Drogi kupieckie

Nie odpowiedział ani na jej pytanie ani na jej wyszczerz. Niech ma, jeden punkt dla niej. Słońce wschodzi na wschodzie.
Wzruszył ramionami gdy podsumowała czego im brakuje. Jedności. Bleys miał na myśli to samo, choć on skupił się na jej przyczynie, dziewczyna zaś na jej konsekwencjach tej przyczyny. Potężne, bezlitosne zagrożenia w postaci demonów jest wyraźnym wskazaniem, że jedność jest niezbędna do przetrwania.
- Sugerujesz, że ja nie troszczę się tylko o siebie? - podsunął i zamrugał szybko oczami jak nastolatka próbująca uwieść wybranka swego kochliwego serduszka.
- Obyś się myliła, Ignis. Oby ten wróg był wrogiem tamtych stron, nie zaś całego świata. Niezależnie od tego, czy ludzie potrzebują dyscypliny i jedności. Niezależnie od tego... - przygryzł wargę. - czego byłem świadkiem gdy Cię poznałem.
Jej późniejsze słowa sprawiły, że łowca zacisnął pięści a na jego skroniach na wierzch wyszły żyły. Demony to był delikatny temat. Znienawidzone, przerażające istoty, które nawet dziś mogły sprawić, że dziarski łowca zeszcza się w gacie. A ona - jedyne znane mu lekarstwo na to zagrożenie., jedyna zdolna stawić im czoła - właśnie mówi, że nie wie czy stanie do walki.
- Staniesz. - powiedział przez zaciśnięte zęby. - Jedynie strach może powstrzymać ludzi, przed sprzeciwieniem się tej rzezi. - mówił z trudem. - Ciebie nie paraliżuje. Nie będziesz w stanie odwrócić wzroku. Nie będziesz w stanie pozwolić ludziom ginąć i nie kiwnąć przy tym palcem. Nie będziesz w stanie tego zaakceptować. - wyraźnie było słychać, że to Bleys nie jest w stanie zaakceptować tej wizji. Niezależnie od tego do czego zdolna byłaby Ignis. - A gdybyś Ty nie dała rady, to ja... - zaschło mu w gardle, przełknął ślinę. - ...ja będę je mordował. Jednego za drugim. Kryjąc się za runami, których mnie nauczysz gdy skończą mi się siły i powracając do... - dostał gęsiej skórki - ...walki gdy odsapnę, Ignis. I to również będzie Twój udział, w ochronie tej szarej, nijakiej masy, niezależnie od wszystkiego co sobie powiesz.
Później milczał, doprowadzając się do ponownego opanowania. Zrobiło mu się niedobrze, ale nie narzekał, nie żalił się. Szedł i oddychał powoli. Wkrótce mu przeszło.
Później wyszczerzył się na jej uniesione brwi i słowa o etapie pozostawionym za nimi. - Nawet nie wiesz ile razy ja wypowiadałem te słowa.
Rozłożył bezradnie ręce. - No przecież samotne, pijane damy potrzebujące pocieszenia, jak sama nazwa wskazuje - są samotne, pijane i potrzebują pocieszenia. - stwierdził oczywistość - Kiedy natomiast odnajduje je zatroskany mąż jasnym staje się, że już nie potrzebują wsparcia prawdziwego bohatera pocieszającego potrzebujących, są bowiem w dobrych i troskliwych rękach, a świat wciąż jest przecież pełen tych, którzy cierpią nie mniej, niż te damy w chwili, gdy pozostawiono je same sobie, zanim zjawił się bohater... - trochę się zaplątał w tej opowieści ale może właśnie o to mu chodziło.
- Ranisz me serduszko. - zbył temat całkowicie machając dłonią zupełnie jakby rozwiewał nieprzyjemny zapach.
- Jaskinie? - powtórzył jakby z namysłem a później trzepnął się w czoło. - Oh, jaskinia, kobieta i ja! Tylko gdzież ja posiałem swoją ukochaną maczugę..? - mamrotał do siebie.
- W normalnych okolicznościach nie spieszyłbym się tak z postojem, niemniej po dogłębnej analizie Twych słów o nagrodzie, cóż, niezwłocznie zaczynam wypatrywanie! - zapewnił i w gruncie rzeczy tak właśnie zrobił. Z pozoru nic się nie zmieniło, jednak Bleys czujnym wzrokiem zaczął rozglądać się za potencjalnym schronieniem. Był nawet bardziej wybredny niż zwykle, choć bardziej niż z powodu towarzyszki to z powodu nieprzyjemnych wspomnień spadających kamieni - nie chciałby się później zrywać z konieczności ponownej ewakuacji.
- Starsze? Och, kochana! Starsze z entuzjazmem i radością gotowe są całować Cię po stopach (i nie tylko!) nawet bez realnego zagrożenia! Powiedz nawet nie, że je uratowałaś, ale że troszczysz się o ich dobro, interesujesz się nimi, ba! Widzisz je! I już. Wystarczy. - puścił jej oczko i tak naprawdę nie rozminął się aż tak bardzo z prawdą. Jedyną wadą był fakt, że aż tak chętne były raczej kobiety, którym próżno szukać uwagi w dnia powszedniego.
- Na razie wędrujemy. - zawyrokował








30.12.2017, 20:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Zaśmiała się, kładąc rozpostartą dłoń na jego twarzy. Takie mruganie było wyjątkowo głupie, nawet jak na jego dotychczasowe zachowania. Poza tym, w jego wykonaniu, absolutnie na nią nie działało.
- Nie sugeruję tego. Wiem, że troszczysz się tylko o siebie. Ale jestem na tyle niespotykanym zjawiskiem w Twoim życiu, że ulotna troska o mnie, przyniesie Ci więcej korzyści niż zwyczajowa troska o samego siebie. - zabrała dłoń i zbliżyła do niego swoją twarz i szeroko otwarte, ufne oczy. I zaraz po tym odwróciła się od niego.
Ignis wypuściła powoli powietrze, a jej myśli uciekły ku dniu, kiedy ledwo przeżyła walkę z demonem, który pojawił się w okolicach Greathard. Przełknęła ślinę, a jej serce zaczęło bić mocniej, wolniej, jakby chciało wprowadzić ciało Mistyczki w jakiś dziwny rodzaj letargu.
- Ludzie toczą wojny między sobą, a tymczasem demony rosną w siłę i czekają na odpowiedni moment. Azarat jest... będzie ostatnim bastionem oporu. To tylko kwestia czasu. - białowłosa wypowiadała słowa powoli, ale nieuchronnie. To było przepowiadane od wieków, ale tylko nieliczni słuchali tych słów. Nikt, kto nie stanął twarzą w twarz z demonami, nie chciał w to uwierzyć. Dziewczyna spięła mięśnie, słysząc kolejne słowa Łowcy. Pomimo narastającej po raz kolejny złości, nie mogła powstrzymać uśmiechu powoli wpełzającego na jej twarz. Jednak była bronią. I nawet Bleys uważał, że stosowne jest decydowanie za nią w jaki sposób ma oddać swoje życie. Nie umiała mieć mu tego za złe, choć to tylko pokazało jak bardzo płytko ją rozumiał lub jak dobrze udawał, że chce to zrobić. Wiedziała już, że walka z demonami jest dla niego tematem tabu, a mimo to podjął tą rozmowę. Zmusiła się, by rozluźnić mięśnie i przyjąć mniej czujną pozycję.
- Może i nie będę w stanie patrzeć jak ludzie giną z ich ręki. - odpowiedziała, niepewnie dobierając słowa. Starała się, by irytacja nie była zbyt mocno wyczuwalna w jej głosie. - Może wpadnę w furię, może oddam się szaleństwu i przybiorę miano Łowczyni Demonów. A może stwierdzę, że nie ma wielu ludzi, którzy są warci ratowania. - owszem, Ignis nie bała się walki i śmierci z pomotami Otchłani, ale nie zmieniało to faktu, że jej stosunki z innymi ludźmi z zadziwiającej większości przypadków sprawiały, że traciła wiarę w swoją rasę. Nie widziała dla nich ratunku. Choć nosiła w sobie piętno mrocznej magii, korzystanie z niej tylko przybliżało ją do śmierci. Zmarszczyła brwi w gniewie, którego nie chciała pokazywać Łowcy, ale którego nie mogła powstrzymać. - Nie będziesz z nimi walczył. - powiedziała ostro, nie godząc się na żaden sprzeciw z jego strony. - Nauczę Cię run, za którymi będziesz mógł się schronić. Może nawet takich, dzięki którym zdołasz ich zranić. - mówiła powoli, ale ton jej głosu jasno wskazywał, że tego sobie nie życzy. - Ale nie będziesz podejmował z nimi walki. Gdybyś nie był Kłamcą, wymusiłabym na Tobie obietnicę.
Czuła jak powietrze niemal iskrzy od złości jednego i drugiego, od niewypowiedzianych słów i żalów, od napięcia, które nagle stało się czymś namacalnym i bolesnym. Także milczała przez dłuższy czas, uspokając się i starając skupić na mniej istotnych kwestiach, na słowach, które ich nie poranią.
- Masz rację, nie mam pojęcia. - wzruszyła ramionami, ale w myślach postawiła sobie mur, o który miała się rozbić jego kolejna historia o super męskim zdobywcy pijanych kobiet. Przekrzywiła głowę i zmrużyła oczy. Chyba jednak mentalny mur był zbyt gruby, ponieważ z jego historii nie zrozumiała niemal nic. Oprócz tego, że samotne kobiety cierpią i się upijają. - Czy kiedykolwiek jakakolwiek dama chciała iść z Tobą do łóżka będąc trzeźwa? - skrzywiła się, nie potrafiąc dopuścić do siebie takiej myśli. Nawet ona musiała być pijana. Uśmiechnęła się łobuzersko. Nie powinno jej to obchodzić.
- Nie myśl, że o tym zapomnę. - obiecała mu tonem, który zapowiadał obrażenie się, jeśli nie uzyska odpowiedzi na pytania, które wypowiedziała. Więc może to była groźba? W każdym razie smutek w jego głosie na długo zostanie jeszcze w jej pamięci.
Ignis się zatrzymała, opierając dłoń na biodrze i patrzyła na niego jak dziki zwierz w swoją wypatrzoną ofiarę. Gorący podmuch powietrza z ziemi sprawił, że jej włosy natychmiastowo podeschły, tak samo jak ubranie, a oczy zakłębiły się od magii. Migotały i miotały cieniami.
- Myślałam, że nosisz tą maczugę w spodniach... nie sądziłam, że jest odczepiana. Może sama sobie taką sprawię. - uśmiechnęła się słodko, choć miała ochotę go udusić za tak trywialne skojarzenia. Choć w tej chwili niezmiernie pasował do opisu jaskiniowca.
- Nie musimy się spieszyć. - dziewyczna westchnęła melodyjnie. - Po prostu nie wiem jak szybko zachodzi tu słońce, a chcę mieć czas by wyrysować runy. I może czegoś Cię przy okazji nauczyć. - podniosła udręczone spojrzenie na tego starego zboczeńca. - To powinna być dla Ciebie wystarczająca nagroda. - powiedziała trochę pytającym tonem.
Szli dalej przed siebie, a Ignis błądziła wzrokiem po skalnych ścianach, zastanawiając się czy w tych górach znajdą cokolwiek, poza dzikimi wilkami i niedźwiedziami. I kamieniami, które są bardzo nieustępliwe w pogoni za raz wybranym celem.
- Hm, kolejny fetysz? Nie dość, że stare, to jeszcze całujące po stopach? Wstydź się. - mruknęła, próbując przebić wzrokiem gęstwiny lasu. - W ogóle Cię nie rozumiem. Jak takie życie możesz uważać za zadowalające? - pokręciła głową z oburzeniem i niedowierzaniem. Był starym łajdakiem i zboczeńcem, a zachowywał się, jakby każda z napotkanych osób była mu winna dług wdzięczności tylko za samo spojrzenie tych różnobarwnych oczu.
- W porządku. To i tak pewnie lepsze niż próba pomieszczenia Twojego ego w jaskini. - westchnęła, odsuwając się od niego i cmokając na Vexa, który posłusznie ruszył za swoją panią.








30.12.2017, 21:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

- Iskierko, zdradź mi proszę... - przekrzywił głowę. - Czy jakimś słowem, gestem lub uczynkiem sprawiałem wrażenie jakoby moja troska o Ciebie była ledwie ulotną? - zapytał z pretensją i potrząsnął głową. - Jesteś najcenniejszą mi osobą w zasięgu wzroku niezależnie, w którą stronę bym się nie odwrócił! - zapewnił z zapałem.
Zastanowił się nad jej słowami. - Być może... być może w ludziach jest... coś. Głęboko ukryte. Coś cennego. - podsunął myśl. - ...być może się pokaże, gdy nadejdzie potrzeba. Być może będą w stanie się zebrać, zorganizować... -urwał, sam nie wiedząc, czy wierzy w taki scenariusz, czy stanowi on tylko pobożne życzenie. - Nie wiem jednak, czy Azarat będzie ostatnim... bastionem oporu. Nie wiem, dlaczego Azarat jest jedynym, który z nimi walczy. - spojrzał jej w oczy. - Być może to czysty przypadek. A być może to właśnie Azarat jest ich źródłem, lub posiada coś, co ich tam więzi. - powiedział głośno. - Nie wiem, czy demony na dobre nie ruszą na te ziemie dopiero, gdy... Azarat jaki znasz upadnie. I to, co trzyma je na pustyni przestanie ich tam trzymać. - westchnął. - Ale wtedy nie widzę dla naszej rasy wielkich nadziei.
Tu nie chodziło o bycie bronią. To chodziło o bycie człowiekiem. Bleys, choć pozbawiony mocy do walki z demonami, nie zamierzał - przynajmniej dopóki nie sparaliżuje go strach - poddawać się i pozwolić tym istotom robić wszystko czego zapragną. Nie wierzył też, by jakikolwiek dobry - a za taką miał dziewczynę - człowiek był do tego zdolny. I tyle. Nie wysyłał jej na pustynię, nie kazał ryzykować życia bo tak sobie wymyślił. To wszystko tyczyło się ponurej wizji, gdy śmierć wyciąga do nich ramiona niezależnie gdzie się udadzą. To była najgorsza możliwa wizja, w której świat się kończy. W której nie ma bezpiecznego miejsca dokąd można by się wycofać.
Spojrzał jej w oczy nie bacząc na ostry ton jej głosu. - Jeżeli świat się skończy, będę Ignis. Niezależnie, czy z pomocą Twoich run czy bez nich. Jeżeli ich nadejście jest nieuniknione, zrobię ile będę w stanie lub zginę próbując. - ponownie przełknął ślinę przez ściśnięte gardło. - Jedyną możliwą alternatywą jest to, że popadnę w szaleństwo. Ale to nie będzie się różnić od śmierci.
Na jej pytanie odparł niczym kompletnie zbity z tropu: -Oczywiście, Ignis. - przerwa - Każda. Przecież piją tylko dlatego, że brak im śmiałości. - brzmiał, jakby autentycznie w to wierzył.
- Na cyce Ilhezin, Ignis! - udał oburzenie - Czy Ty, spaczona istoto, naprawdę myślisz, że w tych stronach mężczyźni latają po trakcie z kutasem na wierzchu, gotowi tłuc nim zagubione niewiasty!? - niemal wykrzyczał te słowa - Miej litość, dziewczyno! Jesteśmy w cywilizowanym kraju!
- Nie możesz traktować tego, co i tak już mi obiecałaś jako nagrody przy każdej nadarzającej się okazji. To tak nie działa. - wyjaśnił łagodnie.
- Zaraz, zaraz... uważasz, że ludzie powinni wstydzić się tego, co sprawia im przyjemność? - rozbrzmiała nuta zaciekawienia. - Powinni kłamać i oszukiwać, a szczerość powinna stanowić powód do wstydu? - podsunął.
- Pokaż mi lepsze, Ignis. Pokaż mi lepsze. - zaproponował na jej pełne oburzenia i niedowierzania kręcenie głową.
- Ekhm, ekhm. Ja wiem, że czasem, ciężko w to uwierzyć, ale... - uśmiechnął się. - Moje ego idealnie potrafi wpasować się w jaskinię. W dodatku zarówno ego jak i jaskinia są z tego układu bardzo zadowoleni.








30.12.2017, 22:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Spojrzała w lewo, potem w prawo, a jej mina wyrażała wyjątkowe zmęczenie. Przeczesała palcami włosy i przymknęła oczy. Pokręciła głową.
- I dlatego mówię, że w Twoich słowach jednocześnie jest prawda i kłamstwo. - westchnęła, wpatrując się w niego intensywnie. Choć pewnie powinna się cieszyć, że nie przegrała z Vexem w jego rankingu cennych osób w zasięgu wzroku.
Iskra milczała chwilę, po czym wplotła swoje palce w jego dłoń. Westchnęła smutno, patrząc się przed siebie, na linię horyzontu. Jego słowa były zadziwiające. Dziewczyna uznała, że Łowca jest ostatnią osobą, która będzie walczyć w imię ochrony ludzkości przed demonami. Chciała wierzyć w jego słowa, ale nie umiała. W ludziach nie było ukryte nic cennego.
- Być może. - zgodziła się z nim mimo wszystko, mocniej ściskając go za rękę. - A może nawet w takiej chwili będą się ze sobą kłócić. Nie znam przyszłości, ale widzę co się dzieje teraz. Nie wierzę w aktualną ludzkość, Bleys. - powiedziała cicho, ale ze smutnym przekonaniem prawdziwości własnych słów. - Azarat walczy, bo taka jest jego natura. Robi wszystko, by sprowadzić tam Mistyków z całego świata. - skrzywiła się lekko na blaknące wspomnienie swoich rodziców, którzy zostali zamordowani tylko dlatego, że nie chcieli dla niej takiego życia. - Jeśli to miasto padnie, to nie będzie dla nas ratunku. Dlatego wolę myśleć o nim, jako o ostatnim bastionie. - puściła go w końcu i odsunęła się. Nie chciała, by jej myśli pochnłonęła wojna, która nadchodziła coraz większymi krokami. Ten świat i tak był w chaosie. Ignis nie wiedziała czy poza Mistykami jest jakakolwiek moc zdolna stawić czoło demonom. A przecież nie tylko to im zagrażało. Konflikty wewnętrzne, spiski, klęski żywiołowe, nadaktywności mocy. Byli niczym pył. Ją szkolono od dziecka, by nie poddawała się strachowi, by nie panikowała, by chłodno oceniała sytuację. Ale czym innym jest walka w szyku wyszkolonych Mistyków, a czym innym desperacka walka w pojedynkę. Nawet weterani nie są aż tak szaleni. W każdym razie Azarat wygrywał swoją jednością. Złotooka nie byłaby w stanie uwierzyć, by cały świat się zjednoczył w walce. Dziewczyna wiedziała, że mimo swoich słów, Bleys widzi w niej broń - może nie dosłowną, ale na pewno postrzega jej moc jako jedną z nielicznych zdolnych do zabijania potworów z Otchłani. To było jej dziedzictwo i powinna się z nim pogodzić. Ale czarna magia przynosiła jej tylko i wyłącznie smutek. Spojrzał jej w oczy, na co dziewczyna zareagowała gniewem przelewającym się w jej oczach.
- Jeśli świat się skończy, to owszem, będziesz, ale marwty. Zabiją Cię nim zdążysz to zrozumieć. - warknęła na niego, prawdopodobnie po raz pierwszy dając się ponieść swojemu wojennemu wyszkoleniu, pozwalając by na jej obliczu odmalowało się zmęczenie i trwoga setek bitew stoczonych w cieni Azaratu. - Nie zamierzam Ci na to pozwolić... Bleys. - miała ochotę sama rzucić mu się do gardła, byleby tylko nie zrobił tego demon. Traktowała go jak cywila, ale nie była zdolna do zmiany swojego nastawienia. On nie będzie prowadził tej wojny. Już mu to mówiła. Nie jest dzieckiem Nocy. - Ktoś musi zająć się jednoczeniem ludzi. Wolę, żebyś to robił, kiedy nadejdzie taka potrzeba. - westchnęła zmęczona. Czuła się jakby została pokonana, ale nie umiała tego wyjaśnić. Pokręciła głową z rezygnacją.
Iskra w końcu spojrzała na Łowcę, ale nie miała sił dla jego spaczonego umysłu. Patrzyła się na niego dłuższą chwilę, jakby w ogóle nie rozumiała słów, które wypowiadał.
- Zastanawia mnie gdzie są granice Twojego wydumanego mniemania o sobie, Kłamco. Wydaje mi się, że niebo nie jest Twoim limitem. - odwróciła od niego spojrzenie, które kryło w sobie tłumione pokłady irytacji i niedowierzania.
- Tego bym się spodziewała po tak zwanej cywilizacji, którą zdążyłeś mi już pokazać. - rozejrzała się wokół, jakby spodziewała się, że zaraz faktycznie ktoś wyskoczy na nią z penisem na wierzchu. - I to mogłoby być nawet interesujące przeżycie. - dodała z niepokojąco wyzywającym uśmiechem na twarzy.
- A czy Ty możesz nie mówić mi w jaki sposób mam obdarzać Cię nagrodami? - zaperzyła się, wydymając lekko usta i krzyżując dłonie na piersi. - To też tak nie działa.
Ignis posłała mu powłóczyste spojrzenie pięknych oczu. Poczuła dziwne uczucie podobne do ukłucia szpilki niczym nieuzasadnionej zazdrości. Przechyliła delikatnie głowę. Zacisnęła mocniej wargi.
- Uważam, że ludzie nie powinni się z tym tak obnosić. Szczerość nie ma tu nic do rzeczy, łajzo. - przewróciła oczyma. - Moje fantazje na pewno nie dotyczą całowania stóp przez stare kobiety. - burknęła i ruszyła przed siebie żwawszym krokiem. - Czy możesz przestać podsuwać mi barwne metafory swojego penisa? Jesteś starcem, który próbuje żyć swoim życiem sprzed dziesięciu laty. To, że raz się przespaliśmy, nie znaczy, że będę prosić się o kolejną noc z Tobą. - powiedziała ze złością, której nie rozumiała do końca, ale nie przejmowała się tym ani trochę.








30.12.2017, 23:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Ależ cóż to za insynuacje?! Cieszyć się, że nie przegrała z Vexem? No ja rozumiem, można mieć o Bleysie nie najlepszą opinię. Można mieć pewne uprzedzenia do jego wrażliwej strony gotowej pomagać osamotnionym kobietom. Ale żeby swatać go z koniem? Tego to jeszcze nie było! Cóż ta mistyczka za chore miała fantazje! Czyżby na pustyni konie były tak rzadkie i egzotyczne, że mężczyźni dostrzegali w nich więcej uroku niż w kobietach!?
Nie do końca wiedział jak się zachowywać gdy wplatała palce w jego dłoń. Normalnie, w takich sytuacjach czułby się wręcz zobowiązany do pocieszania zrozpaczonych dam. Niemniej, w jej przypadku, sam nie wiedział, czy to ona nie próbowała pocieszać jego. Pogładził z rozmysłem wierzch jej dłoni swoim kciukiem i nie odezwał się w tej kwestii.
- Nie wierzę, by w Azaracie rodzili się inni ludzie o innej naturze, Ignis. Azarat wykuwa innych ludzi, bo tak wykreowała go konieczność. Ludzkość może nie zmieni się od razu, jednak zapewniam Cię, gdyby musiała zmagać się z tym wszystkim, prędzej czy później stałaby się bliższa temu, co znasz. - westchnął ciężko. Na dobrą sprawę niewykluczone, że wcale by się nie zmieniła. Po prostu tacy by przetrwali. Reszta zostałaby martwa. Tego jednak nie trzeba mówić.
- Wiesz, Iskierko... świat jest ogromny. - zaczął Bleys, choć ja patrząc na mapę wcale nie mam takiego wrażenia. - Być może gdzieś jeszcze istnieje prastara magia, zdolna uchronić uciekające jak szczury resztki naszej rasy. - uśmiechnął się ze zrezygnowaniem, co stanowiło odpowiedź na jej słowa o ostatnim bastionie. - Nie ma co. Urocza wizja. - podsumował, samemu uznając, że jego argumentacja wypada... kiepsko w tej sytuacji.
- Być może. - odpowiedział twardo na jej warknięcie. Jak miał z tym dyskutować? Ona była tu specjalistką od demonów, on jedynie cudem ocalałym szarym człowieczkiem. Jeżeli jej zdaniem będzie martwy zanim się zorientuje - pewnie miała racje. Tym bardziej, gdy zestawić tą wizję z paraliżującym strachem jaki dopadał go na samą myśl o tych potworach.
Westchnął ciężko. - Jednoczeniem ludzi. Ja. - uśmiechnął się ponuro. - Ignis, ja mogę oczarować jedną wystraszoną damę, zrugać kilu wahających się mężczyzn i nakopać w dupę paru spasionym kupcom, którzy nie będą rozumieli co to znaczy spierdalać w podskokach. - podsumował krytycznie swoje zdolności dowódcze. - W obliczu czegoś takiego trzeba kogoś bardziej inspirującego, niż niedogolonego łotra, który samemu spierdala od tych bestii bojąc się wychylić nosa.
Wyszczerzył się jakby powiedziała mu najmilszy komplement na świecie. - To miłe, prawda? - zapytał wznosząc wzrok ku niebu. - Wierzyć, że ponad tym wszystkim co widzimy, kryje się jeszcze coś wspaniałego... - w jego głosie rozbrzmiało rozmarzenie. Chyba naprawdę był nieco wypaczony, skoro mógł w ten sposób mówić o swoim "mniemaniu o sobie".
Skłonił jej głowę z szacunkiem. - Widzisz, w końcu nie wstydzisz się swoich pragnień. - pochwalił. - Ale mnie w to nie mieszaj. Nie będę Cię tłukł penisem po głowie, nie jestem jakimś dzikusem. - szybko zapewnił, jakby bez tego dziewczyna faktycznie miało go namawiać.
- Nie? - zdziwił się. - Jeżeli chodzi o nagrody, to chyba powinny być czymś miłym, prawda? - podsunął. - Któż lepiej ode mnie może wiedzieć co jest dla mnie miłe? - znów rozbrzmiała nuta szczerego zaskoczenia.
- W porządku. Nie chodzi o stare kobiety, zapamiętam. - pokiwał głową zupełnie jakby właśnie zrozumiał jakieś wyjątkowo trudne zadanie matematyczne.
- Z racji, że Twoje słowa są formą pytania a nie prośby wnioskuję, że poruszamy ten temat czysto hipotetycznie, prawda? - zaśmiał się. - Tak, mógłbym. - odparł.
Na kolejne słowa uśmiechnął się tylko. - Jesteś rozkoszna. - zapewnił ciepło. Jakże uroczym było deklarowanie przez kobiety, że to wszystko co się między nimi działo nic nie znaczy. Znaczyło. Jeżeli jakaś dama była w stanie raz pokonać swoje opory do jego parszywej mordy, żadne słowne deklaracje nie będą w stanie tego zmienić.








31.12.2017, 00:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Wojna z demonami była akurat jednym z tych nielicznych wątków jej życia, na które nie reagowała absolutnie żadnymi emocjami. Wiedziała, że nadejdzie i wiele wskazywało na to, że stanie się to jeszcze za jej życia. Była do tego przygotowywana, poznała zalążki walki, zarówno zwycięstw jak i klęsk. Azarat był kolebką mocy, która miała uratować świat... i tam miało to dla niej dużo sensu. Jednak kiedy opuściła złotą klatkę tego miasta, zaczęła mieć wątpliwości. Dlaczego miałaby ginąć za tych wszystkich ludzi, którzy w gruncie rzeczy nic dla niej nie znaczyli? Nie czuła strachu przed tą wojną. Jej nieuchronność powodowała w niej jedynie ponure pogodzenie się z faktem. Jednak na tym świecie żyli tacy ludzie jak Bleys, którzy cudem przeżyli atak demona... a którzy dalej twierdzą, że będą stawiać opór. Głupota. Nie chciała, żeby Łowca narażał się na śmierć w tak głupi sposób. I nigdy by jej nie przyszło do głowy, że jej próby pokrzepienia go mógł odebrać jako potrzebę bycia przez niego pocieszoną. W każdym razie, teraz stawał w jakiś sposób na przeciw swoim lękom i nie chciała, by był w tym sam.
- Nic nie wiesz o Azaracie. - powiedziała oschle. - Konieczność jest rzeczą drugorzędną. Na pierwszym miejscu jest tradycja i świętość miasta. Próby spełnienia oczekiwań przodków, którzy określili to miasto mistycznym sercem. Nie zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego Azarat ma armię tych magów, choć na całym świecie zdarzają się tylko pojedyncze przypadki? - Ignis potarła sobie skronie, czując, że ta rozmowa przybiera jednak zły tor. Machnęła niedbale ręką. Nie zamierzała o tym opowiadać. - Liczę tylko na to, że ludzkość przeżyje. Przetrwa. A jeśli faktycznie istnieje jakaś magia, która mogłaby nas uratować... To może najwyższy czas zacząć jej szukać. - zabrała swoją dłoń i krzywiąc się ni to w uśmiechu, ni w grymasie, na podsumowanie jego wizji. Spojrzała na ciemniejące niebo, pozwoliła, by znów owionął ją wiatr niosący ze sobą zapach wilgotnej ściółki. Czy to nie on sam mówił, by martwić się jedynie problemami dnia dzisiejszego? - To nie czaruj ich. Nie zajmuj się spasionymi kupcami. Po prostu rób to, co robisz najlepiej. Kłam. I zbuduj swoje kłamstwo na taką skalę, żeby potem obwołali Cię królem nowego świata. - odpowiedziała z przekonaniem, widząc jego ponury uśmiech. - Sam o tym mówiłeś. Stań się innym sobą. - zmarszczyła trochę brwi, ale w jej oczach malowała się troska. Naprawdę nie chciała, żeby posuwał się do walki, której nie może wygrać. Szczególnie, że już nie był specjalnie młody. A jeśli wojna nadejdzie za kilka lat? Kilkanaście? Wtedy szczątki jego dzisiejszej siły pozwolą jedynie na powolną śmierć. - Szczególnie, że sam przyznajesz, że się ich boisz.
Na szczęście jego kolejne stwierdzenia sprawiły, że myśli Ignis - jakiekolwiek myśli, wszystkie myśli - popełniły destrukcję na życzenie właścicielki. Dziewczyna patrzyła na Łowcę ogłupiała. Dopiero po chwili zrozumiała, że ma otwarte usta. Potrząsnęła głową, dalej nie do końca wierząc, że ten człowiek... istnieje. Wcale nie była taka pewna, czy żartuje. Dziewczyna stała tak skonsternowana przez dłuższą chwilę, nie mając pojęcia jak na to odpowiedzieć.
- Yyy...hm. - skrzywiła się jakby ktoś wmusił w nią plaster cytryny. - Boję się myśleć o tym, jaką sprowadzałbyś pogodę, gdybyś faktycznie był tam. - wskazała palcem niebo. - Sprawiasz, że zaczynam postrzegać Cię jako szaleńca ze znacznym wskazaniem na problemy z megalomanią. Nie odróżniam Twoich żartów od... reszty. - stwierdziła, odsuwając się o krok. Może jednak przesadziła z tą sympatią i troską dla Łowcy?
Przejechała mocno dłońmi po swojej twarzy, czując jak mózg powoli jej się przegrzewa. A jednocześnie budzi się w niej niebezpieczny odzew, który za takie zachowanie zamierzał karać.
- Wstydzić swoich pragnień? - spytała tępo, choć jej wzrok coraz bardziej skupiał się Łowcy stojącym przed nią. Wyrównała nieświadomie oddech, a mięśnie grzbietowe spięły się, gotowe do nagłego ruchu. - Ależ ja się ich bardzo wstydzę, dlatego nie mówię o nich głośno. - zapewniła. - Jeśli zaś chodzi o tłuczenie kogokolwiek penisem po głowie, to daruj, ale oboje wiemy, że to by Ci nie wyszło kochaniutki. Nie myśl tylko, że to wyzwanie. - dodała tak ostrzegawczym tonem, że zdziwiła się, że żaden piorun nie podkreślił jej słów. Z wielkim wysiłkiem powstrzymała się od ciosu, który miał rozpłaszczyć się o twarz mężczyzny. Każde kolejne słowo sprawiało, że wręcz kipiała z furii. Jego kiwanie głową przelało jednak kielich jej cierpliwości. Tupnęłą nogą tak mocno, że obcas wrył się w ziemię, posyłając swoją moc głęboko przez warstwy piachu, skał i minerałów, wyzbywając się magii z pełnym irytacji krzykiem. Gdyby tego nie zrobiła, jeszcze moment a spopieliłaby jakiś fragment jego ciała. Odsunęła się kilka kroków od miejsca, w którym stała poprzednio, dysząc ciężko. W głowie poczuła ucisk, a przed oczami pojawiły się mroczki. Złapała się siodła, żeby nie upaść i spojrzała na Łowcę, pełnym wściekłości spojrzeniem złotych oczu, przesłoniętych przez niesforne kosmyki włosów.
- Więc przełóżmy to czysto hipotetyczne założenie na praktyczne działanie, dla obopólnego dobra. - wydyszała, odrzucając włosy w tył. Niezgrabnie szukała wody w jukach przy siodle. W końcu znalazła i wypiła kilka łyków, ale woda przesiąkła smakiem skóry. Przełknęła ślinę, czując pustkę, jaką zostawiało po sobie pozbycie się magii, w ciele. Oddychała płytko, ale spojrzenie miała przytomne.
- Wiem. Już raz to wykorzystałeś. - powiedziała, unosząc brew i dalej trzymając się siodła. Ignis nigdy nie... deklarowała, że nic to dla niej nie znaczyło. Wręcz przeciwnie. Dlatego nie chciała tego powtarzać, a tym bardziej namawiać Łowcę do takich rzeczy. Nie mogła sobie pozwolić, by tęsknić jeszcze za seksem z tym starym, zboczonym łajdakiem, który nie przepuści niczemu, co nosi spódnicę i nie ma penisa. - Lubię Cię i nie chcę, żeby to się zmieniło. W którąkolwiek ze stron. - dodała, pociągając się na łęku. Jeszcze nigdy nie przepuściła tyle magii przez swoje nogi. Czuła, jakby były z waty. Skrzywiła się, próbując nimi poruszyć, ale nie miało to zbyt wiele sensu. Puściła się w końcu, pozwalając sobie na upadek. I tak czuła się zdecydowanie lepiej niż jeszcze kilka chwil temu.








31.12.2017, 02:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Nie odpowiedział na jej oschłe słowa. Być może miała rację, być może konieczność jest sprawą drugorzędną. A być może tak ich tylko uczyli, w rzeczywistości zaś cała ta świętość, tradycja i otoczka wykiełkowała właśnie z konieczności. To nie byłoby takie dziwne, gdyby zgnębiony lud pustyni przybity demoniczną grozą zapragnął nadać swej niedoli odrobinę piękna i wspaniałości rodząc poruszającą serca tradycję. Nie było jednak powodu by wdawać się z mistyczką w dyskusję zwłaszcza, że wyraźnie zaczęła się tym irytować. I to nie w ten dziewczęcy, uroczy sposób.
- Nie zastanawiałem. - przyznał bez najmniejszych oporów. Na dobrą sprawę nawet nie wiedział czy tak było, czy może potencjalnych mistyków były na świecie setki, lecz ich moce objawiały się dopiero w kontakcie z demonami...
- Nie mówiłem o celowym znalezieniu cudownej ochrony. - przyznał niechętnie. - Tylko o miejscu, którego potworna rzeź nie dosięgnie. Skoro na razie ta plaga trzyma się jednego obszaru, może gdy wszystko się odwróci do góry nogami pozostanie choć jeden obszar, którego nie pochłonie? - rzucił w przestrzeń pobożne życzenie.
- Bleys królem świata. - powiedział oschle tonem całkowicie zwyczajnym. Nawet wtedy brzmiało to ze wszech miar absurdalnie i głupio. Westchnął ciężko. - Może chcesz zostać moją poddaną? Wiesz, w ramach przygotowań do mojej przyszłej roli? - rzucił zaczepnie, ale w jego uśmiechu nie było tego, czym przeważnie podkreślał swoje słowa.
Tak, nie był młody. I nie będzie już młodszy. Nie miał jednak ambicji by być bohaterem, najwspanialszym wojownikiem świata, pogromcą wszelkiego zła. Miał ambicję by być kimś, kto nie godzi się potulnie z nadchodzącą niesprawiedliwością. Kimś, kto gotów jest stawić jej czoła. Wyrazić swój sprzeciw. I zginąć lub przeżyć, w zależności od parszywego szczęścia.
- Jeżeli nadejdzie to, o czym mówisz... wszyscy ludzie będą się bali. - powiedział. - Czy to znaczy, że powinni poddać się bez walki? Zaakceptować zły los?
Jej zaskoczona mina a także późniejsza wiązanka słów sprawiły, że łowca miał niemały dylemat. Na to wszystko miał dwie odpowiedzi. Dwie, równie trafione, gdyby kogoś interesowało jego skromne zdanie. Uznał, że pytanie "Jakich żartów?" i zgrywanie idioty jakoby nigdy nie wypowiedział celowo ani jednego żartobliwego słowa, nie jest tym, które wybiera. Zamiast tego z jego ust padło krótkie - Jakiej reszty? - uśmiechnął się po tym. Przez głowę przeszła mu wizja, w której Ignis każde takie pytanie obracać będzie w obelgę w jego stronę.
Przeciągnął się z głośnym strzyknięciem pleców. - Wiesz, Ignis, jaka mądrość u mężczyzn czasem – jeżeli mają szczęście - przychodzi z wiekiem? - pozostawił jej chwilę ciszy na wypadek, gdyby chciała zabłysnąć ripostą. - Kiedy należy przestać się pysznić i bronić swojej dumy, bo kobieta właśnie postanowiła ją zdeptać i wykorzysta przeciw Tobie wszystko co powiesz. - wyjaśnił. - A uwierz mi, ciężko o coś bardziej bezlitosnego niż kobieta, gdy humor jej nie dopisuje. - westchnął ciężko. - To jest właśnie jeden z takich momentów. - zawyrokował.
Z pewną ciekawością zmierzył wzrokiem niczemu niewinną ziemię, której oberwało się w jego imieniu, ale nie skomentował.
Przekrzywił głowę i tym razem strzyknęło w jego szyi. Wykorzystał? To, że była rozkoszna? A niby w jaki sposób? Nie odezwał się jednak.
W tym momencie, jako osoba w pewnym sensie dbająca o dobre imię Bleysa chciałbym podkreślić, że twierdzenie jakoby Bleys nie przepuścił niczemu, co nosi spódnicę i nie ma penisa jest potwornie niesprawiedliwie i krzywdzące. Otóż Bleys wcale nie gardził kobietami bez spódnic!
Dziewczyna najpierw próbowała trzymać się łęku a w końcu upadła. Bleys nie wyrywał się w tym przypadku by ją łapać, nie narzucał się i nie przejmował. Wprost przeciwnie. Czekał aż z samym faktem (a w zasadzie uświadomieniem go sobie) poradzi sobie nie kto inny jak Ignis. Czekał aż przetrawi swoją sytuację, aż pogodzi się z tym, że leży. Dopiero wtedy bohatersko interweniował i wziął ją na ręce tak, jak powinno się nosić księżniczki.
- Widzisz, Iskierko. - zaczął uśmiechając się ciepło. - Dlatego właśnie bywam wredny i złośliwy. - wyjaśnił. - Żebyś przy całym moim uroku osobistym, wdzięku i masie przyjemnych drobiazgów - jak na przykład to, że teraz możesz poczuć się jak księżniczka w ramionach księcia z bajki. - ciągnął melodyjnie nawet na nią nie patrząc - wciąż obserwując otoczenie i szukając potencjalnego schronienia. - Żebyś przy wszystkich moich zaletach i pozytywnych cechach... miała choć cień szansy, by nie pogrążyć się w beznadziejnej miłości. - dokończył i spojrzał na nią uśmiechając się łobuzersko.
Niezależnie od jej narzekania, żądań czy czegokolwiek, dopóki nie zamierzała wyrwać się naprawdę na siłę ani myślał by ją puszczać czy sadzać na koniu.








31.12.2017, 02:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Wiatr przesłonił jej twarz włosami, których przez dłuższy czas nie ruszała. Wyglądała trochę jak splątana pajęczyną alabastrowa rzeźba, trwająca w skupionym bezruchu, rozważająca tajemnice świata. Co prawda, Ignis nie miała aż tak ambitnych myśli. Myślała o swoim domu - nie umiała inaczej nazwać Azaratu. Nie wiedziała skąd pochodzi, więc mogła albo uznać się za przybłędę, gdziekolwiek by się nie udała lub próbować wmówić sobie, że cały świat był jej domem. Zacisnęła wargi. Mimo to, jakaś cząstka dziewczyny twardo podążała przed siebie, w celu znalezienie ludzi podobnych do niej - o jasnej skórze i włosach, o złocistych oczach przypominających piasek pustyni. Z zamyśleń wyrwał ją głos Łowcy. Uśmiechnęła się słabo.
- I słusznie. - skwitowała, odwracając od niego spojrzenie. To nie były rzeczy, o których powinna mówić głośno i narażać na ewentualne konsekwencje jedynego mówiącego kompana podróży. Cóż, nie była pewna co zrobiliby człowiekowi z taką wiedzę. Może nic. A może jednak nie pozwoliliby mu żyć dalej. Przygryzła wargę. Właściwie to nie powinna mu nic mówić.
Wyciągnęła w górę ręce, splatając palce i przeciągając się z cichym jękiem. Strzeliło jej kilka kości w kręgosłupie, na co się skrzywiła. Nie znosiła tego dźwięku.
Jej cudowne oczy otworzyły się szerzej, kiedy patrzyła na Bleysa ze zdziwieniem. Przez chwilę milczała, a potem uśmiechnęła się miękko, spojrzenie złagodniało. Wydawała się całkiem zadowolona słysząc jego odpowiedź, choć nie skomentowała jej na głos. Nie sądziła, że Łowca może być tak... chcący wierzyć. To było w jakiś dziwny sposób pokrzepiające. Gdyby to białowłosa miała wierzyć w takie rzeczy, pewnie skierowałaby swoje spojrzenie ku morskim wyspom, szczelnie strzeżonym przez runy. Niemal poczuła słony wiatr uderzający w piasczysty brzeg, słońce odbijające się w wodzie... Słaby uśmiech dalej malował się na jej twarzy. Niech to zostanie pobożnym życzeniem.
- Król Bleys, pierwszy tego imienia, niosący ludziom jedność i siłę. - sprostowała, choć nie brzmiało to o wiele lepiej niż jego własne słowa. Zaśmiała się krótko, co przywodziło na myśl dzwonienie malutkich dzwoneczków. - Masz rację. Zupełnie się nie nadajesz. - puściła mu oczko. - Hm? Nie zamierzam być poddaną kogoś, kto nie wierzy, że może stać się moim władcą. - stwierdziła sucho, znów się przeciągając. Spojrzała na niego twarzą bez wyrazu, choć w jej oczach czaiło się wyzwanie. - Nie ma w Tobie nic, co by mnie do tego przekonało.
Lustrowała go wzrokiem, próbując ocenić. Przypisać mu jakąś historię. Zgadnąć, co może się kryć w jego smutnych oczach. Lubiła jego towarzystwo, lubiła nawet to, że ją co jakiś czas wyprowadza z równowagi. Ale nie umiała go zrozumieć i poczuć. Nie umiała wyciągąć ręki, położyć jej na jego policzku i powiedzieć wiem co czujesz. Spodziewała się, że nigdy nie będzie w stanie tego zrobić. Westchnęła, czując się się bardzo źle ze słowami, które wypowiadała:
- Tu już nawet nie chodzi o to, czy będą się bać, czy się poddadzą, czy będą walczyć. - popatrzyła na niego, czując jak coś ściska jej gardło. - Niezależnie czy zaakceptują swój los czy będą z tym walczyć. Zginą. Zginą setki tysięcy ludzi. Jedyną szansą jest po... - urwała gwałtownie i zacisnęła zęby. Nie będzie nawet mówić takich rzeczy. - ...po prostu ucieczka.
Bardzo, ale to bardzo nie podobały jej się własne słowa. Kilka tygodni poza Azaratem, a ona porzuciła swoją dyscyplinę na rzecz emocji. Nie mogła przecież zdradzać tajemnic Słonecznego Miasta i Mistyków. Powinna chyba porzucić towarzystwo Łowcy, skoro tak mocno na nią wpływał. Złość zaczęła iskrzyć w jej sercu.
Białowłosa patrzyła przez chwilę na Kłamcę, a jej zdumione spojrzenie powoli przeobrażało się w coś na kształt rozczarowania. Spojrzała w końcu gdzieś w bok i żeby zająć czymkolwiek ręce, związała włosy w wysoki kucyk, nie bardzo przejmując się, że część włosów wysypała się z wiązania i opadła w nieładzie na jej twarz. Czuła jak magia rozchodzi się po jej ciele, rozgrzewając, niemal parząc jej ramiona i szyję. Skrzywiła się lekko, nadmiar mocy nigdy nie prowadził do niczego dobrego. A Mistyczka ostatnimi czasy prawie wcale jej nie używała.
- Fakt. Czego mogłam się spodziewać, skoro podróżuję z Kłamcą. Jedynie żartów. - choć była zła, ton jej głosu raczej świadczyłby o smutku. Ignis powoli kierowała moc w stronę podłoża, by nie zrobić nikomu zbyt dużej krzywdy. Magia wręcz uciskała już jej skronie. To musiała być magia. Żadne uczucia.
Przeniosła na niego pytające spojrzenie. Czarny, kłębiący się dym już powoli ją otaczał. Rzadko to się zdarzało. Wzrok coraz bardziej jej odpływał, skrywał się za ciemną mgłą. Uwielbiała to uczucie.
- A to, że mówisz dużo daje mi niesamowicie dużo broni. Zatem, cóż, mogę jedynie pochwalić rozsądną decyzję, nie tego się po Tobie spodziewałam. - skinęła lekko głową, choć musiała się skupić już na czymś innym. Czymkolwiek innym niż Bleys, który ją dość mocno rozpraszał.
Miała swoje ideały. Miała wizje życia, które zostały rozszarpane przez rzeczywistość. Nie umiała podjąć decyzji, co ze sobą zrobić. Chciała wreszcie znaleźć coś, cokolwiek, co byłoby dla niej ostoją - mmimo wszystkich porażek, rozczarowań, bólu. Chciała wreszcie komuś zaufać na tyle, by powierzyć mu swoje życie. Łzy, które pociekły po jej policzkach od razu wyparowały. A przed nią stał mężczyzna, którego nie rozumiała i który nie przedstawiał niemal niczego, czego szukała w ludziach. Spaliła to w sobie. Wypuściła magię tak gęstą, że rozgrzany korytarz ziemi zapłonął od magmy, a chwilę potem zmienił się w kamień, gdy pochłonęła niebezpieczny ogień. Nogi od razu się pod nią ugięły. Takie dysponowanie mocą nie było ani trochę rozsądne. Ale ona wcale nie chciała być teraz rozsądna.
Gwizdnęła na Vexa. Koń nie jeden raz towarzyszył jej w sytuacjach, kiedy była znacznie opróżniona z magii. Między innymi dlatego Ignis tak bardzo ceniła sobie dobrze wyuczonego wałacha. Był koniem bojowym, co czyniło go niezastąpionym partnerem w wielu sytuacjach.
Nie przejmowała się tym, że upadnie. Choć nie sądziła, że nastąpi to tak szybko. W locie jej kucyk się rozpadł, rozwiewając jej długie włosy we wszystkie strony. Czuła się pusto... ale spokojniej. Nie była to dla niej żadna wysokość, impet upadku nawet nie wydusił z niej powietrza. Przez chwilę tak leżała, rozkoszując się wilgocią trawy, cierpkim zapachem ziemi, delikatnymi kroplami na jej twarzy. Nie była pewna czy dojrzała czy bardziej wyczuła ruch Bleysa. Prędzej niż mogła chcieć tego jej świadomość, postawiła między nimi wysoką ścianę czarnego ognia, która po krótkiej chwili opadła. Ignis już nie leżała i nic nie wskazywało na to, że oczekuje pomocy od Łowcy. Uniosła się na łokciach i usiadła powoli, znów gwizdając na konia, ale tym razem w inny sposób niż poprzednio. Vex posłusznie się zbliżył i opadł na przednie nogi, zupełnie jakby zamierzał się położyć. Białowłosa podciągnęła się na siodło i ręką przełożyła sobie nogę, by usiąść prosto. Z lekkim chybotaniem czarny koń się podniósł, a dziewczyna położyła się na jego szyi.
- Widzę. - powiedziała cicho, patrząc pustym wzrokiem przed siebie. - Ale chyba nie wierzysz w to, że mogłabym się w Tobie naprawdę zakochać. - raczej stwierdziła, niż zapytała. Nie takiej miłości chciałaby dla siebie. Nie takiej, jaką przedstawiał jej Łowca. Uważała go za szumowinę, łajdaka i kłamcę. Lubiła z nim rozmawiać i czuć jego bliskość, ale nie było w tym nic, co mogłoby poruszyć jej naiwne serce. - Nie chciałabym kochać kogoś, kto nie jest w stanie tego odwzajemnić. Tak naprawdę. - dodała, podnosząc się do pozycji pionowej. - Choć moje chęci pewnie kiedyś przestaną mieć znaczenie. Po prostu na mnie to spadnie. Albo i nie. - wzruszyła ramionami, dopiero skupiając na nim swój wzrok. Uśmiechnęła się lekko i przymknęła oczy. Wchłonęła resztkę mocy, uwalniając ją w swoim ciele i powoli, niezgrabnie poruszyła stopami. Za jakiś czas powinno jej przejść całkowicie. - Odnoszę wrażenie, że Ty przez miłość rozumiesz zapomnienie. Ja wierzę, że kochać, to znaczy pamiętać. - powiedziała poważnym tonem. O dziwo, czuła się trochę samotna w swoim postrzeganiu tego uczucia. Może wcale nie było tak, jak jej się wydawało - może Łowca także widział w miłości coś więcej niż fizyczne uniesienia i chwilowy brak myśli o tym, co czeka go jutro. Może kiedyś kochał kogoś w inny sposób. Może. Ale nie wierzyła w to. Przecież był Kłamcą.
- Lubię Cię, Bleys. Lubię Twój dotyk i Twoje ciepło, schlebia mi w jakiś pokręcony sposób Twoje towarzystwo. Nawet podoba mi się sposób, w jaki mnie denerwujesz. Ale to wszystko. - westchnęła, czując, że powinna wypowiedzieć te słowa na głos, nawet jeśli Łowca uzna ją przez to za idiotkę. Jedyne co miała, to właśnie ta granica. On umiał pobudzić jej ciało, ale nie robił tego samego z sercem. - I chyba dlatego czuję, że nie powinnam się do tego przyzwyczajać. Nie dlatego, że mogłabym się w Tobie beznadziejnie zakochać. Tylko dlatego, że kiedyś mogę tęsknić do Twojego ciała z powodów... po jakie Ty teraz sięgasz. Całe moje jestestwo krzyczy przerażone na taką myśl. - wzdrygnęła się trochę, ale na jej twarzy dalej malował się słaby uśmiech. Faktycznie było jej trochę lepiej. - Nie chcę sobą gardzić. - dodała ciszej. Nie sądziła, by Bleys sobą gardził w jakikolwiek sposób. Ale na ile znała siebie, nie umiałaby do tego podejść w inny sposób niż niechęcią do własnego zachowania.
Poklepała Vexa po szyi i ścisnęła go mocniej łydkami. Czuła już swoje nogi, więc stwierdziła, że może spokojnie opaść na ziemię. Powoli dotknęła stopami ziemi i zrobiła kilka ostrożnych kroków, które skwitowała zadowolonym uśmiechem. Nie bardzo chciała patrzeć na Łowcę. Miała wrażenie, że wygłupiła się swoimi słowami. W końcu była wojownikiem, magiem, dezerterem... a nie nastolatką, która marzy o romantycznej miłości. Zamyśliła się na chwilę. Wcale nie marzyła o romantycznej miłości. Tylko o uczuciu, które sprawi, że znów poczuje się bezpiecznie. Odetchnęła głębiej, trzymając się blisko konia. Także rozglądała się w poszukiwaniu schronienia.
- Stąd chyba niedaleko do morza, prawda? - spytała, poprawiając włosy. I tak nie miała żadnego widocznego celu przed sobą. Czy jej podróż może być celem samym w sobie? Spojrzała na Łowcę, a jej wzrok się roziskrzył.
- Znałam kiedyś maga, który poruszał wiatr swoimi pieśniami. Znaczy, pewnie pieśni nie były mu wcale potrzebne... ale miałam wtedy wrażenie, jakby to sam wiatr śpiewał mi o swoim życiu i śmierci, o swoich walkach i marzeniach. - uśmiechnęła się do wspomnienia. Było to jedno z piękniejszych przeżyć, o jakich pamiętała. - Na morzach magowie wiatru są cenni. - dodała, choć nie sądziła, by dla Łowcy była to nowa wiadomość. Nie sądziła także, by z entuzjazmem zareagował na jej słowa. Ale musiała znaleźć sobie cokolwiek, do czego mogłaby dążyć. Nawet jeśli to miałoby być odległe, niewyraźne i niesprecyzowane. Nawet, jeśli miałaby to porzucić niezliczoną ilość razy. Postanowiła, że odnajdzie swoje korzenie, choćby na krańcu świata.








31.12.2017, 15:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Nie sądziła, że ktoś taki jak łowca, może być osobą "chcącą wierzyć" ? A cóż pozostało staruchowi u kresu żywota innego, niż oddawanie się ułudom i marzeniom?
- "niosący ludziom" - powtórzył wyrwane z kontekstu słowa - brzmi raczej jak jakiś niewolnik lub służba, nie król. - pokręcił głową z dezaprobatą.
Westchnął ciężko. - Ależ ja wierzę, że mogę wziąć Cię we władanie, Iskierko. - zapewnił bez większego entuzjazmu, zupełnie jakby wypowiadał te słowa machinalnie, bez namysłu. Niczym zaprogramowany automat.
Choć mężczyzna dostrzegł wyraźnie, że urwała wypowiedź i dokończyła przez zaciśnięte zęby, kompletnie nie miał pojęcia jak miało brzmieć to zdanie. - Jeżeli nie sposób zmienić tego, że zginiesz, zmień chociaż to jak zginiesz. - brzmiało jakby cytował jakiegoś mędrca. Może i w rzeczywistości tak było. Mędrca Bleysa, pierwszego tego imienia. Nie wdawał się w dyskusję na temat ucieczki, bo sam nie bardzo wierzył, by Ignis mówiła o niej poważnie. Na tą chwilę nie było żadnego znanego miejsca, do którego można by uciec. A Bleys miał mgliste wyobrażenie o ileż trudniejsze staną się takie poszukiwania gdy setki krwiożerczych istot zapragną Cię przed tym powstrzymać.
Tak jak jej spojrzenie ogarnął cień rozczarowania, tak i Bleys poczuł coś w tym rodzaju. Ponura, smutna odpowiedź jakoby Bleys dawał jej jedynie żarty była dla niego wręcz... przykra. Nie chodzi o to, że się obrażał czy coś w tym rodzaju. Po prostu, w tych słowach nie było ni grama złośliwości. Brzmiały, jakby Ignis wypowiadała przykrą, przygnębiającą prawdę. Bleys zaś wierzył, że pod tymi wszystkimi żartami i przekomarzaniami kryje w sobie coś więcej.
Gdy pojawiła się między nimi ściana czarnego ognia, Bleys zatrzymał się wpół ruchu i zmrużył niebezpiecznie oczy. - Uważaj, Ignis. - powiedział oschle. - Żebyś przypadkiem nie dodała sobie powodów do zadręczania się. - dodał ochrypłym głosem. O ile akcję z koniem był w stanie przełknąć bez większego problemu i nawet próbować ją jakoś wesprzeć, o tyle magia raniąca ludzi była czymś wywołującym alergiczną wręcz reakcję. A Ignis już raz dziś pokazała, że nie zawsze w pełni panuje nad jej efektami.
Nie zbliżał się więcej do niej, nie komentował, nie mówił nawet zbyt wiele przez jakiś czas.
Nie chodzi nawet o to, że się wystraszył czy wściekłby się, gdyby faktycznie go poparzyła. Chodziło o odruch, który był po prostu zły. Nie skrytykowałby jej, gdyby spaliła kogoś kto próbował napaść ją w ciemnym zaułku, niezależnie od jej własnych obietnic. Ale odpędzanie ogniem kogoś, kto chciał jej pomóc?
Nie odpowiedział na jej stwierdzenie. Nie rozważał na dobrą sprawę, czy mogła się w nim zakochać bo takie rozważania nie miały sensu. Ale nie wykluczał też takiej możliwości. Nie odpowiedział też na słowa, że nie byłby w stanie odwzajemnić miłości. Uśmiechnął się tylko w jakiś melancholijny sposób.
- Przez miłość nie rozumiem ani zapomnienia, ani pamięci. - odpowiedział cicho. - Dla mnie kochać, to znaczy czuć. - stwierdził, i wcale nie dbał o jej interpretację. A ta najpewniej mogłaby uczynić z niego (po raz kolejny zresztą) prymitywa i chama myślącego tylko o cielesnych doznaniach.
W końcu wyszczerzył się na jej kolejną wiązankę. - Czy ty usiłujesz dać mi kosza? - podsunął - Och, młodości! Znów czuję się jak nastolatek.
- Nigdzie nie jest daleko, jeżeli nie brak Ci determinacji. - odparł - Choć z Perony mieliśmy bliżej. - rzucił oczywistość, a w jego tonie była wyraźna nuta niezadowolenia. - Powiedz, bardziej fascynuje Cię myśl o otwartym morzu, czy wspomnienie tego - skrzywił się. - maga.








31.12.2017, 15:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Magia była częścią jej życia, odkąd pamiętała. Pamięć o bolesnych początkach, kiedy odkryto w niej magię dalej w niej istniała. Co prawda, było to jak wyblakłe wspomnienie, ale w dalszym ciągu kryła się w zakamarkach jej umysłu. Choć władała jedną z większych potęg tego świata, jej ciało za każdym razem przypominało jaka jest cena tej mocy. Dlatego częściej korzystała z tradycyjnych broni, a magię zazwyczaj wypuszczała powoli i z precyzją, skupieniem wypracowanym przez lata. Dlatego płomienie często działały instynktownie. Były przy tym podobne do układu immunologicznego. Nie raz ratowało jej to życie.
Dziewczyna przykmnęła oczy, słysząc ton głosu Łowcy. Nie miała chwilowo sił na jakiekolwiek emocje.
- Przepraszam. - powiedziała cicho. - Ale gdybym tego nie zrobiła, na pewno byś mnie zaczął nieść jak księżniczkę, żebym miała u Ciebie kolejny dług wdzięczności. A bardzo nie chcę, żebyś mnie teraz dotykał. Wątpię, by cokolwiek innego odstraszyło Cię ode mnie. - gdy znów otworzyła oczy, do jej twarzy zaczęły napływać rumieńce życia. Gorączkowe kwiaty zaczęły rozpalać się na jej policzkach. - Nie zraniłabym Cię, Bleys. - dodała stanowczo. Nie pamiętała ostatniego razu, kiedy mówiła z takim przekonaniem.
Dziewczyna zasępiła się mocno. Bleys najzwyczajniej w świecie zignorował jej słowa, które wypowiadała z takim trudem. To był dla niej większy cios niż byłaby w stanie przyznać. Milczała dość długo, patrząc w inną stronę i czując pieczenie w kącikach oczu. Już wolała zrobić z siebie idiotkę niż zostać całkowicie zignorowaną, gdy mówiła o czymś, co było dla niej ważne. Wplotła jasną dłoń w karą grzywę Vexa i zacisnęła ją w pięść. Wtuliła twarz w spoconą szyję zwierzęcia i próbowała uspokoić oddech.
Nie mogła mieć pretensji, że jej słowa nikogo nie obchodziły. Sama przecież nie tak dawno temu doszła do wniosku, że to jest coś bardzo normalnego w tych stronach. A może wszędzie? Patrzyła jak Vex posuwa się do przodu w miarowym stępie. Oddychaj, tylko oddychaj...
Jego kolejne słowa obiły się o uszy Ignis, choć nie dotarło do niej ich znaczenie. Nie umiała go pojąć. Przecież cały czas czuło się coś. Cokolwiek. Smutek, złość, radość, rozczarowanie, ekscytację. Nie rozumiała go, ale tym razem wcale się tym nie przejęła. Podniosła się powoli, nawet nie łudząc się, że będzie w stanie unieść brodę i patrzeć wysoko. Nie miała na to nastroju. Spojrzała na niego kątem oka, przechylając głowę.
- Usiłuję? - spytała sama siebie, marszcząc brwi. - Nie. - wzruszyła ramionami, jakby jej słowa miały cokolwiek zmienić. Nic nie usiłowała, poza wytłumaczeniem tego, dlaczego stara się postępować w ten, czy inny sposób. Czego się obawia. Czego by pragnęła. W końcu westchnęła, czując się pogruchotana w środku. - Dlaczego miałabym to robić? - przeniosła na niego pytające spojrzenie złocistych tęczówek.
Kiedy zsunęła się z Vexa, przez jakiś czas koiła się widokiem ciemnozielonych drzew i coraz bardziej niknących w mroku nieba szczytach gór. Wydawały się tak blisko, a potrzebowałaby tygodni, by znaleźć się na samej górze. Uśmiechnęła się słabo. Percepcja iluzji. Jakże to było uniwersalne stwierdzenie.
- W Peronie miałam mniej dalekosiężne plany. - powiedziała, rozcierając między palcami kilka igieł sosny, by potem wciągnąć głęboko w płuca ich zapach. - Coś sobie właśnie postanowiłam. - wyjaśniła, choć tak na dobrą sprawę nic to nie mogło wyjaśnić Łowcy.
Spojrzała na niego, a przez moment jej usta rozciągnęły się w słabym uśmiechu, który zgasł niemal natychmiast. Przez moment miała wrażenie, że Łowca jest niezadowolony na wzmiankę o innym mężczyźnie, co ją rozbawiło, ale prawda przebiła się szybko przez tą bańkę. Po prostu nie znosił magów. Ignis zdmuchnęła igły z dłoni.
- Nie wiem. Nie znam świata. Nigdy nie płynęłam statkiem po pełnym morzu. Nigdy nie widziałam innych ziem. - stwierdziła, a jej wcześniejszy entuzjazm przygasł, jak resztki ogniska w czasie deszczu. - Może to jest właśnie to, co pozwoli mi żyć problemami dnia dzisiejszego.
Czuła się jak dziecko, nie mogąc spojrzeć na Łowcę. Zupełnie jakby nad jej ciałem panowała jakaś inna istota, potężna i przytłaczająca.
- Może gdzieś tam... uda mi się znaleźć coś, co wypełni pustkę. - powiedziała tak cicho, że nie sądziła, by Bleys ją usłyszał. Nie musiała mu się tłumaczyć. I tak czuła się zlekceważona, choć nie chciała tego po sobie pokazać. Po prostu szła przed siebie, upajając się zielenią.








31.12.2017, 16:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna