Główna sala gospody
#1

Cytat:

Gospoda Pochodnia jest miejscem posiadającym duszę. Tak przynajmniej mówią ci, którzy tu regularnie wracają oczarowani jego magią.
Kamienny parter budowli przeznaczony jest na główną salę gospody w której są poustawiane ławy i stoliki. W samym środku sali nie ma szynkwasu ale za to pyszni się olbrzymie palenisko zwane przez miejscowych "pochodnią". Jest to miejsce gdzie zmieści się i ogromny sagan pełen aromatycznego gulaszu jak i pokaźna sztuka prosiaka nadziana na rożen. Dzięki takiemu rozwiązaniu zapachu który roznosi się w pomieszczeniu nie da się zapomnieć. Przy okazji ogień buzujący w palenisku pełni rolę ogrzewania dla pomieszczenia jak i tworzy przyjemną atmosferę. Szynkwas znajduje się pod jedną ze ścian tuż przy wejściu do kuchni. Wszak jedno palenisko to nie wszystko. Zasób alkoholi jakimi może poszczycić się to miejsce jest spory a co warto dodać piwo nie jest chrzczone. Mięsiwa są świeże a jedzenie syte. Gospodarz ma świadomość, że jest to miejsce wybierane przez podróżników i dba o to, by zmęczeni podróżą mogli dobrze zjeść jak i wygodnie wypocząć nie uszczuplając zbytnio swego budżetu. Dzięki przystępnym cenom oraz miłej atmosferze miejsce to jest zwykle oblegane przez klientów zarówno tutejszych jak i przyjezdnych.
Wracając do kwestii odpoczynku. W pomieszczeniu obok kuchni jest wielka balia w której można się wykąpać. Na noclegi przeznaczone jest obszerne piętro budynku. Jest tu kilka pokoi, jednak nowożeńcy nie znajdą tu kącika dla siebie. Pokoje są spore, kilkuosobowe, ale czyste i dobrze oświetlone.
Do gospody przytulona jest spora stajnia w której mogą odpocząć wierzchowce podróżników. Obok niej jest również wychodek dla gości.

Vargor z początku nie wiedział do której karczmy czy gospody się udać w poszukiwaniu nieznanego kusznika. Stwierdził jednak że na pierwszy rzut pójdzie gospoda o najlepszej renomie ale za to z przyzwoitymi cenami. Więc jako cel obrał gospodę "Pochodnia" i tam właśnie swe kroki skierował.
Ku swemu zdziwieniu zauważył że pomimo wczesnej pory panuje tu już i tak spory ruch. Poszukiwacze skarbów oraz najemnicy zachęceni do poszukiwania potworów w podziemiach postanowili zatrzymać się w tym miejscu i w tej chwili posilali się pożywnym śniadaniem przy odrobinie alkoholu.
Vargor wchodząc do pomieszczenia głównej sali wzbudził powszechne zainteresowanie lecz fakt że nie posiadał większej broni przy sobie sprawił że goście nie brali go jako zagrożenie. Przez chwilę gapie gapili się na niego by po jakimś czasie powrócić do przerwanej rozmowy.
Bestia z Varengardu podszedł do barmana za szynkwasem przy ścianie i oparł się o ladę.
- Witam. Nie widziałeś może niewiele niższego ode mnie młodego blondyna z kuszą sięgającą mu do piersi?- zapytał się Vargor swym tubalnym głosem.
- Może widziałem a może nie. Podać coś?- zapytał karczmarz z lekkim uśmiechem sugerując że barman oczekuje zamówienia przynajmniej napitku by udzielić jakichś konkretnych informacji. Vargor spodziewał się czegoś takiego dlatego postanowił się napić.
- Tak. Wino czerwone. Ale na moją prośbę rozwodnij je nieco.- Wojownik wiedział że w Pochodni serwują porządne trunki i nie chrzczą ich lecz miał nadzieję że na spełnią jego prośbę.- Muszę jeszcze coś załatwić więc wolę nie pić za dużo z rana.- Wytłumaczył swą prośbę dlaczego chce chrzczone wino.
Czekając na trunek postawi na ladzie odliczoną kwotę monet. Kiedy barman wróci z jego napitkiem znów powróci do wypytywania.
- To jak widziałeś może takiego chłopaka o jakim wspominał. Jego broń bardzo rzucała się w oczy więc nie powinno to umknąć twojej uwadze.- mówił spokojnie Vargor.- A może wiesz coś o grupie najemników pod dowództwem Jednookiego Bricka? Podobno często zapuszczali się do podziemi...- Wojownik mówił to nieco ściszonym głosem by pozostali kliencie siedzący niedaleko nie podsłuchali za wiele z ich wymiany zdań.
25.07.2016, 16:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Główna sala gospody
#2

MG

Człek, zagadnięty przez Vargora jeszcze w urzędzie, z początku był bardzo zszokowany aparycją wojownika. Wsłuchując się jednak w jego słowa zdołał rozszyfrować, że dana została mu niepowtarzalna propozycja: oto stoi przed nim ktoś, kto już przetrwał wypad do podziemi. A przynajmniej za takowego się podaje.
- Oh... eee, jasne. - burknął młody najemnik. - Szczerze, to nie za bardzo wiedziałem co ze sobą zrobić po takim przywitaniu... - kontynuował, kiwając głową w stronę wychodzącego Zorrica, który rzeczywiście mógł postarać się bardziej rzeczowo i profesjonalnie przekazać informacje, no i może powiedzieć coś więcej. Do całkiem powszechnej wiedzy należało jednak, że ten akurat urzędnik bywa cyniczny i arogancki, zatem jego zachowanie względem ludzi zgromadzonych w urzędzie - a, powiedzmy sobie szczerze, była to w sporej mierze zwykła hołota - mogło być uzasadnione jego temperamentem. Prywatnie pewnie mógłby przedstawić sprawę w innym świetle. - No, ale na pewno się zgłoszę. Jutro, Latarnia. Na razie! - pożegnał się z Vargorem, widząc, że temu jednak się trochę śpieszy. Sam zaś poszedł najpewniej po zaopatrzenie.

***

Gdy Akolicie udało się dotrzeć do "Pochodni", leżącej właściwie nie aż tak daleko od siedziby Zorrica, w przybytku zaszumiały szepty. Głosy jakby przycichły, gdy Vargor wszedł do środka, a kilku typków spoglądało na niego ukradkiem. Nie wyglądało jednak na to, jakby szykowali się na bójkę; raczej brali pod uwagę taką możliwość. I oceniali "przybysza".
Barman kiwnął głową ze zrozumieniem, słysząc prośbę Bestii. Chwilę później zamówienie wojownika wylądowało na ladzie, zgodnie z życzeniem. - Normalnie lampka zwyklaka kosztuje niecałego srebrnego, ale rozwodniony to pójdzie taniej. Na pewno nie chcesz jeszcze czegoś? - rzucił luźną propozycję. - Nie musielibyśmy przesypywać tylu drobniaków. - zakończył i, zależnie od tego jak zdecydował Vargor, podał dodatkowe zamówienie, lub zażądał trzydziestu pięciu brązowych smoków.
Następnie wrócili do zadanych pytań.
- Hm, nie. Nie wiedziałem, ze w ogóle ktoś produkuje takie bydlaki. - rzekł barman z lekkim niedowierzaniem w oczach. - Na pewno miał półtorametrową kuszę? - zapytał, by potwierdzić, czy aby się nie przesłyszał. Słysząc odpowiedź, pokręcił głową. - Myślę, że rzuciłby mi się w oczy. Ale za to nie ma chyba nikogo, kto siedząc ostatnimi czasy w Teolii nie słyszałby o Jednookim Bricku i jego kompanii. Nie musisz więc pytać tylko mnie, jeśli chcesz się czegoś o nim dowiedzieć. Ale fakt, że w Pochodni bywał częstawo. Od czego by tu zacząć... No, pojawił się jakiś miesiąc, dwa temu. A w każdym razie wtedy się ujawnił, wcześniej nie było takiego szumu. Ale jak wpadł, to z hukiem. W kilka dni wszędzie było go pełno, rozumiesz? Myślę, że chciał zrobić sobie... coś w rodzaju renomy. Udzielał się, opowiadał o przygodach i czekał na interesujące zlecenie. A gdy już dostał... Chyba go przerosło. Pewnie sam to słyszałeś, że zginął. Szkoda chłopa. Równy gość. No i sprytny, i zdawał się walczyć też umić... Aż dziw, że coś go trafiło. I jego kolegów też wciągło chyba. - powiedział, drapiąc się po brodzie.
26.07.2016, 02:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Główna sala gospody
#3

- Sam się zdziwiłem widząc taką balistę. Chyba nawet więcej niż półtorametrowa była.- powiedział zastanawiając się wojownik. Starał się sobie przypomnieć sylwetkę nieznajomego kusznika, noszona przez niego broń naprawdę imponujących rozmiarów była.
Vargor uśmiechnął się w stronę barmana na rzuconą propozycję odnośnie dodatkowego zamówienia.
- Nie dzięki.- jednakże wojownik postanowił odmówić lecz po chwili zastanowienia stwierdził że zmieni nieco taktykę.- Zrobimy tak. Zapłacę jak za zwykłe wino.- na dowód swych słów przesunął po ladzie jedną srebrną monetę.- Ale jeśli wskażesz mi osobę z którą Brick albo ktoś z jego kompanii zadawał się z kimś tu obecnym przez jakiś to zakupię dodatkowy trunek taki jaki właśnie pije by mu postawić na rozwiązanie języka.- mówił ciszej przechylając się w jego stronę.- Chyba że sam posiadasz taką wiedzą to dostaniesz równowartość flaszki bimbru.- dodał mrugając w stronę barmana.
- Potrzebuję informacji czy to pewne że Brick i jego ludzie zginęli czy po prostu od dłuższego czasu ich już nie widać? Czy znaleziono ich ciała? Czy Brick chwalił się wspominając na co trafił w podziemiach Teolii?- takie pytanie Vargor zada barmanowi albo wcześniej wskazanemu jegomościowi który wydałby się mu odpowiednim kandydatem do tego. Oczywiście Vargor zanim by podszedł zakupiłby dodatkowy trunek i na przywitanie postawiłby go nieznajomemu.
Natomiast jeśli za informatora posłużyłby mu barman to wojownik dałby mu równowartość flaszki bimbru.
26.07.2016, 10:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Główna sala gospody
#4

MG

- Cholera. Gdybym ja miał wybierać, wziąłbym se coś poręczniejszego. - podsumował gospodarz z mlaśnięciem oznaczającym "a w sumie niech se robi, co chce, nie moja sprawa". - Ale może i dobrze, jak mu się przyjdzie tłuc ze smokami, to przynajmniej będzie miał jakieś szanse. - rzekł, tonem głosu wskazując na raczej żartobliwy kontekst swej wypowiedzi, ale i na to, że nie za wielkie ma pojęcie o bitce i że właściwie to wolałby pewnie pogadać o czymś innym. Na szczęście moneta przesuwana po blacie zasugerowała, że zmiana tematu nastąpi mniej-więcej teraz. Mimo to, mężczyzna nie sięgał po nią jeszcze.
- Eh, widzisz, mało kto nie słyszał o Bricku, więc trochę źle do tego podchodzisz. Szumiło o nim całe miasto. Po cichu, gdzieniegdzie trochę głośniej, ale każdemu prawie coś tam się obiło o uszy. Chociaż tak se myślę, że najwięcej zadawali się ze wszystkimi gospodarzami, karczmarzami. Skoro tak szybko się o nich rozeszło, to najprędzej chyba byłoby zdobyć jaki rozgłos przez siedzenie w plotkarskim towarzystwie, widzisz pan. To tak na chłopski rozum, ludzie tacy jak ja, powinni wiedzieć najwięcej. - rzekł, pozwalając sobie na chwilę zastanowienia. - A jednak... niewiele mi wiadomo. I nie widziałem, żeby z kimś zadawali się szczególnie więcej. Wiesz, po prostu, jakby to powiedzieć, dawali się zauważyć. Normalne, w miarę porządne chłopaki. Nie sprawiali problemów, zgrywali trochę chojraków, ale tak już chyba w ich zawodzie się robi. Co do tego, czy na pewno zginęli - mówił, akcentując ostatnie kilka słów - to w sumie nie wiem. Pewne jest to, że nie widać ich od dłuższego czasu, a skoro kręcili się po niebezpiecznych podziemiach, to uznano ich za martwych. Ale kto ich tam wie? Może rozłożyli sobie koce, nazbierali patyków, upolowali tego stwora i rozłożyli się w podziemiach na piknik. Co do ciał... trudno powiedzieć. Na pewno znajdowano ciała z podziemi, co do tego nie ma wątpliwości. Ale część z nich była... trudna do zidentyfikowania. Albo po prostu nikt ich nie znał na tyle, by poznać od razu po samym opisie. - mówił gospodarz, zabierając się teraz za przecieranie lady. W międzyczasie podał też komuś piwo, więc Vargorowi przyszło trochę poczekać na ostatnią odpowiedź. - A co do tego tego, czy mówił, co trafił w podziemiach, to chyba nie. Znaczy tam gadał coś o jakichś podziemnych czy jaskiniowych stworach, ale to chyba były bardziej przypuszczenia, a nie stwierdzenie. Zresztą, nie pamiętam tego akurat za dobrze. - zakończył, przy czym "nie pamiętam" nie brzmiało wcale jako sugestia, by dać coś więcej, niż jakiegoś byle srebrnego smoka, a zwykły, obojętny fakt, na który nie bardzo jest jak wpłynąć. - Możesz obgadać gości, jak im nie będzie to przeszkadzać. - dodał po chwili. - Część z nich zagląda tu często, więc mogli być przy tym, jak Brick też tu siedział. Ale wątpię, żeby wiedzieli coś więcej. Prawdę mówiąc, to nawet uznałbym to za stratę czasu. Ale zapuszczać się od razu do kanałów... no też bym nie powiedział, że to najlepsze rozwiązanie, zwłaszcza, jak jesteś sam. Ale rób co chcesz, ty mi nie mówisz, jak mam ladę przecierać. - zarechotał i mrugnął do Vargora, wrzucając zwilżoną szmatkę gdzieś pod ladę.
02.08.2016, 04:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Główna sala gospody
#5

Pokiwał głową zgadzając się z karczmarze.
- Masz rację. Ale chciałbym z nim porozmawiać. Zaintrygował mnie. A może ma w zanadrzu jeszcze mniejsze kusze? Takie jednoręczne które idealnie do podziemi by pasowały.- odpowiedział spokojnie Vargor uśmiechając się do swego rozmówcy.
Kiedy karczmarz odpowiadał mu na zadane pytania nie przerywał mu słuchając uważnie, popijał tylko co i raz wino. Słowa karczmarza potwierdzały praktycznie to co wiedział po spotkaniu się z Brickiem w głównej sali katakumb.
- Mówisz że znalezione ciała były trudne do zidentyfikowania?- zapytał. W zasadzie na to pytanie karczmarz nie musiał odpowiadać bo Vargor zadał je jedynie po to by potwierdzić informację którą właśnie usłyszał.- Ale obrażenia mogłyby sugerować jakim arsenałem dysponuje stwór.- słowa które właśnie wypowiedział były wypowiedziane raczej do siebie lecz karczmarz wyraźnie je słyszał.
Na propozycję karczmarza by obgadał gości uśmiechnął się do niego lecz pokiwał przecząco głową. Najwidoczniej to co mu karczmarz powiedział mu wystarczyło.
- Wiesz wydaje mi się że wystarczająco dużo mi powiedziałeś. Dzięki.- przesunął po blacie srebrnego smoka w podziękowaniu za udzielone informacje.- Postaram się odnaleźć Bricka i jego ludzi.- powiedział w stronę karczmarza wypijając do końca wino jakie mu karczmarz podał. Zastanowił się chwilę.- Albo przynajmniej to co z nich zostało.- dokończył na odchodne tonem zabarwionym smutkiem. Nie sądził że gdzieś tam w podziemiach może jeszcze żyć Brick albo ktoś z jego najemnej grupy. Mimo że rozum podpowiadał że to niemożliwe to jednak wiara i nadzieja umiera ostatnia. Chciał wierzyć że uda im się kogoś ocalić. Wszyscy szukali potworów lecz on chciał być grupą ratunkową. Stworami zajmą się przy okazji. Wpierw trzeba odnaleźć Bricka i jego ludzi. Albo ich ciała. To był ich cel.
Pożegnawszy się z karczmarzem gospodę i udał się na targ. Miał w planach odwiedzić jeszcze dwa stoiska przy okazji wypytując o Bricka. A potem zamierzał udać się do karczmy u Ksenego.

Gracz opuścił wątek



-2 SS
02.08.2016, 14:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna