Drogi kupieckie
#1

Cytat:
Szlak rozwidlał się w kierunku Lothil i Lodowej Twierdzy. Jeśli ktoś postanowił przeprawić się do stolicy lub Perony, na pewno będzie mijał Stary Las. Jeśli jednak ktoś postanowi pójść prosto, dotrze do opuszczonej wioski Kruczonoc, która swego czasu była nazywana małym miastem. Tym samym, niedaleko Kruczonocu znajduje się Lodowa Twierdza. Góry bywają dość niebezpieczne ze względu na żyjące tam dzikie zwierzęta a także pojawiające się co jakiś czas potwory. Podobno gdzieś tam żyje odpowiednik bazyliszka, tyle, że pokryty lodem. Ile w tym prawdy, nie wie nikt poza tym, kto opowiedział tę osobliwą baję. Niemniej poza żyjącymi stworzeniami, należy wystrzegać się lawin śnieżnych, które również mogą spaść razem z niechcianymi stworzeniami.

» MG «

Miejsce: Szlak prowadzący do Lodowej Twierdzy
Pogoda: Mroźnie, od czasu do czasu
widać przelotne opady śniegu. (późne popołudnie)
Soundtrack w podróż

ether wraz z towarzyszem Immortalem i Banem ruszyli w drogę do Lodowej Twierdzy. Pogoda była dość zmienna. Raz promienie słońca otulały twarze wojowników, innym razem płatki śniegu ciosały ich poliki przyprawiając o dokuczliwy ból lub swędzenie. Nowo poznany mężczyzna co rusz zdawał się rozglądać w różnym kierunku, tak jakby doskonale wiedział, że gdzieś tam, czai się "coś". Przynajmniej takie dawał wrażenie.
- Tak. Revia to moja ojczyzna. Choć... Ciężko nazwać ją do końca "ojczyzną". Po prostu tam się urodziłem i wychowałem. Do Greathard przysłał mnie mój władca na prośbę Armany Straus i króla Leonarda. - Wyjaśnił bez zbędnego biadolenia. Rzeczowo. Spojrzał daleko przed siebie, wbijając tam swój wzrok.
- Przed nami znajduje się jakieś ciało i trzy wielkie wilki żerujące na nim. Za jakieś dziesięć minut zrównamy się z nimi. Przygotujcie oręż. To nie będzie prosta walka. Lodowa Twierdza ma za duży wpływ na wszelkie zwierzęta i potwory żyjące na terenach górskich. - Wyjaśnił unosząc dyskretnie kąciki ust. Jeśli ktoś to zauważył, mógł dostać wrażenia, że Ban cieszy się na fakt walki z potworami. Jednak coś było niepokojące. Biła od niego bardzo intensywna aura. Była wręcz przytłaczająca. To trochę jak z instynktem u dzikich zwierząt, które wyczuwają różne rzeczy jak chociażby niebezpieczeństwo. Jeśli wszystkie zmysły wilka każą mu uciekać od czegoś niepozornego, to znaczy, że to coś jest naprawdę niebezpieczne. W tym wypadku mówimy jedynie o porównaniu uczucia jakie przywodził na myśl towarzysz z Revii, jednak co kryje się za jego aurą - nie wie nikt. Być może, nie wie nawet on sam.
- Przy okazji, many wystarczy mi na cały dzień. Roztoczyłem swoją barierę na długości dwudziestu kilometrów od nas. Wszystko co się w tej barierze znajdzie, będzie od razu złapane przeze mnie. Tak jak te wilki. O innych bestiach nie mówiłem, bo nam nie zagrażają specjalnie, ale te trzy zwierzęta... Trochę mnie niepokoją. To zupełnie tak jakbym czuł na sobie wzrok Revengera... - Wymajaczył na koniec coś pod nosem ściszając głos.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







21.05.2016, 19:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#2

Pogoda... taka zmienna dość, ot, co. Może nie były to najlepsze warunki, ale odpowiadały Netherowi. Co prawda przywykł już do klimatu panującego na kontynencie, ale niekiedy prószący śnieg był miłą odmianą, choć niósł za sobą i dobre, i te... mniej przyjemne wspomnienia. Ale to one między innymi dawały determinację, tak bardzo teraz potrzebną.
Dzierżyciel krwi Broghorów zmarszczył brwi, dosłyszawszy odpowiedź na niedawno zadane pytanie. Z jednej strony, nie przewidywał innej odpowiedzi, z drugiej - ta była nieco niepokojąca. Nie w brzmieniu, a w treści raczej. W końcu Revia przez wielu była uznawana za ziemię niezamieszkaną, albo i w ogóle - tak jak myślał Nether - nieistniejącą. Co prawda, tak samo podchodzono do wysp, z których pochodził sam Kat; w takim wypadku brodacz nie miał zamiarów poddawania słów Bana w wątpliwość większą, niż zdrowy rozsądek nakazuje.
Pokiwał zatem głową, nie usiłując drążyć tematu, choć tak naprawdę zżerała go ciekawość. Nowo poznany człek zdawał się jednak nie mieć szczególnej ochoty na opowiadanie o sobie. Być może przez to, że z taką reakcją spotyka się z każdym rozmówcą - bez wyjątku wszyscy próbowali wyciągnąć o nim, jak najwięcej się da, co widocznie z czasem stało się nużące. Może miał taki charakter, albo po prostu jakiś własny powód. Nieistotne - Nether miał zamiar uszanować jego niewypowiedzianą wolę.
Kolejna kwestia tajemniczego wojownika była jednak jeszcze dziwniejsza, choć również nie wyglądała na kłamaną. Czyżby rzeczywiście ten człek potrafił wyczuć stworzenia z tak znacznej odległości? Nawet wyczulone zmysły Nethera nie potrafiły ani dojrzeć żadnego kształtu, ani dosłyszeć wilczego warkotu. Zapach również nie był szczególnie podejrzany. No i konie... konie też nie zachowywały się inaczej, a one też bywają dobrymi zwiadowcami. Przynajmniej z tego, co słyszał Broghor, gdyż sam doświadczenia z tymi stworzeniami zbyt wysokiego nie miał.
- Ehm, rozumiem. - chrząknął brodacz, dumając przez chwilkę nad tym, cóż rzec dalej. Właściwie, miał ochotę zaproponować zboczenie z traktu, choć przeciwko przemawiało kilka argumentów. Po pierwsze - sprawdzenie. Jeżeli rzeczywiście niedługo spotkają akurat trzy duże wilki, to będzie oznaczało, że nie mają do czynienia z szarlatanem, który jedynie popisuje się tym, jaki mocny jest w gębie. Zaufanie w drużynie było dość ważne, więc rozwiązanie tej kwestii tak szybko również miało znaczenie. Chyba, ze coś stałoby "nad wilkami"... ale to mogły być za daleko idące wnioski. Nether mógł rozważać i rozważać, ale po prostu nie lubił przekombinować jakiejś prostej kwestii. Po drugie, istotne było też zobaczenie zdolności bitewnych Bana, no i po trzecie... Nethera też korciło zobaczenie, jak to jest, machać takim kawałem żelastwa, jak Niedźwiedzia Furia. Z drugiej strony - czy nie rozsądniejsze będzie ze zwinnymi stworami walczyć bronią, którą będzie się dało szybciej wymachiwać? Brodacz spojrzał z pewnym sentymentem na swój "stary" topór. Rzeczywiście, swoje lata miał, ale to dalej była porządna broń. No i ważyła nie więcej, niż dyszkę. No, może troszkę. W sumie trudno było na oko określić, a wojownik już dawno zapomniał parametrów starej broni.
- Więc walka? Nie próbujemy zboczyć z traktu? - zapytał, nie wyrażając żadnych emocji w głosie. Szczerze mówiąc, nie zależało mu bardziej ani na walce, ani na uniknięciu jej. Bez wahania zostawił tę decyzję w rękach drużyny. - W sumie wilki też swój węch i słuch mają, a nadkładanie drogi w takim stopniu też nam nie na rękę. - uświadomił sobie jakby po chwili, a więc sam odpowiedział sobie na pytanie.
Wspominanego reven... gera? Chyba tak. Tego zwierzęcia (prawdopodobnie) też nie kojarzył. Ale to nic dziwnego. Prawdopodobnie nie słyszał nawet o połowie fauny występującej na kontynencie, a co dopiero o stworach istniejących gdzieś w rodzimych okolicach Bana. A ten wydawał się wiedzieć i potrafić wszystko, póki co. Aż trudno było pozbyć się uczucia, ze jest się tylko... dodatkiem w tej misji. Małym pionkiem, od którego nic nie zależy. I dla którego, przy okazji, przypadnie niemal żadna chwała, no i porównywalnie niska nagroda. O ile uprzednio nie oddzieli go od tych rzeczy śmierć. To nie było miłe uczucie, ale było też podejrzane. Kolejna zagadka wymagająca rozwiązania. Skoro sprowadzono tu bohatera takiej klasy, jak Ban, to w jakim celu prowadzono w ogóle dalszą rekrutację? Na to pytanie trzeba było jednak odpowiedzieć samemu. Jeśli o tę kwestię chodzi, Nether nie ufał ani Banowi, ani Draugdinowi, ani pannie Strauss, ani nikomu innemu. Są po prostu takie rzeczy, które po prostu trzeba załatwić samemu.
W drodze brodacz starał się przemyśleć możliwe taktyki potyczki, jaka na nich czeka. Dobór broni, styl walki swój i przeciwnika, takie tam... Improwizowana walka była domeną szaleńców i tych, którzy wierzyli, że dzieje się ona za szybko, by mogła dziać się zgodnie z planem. A do tych Nether... należał tylko częściowo. Jeżeli jednak uda się choć odrobinę zwiększyć prawdopodobieństwo przeżycia - albo i nawet nie oberwania ani razu - warto.
23.05.2016, 11:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#3

» MG «

Miejsce: Szlak prowadzący do Lodowej Twierdzy
Pogoda: Mroźnie (późne popołudnie)
SOUNDTRACK

taczająca rzeczywistość wydawała się satyrycznym absurdem, którego nie można było w żaden sposób zrozumieć. Pogoda zmieniała się jak chciała i kiedy chciała. Nawet biorąc pod uwagę tereny podgórskie było to dość dziwne zjawisko. Nasuwały się pytania "o co tutaj chodzi?". Na domiar tego wszystkiego, postać revijczyka była bardziej tajemniczą niżeli otwartą księgą. Owszem, wydawał się całkiem otwarty na swoich rozmówców. Nie wyglądał też na kogoś, kto zataja informacje, a mimo to różne rzeczy przyprawiały o mrowienie na plecach ilekroć coś robił, gestykulował, mówił.
- Na tę chwilę, walka jest oczywistym wyborem i najszybszym. - Powiedział, lustrując kątem oka Nethera z Draugdinem. Wtem uszu mędrca i Bana doszły wilcze pojękiwania. Nie widzieli ich jeszcze zaś mogli się domyślić, że za moment natkną się na nich.
- Gdybyśmy nadłożyli drogi trasą górzystą, narazilibyśmy się na śnieżne pająki i ewentualne lawiny. Tutaj jest bezpieczniej i szybciej. Oczywiście, jeśli lubisz wojaczkę chętnie zmienię trasę. - Oznajmił lekko zainteresowany pytaniem kata.

Chwilę po tych słowach, oczom wojaków pojawiły się trzy wilcze postury. Nie były takie jakich można się spodziewać. Wilki mierzyły sobie po dwa metry długości i niewiele mniej wysokości będąc na klęczkach. Dodatkowo biła od nich wściekła aura. Tak jakby coś je szczuło. Ich ślepia jarzyły się pomarańczowymi odcieniami a nastroszone futro wyglądało jakby tworzyło zbroję nie do przebicia.  



Wielkie, umięśnione łapy zwróciły się w kierunku nadciągających gości. Dystans między "łowcą" a "ofiarą" liczył sobie nie więcej niż... 100 metrów? Jednak obie strony dobrze wiedziały, że ta odległość jest kwestią sekund. Kto pierwszy napadnie i kto okaże się zwierzyną?  
Wierzchowiec Nethera stanął jak wryty, prawie wyrzucając przed siebie swojego jeźdźca. Zatrzymał się, tworząc tym samym dystans od swoich towarzyszy, którzy go wyprzedzili. Immortal zauważył co to, tracąc jednocześnie panowanie nad własnym koniem. Ten tak samo przestraszył się nienaturalnie wielkich wilków, a może to coś jeszcze innego?
- Złaź z wierzchowca i bier broń w łapę! Chyba, że mam je sam zaciukać?! - Zakrzyczał Ban pełen entuzjazmu do osiłka jakim był niewątpliwie Broghor. Kiedy ten krzyczał, Nether dostrzegł jak Wilki z dużą szybkością pędzą w kierunku nowo poznanego towarzysza. Ban stanął na siodle swojego wierzchowca przybierając pozę do skoku a następnie... Stało się coś niezrozumiałego i całkowicie nieoczekiwanego. Mężczyzna skoczył przed siebie, jeszcze w powietrzu uderzyła od niego mała fala uderzeniowa zrzucając z jego ramion płaszcz. Fala zrobiła trochę rabanu wznosząc wokół tumany śniegu i ziemi, co na krótką chwilę ograniczyło widoczność. Zaraz po tym wyłoniła się jego sylwetka. Wyglądał wyraźnie inaczej. Złowrogo. Nether jako mędzec mógł dostrzec swoim wzrokiem rysy Bana. Miał dłuższe paznokcie, przypominające pazury, biła od niego czerwona aura, trochę jak dym. Jego skóra pokryła się szkarłatnymi tatuażami. Uśmiechnął się, pokazując dwa kły. A bystre, tajemnicze oczy, teraz paliły się czerwonym światłem, ścinając źrenice bana w pion. Zgiął kolana, wystrzelił przed siebie. Był przynajmniej dwa razy szybszy od wilków. Wyskoczył na pierwszego, wyciągnął ukryte ostrze. Ciął na wprost, wykonując akrobatyczny skok nad nim. Było to tak szybkie, że mniej sprawne oko nie dostrzegłoby momentu wyskakiwania. Wilk zawył z bólu, ale rana nie wydawała się głęboka. Jego futro faktycznie było jakąś dziwną "zbroją". Chwilę potem Ban zniknął za ciałem dwóch towarzyszących bestii, nacierających niewzruszenie na Immortala i Nethera. Wygląda na to, że każdy będzie miał do sprostania jednemu przeciwnikowi. Idealnie, jeden na jednego.
- Celujcie w oczy! Potem zastanawiajcie się jak je zabić! - Wykrzyczał revijczyk dziwnym tonem. Tak jakby jego głos nakładał się na siebie podwójnie, może potrójnie.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







24.05.2016, 16:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#4

Nether pokiwał głową, jakby spodziewał się takiej odpowiedzi. Zresztą, tak właśnie przecież było. Na pytanie Bana z kolei najbardziej zareagowała broda i wąs Kata, nieco zmieniając swoje ułożenie. Zasłonięte przez te chaszcze usta uniosły się w nieznacznym uśmiechu.
- Może na takiego nie wyglądam, ale kiedy mogę, unikam rozlewu krwi. Trochę paradoksalnie... w końcu niegdyś miałem z nim do czynienia praktycznie każdego dnia. - odparł na pytanie. - I nie mam jakiejś mistrzowskiej wprawy. Pomachać toporem to se można, ale doskonale wiem, że wielu jest lepszych w bitce ode mnie. To i ryzykować własną krwią mi głupio. Wolę zgłębiać wiedzę o runach, ale to o tyle niebezpieczny temat, że czasem i w tej robocie trafi się jakaś mała masakra. - powiedział, kręcąc wąsem. To prawda, że nie był zwykle skory do bitki, ale z drugiej strony, czuł się, jakby był z nią mocno związany. Rozum podpowiadał, żeby lepiej unikać obijania ryjów, ale, heh, serce mówiło co innego.
Niedługo po tym, jak skończył gadać, ich oczom ukazały się wilcze postury, choć najpierw udało się je usłyszeć. Te skurwisyny były ogromne i porośnięte grubym futrem... zupełnie, jak te na rodzimej wyspie Nethera. Choć tamte wydawały się być jeszcze większe, ale być może to tylko kwestia dziecięcej wyobraźni - w końcu po wkroczeniu w dorosłość widywał je rzadko, i tylko z daleka, a jako młody człek wszystko wydaje się być olbrzymie.
Broghor może nie był najlepszy w szacowaniu odległości, ale bez wątpienia te bestie mogły dobiec do trójki konnych w zaledwie kilka chwil. Bez zastanowienia postanowił wyjąć oba topory, które przytroczony były do boku Kulki, kiedy - jasny chuj! - wymsknęło się chyżo z ust brodacza, gdy klacz nagle wstrzymała kroku. Zbyt nagle. To w sumie było do przewidzenia, ale mężczyzna kompletnie o tym nie pomyślał. Mimo to, trzymał się mocno i jakimś cudem nie spadł, co było dobrym znakiem.
Kat tuż po odzyskaniu równowagi błyskawicznie sięgnął po oba topory i nabrał głębokiego wdechu, spinając mięśnie. Wyciągnął je, rzucając od razu Niedźwiedzią Furię tak, by wbiła się ostrzem, ale niezbyt mocno - właściwie wystarczyło ją w tym celu upuścić - blisko niego, tak, by łatwo było ją zaraz wyciągnąć. Zeskoczył z konia z drugim toporem w dłoni. Oddychał głęboko, pełną piersią. Nie wiedział czy to prawda, ale uczono go, ze powietrze pomaga zyskać nieco siły.
Nagle Ban wyzwolił energię, jaka się w nim od jakiegoś czasu gromadziła. A może wokół niego? Trudno powiedzieć, Nether nie był w materii poznawania magicznych anomalii ekspertem, ale w każdym razie wyglądało na to, że siła Bana nie pozostawiała wiele do życzenia. Pył i śnieg, jakie wzbiły się w powietrze, na chwile ograniczyły widoczność, więc Broghor przygotował się mentalnie i przybrał odpowiednią pozycję na odparcie natarcia wilka, ale ten nie nadszedł, a przynajmniej nie tak szybko. Zamiast tego wzniesione tumany rozproszyły się po chwili, odsłaniając ponownie postać Bana i wilcze postury. Chwila... na pewno Bana? Tak, bez wątpienia to był ich towarzysz, ale zdecydowanie odmieniony. Teraz przypominał nieco demona z jakichś opowieści. Pazury, dziwna, widoczna aura, kły i płonące żywym ogniem oczy. Wypisz, wymaluj, stworzenie z najgorszych koszmarów. I przy okazji był niemożliwie sprawny fizycznie. Nether wątpił nawet, ze taki poziom jest osiągalny dla jakiegokolwiek człowieka. Ale nie było zbyt wiele czasu na podziwianie czy rozmyślanie.
I zniknął za dwoma wilkami, które postanowiły atakować dwa kolejne cele, czyli nacierać na tych, którzy nawet nie zdążyli za bardzo reagować. Cóż. Kat i tak miał zamiar czekać. Jedyne, co w międzyczasie zrobił, to odszedł nieco w bok i do przodu, zabierając jednocześnie Niedźwiedzią Furię do drugiej ręki i ponownie po chwili wbijając ją nie za mocno po swoim prawym boku, na wyciągnięcie dłoni.
Dosłyszał też poradę revijczyka, która, w przypadku ataku Nethera, mogła być równoznaczna ze śmiercią przeciwnika. W końcu wbijając naprawdę kawał porządnej stali w oczy takiego wilka, nawet pomimo jego wielkości i twardego futra, mógł roztrzaskać mu czaszkę. Albo oszołomić go na tyle, by bez większych trudności dokończyć go drugim ciosem. Mimo tego, Kat nie miał zamiaru nie docenić tych bestii. Ban, który był najpewniej silniejszy od niego, nie zadał takiemu czworonogowi zbyt poważnych obrażeń swoim cięciem. Co prawda miał lżejszą broń, ale i tak nie należało sądzić, że pójdzie łatwo.
Nether przyklęknął, odgarniając naprędce dwoma ruchami przedramion śnieg sprzed niego, by wchłonąć nieco ziemi. Była to naturalna zdolność mędrców. Przy czym była bardzo pomocna w niektórych sytuacjach. Na przykład do wykorzystania przewagi terenu, tak jak teraz. Broghor starał się wchłonąć tyle ziemi, ile zdoła w tak krótkim czasie, by obniżyć nieco swoją pozycję względem wilka. Często mniejsza wysokość wiązała się z o wiele mniejszą skutecznością w walce, ale nie tym razem. Z niedużego dołka Nether wyskoczy bez żadnego problemu, a różnica wysokości przyda mu się do zrealizowania planu, jaki rysował się w jego głowie...
Gdy już to zrobił, odgarnął kolejną porcję śniegu, o ile pozwalał mu na to czas. Nie było to konieczne, ale zwiększy skuteczność tego planu. Spojrzał naprędce, czy aby na pewno tylko jeden wilk zbliża się w jego stronę. Następnie użył Kształtowania. Znakomitą zaletą tej zdolności był czas formowania się ziemi, który był... praktycznie natychmiastowy. Jedyny czas, jaki zajmowało stworzenie danego kształtu, był tym, który trzeba było wykorzystać na wyobrażenie sobie tego efektu. W przypadku prostej zasłony, którą planował skonstruować Mędrzec, działało to w cząstkę sekundy.
Ten czas powinien być odpowiedni, by zaskoczyć tę bestię.
W najlepszym wypadku okaże się, że na Nethera będzie nacierał jeden, ogromny wilk, który postanowi jak najszybciej zakończyć życie swej ofiary. W takim wypadku będzie on pędził z taką prędkością, że utworzenie metrowego sześcianu zaskoczy potwora, który uderzy w nagle zmaterializowany kształt i, chwilowo oszołomiony i zatrzymany - albo spowolniony niemal do zera - pozwoli na wykonanie poziomego (lub skośnego) cięcia od prawej strony na wysokość oczu. Przy czym Kat nie będzie wstrzymywał się z siłą ciosu, wykorzysta ją całą. Gruda ziemi zamortyzuje cios skośny w przypadku chybienia, a ten boczny, jeśli będzie nietrafiony, Kat wykorzysta do obrotu całego swojego ciała wraz z powstałym impetem i wyskoczenie z dołka, po czym natychmiastowo obróci się w stronę potwora, gotów na kolejne natarcie i unik w bok. Jego silne nogi, nawykłe do sprintu, powinny pozwolić mu na odpowiednią reakcję.
Z kolei jeżeli cios się uda, Broghor błyskawicznie postanowi poprawić to uderzenie jego znakomicie opanowanym, katowskim cięciem znad głowy. Zasłona z ziemi powinna powstrzymać wilka przed uderzeniem łapą bezpośrednio w mężczyznę, zaś głowa wilka również powinna być za wysoko, by ugryźć, za to położona idealnie, by ciąć. Niczym na pieńku. Jak za dawnych czasów. Z tym, że tym razem nie wykorzysta swojego starego topora - ten prawdopodobnie wbije się ostrzem w czaszkę bestii, a wyciąganie jego zajęłoby pewnie tyle samo czasu, co wyciągnięcie Niedźwiedziej Furii z ziemi - albo i dłużej. I tak, tę nową broń Mędrzec wykorzysta do zadania "ostatecznego" ciosu.
W najgorszym wypadku będzie jednak tak, że wilki zaczną okrążać intruzów, powoli, przygotowując się na odpowiedni moment do ataku. Wtedy taktyka Nethera nie będzie się znacząco różnić, z tym, że nie wiadomo będzie, jak poradzi sobie Draugdin. Jeżeli pechowo padnie po pierwszym ciosie, plecy Kata będą odsłonięte na atak, co będzie miało jednoznaczny i oczywisty skutek - niemal pewną, i zaiste rychłą śmierć.
24.05.2016, 18:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#5

» MG «

Miejsce: Szlak prowadzący do Lodowej Twierdzy
Pogoda: Mroźnie (późne popołudnie)
SOUNDTRACK

an spojrzał na wilka. W jego oczach dostrzegł dziwną poświatę, która wyglądała na magiczną. Możliwe, że stworzenia te były wytworem jakiegoś akolity lub szamana. Istniała także możliwość pojawienia się dziwacznej klątwy albo... Czegoś wykraczającego poza pojmowanie ludzkie. Muskuły revijczyka napięły się. Wilk, który stał naprzeciw mrugnął ślepiami a wtem Ban zniknął z jego pola widzenia. Był za nim. Podbiegł z zawrotną prędkością do swojego wierzchowca i wyciągnął przytwierdzony do jego boku miecz, który wydawał się lśnić niczym milion smoków. Krótsze ostrze, którym atakował wcześniej, tkwiło wbite przed bestią. Mężczyzna wychylił swoje "kocie" oczy w stronę wilka, lecz ten zdezorientowany chwilą nie mógł dojrzeć Bana. Minęła krótka chwila. Revijczyk skoczył z gracją przed siebie i wystrzelił ciosając ostrzem od tyłu, na ukos. Oszalałe zwierzę zawyło i na krótką chwilę padło tracąc równowagę. Revijczyk zeskoczył przed jego pyskiem, wyciągając krótsze ostrze i wbijając je w lewe oko bestii. Broń weszła gładko i z brutalną siłą, przechodząc przez lewą stronę pyska po prawą - dziurawiąc oboje oczów. Bestia w agonalnym i desperackim akcie spróbowała szarpnąć do tyłu swoją głowę. Był to instynkt, który dopiął żywota wilka. Ostrze tkwiąc w ciele swojej ofiary, rozcięło pysk korzystając z dwóch przeciwstawnych sił. Zarówno bestia jak i Ban cofnęli się. Czerwona posoka prysnęła dookoła. Twarz bana skąpana w krwi ruszyła przed siebie w stronę Immortala. Miał uśmiech na twarzy. Cieszyła go walka.

Draugdin siedząc na swoim wierzchowcu, który wpadł w amok, próbował opanować wodzę konia. Ten jednak uparcie sprzeciwiał się, a kiedy jeden z wilków zbliżył się za bardzo, koń odwrócił się pędząc w drugą stronę wraz ze swoim jeźdźcem. Immortal próbował opanować sytuację, jednak koń był wyjątkowo uparty. Bał się co przełożyło się także na komfort jazdy. Nim drugi wilk zaatakował, Ban doskoczył do drugiego wilka, wskakując mu na kark. Podniósł jego łeb do góry i wbił tak samo swoje ostrze jak wcześniej, jednak tym razem wbijając wyskoczył z karku bestii, ciągnąc ją ku górze, co przyniosło identyczny efekt jak wcześniej.

Wilk pędził na Nethera próbując rzucić się do jego krtani, nagle ziemia zaczęła zmieniać poziom, sprawiając, że mędrzec stał się gorzej widoczny dla bestii. Skoczył przed siebie, uderzając w przeszkodę utworzoną dzięki magii Kata. Wilczur zawył głucho i padł. Widząc zbliżające się ostrze, odskoczył pośpiesznie do tyłu, unikając dosłownie o włos barbarzyńskiego uderzenia. Nawet jeśli nie uśmierciłoby wilka, ten czuł swoją wyobraźnią ból jakiego najprawdopodobniej uraczyłby przyjmując obce żelastwo na swój pysk. Zwierzę było dość dziwne. Inne niż standardowe wilki. Z oczu patrzyła nie tylko dzika furia, ale również spryt. Ruszył ponownie skacząc, lecz Kat był gotowy odskakując na bok. Było blisko, pazur bestii przeciął policzek Nethera przyprawiając go o nieprzyjemne, piekące uczucie. Krew zaczęła się sączyć. Wielki wilczur dopadł do podłoża próbując wyhamować, co dało właśnie mędrcowi okazję do kontrataku.  


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







29.05.2016, 21:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#6

Nether, miast obserwować poczynania swoich towarzyszy, postanowił już w pełni im zaufać w tej potyczce. Mieli o tyle szczęście, że na każdego z nich przypadał jeden przeciwnik. Przynajmniej w teorii. To oznaczało, że mając u boku takiego Bana, który ze swoimi wrogami zapewne upora się w mgnieniu oka, Kat będzie miał zabezpieczone plecy. I że może bez reszty poświęcić się walce ze "swoim" wilczkiem. Na ranę z kolei nie zwrócił większej uwagi - nie była ona kluczowym miejscem, którego niesprawność osłabi go; zwykły ból był natomiast niezbyt znaczącym aspektem w walce.
Strategia walki przebiegała względnie dobrze, ale wilk zaskakująco szybko odzyskał równowagę i zdołał uskoczyć przed ciosem, który stanowił dla niego spore zagrożenie. Mędrzec jednak zakładał również i taki rozwój sytuacji, więc był gotów odskoczyć, spodziewając się kontry, która właśnie nastąpiła. Na tym w końcu przebiegała filozofia dynamicznej walki: odpieraniu ataku i skutecznym kontrataku. Głupotą byłoby zakładać, że wszystko będzie przebiegało, jakby walczyło się z kukłą.
Nether, nie mając zbyt wiele czasu na samą reakcję, instynktownie wybrał miejsce bardziej nieregularne, a więc to, które wcześniej sobie przygotował; unik nastąpił w jego prawą stronę, a więc w miejsce, gdzie była Niedźwiedzia Furia, zaś za nią mieścił się dołek, a koło niego gruda ziemi, o którą przed chwilą rozbił się wilk.
Broghor mógł co prawda atakować, próbując wykorzystać okazję, jaka się przed nim rysowała: wilk bowiem w tym momencie hamował, zaś na całkowite odzyskanie równowagi i ponowne skoncentrowanie się na przeciwniku był potrzebny czas. To byłoby jednak głupie, biorąc pod uwagę, jak szybko zdołał to zrobić, po zupełnie nagłym uderzeniu w solidną przeszkodę, która uderzyła znikąd. Praktycznie natychmiast zdołał odskoczyć. Te bestie były sprytne i cholernie zwinne. Kolejny atak ciężką bronią nie przyniósłby większego efektu, niż kolejny odskok. Mimo ze poprzednia taktyka Nethera nie skutkowała, nie oznaczało to, że trzeba podejść do walki spontanicznie i brutalnie. Wilk prawdopodobnie każdym fizycznym atrybutem był nad Katem. Improwizowana walka mogła przynieść tylko jeden efekt. A brodacz, mimo że na takiego nie wyglądał, zwykł polegać na psychologicznych aspektach pojedynku.
Wyrywając z ziemi Niedźwiedzią Furię, skoczył za zasłonę z ziemi, która stanowiła ważny element taktyczny. Na równej ziemi trudno było wykorzystać cokolwiek innego, czego samemu się nie stworzyło. W międzyczasie w głowie rysował mu się kolejny plan. Nie był on oryginalny, ale zasłyszany od Greathardzkich łowców. Swego czasu opowiadali o ponoć sprawdzającej się taktyce na czworonożne bestie: zwykle powalenie przez takową oznaczało niemal błyskawiczną śmierć i, teoretycznie, każdy wojownik starał się tego uniknąć. Ten sposób brzmiał jednak diabelnie skutecznie... o ile się, rzecz jasna, powiedzie. Chodziło właśnie o to, żeby przez bestię dać się powalić. Dysponując krótkim ostrzem, nawykłym do pchnięć, z łatwością można było wbić je w potwora i zwyczajnie go rozpruć. Sposób tyle brutalny i brudny, co niebezpieczny dla obu stron.
Nether jednak nie miał przy sobie ostrza, więc ten sposób wymagał pewnych modyfikacji.
Zauważając, że wilk od razu skakał wysoko, by wbić się zębami w krtań, dostrzegł, że bestia również chce jak najszybciej zakończyć walkę. Była świadoma niebezpieczeństwa, jakie niesie za sobą potyczka. To dobrze; jej najskuteczniejszym atakiem było właśnie ugryzienie w szyję, a więc wysoce było prawdopodobne, że, usiłując przeskoczyć nad niemal metrową przeszkodą w postaci grudy ziemi, również rzuci się do krtani. Znajdzie się więc przez chwilę, w trakcie lotu, niemal - albo i wyżej - na wysokości ramion Nethera. Wojownik odrzucił na bok topór brodaty, zostawiając w dłoniach Furię. Uniósł ją, ustawiając się bokiem do kierunku, w jakim znajdował się wilk, zaś głowę swej broni miał za sobą. Chciał wykorzystać cios od dołu, wykorzystując impet broni, jaki by nabrała, lecąc w dół, by podnieść ostrze do góry już przed sobą, wbijając szpikulcowate ostrze... praktycznie gdzie popadnie. Jego refleks i szybkość oraz waga broni prawdopodobnie nie pozwoli mu na dokładne wycelowanie i trafienie, ale na szczęście masa Furii oraz kolce, jakie na niej były, najprawdopodobniej będą śmiertelnie groźne w przypadku tego przeciwnika. Masa zneutralizuje wpływ pancerza z futra, zaś kolce zapewne przebiją się przezeń, w dodatku umożliwiając pozostanie broni w miejscu trafienia, przynajmniej przez chwilę, co byłoby kolejnym osłabieniem dla wroga. W końcu mało kto jest przyzwyczajony do dźwigania dwudziestokilogramowego topora w krtani albo w klatce piersiowej. Chwilę przed wykonaniem ciosu Nether obniży nieco się, uginając nogi i poszerzając ich pozycję.
Na zwykłym ciosie jednak się nie skończy. Wtedy wilk i tak wylądowałby na Broghorze, i nawet gdyby udało się go zabić, taka masa przygniatająca wojownika i tak mogła być bardzo groźna... warto też zauważyć, że Niedźwiedzia Furia miała dwa ostrza. Wilk, upadając, mógł narobić nawet większych szkód, niż gryząc...
Cała sztuka polegała na tym, że w trakcie skoku, bestia nie miała jak zmienić swojego położenia. Poświęcając się w całości na ataku, nie było w takim natarciu miejsca na żadną obronę. Trafienie zatem było praktycznie pewne; minusem takiego uderzenia było jednak to, że w momencie uderzenia lub tuż po nim, Nether też mógł oberwać. Co prawda uderzenie takim żelastwem mogło zmiażdżyć bestii albo krtań, albo płuca. I jedno i drugie było osłabieniem, które poprzedzało śmiercionośne uderzenie. Mimo tego, wilk wciąż będzie mógł dosięgnąć zębami głowy i szyi Nethera. Oprócz tego były też łapy i pazury, ale one nie mogły zagrozić brodaczowi w większym stopniu.
Na szczęście na taką ewentualność Broghor również miał obronę. Naramienniki, jakie wytwarzał z ziemi, gwarantowały świetną ochronę, przy czym miały na tyle wysokie wykończenia, że stanowiły pancerz nie tylko dla ramion, ale i dla całej szyi. Dodatkowo hełm był głównie przeznaczony do ochrony głowy i szyi właśnie, więc i o tej części pancerza Mędrzec nie mógł zapomnieć. Przyzwał więc i jedno, i drugie.
Jeśli manewr wbicia topora uda się, to, niezależnie od tego, gdzie trafi cios, Kat jeszcze silniej dociśnie Furię w ciało wilka, wykorzystując jego impet do przerzucenia bestii za siebie. W tym samym czasie obniży się praktycznie klękając na jedno kolano, gdyż im niżej był, tym łatwiej wykona ten manewr. Od razu skoczy też po drugi topór, zostawiając tamten w miejscu trafienia, po czym obróci się, by cały czas mieć na oku przeciwnika.
Jeśli jednak bestia postanowi krążyć wokół przeszkody terenowej w celu jej obejścia, Nether pocznie to samo, w tę samą stronę, zachowując ten sam plan. Jeżeli wilk zacznie jednak po okręgu biec, to Kat zwyczajnie przybliży się do centrum miejsca, wokół którego się obracali, redukując tym samym odległość, jaką musiał przebyć, by znajdować się dokładnie na linii z przeszkodą i wrogiem. W kluczowym momencie - czyli kiedy wilk zatrzyma się i zaatakuje - po prostu odskoczy, kontynuując powyższy plan.
Napięcie budowane w trakcie walki krążeniem wokół siebie prędzej czy później skłaniało jedną ze stron do ataku z frustracji, który zwykle był właśnie tym, który otrzymywał najsilniejszą kontrę. Jedynym minusem takiego ruchu ze strony bestii było to, że w miarę krążenia wokół grudy ziemi, Kat był coraz dalej (albo, od momentu zamiany stron, coraz bliżej) do swojego brodatego topora, więc nie mógł wykorzystać go  do ewentualnej kolejnej fazy ataku.
30.05.2016, 15:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#7

» MG «

Miejsce: Szlak prowadzący do Lodowej Twierdzy
Pogoda: Mroźnie (późne popołudnie)
SOUNDTRACK PRZEWODNI

ilk natychmiastowo odwrócił swój łeb wypatrując twarzy Nethera, który wtem zaczął znikać za utworzoną wcześniej ziemną przeszkodą. Na ułamek sekundy wstrzymał się z pogonią. Przymierzył się do skoku, napiął mięśnie i coś go tknęło... Spojrzał w bok, a zaraz po tym ruszył w przeciwną stronę chcąc zaskoczyć swoją ofiarę. Obiegł w ten sposób przeszokodę od drugiej strony, dostrzegając Nethera, jednak ten słysząc doskonale stąpania bestii dzięki swojemu smoczemu zmysłowi, zawrócił trzymając oręż w gotowości. Wilk wiedziony instynktem, przyśpieszył, jednak mędrzec kontynuował plan krążenia wokół ziemnego "kopca". Trwało to może minutę, jednak dla obojga przeciwników zdawało się to wiecznością. Zwierzę wraz z Katem odczuwało presję. Nagle Wilk dał upust swojej złości a zarazem gotującej się w nim frustracji. Zniżył łeb ku ziemi, napiął mięśnie tylnych łap i ruszył przed siebie wyskakując na Broghora. Ten znalazł się w obecnej chwili kawałek od Niedźwiedziej Furii, broni podarowanej przez Tomma, a wykutej w kuźni samego Herna. Ostrze odbijało światło, błyszcząc z gracją. Mimo to, Nether musiał przejść dwa kroki żeby sięgnąć po swój specjalny topór. Bestia skoczyła, wyłaniając się jak demon z nocnej mgły. Kat odskoczył, lecz dostał impetem w naramiennik, który gruchnął krusząc się. W tym momencie, kiedy wilczur lądował na ziemi a wiking cofnął się od razu do tyłu, wprawiając swój plan w rzeczywistość, bestia zatrzymała się niemalże w miejscu, skacząc ponownie, lecz i tym razem mędrzec zrobił unik. Kiedy wilk po raz kolejny lądował, Kat zwiększył dystans między sobą a przeciwnikiem, odbiegając za przeszkodę. Był w tym momencie daleko od przygotowanego oręża, nie słysząc żadnych dźwięków wydawanych przez monstrum. Słyszał za to bijące mimo woli serce, a także oddech parujący w chłodnej temperaturze. Było cicho, zaś chwilkę potem łeb wilka wyłonił się powoli zza przeszkody patrząc nienawistnie na Broghora. Coś się zmieniło. Ślepia wilka prawie płonęły pomarańczową poświatą zaś futro wydawało się falować na wietrze niczym powiewająca flaga lub dym? Bestia próbowała zaatakować. Była szybsza niż chwilę temu, jednak wciąż nie potrafiła sięgnąć swej ofiary co wprawiało ją w furię. Ban przyglądał się od boku, obserwując sytuację. Zacisnął pięść na rękojeści miecza. Krew sączyła się po ostrzu, kapiąc na podłoże i zostawiając tym samym szkarłatne plamy.
- Nie podoba mi się to... - Powiedział pod nosem, jednak nie wtrącał się do walki. Nether mógł wyłapać swoim wyostrzonym słuchem, słowa Bana. Stał zresztą od mędrca jakieś dwadzieścia metrów. Kiedy revijczyk wypowiedział słowa, Kat znalazł się obok wbitej przez siebie broni. Nastąpiła "stop klatka", w momencie, kiedy Broghour miał za swoją dłonią Niedźwiedzia, nad przeszkodą pojawiła się sylwetka wilka. Kat mimowolnie sięgnął po topór. Było to instynktowne. Nie patrzył na niego, a wprost w ślepia zwierzęcia, którego oczy przepełnione były rządzą mordu. Jakby liczyć sekundy, wszystko zdawało się dziać w ich ułamkach. Ban wiedział w tym momencie, że prędkość z jaką naciera przeciwnik wikinga, jest zbyt duża aby ten zdołał cokolwiek innego zrobić jak zasłonić się bronią. Prawdopodobnie zostanie zgnieciony pod wpływem ciężaru ciała, nawet jeśli ten zdąży go zabić jeszcze w locie. Nie było żadnych szans na przerzucenie potwora w odpowiednio krótkim momencie. Nie przy tak nienormalnej prędkości.
Zdając sobie z tego sprawę, ruszył przed siebie. Czerwona aura biła intensywnie od niego, zostawiając szkarłatne smugi dymu za nim. Jeden krok, skok do przodu... Bestia znajduje się pół metra od Nethera, którego topór wystrzelił w powietrze, próbując brutalnie wbić się w tors zwierzęcia. Ziemia wokół mędrca rozsypała się na wszystkie strony przez nagłe, szybkie wyciągnięcie topora z ziemi. Ban wylądował w tym momencie trzy metry od towarzysza, Nether nie dostrzegł tego ponieważ buzująca w nim adrenalina i instynkt nakazywały mu skupić całego siebie w tym jednym decydującym momencie. Wilk zaczął wbijać się w broń Kata, a kiedy to się stało Ban już szybował kolejnym skokiem wyciągając swoje ostrze. Ciężar wilka sprawił, że cała Furia Nethera nie tylko ta Niedźwiedzia, ale i naturalna, dała znać o sobie swojemu przeciwnikowi. Problem polegał na tym, iż wiking poczuł uderzenie na całych ramionach, tracąc równowagę. Nim to się stało, miecz bana przebił ślepia zwierzęcia, zrzucając go z pierwotnej linii lądowania. Nie obeszło się to bez dodatkowych problemów. Wilk wraz z revijczykiem zawirowali w powietrzu, lecąc kilka metrów dalej. Ostrze wraz z toporem uśmierciły bestię jednak nie oznaczało to braku jakichkolwiek szkód. Ban odleciał kilka metrów dalej zostawiając za sobą intensywnie czerwoną smugę, lądując mało zgrabnie i wybijając bark. Zaś Nether od pierwszego uderzenia poczuł palący ból w nadgarstkach a także swoich ramionach. Siła uderzenia zrobiła swoje. Ban wstał, przybierając pierwotną formę. Wyglądało to tak jakby był wykończony. Podszedł do ciała wilka, wyciągnął z niego ostrze a wtem to zaczęło ulatywać niczym popiół na wietrze. Usiadł. Spojrzał w dół, oddychając spokojnie. Tak. Był zmęczony.

Dragudin pędził przed siebie nie mogąc ani zejść z galopującego dziko konia, ani uspokoić go. Pędził tak w przeciwną stronę już dobre kilka minut, zostawiając dawno w tyle swoich towarzyszy. Zeskoczenie nie wchodziło w grę, ponieważ przy tej prędkości albo zostałby poważnie ranny i pozostawiony na pastwę własnego losu, albo w najgorszym wypadku zginałby od nieprzyjemnego uderzenia o podłoże. Uśmiercenie wierzchowca także było głupotą gdyż skończyłoby się to tak samo, o ile nie gorzej. Nawet biorąc pod uwagę możliwość przeżycia upadku, zostałby sam bez środka transportu, co w rejonach górskich mogło przynieść śmierć. Sam, bez ekwipażu. Mimo, iż był łowcą, nie mógł zdziałać za wiele przez fakt na to jak niewiele pożytecznych rzeczy widać było wokół otaczającej go, śnieżnej rzeczywistości.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







03.06.2016, 01:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#8

Całe planowanie okazało się nie przynieść większego efektu; walka, jak to walka, toczyła się swoim rytmem. Może to dlatego, że Nether nie docenił możliwości wilków... a może wręcz przeciwnie, przecenił je i nie wykorzystał momentu przewagi, gdy bestia musiała hamować? Z drugiej strony, raz była w teoretycznie gorszej sytuacji, a udało jej się wyjść z opresji. Zwykły fart? Trudno było powiedzieć; mimo tych wszystkich wyostrzonych zmysłów i naprawdę, zdawało się, niezłej inteligencji, jaką został obdarzony Broghor, taka potyczka przebiegała i tak zbyt szybko, by można było ją na spokojnie analizować. Nawet po zdarzeniu trudno było z całą pewnością odtworzyć przebieg sytuacji, tak, by wnioskować o błędach i uczyć się na samej teorii. Może po prostu ze zdolnością do walki trzeba było się urodzić.
Cóż, jeśli tak, to te wilki zdecydowanie bardziej do niej były stworzone, niż brodacz. Fizycznie powalające, spryt też nie był ich słabą stroną. Mędrzec, wytężając umysł w poszukiwaniu skutecznych rozwiązań, robił coś na kształt tego, co te bestie mogły mieć natychmiast. Kiedy on musiał myśleć nad taktyką walki, taki czworonóg mógł zdać się na instynkt. Och, trzeba będzie o tym kiedyś pomyśleć... w notatniku zapisać...
Walka nie przebiegała po myśli Kata. Co prawda nie przebiegała też jakoś wyjątkowo od "normy", ale nie można było powiedzieć, że wilk działał wojownikowi na rękę. Napięcie jakie panowało zarówno wewnątrz Nethera, bestii jak i wszędzie wokół, było prawie że fizycznie wyczuwalne. Idąc, odskakując, chwytając broń, zmieniając uchwyt - każda z tych czynności przychodziła z trudem, jakby powietrze było równie gęste, co błoto. A może to czas zwolnił aż tak bardzo? Postronny obserwowałby jednak całkiem gwałtowne zwarcie.
Walka rządziła się swoimi prawami, tak jak i tym, że mało co można było w niej przewidzieć. Tak też Broghor nie przemyślał zawczasu, że przerzucenie nad sobą takiej kupy mięcha będzie dość trudne. I nawet biorąc pod uwagę wykorzystanie ruchu przeciwnika i niską pozycję przyjętą przez wojownika, to i tak ten wilk przecież spadał, a jego masa była wręcz przytłaczająca.
Skupiony w całości na swojej potyczce brodacz, usłyszał słowa Bana, ale jakby z oddali; choć lepszym określeniem byłoby, że usłyszał je ale tak, jakby był w stanie półsnu. Jakby miały go wybudzić z transu, czego nie zdołały uczynić, bo Nether nawet na nie nie zwrócił uwagi. Cała jego koncentracja obejmowała wilka, siebie samego i teren między nimi.
I chociaż te psowate już wcześniej nie wydawały się być w żaden sposób pospolite, to patrząc na błysk w ich oczach dochodziło się do jeszcze dalej idących wniosków. One wręcz nie mogły być zwyczajne. A ostatni skok wilka okazał się być tym najszybszym i najbardziej mrożącym krew w żyłach.
Na szczęście w tym momencie zdarzyło się jeszcze coś. Ban jeszcze gwałtowniejszym susem dopadł do bestii i narobił pewnych szkód praktycznie w tym samym momencie, co kat. I chyba udało im się zakończyć żywot tego przedziwnego stwora.
Nether nie widział, w jaki sposób jego towarzysz dopadł do bestii, ale widocznie w dość niefortunny, gdyż wylądował ładne parę metrów dalej; w dodatku wyglądało na to, że miał wybity bark.
Sam Broghor zaś nie czuł na sobie prawie żadnych szkód... cóż - biorąc pod uwagę, że dopiero po zakończeniu walki zauważył, że jeden z jego naramienników rozsypał się w drobne kawałeczki, mogła dalej działać jakaś adrenalina. Mimo wszystko odczuł efekty przeciążenia na swoich ramionach. Ból, dyskomfort - te uczucia towarzyszyły takiemu zdarzeniu, ale w swoich skutkach nie były jakoś szczególnie groźne. Z tym wszystkim dalej można bylo całkiem normalnie funkcjonować. No i dochodzi się do normy w maksymalnie dzień-dwa. Ah, no i rozcięcie na poliku... To też nie było szczególnie groźne. Póki nie wda się zakażenie. Warto było coś z tym zrobić, ale wyglądało na to, że brodacz nie ma przy sobie żadnych materiałów do opatrunku czy szycia, tak samo z ziołami. I umiejętnościami zresztą też, bo żaden z niego medyk. Na jego wyspie połowa znachorów faktycznie coś umiała, a druga połowa dawała jakiś browar i zwykła mawiać "wyliżesz się chłopie!". Co z tego, że przed chwilą coś ci pół ręki odgryzło. "Chłop jesteś, czy baba?"
Ale cóż. Walka skończona, wszyscy żyją i tak naprawdę nic wielkiego się nie stało. Co prawda to dopiero początek podróży, więc można potraktować to jako jakieś łagodne wprowadzenie do tego, co będzie później, ale... póki co, było w porządku.
Nether ruszył spokojnym krokiem w stronę Bana, oddychając głęboko. Tenże człek, który jeszcze parę chwil temu wyglądał na niezwyciężonego, okazał się też być człowiekiem. W sensie, działały na niego ludzkie prawa, prawa natury; był zmęczony, był zraniony. Co prawda i tak sam mógł wykończyć wszystkie te bestie - czego, praktycznie rzecz biorąc, właściwie dokonał - ale cóż, to, że jego zdolności jednak miały jakiś limit, też było na swój sposób pocieszające. Nether nie traktował go jako kogoś, kogo przydzielono mu do ochrony. Wykonywali razem zadanie, formalnie nikt nie był liderem drużyny, więc traktował towarzysza jak kogoś równego sobie. Zresztą, starał się tak ze wszystkimi robić. Nie liczyły się zdolności, status w hierarchii społecznej, wygląd. Każdy człowiek był od drugiego różny, a jednak w każdym można było znaleźć podobieństwo do drugiego. Ban mógł być lepszy w każdym aspekcie od Kata, ale póki obaj byli ludźmi, tak właśnie wyglądać będzie podejście Nethera do towarzysza broni.
Gdy tenże właśnie człek wyjął broń z powalonej bestii, ta jakby rozpłynęła się w powietrzu.
Doskonale. Powiedzcie jeszcze, że nigdy nie istniała.
To skłaniało do kolejnych przemyśleń. W takich okolicznościach niemal pewnym było, że te stwory były magicznym, sztucznym wytworem jakiegoś podstępnego czarownika... czy czegoś. Ale to też byłoby dziwne. Każda zdolność, z tego co wiadomo było Netherowi, miała swoje ograniczenia. Teoretycznie wilki nie mogły być zbyt daleko od swojego twórcy, zwłaszcza, że były tak silne.
- Jakieś przypuszczenia? - rzucił krótko, siadając obok kompana. Nie przejmował się za bardzo stanem teraz już dwuosobowej drużyny: byli dorosłymi facetami, nie było nad czym płakać. Lepiej było zająć się czymś, co miało sens. Przemyślenia co do natury i pochodzenia tych wilków raczej były jedną z tych rzeczy. - To chyba jakiś magicznie wytworzone bestie, skoro znikają po śmierci. Teoretycznie żadna żywa istota tak nie robi, a zwłaszcza wilki. Cholera, a chciałbym oskórować takiego skurwisyna... khm, mniejsza. - rzekł. Futro takiej bestii nie dosyć, że mogło być naprawdę ciepłe, to jeszcze pełniłoby funkcję niezłego pancerza. - A w takim razie czarownik, który je wytworzył, powinien być niedaleko. Skoro twoja aura potrafiła rozpoznać te wilki z odległości dwudziestu kilometrów, to nie zauważyłeś może czegoś bardziej... ludzkiego w ich pobliżu? - zapytał. - Z drugiej strony, takie bestie przywołuje się raczej już w wypadku walki, a nie po to, żeby se stały na ulicy. Chociaż coś żarły, więc wygląda na to, że "walka" już miejsce miała... o ile można to tak nazwać. Tyle że magiczne twory zwykle nie wcinają... cholera, nie wiem, nie wiem naprawdę. To musi być coś pomiędzy. - zakończył, podsumowując przypuszczenia odnośnie natury tych wilków. A propos "coś żarły" - należało przyjrzeć się co to takiego było. Ale na to może później będzie czas.
Dodatkowo położył dłonie przed sobą, przypominając sobie, by odwołać niepotrzebne już części ziemistego pancerza. Ten rozsypał się w pył. Mędrzec tuż po tym zaczął wchłaniać materię spod rąk, co mogło polepszyć jego regenerację. Matematycznie trudno było powiedzieć, kiedy skończyć, ale mniej-więcej dało się to oszacować. Tymczasem Nether nie próbował czerpać więcej, niż trzeba, a przynajmniej nie za bardzo.
- Ah, no i jeszcze jedno: dokąd zmierzamy? W sensie, zatrzymujemy się może gdzieś przy drodze, czy planowałeś dotrzeć do zmierzchu w jakieś konkretne miejsce? - rzucił kolejnym pytaniem. Sam raczej nie stawił sobie konkretnego celu, chciał raczej działać bardziej na podstawie okoliczności, w jakich przyjdzie im działać. Ale cóż, w tym samym czasie chciał uszanować zdanie innych członków drużyny.
Gdy zakończył proces regeneracji, wstał i gwizdnął po Kulkę z zamiarem pogłaskania jej po tym poczciwym łbie. Jeśli ta podbiegłaby, rzekłby do niej:
- Dobra robota, Kulciu. Ten Draug na jakiejś niemocie jeździ, a ja na taką dzielną klacz trafiłem.
Jeżeli nic nowego, zaskakującego się nie działo, Nether rozejrzał się po okolicy i pozbierał ewentualne leżące przedmioty do juków przytroczonych do Kulki, włączając w to oba topory. Po tym podszedł do truchła, wokół którego skupiały się wcześniej wilki, by może jakoś je zidentyfikować i, w miarę możliwości - gdyby był to człowiek - przeszukać. Powierzchownie, nie babrać się w tej krwi i wnętrznościach, to nie jest jakaś świetna zabawa; miał tego po samą szyję, gdy pracował jako kat. Po prostu zobaczyć, czy cokolwiek przydatnego albo interesującego taki osobnik posiada, choć nie od razu szabrować. Po śmierci co prawda już się temu gościowi nic nie przyda, ale jednak honoru troszkę Nether ma, a i tradycje kultywowane na jego wyspie surowo zabraniały na przykład odbierania broni wojownika, jaki się nią posługiwał. Co ciekawe, można było to zrobić, oddając w zamian własną. Ale cóż, sprytni i "wielcy" ludzie znajdują różne obejścia tradycji i prawa, by spełnić własne cele, a później staje się to coraz to bardziej normalne.
03.06.2016, 03:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#9

STRAŻNIK
Miejsce: Szlak prowadzący do Lodowej Twierdzy
Pogoda: Mroźnie (późne popołudnie)
ZMIEŃMY KLIMATY


an spojrzał zmęczonym wzrokiem na swojego towarzysza, słuchając dokładnie tego co miał mu do powiedzenia. Sam musiał przyznać, że nie do końca pojmował co się tutaj wydarzyło i czym były te wilki, ale swoje przypuszczenia zdążył utworzyć. Przeciągnął się, czując jak wszystkie kości chrupią. Przy okazji, zaczął sobie sam nastawiać bark. Było to o tyle niespotykane i dziwne, że nastawianie barku jest piekielnie trudną rzeczy, a przy tym wyjątkowo bolesną. Mimo to zajął się sobą popadając w zadumę.
- Nie wyczułem innej obecności, poza tą należącą do wilków i kilku innych istot znajdujących się w górach. - Wyjaśnił spokojnie analizując sytuacje i słuchając co Kat miał mu do powiedzenia.
- Nie chciałem o tym mówić na początku, bo wydawało mi się to dziwne, ale te wilki były jakby... Puste... chodzi mi o to, że nawet leżące przy nich zwłoki emanowały jakąś energią duchową, która według wierzeń mego ludu jest uduchowionym pośmiertnie ciałem. Od tych istot nie wyczuwałem czegokolwiek. Nie wiem jak to do końca interpretować. - Przyznał patrząc w dal za Draugdinem, który zniknął całkiem z oczu pozostałych wojaków.
Pogoda była łagodna. Nieprzyjemny wiatr ustał, a płatki śniegu z wolna opadały na ziemię, otulając delikatną warstwa puchu, wszelkie pozostawione ślady życia na drodze.
- Nasz towarzysz chyba prędko nie wróci. Ruszyłbym za nim, ale nie mamy na to czasu. Albo sam coś wymyśli, albo będzie gnał dalej na przestraszonym wierzchowcu. W tej chwili uważam, że powinniśmy dostać się do wioski, która ponoć została spopielona przez smoka. Możemy znaleźć tam jakieś informacje i może odnajdziemy resztę ekspedycji, którą wysłała Armana z Rutmirem. Po drodze powinniśmy według mapy dojrzeć lodowej twierdzy. Nic nie stoi na przeszkodzie żeby z oddali ją zobaczyć. A no tak, pewnie nie zauważyłeś tego jeszcze, ale jak sprawdzisz zwłoki, dojrzysz broszę taką jaką mam ja i ty. I nasz spłoszony przyjaciel. Strzelam, że jest jednym z członków korpusu zwiadowczego, który wysłano przed nami. To jest nasza pierwsza poszlaka, no i... Wracając do tematu trzeciego towarzysza, którego... Nie pamiętam niestety imienia, musimy ruszać bez niego. Nie mogę obecnie rzucić bariery zwiadowczej tak jak wcześniej. Do tego będę pewnie osłabiony w walce póki nie wypocznę, więc jeśli mamy zachować względne bezpieczeństwo lepiej nam ruszać od razu. Niestety nadużyłem swoich zdolności wykonując ostatni skok. - Oznajmił na koniec. Zebrał się do zwłok, próbując je oglądnąć. Twarzy nie było, dłoni tak samo. W gruncie rzeczy, nie było jakiejkolwiek możliwości na zidentyfikowanie ciała. Revijczyk spojrzał w dal próbując dostrzec cokolwiek, ale nie dał rady. Śnieg utrudniał widoczność. "Dokąd mnie prowadzisz chciwa bestio?" zapytał sam siebie zrezygnowany, łapiąc się odruchowo dłonią po lewej stronie bioder.
Jeśli wszystko co trzeba było zrobić w tym miejscu zostało zakończone, obaj wojownicy ruszyli do Kruczonocu. Pogoda psuła się coraz bardziej. Śnieg chłostał twarze Nethera i Bana, zaś śnieżyca, która wystąpiła w okolicach Lodowej Twierdzy, z powodzeniem przeszkodziła wyśledzenie czegokolwiek. Obaj mogą pozostać w jej okolicach, szukając jakiejś groty na przeczekanie lub dalszą wędrówkę do spalonej wioski. Podróż od obecnego miejsca pobytu do Kruczonocu zajmie jakieś cztery do pięciu godzin.


Gracz opuścił wątek

Jeśli chcesz od razu przebić się do Kruczonocu, możesz już pisać w jego temacie.
Opisz tam samą podróż, możesz sobie z Banem rzecz jasna pogadać chociaż będzie to trudne, bo w czasie jazdy obaj będziecie się słyszeć na pół gwizdka. Przy okazji komunikację utrunią warunki pogodowe. Ale jest to możliwe. Jakbyś miał jakieś prywatne pytania do niego, to wal mi na GG, ja Ci od razu odpowiem, a Ty sobie zamieścisz rozmowę z nim w własnym poście. Trochę eterów i XP nabijesz. A! No i oczywiście możesz sobie zrobić bonusowego posta. Jeśli napiszesz tutaj część rzeczy, drugą część możesz walnąć w w/w Kruczonocu.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







04.06.2016, 19:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie
#10

Tak jak przypuszczał Nether, Ban sam przystąpił do nastawiania barku. Ten człek był urodzonym łowcą i potrafił sam sobie poradzić o wiele lepiej, niż każdy człowiek; ból też nie był mu ani obcy, ani straszny.
- Nie miały energii duchowej? - powtórzył brodacz, i choć zabrzmiało to jak pytanie, było raczej sposobem uporządkowania jakoś tego faktu w swojej głowie. - Hm... Ale to nie były... Nie, to nie mogły być duchy. Nie dalej jak dwa-trzy tygodnie temu spotkałem się z jedną szamanką. Pewnie wiesz, czym zajmują się szamani? - zapytał, nie oczekując odpowiedzi. - Potrafią jakoś kontrolować duchy, które ponoć same w sobie nie dysponują żadnym życiem. Chociaż tak naprawdę nigdy nie walczyłem z żadnym szamanem, ale trochę o nich słyszałem... Nie wiem, myślisz, że to mogło być coś takiego? Inaczej wyobrażałem sobie duchy. - mówił Broghor.
Chociaż, jeśli nie były to zwykłe zwierzęta, jeśli nie były stworzeniami magów, jeżeli nie były też przywołanymi duchami... to czymże były te stwory? Demony - jeśli to prawda, co sie o nich mówi - odpadały; nawet jeśli kilka zbiegłoby z Jeleniego Wzgórza, o którym było ostatnio dość głośno, to trudno było się spodziewać, żeby wyglądały zupełnie, jak olbrzymie wilki... no i ich pancerz, według plotek, powinien być nieprzenikniony dla ludzkiej broni.
I jeszcze to, że rozpłynęły się w powietrzu po ich zabiciu. To naprawdę pasowałoby do stworzeń magicznie przywołanych, ale te z kolei nie żywiłyby się martwym ciałem, gdyby nie otrzymały takiego rozkazu. Tymczasem czarowników wokół pewnie na próżno szukać.
Czyżby coś jeszcze dziwniejszego od magicznych anomalii miało miejsce gdzieś w pobliżu?
Kat spojrzał na Bana kątem oka. Różnego rodzaju myśli chaotycznie obijały się o wnętrze jego czaszki. Póki jednak nie było ani jednej poszlaki więcej, na próżno było zadręczać się zbędnymi myślami. Jego towarzysz miał rację: należało wyruszyć w drogę na tyle szybko, na ile się da. Konno powinni dotrzeć do Kruczonocu jeszcze przed zmrokiem.
Podszedłszy do truchła strażnika, rzeczywiście dojrzał przy nim broszę. Chwycił ją i wrzucił gdzieś do sakwy. Głupio byłoby zostawić ją na pastwę rabusiów; choć prawdopodobnie okazałaby się dla nich bezużyteczna, gdyż ci nie wiedzieliby, czym dysponują, to jednak warto było mieć o jedną broszę przy sobie więcej. Chociażby po to, żeby poświadczyć o czyjejś śmierci jego bliskim lub towarzyszom broni.
Jeżeli nie było już żadnych przeciwwskazań, chyba należało się zebrać i ruszyć w drogę. Nether wsiadł zatem na swojego wierzchowca, poklepał go pieszczotliwie po szyi... i ku przygodzie, ot, co.

Gracz opuścił wątek
04.06.2016, 21:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
3 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna