Peryferie Valen
#91

...Oh Mistrzu, żebyś Ty widział ten rzut, byłbyś dumny ze swojego zabójczego ucznia...


Faktem było, że przeholowałem... na likwidację niedźwiedzia starczyłby sam Siepacz, ale powaga sytuacji wyłączyła zimny osąd i kalkulacje, ustępując jedynie miejsca potrzebie najszybszego pozbycia się przeszkody i oddalenia od centrum zagrożenia. Na szczęście... ogromna rzutka, uprzednio na prędko przetarta, powróciła do swojego stałego miejsca w okolicach pleców i już oczekiwała kolejnej ofiary.

Miałem nadzieję, że to zapewni nam spokój, albo przynajmniej jego iluzję. Niestety... spełniła się pewna reguła powiedziana mi niegdyś, przez jednego wielkiego myśliciela, prawił on że im Mędrzec więcej napierdala, tym więcej Mędrzec napierdala. I już... nie minęła chwila, a w ślady za nami pędził warczący wilk, na szczęście jeden, bowiem pozostałe zostały przegonione, przez wszechpotężny smoczy ryk. Trzeba było działać, nim mały skurwibąk ugryzie, dlatego też potrząsnąłem z lekka półprzytomną Mistyczką i dysząc lekko powiedziałem:

- Zajmij się wilkiem i zdejmij go tą swoją tnącą zdolnością, albo czym tam potrafisz, jak będzie dostatecznie blisko. Mógłbym to zrobić sam, ale nie chcę zwoływać nam jeszcze większego towarzystwa.


W zależności od przebiegu sytuacji dobrałbym reakcję. Najpierw, jeżeli Czarnowłosa zgodziłaby się na mój plan pozwoliłbym jej zaatakować, nie przerywając swojej truchto-ucieczki. Jeżeliby coś się wydarzyło, Chichi by nie trafiła, albo wilk by przeżył, zmieniłbym formę udźwigu z macek na swoje ręce i nadając im rozpęd zdzieliłbym wilka z dwóch stron z jak najbardziej brutalnym impetem.



Przebieg utraty many z ostatnich dwóch postów przedstawia się następująco:

-3 za Siepacza ( 6-3 z kosztu za zmniejszenie kosztu z pierścieni )
-16 za macki
-18 za wodny płaszcz
+62 za pierścienie odnowy
+25




Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






21.02.2018, 00:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#92

a pierdole. To jedyne co przyszło mi na myśl w tym momencie. Odkąd tu jestem wokół mnie dzieją się dziwne rzeczy. Dawno nie czułem takiej ekscytacji, takiej adrenaliny. Aż przypomniało mi się jak trenowałem ze swoim smoczym rodzicem. Wszelkie odczucia które wtedy dopiero poznawałem, dawały się w znaki również i teraz. Niepewność, dreszcz emocji, bieg i ucieczka zarazem. Minęło sporo lat odkąd byłem tak podekscytowany. To dobrze, bardzo dobrze. Takie sytuacje niesamowicie dobrze na mnie wpływały. Wyostrzyłem zmysły na tyle na ile mogłem. Po prostu biegłem z opanowanym oddechem, krok za krokiem, sus za susem prosto przed siebie. Byłem jak maratończyk który chce ukończyć bieg pierwszy...

Niestety się przeliczyłem. Mój "współtowarzysz" spieprzał jeszcze szybciej ode mnie. Zmartwiło mnie to, że zostawił mnie tak naprawdę tutaj samego choć to nie wszystko. Zaczął widzieć porozrzucane na wszystkie strony świata zwierzęce szczątki, zmasakrowane, jeszcze ciepłe. Czyżby to była jego sprawka? Czy może jakieś cholerne nie wiadomo co za tym stoi? Nie mam pojęcia, najważniejsze jest jednak to że nic mi póki co nie przeszkadza w spierdalaniu przed czymś co wolałbym przez najbliższe kilka lat jeszcze nie oglądać. Potężny gad był coraz bliżej. Słyszałem go, czułem odbijające się echo jego ryku. To nie była zabawa, to tak naprawdę walka o przetrwanie. Nagle poczułem się inaczej. Dźwięk ucichł, dosłownie wszystko ucichło. Czułem się delikatnie oszołomiony tym faktem, aczkolwiek biegłem dalej zastanawiając się co tak tak naprawdę się dzieje. Wtem coś zaczęło mi szumieć w głowie. Jakby zachrypłe echo dudniące wciąż to samo: "Przyprowadź go do mnie, Smocze Dziecię. Żywego.". Zdanie non stop rozbrzmiewało w mym umyśle, tak jakby to był jakiś rozkaz. O kogo chodziło? Czyj to głos? Za cholerę nie wiedziałem co o tym myśleć. Ba! Starałem się nawet porozumieć z adresatem tych słów: - Kim jesteś? Kogo pragniesz abym Ci przyprowadził? Kim jesteś? - Cały czas zadawałem w głowie te same pytania oczekując zadawalającej mnie odpowiedzi. Czy ją otrzymam? Nie wiem, liczę na to. Póki co jednak po prostu biegłem dalej. Zacznę się bardziej tym zastanawiać jak dożyję jutra.


Umiejętności Daniela:
Dzięki jednej z moich umiejętności, gdy spojrzycie mi w oczy możecie czuć się nieco niepewnie, czuć delikatny dyskomfort a nawet mały strach. Fajnie by było jakbyście to uwzględnili podczas rozmowy ze mną.






22.02.2018, 01:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#93

Mimo, iż mistyczka była wyraźnie wyczerpana ostatnimi zdarzeniami, to mimo to jej umysł i zdolności działały sprawnie. Dzięki temu udało jej się wyczuć, iż jedna z dwóch osób, które znajdowały się w ich pobliżu nie była zwyczajna. To, co działo się przed biegnącym mężczyzną zmroziło jej krew w żyłach. O ironio! Czyżby to nie smok miał być ich największym problemem?
Ocucona nieco walką z niedźwiedziem, a następnie kolejnym krwiożerczym rykiem smoka, przytrzymała się mocniej swego towarzysza, aby się spaść w momencie walki. Niestety, nie był to koniec ich problemów. Jakżeby, kurwa, inaczej.
Do uszu mistyczki dobiegły słowa Mesta, po czym skupiła się na jak najdokładniejszy ustaleniu pozycji wilka. Wolała póki co nie zastanawiać się nad znaczeniem słów swego towarzyszowroga, per Wyrośniętej Jaszczurki na temat tego, iż to on ściąga im na głowę te wszystkie problemy. Mały triumf zrodził się w piersiach Chichi, gdyż okazało się, iż miała rację domyślając się tej zależności. Problemem było jednak to, iż nie mogła się teraz od niego oddalić.
-Pieprzona jaszczurka… -warknęła cicho pod nosem, po czym już nieco głośniej dodała –zostaw to mnie.

Chichi odczekałaby, aż wilk znajdzie się od niej w odpowiedniej odległości, następnie przytrzymała by się mędrca mocniej udami oraz wolną ręką, a drugą użyła do rzucenia zaklęcia cięcia. Oczywiście, pod uwagę wzięłaby to, iż cały czas znajdują się w ruchu, a także wilk nieustannie biegnie w ich stronę. Celowała by jak najbliżej głowy oraz szyi, aby mieć pewność, iż ten atak byłby kończący. Gdyby jednak nie udało jej się trafić, użyła by podmuchu aby udaremnić wilkowi atak na nich.
09.03.2018, 16:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#94

STRAŻNIK
Noc zaczęła powoli ustępować. Pierwsze, delikatne promienie słońca zaczęły wychylać zza nieboskłonu, przeganiając mgłę i nocne strachy.



ięcie okazało się niezwykle skuteczne. Lata doświadczenia oraz adrenalina sprawiły, że zmysły Mistyczki na moment wyostrzyły się do niewyobrażalnego poziomu. Mogłaby przysiąc, że czuje smród bijący od zwierzęcia, mimo, że znajdowało się ono kilka metrów od niej. Dokładnie słyszała odgłos łap odbijających się od ziemi, gdy wilk przymierzał się do ostatniego skoku. Widziała miejsce, w które posłała swoją magię - zmierzwioną, pozlepianą, czarną sierść na karku bestii. Czas jakby dla niej zwolnił...
Trafiony magicznym cięciem wilk właściwie odbił się w powietrzu i poszybował kilka metrów dalej. Czy był martwy? Ciężko było stwierdzić. Chichi bardziej wyczuła niż zobaczyła, że miota się na ziemi w konwulsjach, a ziemię dookoła niego zalewają coraz większe potoki krwi. Ranę zapewne dałoby się opatrzyć, jednak próżno było w tej chwili szukać na tyle dobrego i odważnego weterynarza. Nie wyczuwała więcej bezpośrednich niebezpieczeństw...
... Jeśli nie liczyć smoka, który kręcił się w pobliżu oraz nieznajomego, który zostawiał za sobą coraz więcej trupów. Odległość między uciekinierami, a nowym "towarzyszem" znacznie się zmniejszyła. Mest, dzięki swoim wyostrzonym zmysłom mógł zobaczyć majaczący w oddali, szybko poruszający się cień. Co jakiś czas dostrzegał również krótki rozbłysk, jednak nie był w stanie zidentyfikować czym był on spowodowany.

Nie był to jednak czas na rozmyślania. Kolejny ryk rozdarł powietrze. Był blisko. Zbyt blisko.



***

źwięki dookoła wciąż były wygłuszone. Słyszał je, jednak jakby z daleka lub zza ściany. Mijał kolejne stosy trupów, niektóre z nich rozcięte praktycznie na pół. Czy Berde był zdolny do takiej masakry? A jeśli tak to jakie jeszcze tajemnice skrywa ten mężczyzna?
Kolejny ryk zagłuszył wszystko dookoła. Daniel był jednak w stanie zrozumieć wiadomość, którą niósł. Pełną nienawiści i gniewu wiadomość.

Śmiesz zadawać mi pytania, nędzny śmiertelniku?! Sprowadź do mnie wychowanka Caeruleum'ela albo podzielisz los wszystkich, którzy odważyli mi się sprzeciwić. Teraz idź. Nie zawiedź mnie.

Po tych słowach świat wrócił do normy. Wszelkie dźwięki rozbrzmiały dookoła Mędrca, atakując jego uszy nagłym hałasem. Przez całą tą rozróbę nie zauważył jak blisko znajdował się Valen. Jeszcze chwila, a dobiegnie do bram miasta.
19.03.2018, 13:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#95

nałem co tchu... Moje wytrenowane ciało mimo, że przystosowane do takich wysiłków, zaczynało powolutku dawać o sobie znać pod postacią zmęczenia. Legendarna umiejętność co prawda ratowała mi miłosiernie w tym momencie, moje mędrcze... no i oczywiście te konkretne mistyczne pośladki... ale, gdyby nie aktywna zdolność, najprawdopodobniej nasz los, mógłby wglądać trochę inaczej.

Cięcie przeszyło powietrze likwidując prędko nadciągające zagrożenie. Zimny, ostrzegawczy dreszcz przebiegł przez kark, na samą myśl, o otrzymaniu z bliska takiego ciosu. Mimo, że zdolność mojej obecnej towarzyszki podróży, nie była niczym wielkim w porównaniu z moim arsenałem, to jako przedstawicielka słabego gatunku imponowała. Postanowiłem jednak ewentualne pochwały zachować na później... tym bardziej, że mimo wszystko uwydatniająca się u Mistyczki non stop frustracja wynikająca ze zranienia dumy i bycia ode mnie bezwzględnie zależną, nawet tej strasznej chwili, przyprawiała mnie co chwila o lekką ekspresję niekontrolowanego ironicznego śmiechu. Znajdująca się w pobliżu niezidentyfikowana osobistość również zdawała się nie próżnować. Choć instynkt dość mocno dawał do zrozumienia, że nie jest to najlepszy moment na spotkanie leśnego cienia, to ciekawość wynikająca z pojawienia się tak blisko innego prawdopodobnego przedstawiciela zagłady gatunków, wywierała niemałe podniecenie. Pozostawało jednak pytanie... Czy cień podąża za mną, za mistyczką, czy może jednak mknie ratując swoje osobliwe istnienie kierując się do miasta w obawie przed smoczym władcą...

Lekki mimowolny mimowolny uśmiech ponownie zagościł na ustach, tym razem ukazując już nawet przydługawe spiczaste kły. Widniejący nieopodal zarys murów miasta dawał coraz to większe nadzieje na szczęśliwą ucieczkę z wywołanego po części przez swoją potęgę, jak oczywiście pychę piekła. Najprawdopodobniej wspaniały Thorn, jeszcze nie miał w planach rozmowy ze swoim sługą i wolałem póki co nie sprawdzać na własną rękę, co ma mi do powiedzenia. Zamiast tego postanowiłem przyśpieszyć proces omijania zagrożenia...



Aby uniknąć póki co niechcianej konfrontacji z czymkolwiek i przyśpieszyć mój bieg do Valen, zdecydowałem usprawnić nieco działanie mojego wodnego płaszcza. Wszystko powoli i stopniowo, by mieć wszystko pod kontrolą i nie wpłynąć negatywnie na jego działanie. Nie tracąc oczywiście kontroli nad otaczającym mnie światem, na początku przekierowałbym moje skupienie na partie w okolicach nóg. Wczuwając się w nadany przez siebie rytm wybijany raz po raz o zimną glebę, zadbałbym o jak największą synchronizację ruchu płaszcza jak i samych nóg, po czym przelewając nań stopniowo manę zacząłbym od jak najbardziej minimalnej ilości mocy. Obserwując reakcje płaszcza i jego efektywność z czasu przed i po zadecydowałbym co dalej. Jeżeli wszystko wydawałoby się bezpieczne, ostrożnie zwiększałbym użytek przekazywanych zasobów magicznych już proporcjonalnie względem całego ciała, by finalnie zakończyć swoje działania na jednej trzeciej many klasycznie przekazywanej na płaszcz. Jeżeli, coś by zaczęło nie wychodzić tak jak trzeba, zwyczajnie przestałbym kombinować i skupiłbym się na tym co robiłem do tej pory...


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






07.04.2018, 21:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#96

Chichi uśmiechnęła się sama do siebie po wykonanym cięciu. Nie była to może idealna sytuacja do dawania upustu radości, gdyż biegnący za nimi smok zdecydowanie psuł atmosferę, jednak fakt, iż coś udało jej się w końcu tego dnia napawała satysfakcją.
Miała cichą nadzieję, iż jej oprawca jak i wybawca w jednym wyraźnie obserwował tę umiejętności. Poczuła by się odrobinę lepiej mając świadomość, że towarzysz niedoli odczuwa jakikolwiek respekt przed jej zdolnościami.
Mistyczka odstawiła jednak na bok samozadowolenie i ponownie skupiła się na otoczeniu. Wciąż wyczuwała w okolicy tę dziwną personę, która przyprawiała o gęsią skórkę.

-Słuchaj, czuję coś dziwnego. - Chichi wypowiadała słowa cicho, niemal wprost do ucha Mesta, gdyż bała się że jakikolwiek głośniejszy dźwięk mógłby coś do nich przygnać, lub co gorsza, zagłuszyć ewentualne niebezpieczeństwo. - Ten ktoś, kto biegnie w pobliżu nas ma jakąś dziwną... umiejętność? Nie wiem jak to nazwać. Tak czy inaczej, wokół niego giną zwierzęta, Mest. Wszystko, co jest żywe w jego okolicy umiera.

Gdy tylko mistyczka wypowiedziała te słowa, zagrożenie stało się jakby bardziej realne, a po jej plecach przebiegł dreszcz. Chciała jak najszybciej wydostać się z tego lasu.
19.04.2018, 19:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#97

o co się właśnie stało przyprawiło mnie o delikatny niepokój, wywołało niemałe dreszcze na mych i tak już spoconych z wysiłku plecach tworząc podwójny efekt. Chłód, który coraz to intensywniej muskał moją skórę stawał się powoli dla mnie przystępny na tyle by móc myśleć w miarę racjonalnie, a zmysły które przez pewien czas były przez kogoś lub przez coś stłumiony wróciły do normy tworząc w swego rodzaju mały chaos w mojej głowie. Było to zestawienie dosyć nie związanego ze sobą, dwie kompletnie różne rzeczy. Z jednej strony chłodne i logiczne tłumaczenie sobie że się przesłyszałem, że adrenalina zrobiła swoje i mam pewne omamy, ale z drugiej jednak strony jestem pewien że to co słyszałem było prawdziwe. "Wychowanek Caeruleum'ela? Muszę się temu przyjrzeć w wolnej chwili, ale coś czuję że za dużo na ten temat nie znajdę. Chociaż.... Słyszałem coś na temat Caeruleum'ela... Tylko za chuja nie mogę sobie przypomnieć." Po czym postanowiłem zaczekać z rozmyślaniami na ten temat do momentu aż znajdę się w bezpiecznym miejscu bo teraz wypadało by pomyśleć nad ratowaniem własnej dupy...

Biegłem dalej przed siebie nie zważając na liczne stada trupów które mijałem. Dalej nie mogłem wyjść ze zdumienia, że być może mój "sojusznik" jest zdolny do takiej masakry. Czy on jeszcze coś przede mną ukrywał? Czy być może nie doceniłem tego człowieka zbyt odpowiednio? Sam już nie wiem, ale widząc jego potencjalne ofiary mogę jasno stwierdzić że nie jest on zwykłym człowiekiem.... W pewnym momencie zacząłem czuć zmęczenie. Oddech mimo że dalej równy zaczął delikatnie zmieniać swój ton, był cięższy i głośniejszy. Czuję się jakbym przebiegł jakiś cholerny maraton! I to na dodatek jakiś posrany ze względu na okoliczności. Cokolwiek się dzieje wokół mnie jest dla mnie ciekawą przygodą której zapewne długo nie zapomnę. Tym bardziej biorąc pod uwagę fakt iż jakieś cholerne nie wiadomo co zaczęło do mnie przemawiać jakby był moim panem. Niby wszystko spoko, ale jeśli jest to rodzaj magii która zawładnie moim umysłem? A może jest to związane ze smoczą energią którą poczułem dość niedawno? Sam już nie wiem, pogubiłem się z tym wszystkim. Na domiar złego z chwili na chwilę podczas mego biegu czułem jak zbliżam się nie tylko do miasta, ale do dwóch person które prawdopodobnie obserwowałem.... Czyli zarówno ciemnowłosa łuczniczka jak i jej porywacz są już blisko. Muszę na nich uważać, może być wtedy niebezpiecznie i to bardzo. Tak czy inaczej aktualnie moim priorytetem jest dotrzeć do miasta i tam odszukać Berde by wyjaśnił mi to i owo. Jeśli dalej chce współpracy to muszę z nim porozmawiać nie tylko o zaistniałej sytuacji i dalszym planie działania, ale również o tym kim on tak naprawdę jest i jakimi umiejętnościami włada. Czas wyłożyć karty na stół i posiąść jakiekolwiek informacje o tym szambie w którym właśnie się znalazłem.



Umiejętności Daniela:
Dzięki jednej z moich umiejętności, gdy spojrzycie mi w oczy możecie czuć się nieco niepewnie, czuć delikatny dyskomfort a nawet mały strach. Fajnie by było jakbyście to uwzględnili podczas rozmowy ze mną.






24.04.2018, 18:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#98

STRAŻNIK



większenie przepływu many miało kilka konsekwencji. Pierwszą z nich było zwiększenie prędkości poruszania się zabójcy, która z każdym krokiem była coraz bardziej wyczuwalna. Mknął niczym wiatr, przecinając powietrze ze świstem - tak jak wskazywał na to jego przydomek. Ziemia rozsypywała się pod jego stopami bezdźwięcznie, gdy zbliżał się nieuchronnie do miasta. Niestety, nie wszystko było tak różowe jak by chcieli tego uciekinierzy. Mana mędrców nie pozostawała niezauważona dla pobliskich stworzeń, bardziej lub mniej wyczulonych na prądy magiczne. Zwłaszcza dla smoków, od których ta tajemnicza moc pochodzi.
Tu jesteś! - odezwał się potężny głos w umyśle Mesta, przyprawiając go o chwilowy zawrót głowy. Był znajomy ale jednocześnie tak bardzo obcy. Kolejny ryk rozległ się po okolicy, a zaraz po nim dało się wyczuć lekki wstrząs jakby coś wielkiego uderzyło w ziemię - lub się z niej nagle uniosło. Z całego swojego doświadczenia Mest mógł wywnioskować jedną rzecz - było już za późno na próby ukrywania się. Lecący w ich stronę rozsierdzony smok zbliżał się z każdą sekundą. To jednak nie był jedyny problem, z którym musieli poradzić sobie niedoszli zabójcy w drodze do miasta.
Najpierw zobaczyła to Chichi. Nagły ruch od strony, z której wcześniej wyczuwała pojedynczego człowieka, przed którym umierały hordy potworów. Był jak błysk światła, niedostrzegalny dla niewprawnego oka. Jedynie dzięki swoim magicznym zdolnościom była w stanie dostrzec to, co nastąpiło sekundę później. Rozmyta sylwetka wypadła z pobliskich krzaków z taką prędkością, że nawet wyszkolone ciała zabójców nie były w stanie zareagować na to co się stało. Świst, błysk światła i okropny ból, które po tym nastąpiły, wytrąciły wyznawcę Thorna z równowagi. Ból był jedynie chwilowy, trwał dosłownie ułamek sekundy. Tyle też wystarczyło, żeby Mest zorientował się co się właśnie stało. Jego macki zniknęły, odcięte od ciała niczym niepotrzebne kończyny. Rozpłynęły się one w powietrzu po czym opadły na ziemię z cichym pluskiem. Chichi musiała wzmocnić chwyt, żeby nie spaść z jego pleców.
Ta chwila wystarczyła, żeby rzucić okiem na nowego przeciwnika. Nie wyglądał niebezpiecznie i właśnie to było w nim najbardziej przerażające. Gdyby postawić obok niego zwykłego robotnika niewiele znalazłoby się różnic - nosił poszarzałą, brudną koszulę i takie same spodnie, ukryte pod obszernym płaszczem teraz powiewającym lekko na wietrze. Twarz ukrytą miał pod maską, spod której widać było jedynie brązowe oczy, które wpatrywały się z nienawiścią w plecy Mędrca. Co dziwne, nigdzie nie było widać broni, którą się posługiwał. Atak wytrącił mężczyznę z równowagi, co dawało uciekinierom kilka sekund na podjęcie działań. Jakiekolwiek by one nie były trzeba było działać szybko.


***


ieg nie sprawiał aż tak wielkich problemów. Nie był przerywany żadnym atakiem, jedynie od czasu do czasu Mędrzec musiał przeskoczyć nad leżącymi skrawkami ciał lub odciętymi kończynami. Zbliżał się do celu i mógł to wyczuć. Nie wiedział jeszcze jak ale był pewny, że pozostała trójka jest już blisko. Czuł ich zapach w powietrzu, słyszał ich urywane oddechy. Pierwszy raz zdarzyło mu się coś takiego. Czyżby adrenalina tak bardzo go uderzyła? Wszystko na to wskazywało. Nie miał jednak czasu na zastanawianie się, gdyż kolejny ryk przeszył powietrze. Biegnij, smocze dziecię. Twój brat jest w niebezpieczeństwie!
Następnym co poczuł Mędrzec był ból. Ogromny, wręcz nie do wytrzymania - jakby ktoś żywcem ucinał mu rękę. Wszystko to sprawiło, że potknął się, zachwiał i musiał mocno stracić na pędzie, żeby nie upaść. Był jednak u celu - gdy mroczki przed oczami zniknęły zobaczył przed sobą uciekających zabójców. Mężczyzna niósł jego dawną towarzyszkę na plecach, zaś za nimi stał Berde, szykujący się do ataku. Dziwnym było to, że Daniel nie zauważył wodnych macek wcześniej wyrastających z ciała drugiego Mędrca. Widocznie schował je, żeby zaoszczędzić energię na ucieczkę. Teraz byłyby mu jednak wyjątkowo potrzebne, gdy za plecami miał nieznane nikomu zagrożenie.
01.05.2018, 23:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#99

kurwa... O kurwa... KURWA! KURWA! KURWA! O najczystszy i najwspanialszy Thornie, czym jest to piekące uczucie w moim sercu?! Czym jest to drżenie i czym jest ten dyskomfort? O Panie jedyny, czy to uczucie... nie to niemożliwe... ale czy to może być strach? Dlaczego?! Przecież wszystko czego w życiu zostałem nauczony miało prowadzić do wyzbycia się tej emocji! O ojcze mój Lazurowy, tylko ciebie miałem się lękać boś był morskim władcą. A teraz, o Thornie... W obliczu przeciwności jakimi mnie doświadczasz i jakimi planujesz mnie obarczyć, po raz pierwszy w moim poświęconym tobie życiu czuję lęk. Czuję tak silny lęk, że gdyby nie wrodzone i nauczone instynkty, byłbym sparaliżowany. Za dużo tego wszystkiego, za dużo w jednym momencie. Panie mój, to w twoim imieniu walczę, dlatego błagam daj mi siłę, daj mi jakikolwiek znak, pokrzepienie żeś jest ze mną. Ześlij deszcz - najprawdziwszą ulewę, która da mi siłę, nadzieję i oczyści należną tobie ziemię. Panie mój w tej jedynej modlitwie błagam o ratunek... nie chcę umierać, dopóki nie wypełnię Twojej woli...


Ryk, zawrót głowy, ból... Wszystkie elementy zebrały się wspólnie jedno po drugim tworząc tym samym coś w rodzaju morderczej symfonii... Macki znikły bezpowrotnie, odebrane przez nowe zagrożenie. Mężczyzna, który targnął się na kogoś takiego jak ja, zwłaszcza w takiej sytuacji, albo musiał być niebywale trudnym skurwielem, albo mieć naprawdę tęgie jajca. Niezależnie od tego, które było powodem, nie mogłem pozwolić sobie na weryfikację, mimo najszczerszych chęci zajebania tego demonicznego nasienia... Smok wiedział już gdzie jestem, dlatego wszelkie próby ukrywania się, były mniej jak gówno warte, zatem i ograniczanie zużywanej many do minimum również mijało się z celem. Trzeba było zdecydować się na jedną ze stron działania. Może by tak, odciążyć się i porzucić Chichi, żeby typ się najpierw nią zajął... Nie, coś mi tu nie pasuje... Skoro przeciwnik dysponuje tak zabójczym arsenałem, dlaczego od razu nie zlikwidował któregoś z nas. Możliwe, że źle wycelował, chociaż niestety, raczej mało to było prawdopodobne. Musiało chodzić o coś innego. Zatem co robić? Albo wykończyć naprędce niepożądanego skurwiela, albo spierdalać nadwyrężając najbardziej na świecie swoją legendarną umiejętność i dostępne zdolności, licząc na łut szczęścia, opatrzności i zebranych przez całe życie doświadczeń. Miałem już plan. Choć złożony wymyślony został na szybko w trakcie biegu, jeszcze przed zaskakującym atakiem i mimo obecnej, tragicznej wręcz sytuacji miał szanse powodzenia, musiałem tylko dostosować go do obecnego stanu. Cel pierwszy opóźnić i spowolnić nowego przeciwnika. Ku temu miał mi posłużyć morderczy asortyment posiadany właśnie na takie akcje - bomby chemiczne. Cacuszka warte po jednym złotym smoku za sztukę, mimo absurdalnie bolącej wręcz ceny u zrzeszonych sprzedawców zawsze dawały radę i już nie raz wyciągnęły mnie z morderczej opresji. Potem kujące gwiazdeczki - czyli ogromna ilość niesamowicie twardych i ostrych zabaweczek mająca opóźnić i utrudnić pogoń potencjalnemu przeciwnikowi, następnie jak najszybsze dostanie się do Valen, gdzie reszta planu miała swoją kontynuację...


Gdy tylko odczułem ból i zorientowałem się, co się dzieje wiedziałem, że trzeba działać jak najszybciej. W odpowiedzi zastosowałem szybki odskok z obrotem i jednoczesnym sięgnięciem do przytroczonej przy boku bombowej sakwy i wydobyciem dwóch chemicznych bomb - świetlnej i gazowej. Pierw ścisnąłem je w palcach aktywując mieszankę, a następnie cisnąłem tuż obok domniemanego celu, nie celując centralnie w swojego przeciwnika, ale ciągle przed nim, zamykając zaraz potem oczy, by sam nie wpaść w swoją zasadzkę. Chichi wisząca na mnie z przodu na szczęście była bezpieczna. Natychmiastowy efekt, powinien zatrzymać na chwilę oponenta. Niezależnie od przebiegu sytuacji, działałem dalej licząc w myślach zdobyte sekundy... Ruszyłem ile mędrczego tchu w płucach w kierunku Valen, wyciągając woreczek kujących gwiazdeczek i paroma zamaszystymi ruchami wysypałem zawartość na teren znajdujący się za mną. Kolejną czynnością było dobranie dużej eterycznej odnowy many i wchłonięcie jej. Kiedy odżywcza czynność miała się ku zakończeniu postanowiłem pójść na całość. Korzystając z nowo otrzymanej many postanowiłem wytworzyć czternaście macek. Po pięć na każdej dłoni, żeby wytworzyć swoiste wodne ręce i cztery na łopatkach. Odległość do Valen ciągle była znaczna, dlatego wodne ręce w połączeniu z wodnym wzmocnionym egzoszkieletem miały posłużyć jako ostateczne przyśpieszenie w postaci dalekosiężnych harpunów wyrzucanych na maksymalną odległość trzydziestu metrów (w połączeniu z eterycznym pierścieniem zasięgu) i przyciąganiu się przy ich pomocy ogromnymi skokami do przodu. Z taką prędkością, nawet zachęcone potworki, czy inne strachy nie stanowiły większego zagrożenia, ale i były łatwym celem dla wodnych łap. Pozostałe dwie macki miały przytrzymywać Chichi a kolejne dwie asekurować, w razie zachwiania, czy też możliwości upadku, dostosowując się ewentualnie do wsparcia oferowanego przez Chichi...





Rozliczę manę po odczytaniu aktualnego przebiegu moich działań. Obecna przykra matematyka przedstawia się następująco:

(150+32) - (140 + 12) = 30

P.S.
(no i proszę o wybaczenie nadekspresji muzycznej... nie mogłem się zdecydować, a utwory były tym co czułem przy pisaniu)

Pozdrawiam
Dobry jużniekuzyn Mest



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






8 godzin(y) temu
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna