Wybrzeże
#21

Zervast:
Zanim młodzieniec odpowiedział na pytanie łowcy, pochwycił podany bukłak i chciwie pociągnął tęgie łyki. Część wody wylała mu się na brodę, na co nie zwrócił większej uwagi. Kiedy oddał bukłak, pozostało w niej już niewiele do wypicia. Obcy dopiero teraz zaczął przyglądać się zwiadowcom, mrużąc przekrwione, zmęczone oczy. Z wysiłkiem wyprostowawszy się, nadal ciężko oddychając z wysiłku, w końcu odpowiedział:
- Jesteśmy gdzieś na terenach południowo-wschodnich od Sohan. Straciłem orientację, gdzie dokładnie znajdujemy się, kiedy zaatakowano karawanę. To było wczoraj, przed wieczorem, jeszcze zanim wybraliśmy miejsce do obozowania. Potem każdy, kto zdołał, uciekał na oślep. Mnie zastała noc. Chyba odpuściły, bo z rana nie napotkałem na drodze żadnej z nich.
Zadrżał, nerwowo mrugając.
- Nasza karawana zmierzała do Sohan. Zwykły handel pomiędzy wioskami. Wszyscy mieliśmy wracać już do domu...
Towarzysz Zervasta pokiwał głową, potwierdzając słowa młodzieńca.
- Mieliście po prostu pecha - stwierdził, po czym zwrócił się do łowcy. - Nie jest to niczym niezwykłym, że karawany tutaj przechodzą. Skoro wiemy już, gdzie mniej więcej jesteśmy, to znaczy, że mamy dosyć blisko Sohan. To dobrze. Zdołamy dojść tam na pieszo.

Ra'Shad:
Na filozoficzną uwagę mistyka, Cohen nijak zareagował. Wzruszył ramionami. Jedynie bystre spojrzenie skierowane na Ra'Shada, wskazywało, że mógł zrozumieć o co mogło mu chodzić. Nawet jeżeli miał coś do powiedzenia w tej sprawie, pozostawił to dla siebie.
- Tak czy inaczej, lepiej nie natknąć się na nic niebezpiecznego. Smok mi wystarczył.
Po tym odszedł w stronę ocalałych załogantów, zaczynając kolejną rozmowę. Jej treści nie mógł usłyszeć mistyk, jednak jeżeli poświęcił choć trochę swojej uwagi, obserwując ich, to szybko mógł domyślić się, że najemnik wraz z Azaratczykami, postanowili zająć się martwymi w wodzie.
W międzyczasie nikt już nie przeszkadzał Ra'Shadowi w odpoczynku.

Tygrys:
Zarówno łowca, jak i bestia, byli tym razem ostrożniejsi. Zachowanie Torka nie zbiło z tropu bestii, choć przez ułamek sekundy mogło wydawać się, że warczenie nieco osłabło. Dwaj drapieżcy krążyli wokół siebie, z początku nie atakując, wzajemnie czekając na ruch przeciwnika. Kiedy jasne stało się, że Tygrys nie ulegnie, to bestia rozpoczęła atak. Poruszyła jeszcze ogonem, trzymając go nisko przy ziemi. Wykonała jeszcze parę zwodniczych ruchów, raz sugerując, że zaatakuje od lewej strony, a raz, że od prawej, zdecydowanie i coraz szybciej poruszając w stronę łowcy, który z kolei, cofając się, kopnął bestię, aby ją zniechęcić. Cios trafił w bark, kiedy zwierzę próbowało umknąć w bok. Przeciwnik cofnął się, napinając mięśnie. Nie czekając dłużej, ponownie zaatakował, błyskawicznie rzucając się z pazurami na niego w krótkim skoku. Na to także mężczyzna był przygotowany. Wykonał unik, błyskawicznie znajdując się z boku zwierzęcia i uderzając pięścią w brzuch. Dopiero po tym ciosie bestia zawyła z bólu. Legła kilka stóp od łowcy, z wysiłkiem utrzymując się na łapach, bokiem, odsłonięta na dalsze ataki.


Ra'Shad - 104/132 many
14.01.2016, 14:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#22

Gdy warczenie czworonoga osłabło, do Tygrysa dotarło jeszcze coś. Kolejny raz nie docenił przeciwnika. Ostatecznie bestie i on miały sporo wspólnego - one też potrafiły się nieźle kontrolować i nie były tak głupie, na jakie wyglądały. A przynajmniej część z nich. Robotę jako łowca potworów porzucił już dość dawno i zapomniał nieco teorii.
Cholerstwo było szybkie. Zbliżając się w biegu, zdążyło jeszcze kilka razy obrócić się nieznacznie, próbując zmylić Torka, przy czym nie traciło na sprawności czy równowadze. Ale i Łowca nie był bezbronny, jakby to mógł sugerować jego... brak broni. I tym razem refleks go nie zawiódł.
Wyprowadził celny cios, trafiając potwora w bark. Uderzenie nie byłoby szczególnie groźne, ale bestia instynktownie próbowała uniku - bezskutecznie, choć siłę kopniaka osłabiła. Sprowokowana i w bliskim zwarciu, postanowiła skoczyć na Torka, lecz jego sprawność i teraz była zadowalająca. Okoliczności nie były najbardziej sprzyjające, ale potwór oberwał całkiem precyzyjnym i silnym atakiem, który zdołał go na chwilę powstrzymać.
Ta chwila była dość kluczowa, bo w zależności od tego, w co konkretnie trafił wojownik, mogła odsłonić obronę zwierza na zarówno kilka, jak i kilkanaście sekund. Udawany ból raczej nie wchodził w grę, a z doświadczenia Łowca wiedział, że oznak bólu większość takich poczwar albo nie pokazuje wcale, albo w sposób nieznaczny. A tu proszę - powiodło się nawet ponad oczekiwania. Taka szansa trafia się rzadko i raczej się nie powtórzy.
Bez zastanowienia doskoczył do potwora tak, by był na granicy zasięgu jego łap (o ile było to możliwe - jeśli nie, zbliżył się tak, by zapewnić sobie stabilną pozycję), a sam mógł wykonać celne i mocne kopnięcie stalowym, "ząbkowanym" podszyciem buta drugi raz w to samo miejsce, co poprzednio, czyli w brzuch. Tym razem mógł jednak pozwolić sobie na próbę połamania paru żeber z powodu zmniejszonej ruchliwości celu. Chciał mieć pewność, że gadzina już nie wstanie.
Gdyby zauważył jednak jakiś niebezpiecznie wyglądający odruch bestii, nie próbował odskakiwać, lecz wykorzystując nabraną już prędkość, nieznacznie odskoczyć jeszcze nogą na której miał zamiar stanąć, by wylądować gdzieś na klatce piersiowej potwora, z całej siły odbijając się drugą nogą kolejny raz w celu pojawienia się za tym zębatym skurwisynkiem.
Jeśli na skutek bólu i uszkodzeń wewnętrznych udało się ostatecznie zniechęcić psopodobnego do jakichkolwiek działań, Tork - uprzednio stanąwszy za nim - spróbował złamać mu kark tąpnięciem, a jeśli za pierwszą próbą się nie powiodło, w trudach nie ustawał.
15.01.2016, 22:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#23

Zdołamy dojść tam pieszo… – powtórzyłem w myślach słowa Vurala. Miałem nadzieję, że okażą się prawdziwe, ale w tym momencie sama nadzieja nie była wystarczająca.
– Zdołamy dojść tam pieszo, o ile i na nas nie napadną bestie. Cokolwiek nie możnaby powiedzieć o naszej grupie, nie spodziewam się, że w takim stanie w jakim są nasi ludzie, poradzimy sobie zbyt dobrze z atakiem; zaryzykuję nawet stwierdzenie, że wyjdziemy na tym gorzej, niż oni - bo to rzeczywiście tragiczna historia. Tobie na szczęście udało się uciec, ale nie możemy opierać na tym naszej szansy przeżycia. – Zamyśliłem się na chwilę, próbując znaleźć jakieś sensowne wyjście z tej sytuacji. Wszystko byłoby znacznie prostsze, gdyby tylko chłopak wiedział, gdzie dokładnie zdarzyła się masakra - możnaby wtedy ominąć to miejsce szerokim łukiem i dostać się do miasta z drugiej strony, tym samym unikając zagrożenia. Niestety, aktualnie wszystko sprowadzało się do tego, że nic nie szło po ich myśli, a jeśli miało zdarzyć się coś złego, to najprawdopodobniej zdarzy się w najgorszym możliwym wariancie i kombinacji. Czyli dokładnie tak, jak jestem do tego przyzwyczajony. – Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to próba dotarcia do miasta i zwracanie szczególnej uwagi na otoczenie poprzez głęboki zwiad. W inny sposób ryzyko jest zbyt duże i może kosztować życie wszystkich, którzy przeżyli katastrofę – przerwałem na chwilę, dając im nieco czasu do zastanowienia się.
– Ale teraz powinniśmy już ruszać – zwróciłem się w stronę mojego towarzysza, a potem popatrzałem na młodzieńca. Zastanawiałem się, do czego może się nam przydać na miejscu - nie byłem w sytuacji, w której bezinteresowna dobroczynność była mi na rękę, tak samo jak reszcie rozbitków, ale uzmysłowiłem sobie, że być może ze względu na to, iż należał do karawany będzie w stanie zorganizować pierwsze dni w Sohan, co raczej będzie niesamowicie przydatne; postanowiłem zaryzykować - najwyżej będę zmuszony dzielić się z nim jedzeniem… – Idziesz z nami?
Zadecydowałem też, że jeśli chłopak przyjmie moją propozycję, to zadam mu też resztę z przygotowanych wcześniej w myślach pytań, w czym przeszkodził mi idący ze mną Azaratczyk, wtrącając się do rozmowy.
16.01.2016, 03:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#24

Nie uzyskał żadnej odpowiedzi na sugestię, jednak po błysku w oczach Cohena, wywnioskował, że Najemnik rozumie co Mistyk ma na myśli. Nie musiał ukrywać, że raczej nie pała specjalną ufnością do otaczającego go towarzystwa. Po rzemieślniku widać już ślad wieku, zdradzają go pojedyncze siwe pasma i coraz wyraźniejsze starcze zmarszczki. Może Ra’Shad nie należy do najmłodszych, jednak na pewno dysponuje życiową wiedzą, a z jego osobistych doświadczeń wynika, że nikomu nie można zaufać, nawet sobie.
Po chwili Cohen wstał i zebrał ludzi na nadbrzeżu, a po gestykulacjach, Mistyk domyślił się, że chcą zająć się topielcami. Cóż, Zervast tylko zebrał z ciał najpotrzebniejsze przedmioty, nie zatroszczył się o los ciał umarłych. Rzemieślnik również nie czuł takiej potrzeby, uznawał że śmierć zrywa wszystkie nici wiążące ducha ze światem, a przynajmniej ciałem. Troska o własną skorupę to tylko kwestia sentymentu.
Niemniej jednak teraz w końcu miał chwilę czasu na odpoczynek. Nie wiedział ile mu to da, szczególnie przy nawracającym bólu w ramieniu i boku, musiał jednak zebrać siły. Wiedział, że jeżeli zastanie ich noc, będzie zmuszony wysilić swoje przekleństwo. Zależało mu wyłącznie na ochronie Lisy, tylko z nią łączyła go umowa, a podczas jej zawierania nie było mowy o reszcie załogi. Ra’Shad obiecał nie zdradzić rodziny Mataraci, a tylko Pani Kapitan była jedyną jej przedstawicielką w tym gronie. Przynajmniej z tego co było mu wiadomo.
Wpół siedząc i na wpół leżąc, Mistyk oddał się płytkiej drzemce, pozostając jednak czujnym na otoczenie. Nigdy nie zapadał w głęboki sen, życie nauczyło go pozostawania uważnym, nawet w trakcie odpoczynku.


Z racji posiadania pierścienia odnowy, mana powinna być poprawiona na 106/132. Aktualny stan nie zmienia nic w porównaniu do poprzedniego.
03.02.2016, 12:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#25

Tygrys:
Walka ze stworzeniem przestała być już wyzwaniem w momencie, gdy pierwszy raz zaskomlało z bólu. Zanim zdążyło uczynić ruch, Tork zadał celne i silne kopnięcie w brzuch. Rozległ się charakterystyczny chrzęst połączony z wyciem bestii. Jeszcze próbowało podźwignąć się na łapy, wykonać ruch, wycofać, uciec z pola walki, kiedy wojownik zaszedł je do tyłu i wyprowadził następny cios. Nie złamało ono karku potworowi jedynie dlatego, że chroniły go wypustki kostne, które zamortyzowały kopnięcie. Także dlatego, że zwierzę było bardzo silnie umięśnione.
Padło ledwie przytomne, rozjeżdżając się na łapach. Tork dobił je w końcu kolejnymi kopnięciami, które boleśnie skróciło agonię.
W pobliżu nie czekała go już żadna niespodzianka.

Zervast:
Taner kiwnął głową, zgadzając się ze wszystkim, co powiedział łowca. Wydawał się teraz dość zadowolony, że łowca nie okazał się skończonym durniem. Azaratczyk ruszył w drogę powrotną, trzymając się blisko i słuchając z uwagą całe przesłuchanie.
Oczywiście młodzieniec na zapytanie, czy idzie z nimi, skwapliwie przytaknął. Po dłuższej chwili odpowiedział na pytania Zervasta.
- Zaatakowały z dwóch stron. Zmierzchało już, karawana zatrzymała się. Na początku zaatakowały nas z jednej strony, więc ochraniający nas wojownicy zajęli się nimi. Było ich jednak za mało, by przygotować się na to, że zaatakuje druga grupa z drugiej strony. Zanim zdążyli nam pomóc i obronić, część już nie żyła. Nigdy nie słyszałem, aby ogary zbijały się w tak duże grupy. Było ich ze dwadzieścia. Naszych okazało się zbyt mało. Cały ten atak był jak jakiś koszmar... - urwał na chwilę, by znowu kontynuować z pewnym wahaniem: -  Musieliśmy wkroczyć na ich terytorium.
- Raczej ich miejsce polowań przesunęło się na szlak handlowy - poprawił Taner, nawet nie spoglądając na towarzyszy. - Skoro jest ich tak wiele, to muszą coraz dalej szukać pożywienia. Trzeba będzie to zgłosić w Sohan. Niemała nagroda trafi się tym, którzy je ubiją, oczyszczając drogę.
- Z początku ukrywałem się jak mi kazano, jednak kiedy stało się pewnym, że zginiemy, uciekłem. Widziałem, jak parę innych osób zrobiło to samo, widziałem też, jak ich dopadły ogary. Miałem szczęście - dokończył młodzieniec, uznając dalsze pytania Zervasta za coś oczywistego, nazywając bestię po imieniu. Myśl, że obcy mógłby nie widzieć na oczy ogara choć jeden raz, nawet niepowstała.
Taner obrzucił go pogardliwym spojrzeniem.

Ra'Shad:
Czas powoli mijał. Lisa w dalszym ciągu drzemała. Jedynymi odgłosami były szum fal i przekleństwa mężczyzn zajmujących się ciałami. W pewnym momencie i one ucichły. Wkrótce dwóch Azaratczyków siedziało na piasku, spoglądając ponuro to na morze, to za siebie. Z kolei Cohen niespokojnie chodził, wyglądając zwiadowców. Zarówno Tork, jak i Zervast z Tanerem nieznacznie spóźniali się z powrotem.


Tak, masz rację, Ra'Shad. :)
Tygrys, Zervast - jeżeli chcecie, to możecie spokojnie założyć, że dotarliście z powrotem do reszty grupy.

Ra'Shad - 108/132 many
16.02.2016, 16:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#26

Adrenalina buzowała w Tygrysie. W takich chwilach częściowo zapominał o swoim człowieczeństwie. Przez chwilę, pod koniec walki, sam miał ochotę sam wyrwać krtań bestii swoimi zębami. Śmierć potwora uwolniła jednak również Łowcę spod brzemienia walki. Przez chwilę było mu nawet szkoda martwego psopodobnego, ale od początku było jasne, że albo zginie on, albo wróg. Szacunek do natury nie mógł przesłonić mu woli przetrwania i determinacji, zaś bestię pokonał przecież zgodnie z naturalną koleją rzeczy. Zupełnie zgodnie z łańcuchem pokarmowym. A propos... Tork nie pamiętał, kiedy ostatnio miał coś treściwego w gębie. Zaburczało mu w brzuchu.
Czworonoga zostawił chwilowo na miejscu jego zgonu, sam zaś podbiegł do martwego człeka. Następnie przeszukał go - pobieżnie i naprędce, nie zaglądał do każdej kieszeni (o ile z ciuchów zmarłego zostało cokolwiek poza porozrzucanymi strzępkami). Nie był typowym szabrownikiem, ale martwemu już nic się nie przyda. Dodatkowo Łowca nie znał truchła... a nawet gdyby znał, to raczej by nie rozpoznał, zatem nie czuł się jakoś zobowiązany, by okazać martwemu i jego własności jakiś szczególny szacunek. Tymczasem każda rzecz, jaka mogła być przydatna rozbitkom, była na wagę złota. Dodatkowy bukłak z wodą, broń, jakiekolwiek zaopatrzenie.
Przydałoby się uczynić pogrzeb temu człekowi, nawet nie ze względów religijnych, lecz by krew nie wabiła kolejnych drapieżców lub groźniejszych padlinożerców. Tork rozejrzał się wokół i wpadł na pewien pomysł. Zawlókł zwłoki do strumienia i wrzucił je do środka. W wodzie krew nie będzie aż tak wyczuwalna dla lądowych stworów. Następnie, nie tracąc czasu, zasypał i rozdrapał butem świeżą krew, która była na miejscu, gdzie spoczywał trup.
Wracając na miejsce zabitego przez siebie potwora, kierował się dalej bardziej ku wodzie. Zanurzył w niej buty, by obmyć je z krwi. Obrócił się i spojrzał na swoje trofeum.
"I co z tobą począć, skurczybyku? Niby posoka z ciebie nie ucieka", pomyślał. "Ale kurwa, głodny jestem", zakończył swe rozważania i, jeszcze raz, zapobiegawczo, upewnił się, że serce drapieżcy nie bije. Zarzucił je sobie przez plecy, trzymając je jedną ręką za przednią parę łap, drugą za drugą.
Taka już była kolej rzeczy. Silniejsi zjadali słabszych. Oprócz oczywistej radości z tego, że przeżył, Tygrys ucieszył się też, że zdobył coś do żarcia. Bo to chyba nadawało się do jedzenia, prawda?... To było mięso, to musiało się nadawać. A lepsze niesmaczne i żylaste, niż zupełnie nic. Jeśli mieliby nie dotrzeć do miasta przez najbliższy tydzień, potrzebowali czymś się posilić. Bo przecież Tork miał również na względzie żołądki towarzyszy.
Gorsze ciężary dźwigał na swoich treningach, kiedy nie miał co robić i mógł cieszyć się wolnością, więc to nie była dla niego żadna odmiana. Jeśli nawet nogi go trochę rozbolą, to odpocznie godzinkę-dwie i nie powinno być problemu. Nie zwalniając tempa, kierował się wzdłuż strumienia, by powrócić do towarzyszy. Starał się omijać sypkie i trudne tereny, by nie sprawiać sobie zbyt wielkiej trudności. Co jakiś czas zatrzymywał się i uzupełniał płyny albo zmieniał pozycję nie do końca wygodnie ułożonej zdobyczy.
Widząc po jakimś czasie majaczącą się nieopodal grupkę swoich towarzyszy, odetchnął z ulgą. Nie dlatego, bo mógł zrzucić balast - traktował to jako ćwiczenie. Ulżyło mu, gdyż to oznaczało, że raczej nic się złego nie stało. Chociaż w sumie... co się mogło stać? Mieli odetchnąć, to tak się też stało. Nie każdy tak przyciąga do siebie bestyjki, jak Tork.
Wyglądało na to, że panienka Lisa spała. Tygrys wiedział, jak bardzo potrzebny jest jej odpoczynek, a przynajmniej się tego domyślał. Możliwie cicho więc podszedł do Cohena.
- Takie coś nawinęło mi się pod nogi. Da się to jakoś smacznie upiec? Głodny jestem, że zjadłbym Thorna z kopytami, a lepsze takie mięcho, niż wcale. - rzekł niezbyt donośnie. - A i inni pewnie chętnie by coś wszamali. - dodał. - Swoją drogą, dałem się zaskoczyć i to cholerstwo ugryzło mnie w dupę. Będę martwy w ciągu następnych kilku godzin, czy rozpalimy ognisko, przemyjemy mi poślada przegotowaną wodą i jakoś bede żył? - zapytał, licząc na to, że jego przełożony bardziej zna się na tych bestiach lepiej, niż on. Ogólnie Tork miał całkiem zadowalającą odporność i, szczerze mówiąc, nie pamiętał kiedy ostatnio chorował, ale nigdy nic nie wiadomo.
16.02.2016, 23:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#27

Zapadł pozorny spokój, który pozwolił Mistykowi odprężyć się po przeżyciach ubiegłej nocy. Szum fal działał na tyle uspakajająco, że można było nawet zapaść w płytką drzemkę. Dlatego też biorąc przykład z Lisy, Ra’Shad również pozwolił sobie na rozluźnienie, aby wspomóc organizm w regeneracji nie tylko fizycznej ale i psychicznej.
Jako człowiek oczytany, wiedział, że ciało ciągle konsumuje energię magiczną, która zwykle odnawia się w równym tempie, o ile nie jest wspomagana. Wśród ludzi panuje przekonanie, że tylko amulety i potężne artefakty potrafią przyspieszać regenerację sił magicznych. Wkraczały też wywary, które w nieopisany sposób nagle przydawały użytkownikowi many. W tym było tylko ziarno prawdy. Czy to magiczne przedmioty czy eliksiry, one wszystkie wyłącznie wzmagały naturalne zdolności absorbcyjne i regeneracyjne organizmu. I to o czym wiedziało niewielu, podobne efekty można było uzyskiwać sytym posiłkiem lub odpoczynkiem. Co prawda, mogły to nie być tak zaskakujące rezultaty, jak przy użyciu esencji, to jednak zawsze spełniało swoją rolę.
Mistyk czuł, że w tym stanie pół-drzemki może trochę odetchnąć, nawet nie zważając specjalnie na przekleństwa towarzyszących mu mężczyzn. Zmęczenie organizmu było ponad to.
Jednak żaden błogi stan nie może trwać wiecznie. Niedługo później powrócił Tork, ze zwiadu powracając nie tylko z informacją. Otóż wlókł za sobą cielsko jakiejś bestii, która była bliżej nieokreślonym gatunkiem. Mistyk postara się przeszukać pamięć, próbując dopasować do potwora jakieś ryciny lub opisy, które mogły mu utkwić głowie, po latach spędzonych z nosem w księgach.
Tymczasem sam wojownik, wyglądał jakby walka z potworem nie pozostawiła go bez uszczerbku na zdrowiu, co jednak w żaden sposób nie zmieniło jego dość swobodnego sposobu wypowiedzi. Ten człowiek rzeczywiście mógł zadziwiać swoją dumą i odwagą. Ra’Shad obserwował sytuację spod lekko przymkniętych powiek i starał się wytężyć nieco słuch, aby wychwycić słowa zwiadowcy.
Niestety nie padły póki co, żadne szczegóły dotyczące jego drogi czy tego co napotkał na drodze, poza oczywistym dowodem, który przywlókł za sobą.
Jednak pozostając w temacie zdobyczy, wyglądała mało na zwierzynę łowną, a bardziej na drapieżnika, mimo to ze słów Torka wynikało, że chce zjeść bestię. Może i nie będzie to najlepsze możliwe mięso, ale już na pewno rarytas w tym momencie. Mistyk czuł głód, szczególnie że ostatnim posiłkiem był skromny obiad… dnia poprzedniego. Kolacji nie jadł, a noc zrewidowała plany dotyczące sytego śniadania. Postanowił jednak poczekać na rozwój wypadków. Był tylko przygotowany do jednego. Musi zregenerować siły do nocy. Przeczuwał, że przyda mu się nieco energii, kiedy z piasku wyjdą Otchłańce.
26.02.2016, 13:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#28

Tygrys:
Przeszukując rozszarpane ciało mężczyzny, łowca znalazł: pomarańczę, krótki, nie za ostry nożyk oraz przedziurawiony, chudy mieszek pieniędzy, a w nim dziesięć srebrnych i siedem brązowych smoków.
Wyprawiony naprędce nieszczęśnikowi pogrzeb miał bardziej charakter prewencyjny niż religijny. Okazując szacunek trupowi w równie tym samym stopniu, co przy grabieży, Tygrys wrzucił go do rzeczki, aby tkwił tam dopóki ktoś go nie wyciągnie. Słaby nurt niestety nie uniesie go i nie popchnie w stronę morza. W efekcie truchło napuchnie, rozszarpane ciało będzie jeszcze bardziej nie do rozpoznania, a jeżeli zdarzy się, że przypadkiem matka, ojciec, brat, ciotka, ukochana lub ktokolwiek bliski zainteresuje się zmarłym, najprawdopodobniej nie rozpoznają go dzięki wspaniałomyślności i miłosierności Torka.
Zatarcie śladów przebiegło bezproblemowo. Wraz z zarzuconym na barkach zwierzęciem, dzielnie wracał do miejsca zbiórki. Spocony, zmęczony, obolały, ale zwycięski. I z krwią lejącą z tyłka.


Pierwszy na miejscu zbiórki zjawił się Tygrys. Ra'Shad ze swojego miejsca wypoczynku mógł dostrzec znajome cechy wyglądu bestii. Coś na dnie umysłu poruszyło wspomnienia, lecz zanim mistyk przypomniał sobie, usłyszał odpowiedź Cohena do Torka:
- A, to ogar. Zawsze można gdzieś na nie natrafić. Kawał skurczybyka. Upieczemy go.
Najemnik szturchnął stopą gębę bestii.
- To dobra wiadomość. Wolę ogary od demonów. Jeżeli one tu są, to może nie natrafimy na te drugie. Świetnie. Swoją drogą powinieneś od razu jakoś opatrzyć się. Idź spocząć, bo zaraz przewrócisz się. Resztą my się zajmiemy - oznajmił, przyglądając się przychylnym wzrokiem towarzyszowi.
Tygrys dopiero w tej chwili poczuł nagły spadek sił. Brawurowa obrona przed bestią nie skończyła się zwykłym zmęczeniem, ale też wyraźnym osłabieniem, kiedy mężczyzna dopiero po ponad godzinie pomyślał o tym, aby coś zrobić z ugryzionym pośladkiem. Nie była to zagrażająca życiu rana, lecz zignorowanie jej na tak długo, skończyło się ubytkiem krwi na tyle, aby łowcy zrobiło się słabo. Ponadto, jeśli zamierzał stosować się do zalecenia Cohena - próba siadania zakończy się jednym, wielkim cierpieniem.
Nie zabraknie przy tym drwiących uśmieszków ze strony pozostałych dwóch Azaratczyków, którzy także przyglądali się rozmowie, jak i jego ranie.
Dopiero w tym momencie powrócił Zervast z Tanerem, przyprowadzając ze sobą jakiegoś przestraszonego i wycieńczonego młodzieńca. Zervast krótko oznajmił, że napotkali uciekiniera z napadniętej karawany i że może on stanowić źródło informacji odnośnie grasujących bestii. Taner, nie czekając na pytania, w skrócie opisał przebieg rozmowy i jak spotkali szczęśliwca, tak, aby każdy mógł usłyszeć. Nawet Lisa przysłuchiwała się temu, przebudziwszy się, jednakże nie odezwała się, wyraźnie zbierając myśli.


Ra'Shad - 110/132 many
02.03.2016, 19:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#29

Tork zabrał wszystkie znalezione przedmioty. Wszystko może się przydać.
Wkrótce znalazł się w obozie, zadowolony z określenia bestii jako jadalną. To dobra informacja - beznadziejnie byłoby, gdyby przytaszczył tu ten kawał mięcha i byłoby niezdatne do użytku.
- Opatrzyć? Żebym wiedział, jak to zrobić, to zrobiłbym to od razu. Nigdy nie miałem ugryzienia na dupie. - powiedział Tork. Oczywiście podstawową wiedzą, właściwie absolutnie logiczną, było to, ze aby zatamować krwawienie, należy ucisnąć miejsce przy ranie i owinąć ją najlepiej jakimś bandażem. Takich cudów Tygrys jednak nie miał. Zupełnie jak pomysłu, jak zatamować krwawienie z pośladka. Bo gdzie miał się niby ucisnąć?
Chwilę później poczuł się słabiej. "Cholera. Nie powiedziałbym, że dziabnął mnie tak głęboko", pomyślał.
Niepokojące było, że mimo znacznego upływu czasu, krwawienie nie ustawało. Może dlatego, że było głębsze, niż się Łowca spodziewał, ale przyczyną mogły być też jakieś szkodliwe substancje zawarte w ślinie bestii. Niektóre rany nie zasklepiały się tak łatwo i nie trzeba było być medykiem, by o tym wiedzieć.
Skoro jednak Tygrys mógł już spocząć, powinien też zainteresować się krwotokiem. Kurwa, powinien nim się zainteresować od razu. Tak chciał zadbać o zabezpieczenie krwi z otoczenia, by nie wabić bestii, a sam tymczasem wylał dla nich ścieżkę. Przez niedopracowanie jednego szczegółu całe jego starania mogły pójść na marne, ba, mógł wywołać odwrotne efekty, niż zamierzał.
Tylko że, kurczę, nie miał wolnej tkaniny na zbyciu. Szkoda mu było rwać spodni, a z kolei kurtka ze skóry niezbyt dobrze pełniłaby funkcję opatrunku.
- Ma ktoś może jakąś szmatę? Przydałoby mi się coś takiego. - rzucił, nie kierując słów do nikogo konkretnego, ale oczekując jakiejś odpowiedzi. Po chwili podszedł do Ra'shada, zaciskając szczękę, ignorując ból. Nie takie rany miewał i jakoś dalej żył. Niewygoda była jednak zauważalna. - Pomógłbyś mi? - zapytał go. - Nie za bardzo wiem, jak się przewiązać, żeby to coś dało. No i dość trudno jest mi się obrócić tak, żeby mieć dobry widok na swój tył. - rzekł, co nie było zupełnie fałszem, ale też ledwo zgadzało się z prawdą. Racja, powodowało to pewien dyskomfort i trudno było obrócić mu się tak, by mieć idealny widok na swój zad, ale gdyby się postarał, po paru minutach coś by zdziałał. W końcu był, hm, dość sprawny. Ale robić we dwóch jest zawsze pewniej przy takiej ranie. Może trochę dziwnie, ale skutecznie, a pielęgniarek w okolicy zbyt wiele nie było, także... jak się nie ma, co się lubi.
- Jakbym dostał jakąś szeroką tkaninę, to mógłbyś ją rozłożyć na ślad po ugryzieniu, a ja bym sobie ją przewiązał tu z przodu.
Sytuacja może i krępująca, ale cóż. Ani Tygrysowi, ani Ra'shadowi blisko do księżniczki nie było, a głupio byłoby wstydzić się zwykłej prośby.
11.03.2016, 12:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#30

Wysłuchał wniosku Cohena, choć sam już był blisko podobnej ekspertyzy. Ogary może i cieszyły Najemnika, bo istniało duże prawdopodobieństwo, iż ich watahy odstraszą demony. Z drugiej jednak strony Ra'Shad nie był zachwycony, że gdzieś w okolicy czai się stado tych bestii. Tylko od warunków jakie stwarzała im okolica, zależała liczebność stada.
Z tego co pamiętał w jednej z ilustrowanych ksiąg widział mało udolny szkic tego stwora. Ważniejszy jednak był opis, że stada regulowane były przez najsilniejszego samca i... ilość pożywienia. Jeżeli w okolicy panował dobrobyt, stada rosły. Rzemieślnik miał nadzieję, że pustynna okolica, raczej nie sprzyjała warunkami do sporej ilości możliwych ofiar. Z drugiej strony... według tego co wspominała Lisa, musieli znajdować się blisko Sohan, a co za tym idzie gęstego szlaku handlowego.
Rozmyślania Nożownika przerwał Tork, który skończył rozmowę z Cohenem jakąś chwilę wcześniej. Ra'Shad usłyszał fragment o konieczności opatrzenia rany, jednak było mu to obojętne. Nie podzielał wesołkowatego poczucia humoru pozostałych Azaratczyków. Tym bardziej nie spodziewał się dość krępującej prośby ze strony wojownika.
Przez moment na usta Rzemieślnika cisnęła się jakaś kąśliwa uwaga, jednak odpuścił. Powodów było kilka. Sam był ofiarą tępego bólu, pulsującego w oparzeniach, a ponadto wolał nie drażnić Torka. Poza tym, musiał oddać honor zwalistemu mężczyźnie, że to dzięki niemu będą mogli coś zjeść, choć rarytas to nie był.
Ra'Shad westchnął, a w duchu podejrzewał że i wojownikowi nie było łatwo podejść z taką prośbą. Na swój typowy sposób, odpowiedział nieco uczelnianym i protekcjonalnym tonem:
- Nie jestem ekspertem w opatrywaniu ran, ale mogę Ci pomóc. Potrzebujemy jakiegoś fragmentu tkaniny, którym można ucisnąć ranę i zatamować krwawienie.
Zapewne nie powiedział niczego odkrywczego, bo nawet mało uważny obserwator, pewnie kiedyś widział opatrywanie ran. Nożownika wspomagała jeszcze obszerna wiedza teoretyczna. Dlatego przyjrzał się miejscu ugryzienia i w miarę możliwości oszacował jego głębokość. Miało to na celu określenie, czy nie została uszkodzona jakaś żyła. Tętnice wykluczył od razu, bowiem wtedy Tork raczej by nie dotarł do obozu.
Rozwijając nieco własną uwagę, Mistyk rozejrzał się za czymś, co nadawałoby się na opatrunek. Jego wzrok spoczął na ciałach martwych Azaratczyków, których przed kilkoma momentami wyciągnięto z wody. Ich koszule wydaje się, nadawałyby się całkiem dobrze na opatrunek, choć było to nieco moralnie mało ostrożne posunięcie. Niestety Ra'Shad był pragmatykiem i realistą. Nie wierzył w religie tylko w fakty. Może dlatego nie był zbyt lubianym człowiekiem.
Miał jednak na tyle godności, aby nie ciąć ubrań na martwych, bez choćby niechętnej aprobaty od strony Cohena i żywych Azaratczyków. To też było pragmatyczne podejście. Ra'Shad po prostu nie chciał wywoływać niepotrzebnego konfliktu.
Zwrócił się w stronę Torka, ale na tyle głośno aby usłyszał go Cohen, znajdujący się w pobliżu.
- Można wykorzystać koszule z martwych. Przepłukane w słonej wodzie nie będą komfortowym opatrunkiem, bo zapiecze, ale nie wda się zakażenie.
Po tym wszystkim odczeka chwilę. Jeżeli Cohen nie odezwie się, ani nie zwróci uwagi, to Ra'Shad postara się zwrócić jego uwagę i złapać porozumiewawczy wzrok. Jeśli spotka się z choćby niechętną aprobatą, upewni się że jeszcze Azaratczycy są tego świadomi, że dostrzegli gest Najemnika-Przywódcy.
Dopiero wtedy Ra'Shad wstanie i podejdzie do ciał, wykrawając za pomocą jednego ze swych sztyletów Piór odpowiednie pasy tkaniny. Następnie wypłucze je w morzu i powróci do Torka aby wspomóc go w zawiązywaniu opatrunku.
Jeżeli jednak Cohen nie przedstawi żadnej reakcji, pozostawi tę kwestię do rozwiązania przez Wojownika, który jako prywatny ochroniarz Lisy, powinien już mieć jakieś poważanie. Powalona bestia pewnie doda kilka punktów do szacunku.

Sam opatrunek ma głównie na celu uciśnięcie rany i zatamowanie krwotoku. Przewiązane kilka razy w pasie, krzyżowane z wiązaniem przez wewnętrzną stronę uda. Ra'Shad nie będzie przejmował się ewentualnym utyskiwaniem wojownika, a ma świadomość tego, że kontakt rany ze słoną wodą raczej nie stanowi komfortowej sytuacji. Po udzieleniu ewentualnej pomocy, Mistyk wróci na swoje miejsce odpoczynku.

Rozważania na temat stada ogarów ogarnęły Nożownika ponownie, kiedy powrócił Zervast wraz z odnalezionym ocalałym. Wygląda na to, że wataha bestii żeruje na karawanach, które są jedzeniem pchającym się w otwarte paszcze wygłodniałych potworów. Może i z relacji wynika, że Sohan jest całkiem blisko, to jednak nie będzie komfortowa podróż. Szczególnie, że musieliby wyruszyć teraz, aby mieć szansę zdążyć przed zmrokiem. To wiązało się jednak z ciągnięciem noszy z Lisą, powłóczeniem nogami przez ewidentnie zmęczonego wojownika i prowadzeniem Ocalałego. No i co ważniejsze, z odpuszczeniem ogniska i posiłkiem z pieczonego ogara... Decyzja będzie wspólna, tylko czy przejście nie będzie zbyt ryzykowne?
16.03.2016, 19:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna