Zagajnik
#11

Jej pierwszy strzał był totalnie chybiony. Minął drzewo i wbił się w podstawę innego drzewa kilka metrów dalej. Soth przyglądał się mimo wszystko wszystkim celom z uwagę po czym zrównał się z dziewczyną. Uśmiechnął się po czym poklepał po ramieniu Sabethę.
-Byłbym niespełna rozumu jakbym miał za złe że w coś nie trafiłaś na ślepo. Może kiedyś i to poćwiczymy ale teraz chodziło o zupełnie co innego.- wskazał głową na drzewo. Jej pierwszy cel.-Tu widać że nie do końca wyczulona byłaś na moje słowa. Wciąż byłaś nieufna i niezdecydowana. Ale im dalej tym lepiej.- dał znać by dziewczyna poszła za nim. Soth zaczął iść torem Sabethy, drogą którą wcześniej musiała pokonać mając zawiązane oczy.-Łowca musi być cały czas w ruchu. Przyjdzie nam walczyć z różnymi bestiami, czasami z jedną a niekiedy z kilkoma na raz. Dopóki nie potrafimy się jeszcze zgrać bez użycia słów to musimy być wyczuleni na wzajemne polecenia. Łowcy którzy działają razem są jednym tworem ale w kilku osobach. Musimy działać jak jeden organizm, musimy sobie ufać wzajemnie. Kiedy jeden krzyknie "z drogi!" albo "na kolana!" to druga osoba bez względu na wszystko powinna to wykonać.- uśmiechnął się do dziewczyny. Wyjął swój ulubiony nóż do rzucania.-Jestem osobą która walczy w zwarciu ale kiedy trzeba mogę razić na półdystans.- uniósł nóż.-Kiedy zdarzy się że w trakcie walki zauważę za tobą zagrożenie nie zawaham się rzucić.- rzucił nożem w stronę beczki. Ostrze wbiło się dokładnie poniżej bełtu Sabethy.-Lecz ty musiałabyś paść na wznak kiedy bym o prosił. Inaczej bym trafił ciebie a nie stwora.- ruszył dalej. Szli trasą którą Sabetha przebiegła i strzeliła na ślepo z biodra. Soth skinął głową.-Świetny strzał. Jakbym stał przed celem musiałbym mieć na uwadze to że możesz krzyknąć "prawa moja" co by oznaczało że twój strzał nadejdzie z mojej prawej strony co w efekcie by oznaczało że unik musiałbym zrobić w moje lewo. Może też zdarzyć się inna sytuacja. Wiedząc że jesteś za mną mógłbym podczas walki paść na wznak byś mogła strzelić ponad mną. Wtedy musiałbym wykrzyczeć rozkaz kiedy byś mogła strzelić.- jeszcze raz skinął głową w stronę drzewa.-Świetnie się spisałaś. Strzeliłaś niemalże w momencie kiedy krzyknąłem byś to zrobiła. To że nieco chybiłaś się nie liczy. Liczy się czas reakcji. To pokazuje że będzie można ci zaufać w walce. Dobra robota.
Ponownie poklepał dziewczynę po ramieniu. Podszedł do beczki i wyciągnął nóż z desek. Ponownie spojrzał na dziewczynę.
-Ciekawe jak nam wypadnie walka kiedy będziemy zwróceni do siebie plecami?- zapytał bezwiednie obmyślając kolejne ćwiczenie uśmiechając się przy tym tajemniczo.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






12.10.2015, 15:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#12

I znów się zaczęło. Oszem. Była młoda, owszem niedoświadczona ... ale Soth zaczął mówić o współpracy tak, jakby ona pierwszy raz wychodziła na łowy i jakby nigdy nie pracowała z innymi. Musiała mu przerwać.
- Wiem wiem wiem i wiem. Nie musisz mi tłumaczyć jak byle szczeniakowi. Wiem że musimy współpracować i wiedzieć które z nas ma swe najlepsze strony. Musimy sobie ufać i się wspierać. Tylko że musimy to wyćwiczyć. Kiedy bywałam na zleceniach na łowach zawsze robiłam za drugą linie. Uwierz mi. Nie zabiłam nikogo przypadkowo. Umiem słuchać innych i współpracować, tylko że nikt na poważnie mnie nie bierze. Wiadomo dlaczego. Chodziło jej o to, że była dziewczyną, ale na to, to już łowca musiał sam wpaść.
Kiedy zaś pochwalił jej trening trochę bojowe nastawienie dziewczyny osłabło. Sama nie była zadowolona ze swojego wyniku, tym bardziej że chybiła wiele razy, ale od czegoś trzeba zacząć. Mimo iż "żabola" szczęśliwie udało im się wspólnie zabić choć nie przerobili wspólnego treningu, to nie oznaczało wcale że z kolejną bardziej wymagającą bestią tak łatwo pójdzie.
- Byłoby lepiej ze strzelaniem i całym potrzebnym do ćwiczenia zaufaniem jakby mnie brzuch nie bolał po tym, co rano pokazałeś. - Uśmiechnęła się krzywo. Na polowania zawsze szło się przygotowanym. Bez nieprzewidzianych kontuzji. A tu Soth nagle o bezpośredniej sytuacji zagrożenia zaczął mówić.
- Plecami do siebie? Czyli jak wcześniej mówiłeś w mieście, tak? Wiadomo żebyśmy sobie tyłki osłaniali i tyle. Ja mam bolas i nóż i już kilka razy mi taki dobór broni uratował dupę przed kłopotami. Teoretycznie walę tych przede mną a ty swoich. W czym kłopot? - Zapytała, bo w sumie taka walka kiedy nie wchodzą sobie w drogę to powinna nastręczać najmniej kłopotów technicznych.
14.10.2015, 18:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#13

Soth uniósł brew i przekrzywił głowę w geście zdziwienia.
-Uważasz że tylko w mieście przyjdzie nam walczyć plecami do siebie? Myślisz że w terenie zawsze będziesz pełnić drugą linię?- zapytał cicho choć ton jego stał się lodowaty.
Łowca zaczął krążyć po zagajniku ze spuszczonym wzrokiem, od czasu do czasu podnosił go i oglądał również gałęzie drzew. Szukał odpowiednich rekwizytów. A tymi miał być kij długości jego miecza oraz kilka w miarę grubych choć krótkich gałązek imitujących jego noże. Mieli ćwiczyć a nie się zabijać wzajemnie.
-W twoim mniemaniu nie istnieją bestie stadne które swą siłę czerpią z liczebności stada bądź watahy albo roju?- zapytał lodowatym tonem. A jego wzrok znów przybrał ten odcień lazurowego nieba. Kiedy znalazł kij i go ociosał sprawdził jego wyważenie kilka razy machając nim na boki. To samo uczynił z gałązkami które miały zastępować jego noże. Oceniając swą improwizowaną broń uśmiechnął się krzywo. Ponownie wszedł między pomalowane drzewa. Wyciągnął rękę w stronę dziewczyny i skinął palcem by podeszła obok.
-Tym razem będzie ćwiczenie wspólne. Stajemy do siebie plecami, opieramy się, z zamkniętymi oczami kręcimy się w kółko. Następnie na moją komendę otwieramy oczy i atakujemy nasze cele. Twoje czerwone, moje niebieskie. Cele są wszędzie wokół więc musimy się przemieszczać i mieć na siebie uwagę. Gotowa? Uprzedzam że tym razem może boleć.
Stanął do dziewczyny plecami, następnie jeszcze sprawdził czy jego prowizoryczne patyki dobrze tkwią za pasem by można było je szybko wydobyć. W dłoniach trzymał również imitację swego miecza półtoraręcznego.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






15.10.2015, 11:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#14

- To na co ty zlecenia chcesz brać? - - Zapytała go widząc jego zdziwienie i sama zrobiła minę zaciekawioną. - Przecież nie bierze się zlecenia we dwie osoby kiedy trzeba stado bydła ubić. Nie mówię nawet o bestiach, bo nikt o zdrowych zmysłach nie zaatakuje pojedynczego osobnika ze stada będącego w okolicy. - Sabetha była młodym łowcą. Niewiele miała doświadczenia z bestiami a na łowną zwierzynę też polowała wtedy, kiedy wiedziała że zlecenie się uda zrealizować. A jeśli było wiele sztuk do zabicia, to zawsze w dużej grupie, która mogła opanować stado.
Patrzyła jak łowca zbiera patyki. Znów zmieniło się jego zachowanie. Nie mogła odgadnąć tego człowieka. O ile w poprzednim treningu zawiązała się nić zaufania to teraz widząc jego spojrzenie miała wrażenie że nić ta zaczyna pękać.
Kiedy zawołał podeszła do niego.
- Ty masz noże i miecz a ja mam atakować tylko bolasem i nożem? - Zapytała widząc jak układa za pasem gałązki niczym broń. - Wiesz że tylko dwa cele mogę w ten sposób zdjąć? - Dodała, bo jakoś te cele za daleko się zdawały by razem mogli się przemieszczać i z nimi walczyć. Nie umiała się przestawić z myśleniem od rzucania do walki w zwarciu. Oczywiście od razu mu to zakomunikowała. - Te cele to chyba są za daleko od nas. - Podrapała się po głowie rozglądając w koło.
Mimo swoich wątpliwości stanęła do niego tyłem, wzruszyła ramionami. Jakoś nie czuła potrzeby zamiany oręża na patykowe. Jakby jej wlazł w drogę, to oberwie.
- Gotowa, możemy zaczynać. - Zamknęła oczy i sięgnęła po bolas. nie była oburęczna. Wpierw jedna broń miała być użyta a potem druga.
15.10.2015, 12:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#15

Młoda zaczęła go irytować. Na wszystko miała swoją odpowiedź.
-No tak bo biorąc zlecenie na dany okaz tylko danego stwora spotkamy na swej drodze. A jak się zdarzy że przypadkiem natkniemy się na coś innego to wtedy zamachasz kontraktem przed nosem i powiesz "wybaczcie ale nie mamy was w umowie. Zgłoście się kiedy indziej"!- mówił kpiącym głosem a ostatnie zdanie niemalże wykrzyczał przez zęby.- Mam rozumieć że tamten żabol na bagnach to w rzeczywistości drzewołak bo przecież na niego brałaś zlecenie.- zadrwił ponownie.
Kiedy stanęli do siebie plecami w końcu zamknął oczy. Wziął dwa głębokie wdechy by nieco się uspokoić. Następnie zaczęli się kręcić w kółko by znów stracić orientację w terenie.
-Teraz! Atakuj!- wydał komendę i otworzył oczy. I zaczęło się...
Przed nim były dwa drzewa. Na obydwu były pomalowane obszary na niebiesko i czerwono, tylko że na różnej wysokości.
Soth zrobił dwa szybkie kroki. Przed celem jego prawa noga była nogą wykroczną, zadał cios w drzewa znad lewego ramienia. Następnie lewą zakroczną nogę przesuną w lewo robiąc tym samym półobrót zadając cios z rozpędu znad prawego ramienia tym razem w drugie drzewo. Jednocześnie robiąc półobrót podniósł wzrok patrząc w stronę dziewczyny. Mignęły mu niebieskie plamy jego celów. Zerknął jedynie przez ułamek sekundy gdyż musiał podążyć wzrokiem za swym ciosem by mieć pewność że doszedł celu. Kiedy cios doszedł celu, odjął od kija prawą dłoń którą sięgnął za pas do krótszych patyków. Wyszarpnął jeden i cisnął w kierunku gdzie podczas półobrotu wdział niebieską plamę.
-Twoja lewa moja. Za mną masz dwa cele.- krzyknął krótko do dziewczyny. Nie spojrzał czy trafił patykiem w cel (w efekcie trafił w Sabethę która stanęła na torze rzutu) bo od razu pędził w stronę następnych celów które znajdowały się po lewej stronie dziewczyny. Soth przebiegł z prawej strony dziewczyny (patrząc od strony Sotha) i ponownie zaczął robić półobrót przez lewy bok. Kolejny cios i znów odstawienie prawej dłoni od imitacji miecza i sięgnięcie po nożowy paty. Rzut i znów trafił w dziewczynę. Jednocześnie chciał zadać mocny cios z prawego półobrotu biorąc szeroki zamach od dołu. Cios nie doszedł celu ponieważ tym razem trafił dziewczynę tuż poniżej prawego kolana. Widać dziewczyna została zdezorientowana jego wcześniejszymi rzutami i nie odskoczyła na czas. Cios nie był mocny choć z początku był bolesny. Ćwiczenie się zakończyło.
Soth cisnął kij pod nogi dziewczyny.
-Pięknie kurwa, pięknie. Powinnaś być w ciągłym ruchu. Kiedy ja zmieniam pozycję ty również. A poza tym kto ci kurwa zabronił korzystać z kuszy?- warknął w stronę dziewczyny i podszedł do ich ekwipunku. Sięgnął do bukłaka. Napił się wody.- Czeka nas dużo pracy.- rzucił krótko. Ponownie się napił następnie urwał kawałek chleba i zaczął go rzuć. Powoli się uspokajał choć dyszał ciężko, bardziej z nerwów niż z wysiłku.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






15.10.2015, 13:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#16

Wywróciła oczami kiedy odpowiedział na jej wątpliwości. Już miała odpysknąć że przecież najważniejsze na łowach to jest zachować czujność i samemu polować a nie być zwierzyną dla bestii, ale nie było na to czasu.
Po tym jak się zakręcili w miejscu otworzyła oczy. Przed sobą miała jedno drzewo a drugi cel był po jej lewej stronie i widziała czerwony punkt kątem oka. Oba cele były dość daleko od niej. W drzewo przed sobą rzuciła bolasem i zrobiła krok w lewo do drugiego celu oddalając się od Sotha tym samym. I cały misterny plan poszedł w ... las.
Już miała rzucić nożem, ale nagle ocknęła się że w sumie może go mieć cały czas w ręku i atakować. Okręciła się z zamiarem ataku na kolejne drzewo ale została uderzona patykiem zanim zdążyła się zasłonić ręką. Jakie lewo czyje prawo! Straciła sporo czasu zanim zorientowała się że Soth nawet nie zwolnił i dalej atakował. A ją jakby w ziemię coś wbiło, albo jakby znów na bagnach utknęła. Chyba nie o to chodziło w tym treningu. I znów patyk poleciał w jej stronę a po chwili i kijem dostała po nogach. To byłoby na tyle.
- Cholera! Miało być w zwarciu tak? To kusza po co? - Krzyknęła zła. - To bez sensu. Ja nie wiem którą stronę atakować. Wszystko się zlewa. - Rzuciła nożem przed siebie trafiając w worek napchany wiórami wiszący na jednej z gałęzi. Podeszła do zabitego celu i wyciągnęła ostrze. Oparła się o pień i wzrok wbiła w nóż do skórowania.
- Nie umiem sobie wyobrazić takiej walki. - Widać żeby pojęła o co chodzi należałoby zaaranżować taką sytuację z bardziej ruchomymi celami.  
Ten test szybko pokazał że dotychczasowe szkolenie ewentualnie jej doświadczenie związane było tylko z walką w dystansie na drugiej linii. W sumie co się dziwić, skoro na pierwszą linię by jej nie wynajął z racji po pierwsze płci a po drugie młodego wieku. Wcześniej, ojciec który ją szkolił w dzieciństwie również dbał by nie znajdowała się zbyt blisko ofiary, a zanim szkolenie zdążyło się rozwinąć to już zmieniła się sytuacja i Młoda musiała sama się sobą zająć. Samo mordobicie było przez nią używane do obrony i bardziej było to działanie intuicyjne w sytuacji zagrożenia niż wyszkolone na chłodno.
Po chwili dodała. - Nic nie poradzę że nie walczyłam tak nigdy. Nie oczekuj więc nie wiem jakich efektów. - Burknęła marszcząc brwi.
15.10.2015, 14:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#17

Urwał nowy kawałek chleba i zaczął go rzuć. Pokręcił głową, mając ją nieco spuszczoną. Dziewczyna jeszcze dużo musiała się nauczyć. A swoje przyzwyczajenia i poglądy ograniczały jej możliwości walki. Urwał większy kawałek chleba i resztę odłożył tam gdzie leżał ich pozostały ekwipunek.
Zagryzając chleb podszedł do dziewczyny. Wyciągnął dłoń.
-Daj kuszę. Rozbrój ją.- powiedział stanowczo choć już nie gniewnie. Kiedy dziewczyna da mu broń do ręki wyceluje ją prosto w oko Sabethy. Kusza będzie oddalona o jakieś trzydzieści centymetrów od oczodołu młodocianej łowczyni.-Jakby bełt był łożu i nacisnął na spust to czy bym cię nie zabił?- zadał pytanie retoryczne nieco przekrzywiając głowę. Mówił trochę niewyraźnie gdyż cały czas jadł pieczywo które właśnie mu się kończyło. Dziewczyna nie musiała odpowiadać gdyż Soth sam na nie odpowiedział.-Jesteś ŁOWCĄ. Zapamiętaj to. A ŁOWCA to broń w czystej postaci. A to...- uniósł kuszę na wysokość swoich oczu i spojrzał na broń łowczyni- To jest jedynie narzędzie którym się posługujemy. I musimy swe narzędzia wykorzystywać najlepiej i najefektowniej jak to możliwe. Skoro strzał z takiej odległości gwarantuje natychmiastową śmierć to dlaczego jej nie użyć?- ostatnie pytanie było właśnie odpowiedzią na jego pierwszy pytajnik. Opuścił broń i oddał dziewczynie. Skinął głową i wrócił do ich ekwipunku.
- Chwila przerwy. A potem wracamy do treningów. Musimy poprawić komunikację między nami. Reakcje na nasze wzajemne ruchy i ogólnie zsynchronizować nas w taki sposób byśmy reagowali jak jeden organizm. Musimy być wielofunkcyjną i wielonarzędziową bronią.
Uśmiechnął się po czym sięgnął po bukłak. Napił się wody po czym dał go dziewczynie.

Po krótkim odpoczynku dwójka łowców powróciła do wspólnych treningów. W tym dniu chcieli wyuczyć się by jak najlepiej ze sobą współpracować. Musieli wyczuć się nawzajem, musieli poznać swe sposoby walki by każdy wiedział czego można się spodziewać od partnera w walce. Było to konieczne by jak najlepiej wykorzystać swe mocne strony jednocześnie zmniejszając swe słabości.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






18.10.2015, 13:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#18

Nie łajał jej więcej. Jaka odmiana.
Gdy poprosił, podała mu rozbrojoną kuszę a ten w nią wycelował.
- Można, no ...- Tu chciała dodać ale, lecz powstrzymała się - można. - Odparła na to, czy da się zabić kogoś z tak bliskiej odległości.
Rozumiała to wszystko co jej tłumaczył i zdawało się że do tej pory własnie tak uczyła się.
Praktyka pokazała jednak, że miała sporo jeszcze do opanowania i zamiast się wykłócać przyjęła ten fakt do wiadomości. Chciała się rozwijać w rzemiośle łowieckim. Było to przecież zajęcie dzięki któremu zarabiała na życie. Skoro otrzymała od losu możliwość nauki u boku osobliwego łowcy Sotha, to korzystała.
Pokiwała mu przytakująco głową i zajęła się jedzeniem. Przerwa była jak najbardziej wskazana. Może żeby nie tyle odetchnąć ale pozbierać myśli kłębiące się w głowie dziewczyny.
- Dobrze że mamy sporo czasu na naukę tutaj. Kiedy minie miesiąc na pewno poczynię postępy które nam ułatwią współpracę i wzajemne rozumienie się w walce.

Tak jak ustalili, tak uczynili.
Zagajnik stał się polem do treningów dwójki łowców. Dzień co dzień przychodzili tu by ćwiczyć wspólnie. Jedne by były bardziej efektywne od innych. Czasem po prostu Soth leczył kaca biegając po lesie, innym razem wyładowywał frustrację na mało doświadczonej w walce Sabh.
Jednak mimo wszystkich kłótni i przepychanek pomiędzy nimi, Młoda coraz lepiej rozumiała styl walki łowcy i potrafiła się z nim w końcu jako tako zgrać w walce.

Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.10.2015, 19:57 przez Sabetha.)

18.10.2015, 19:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#19

Treningi najczęściej trwały całymi dniami. Opuszczali karczmę z rana zabierając ze sobą ekwipunek i prowiant a wracali pod wieczór zmęczeni. Bywały też dni które zaczynały się niezbyt przyjemnie przede wszystkim dla Sotha. Te dni były poprzedzone pokaźną popijawą poprzedniego wieczoru. Kiedy Soth zaczynał pić nie znał umiaru, i kończył najczęściej wtedy kiedy nie miał siły unieść ręki by wlać alkoholowy trunek do gardła. Choć nawet wtedy kiedy nie mógł unieść ręki to zlizywał z blatu stołu rozlany trunek, byleby jak najwięcej alkoholu trafiło do jego wnętrzności. Po takim wieczorze Sabetha miała istne utrapienie z rana. By obudzić Sotha i zerwać go na nogi musiała wylać na jego głowę kubeł zimnej wody. W takie dni to Sabetha praktycznie wyciągała łowcę na treningi, podczas których Soth odzyskiwał formę dopiero pod koniec treningu.
Nie licząc tych osobliwych poranków (i wieczorów) to ogólnie wspólne trenowanie w miarę dobrze im szło. Bardzo często podczas treningów Soth bywał zgryźliwy, chamski i uszczypliwy. Dopiero po jakimś czasie Sabethcie udało się rozwiązać te wahania nastrojów łowcy. Mężczyzna taki bywał wtedy kiedy to ona pilnowała go by wieczorem nie upił się za bardzo. Kiedy poziom alkoholu w jego krwi był nadzwyczaj niski to Soth zdawał się odtrącać wszystkich i wszystko wokół.

Po treningach polegających na nawiązaniu nici współpracy przyjdzie czas na kolejny etap ćwiczeń. Wtedy czekać będzie Sabethę nauka walki mieczem oraz wyszukanie nowych możliwości kamieni w ich aktualnej broni. Ich trening dopiero się zaczął a nigdy nie skończy.

Gracz opuścił wątek


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






18.10.2015, 21:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Zagajnik
#20

Nie czuła się specjalnie niekomfortowo w nieustannej podróży. Lubiła błąkać się po bezdrożach, chłonąc wilgoć poranka i cieszyć się powolnie znikającym blaskiem słońca. Od dziecka była blisko natury, nie, żeby miała jakiś wybór oczywiście. Po prostu żyła w wielkiej, zimnej jaskini, z wielkim, jeszcze zimniejszym smokiem. Wredna jaszczurka. Mówił, że jest księżniczką, a spała na omszałych, śmierdzących kamieniach przez większość swojego życia. Pewnie stąd się wzięła jej niewysłowiona miłość do perfum. Wszystkie jej ubrania zaczęły już pachnieć słodkim odorem stęchlizny, dziewczyna miała nadzieję, że zatrzymają się niedługo w jakiejś wiosce, w której będzie mogła doprowadzić się do swojego ulubionego stanu: idealnej piękności. Co prawda, nie przeszkadzały jej długie wędrówki, które często kończyły się nocowaniem pod gołym niebem. Jeśli pogoda nie sprzyjała, robiła wtedy prowizoryczny stelaż, który razem z Veinem nakrywali kocem czy płaszczem. Byli tak blisko siebie, a jednocześnie tak daleko. Vin nie raz zastanawiała się co robi w towarzystwie tego mężczyzny. Był dziwny. Dziwnie pociągający. Szli w milczeniu już kilka godzin, a władczyni metalu spoglądała na niego co jakiś czas, rozpamiętując ich pierwsze spotkanie i swoją żądzę, wyjątkowo niejednoznaczną, jaką wtedy w niej wywołał. Chciała go zabić. Pragnęła poczuć jego krew na swoich dłoniach, na swojej twarzy. Ale było coś w jego spojrzeniu... coś, czego nie umiała opisać do tej pory. Wyjątkowa pewność siebie, prowokujący bunt, dostojne poddanie się jej woli. Tyle różnych stanów i emocji. Nie rozumiała ich. Nie rozumiała jego. A myślała, że jest w stanie rozgryźć każdą psychikę w mgnieniu oka. Vein był wyjątkiem, z którym walczyła już trzy lata, a mimo to ciągle ją zaskakiwał. Przede wszystkim tym, że był odporny na jej urok, dzięki któremu potrafiła posiąść we władanie niemal każdą duszyczkę. Dziewczyna spoglądała na jego jasne włosy, targane przez wiatr, niepoukładane, roztrzepane. Pokręciła delikatnie głową. Nie dbał o takie rzeczy, w przeciwieństwie do niej. Vin ze szczególną troską zajmowała się swoimi długimi, sięgającymi niemal kolan, włosami. Zawsze były gładkie i rozczesane, zawsze musiały być piękne. Odgarnęła niesforny kosmyk z oka, które przecinała blizna pozostawiona przez jej ojca, Derhk'ela. Sięgnęła dłonią w stronę Veina, nie mogąc zdzierżyć niedużego listka, który wplątał mu się we włosy i po prostu go wyjęła, rzucając za siebie.
- Niedługo będziemy we wsi. - mruknęła, nasłuchując. Wiatr wiał w ich stronę, niósł ze sobą zapach ludzi, zwierząt, jedzenia, życia. Smocza córka przez chwilę nasłuchiwała, ale stwierdziła, że to bez sensu. Tutaj raczej nie miało praca nic im zagrażać. Chociaż... jakby kiedykolwiek coś im zagrażało. Zaczęli spacerować ścieżką niewielkiego lasu, zagajnika, który nie był imponująco piękny. Dziewczyna niemal nie słyszała zwierząt, które powinny tu żyć. Drzewa w wielu miejscach były już wyrąbane, większość z nich była młoda. Sprawdziła, czy woreczek z metalowymi kulkami dobrze się trzyma i czy może łatwo do niego sięgnąć. Z drugiej strony pomacała sakiewkę wypchaną różnymi ziołami. Nie znała tego miasta i nie umiała na razie przewidzieć czy bardziej przyda się teraz jej wiedza dotycząca leków, trucizn czy narkotyków. Oczywiście mogli zapłacić za nocleg w tradycyjny sposób. Niemniej... jeśli nie musieli. A dodatkowo Vin mogła jeszcze zarobić na tych głupcach. Uśmiechnęła się lekko, przeskakując niewysoki, zwalony konar drzewa. Znów przypomniała sobie, jak trzy lata temu zrobiła dokładnie to samo, pędząc niczym śmierć na spotkanie z wieśniakami. Ale śmierć w postaci Veina okazała się szybsza.
- Coś konkretnego masz tu do roboty? - spytała, patrząc z dziwnym uśmiechem na twarz swojego towarzysza. Wiedziała, że ma różne pomysły. Jego osobowość była równie chwiejna jak jej. I była świadoma tego, jak bardzo ją to czasem drażni. Jeśli nie mieli konkretnej wizji tego pobytu, to wolała po prostu przespać dzień czy dwa w karczmie, wykąpać się w olejkach, zjeść dobrze przysmażone mięso i upić się mocnym winem. - Jeśli nie, to znajdź przyzwoitą karczmę, proszę. Myślę, że jak się na mnie powołasz, to dostaniesz przytulny pokój. Do tej pory powinnam być już znana w całej okolicy. - dodała z lekkim westchnięciem. Jej włosy zafalowały na wietrze, a ona uśmiechnęła się kokieteryjnie. - Prawda? - uniosła brew, czekając na potwierdzenie. Lubiła, kiedy utwierdzał ją w przekonaniu o swojej niezwykłości. I choć często widziała w tym nutkę rozbawienia czy drwiny, i tak sprawiało jej to przyjemność. - Muszę się rozejrzeć za jakimś sklepem z ziołami. Kończą mi się zapasy, a nie wszystkie potrzebne mi składniki rosną tutaj. - skrzywiła się nieznacznie, kiedy dotarło do niej, że tą sprawę musiała załatwić osobiście. Nie ufała innym w tej kwestii. Nie wszyscy mieli taki węch jak ona czy Vein, ich nie dało się tak łatwo oszukać.  Jej towarzysz jednak nie miał zbyt rozległej wiedzy na temat potrzebnych jej składników, dlatego dziewczyna nachmurzyła się trochę. - Masz na coś ochotę? - spytała po chwili, myśląc oczywiście o jakichś truciznach czy narkotykach. Jeśli znów będzie chciał się naćpać, to musiałaby się zastanowić nad nowymi miksturami i działaniem. Jedyny minus tych sytuacji był taki, że sama musiała zachowywać wtedy wyjątkową trzeźwość umysłu. Zawsze istniała szansa, że organizm władcy lodu może nieodpowiednio zareagować na jej odwar. Odpędziła od siebie tę myśl, spoglądając na białowłosego. Zatrzymała się po chwili, poprawiając włosy. Włożyła długie, skórzane rękawiczki i spięła nieco mocniej sznurki gorsetu, który trzymał jej biust, jednocześnie odsłaniając dużą jego część oraz jej przepiękną talię. Stuknęła piętami o ziemię, a jej buty z płaskich, stały się kozaczkami na obcasie. Przepięła klamrę trzymającą jej płaszcz z kapturem, tak, by była po prawej stronie. Sama klamra była tak na dobrą sprawę śliczną broszą, którą Vin sama stworzyła, dlatego lubiła podkreślać własną urodę, pięknością i elegancją swoją twórczością.
- Jak wyglądam? - popatrzyła na niego spojrzeniem, od którego większość mężczyzn już miało ciasno w spodniach. Podeszła do niego powolnym, miękkim krokiem, niczym kocica, która wie, że zaraz ktoś będzie ją głaskał i rozpieszczał. Mimo obcasów, dalej była od niego niższa. Uniosła głowę, by ich spojrzenia się napotkały. Przeszedł ją dziwny dreszcz. Jego lodowata aura spowiła ją niczym mroźne, czułe ramiona. Uśmiechnęła się przekornie. - Chcę załatwić to w miarę szybko i wrócić do Ciebie, Vein. - odsunęła się z niechęcią, której nie chciała dać po sobie poznać. Nie chciała od niego odchodzić. Lubiła, kiedy był z nią wśród ludzi. Budził niemal takie samo zainteresowanie jak ona. Ale Vin wiedziała, że Mędrzec Lodu się tym nie przejmował, dlatego tak bardzo bawiły ją reakcje innych osób. Szczególnie kobiet. Ah, im wszystkim najchętniej poderżnęłaby gardło, ale widząc czerwonowłosą u boku maga, te poddawały się szybciej niż trwa mrugnięcie okiem. - A potem możemy wziąć długą kąpiel, ciesząc się przy tym najlepszym tutejszym winem. I porozmawiać kogo należy się pozbyć, jak zdobędziemy informację, po którą tyle tutaj szliśmy. - dotknęła jego dłoni swoimi palcami. Krótko. Delikatnie. Niemal odruchowo. Tylko siła woli powstrzymywała ją przed wbiciem wydłużonych metaliczną magią pazurów w jego gardło. Tylko ten jeden mężczyzna mógł brać z nią kąpiel, a mimo to opierać się jej dalej. Był to niewysłowiony policzek dla jej dumy, o którym nikt nie miał pojęcia. I nigdy się o tym nie dowie.








13.12.2016, 18:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna