Południowe wzgórza Azarat
#21

Nie powiedział słowa, kiedy Farid zaczął naciągać swoją kuszę ponownie. Szakal już przedstawił swoje stanowisko i wierzył, że rabusie nie będą już skorzy do dalszej walki. Przynajmniej nie otwartej.
Zasada jest prosta, łachudra zawsze pozostanie łachudrą, dlatego Thanubris zachował pełną czujność. Wolał też nie dopuścić nikogo za własne plecy. W tym też celu, wolną ręką uchwycił Vulpa za chrapy i prowadził blisko siebie. Na tyle blisko, aby wierzchowiec osłaniał plecy Łowcy, gdyby gdzieś na półkach skalnych, czaili się poukrywani strzelcy. Od frontu wojownika osłaniał pawęż ozdobiony kręgami runicznymi i wizerunkiem czaszki na czele.
W głosie i stylu opowieści, Zhakhal wyczuwał na zmianę strach i zrezygnowanie Farida. Wyglądało na to, że już długo mierzyli się z czymś, co oni nazwali Demonami Pustyni. Trudno z opisów rabusia, było określić o jakim typie demona bądź bestii mówią. Najwidoczniej stały się ich prywatnym koszmarem i nawet nie starali się tego tłumaczyć w inny sposób.
Szakal jako stały bywalec piasków Krwawej Pustyni, znał kilka typów demonów, wielu z nim mógł się przyglądać podczas nocy pod gołym niebem. I dlatego też doceniał siłę barier runicznych.
Oraz ich wady.
Na własnej skórze przekonał się, czym jest przerwany krąg i co to znaczy spotkać się z demonem. Jakieś niewyraźne mrowienie przepłynęło przez jego twarz.
Szakal przysłuchiwał się opowieści Farida, starając się wychwytywać szczegóły, strzępy informacji, które możliwe że rabuś przekazywał nieświadomie. Pustynnego Łowcy nie ujęła jakoś historia umierające przywódcy szajki, choć uderzyła go otwarta nielojalność opowiadającego. Wyglądało na to, że najchętniej sam dobiłby szefa, aby tylko zdobyć powód do ucieczki z tego miejsca. Trudno było mu się dziwić, jednak jakikolwiek by nie był lider, wciąż pozostaje ich przywódcą.
Działają nielegalnie, dlatego wzmianka o kryjówce w Azarat też nie poruszyła Szakala. Zwrócił natomiast uwagę na dwie istotne rzeczy. Pierwsza dotyczyła poszukiwań dziennika. Rabusie nie wyglądali raczej na amatorów literatury i przygody, zatem musiał mieć on jakąś wartość. Łowcy wydawało się, że już gdzieś o tym słyszał, a może to tylko bajki lub bujdy opowiadane przez pijanych wojaków?
Chwilowo postanowił skupić myśl na drugiej rzeczy. Farid wspomniał, że runy odstraszają potwory. Nie chronią przed nimi, czy odbijają ich ataki. Odstraszają.
To nie było zachowanie typowe dla demonów, one zwykły tłuc w barierę, wytrwale, przez całą noc szukając jej słabych punktów. Wysłannicy otchłani są napędzani czystą rządzą niszczenia i mordu, ich nie odstrasza widok run. To zaś pozwoliło Szakalowi wierzyć, że w tych skalnych przeręblach czai się jakiś specyficzny rodzaj bestii.
Na wzmiankę o runach i blefowaniu, Thanubris nawet nie drgnął. Nie zareagował w żaden sposób na wyczekujące spojrzenie rabusia. Pozostawał cichy i obojętny tak samo jak przez całą podróż wąwozem. Tylko słuchał i częściowo skrywał się za tarczą.
W końcu przystanęli, znajdował się tutaj Kass, który najwyraźniej skończył swój krótki zwiad. Pierwsza informacja była lakoniczna, dlatego to Farid pośpieszył z wyjaśnieniami dla Zhakhala, niezaznajomionego z tutejszymi warunkami bytowania.
Łowca uzyskał dwie opcje. Ratować porwaną kobietę i jej dobytek, czy poznać Tufa i zgłębić historię dziennika. W obu sytuacjach pewnie uraduje Mistrza Vogera. Z jednej strony, dziennik prawdopodobnie leżał tam od stuleci i może jeszcze poleżeć jakiś czas. Kolejną ofiarę znalazłby najbliżej w Azarat, a to kawał drogi.
Z tego co zrozumiał, bestie które rabusie nazwali Demonami Pustyni, przybywały z głębi doliny. Czyli logicznym było, że idąc im naprzeciw, nie dostaną się do obozu.
W tym momencie rozległ się dziwny, przeciągły skowyt, który Farid podsumował bardzo krótko i dobitnie. W Szakalu jednak już zaczynała krążyć szybciej krew, promienie słońca stały się bardziej kontrastowe, a cienie załomów skalnych zyskały wyraźniejsze kontury. Usta Zhakhala drgnęły pod maską. Czuł zew.
Odwrócił się w stronę Farida.
- Pilnuj mego konia. Od teraz odpowiadasz za niego głową. Wskaż mi drogę do obozu, żebym wiedział którędy do was dotrzeć.
Nie musiał dodawać, że idzie po towarzyszkę podróży. Już te słowa i działanie, wyraźnie wskazywały na cel. Niezłomny, twardy ton wojownika nie przyjmował sprzeciwu, a groźba która w nim zabrzmiała, była jak najbardziej autentyczna. Vulp nie był tanim wierzchowcem, był dobrze przeszkolony i towarzyszył już Szakalowi w wielu bitwach. Jeżeli zastanie go rannego lub z brakującym dobytkiem, rabusie odpowiedzą głowami. Wciąż też pamiętał o Zahu, któremu Thanubris poprzysiągł przynajmniej powybijać zęby. Mimo iż uważał tych ludzi za rabusiów, zrozumiał ich groźby dotyczące wierzchowców. Ponadto w wąwozie ciężko byłoby mu atakować z grzbietu wierzchowca. Naturalnym wyborem była walka piesza i oddanie Vulpa pod opiekę, jakakolwiek by ona nie była.
Odczekał chwilę, aby wysłuchać wskazówek Farida puszczając mimo uszu jego ewentualne reprymendy. Jeżeli będzie chciał dołączyć, Szakal nie będzie się sprzeciwiał, rabusie lepiej znali teren i przeciwnika.
Zhakhal spojrzał w dal opadającego wąwozu ku dolinie na dole. Podrzucił pawęż i poprawił jego chwyt, drugą rękę położył na rękojeści Khopesha.
Jeżeli ludzie szajki postanowili zostać, to zanim Łowca ruszył, rzucił jeszcze przez plecy:
- Obym nie musiał was szukać po krańcach świata. Lepiej żebyście tutaj czekali.
Szakal miał dobry węch, potrafił znaleźć swoją ofiarę, choćby nie wiem jak daleko uciekała.
Wojownik Pustyni, śmierć w rękach Abadda, ruszył lekkim truchtem w głąb doliny. Nie był to męczący bieg dla Zhakhala, starał się stąpać cicho i dotrzeć do kobiety w miarę szybko. Uważał ją za swoją własność, a nie zwykł marnować swego mienia. Nie wiedział czego powinien się spodziewać, dlatego wyczulił swoje zmysły, wpadł w bojowy nastrój i dzięki temu zachowywał najwyższą czujność.
Czujność pola walki.
25.12.2015, 13:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Południowe wzgórza Azarat
#22

Po uwolnieniu się z więzów wszystko stało się jakby prostsze. Shariel opatrzyła wierzchowca na tyle ile mogła. Rana na zadzie okazała się płytka i wystarczyło pozbyć się ukośnie wbitego tylko pod skórę ostrza bełtu. Po wstępnych oględzinach terenu mogła już spokojnie wracać do miejsca z którego poniósł ją ranny koń. Do ludzi.
Skupiona podążała trzymając wierzchowca za uzdę a złożoną póki co kosę w drugiej ręce.
I na tyle by było jeśli chodzi o powrót, bo nagle osypały się z góry kamyczki ... jakby powtórka z rozrywki sprzed paru chwil. Tym razem jednak nie pokazali się ludzie tylko coś innego, można by rzecz w pełnej okazałości nawet i gorszego od człowieka.
Całe szczęście że miała na twarzy maskę. Grymas strachu wymalowany teraz na obliczu dziewczyny był niewidoczny zza złotego oblicza.
Przysunęła się do konia by uspokoić go choć trochę. Jednak po tym, jak pierzasty jegomość zaskowyczał zdawało się już całkiem niemożliwym by okiełznać rumaka. Sha pociągnęła mocniej za wodze dając zwierzęciu  znak że panuje nad sytuacją. W zależności od ruchu stwora dziewczyna miała dwa wyjścia. Skoro na ucieczkę było za późno, pozostawała walka. Jeśli by ku niej pierzasty skoczył to puściłaby wolno konia i zajęłaby się agresorem. Szybki plan znów nakreślił się w jej głowie.
Schowana za maską obserwowała przybysza wnikliwie. Nie była to bestia w stylu byle potwora. Po tym, że miał przepaskę na biodrach oraz miniaturowe głowy jako ozdoby, wywnioskowała że musi on być rozumny oraz tworzyć społeczeństwo. Ta druga myśl była przerażająca, bo on jeden sam był i tak już bardzo przerażającym przeciwnikiem. Była zdziwiona że nie napotkała w swych poszukiwaniach o tych istotach żadnej wzmianki w księgach które studiowała, a przecież zdawało się, iż była bardzo obyta w temacie legendarnych istot.

Rosły osobnik jednak nie zaatakował. W momencie kiedy rzucił czymś w jej stronę przy okazji niezdrowo interesując się jej wierzchowcem, Shariel mało nie wykrzyknęła. Zrobiła krok w bok chcąc zasłonić się kosą jeśli byłby to atak, ale przedmiot okazał się tylko metalową starą piersiówką.
Znów plan zabłysł w jej myślach. Kontakt. Może i z porywaczem się nie udało nawiązać kontaktu, ale jeśli ta istota współpracuje z innymi swego gatunku to musi się komunikować.
W momencie gdy myśli zaczęły wypierać emocje Shariel zaczęła się uspokajać.
- Mam to wziąć? Mogę to podnieść? - Spokojnym głosem zapytała zwierzę, nie, istotę. Nie mogła o nim myśleć jak o zwierzęciu. Nie miał być pupilkiem czy szczenięciem, lecz partnerem do rozmowy. Przerażającym rozmówcą, o ile umiał jakoś mówić. Póki co tylko wyciem konia straszył.
Pytając pokazała ręką w stronę piersiówki i zwalniając wodze bardzo powoli pochyliła się by podnieść wolną ręką przedmiot jednocześnie nie spuszczając z oczu pierzastego przybysza.

Znów miała dwa wyjścia o ile dobrze zrozumiała przekaz, że pojemnik miał być jakimś osobliwym instrumentem porozumienia.
Jeśli piersiówka będzie pusta znaczy że być może pierzastemu chciało się pić. Wtedy plan wyglądałby w taki sposób.
- Jesteś spragniony? Nie macie wody? - Od razu nawiązałaby do grupy. Tylko Abaddon wiedział czy pierzasty coś rozumie czy tylko z tonu głosu czyta jej intencje. - Mogę podzielić się wodą. - Ze swojego ekwipunku wolnymi ruchami wzięłaby bukłak by ku przybyszowi go skierować w wyciągniętym ręku. Od reakcji pierzastego zależałyby kolejne jej ruchy.
W przypadku gdyby coś było w środku piersiówki kiedy by ją podniosła to byłaby trudniejsza sprawa. Gest istoty wykonany w jej stronę jakby nakazywał zając się trunkiem znajdującym się w środku. Ale co to było?
- Mam spróbować? - Zapytałaby go nadal mając nadzieję że nie zareagowały atakiem na jej słowa. Jego cywilizacja raczej nie była tak potężna żeby ważyć trucizny skoro ubogo się ubierali i rozgrzebywali rzeczy podróżnych. Nie było w ich atakach finezji cechującej trucicieli. Te istoty w jej mniemaniu były raczej proste. Nie przeciągając bardziej by nie drażnić przybysza uniosłaby manierkę do ust.
- Abaddzie na twoją chwalę - I łyknęłaby napój patrząc na reakcję istoty.
Jeśliby teraz zaatakował to nie łykałaby tego co miała w ustach lecz wyplułaby to szykując się do walki jednym ruchem uwalniając ostrze kosy.
A kosę cały czas miałaby przy sobie jakoby niegroźny kij podróżny.
25.12.2015, 22:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Południowe wzgórza Azarat
#23

MG

Zhakhal


Farid popatrzył z niedowierzaniem na Szakala. Zaśmiał się przy okazji kręcąc głową.
- Aż tak cię przypiliło że lecisz ratować dupę? Daj se spokój. Przenocujemy w obozie, wrócimy do Azarat i będziesz miał tyle cipeczek ile tylko zapragniesz. Czy ta dupa warta jest życia?- Farid mówił niedowierzającym i lekko kpiącym tonem. Liczył również że jednak najemnik zmieni zdanie. Lecz widząc jednak że Khanubris zdania nie zmieni machnął ostatecznie ręką.- Koniowi nic się nie stanie. Chyba że staniemy przed wyborem, koń albo my ale to wtedy wiesz co wybierzemy, choć w takiej sytuacji i tak nie będziesz potrzebował konia bo będziesz już dawno martwy. Idąc tam wystawiasz się na pewną śmierć głupcze.- Na koniec Farid wskazał głową w stronę niewielkiej ścieżki.- Idąc tą ścieżką trafisz prędzej czy później do obozu. Droga jest kręta i trudna do przebycia. Niestety na koniec ścieżka jest niedostępna dla koni ale kiedyś zrobiliśmy prowizoryczne miejsce dla wierzchowców by można było je uwiązać i trzymać bez obawy że pójdą nie wiadomo gdzie. Gdy dotrzesz z powrotem do swego wierzchowca, zawołaj a doprowadzimy cię do obozu.
Farid szybko wytłumaczył jak dotrzeć do obozu i gdzie może spodziewać się swego wierzchowca. Kiedy Szakal ruszył truchtem w dół doliny usłyszał jeszcze krzyk Farida.
- Skoro taka dobra jest to może jak wrócicie to też skosztujemy dupeczki?!
Droga była długa, skalista i kręta. Widać wierzchowiec dziewczyny musiał daleko ją zawieść. A że droga często zakręcała to wymagało to chwilowych postojów by z uwagą i ostrożnością upewnić się co znajduje się za zakrętem. Trucht sprawił że mięśnie się rozgrzały, choć Szakal nie odczuwał jeszcze zmęczenia.



Shariel


Demon Pustyni rzucając piersiówką nie wykonał ataku. Przyglądał się mistyczce z żywym zainteresowaniem przy okazji przekręcając głowę na boki. Gulgotał przy tym w miarę głośno i niemalże nieustannie, pierwsze wrażenie jakie odniosła Shariel to takie że gulgotanie przypominało gruchanie gołębi. I w zasadzie stwór podobnie się zachowywał. Nie wydawał się wrogo nastawiony. Jedynie irytowało go zachowanie jej wierzchowca który cały czas był niespokojny.
Shariel luzując nieco wodze lecz nie wypuszczając ich z dłoni podniosła piersiówkę. Naczynie było zniszczone i puste. W środku coś zagrzechotało ale była otwarta i przechylając ją lekko dziewczyna ujrzała jak wysypują się drobinki piasku ze środka. Lecz podnosząc piersiówkę Demon zagruchał (gulgotanie coraz bardziej przypominało gołębie gruchanie) głośno. Potrząsnął swym workiem i postąpił dwa kroki w stronę dziewczyny. Przyglądał się jej uważnie.
Dziewczyna chcąc poczęstować nieznanego stwora wodą wzięła torbę ze swymi rzeczami z końskiego grzbietu. Przy torbie znajdował się bukłak. Przy tej czynności jednak dziewczyna musiała na chwilę wypuścić wodze z ręki. Kiedy zwierzę wyczuło ten fakt oraz to że Demon przybliżył się w ich stronę wierzchowiec Shariel uciekł w dół doliny. Tu droga nie wiła się już tak bardzo i zwierzę odbiegło na bezpieczną odległość lecz patrząc w dół można było go ujrzeć jak po zatrzymaniu się drobi w kółko i parska nerwowo strzygąc przy tym uszami.
Pal licho wierzchowca. Trzeba było zainteresować się realniejszym zagrożeniem i zaskarbić sobie względy humanoidalnego ptaszora. Dziewczyna wyciągnęła rękę trzymając w dłoni pełny bukłak wody. Ciecz zachlupotała. Demon zagruchał i podszedł niepewnym krokiem, a raczej susami mając przy tym nieco przygarbioną postawę. Przy okazji niósł też własny worek. Podszedł na tyle blisko że Shariel wręcz mogła rozpoznać upiorne oblicza jego niecodziennych ozdób przy pasie. Ptaszor szybkim ruchem podskoczył do bukłaka i wyrwał go z dłoni dziewczyny, następnie odskoczył od niej i przyjrzał się swej zdobyczy. Potrząsnął skórzanym workiem na wodę. Zagruchał przy tym żywo słysząc w środku chlupotanie wody. Następnie nie otwierając go (może nie wiedział jak?) włożył go do swego worka. Następnie spojrzał znów na dziewczynę przekrzywiając przy tym swe upiorne oblicze. Potrząsnął workiem i zagruchał. Czyżby zagruchał pytającym tonem, tfu, gruchaniem?


//Nie jestem osobą która lubi ustalać kolejki. Lecz w tej chwili jestem zmuszony powiedzieć że kolejka należy do Shariel. Zhakhal może odpisać (ale nie musi) opisując jedynie drogę i/lub odpowiedź na słowa Farida. W tej kolejce Zhakhal nie dociera jeszcze do mistyczki.

Po odpisie Shariel nastąpi kolejna narracja bez czekania na ewentualny odpis Zhakhala.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






27.12.2015, 19:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Południowe wzgórza Azarat
#24

Nie odpowiedział na zaczepkę Farida. Co nie oznaczało, że wcale się nie przejął jego komentarzem. Wcale nie chodziło o honor kobiety czy bohaterską pomoc. Wyglądało na to, że po powrocie, Szakal będzie zmuszony postawić kilka spraw jasno. Teraz jednak liczył na bitwę, kolejną walkę w życiu. Przelaną krew w imię Abadda i stawienie czoła nowemu wyzwaniu.
Zhakhal od zawsze starał się przekraczać kolejne granice. Nie lubił kiedy coś albo ktoś go ograniczał. Może też dlatego pałał taką niechęcią wobec Króla Leonarda?
Szakal uważał się za każącą rękę Boga Wojny. Był ucieleśnieniem Śmierci, nosicielem Chaosu i Pożogi. Niszczycielem, za którym miały kroczyć oddziały Abaddona, budujące nowy świat, na zgliszczach które pozostawił Thanubris.
Nie było to skomplikowane wezwanie, a jednak aby osiągnąć cel, należało stosować się do pewnym zawoalowanych zasad tego świata. Dlatego też, nie mógł dopuścić, aby coś odebrało mu jego ofiarę, jego zdobycz. Kobietę przywłaszczył sobie jeszcze w Azarat, nie pozwoli aby jakieś Demony Pustyni, odebrały mu prawo do pozbawienia jej życia. To był przywilej Szakala, ewentualnie Mistrza Vogera.
Stąpał lekko podczas truchtu, nie męczył się, jego organizm był cholernie wytrzymały. Zniósł już przecież niejedną konfrontację.
Łokcie trzymał przy tułowiu, lewą ręką ściskał uchwyt tarczy, prawą obejmował rękojeść Khopeshu. Jego wzrok był ostry i wyławiał każdy drgający cień, który przyszło mu minąć. Im zbiegał dalej, tym słońca było coraz mniej. Rozbijało się i rozpraszało o górne krawędzie wąwozu, a im głębszą drogę przyszło im pokonać, tym stawały się słabsze. W przeciwieństwie do Szakala. Ten czuł że zbliża się do celu i choć jego umysł pozostawał krystalicznie czysty i gotowy, to jego ciało przygotowało się do potyczki. Odrobina adrenaliny podbudowała jego siły, ruch rozgrzał mięśnie, a drobiny potu na jego ciemnej skórze, przyjemnie chłodziły w połączeniu z pędem powietrza. Strzygł uszami, wychwytując każdy dźwięk, nawet jego własne kroki odbijające się cichym echem w pobliżu.
Czuł jak rośnie w nim energia, jak gdzieś pod mostkiem rozchodzi się to dziwne ciepło, którego używa zwykle do aktywacji swego miecza. Teraz poczuł jednak coś jeszcze. Było tego więcej, zabuzowała w nim fala energii, tego uczucia jeszcze nie znał...
Na środkowy palec jego prawej dłoni spłynęła poświata, oplatając go i formując się w kształt. To była forma pierścienia, który z wolna nabierał fizyczności. Po chwili Szakal poczuł zimny dotyk metalu, tak irracjonalny i niebywały. Zerknął w biegu na nowy twór i aż przystanął. Na jego palcu znajdował się pierścień o barwie ciemnego grafitu z wytłoczeniem w kształcie czaszki. Serce wojownika zabiło szybciej, a twarz pod maską ozdobiła karykatura uśmiechu.
~ Abaddonie! To Ty mnie wybrałeś na swój miecz, na ucieleśnienie Śmierci! Spełnię Twą wolę!
W głowie Szakala rozbrzmiał jego własny głos. Teraz już wiedział, teraz miał pewność. Ruszył dalej, uzbrojony poza siłą i zręcznością swego ciała w ducha niezłomnej wiary.

[Skorzystałem z okazji i wytłumaczyłem przy okazji fabularnie moment otrzymania eterycznego pierścienia.]
28.12.2015, 14:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Południowe wzgórza Azarat
#25

- Napij się, no masz. - Mówiła spokojnie podając pierzastemu bukłak z wodą.
Sprawy skomplikowały się gdy stwór się zbliżył. Wierzchowiec Shariel oszalał znów i uciekł wgłąb wąwozu. Grymas zawodu przebiegł przez jej twarz skrytą za spokojnym obliczem maski. Jednak nie było czasu na to, by łapać zwierzę. Musiała skupić się na swym oponencie.
Jakby tego było mało istota zamiast napić się wody to wrzuciła jej bukłak do swego wora.
Do stu demonów, no przecież miał się napić, naczynie oddać i być jej wdzięcznym. Odetchnęła by nie krzyknąć ze złości i palce mocniej na drzewcu kosy zacisnęła. Czuła jak drętwieją.
Myśleć, myśleć. Musiała szybko działać i nie mogła popełnić kolejnych błędów. Co z tego że była oczytana, co z tego że znała dziesiątki legend skoro teraz w praktyce nijak się to nie przydawało.
- Zbierasz rzeczy? Chcesz coś jeszcze? - Odpowiedziała na jego gest i charakterystyczny gruchot wydobywający się z jego gardła jakim była jego mowa.
Oczywiście. Przecież przy zwłokach posłańca nie było żadnych rzeczy, a rozrzucony ekwipunek zdawał się być rozgrabiony. Żałowała że nie przyjrzała się dokładniej których elementów mogło brakować, ale przecież nie miała pojęcia z jakim wyposażeniem jej posłaniec udał się na pustynię.
- Dam ci coś, spokojnie. - Wskazała na jego worek i potem na swoją torbę. - Ty zbierasz i ja też coś mam. - Szybko w pamięci zrewidowała co z worka mogłaby mu dać żeby nie stracić za wiele, skoro próbują się dogadać. Wolną ręką przesunęła torbę na brzuch i otworzyła ją powoli ciągle opierając się na kosturze kosy. Nie spuszczając pierzastego z oczu wygrzebała ze środka kilka niezapisanych arkuszy pergaminu uważając by nie pokazać innych rzeczy znajdujących się w środku. Karty miały piaskowy kolor a materiał z którego były wykonane, był pierwszej jakości.
Wyciągając arkusze potrzebne do szkiców i notatek rąbek szaty podróżnej Shariel podwinął się zaczepiając o brzeg torby i ukazał na moment fragment delikatnej nieco przejrzystej materii rękawa jej sukni w soczystym zielonym kolorze.
- Dla ciebie. - Wyciągnęła ku pierzastemu dłoń uzbrojoną w pergamin. - A może pohandlujemy? - Głos miała spokojny wyważony. Pierwszy szok i nagła wściekłość związana ze stratą wierzchowca już minął. Zresztą umiała kontrolować ton głosu bez względu na to jak kiepska była jej sytuacja. Taka nauka związana z handlem i załatwianiem interesów.
Skoro porozumienie jakieś już ze stworem było zawarte poprzez to że jeszcze żyła choć mógł ją bez kłopotu zabić, to plan rozwojowy mógł się powieść.
Shariel wskazała na czaszki zdobiące pas pierzastego.
- Dostałeś bukłak. - Tu wskazała na starą pustą piersiówkę. - W moim była woda, więc więcej wart niż ten pusty. Dam ci do tego papier, bardzo ładny papier. Mocny. - Tu znów lekkim ruchem nadgarstka zareklamowała pergamin. - Ale ja też zbieram. Widzisz? - Wskazała na swoją torbę. - Wodę dostałeś darmo powiedzmy że z dobroci mego serca, ale za papier może byś mi coś dał? - Miała nadzieję że pytający ton jej głosu oz zrozumie, oraz że zrozumie jej gest. Wskazała na czaszki wiszące u jego pasa. Potem pokazała mu kciuka. - Jedna czaszka za caaały ten papier. - Czuła jak kropelka potu ścieka po jej policzku pod maską. To była gorąca sytuacja. - Tylko jedna czaszka. Co ty na to? - Mogła nieświadomie rozdrażnić go swym żądaniem. Cóż miała jednak do stracenia prócz życia? W razie ataku będzie się bronić. Nie na tym jednak miała polegać jej misja. A teraz miała okazję poznać legendarne stworzenie, ba miała okazję z nim pertraktować. Szczęśliwie posiadała w ekwipunku jeszcze notatnik, w którym miała nadzieję opisać to spotkanie ... o ile przeżyje.
Nie łudziła się że ktoś z bandy na wzgórzach pójdzie jej śladem. Musiała sama dać sobie radę.
28.12.2015, 15:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Południowe wzgórza Azarat
#26

MG

Shariel


Ptaszor zdawał się być żywo zainteresowany postacią Shariel. Kiedy mówiła przekrzywiał głowę na boki i gruchał po swojemu. Kiedy kobieta grzebała ręką w torbie Demon przyglądał się temu z zaciekawieniem. Kiedy ujrzał pergamin zagruchał głośno i zaczął szperać w swym worze. Z racji energicznego przeszukiwania swego tobołka na ziemię posypały się pogięte sztućce dobrej jakości (nie wyglądały na stare), popękane drewniane półmiski, zasuszona stopa obuta w sandał (już nie gniła więc nie śmierdziała ale z kawałkami zasuszonej skóry). Po chwili zdawało się Shariel że stwór zagruchał z radością. Wyjął ze środka jakiś zwitek.
Zwitkiem okazała się kulka papieru. Ptaszor wyrwał dziewczynie czyste pergaminy a rzucił pod nogi papierową kulkę. Demon pozbierał swe skarby do worka po czym niemalże z ekscytacją zaczął pokazywać na czysty pergamin i na kulkę papieru.
Nieszczęśliwie się zdało że mistyczka zanim podniosła papier zaproponowała wymianę za jedną z czaszek. Stwór zagruchał pytająco po czym spojrzał na swój pas a potem na kobietę. Oczy Demona zabłysnęły szkarłatną czerwienią. Rozłożył ramiona w bok, napiął mięśnie ramion, piersi. Ptasi ogon nastroszył się stawiając pióra ku górze. Nieco ugiął nogi w kolanach, nieco pochylony, jakby szykował się do ataku. Lecz atak nie następował. Jedynie stwór ponownie zawył złowrogo. Dziewczyna aż musiała zagryźć zęby i przymknąć oczy by znieść ten głośny i intensywny dźwięk. Dreszcz po plecach jej przebiegł a całe ciało spowił zimny pot. Najwidoczniej stwór potrafił dobitnie odmawiać oferty handlowej. Dał jej zwitek papieru i to powinno jej starczyć.
Gdy dziewczyna rozwinie papier okaże się że jest to ostatni list do Abaddonistów wysłany przez nią. List był poplamiony krwią lecz większość tekstu dało się rozczytać.
Po wydaniu swego skowytu ptaszor wciąż z błyskiem w ślepiach patrzył to na dziewczynę to na zwitek papieru. Przy okazji wyciągnął w jej stronę czysty pergamin i potrząsał nim w powietrzu.

Zhakhal


Podczas biegu najemnik poczuł jak Abadd obdarza go swą łaską. Pierścień lśnił w ostatnich promieniach słońca wpadających do doliny (choć do samego zachodu słońca jeszcze trochę czasu jest). Chłodny metal tkwiący na palcu sprawił że na Zhakhala spłynęło boskie błogosławieństwo. Pomimo rosnącej adrenaliny jego umysł był spokojny. Poczuł przychylność swego boga więc zyskał pewność siebie. Wiedział że jest na właściwiej drodze. Wiedział że wytyczona przez niego ścieżka jest ścieżką właściwą.
I w tym momencie usłyszał ponowny przeraźliwy wrzask. Był tak głośny że wydawało mu się że stwór musiał znajdować się już za kolejnym zakrętem.
Przeczucie okazało się prawdziwe. Wychylając się zza zakrętu można było dojrzeć patrząc w dół ścieżki jak to jakieś dwadzieścia metrów dalej stwór stoi przed dziewczyną która najwidoczniej musiała się oswobodzić. Stwór był przedziwny. Na głowie wydawać by się zdało że nosi jakąś kościaną maskę. Ramiona i tors miał ludzki, jedynie na przedramionach wyrastały mu pióra. Stwór stał na równie umięśnionych nogach lecz zakończonych kopytkami. Dodatkowo Demon posiadał ogon, pierzasty.
Za stworem leżał bezwładny worek. Demon posiadał przepaskę biodrową do której poprzyczepiane były jakieś duże kule lecz z tej odległości trudno było dojrzeć szczegółów.
Stworowi wyrastały z głowy i na barkach duże kościane kolce. Ogólnie patrząc na tę istotę Zhakhal zorientował się że patrzy na Shimaru. Stwora tyleż groźnego co nieznanego. Najemnik słyszał pogłoski że Shimaru stają się złoczyńcy którzy zostali opętani przez demony lecz te pogłoski były raczej bajkami które służyły matkom do straszenia swych dzieci. Niemniej niezwykłe było to że jednak stwór ten wykazywał cechy humanoidalne więc może bajki zawierały w sobie jakieś ziarno prawdy. Faktem jest jedno, nie było jasnych i rzeczowych faktów opisujących te stwory, a to oznaczało tylko jedno: nie było żywych świadków którzy mogli przeżyć spotkanie z Shimaru.
Zhakhal natknął się właśnie na sytuację w której Shimaru prezentując swą potężną muskulaturę rozkłada w  złowrogim geście ramiona. Sprawiał wrażenie jakby chciał zaatakować. Wyciągał również w jej stronę ramię trzymając coś w dłoni i machając tym nerwowo.
Wydając swój skowyt Shimaru najpewniej nie usłyszał że za zakrętem zbliżał się Zhakhal. Był nieświadomy obecności najemnika.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






28.12.2015, 17:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Południowe wzgórza Azarat
#27

Pierzasty żywo się zainteresował bo zaczął przetrząsać swój ekwipunek. Na taki obrót spraw liczyła po cichu. Shariel zaczęła przypatrywać się temu, co lądowało na ziemi i gdy zauważyła obutą w sandał stopę mimowolnie wzrok na swoje sandały przeniosła instynktownie i pozę zmieniła nieco aby szata podróżna dokładniej zasłoniła jej stopy.
Osobliwy głos istoty wyrwał ją z zadumy gdy próbowała zrozumieć klucz którym się ten stwór kierował zbierając swe fanty. Jego wyraźne zadowolone gruchotanie dało się słyszeć kiedy to wyciągnął zmięty w kulkę papier.
Widać w zamian za jej pergamin miała kulkę papieru dostać. A miały być czaszki, jedna chociaż czaszka. Shariel podniosła zwitek papieru i wtedy usłyszała dobitnie wyrażoną odmowę od pierzastego co do jego ozdóbek przy pasie.
Odmowa ta była tak wymowna, że ciarki przeszły przez jej ciało. Strach który ją opanował sprawił że oblał ją zimny pot. Dziewczyna zagryzła wargi pewna że istota ją zaraz zaatakuje. Nie odstąpiła jednak ani na krok. Nie z odwagi. Sprawił to chwilowy paraliż ze strachu. Napięła mięśnie w gotowości machnięcia kosą by móc w razie co skorzystać z elementu zaskoczenia gdy błyśnie rozkładane ostrze.
Na szczęście okazało się że to nie był atak a kolejna próba przekazania jej jakiejś wiadomości. Musiała szybko poskładać myśli po tym przerażającym pokazie siły perswazji stwora.

Nie widziała iż jej porywacz zbliża się do nich, całą uwagę skupiając na pierzastym stworze.

- Tak. Ten pergamin jest cały dla ciebie. - Pokazała otwartą dłonią na papier którym pierzasty przed nią machał. Przeniosła spojrzenie na kulkę która miała w ręku. Serce mało nie wyskoczyło jej z piersi. Musiała wrócić do równowagi a szybki rzut oka na tekst tego co dostała od stwora sprawił iż nagle poczuła przepełniający ją spokój. Chwała niech będzie Abaddowi. To był jej list do wyznawców na wzgórzach.

Istota skupiała swą uwagę na papierze. Przy okazji Shariel zauważyła, że kiedy do niego mówiła, to stwór prześmiesznie kręcił swą przerażającą głową. Wracając do przemyśleń. Ona dała mu czysty papier i dostała zapisany papier. Zaświtało jej w głowie nagle. Pismo.
- Umiesz pisać? - Zapytała i szybko nakreśliła na ziemi kijem od kosy coś na kształt wąwozu w którym byli i głowy konia. - Wiesz jak daleko sięga wąwóz? Konia mi wystraszyłeś, dobrze by było go znaleźć. - Mówiła to bardziej do siebie kiedy stuknęła kosturem obok zarysu łba końskiego. Wiedziała że handel z pierzastym to temat raczej już zakończony, lecz konwersację trzeba było podtrzymać. Poza tym Sha była wielce zafascynowana swoim pierzastym odkryciem. Może zamiast o czaszkę powinna o piórko zapytać swego stwora. Oto stał przed nią obiekt jej badań, bo pierzasty jakoś naturalnie się nim stał po tym, jak nić porozumienia została przez handel wymienny zawiązana. Przy tym im dłużej odwlekała nieuniknione próbując zbadać swój obiekt, tym większą miała szansę na to iż w którymś momencie wykorzysta sytuację przekuwając ją na swoją korzyść.
28.12.2015, 23:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Południowe wzgórza Azarat
#28

Kolejny skowyt bestii zmotywował Zhakhala do wyzwania, jakie miał zamiar zastać za zakrętem.
Kiedy tylko pokonał łuk drogi, wyrzeźbiony w wąwozie, mógł zobaczyć co czaiło się za skalnym załomem.
Była to dość dziwna scena choć prężące się ciało potwora, podpowiadało zbyt wiele. Szykował się on do skoku, nie wiadomo czy został już jakoś odparty, czy jakaś inna siła powstrzymywała go wcześniej od ataku. To co jednak teraz widział Szakal, ewidentnie wyglądało na agresywną postawę. Kątem oka Łowca złowił jednak kilka szczegółów, które pomogły mu nieznacznie nakreślić sobie sytuację.
Kobieta nie tylko uwolniła się od swego konia, co oznaczało że więzy na nogach albo puściły, albo zostały przecięte. Jej ręce również były oswobodzone i coś w nich trzymała. To co jednak najbardziej zdziwiło Thanubrisa w tym krótkim momencie, to fakt że Porwana nosiła na twarzy maskę. Było to o tyle dziwne, że nie miała raczej czego pod nią skrywać, nie jak Zhakhal. Pod jego obliczem Lisa Pustyni czaił się wizerunek samej Śmierci. Nie każdemu było dane go widzieć, a Ci którzy zdołali albo już nie żyli, albo mogli nazywać się prawdziwymi towarzyszami broni, Mieczami Abaddona.
Wzrok Łowcy przesunął się również po jego domniemanym przeciwniku. Bestię mógł poznać wyłącznie z enigmatycznych opisów, plotek i legend. Nikt tak na prawdę nie poznał Shimaru, albo przynajmniej nie pożył na tyle długo, aby się tą wiedzą w jakikolwiek sposób podzielić.
Częściowe opierzenie mogło pasować do tego, które spotkał przy martwym mężczyźnie na pustyni. Wyraźnie zarysowane mięśnie, potężna postura i długie kolce grzbietowe. Posiadał mało czasu, dlatego z doświadczenia mógł wyciągnąć tylko kilka, krótkich wniosków. Potwór jest zdolny skoczyć wysoko, zadać silny cios, a kolce stanowią dobrą obronę przed atakiem od tyłu. Zatem pozycja Zhakhala dawała mu element zaskoczenia, nie pozwalała jednak na dobieg i bezpośredni cios między łopatki. Dostrzegł też pierzasty ogon, który mógł pomagać bestii podczas przeskoków do korekcji lotu, Thanubris jednak nie miał bladego pojęcia, czy ta kończyna może zostać użyta również jako broń. Dla bezpieczeństwa, należało mieć ją na uwadze.
Co było jeszcze ciekawsze, nie zauważył konia Porwanej, co już mogło oznaczać że jednego wierzchowca z podróży mogli wykluczyć.
W tym wąskim wąwozie pojawiła się jeszcze jedna ironia. Wszyscy uczestnicy spotkania, nosili maski...
Jako doświadczony wojownik, nie zamierzał tracić czasu. Każde wahanie mogłoby go pozbawić atutów, a tym aktualnie był atak z zaskoczenia. Nie zwolnił, a wręcz przyspieszył, nabierając rozpędu do szarży. Wciąż starał się jednak stawiać kroki uważnie.
Widział szeroko, słyszał każdy szmer i czuł zapachy otoczenia. Prowadził go Abaddon, ubierając ciało Szakala w żelazo. Twardy i niezłomny, zimny, pozbawiony emocji. Prosty Miecz Boga Wojny.
Taktyka walki była prosta, pierwsze natarcie nie miało zabić bestii, Thanubris nie stawiał wszystkiego na tę kartę. Skierował siebie tak, aby wypaść od tyłu i delikatnie przy prawym boku Shimaru. Dlaczego tutaj? Ta ręka potwora była zajęta czymś, czym wymachiwał energicznie. Zhakhal nie skupił uwagi na przedmiocie, jednak zwrócił uwagę na szczegół, wyłowiony przez mgnienie oka. Cokolwiek to było, było wiotkie i nie stanowiło broni.
Za atakiem od tej strony przemawiał również argument, że Łowca dzierżył swój pawęż w lewej ręce. Zatem w ten sposób mógł cały czas osłaniać się od swojego przeciwnika.
Plan zakładał wykorzystanie pędu i atak tarczą. Wytrącenie bestii z równowagi, odepchnięcie jej na bok. Równocześnie przy ataku pawężem, zgranie jego ruchu z Khopeshem, który podąży wypukłą stroną przy dolnej krawędzi tarczy. W ten sposób nie odsłaniając się na atak potwora, Zhakhal liczył na cięcie po łydkach bestii. Jeżeli mu się poszczęści, powinno to znacząco uszczuplić zdolności mobilne Shimaru. Jakikolwiek by nie był efekt jego ataku, korzystając ze swej psiej, można powiedzieć, lisiej zwinności, umknie pochylony nisko i zasłonięty tarczą, stając na przeciwko potwora w odległości około trzech kroków.
Od tej pozycji scenariusze są już różne. Jeśli bestia została wytrącona z równowagi i Szakal dostrzeże okazję na bezpieczny atak z doskoku i cięciem przez pierś lub podgardle Shimaru, wykona ten ruch ubezpieczając się tarczą.
Jeżeli jednak Łowca zostanie zepchnięty do defensywy, postara się jak najbardziej wnikliwie ocenić ruchy i zachowanie Potwora. Posiada długoletnie doświadczenie w walce, a pewne schematy się powielają. Jeżeli będzie trzeba, to wykona kilka zwodów i markowanych uderzeń zza tarczy, wyprowadzonych za pół-piruetem. Oceni reakcję Shimaru, jego ruchliwość i stopień agresji ruchów czy zachowań.
03.01.2016, 23:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Południowe wzgórza Azarat
#29

MG


Wydawałoby się że stwór na dłużej zainteresuje się rysunkiem na ziemi bo zagruchał z zainteresowanie na widok pojawiających się linii na piasku. Lecz jego zainteresowanie równie szybko prysnęło gdy usłyszał kroki biegnącego Zhakhala. Najwidoczniej istota ta miała czuły słuch i zdołał zareagować tuż po tym jak najemnik wyłonił się zza zakrętu.
Reakcja była prosta, przeraźliwy krzyk który wręcz rozsadzał głowę od środka. A następnie szybki lewy sierpowy prosto w szczękę Shariel. Cios był tak samo szybki jak silny. Gdyby nie maska mistyczki dziewczyna zapewne miałaby złamaną kość żuchwy. Obyło się na wgnieceniu maski, oraz powaleniu dziewczyny na ziemię. Przed oczami Shariel pojawiła pokaźna plejada gwiazd. W uszach huczało nie dość że od wrzasku ptaszora to i od ciosu. Maska w miejscu wgniecenia uwierała choć trzymała się jeszcze na twarzy. Po zdjęciu maski Shariel będzie miała bardzo okazałego siniaka na prawej stronie kości żuchwy, cały bok twarzy będzie obolały i opuchnięty.
Cios lewym sierpowym sprawił że ciało stwora idąc za ciosem dokonało obrotu by stanąć twarzą w twarz z napastnikiem. Shimaru ponownie krzyknął i odskoczył w tył. Nastroszył przy tym wszystkie pióra, ogon się uniósł sprawiając że odskok był większy niż można by się spodziewać. Atak w nogi Zhakhala doszedł nie łydek lecz piszczeli stwora (stwór zdążył się odwrócić więc atak był od przodu więc w piszczele). Nogi stwora były owłosione lecz najemnik wyraźnie mógł zobaczyć jak sierść na nogach istoty staje się brunatno czerwona od krwi. Lecz stwór zdawał się na to nie zwracać uwagi. Został wyprowadzony z równowagi. Agresja wzięła Shimaru w swe władanie.
Shimaru po odskoku postanowił zaatakować. Doskoczył do Zhakhala i zaczął okładać gołymi pięściami jego tarczę. Wydawało by się że bez broni przy pomocy gołych pięści to nie będzie godnym przeciwnikiem takiego wojownika jakim był Szakal. Nic bardziej mylnego. Kiedy Zhakhala można by porównać do zimnego od stali Miecza Abadda to Shimaru może być odpowiednikiem jego... agresji. Ciosy spadały na tarczę niezwykle szybko, natarczywie a w dodatku były strasznie silne. Po chwili Szakal czuł w lewym ramieniu siłę uderzeń. Mrowienie w ramieniu powoli skradało się, to pierwsza oznaka że jeśli ciosy nie osłabną to ramię zacznie się męczyć, a zmęczenie oznacza strata przewagi jaką daje tarcza. Oczywiście najemnik nie był dłużny ptaszorowi. Kąsał go khapeshem i po chwili cały tors Shimaru był zbroczony krwią od licznych ran ciętych lecz niestety nie na tyle poważnych by osłabić stwora.
Shariel natomiast powoli dochodziła do siebie. Mogła zaobserwować zmasowany atak na jej porywacza który teraz stał się jej wybawcą i obrońcą w jednym (ale czy naprawdę była w niebezpieczeństwie?).


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






12.01.2016, 14:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Południowe wzgórza Azarat
#30

Zanim zdążył dobiec, wydarzyło się kilka rzeczy. Po pierwsze, porwana kobieta oberwała i to całkiem porządnie. Ciężko było jednak to przetrawić, kiedy jeszcze w uszach huczał ryk bestii. Głos potwora wzmocniony wysokimi ścianami wąwozu, odbijał się echem nie tylko po okolicy, ale również w umyśle. Być może dlatego Zhakhal na moment stracił rytm. Szybko go odzyskał, jednak to wystarczyło aby z ataku przejść do defensywy.
Shimaru to było czyste zniszczenie, żywy młot, instynkt i agresja. Choć dzięki temu łatwo było przewidzieć jego możliwości i zachowanie, wcale nie rozwiązywało to problemu jego wielkości, siły i szybkości.
Szakal wiedział, że jego przeciwnik będzie napierał dziką siłą, starając się roznieść wojownika na strzępy. Przypomniał sobie zmaltretowane ciało chłopca na posyłki i już zrozumiał co musiało się stać. Póki co, mógł osłaniać się tarczą, ale siła uderzeń i ich częstotliwość, sprawiały że ta ochrona długo nie podziała. Nie miało to żadnego związku z samym pawężem, który jest w stanie znieść na prawdę dużo, gorzej z ludzkimi mięśniami. Przez krótki moment zastanowił się tylko, czy runy na obręczy tarczy, nie wywierały na Shimaru żadnego wrażenia.
Thanubris musiał przejąć inicjatywę, nie mógł tego ciągnąć w nieskończoność. Kąsanie i płytkie cięcia mogły co najwyżej nieco męczyć bestię, ta jednak miała sporą przewagę. Po pierwsze wzrostu i masy. Tu też Szakal mógł mieć swoją szansę. Nie ustępował szybkością, ale był mniejszy, a broń jaką się posługiwał niebywale lekka.
Odpierając ataki zdołał wczuć rytm i kiedy tylko poczuł, że zbliża się cios lewą pięścią potwora, Łowca postanowił się wyrwać.
Zamiar i akcja, umysł był cichy i skupiony. Może agresja Shimaru była niszczącą siłą, jednak każda walka wymagała choć odrobiny finezji. Thanubris już wcześniej mierzył się z przeciwnikami silniejszymi i większymi od niego samego. Na każdego można było znaleźć sposób.
Kiedy tylko lewa pięść Shimaru uderzyła w tarczę, Zhakhal uciekł w swoją prawą (lewa bestii), pozwalając pięści potwora ześliznąć się z pawęża. Tuż po odskoku, postąpił krok, tak aby choć na moment znaleźć z lewego boku przeciwnika. Ten będzie potrzebował chwili aby się obrócić, którą Szakal zamierzał wykorzystać, na przygotowanie własnego kontrataku.
Kolejne wydarzenia zadziały się szybko, niemalże błyskawicznie. Jednak kiedy ściera się dwóch wojowników, dla nich czas płynie wolniej. Wyrażany w chwilach, których nikt nie starał się jeszcze mierzyć. W starciu dostrzega się te drobne szczegóły, drgnięcia, ustawienie i na podstawie tych minimalnych zmian, przewidywanie kolejnych posunięć.
Zhakhal wykonał piruet, pełen obrót ciała, którym chciał nadać siłę i prędkość uderzenia. Khopesh obrócony był wewnętrzną stroną łuku. Miał zamiar wykorzystać wygięty łuk ostrza, aby nie zadać rany ciętej, a raczej bezlitośnie odciąć rękę Shimaru. Wystarczyłaby dłoń, jednak ciężko ocenić szybkość przeciwnika, dlatego może się zdarzyć cięcie nieco wyżej ramienia bestii.
Podczas obrotu, przez większą część czasu, Zhakhal mógł osłaniać się tarczą. Był jednak świadom, że w pewnym momencie pozostanie bez osłony i był przekonany, że dostrzeże do potwór. Liczył, że wtedy będzie nacierał. Tu też krył się spryt tego ruchu. Nie obracał się jak słup soli. Był elastyczny, aby włożyć w cios energię nagromadzoną przez mięśnie całego ciała. Zwinął się jak sprężyna, aby w ostatecznym momencie uwolnić cały potencjał.
Najpierw obróciły się nogi, tuż za nimi podążała reszta ciała. W tym też krył się ukryty ruch, który jak liczył Szakal, powinien zaskoczyć bestię. W czym rzecz?
Niemalże białe ostrze broni Łowcy, było idealnie widoczne, co też czyniło łatwym do przewidzenia jego ruchu. Zapewne Potwór podświadomie dobrze obiczy sobie prędkość Khopesha i nabierze pewności o tym, że zdąży zadać cios. Nieświadome tego, że miecz przyśpieszy już przy obrocie tułowiem, a ostatecznej prędkości nabierze przy wymachu ramieniem. Jednak już gdzieś w momencie skrętu ciała, Szakal wykorzysta Pomrok Abadda, aby pokryć miecz czarnym pyłem, a ułudą unoszących się drobin, ukryć jego faktyczną prędkość. Wojownik liczył na dwie rzeczy. Shimaru oprze swoje kalkulacje na ruchu miecza kiedy lśnił jeszcze bielą ostrza oraz że poza widocznymi ptasimi cechami przeciwnika, posiada on również ptasi wzrok, któremu trudno będzie się skupić na jednym przedmiocie. Z reguły drapieżne ptaki zwracają uwagę na ruch, to przykuwa ich uwagę, a otaczający miecz i samą postać Szakala pył, powinien skutecznie utrudnić zogniskowanie wzroku.
Czy ścięcie dłoni przeciwnika się powiedzie, czy też nie, Thanubris od razu planował odskok lekko po skosie w tył i na prawo. Tuż po tym natychmiastowe zasłonienie się tarczą aby nie ryzykować.
Tym manewrem powinien znaleźć się nie dokładnie między bestią, a porwaną kobietą, jednak już w takim zasięgu, aby być w stanie ją przejąć. Nie mogli tutaj dłużej zostać, trzeba było wymanewrować Shimaru i pod osłoną udać się w kierunku obozu bandytów...
Postać Szakala pozostanie pod działaniem Pomroku Abadda, okalając jego samego jak i broń którą dzierżył, wiszącymi drobinami pyłu. Same drobiny drgały i wydawały się być specyficzną aurą, płaszczem z ziemistego piasku. Przy każdym ruchu Łowcy, pozostawiały za nim pocień, jakby Thanubrisowi towarzyszył dziwny duch jego samego. Czasami zdażało się drobinom wyprzedzać zamiary Szakala, co tworzyło niesamowitą iluzję, dzięki której w ostatecznym rozrachunku, trudno było przewidzieć, co zaraz zrobi prawdziwe ciało Łowcy, jak się zachowa, skąd zada cios.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.01.2016, 10:31 przez Zhakhal.)

13.01.2016, 10:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna