Wybrzeże
#41

Jak się okazało, pozyskanie kory wcale nie było takim łatwym zadaniem. Karłowate drzewa, które rosły na pustyni, nie poddawały się tak łatwo. Ciągłe zmagania z suszą pozwoliły im wykształcić całkiem twardą otoczkę, trudną do zdarcia. Pocieszający był jednak fakt, że runy wyryte na takim materiale będą dość trwałe. To pozwoli użyć kręgów niejednokrotnie.
Po zebraniu odpowiedniej ilości materiałów, Ra'Shad posłużył się jednym ze swoich sztyletów i zaczął pieczołowicie wydrapywać runy na płaskich tabliczkach. Każde zagłębienie wymagało precyzji. Przy stawianiu run każdy detal był ważny. Wielkość symboli, ich głębokość, czy sam ich kształt. Wszystkie linie miały uwarunkowane długości i wyznaczone miejsca przecięcia. Przy tworzeniu bariery z tabliczek, ważnym aspektem było wykończenie run. Każdy z kręgów musiał cechować się inną, indywidualną zależnością. Oznaczało to, że krąg będzie się dopełniał tylko wtedy, kiedy pozostałe symbole będą tych samych wymiarów. Dzięki temu można było zróżnicować kręgi pomiędzy sobą, tak aby runy z innej bariery nie wkradały się pomiędzy te z zupełnie odrębnej sekwencji. Dzięki temu Ra'Shad mógł stworzyć trzy kręgi i przemieszać tabliczki między sobą, bowiem te działały tylko z odpowiadającym sobie symbolami. Nie trudno się zatem domyślić, że stawianie run było rodzajem sztuki, która wymagała czasu.
Dlatego kiedy Najemnik zebrał wszystkich i wydał rozkaz wymarszu, Dowarakhr nie skończył jeszcze przygotowywać wszystkich tabliczek. Postawiony przed faktem, bez możliwości wyboru, zebrał wszystkie kawałki drewna i wyruszył z resztą.
Droga nie była ani krótka ani łatwa. Ra'Shad podejmując się wyprawy, spodziewał się pewnych niedogodności, jednak nie ośmielił się pomyśleć, że zagubią się na pustyni. Co prawda w życiu, przychodziło mu się mierzyć z trudnymi warunkami, dlatego miał zahartowanego ducha. Jego ciało jednak wcale nie młodniało, a z każdym przybywającym rokiem, stawało się odrobinę słabsze. W przeciwieństwie do jego umysłu.
Pomimo iż teraz jego tors przykrywała wyłącznie koszula, to nieubłagane słońce i tak wyciągało z niego ostatnie poty. W sprawie nie pomagały wcale skórzane spodnie i ciężkie buty. Jednak w tym momencie pozostawienie tych rzeczy, byłoby skrajną głupotą. Po gorącym dniu, przyjdzie zimna noc. Wiedział co-nieco o pustyni z ksiąg.
Przekroczyli rzeczkę i szli tak daleko jak tylko było to możliwe. Przypuszczalnie nie zdołaliby dotrzeć do Sohan, nie w tak rozbitej grupie. Dlatego ku uldze wszystkich, późnym popołudniem zarządzono rozbicie obozu. Co prawda było to dość szumne stwierdzenie, ponieważ jedyną rzeczą, co aktualnie mogli rozłożyć, to własne nogi. Mistyk wzorem pozostałych usiadł w miejscu w którym stał. Odpiął klamry butów i ściągnął je na chwilę, pozwalając stopom odetchnąć od ich uciążliwego ciężaru.
Po chwili do Rzemieślnika podszedł jeden z Azaratczyków, był to ten, który zadeklarował swoją znajomość run. Ra'Shad pamiętał, że przedstawił się jako Vural, dlatego zwracał się do niego imieniem.
Mistyk musiał jeszcze skończyć pozostałe tabliczki, jednak pierwszy krąg z przewidzianych dwóch, już był wykonany. Należało go tylko rozmieścić. Ufał, że ktoś zaznajomiony z tajnikami run, szybko zrozumie jak powinien działać ten mechanizm. Szczególnie, że pierwsza bariera miała prostszą strukturę i składała się z jedenastu tabliczek, mających chronić obóz przed małymi demonami pierwszego kręgu. Runy na tych kawałkach kory, specjalnie zostały wydrapane większe. Ra'Shad starał się zająć nimi całą powierzchnię tabliczek. Cel jest prosty, im większy symbol, tym silniejszy, ale również dopuszcza większą przerwę pomiędzy kolejnym symbolem. Ciąg znaków układał się w podstawową barierę. Mistyk szybko wyjaśnił Vuralowi gdzie i w jaki sposób rozmieścić tabliczki. Krąg może nie będzie obejmował sobą powierzchni małego miasteczka, ale okrąg o średnicy dwunastu długich kroków, powinien wystarczyć tej grupie. Vural zabrał się za rozstawianie tabliczek, wbijając je delikatnie w piasek, układających się w runiczny napis.

Sam Rzemieślnik natomiast zabrał się za kończenie pozostałych tabliczek. Te były nieco bardziej skomplikowane, ponieważ łączyły w sobie dwa kręgi jednocześnie. Jeden z nich miał za zadanie powstrzymywać większe demony, drugiego kręgu, drugi natomiast... był przeznaczony na legendy. Ra'Shad wyłącznie czytał doniesienia o demonach trzeciego kręgu i czasami przypuszczał, że nie jest łatwo spotkać któregokolwiek z nich. Jednak z ksiąg nauczył się, jak się bronić przeciwko nim. Dlatego postanowił, iż przezorny zawsze zabezpieczony i dołączy tę kombinację do obrony obozu. Choć podejrzewał, że te runy powinny być stawiane dużo większe i silniejsze. Ten mały okrąg, może da im co najwyżej nadzieję...
Niemniej jednak geniusz w sposobie rysowania polegał na tym, aby wykorzystać obie strony tabliczki, ponieważ obie sekwencje posiadały równą liczbę symboli runicznych. Jednocześnie należało zróżnicować te symbole jakąś cechą, dlatego Ra'Shad posłużył się inną głębokością run dla kręgu na demony drugiego rodzaju. Natomiast runy ryte na legendy demonów, zostały stworzone w lustrzanym odbiciu. Było to ważne z tego względu, że po umieszczeniu tabliczek, ten z kręgów będzie odwrócony "czołem" w stronę obozu. Narysowanie run wspak, pozwalało przekierować działanie bariery aby chroniła przed wdarciem się do wnętrza okręgu, a nie zatrzymując coś wewnątrz niego. To coś jak wywrócenie worka na drugą stronę, tylko znacznie bardziej skomplikowane.
Szesnaście tabliczek zostało skończonych w momencie jak Vural skończył układać pierwszy z kręgów. Przy układaniu drugiego Ra'Shad postanowił sam się przyczynić.
Tabliczki drugiego i trzeciego kręgu Dowarakhr umieszczał na tym samym promieniu co symbole z kręgu pierwszego. Tym sposobem wszystkie trzy bariery tworzyły spójną całość. Dbając o swoją reputację, przyjrzał się jeszcze tabliczką umieszczonym przez Vurala, dyskretnie oceniając, czy nie popełnił gdzieś błędu.
Ra'Shad był perfekcjonistą i nie dopuszczał myśli o popełnieniu błędu, dlatego wolał sprawdzić wszystko dwukrotnie.
Po zakończeniu pracy podszedł do Lisy i krótko poinformował ją o zakończonej pracy:
- Bariera runiczna skończona. Oby nie musiała się przydać. - odwrócił się i już miał znaleźć sobie miejsce, kiedy rzucił jeszcze spojrzeniem przez ramię na pannę Mataraci - Potraktuj kręgi runiczne jako mój prezent dla Ciebie.
Runy, które właśnie zaczęły chronić ich obóz, mogły stanowić kolejną reklamę jego umiejętności. Wiedział, że jeśli tylko dotrą do Azarat, będzie musiał przekonać pewnych ludzi do swoich produktów, zanim zaczną mu płacić w złocie. Najlepiej zacząć już teraz...
19.06.2016, 15:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#42

Po pewnym czasie marszu zatęskniłem do swojej wcześniejszej pracy; niezależnie od tego jak nudna, byłaby lepsza od mozolnego posuwania się naprzód podczas takiego upału. Ale nie mogłem zostać z tyłu, więc cały czas utrzymywałem tempo grupy. Przy okazji zdążyłem kilkakrotnie przekląć się, iż nie zdjąłem swojej kolczugi. Mimo tego wolałem zrezygnować z wygody, niż bezpieczeństwa.
Z ulgą przyjąłem postój, podczas którego mogliśmy też odpocząć. Wędrowałem już i na większe odległości jednego dnia, ale nigdy w takim klimacie. Coraz bardziej przekonywałem się, że wilgotne lasy pełne mokradeł oraz małych jeziorek i szerokie równiny były miejscem, do którego należałem. Większość mojej nauki nie miała zastosowania na pustyni. Owszem, mógłbym skorzystać ze sztuczki lub dwóch, ale to była ostateczność…
Wyrwałem się z zamyślenia - byłem piekielnie głodny, ale przed rozejrzeniem się za czymś zjadliwym chciałem chwilę odpocząć, odzyskać nieco sił. I zdjąć wreszcie buty, bo - bogowie świadkami - czułem iż kilka minut więcej, a moje stopy nie wytrzymają.
Dopiero słowa Lisy zwróciły na nią moją uwagę; zauważyłem, że zaczęła przygotowywać upolowanego przez Tygrysa ogara. Nie podejrzewałem żeby była na tyle miła, aby usmażyć coś reszcie z nas. Po pierwsze była panią kapitan, a nawet ja z tak słabą orientacją dotyczącą morskich zwyczajów wiedziałem, że rola kucharki do tego nie pasuje. Po drugie, z tego co mówiła dało się wywnioskować, iż nie jest jeszcze w pełni sił. I tak wolałbym zająć się tym samodzielnie, choćby tylko po to aby wiedzieć, że gdzieś za mną jest kobieta zdolna ochronić nas przed atakiem smoka. Przeważnie wolałem opierać się na solidnej klindze oraz własnych umiejętnościach, lecz istniały argumenty wobec których nawet ja musiałem skapitulować i odwołać się do czegoś więcej.
Obserwowałem chwilę najpierw jak Ra'Shad kończy grawerowanie symboli na zerwanych kawałkach kory, a potem pomaga rozstawiać je Azaratczykowi, który wcześniej udał się razem ze mną na rekonesans. Same runy nie wyglądały na zbyt skomplikowane - w końcu to alfabet, one nie mogą być trudne - ale ułożenie poszczególnych tabliczek, sposoby umieszczania na nich znaków i ich wielkość… To wydawało się już całkowicie losowe i niepodlegające żadnym regułom. Nietrudno było się domyślić dlaczego usługi ludzi mających wiedzę w tym temacie - tak jak nożownik - były takie drogie. Nawet nie śmiałem poddawać pod wątpliwość tego, że wszystko zostało tam starannie zaplanowane, jak w skomplikowanym mechaniźmie.
Ciekawiło mnie, w jaki sposób Lisa rozwiąże sprawę wart. Nie wydawała się być osobą która - nawet przy relatywnie dobrej ochronie magicznej - zrezygnowałaby z tego sprawdzonego sposobu ubezpieczenia się przed atakiem. A oprócz tego zastanawiałem się, co przyniesie jutrzejszy dzień.
22.06.2016, 19:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#43

Rozstawianie korowych tabliczek ze znakami runicznymi poszło gładko i bezproblemowo, mając do pomocy jednego z Azaratczyków, znającym się na tej robocie. Nie obyło się jednak bez powstania problemu. Zanim Vural zakomunikował o tym, Ra'Shad sam zdążył zorientować się o swej małej omyłce podczas ostatniego, kontrolnego spojrzenia na swe dzieło. Pierwszy krąg mający za zadanie powstrzymanie demonów z pierwszego kręgu był niekompletny. Brakowało jednej tabliczki, która zamknęłaby barierę. Zamiast napisu ROSULMENROK, było: ROSULMENRO. Błąd można było łatwo naprawić, choć zabrakło już więcej korowych tabliczek.
Na słowa Ra'Shada Lisa jedynie skinęła głową, spoglądając przez chwilę na niego znad małego ogniska.
Przemyślenia Zervasta na temat pani kapitan jako chwilowej kucharki dla ocalałych ze statku, okazały się bliskie prawdy. Lisa co prawda dała możliwość upieczenia mięsa, lecz jej rola kończyła się na tym. Z kolei Cohen podawał surowe jedzenie reszcie. Każdy musiał już sam zająć się resztą.


Wieczór zapadł godzinę później. Stopniowo niebo szarzało, przechodząc w coraz ciemniejszy granat. Powietrze schładzało się, dając z początku ulgę dla całego zgrzanego ciała. Później temperatura wydawała się o te parę stopni za niska, lecz utrzymywała się na tym poziomie, kiedy człowiek nie trząsł się jeszcze jak osika. Pomimo warunków pustynnych na tym spłachetku ziemi otoczonym z innych stron morzami traw, warunki były dużo łagodniejsze od tych, które królowały na Krwawej Pustyni.
Panna Mataraci przy zarządzaniu wartami z miejsca wykluczyła samą siebie. Otaczając miejsce dodatkową barierą, która miała być przeciwko ewentualnym bestiom nie demonom, oznajmiła, że na więcej nie będzie jej już stać. Z tego względu, że niebezpiecznym było wychodzić poza ich mały krąg, ustalono, że każdy z osobna będzie czuwać. Pierwszymi wartownikami byli dwaj Azaratczycy, a następnie Ra'Shad, Cohen, Vural, Zervast i Tygrys. Znalezionemu Ulonowi nie okazano zaufania, więc związano mu na noc ręce i nogi, do tego załozono knebel na usta, aby przypadkiem nie uskarżał się zanadto. Przestraszony nie zmrużył ani na chwilę oka, wodząc wzrokiem od wartownika to w ciemny granat nocy.
Aż do warty Cohena nie działo się nic niezwykłego. Cisza. Żadnych krwiożerczych bestii, żadnych wyskakujących w ostatnich promieniach słońca demonów. Wydawałoby się, że reszta nocy minie tak samo, lecz złośliwość losu sprawiła, że coś jednak musiało wypróbować bariery mistyka. Czujny najemnik dość szybko zorientował się, że są obserwowani. Parę razy mignęło coś przed oczami, coś usłyszał, gdzieś jakiś cień, który ledwo odróżniał w ciemnościach. Cohen zbliżył się do Ra'shada, delikatnie klepiąc po ramieniu, aby zbudzić go. Szeptem wyjaśnił, że coś widział i że to coś kręci się w pobliżu.
15.07.2016, 15:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#44

Tork, nie mając wiele do roboty, przyglądał się po prostu pracy Ra'Shada i azaratczyka. Czuł pewną ciekawość wobec run, ale nie miał odwagi ani, chwilowo, chęci do podejrzenia bliżej lub porozmawiania o tych tajemnych znakach. Dodatkowo, jak dotąd nigdy nie odczuł, żeby ich potrzebował - być może jakoś poradzi sobie bez nich.
Obserwował więc z daleka, niewiele mając do podziwiania; jako że usiadł na uboczu, prędzej czy później kręgi musiały być tworzone bliżej niego, co stało się po jakimś kwadransie. Miał okazję przyjrzeć się wtedy glifom z bliska. Na niewiele mu się to jednak przyda: w końcu żeby praktycznie wykorzystać wiedzę z zakresu posługiwania się runami, prócz alfabetu należy znać też konkretne układy run oraz wszystkie detale związane z tworzeniem ich. Poza tym, Tygrys pewnie i tak nie zapamięta znaków na długo.
Niedługo później dostał swój kawał mięsa. Szczęśliwie, była to ładna część mięśni, prawdopodobnie z uda. Powinien być dość pożywny i miło będzie taki pogryźć. Tork zdjął spodnie - w końcu nie miał się czego wstydzić, hłehe - i owinął je sobie wokół dłoni i przedramienia, tworząc tym samym prowizoryczną rękawicę do ochrony przed ciepłem ognia stworzonego przez Lisę. Miał na sobie rzecz jasna gatki, które zakrywały, co trzeba, a eksponowały resztę: doskonale wyrzeźbione mięśnie łydek i ud. No i całkiem przystojne kolanka, choć wiadomo, są różne gusta i te akurat kolanka nie muszą wszystkim się podobać, ale to rzecz jasna.
Następnie podszedł do ognia i zaczął opiekać swój kawałek mięsa nadzianego na znaleziony nożyk. Świetna rzecz, a z początku zdawała się być nieprzydatna. Tygrys był jednak niecierpliwy i, po całym dniu niejedzenia niczego, prócz połowy pomarańczy, odszedł od płomienia dość szybko, przyodziewając swe spodnie ponownie. Zjadł swoją porcje na wpół surową, z wierzchu tylko gotową, w środku jedynie ciepłą. Z jakiegoś powodu nie przeszkadzało mu jedzenie surowych mięs - a nawet czasem pociągało bardziej, niż te "idealnie przypieczone" lub w ogóle mało doprawionych, niedokończonych nawet dań. Niektórym co bogatszym i bardziej dystyngowanym ludziom większość rzeczy jedzonych przez Torka nie przeszła nawet przez myśl jako pożywienie.
Niedługo później, widząc, że mało kto jest chętny do wydawania mu jakichkolwiek poleceń albo zwyczajnego nawiązania kontaktu, a sam również się do tego nie rwąc, zwyczajnie poszedł spać. Uprzednio uwinął swój ekwipunek bliżej centrum "obozu". Nie zdążył dogadać się z członkami drużyny odnośnie warty, wcześniej zdążył zasnąć. I najwidoczniej zostało to zauważone przez grupę, gdyż ci zwyczajnie zamiast go budzić, rozsądnie postanowili, że Tygrys będzie stanowił ostatnią osobę, która po swojej służbie rozbudzi cały obóz i od razu (albo prawie) ruszą w drogę. W ten sposób każdy członek tej grupy powinien być wypoczęty w podobnym stopniu, choć będzie to zależało oczywiście od wielu czynników. Łowca chociażby mógł poszczycić się dość dobrym metabolizmem, no i zdecydowanie lepiej znosił chłód od upałów, z jakimi w dzień mieli do czynienia. Co więcej, nie raz i nie dwa zdarzało mu się spać pod gołym niebem. W dodatku po dobrym posiłku i męczącym - głównie pogodą, choć trochę też podróżą i walką - dniu, powinien zasnąć snem głębokim i nienaruszonym.
I tak też właśnie się stało. Nic nie było w stanie wybudzić go z tego transu, nic zresztą też zbyt usilnie nie próbowało. Dopiero po paru godzinach, gdy Cohen pełnił swoją wartę, w pobliżu obozu zaczęło dziać się coś niepokojącego, przez co najemnik niemal od razu ruszył do Ra'Shada, który ledwo co zdążył się położyć. Aura ochronna, jaką roztoczyła Lisa, mogła być zawodna. Runy też nie zawsze były skuteczne. Tajemniczą istotą, o ile taka rzeczywiście zaczęła się kręcić w okolicy, mogło być dosłownie wszystko, przy czym mogło to być wyjątkowo zabójcze, jeśli cały obóz nie zostanie postawiony na nogi, a bariery zawiodą.
Tygrys był tego jednak nieświadomy, bo pogrążony w swoim śnie. Mocnym, jak niedźwiedzi.
24.07.2016, 02:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#45

Po ustawieniu wszystkich korowych tabliczek, Ra'Shad spostrzegł swój błąd. Zwykle mu się to nie zdarzało, był raczej perfekcjonistą. Dążył do doskonałości. Najwidoczniej wydarzenia ostatniego dnia dały mu się we znaki. Nie należało do najmłodszych już osób i choć drzemała w nim jeszcze dawna siła, to pewnie rany po poparzeniach oraz palące słońce, mogły dać się we znaki.
Gorszą wiadomością był fakt, że zabrało już korowych tabliczek, co za tym idzie materiału na którym stawiał runy. Istniał jeszcze jeden sposób...
Kiedy inni byli zajęci swoimi zadaniami, Rzemieślnik odszedł na kilka kroków od obozu. Brakowało tylko jednej płyty oraz jednego symbolu. Nie wymagało to dużej ilości materiału ani wkładu pracy. Skupił się, przywołując na zewnątrz swoje przekleństwo. Chłodna fala magii przepłynęła po jego ramionach, a następnie skanalizowała się w dłoniach. W kilka chwil, pomiędzy palcami Nożownika zaczęła unosić się czarna mgiełka, szybko nabierając gęstości. W zaledwie parę oddechów, pomiędzy dłońmi Dowarakhr-a lewitowała czarna maź. Myślą Rzemieślnik ukształtował płytkę z dbałością o detale, włączając w to runiczny symbol...

Kiedy przykładał dłonie do uformowanego obiektu, ten już był twardy i dość ciężki. W sumie był to kawał czarnego żelaza z idealnym odwzorowaniem runy, niemożliwym do osiągnięcia za pomocą dłuta. Najpewniej będzie to najsilniejszy element całego kręgu.
Wracając do obozu, upewnił się, że nikt nie zwracał na niego szczególnej uwagi. Z Vuralem wymienił tylko krótkie spojrzenie, dając mu niemy znak, aby nie interesował się sprawą za nadto. Wyglądał na inteligentnego Azaratczyka, znał runy, pewnie Mistyków również. Ra'Shad nie należał jednak do grona tych, którzy przechwalają się swoim przekleństwem. Wierzył, że Vural zachowa dyskrecję.
Nożownik wyłowił też kątem oka, że Tork przyglądał się płytkom z runami. Wyglądał na zaciekawionego, choć raczej bardziej faktem samych run, niż ich wykonaniem. Ra'Shad mało wiedział o tym wojowniku, też wydawał się być cichym typem, skrywającym pewnie jeszcze nie jedną tajemnicę. Z resztą, kto w tym doborowym towarzystwie ich nie miał?
Mistyk uznał - umieszczając tabliczkę na swoim miejscu w kręgu - że Tork nie będzie zadawał niepotrzebnych pytań. Nawet jeżeli dojdzie do symbolu umieszczonego na czarnym metalu.
Na szczęście powoli zaczynało zmierzchać, co czyniło samą tabliczkę mniej widoczną.

Ra'Shad przyjął jedzenie i choć nie przepadał za surowizną, to większego wyboru nie miał. Z głodu nie zamierzał umierać, a już nie takich rzeczy się najadł w życiu. Nie zawsze mógł sobie pozwolić na pełnowartościowe posiłki. Opiekł kawałki tylko nieznacznie. Na tyle aby ściąć niesmaczna krew i pozbyć się ewentualnego paskudztwa, które się w nim lub na nim czaiło.
Lisa oferując swoją magię, wykluczyła się z wart, co było słusznym posunięciem. Sam Rzemieślnik dostał drugą wartę, dlatego też nie zdołał zasnąć przed tym jak nastała. Pogrążył się raczej w płytkim półśnie na jawie. Był świadom otoczenia, jednak na swój sposób odpoczywał, pogrążając się we własnych myślach. Zadowalał się chłodem, który przyszedł wraz z nocą. Dawał wytchnienie jego poparzeniom.
Na swojej warcie czujnie obserwował okolicę. Nawet mrok nocy niespecjalnie mu przeszkadzał. Prawdopodobnie oczy również chciały odpocząć po słonecznym dniu i pozwalały mu bardziej niż zwykle przenikać ciemność. Zupełnie jakby stały się jego dobrym talizmanem...
Cisza jaka panowała na przepastnych piaskach, zdawała się przytłaczać człowieka. Po pewnym czasie, można było przysiąc, że słychać przesypujący się piasek pchany wiatrem. Zupełnie jakby znajdowali się w ogromnej klepsydrze, która odlicza czas do kolejnego poranka.
Kiedy nadszedł czas zmiany, Mistyk podszedł po Cohena, dając mu znać że teraz jego kolej warty.
- Cisza i mrok. Słychać tylko oddech Pustyni. - szepnął, gdy Najemnik zajmował jego miejsce.
Ra'Shad znalazł sobie trochę przestrzeni i ułożył się na piasku patrząc w niebo.
Cisza i mrok.
Tutaj to dobry znak, a jednocześnie dwa największe lęki ludzi. Omen.
Jakże rozbieżne są poglądy w zależności od sytuacji... Z tą myślą zamknął oczy z nadzieją, że odpocznie jeszcze chwilę. Co prawda przydarzyła mu się popołudniowa drzemka, jednak warto zbierać siły na jutrzejszy marsz.
Nie dane było mu długo pospać. Cohen zbudził go z informacją, że coś czai się w ciemności. Obawy Najemnika mogły być słuszne, dlatego Ra'Shad nie zerwał się od razu. Delikatnie uniósł głowę i rozejrzał się dyskretnie po okolicy. Jeżeli byli obserwowani, to ostatnią rzeczą jaką mogli teraz zrobić, to podpuszczać to coś, co czaiło się w mroku nocy.
Mistyk klepnął Cohena porozumiewawczo w ramię i wytężył wzrok. Tej nocy miał o wiele lepsze wejrzenie w ciemność niż zwykle, mógł więc dostrzec coś więcej niż Najemnik.
Jeżeli uda mu się coś wypatrzyć, tylko upewni wojownika w jego przypuszczeniach. Samemu natomiast chciałby w miarę możliwości zidentyfikować zagrożenie. Wolał wiedzieć, na co powinni się przygotować.
Mimo tego czy uda mu się coś dostrzec, szeptem wyda instrukcje Najemnikowi. Nisko przy ziemi, powoli i dyskretnie, należy pobudzić wszystkich obozowiczów. Bez dźwięku wysuwanej stali, nadmiernych ruchów, czy też podniesionych głosów. To tylko alert, nie odpowiedź na atak. Nagła szamotanina i rozgardiasz w obozie, może sprowokować napastnika do ataku. Nie wiadomo, czy istota lub istoty na pustyni tylko się im przyglądają, czy szukają słabych punktów, albo czekają na nieroztropnego gapowicza, który opuści bezpieczny krąg za potrzebą.
Ra'Shad też dyskretnie sięgnął pod koszulę, namacawszy swój pas, powoli wyciągając jedno z Piór, jego prywatnych sztyletów. Przezorny zawsze zabezpieczony.


Aktualny urok na talizmanie daje Ra'Shadowi m.in. zmniejszone odczuwanie bólu oraz
widzenie w ciemności. Ponadto pierścień +6 many na post (co powinno ograniczyć zużycie many przy użyciu zdolności.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.09.2016, 21:59 przez Ra'Shad.)

15.09.2016, 21:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#46

Tygrys pogrążył się w głębokim śnie. Z początku senne majaki przewijały się bez ładu, urywkowo, bez związku z poprzednim obrazem. Później przekształciły się w konkretny ciąg scen, w której, a jakże inaczej, odgrywał główną rolę. Tork widział siebie, dużo młodszego, prawdopodobnie wtedy, gdy miał kilkanaście lat, w otoczeniu innych ludzi. Mógł być pewien, że nie przepadał za nimi. Może nawet nienawidził. Zakuty w łańcuchy był traktowany jak zwierzę i tak też zachowywał się. Młody Tygrys widział wiele twarzy obserwujących jego pożałowania godną egzystencję. Zdarzali się też i tacy, których to bawiło, zarabiając na nim. To przeświadczenie, które mu towarzyszyło, że żył tylko dla korzyści innych, szybko znalazło potwierdzenie w kolejnym majaku, w którym walczył na arenie przypominającą klatkę. Wojownik oglądał siebie podczas walk na gołe pięści. Wrzaski publiczności ogłuszały. Wołali o więcej. Żądni krwi i kolejnych wrażeń, traktując mordercze zmagania niewolników tylko jako rozrywkę. A Tork walczył dalej, pozbawiając przytomności, miażdżąc innym kości, zabijając.
Koszmar nie miał końca. Raz po raz powtarzały się te same sceny, dręcząc łowcę. W tym wszystkim dominowało przeświadczenie, że to prowadzi do czegoś konkretnego, czegoś, co już wcześniej przykuło jego uwagę. W ostatnim majaku zobaczył siebie w innej sytuacji. Przegrywał z kimś na ringu. Mężczyzna skopał mu pokazowo tyłek. Obity, rozłożony na deskach Tork w krótkim przebłysku zrozumiał, że zna go. Przeciwnik podszedł do niego. Łowca nie wiedział, co zrobił następnie, bo sen urwał się raptownie, a obudzony szturchaniem, spojrzał prosto na Cohena, człowieka, którego już kiedyś spotkał. Tygrys nie mógł mieć wątpliwości, że to, co ujrzał w koszmarze, to przebłysk przeszłości, o której nie pamiętał.
Cohen szeptem poinformował, że coś czai się na zewnątrz kręgu. Reszta towarzyszy także już nie spała z napięciem patrząc przed siebie, jakby przeczuwając niebezpieczeństwo.
W międzyczasie Ra'Shad obserwował dookoła ich obozu. Jego wzrok przenikał przez ciemności. Szybko dostrzegł w oddali pojedynczy ruch. Coś poruszyło się na granicy widoczności. Po kilkunastu sekundach mógł przyjrzeć się temu lepiej. Czworonożna istota węszyła dookoła, badała teren. W pewnym momencie ogar, którego bez trudu mógł rozpoznać, podniósł łeb, kierując go w stronę ich małego obozu. W ciszy rozległ się pomruk przypominający warkot. Z boku pojawiły się jeszcze dwie bestie. Niczego więcej Ra'Shad nie widział i mógł być pewien, że nie ma w pobliżu. Ponadto te trzy ogary zachowywały się tak, jakby same miały zamiar ich zaatakować.
Dzieliło ich od ludzi około trzydziestu metrów. Znaków, że demony mogły gdzieś zbłądzić w pobliże wybrzeża, brakowało. Pozostali już obudzili się, z napięciem wpatrując się w ciemność, w której nic nie dostrzegali.


Ra'Shad - 138/165 many

Ze spraw organizacyjnych - od tej pory odpis z mojej strony będzie pojawiać się po odpisie Tygrysa i Ra'Shada. Jeżeli Zervast chce dalej kontynuować grę, może pisać w każdej chwili w wątku, oczywiście dopóki jego postać nie zostanie uśmiercona, a tak stanie się przy pierwszej okazji. Na tę chwilę wypada z kolejki. Prawie trzy miesiące to aż nadto czasu, aby zmusić się do odpisu bądź skontaktować się ze mną.
05.10.2016, 15:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#47

Tork obudził się, zlany chłodnym potem. Widząc zarys twarzy Cohena, przez chwilę miał dziwnie silną potrzebę, żeby ją uderzyć, choć wiedział, że ten nie był jego wrogiem. Serce biło mu jak dzwon, oddech miał przyspieszony, lecz niezbyt głęboki. Sam zdziwił się tak gwałtowną reakcją swojego organizmu; fakt faktem jednak dawno jego życie nie wyglądało aż tak szaleńczo i tak bardzo wyrywało się z monotonii, jak w ciągu ostatnich paru dni. Być może to było przyczyną.
Śniło mu się coś. Ciekawostka, bo snów nie miewał od dłuższego czasu, a już z pewnością nie takich; był zaś prawie pewien, że mrzonka przedstawiała jego rzeczywistą przeszłość, a nie była zwykłym koszmarem, choć nie miał do tego logicznych podstaw... lub świadomie ich nie dostrzegał.
Szczerze mówiąc, nie był pewien, w którym momencie przekroczył granicę między snem a rzeczywistością. Ba, przez chwilę czuł się, jakby dalej był pogrążony w odmętach swojej ciasnej głowy. Z tej konsternacji wyrwały go jednak jawiące się przed nim zarysy prowizorycznego obozu, który przypomniał sobie jako wydarzenie "z ostatniej chwili", no i pewne bodźce fizyczne, jak chociażby ból dupy. Nie ustąpił, choć rana zapewne była na dobrej stronie do zagojenia się. Z drugiej strony - gdy już dotarło do Torka, że coś ponoć krąży wokół obozowiska - jeżeli się nadwyręży, jego stan może się pogorszyć.
Głupotą jednak byłoby położyć się i spać dalej. Łowca podniósł się najpierw na rękach, by dość zręcznie przejść do pozycji kucznej - niezbyt uwidaczniając się ani dając znać o swoim położeniu przez dźwięk, ale jednocześnie pozwalając sobie na dość dużą swobodę ruchów. Natychmiast zaczął zakładać swoje buty, nie stresując się zanadto możliwością ataku bestii. Drżenie rąk i niepokój może tylko przeszkodzić przy tej względnie delikatnej robocie.
"Mamy jakieś toporki pod ręką?" - rzucił w myślach sam do siebie, rozglądając się po okolicy, co jednak nie przynosiło najlepszych efektów - jego wzrok jeszcze nie przyzwyczaił się do ciemności; w ogóle zresztą nie funkcjonował całkowicie jak należy, tuż po przebudzeniu. Wystarczyło jednak odczekać jeszcze kilka-kilkanaście sekund, a być może coś się rzuci w oczy... tak krótka broń nie była mu niezbędna, gdyż nie dawała szczególnej przewagi dystansu, a i tak specjalizował się w bliskim zwarciu. Gdyby jednak miał coś na kształt siekierki pod ręką, zawsze mógłby nią wprawnie rzucić w szarżującą bestię, co mogłoby przy odrobinie szczęścia pozbawić ją jakiejkolwiek chęci do walki. Już na zawsze. Chyba że czyhały na nich demony, ponoć niewrażliwe nawet na zimną stal... wtedy jedyne, co mógł zrobić Łowca, to chyba tylko zaufać zdolnościom pisania run Ra'Shada i jego azarackiego kompana.
05.10.2016, 18:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#48

Trzy ogary, nawet w warunkach nocnych na środku pustyni, nie stanowiły większego wyzwania ani dla Azaratczyków, ani dla łowców oraz mistyka. Adrenalina wszystkim skoczyła, niektórym pot zrosił czoło, kark, spłynął rowkiem po dupie. Ubito kręcące się potwory. Po czujnym obserwowaniu otoczenia przez następne kilka godzin nie dostrzegli następnych osobników. Przeczekali w spokoju aż do świtu.
Dalsza wędrówka w upale, z balastem w postaci Lisy, szło im się ciężko. Z każdą godziną opadali z sił, jednak brnęli naprzód, by dotrzeć do Sohan. Minęły trzy dni - na głodzie, spragnieni, z krwawiącymi ranami i bąblami na stopach. Pod koniec ich beznadziejnego marszu mierzyli się z majakami, niektórzy z potężnym bólem głowy potęgowanym przez ostre promienie słoneczne. W końcu jednak pokonali wybrzeże i dotarli do miasta.
Tam już znaleźli pomoc. Dzięki powiązaniom Lisy szybko się nimi zajęto, a po kilku dniach przetransportowano wszystkich do Azaratu. Kapitan statku okazała się słowna i dotrzymała warunków umowy. Poniekąd, bo jeśli wierzyć plotkom, tylko Tygrys jeszcze żył.
Od momentu, gdy dotarli do Azaratu losy trójki bohaterów rozdzieliły się. W tajemniczy i podejrzany sposób Tygrys nie spotkał już więcej ani Ra'Shada, ani Zervasta. Wszelkie próby nawiązania z nimi kontaktu skończyły się niepowodzeniem. Wkrótce do łowcy dotarły niepokojące wieści. Zervasta znaleziono martwego w zaułku z poderżniętym gardłem. Plotki głosiły, że tam łowca nie zginął. Ogołocony ze wszystkiego, będąc mało interesującą postacią w tej krainie, prędko został zapomniany. Jedynie fakt, że był obcym, sprawił, że Tygrys cokolwiek o nim usłyszał.
Co do Ra'Shada rzecz miała się inaczej. Mistyk zniknął bez śladu. Po podpytaniu ludzi Lisy można było dowiedzieć się, że najprawdopodobniej rzemieślnik wywinął jakiś numer. Niektórzy zarzekali się, że widzieli, jak odrąbują mu jedną rękę. Pewni byli, że teraz pracuje dla rodziny Lisy, ale na pytanie komu potrzebny byłby kowal bez jednej ręki, nie potrafili odpowiedzieć.
Ostatecznie Tygrys został sam. Pominięty przez resztę. Jego umiejętności nie były już nikomu przydatne, więc po skończeniu swojej roboty, po prostu zapomniano o nim. Być może tylko dzięki temu jeszcze żył i nie skończył jak Ulon, którego kilka dni po powrocie do Azaratu publicznie ścięto.



Koniec sesji.
21.10.2017, 18:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna