł. - zerknąłem na nią, uśmiechając się szczerze i życzliwie. Dawno tego nie robiłem więc poczułem ból w podbródku, ale jebać to. Cieszyłem się, że mam kogo obdarować uśmiechem. Widziałem, jak obserwowała wilka, nie wiedząc dlaczego się na nią gapi, dlatego uznałem, iż powinna wiedzieć co było przyczyną.
- Czas na mnie. Dziękuję za spędzoną noc i to, że mogłem cię spotkać. Ruszam w dalszą podróż, być może jeszcze kiedyś się spotkamy. W czasach, kiedy będę wolny od swojej klątwy. - Klepnąłem konika, dając mu znak aby ruszył przed siebie. Drzwi były zamknięte, ale miałem zamiar otworzyć je siedząc na Łacie.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






14.02.2015, 02:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stodoła karczmy "Pod wędzonym łososiem"
#7

Gemma zobaczyła jego spojrzenie, które miało za zadanie zmrozić krew w jej żyłach. I pewnie by się tym przejęła, gdyby sobie nie przypomniała, że przecież ma wyjebane, a wzrok niestety nie może zabijać. Na szczęście napięta atmosfera między nimi rozładowała się na chwilę, co pozwoliło im porozmawiać jak dwoje dorosłych ludzi. Przynajmniej z pozorów, normalne osoby nie bawiłyby się w kotka i myszkę, a Gemma i Hatsu do tego niechybnie zmierzali.
Gdyby wiedziała, za kogo on ją uważa, parsknęłaby śmiechem. Gdyby chciała wyrządzić mu jakąkolwiek krzywdę, bez względu na to, czy cielesną czy materialną, zrobiłaby to, gdy spał sobie smacznie roznegliżowany tuż obok niej. Już nie raz w ten sposób się wzbogaciła, kiedy praca jakoś się przed nią chowała, więc i teraz nie miałaby żadnych ogródek. Ale on żył i miał się dobrze, dobytek jego był na miejscu, nienaruszony, więc powinien się domyślić, że Gemma naprawdę nie jest tą złą.
Słuchała jego opowieści o wielkiej, kochającej się rodzinie i nie wiedziała, czy zacznie się gotować od środka, czy się porzyga. Nie doświadczyła w życiu czegoś takiego jak ciepło bliskich osób, więc uznała to za bezbrzeżnie głupie i trywialne. Nie chciała słuchać opowieści żywcem wydartych z bajek dla dzieci, gdzie wszyscy (przez pewien czas) żyli w zgodzie i wspólnym wspieraniu się. Wszystko co dobre, kiedyś się kończy, nic nie może trwać wiecznie, a już szczególnie nie cierpliwość Gem.
- Dobra, dobra, oszczędź mi ckliwych historyjek pod tytułem "obrazek kochającej się rodziny". Chętnie bym ci opowiedziała, jak bardzo kochali mnie, ale obawiam się, że zniszczę ci tym twoją kolorową wizję. Powiedziałabym, że mi przykro z powodu twojej straty, ale nie mam w zwyczaju kłamać w żywe oczy. Nawet jeśli ktoś mnie o to bezpodstawnie osądza. - powiedziała, wyraźnie ociekając zazdrością. Bo była zazdrosna, że on miał to, czego nie miała ona. Znowu utwierdziła się w przekonaniu, że jest najwyraźniej jakaś gorsza. Chciała się dowiedzieć czemu, czy to z powodu płci, czy ma jakąś skazę, o której nie wie, cokolwiek. Poza tym miała kiedyś ambitny plan podziękowania temu, co pomógł zejść jej pseudo rodzinie z tego świata, ale potem z tego wyrosła, twierdząc, że to chamskie, podłe i zdecydowanie poniżej jej godności. - Ach, czyli jak byłeś młodszy, to miałeś długie rude włosy i niezłe cycki. Muszę przyznać, nieźle się wyrobiłeś. - zboczyła zupełnie z poważnego tematu, uśmiechając się wrednie. Musiała poczynić tę uwagę, chociaż miałby jej teraz przywalić czymś przez łeb. Taka jest Gemma, jak już jej coś ślina na język przyniesie, trudno jej się jest powstrzymać. Ale w tym był cały jej urok.
- Zemsta. Ambitnie. A wiesz ty chociaż, na kim chcesz się mścić? Czy bawisz się w błędnego rycerza? Do upominania się o swoje każdy jest pierwszy, ale żeby to upominanie się miało ręce i nogi, to już niekoniecznie. - naprawdę nie rozumiała jego pobudek, choć próbowała. Może nie łączyła za szybko faktów, ale jak miała to zrobić, gdy ich nie poznała? Duriel obdarzał ją zdawkowymi odpowiedziami, które dostarczyły jej tyle informacji, co kot napłakał. Nie pragnęła, by spowiadał się jej z całego swojego życia. Naprawdę nie czuła się na siłach, żeby słuchać jak wiele miał, a jak wiele stracił i jak bardzo go to boli. Nie lubiła, kiedy robiło jej się komuś żal, wyprowadzało ją to z równowagi, przestawała być zimna i wredna. A to nie pomaga w tych czasach.
Wsiadł na konia. Aha. Czyli miał zamiar zostawić ją jak gdyby nigdy nic, po czym pojechać w świat, wymazując całe to wydarzenie z pamięci. Historia chyba chce zatoczyć krąg, bo to samo zdarzyło się dwadzieścia dziewięć lat temu, tylko zamiast niego, na genialny plan wpadli jej rodzice. Tym razem nie miała zamiaru na to pozwolić. Wtedy nie za bardzo mogła cokolwiek zrobić, teraz sytuacja była zgoła odmienna. A jak Gemma się uweźmie, to nie ma zmiłuj.
- Cieszę się, że mam rodzinę, ale już lecę, bo podróż i coś tam, jakaś klątwa. No idiota jak nic! - podniosła głos, wyraźnie wprowadzona z równowagi psychicznej. - Słuchaj się no, Hatsu, czy jak tam się wabisz. Jeśli myślisz, że sobie teraz tak po prostu odjedziesz, a moje poszukiwania pójdą w pizdu, to się, kurwa, mocno zdziwisz. Jeżeli zaraz nie zejdziesz z tego pieprzonego konia i mi nie powiesz, co się stało dziesięć lat temu, to przysięgam ci jak tu stoję, że będę za tobą jechać tak długo, aż będziesz miał mnie dosyć! Nie mam nic lepszego do roboty, nie czeka mnie żadna świetlana przyszłość, więc co mi szkodzi! - krzyczała, gotowa do rzucenia w nim jakimś przedmiotem. Czymkolwiek, choćby kamieniem. Nie mogła pozwolić, żeby te wszystkie lata poszukiwań poszły na marne, a odpowiedź na dręczące ją pytania uciekła jej sprzed nosa. Była zbyt dumna, żeby przegrać w tak głupi sposób. Była zła, zresztą wyglądała na taką.
- Co mam ci powiedzieć? Mogę ci wyjawić, kiedy się urodziłam, jak nazywało się twoje rodzeństwo, jaką niespodziankę sprawili rodzicom, kiedy ich zdolności okazały się nie takie, jak trzeba. Dużo wiem, chwalili was wszystkich jak nie wiadomo co, a ja nie miałam nic. Nic! Teraz przynajmniej należy mi się wyjaśnienie. Tylko to. O tak wiele proszę? - zapytała, podchodząc gwałtownie do jego konia. Spojrzała mu prosto w oczy, oczekując odpowiedzi tu i teraz. Miała nadzieje, że dostanie to, na co czeka.


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








15.02.2015, 00:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stodoła karczmy "Pod wędzonym łososiem"
#8

Spojrzałem na nią zza ramienia. Było to spojrzenie pełne politowania, ale także zrozumienia. Byłem świadom, że musiała wiele przeżyć a jednocześnie mieć niewiele. Kurwa... Zrobiło mi się smutno. Nie znała rodziny, tak jak rodzina nie znała jej. Nie wiem dlaczego nigdy o niej nie słyszałem. Dlaczego rodzice nie wyjawili nam, że istnieje jeszcze jedna siostra? Czy na prawdę była gorsza? Kurde rozklejam się na stare lata. Temat rodzinny zawsze mnie ogarniał i wprawiał w poważny nastrój mimo, że na co dzień kwaśny ze mnie sukinsyn.
Lustrowałem ją wzrokiem, ale było to spojrzenie bardzo nieobecne. Zwłaszcza, kiedy biadoliła mi o obrazku kochającej się rodziny. Nie. Nie miałem praktycznie rodziców. Traktowali mnie jako przedłużenie rodu i to wszystko. Formalność. Jedynie rodzeństwo było moim wsparciem i dziadek. Nie mogę za to winić Gemmy o jej pretensję i złość. Ma do nich prawo. Na wzmiankę o "A wiesz ty chociaż, na kim chcesz się mścić?", oprzytomniałem i wysłuchałem jej tym razem bardziej uważnie. Kiedy skończyła odezwałem się krótko, odwracając wzrok.
- Na Pariasie. - Nie czułem się zobowiązany tłumaczyć dlaczego. To moja sprawa, związana z rodziną, którą znałem i mam podejrzenie, że również całym rodem. Nie chciałem mieszać się w zbędne dyskusje, dlatego podjąłem dalszy temat nie schodząc z Łaty.
- Na pewien sposób, wyjaśnianie pewnych rzeczy to wiele nawet jak dla mnie. - Zacząłem. - Określaj mnie jak chcesz. "Per tatuś", idiota, drań, sukinsyn, brat... Nie interesuje mnie to kim jestem teraz w twoich oczach. Chcę jedynie dążyć do celu i odstawić destrukcję, którą niszczę ludzi dookoła siebie. Nie chcę tego, więc nie chcę narażać ciebie. Tym bardziej jeśli jesteś moją siostrą Gemm. - Zerknąłem na nią poważnym, acz zdeterminowanym wzrokiem.
- Jeśli odpowiem na tyle pytań, na ile dam radę, pozwolisz mi odjechać? Nie mówię, że znam wszystko, ale trochę wiem, trochę się domyślam. Poza tym, nie chciałbym żebyś musiała sięgać po rozwiązania siłowe. Nie da się mnie zatrzymać, nikt nigdy tego nie dał rady zrobić. - Klepnąłem konika po łbie i zawróciłem go w stronę kobiety. Patrzyłem teraz bezpośrednio na nią ze skonsternowanym wyrazem twarzy.
- Wyjaw mi informacje o sobie. Kiedy się urodziłaś, jak ma na imię moje rodzeństwo. Wyjaw mi wszystko co wiesz, a następnie pytaj o co chcesz, a ja postaram się na wszystko odpowiedzieć. Oczywiście, pasuje ci taki układ? Czy jednak mój odjazd stąd taki prosty nie będzie? - Zadałem jej pytanie, nie do końca wiedząc czego powinienem się spodziewać. Na zewnątrz było cicho, wiał lekki wiaterek. Prawdopodobnie morska bryza. W końcu sam przybytek jest niedaleko przystani. Ech... Mam wrażenie, że żem wdepnął Abbadonowi na wściekłą pytę i teraz się chuj na mnie mści.

(Skasowałem sobie przypadkiem część tekstu i teraz piszę raz jeszcze, ale ciut krócej. Przepraszam, ale żem się zdenerwował x3)


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






24.02.2015, 23:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stodoła karczmy "Pod wędzonym łososiem"
#9

Nie chciała jego współczucia. Nie przewidziała, że jej zachowanie wzbudzi w nim żal, bardziej liczyła na odpowiedzialność czy chociażby męską dumę. Może nie wyglądała na taką, co zupełnie nie potrzebuje rodziny, ale już pogodziła się ze swoim losem. Gdy musisz szybko dorosnąć, nie ma czasu na rozckliwianie się nad ewentualnym brakiem wsparcia. Trzeba samemu sobie dać radę lub przynajmniej dobrze udawać, że nic złego się nie dzieje. A Gemma potrafiła okręcić sobie większość ludzi wokół palca, jakby to nie było nic trudnego. Zresztą znaczna część gawiedzi była bardziej niż głupia i uroczo naiwna, więc nie czuła się wyjątkowo. Nie był to dla niej żaden wyczyn.
Postanowiła wylać swoje żale bez względu na to, czy Duriel postanowi ją olać, czy wysłuchać. W tej chwili przed oczami miała tylko i wyłącznie swoje potrzeby, widok czubka własnego nosa absolutnie jej nie przeszkadzał. Jakoś nie przychodziło jej do głowy, że mógł wcale nie mieć tak kolorowo, jak ona sobie to wyobraża. Ale póki on sam w tym temacie jej nie oświeci, raczej nie przyjdzie jej to na myśl. Była egoistką i zdawała sobie z tego sprawę; najpierw jej interesy, potem reszta świata.
- Pariasie? Chodzi ci o tego gościa z Medeis? - zapytała, widocznie zaskoczona. Nie do końca była pewna, czy mówi serio. - Powiedz mi, że sobie jaja robisz, błagam, nie chcę pytać, czy cię pojebało. - zrobiło się Gemmie szkoda chłopaka, naprawdę. Doceniała, że ma cel, że wie czego chce, ale niechybnie porywał się z motyką na słońce. Słyszała o czynach tego jakże chwalebnego ugrupowania i pomimo bycia zimną suką nie podzielała ich racji. Chętnie pomogłaby załapać któregoś z tych skurwysynów, gdyby nie fakt, że oblewał ją zimny pot na samą myśl o stanięciu z takim twarzą w twarz.
- Rozumiem, że nie chcesz przypadkowych ofiar. Ale wiesz, samotność, prawdziwa samotność bez złudzeń, to stan poprzedzający obłęd lub samobójstwo. - powiedziała ze zmartwieniem w oczach. Nie wiedziała, co skłoniło ją do takiego dołującego stwierdzenia. Prawdopodobnie fakt, że nazwał ją "Gemm". Zawsze mięknie, gdy ktoś zdrabnia jej imię bez złych zamiarów czy podtekstów. - A twój cel to misja iście samobójcza. - dodała, podświadomie starając się wybić z jego głowy ten pomysł. Nie mogła dociec, co sprawiło, że przeszła w stan matczynego (siostrzanego?) instynktu. W końcu jednak westchnęła głośno, jakby chciała powiedzieć "rób, co chcesz" i odwróciła się, by podnieść trunek, który Duriel zostawił na pieńku. I nie omieszkała się troszkę napić.
- Strzała wbita w ciemię, między oczy albo w mięsień sercowy zatrzymuje każdego. Nieważne jak silny jest. Ludzie umierają, a ty nie jesteś nieśmiertelny. - powiedziała poważnym tonem, powoli podnosząc wzrok spod ciemnych rzęs. - Oczywiście nie planuję nikogo zabijać, jeśli nic mi nie zawinił. To poniżej mojej godności. - zarzuciła włosami prawie jak prawdziwa dama, po czym spojrzała na niego z obrażoną miną. - Chcę tylko powiedzieć, że chociaż jestem baba, to mogę ci tak przyfasolić, że ci nawet najlepsze doktory nie pomogą! I się ciebie nie boję, o! Nikogo się nie boję! No prawie nikogo. Ale ciebie na pewno nie! - burknęła jak urażone dziecko i zasiadła na pieńku, na którym dopiero co stał alkohol. Była bardziej niż pewna, że potrafi go zatrzymać na tak długo, aż powie jej wszystko, czego jest ciekawa.
- Eh, niech ci będzie. - westchnęła głośno, jakby chciała dać mu do zrozumienia, że to ona robi mu łaskę. - Urodziłam się pierwszego dnia pierwszego miesiąca. A skoro idzie mi już na trzeci krzyżyk... to będzie pewnie 884 roku ery Daimona. Nie mam zbyt dobrej pamięci do liczb... W każdym razie. Dziewczynie było na imię Ivia, chłopakowi Tooru. I co mnie bawi niezmiernie, żadne z nich nie było łowcą. Twoim rodzicom musiało być straaasznie przykro, nie? - uśmiechnęła się wrednie, starając się za bardzo nie śmiać. Jednak po chwili odchrząknęła i wróciła do jako takiej powagi. - Wychowywałam się kawałek od Varengardu, wciskali mi kit, że oddali mnie na wychowanie "żebym miała lepszy start", choć wersja "dwójka dzieci w tamtych czasach była nie do ogarnięcia" również była popularna. Gówno prawda, wiem, ale tajemnicę zabrali ze sobą do grobu. - rzuciła, wzruszając ramionami. Bolało ją cholernie, że nigdy nie dowie się, co było przyczyną odstawienia jej na bok, ale czas leczy rany. - Chcesz wiedzieć coś jeszcze? Moje zainteresowania, praca, gusta? Lubię skórować króliki o zachodzie słońca. Ich krew się cudnie zlewa z kolorem nieba o zmierzchu. - uśmiechnęła się ironicznie, zakładając nogę na nogę i opierając się za sobą na rękach. Była dziwna, chciała sprawdzić, czy to genetyczne.
- Swoją drogą, po co włóczysz za sobą tego wilka? Wierzysz, że przyniesie ci szczęście i nie spotka cię taki los, jak tamtych? Ja bym w takie bujdy nie wierzyła, legenda nie ochroni ci dupy. - co pomyślała, to powiedziała, dopiero potem wpadła na pomysł, że mogłoby go to obrazić. Ale nie przeprosiła. Nie poczuwała się do tego w ogóle.


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








25.02.2015, 23:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stodoła karczmy "Pod wędzonym łososiem"
#10

Spoglądałem na nią z politowaniem, ale też zrozumieniem dla jej braku ogłady i manier. Świat jest brutalny, a ona jak na geny Raikamich, dostosowała się idealnie. Niemniej nie wiedziała o mnie za wiele, tym bardziej nie znała moich mocy. Przez chwilę chciałem zaprzeczyć, kiedy uznała, że zabiłaby mnie strzałą, ale dałem sobie spokój. Może kiedyś dowie się, że nie ma możliwości zabić mnie tak łatwo.
Słuchałem jej uważnie aż skończyła swój wywód. Po tym jak wyjawiła mi datę urodzin oraz imiona mojego rodzeństwa, stałem się lekko zszokowany, lecz nie dałem tego po sobie poznać. Ucieszyłem się bardzo, że mam żyjącą siostrę. Nawet jeśli była piękną suką, którą dymałem kilka godzin temu, na prawdę byłem szczęśliwy, że nie zostałem sam na tym świecie.
- Hehe... Ta... Dlatego nie chciałbym żebyś posuwała się do rozwiązań siłowych. - Zacząłem mierząc ją od niechcenia wzrokiem. Chociaż bardzo korciło mnie żeby dodać coś w rodzaju "Mógłbym mieć nawet wielką dziurę w torsie, a i tak żył bym dalej" albo "Mogłabyś mnie zatrzymać na sianie. W sumie to ruchałbym dalej...", jednak ugryzłem się w język dając sobie spokój. Jeśli kiedyś będzie jej dane poznać moje sekrety, wtedy się dowie. No i nie jest to odpowiednia pora na walenie konia. Do tego czasu nie wiadomo czy będę jeszcze żył i czy sobie zaufamy. Chociaż byłoby miło znów poczuć obecność rodzeństwa. Grrr... Tyle, że przy Gemm będę miał często ochotę pobaraszkować. Niedobrze. Kolejny powód, żeby ruszyć w nieznane... W pizdu po prostu.
- Parias, nie Parias... Wielu trzepie portkami przed tym sukinsynem. Ja nie. Znam jego zakres zdolności, trochę o nim wiem, a ja już na pewno nie należę do słabeuszy. Być może jeszcze teraz nie jest odpowiednia pora na zemstę, jednak ten dzień niechybnie nadejdzie. Do tego nie mam wątpliwości. - Wyjaśniłem, dając Łacie jeszcze trochę łakoci jakie zostały mi w sakiewce przy siodle. Szczęściarz podszedł do mnie od niechcenia i stanął na tylnich łapach wyciągając pysk w moją stronę. Był inteligentnym zwierzakiem, ale przy tym dalej zachowywał swoje dziecinne zagrania z lat, kiedy jeszcze był malutki. Lubił, kiedy czochrałem go po głowie, a zwłaszcza za uszami. Jemu to sprawia przyjemność, a mi pozwala skupić się i przy okazji mam tę pewność, że nie stroi do mnie fochów. Miałem obawę, że po dzisiejszej nocy z Gemmą, Szczęściarz obraził się o swoją rolę strażnika. W końcu to ja go wyrzuciłem za siano, to ja kazałem wyjść ze stodoły i pilnować... A ten mimo wszystko, dalej chce mojego zainteresowania. Mówiąc krótko, nie jest źle. Gdyby się obraził, zostałbym zmuszony przekupić dziada jakimś na prawdę dobrym żarciem. Znając szczęściarza, królik byłby idealny.
Położyłem rękę na jego łbie i zacząłem go czochrać. Widać było wyraźnie, że sprawiało mu to przyjemność. Hehe, nawet ja muszę przyznać... Uroczy z niego wilk.
- Kiedyś nie wierzyłem w ten głupi przesąd, ale od kiedy mam go przy sobie, na pewien sposób zawsze miałem szczęście. O ironio, nawet on sam ma na imię Szczęściarz. W każdym razie... - Zerknąłem na nią pożegnalnym wzrokiem.
- Jeśli to wszystko o co chciałaś zapytać, ruszam w dalszą drogę. Pora mi znaleźć towarzyszy do gildii. - Oznajmiłem, lecz nim postanowiłem wyjechać na szlak, skończyłem mówiąc:
- Gemm... - Rozpocząłem, pieszczotliwie... Kurwa... Kurwa! Nie chciałem żeby tak to wyszło! Chciałem skończyć w obojętnym pożegnaniu, jak ten zimny skurwiel.
Ech... Jak zwykle pytom przez mordę. Klasyk. Czuję się teraz zmieszany. Tak ja! JA! Czuję się zmieszany... Może to wina alkoholu? Chędożyć to. Ogarnąłem myśli i przemówiłem.
- Tylko nie pij za dużo, popadniesz w alkoholizm jak ja swego czasu. A masz na to dużą szansę skoro jesteśmy bliźniakami. - Urwałem, otwierając drzwi od stodoły, jednak nie wychodziłem jeszcze. Światło lekko mnie poraziło, w końcu wewnątrz obiektu panuje półmrok, a było popołudnie. No dobra, dostałem światłem tak po oczach, jakbym dostał od pewnej młodej damy lewego sierpowego w jądra. Dosłownie. Tak mnie kurwa poraziło, że mnie mój mały admirał zabolał, a jajca zmroziło. Poślady to ja mam spięte z bólu.
Zmieniając sprytnie temat... Bądź co bądź... Trzeba przyznać, że jak na warunki Dravnulskie całkiem ładna pogoda, hehe. Nawiasem mówiąc pogoda, która stała się dla mnie pretekstem do chwili zatrzymania. Na pewien sposób miałem nadzieję, że Gemm jeszcze się odezwie i będzie chciała wiedzieć więcej. Nie miałem już wątpliwości, iż jest moją rodzoną siostrą. Nie obchodziło mnie dlaczego dopiero teraz dowiaduję się o jej istnieniu. Na prawdę ściskało mnie za serce ze szczęścia tak, jakby Ilhezin "jszczała" na moje skołatane rany ciepłym moczem. Możecie się śmiać, ale jak was sam bóg "ojszcza", to macie pełne prawo czuć się ochrzczonym.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2015, 01:40 przez Duriel.)



DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






26.02.2015, 01:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna