Rzeka "Smocza Łza"
#1

Swój bieg rozpoczyna pomiędzy Varengardem a Ruinami Miasta Norwel. Zwano ją "Początkiem", "Zgubą" lub "Źródłem". Nie bez powodu. Jak można usłyszeć w niektórych opowiadaniach od bardziej wygadanych bajarzy, ponoć to właśnie w jej okolicach zrodziła się plaga, która następnie zaatakował i zniszczyła piękne miasto Norwel. Nie da się stwierdzić, ile w tym prawdy, lecz z tego powodu przez dłuższy czas jej wody uważane były za przeklęte i nikt nie chciał nawet się do nich zbliżać, a co dopiero przeprawiać na drugą stronę. Jak jednak wiadomo, potrzeba jest matką wynalazków.
Kiedy miasto Norwel zamieniło się w Ruiny Miasta Norwel, przejście przez nie stało się niezwykle utrudnione. Tylko grupy wyszkolonych najemników potrafiły przetrwać tam chociażby jedną noc i nie wylądować w paszczy jakiejś bestii. To niezwykle utrudniło sytuację Varengardu, bowiem trasa handlowa została zablokowana. Przeprawianie się przez las za miastem Norwel również nie należało do najbezpieczniejszych. Łatwo się tam zgubić, no i wciąż pozostaje problem bestii, których nie ma może tyle, co w ruinach obok, mimo to wciąż stanowią zagrożenie. Ostatnim wyjściem oraz jednocześnie najkrótszą drogą okazało się przebycie rzeki. Ludzie, szczególnie kupcy, szybko zapomnieli o nieprzychylnych legendach i pierwsze karawany przedarły się przez "Zgubę", co ważniejsze, w nienaruszonym stanie.
Co sprytniejsi szybko zwęszyli łatwy zysk. Powstała cała sieć barek oraz łódek kursujących z jednej strony na drugą i z powrotem. Duża konkurencja sprawiła, iż cena nie jest aż tak wygórowana, jednak przewoźnicy nie dadzą się łatwo oskubać. Co chwilę straszą ryzykiem związanym z bestiami oraz zabezpieczeniem, jakie w związku z tym potrzebują. Oczywiście chodzi o pieniężne zabezpieczenie. To nie ważne, że już od wielu lat nikt nie widział ani jednego potwora w tych okolicach.
Przychodząc nad brzeg zastaje się zatem cały szereg małych portów i pracujących przy nich przewoźników. Liczba miejsc jest ograniczona, więc lepsze warunki trzeba wywalczać pieniądzem. Innym pozostaje cierpliwość lub płynięcie tratwą, która wygląda, jakby zaraz miała się rozwalić. Na szczęście wody rzeki zazwyczaj są spokojne i bardzo rzadko zdarza się, aby prąd niebezpiecznie przyspieszał. Mimo to słyszano już o kilku śmiertelnych wypadkach. Cóż, natura lubi płatać figle.
Aby ludzie nie bali się przeprawy tą drogą, wymyślono nową, przyjaźniejszą legendę opisującą narodziny rzeki. Otóż sama Ilhezin miała tutaj zapłakać, po tym jak wzruszyła się pięknem otaczającej ją okolicy. W miejscu, gdzie jej łza padła na ziemię powstała rzeka, która płynie do dziś. Stąd też wzięła się nowa nazwa, czyli "Smocza Łza". Jednak wciąż jest paru ludzi, którzy pamiętają, że jeszcze kiedyś nie bez powodu mówiono na nią "Zguba".
25.03.2015, 23:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#2

Pogoda dopisywała, więc nie zatrzymywałem się niepotrzebnie nigdzie po drodze. Cały czas starałem się brnąć przed siebie ku rzece o wielu nazwach, o której nie miałem jakiegokolwiek zdania. Wszelkie legendy, wierzenia ludzi i inne zabobony wkładałem sobie głęboko w dupę i uważałem za słuszne to co uważałem za słuszne. Jeżeli przewoźnicy będą żądali czegoś absurdalnego to niestety będę uważał za słuszne zastosowanie radykalnych środków wobec każdego kolejnego nie chcącego być wobec mnie fair. W najgorszym wypadku sam wpakuję się na łódkę i postaram się nie zwracać uwagi na prąd, ale może to się okazać ciężkie, bo poza kilkukrotnej kąpieli w kanałach nie miałem do czynienia z żadnym głębszym zbiornikiem wodnym. Mój własny zbiornik wodny zgodnie z oczekiwaniami szybko dał o sobie znać i po kilkunastu minutach żwawego marszu byłem zmuszony podlać kilka kęp trawy. Było to podwójnie pożyteczne, bo mi nie ciążył żaden balast i mogłem jeszcze trochę przyspieszyć wędrówkę nie skazując się na wycieńczenie. Cieszyłem się, że ten dzień zaczął się bez komplikacji i cały czas takim jest, bo w trakcie marszu nie doszło do żadnych komplikacji takich jak horda wygłodniałych potworów lub tabor żebrackich rabusiów zagradzających drogę strudzonego wędrowca i miałem nadzieję, że taki stan rzeczy utrzyma się do samej Teolii. Z każdym krokiem coraz bardziej zadowolony byłem ze swojej decyzji o wybraniu tej trasy, bo nie musiałem dobywać miecza, którego nie lubiłem obnażać jeżeli nie miało to na celu zarobienia srebra.
Verengard został już kawałek za mną, a ja czułem coś w rodzaju ulgi, że mogłem się pożegnać z całą przeszłością i całym syfem, który tam pozostaje. Od dzisiaj jedyne co łączy mnie z tamtym miastem to nazwisko... no i może miecz, który rzekomo został tam wykuty. Nigdy nie znałem się na znakach cechowych i takich pierdołach, więc równie dobrze mogłyby go wykuć czarodziejskie stworzenia w latającej kuźni, a i tak jedyne znaczenie miałoby dla mnie czy dobrze tnie.
Do rzeki zbliżałem się coraz bliżej i brakowało jedynie kilkunastu oddechów bym mógł zacząć ją dostrzegać z mojej trasy. Wiedziałem doskonale, że o ile nic niepożądanego nie przytrafiło mi się do tego momentu, o tyle przy samym brzegu mogę doznać jakiegoś nieprzyjemnego rozczarowania, czy jak to tam się zwie. Zawsze nazywałem rzeczy, które mi nie pasują wkurwiającymi, chociaż też do końca nie wiedziałem jak można się tak wkurwiać jak większość ludzi. Oby podróż minęła jak najszybciej - większe miasta, burdele, gospody i porty czekają na moje przybycie, a ja niewątpliwie nie mogłem się doczekać spotkania z nimi.
26.03.2015, 20:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#3

Podróż okazała się całkiem szybka i już dosłownie po kilkudziesięciu minutach do uszu akolity dochodził szum wody płynącej w dół, wprost do Morza Klifowego. Dosłyszał również coś, co w takim miejscu mogło wydawać się co najmniej zastanawiające - był to mianowicie odgłos ludzkich rozmów. Szum niczym na bazarze, gdzie kupcy wykłócają się z klientami lub innymi kupcami. Było to o tyle osobliwe, iż Tehacell znajdował się w samym środku lasu, gdzie spotkanie chociażby jednej żywej osoby mogło się wydawać niezwykłym zbiegiem okoliczności. Po kilku następnych krokach zagadka się rozwiązała.
Oto Akolita dotarł do brzegu rzeki. Nie on pierwszy i nie ostatni. Pierwsze co rzucało się w oczy, to trzy małe mola, zbudowane z desek. Przycumowane były do nich małe barki przewoźne, przy których stały grupki ludzi. Większość z nich stanowili ludzie chcący przedostać się na drugą stronę rzeki. W mniejszości pozostawali przewoźnicy. Łatwo było ich jednak wyłapać. Szelmowski uśmiech, błysk w oku oraz postura zdradzająca dużą pewność siebie. Ludzie zysku, dla których jedyną wartością jest pieniądz. I którzy właśnie odkryli interes zapewniający dużą ilość pieniędzy. Stali pomiędzy kupcami, wysłuchując ich krzyków. Że za drogo, że to kpiny, że ktoś inny na pewno zaoferuje korzystniejsze warunki. Jednak każdy szanujący się kupiec musiał skorzystać z ich usług, jeśli nie chciał, aby jego towar spoczął na dnie Smoczej Łzy. I przewoźnicy bardzo dobrze o tym wiedzieli. Dlatego nawet na chwilę nie ulegali presji handlarzy. To oni dyktowali warunki oraz stawki.
To było jednak miejsce dla kupców i ludzi bardziej majętnych, którym zależało na jak najlepszych warunkach. Tehacell raczej nie miał czego tutaj szukać. Dalej dostrzec było można już pojedynczych przewoźników, oferujących swoje łódki, tratwy i jeszcze inne środki transportu na drugą stronę rzeki. Im dalej się szło, tym lichsze były to propozycje, ale równocześnie cena także spadała. Tutaj już raczej znajdowały się mniejsze grupki ludzi, którzy po prostu musieli dostać się na drugą stronę rzeki, bez towarów, bez niczego, najemnicy podobni Tehacellowi. Łódki zazwyczaj zabierały ze sobą od pięciu do siedmiu osób, była więc możliwość aby się z kimś dogadać. Większość jednak pilnowała swojego interesu.
28.03.2015, 21:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#4

Szum wody i widok tłumków przy brzegu rzeki - dotarłem do pierwszej przeszkody. Przy pomostach ustawionych w poprzek rzeki przebywało mnóstwo kupców wraz z ich towarami na barkach, przewoźnicy którzy w istocie mogli zirytować każdego kto tylko na nich spojrzał oraz oczywiście najemnicy. O ile zawsze chętnie oferowałem kupcom swoją pomoc i pytałem czy nie chcą kupić miecza i kogoś kto będzie go dzierżył na jeden bądź dwa dni, tak teraz w żadnym wypadku nie zamierzałem kotłować się między tymi kolorowymi krzykaczami. Dość się pewnie ich nasłucham w Teolii, o ile uda mi się przekroczyć jakoś tę obsraną rzekę. Pierwsze co zrobiłem zastanawiając się nad wszelkimi logicznymi wyjściami było dokładne obejrzenie każdego z pomostów i ustalenie, który z nich najbardziej by mi odpowiadał. Chciałem się przeprawić na drugi brzeg możliwie jak najtaniej i w miarę możliwości nie utonąć. Od razu stwierdziłem, że najłatwiej będzie iść wzdłuż rzeki do coraz to bardziej biednie wyglądających przewoźników, a także takich przy których będzie się kłębiło możliwie jak najmniej ludzi pragnących także przepłynąć sucho na drugi brzeg. Chciałem upatrzyć sobie jakiś niewielki pomost, przy którym stało góra pięć albo sześć osób i czym prędzej bez żadnych ogródek podejść prosto do przewoźnika z propozycją zapłaty za jak najszybszy transport. Nie miałem zamiaru dogadywać się z resztą ludzi, dzielić kosztów między nimi, układać się czy dogadywać... oczywiście jeżeli przewoźnik zaproponuje cenę za przerzut na drugi brzeg całej załogi to nie pozostanie mi nic innego jak dogadać się z resztą, albo w ostateczności zasugerować pewne warunki właścicielowi łodzi. Póki co jednak chciałem do wszystkiego podejść spokojnie, nie dając po sobie poznać jaką ilością srebra dysponuję.
03.04.2015, 12:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#5

Wybór był całkiem spory, niestety ludzi też było całkiem sporo. Co bardziej rezolutni przewoźnicy krzyczeli swoje propozycje, aby zachęcić niezdecydowanych. Niższe ceny, lepsze warunki, szybszy transport. Różne propozycje padały z ich ust. Atmosfera naprawdę przypominała tę z targowiska. Brakowało tylko porozstawianych tu i ówdzie stoisk prezentujących swoje towary. Chociaż znając ludzką chciwość, zapewne było to jedynie kwestią czasu.
Wreszcie Tehacell zauważył coś, co mogło go zainteresować. Była to mianowicie tratwo-łódka. Całkiem spora, mogła pomieścić kilka osób. Może nie wyglądała najsolidniej, z drugiej jednak strony wydawało się, iż przetrwa ewentualną podróż na drugą stronę. Stała przy niej czwórka ludzi, a pomiędzy nimi przewoźnik. Był to młody, wychudzony chłopak, miał około dwudziestu lat. Jego twarz wyrażała spokój, a wręcz znudzenie, oczy były podkrążone, usta wygięte w grymasie. Ręce miał założone na klatce piersiowej. Kiedy Akolita podszedł do grupki, przewoźnik uznał, że taka grupa go satysfakcjonuje.
- Nazywam się Ader i biorę po piętnaście srebrnych smoków od głowy. Dodatkowe pięć, jeśli pogoda się zepsuje, ale to wam raczej dzisiaj nie grozi. Plus pięć brązowych za ryzyko związane z bestiami. No wiecie, to niebezpieczna okolica - poinformował ich i uśmiechnął się nieprzyjemnie. Żaden z zainteresowanych mu nie odpowiedział. - Podróż zajmie chwilę, zapewniam że będziecie zadowoleni z przeprawy i dotrzecie tam, gdzie chcecie dotrzeć. No to jak? Nie mam całego dnia.
Trójka z pięciu obecnych zdecydowała się uiścić zapłaty. Pozostał tylko Tehacell i jeden mężczyzna, który rozważał ofertę. Przewoźnik czekał na ich decyzję z lekkim zniecierpliwieniem wymalowanym na twarzy.
07.04.2015, 13:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#6

Idąc wzdłuż rzeki w końcu natrafiłem na przewoźnika, który najbardziej mi odpowiadał. Nie wyglądał na zbyt zamożnego, a tym bardziej jego łódź, którą bardziej można było nazwać tratwą. Pomyślałem sobie, że może taki gość nie będzie chciał dużej zapłaty za przewóz na drugi brzeg, bo w końcu warunki były na prawdę na niskim poziomie, a Ader - bo tak się przedstawił - straszył jeszcze jakimś atakiem bestii. Chłopaczek był dużo młodszy ode mnie, ze dwa razy mniejszy i nie miał chyba przy sobie żadnej broni. Było to o tyle dziwne, że za przewóz liczył sobie piętnaście srebrnych smoków od głowy, a przewoził samych najemników uzbrojonych po zęby nie mając żadnej eskorty na swojej tratwie. Wydało mi się to na tyle podejrzane, że musiałem całą sprawę na spokojnie przemyśleć nim zdecydowałem się sięgnąć do mieszka z monetami. Trzech facetów nie zastanawiało się długo i bez gadania wręczyli ustaloną kwotę do rąk Adera, pozostawiając tylko mnie i jednego gościa, którego widocznie też dopadły wątpliwości. Coś mi tu śmierdziało, bardzo możliwe że na końcu tego krótkiego rejsu mogła czekać kupa jego ziomków z mieczami, albo jeden z płynących z nami ludzi po prostu odgrywał rolę zbłąkanej duszyczki będąc w rzeczywistości ochroniarzem przewoźnika. Jeżeli wszyscy mu zapłacimy to będzie miał prawie osiemdziesiąt sztuk srebra, a to jest suma za którą można na poziomie żyć przez prawie tydzień... nie za takie sakwy zabijają oprychy. W każdym razie nie mogłem póki co kręcić nosem na takie warunki - przekonam się na drugim końcu brzegu czy moje przypuszczenia są słuszne. Sięgnąłem ostrożnie do torby i wyjąłem z sakiewki piętnaście srebrnych monet oraz pięć brązowych, które zażyczył sobie naciągacz mimo że miał na łodzi przynajmniej jednego gościa mogącego sobie poradzić z takimi bestiami, które nie zniszczyłyby tratwy jednym ruchem. Wręczyłem odliczoną kwotę Aderowi, po czym schowałem mieszek z resztą pieniędzy z powrotem do torby. Postanowiłem, że uważnie przyjrzę się teraz pozostałej załodze płynącej wraz ze mną w tym dziwacznym rejsie. Nie wierzyłem, żeby któremukolwiek z nich nie przyszło do głowy pożyczenie sobie sakiewki smakowicie wypchanej srebrem. Ja oczywiście niby przypadkiem podrapałem się stopą o stopę by upewnić się, że sztylet w cholewie buta jest dobrze schowany i nikt go nie zauważy, a następnie stanąłem z dłońmi opartymi o biodra. W takiej pozycji czułem się pewnie, bo miałem miecz pod ręką... a miałem dziwne wrażenie, że może się przydać jeszcze dzisiaj.
14.04.2015, 18:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#7

Kiedy Tehacell postanowił zapłacić odpowiednią kwotę, Ader przyjął pieniądze z uśmiechem, a następnie wskazał mu palcem na swoją łódkę. Ostatni z mężczyzn jednak zrezygnował z przeprawy lub też z przewoźnika. W każdym razie chwilę jeszcze pogadał z chudym chłopakiem, a następnie odwrócił się i poszedł szukać szczęścia gdzieś indziej.
Kiedy wszystko było już przygotowane, okazało się, iż Ader był nie w ciemię bity. Zagwizdał i przybiegł do niego jeszcze młodszy chłopak. Przewoźnik rzucił mu sakwę wypchaną pieniędzmi od swoich klientów, wydając przy tym jakieś instrukcje. Młodzik kiwnął głową, po czym odwrócił się i odbiegł wraz z monetami. Innymi słowy przewoźnik wchodził na łódkę bez ani jednego smoka, za chroniło go przed ewentualnymi klientami, którzy zażyczyliby sobie zwrotu po drugiej stronie rzeki.
Jeśli zaś chodzi o chwilowych kompanów Akolity, to trzeba przyznać, iż była to całkiem interesująca grupka. Jednak prawdopodobnie wszyscy mieli podobne cele co Tehacell. Przedostać się na drugą stronę, aby zacząć tam nowe życie. Pierwszy jegomość był niski i dosyć pulchny. Nie wyglądał na wojownika. Miał czarne, kręcąne i posklejane włosy, przylepiające się do jego głowy. Strój był całkiem przyzwoity, ale w kilku miejscach dało się dostrzec ślady używania. Co jakiś czas spoglądał z lekkim niepokojem na tymczasowych towarzyszy, widocznie mając podobne obawy co Tehacell.
Drugi z mężczyzn był co prawda niższy od Akolity, ale i tak nie miał się czego wstydzić. Wydawał się też całkiem nieźle zbudowany. Pod jego nosem znajdowały się imponujące, brązowe wąsy, tego samego koloru były krótkie włosy. Z wyglądu można mu było przypisać około czterdziestu lat. Co jednak najistotniejsze, nosił na sobie lekką zbroję. Pod płaszczem dało się dostrzec napierśnik oraz kolczugę. Jednak jego ręce oraz nogi pozostawały niechronione. Gdy usiadł, położył na swoich udach pochwę z mieczem w środku. Piwne oczy zapatrzył się w jakiś niewidzialny punkt. Albo nie dostrzegał zagrożenia w ludziach, z którymi płynął, albo potrafił to bardzo umiejętnie ukryć.
Ostatni z płynących był mężczyzną około trzydziestu lat. Miał kilkudniowy zarost oraz dwie małe blizny, widoczne na prawym policzku. Spojrzenie jego niebieskich oczu spoczęło parokrotnie na pozostałych, zaraz jednak schował je pod kapturem swojego płaszcza. Teraz można było tylko dostrzec jego brodę oraz usta, które wydawały się wyrażać wieczne niezadowolenie. Usiadł, założył ręce na klatce piersiowej i odciął się od reszty załogi. Mógł uciąć sobie drzemkę albo też czuwał, gotów w każdej chwili zareagować. Trudno było powiedzieć o nim cokolwiek więcej.
- No to płyniemy, mości Panowie - poinformował ich Ader, zjawiając się między nimi wraz z długim kijem, który posłużył mu do odepchnięcia swojej łódki od brzegu. I już kilkanaście sekund później płynęli na drugą stronę.
Przez kilka pierwszych minut podróży, wszystko przebiegało spokojnie. Płynący zajmowali się swoimi myślami, w ciszy kontemplując otaczającą ich przyrodę. Zostawili za sobą zgiełk tamtej strony rzeki i po chwili do ich uszu docierał jedynie monotonny dźwięk płynącej wody. Ader powolnymi ruchami poruszał długim kijem, starając się koordynować kierunek płynięcia. Był jednak piękny, spokojny dzień, więc przewoźnik nie miał zbyt wiele do roboty. Do czasu.
Gdy byli już mniej więcej w połowie drogi, jeden z mężczyzn nagle wstał, przyciągając tym samym zainteresowanie całej załogi. Był to tajemniczy trzydziestolatek z niezadowoloną miną. Odsłonił swoją twarz i zerknął na każdego z płynących.
- Wyskakujcie z monet - zarządził, a w jego dłoniach pojawiły się krótkie sztylety. Mówił spokojnie, jednak w jego tonie dało się dosłyszeć cień groźby.
- O nie - sapnął ten grubszy i zanim ktokolwiek zdążył zareagować, wskoczył on do wody. Postanowił spróbować swoich sił w pływaniu do brzegu. Agresor skwitował to cichym prychnięciem.
- Cholerny tłuścioch - burknął tylko, a następnie uniósł sztylety w górę. - No. Dawać pieniądze. Wiem, że je macie. I nie próbujcie niczego głupiego.
- Ja przy sobie nic nie mam, więc możesz sobie odpuścić. - Stwierdził Ader, przyglądając się uważnie napastnikowi. Nie wyglądali na współpracujących ze sobą. Z drugiej strony chłopak był nienaturalnie spokojny. Być może przywykł do takich sytuacji.
- Zamknij pysk, nie mówię do ciebie szczeniaku. Ty, wąsaty. Miecz do wody albo sam tam trafisz z dziurą w brzuchu. A ty ani drgnij, dryblasie. Jeśli będziecie współpracować, to wszyscy spokojnie dopłyniemy na drugi brzeg. - Mężczyzna wydawał się pewny siebie, pomimo tego, że był sam na dwóch. Patrzył to na starszego najemnika, to na Tehacella, czekając aż wykonają jego polecenia. Wąsacz rzucił Akolicie krótkie spojrzenie, a następnie skupił swoją uwagę na napastniku. Też nie wyglądał na spanikowanego. Tylko mocniej ścisnął pochwę z mieczem. Nie poruszył się jednak. Czekał.


// - 15 srebrnych, 5 brązowych
19.04.2015, 13:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#8

A więc okazało się, że Ader miał jednak trochę oleju w głowie - w momencie gdy wchodziłem ostrożnie na łódź, ten zagwizdał i pojawił się jego przydupas. Nim się obejrzałem zwinął sakiewkę ze srebrem i brązem, a następnie zniknął gdzieś w oddali. Nie ukrywam, że przeszło mi przez myśl ograbienie przewoźnika w przypadku gdyby okazało się, że nie będę miał z tego wielkich problemów po drugiej stronie rzeki. Teraz jednak jedyne co mi pozostało to pożegnanie się z moimi smokami i liczenie na szybki zarobek w Teolii.
Oprócz mnie na łódź wpakowało się trzech chętnych, którzy niewątpliwie byli ciekawymi towarzyszami podróży. Takich jak oni naoglądałem się w Varengardzie od groma i nie robiły na mnie większego wrażenia takie atrybuty jak kaptur na brzydkiej mordzie jednego z nich lub wielki miecz tego drugiego. Najbardziej wyróżniał się trzeci facet, który najmniej pasował do całego tego krajobrazu... był to prawdopodobnie jakiś rzemieślnik, który nie miał zbyt wiele oleju w głowie, bo wpakował się na łódź z dwoma uzbrojonymi gośćmi w zbrojach i jednym, który pewnie i tak ukrywał jakieś ostrza pod swoim płaszczem. W końcu jednak cała nasza piątka odbiła od brzegu i powoli zaczęła się przemieszczać w kierunku drugiego brzegu Smoczej Łzy. Stałem spokojnie na tratwie spoglądając na otaczające mnie krajobrazy cały czas będąc gotowy do interwencji, z rękami na biodrach jak to już miałem w zwyczaju. Jednak mniej więcej w połowie rzeki moje obawy okazały się całkowicie uzasadnione - jeden z płynących także miał w głowie myśl o szybkim zarobku poprzez kradzież. Jego blizny na twarzy i szybkie przywołanie dwóch niewielkich ostrz w dłonie mogło świadczyć, że w swoim zbójeckim fachu mógł być dosyć doświadczony. Mnie to jednak nie obchodziło - nie miałem najmniejszego zamiaru rozstawać się z moją i tak ubogą już sakiewką. Musiałem przecież zapewnić sobie jakieś życie do momentu pierwszego zarobku, który może nie nadejść wcale tak rychło. Pierwszy w tym przypadku zareagował tłuścioch, który bezczelnie wskoczył do wody udowadniając swoje ubytki w logicznym myśleniu - jeżeli wierzy w jakichś bogów to niech się modli o szybką i bezbolesną śmierć z rąk jakiegoś rzecznego potwora, bo nie dawałem mu żadnych szans na dopłynięcie do któregokolwiek brzegu, a utopienie się do najprzyjemniejszych agonii nie należało. W końcu dlatego działali tutaj przewoźnicy - przepłynięcie rzeki wpław do najprostszych rzeczy nie mogło należeć. Oczywistym było, że Ader nie posiadał przy sobie żadnego srebra, bo przecież całe zostawił na brzegu zapewniając sobie bezpieczeństwo... bystry chłop, jeszcze może dostanie ode mnie napiwek, jeżeli cała ta sytuacja skończy się pomyślnie dla mnie. Ostatecznie łotr z przeoranym ryjem okazał się na dość nieciekawej pozycji, bo miał naprzeciwko siebie dwóch dużych chłopów w zbrojach, z dużymi mieczami i prawdopodobnie z dużymi umiejętnościami, jeżeli wąsacz zajmował się tym samym co ja. Czym innym było bycie najemnikiem uczciwie zarabiającym na niejednokrotnie bardzo trudnych zadaniach, a czym innym bycie zbirem nieuczciwie zarabiającym na napadaniu słabszych. O nie kolego, nie takie numery z Tehacellem Grastem - obyś był tak samo głupi jak ten grubas w wodzie, bo przynajmniej moje psychiczne sztuczki zadziałają na ciebie z większą siłą.
Wąsacz zareagował bardzo spokojnie, trzymając rezerwę i jedynie zaciskając palce na rękojeści miecza. Ja z kolei nie zamierzałem siedzieć bezczynnie i czekać aż sztylet poleci w kierunku mojej głowy. Udając, że podnoszę dłonie nad głowę patrzyłem napastnikowi głęboko w oczy i na wysokości skroni szybkim ruchem dłoni przyłożyłem palce do głowy koncentrując się na Ciosie Psionicznym wycelowanym prosto w łotra. Nie wiedziałem czy to wystarczy, jednak nie miałem ochoty stosować dwóch sztuczek pod rząd, które niewątpliwie zadziałałyby w stu procentach i brzydki łotrzyk skończyłby swój żywot o wiele szybciej i w sposób bezpieczniejszy dla mnie. Postawiłem jednak na moje zamiłowanie do hazardu i jedynym zaklęciem użytym przeze mnie było to kompletnie dekoncentrujące. W końcu miałem za sobą jeszcze jednego człowieka, który w razie czego mógł pomóc - raczej też nie miał w zwyczaju oddawać swoich monet jakimś podejrzanym zbirom ze sztyletami. Następną moją akcją był szybki odruch dobycia miecza i po prostu jednego, sprawnego cięcia w okolice szyi dzierżąc miecz w dwóch dłoniach. Starałem się to zrobić tak aby nikt postronny nie stracił głowy, a tym bardziej Ader, który miał nas jeszcze odprawić na drugi brzeg. Było to najefektywniejsze zagranie, bo na przeciwników rozkojarzonych Ciosem Psionicznym najlepiej było nacierać szybko i kończyć ich żywot nim zastanowią się co się dzieje w ich głowie. Miałem nadzieję, że przeciwnik nie okaże się jakimś wielkim wojem i jego niechroniona żadną zbroją głowa po prostu spadnie na tratwę lekko ją brudząc. Spokojnie, panie Ader - dalej rozważam napiwek za pomyślność, najwyżej dołożę za bałagan. Miałem tylko nadzieję, że gdy wszystko pójdzie tak jak sobie to zaplanowałem to ciało tego frajera nie wpadnie bezczelnie do wody pociągając za sobą sztylety i może jakieś inne łupy, które udało mu się zwinąć po drodze do rzeki. Oby mój drugi towarzysz podróży nie okazał się taką samą szują jak ten brzydki i nadal siedział z ręką na mieczu nie wykonując żadnych pochopnych ruchów w moim kierunku.
21.04.2015, 12:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#9

Atak psioniczny okazał się całkiem skuteczny. Przynajmniej takie można było odnieść początkowe wrażenie.
Bandzior nagle krzyknął, łapiąc się za głowę. Sztylety wyleciały z jego dłoni, upadając na podłoże tratwy. Mężczyzna był aktualnie niezdolny do ataku. Wykorzystał to wąsacz i zanim Tehacell zdążył w ogóle sięgnąć po swoją broń, jego klinga była już obnażona i kierowała się w stronę zdekoncentrowanego bandziora. Jak do tej pory wszystko szło całkiem pomyślnie. Niestety atakujący ich mężczyzna również nie należał do byle rzezimieszków.
Gdy wąsacz zaatakował, jego miecz przeciął... powietrze. Mężczyzna stojący w tamtym miejscu nagle się zdematerializował, tak jakby nigdy go tutaj nie było. Zniknęły również sztylety, dosłownie ułamek sekundy wcześniej leżące na deskach tratwy. Starszy najemnik zaklął siarczyście, a Akolita usłyszał śmiech za swoimi plecami oraz nieprzyjemne kłucie pomiędzy łopatkami.
- Myślisz, że tylko ty znasz magiczne sztuczki? - Zapytał bandzior, stojący tuż za plecami Tehacella. Drugi pojawił się obok przewoźnika z parszywym uśmiechem wymalowanym na twarzy.
- Iluzja... - Warknął wąsaty, patrząc na przeciwnika lub jego kopię. Trudno było w tej chwili określić, który z nich był prawdziwy. A może żaden nie był?
- Ostrzegałem was, żebyście nie kombinowali, bo to się źle dla was skończy. - Przypomniał napastnik i mocniej wbił ostrze w plecy Akolity. - Mówię to po raz ostatni. Stary wyrzuca miecz do wody, a dryblas się nie rusza. Drgnij chociaż, a poszukasz tamtego grubasa na dnie rzeki. I wyskakujecie z monet. Lepiej mnie kurwa posłuchajcie, bo zaraz stracę cierpliwość - warknął ten przy przewoźniku, spoglądając na dwójkę rywali. W tej chwili przewaga liczebna nie miała większego znaczenia.
Nieszczęsny Ader nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Prawdopodobnie jego jedynym celem było wyjście z całej tej kabały bez uszczerbku na zdrowiu, niezależenie od tego kto wygra. Niestety znajdował się teraz w polu rażenia i najwyraźniej doszedł do wniosku, iż bezczynne stanie i przyglądanie się wcale mu nie pomoże. Z niezwykłą zwinnością wyciągnął kij z wody, a następnie machnął nim zamaszyście, celując w głowę zbira. Niestety okazało się, że była to jedynie kolejna iluzja, bowiem mężczyzna znów zniknął, tak jakby nigdy go tutaj nie było.
- Uważaj! - Krzyknął wąsacz w stronę Tehacella, bowiem teraz to Akolita znajdował się w bezpośrednim niebezpieczeństwie, ponieważ jedyny widoczny w tej chwili bandzior stał tuż za jego plecami, wciąż przykładając sztylet do jego pleców.


// -8PM
29.04.2015, 16:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#10

Sytuacja stała się tak zagmatwana, że przez chwilę żałowałem mojej decyzji o wyborze tej tratwy... Co prawda mój obezwładniający cios trafił prosto w pysk napastnika i jeszcze zanim zdążyłem dobyć miecza wtrącił się wąsacz, to jednak nic nie wyszło tak jak miało wyjść. Iluzja, sztuka której spodziewałem się najmniej, bo jedyną osobą jako tako posługującą się nią jaką znałem byłem ja. Z tym, że ja władałem nią na iście amatorskim poziomie i zawsze marzyłem o wykreowaniu pełnej iluzji siebie samego, a ten zbir to potrafił. Byłem idiotą, że nie przewidziałem u niego zdolności magicznych, w końcu wyskoczył sam na cztery osoby, jakkolwiek nie wyglądały. W każdym razie miecz wąsatego najemnika przeszedł przez iluzje jak przez masło, a zbir pojawił się bezpośrednio za mną wciskając sztylet pod łopatkę. Co prawda miałem pod płaszczem kolczugę, której ten mógł jeszcze nie wyczuć, ale nie była to najlepsza ochrona przed ukłuciem sztyletem. Albo wiedział już o zbroi, ale wiedział też że nie uchroni przed sztyletem... po tym co przed chwilą zobaczyłem mogłem już spodziewać się wszystkiego. I jeszcze skurwiel mnie od dryblasa wyzywa, no przysięgam że dzisiaj to on wyskoczy z monet, a nie ja. Spodobało mi się zachowanie Adera, który szybkim ruchem strącił jeszcze jedną iluzję, co mogło świadczyć o tym, że ten prawdziwy znajduje się bezpośrednio za mną. W końcu irytujące dźganie mnie w plecy było autentyczne, więc albo jego klony były tak dobrze dopracowane, że działały na wszystkie zmysły, albo po prostu za mną stał już ten jedyny zbir, który zaczynał działać mi na nerwy. Szkoda, że nie był w zasięgu wzroku, mógłbym cokolwiek zdziałać, bo tak to nie mogłem zrobić nic poza posłusznym wykonywaniem jego rozkazów. Jednak były nieco sprzeczne.
No dobra, każesz mi nie drgnąć i jednocześnie wyskakiwać z monet. A za miecz wąsacza dostałbyś w zbrojowni pewnie więcej niż ma w mieszku. Ja sam mam tylko na nocleg. Weź sztylet to wyskoczę z monet. - powiedziałem dyplomatycznie do rzezimieszka nauczony doświadczeniem, że niekiedy dobrze było przez chwilę porozmawiać z potencjalnym celem egzekucji. Teraz jednak było to moje jedyne wyjście, nie mogłem przecież sięgnąć do torby z ostrzem pod łopatką bo nie wiadomo co strzeliłoby mu do łba. Teraz mogłem tylko czekać, może wąsacz też wymyśli jakiś niecny plan? Dobrze by było gdyby jednak jego miecz nie znalazł się w rzece...
17.05.2015, 14:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna