Karczma "Trzy Kości"
#21

MG


Prorok Najsłodszej Pani Ilhezin odszedł bezpowrotnie. Choć wydawać by się mogło że odszedł w okropny sposób, na ziemi podczas akcji ratunkowej. Lecz ostatecznie staruszek sprawił że odszedł w piękny sposób. Jak prawdziwy artysta.
Rosły kapłan Ilhezin wznosił wpierw lamenty lecz po chwili pomodlił się o wstawiennictwo dla tego świętego człowieka.
Chwilę trwając w takiej sytuacji kapłan załkał. Z radości. Spoglądając przez łzy na swe dłonie dojrzał na jednym ze swych palców czerwoną gęstą kroplę która rozmazała się na jego palcu.
- Panie kapłanie. To chyba należało do pana przyjaciela?
Tresh nie miał czasu zastanowić co takiego na jego palcu się znajdowało bo oto poczuł ciągnięcie za rękaw swej szaty. To był chłopiec stajenny który przytoczył do kapłana wózek z laleczkami należący do Elenchosa. Chłopiec trzymał się za tył głowy i widać było że nie za dobrze się czuje mimo że starał się uśmiechnąć w stronę pogrążonego w modlitwie i smutku kapłana.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






03.08.2016, 11:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Trzy Kości"
#22

STRAŻNIK
Słoneczne i ciepłe popołudnie, wiatr w dalszym ciągu chętnie tańczy pośród przechodniami.
Jeszcze spokojny dzień w karczmie, chociaż po zgromadzonych widać oznaki niezadowolenia.



W karczmie pobrzmiewał delikatny, choć wyraźnie fałszujący, dźwięk liry. Młody grajek siedział dla miejscu dla artystów, ale po obecnych tutaj ludziach można było zauważyć, że powoli mieli dość słuchania źle pociągniętej struny. On zaś stresował się jeszcze bardziej, ilekroć spojrzał na zebraną tutaj gawiedź. Zdecydowanie brakowało mu wprawy, a także umiejętności występów przed nieco szerszą publicznością.
Przy jednym ze stolików siedział tajemniczy osobnik. Kaptur na głowie i półmrok na twarzy skutecznie zakrywały jego oblicze. Dodatkowo, zapewne umyślnie, usiadł tak, by światło z kominka nie pokazywało kim jest. Przed nim stał kufel, prawdopodobnie z piwem lub innym lekkim trunkiem. Wydawał się nie być zainteresowany wyrzuceniem grajka z jego miejsca, a jedynie czekał na coś. Dodatkowo siedział samotnie, a kiedy tylko ktoś próbował się przysiąść i uraczyć go kolejną pijacką opowieścią, pewnym nieznanym sposobem odganiał każdego. Może to jego mroczna aura bijąca od niego?
Kiedy szamanka przekroczyła próg karczmy, mężczyzna uśmiechnął się pod nosem. Trzymając dłonie na okrągłym stoliku, podniósł palec wskazujący prawej dłoni, przesuwając nim podobnie jak czyni to wskazówka metronomu. Czyżby to właśnie on był autorem liściku, który trafił do pracowni Athlauny? Dopiero po chwili kobieta mogła dostrzec także ducha wałęsającego się po przybytku, zaczepiającego każdego kogo popadnie, ale bez większego skutku. Wysoki, długowłosy blondyn o wyjątkowo delikatnych rysach twarzy szukał pomocy. Niestety zapewne nie był świadomym tego, że jako istota niecielesna, jest niewidoczny dla zwykłych śmiertelników.


Mistyk będący w cieniu... Tysiąca słońc






05.12.2017, 12:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Trzy Kości"
#23

Athlauna przemieszczała się pomiędzy stolikami z delikatnym uśmiechem, gracją i lekkością, zdejmując w trakcie ciemny płaszcz z kapturem. Trzymając go zwinięty na ramieniu, z pewnością siebie, która przykuwa uwagę, zignorowała tajemniczego mężczyznę, grajka i spanikowanego ducha, kierując się wprost do szynkwasu.
Czyżby wdowa Voegembe nie zauważyła tego dziwnego znaku zakapturzonego osobnika? Skądże. W momencie, gdy szła, znajdując się naprzeciwko, spojrzała się wprost na niego. Nieznaczne uniesienie brwi to była jedyna reakcja świadcząca o tym, że domyślała się, że to właśnie on przekazał liścik bezdomnej. Jednakże coś musiało się jej nie spodobać, skoro nawet nie raczyła odezwać się słowem. Ba, ubrana w czarne, obcisłe, z wysokim stanem spodnie, poruszyła zalotnie biodrem w momencie, gdy go bezczelnie wyminęła.
Athlauna nawet nie zamierzała siedzieć przy jednym stole z kimś, kto wyglądał bardzo podejrzanie. Jeszcze powstałyby niechciane plotki na jej temat!
Szamanka zamierzała zamówić przy ladzie kieliszek wina, najlepiej czerwonego, mając równocześnie nadzieję, że nie będzie to kosztować nazbyt drogo. W międzyczasie chciała dyskretnie przyjrzeć się całej sytuacji. Najpierw przyglądała się otoczeniu - chwilę wystarczającą na mrugnięciem okiem poświęciła na nieudolnego grajka, potem nieco dłużej na ducha, który próbował zwrócić na siebie uwagę żywych, aby następnie przyjrzeć się mężczyźnie w kapturze (na tyle, na ile pozwalałoby jej obrane miejsce przy szynkwasie), próbując ocenić, czy to aby na pewno Ratharon, czy może ktoś inny ją tu zwabił.
Z torbą przewieszoną na skos przez ramię, odznaczając kształty jej sporego biustu na białej, zapinanej na guziki bluzce, czekała na dalszy rozwój sytuacji. Jeżeli mężczyzna w kapturze nic nie zrobi, ona także nie zamierzała. W końcu to nie ona coś od niego chciała, tylko on. Przy nadarzającej się okazji, popijając alkohol, spróbuje ocenić, z jakim rodzajem ducha ma do czynienia w Trzech Kościach, bawiąc się zalotnie puklem włosów.
09.12.2017, 18:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Trzy Kości"
#24

STRAŻNIK
SŁONECZNE I CIEPŁE POPOŁUDNIE, WIATR W DALSZYM CIĄGU CHĘTNIE TAŃCZY POŚRÓD PRZECHODNIAMI.
JESZCZE SPOKOJNY DZIEŃ W KARCZMIE, CHOCIAŻ PO ZGROMADZONYCH WIDAĆ OZNAKI NIEZADOWOLENIA.



Nieudolne popisy grajka trwały jeszcze przez moment, kiedy to za kolejnym fałszywym pociągnięciem struny, jeden z prawdopodobnie stałych bywalców wstał ze swojego stolika. Mężczyzna ten był sporej postury, mierzył prawie dwa metry, a do tego był barczysty z wyraźnie odznaczającymi się mięśniami na rękach. Z całą pewnością w pracy musiał wykorzystywać swoją siłę fizyczną, bo trudno uzyskać taką rzeźbę samym siedzeniem i piciem piwa w karczmie. Spojrzał on na grajka, podniósł go i zaczął wstrząsać. Zaraz zaczęła się spora wrzawa w lokalu, bowiem kilku śmiałków próbowało powstrzymać mężczyznę od zrobienia krzywdy grajkowi, a inni kibicowali i przyglądali się całej sytuacji.
Korzystając z zamieszania, szaman szybko czmychnął do kobiety, uśmiechając się zawadiacko i położył przed nią kolejny liścik. Skłonił głowę i z rozbawionym wzrokiem wybiegł z przybytku, zanim na miejsce przybędzie straż, by uspokoić burdę.
Dusza sprawiała wrażenie, że stopniowo zaczyna ulatniać się z tego świata, ostatecznie umierając. No cóż, na próżno szukała kogoś, kto mógłby ją od tego losu odwieść. Przerażona zaczęła powoli zanikać.


Mistyk będący w cieniu... Tysiąca słońc






07.01.2018, 22:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna