Północna dróżka
#1

Za palisadą i drewnianą bramą, strzeżoną przez dwie baszty po jej bokach widnieje zwykła, udeptana ścieżka prowadząca nad Morze Klifowe od północnej strony miasteczka, Perony. Na horyzoncie od miasta - na wzniesieniach niedaleko brzegu - majaczą rybackie chatki, służące jako tymczasowe magazyny na narzędzia, sieci i tym podobne. Gdyby były jednak nieco niżej bądź dalej, nie byłoby ich widać w ogóle ze strony osady. Tak też zresztą czasem bywa - chociażby gdy panuje mżawka czy mgła, co na tych terenach wcale rzadkością nie jest.
Na zachodzie znajduje się całkiem gęsty las, z którego można czasem upolować jakieś mięsko, choć okolice te są przecież dość blisko Starego Lasu, a tam już prędzej można zostać upolowanym... Myśliwi wolą więc zazwyczaj nie zapuszczać się zbyt głęboko pośród drzew. Na wschodzie z kolei jest górskie pasmo, może nie najwyższe, ale wciąż majestatycznie rysujące się, od czasu do czasu - zahaczające nawet o chmury.

MG

Avaraad wyszedł z Perony w poszukiwaniu śladów starcia, a właściwie rzezi, jaka niedawno tu zapanowała z powodu pewnego demonicznego ścierwa. Fakt faktem - pogoda nie była najlepsza, podłoże zdążyło zmoknąć. Wciąż bez trudu dało się jednak zauważyć te bardziej znaczące tropy.
Gdy dotarł już na miejsce, zauważył kilka rzeczy. Zajęło mu to dłuższą chwilę, ale zdawało się, że jego przemyślenia i obserwacje mogą okazać się dość istotne.
Po pierwsze, głębokich śladów w ziemi było... po prostu wiele. Co to oznaczało? Ano że bestia była wystarczająco ciężka, żeby je wszystkie odcisnąć, a - co więcej - była najwidoczniej bardzo zwinna, bo przecież nie krążyłaby sobie w tym miejscu ot, tak, bez celu. Skoczny skurwisyn. A może było to na kształt pająka i stąd tyle wgłębień? To jednak strażnicy pewnie by zauważyli... albo i nie?...
Po drugie, zauważył długą - około metrową - rysę w ziemi. Teraz była to już bezładna linia i trzeba przyznać, nie dostrzegłby jej (albo niezbyt łatwo), gdyby trawa w tym miejscu nie była wyrwana. Po czym to był ślad? To już trudniej było określić. Lekko zakrzywiony ślad... badając "odciski odnóży" wokół nie mógł raczej z całkowitą pewnością określić, z której strony i w jakim celu mógł przebiegać. Pozostawał mu tylko domysły i niejasne wyobrażenia sytuacji.
Po trzecie, drzewo niedaleko. W jednym miejscu było obdarte z kory, na pierwszy rzut oka nie było widać jednak śladów jakiejś broni - naturalnej lub wytworzonej przez ludzi. Łowca nie był sobie jednak w stanie przypomnieć, czy roślina ta może byla już tak stara, że kora sama zaczęła jej w tym miejscu odpadać (lub z pomocą pobliskiej dziatwy), czy może rzeczywiście o czymś to świadczyło.
Ostatnie - i być może najważniejsze - to ślady prowadzące od lasu i z powrotem do niego. Zamazane i pewnie im dalej, tym trudniej będzie je odczytywać. Ale w tym momencie dalej byłoby to pewnie możliwe.
18.08.2017, 21:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#2

Zejście po drabinie strażnicy było nieco cięższe niż wejście po niej, jednak doświadczony łowca jakoś poradził sobie z tym zaawansowanym zadaniem. Zabrał swoją kuszę spod wejścia, pożegnał się ze strażnikami i wyszedł przez bramę. Jak zawsze po opuszczeniu murów miasta Avaraad poczuł ulgę. Odetchnął pełną piersią - powietrze tutaj wydawało się mu świeższe, chociaż dobrze wiedział, że to ułuda - i poszedł we wskazane mu miejsce.
Ślady walki były aż nazbyt widoczne. Nawet bez wskazówek strażników bez problemu odnalazłby to miejsce. Zdziwiła go tylko ilość wyżłobień w ziemi. Wyglądało to tak, jakby to nie jeden demon, a całe stado urządziło tu jatkę. Jeśli jeden pomiot był w stanie zrobić coś takiego aż strach pomyśleć co byłoby, gdyby więcej tych stworzeń się tu pojawiło. Po Peronie zapewne nie zostałoby zbyt wiele, pomimo murów miejskich i nowych kusz obronnych.
Łowca dokładnie studiował wszystkie odciśnięte ślady, nie zważając na deszcz lejący mu się na głowę. Przykładał twarz do ziemi, oglądał trop z różnej strony, starając się przy tym go nie zadeptać. Starał się chociaż trochę zrozumieć sposób działania i poruszania się bestii. Szukał też wyżłobień na drzewach dookoła - a dokładniej szukał najwyżej położonej szramy, żeby chociaż w przybliżeniu ustalić jak wysoka była poczwara, albo jak wysoko potrafiła doskoczyć. Spojrzał też w stronę murów miejskich szacując odległość i możliwość strzału z baszt. Nie znał co prawda możliwości maszyn strażników, jeśli jednak były w stanie wystrzelić aż na taką odległość oznaczało to też, że wystrzelą na taką odległość celnie, jeśli ktoś się postara.
19.08.2017, 21:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#3

MG

Powoli zaczynało się rozpogadzać. Pierwsze promienie słoneczne nieśmiało wychyliły się zza kłębiących się wskroś całego nieba chmur. Szare sklepienie nabrało w końcu nieco barwy; nawet mgła zdawała się nieco ustąpić od ostatniego kwadransa.
To dobry znak. Być może odnalezione ślady nie zanikną aż tak prędko, jak zakładała to pesymistyczna wersja wydarzeń.
Badania przyniosły kiepskie efekty. Mimo że wglębienia w ziemi zostały, nie dało rady oszacować szczegółów - błoto uniemożliwiało określenie dokładnego wyglądu odnóży tej bestii, tak samo jak kierunku padania kroków.
Odległość od baszt z tego miejsca wyglądała na około dwustu, może dwustu pięćdziesięciu metrów. Fakt jednak, że baszta była wzniesieniem, a skoro był to fartowny strzał - równie dobrze mógł lecieć wpierw nieco w górę, by później dopiero obniżyć swój tor i wgłębić się w cielsko paskudztwa.
Drzewo stojące nieopodal niestety również nie przyniosło znaczniejszych informacji. Co prawda wzdłuż przebiegało jedno zadrapanie, ale równie dobrze mogłoby to być zwykłe cięcie nożem. Chociaż... gdyby się zastanowić, jednak nie: zwykłe narzędzie, póki nie byłoby toporem, nie zostawiłoby tak głębokiej szczeliny zwykłym cięciem. Topór z kolei musiałby mieć bardzo szerokie ostrze, by zostawić szramę takiej długości.
Z drugiej strony, czy było to zadrapanie? Szpara wyglądała na wyciętą czymś ostrym - nie było żadnych wystających drzazg. Poza idealnie wyprofilowanego wgłębienia, struktura drewna pozostawała nienaruszona.
Świerszcz cykający nieopodal zapowiadał chyba, że nic ciekawszego nie czeka tu Avaraada. Póki co.
21.08.2017, 23:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#4

Łowca przeklął pod nosem gdy skończył sprawdzać ślady. Gdyby przyszedł tu od razu gdy tylko usłyszał o zdarzeniu miałby więcej informacji. Co mu strzeliło do głowy, żeby odłożyć to na później?! Chyba, że to był ten wieczór kiedy był totalnie zalany i wracał z karczmy. Tak, to chyba był właśnie ten wieczór. To by wiele wyjaśniało.
Coś tam jednak udało się Avaraadowi dowiedzieć. Demon był ogromnie zwinny i niezależnie od tego ile miał odnóg - były one na tyle ostre i wytrzymałe, że wyżłobiły żleby w ziemi i w drzewach bez większego problemu. Wniosek - nie podchodzić do cholerstwa, bo może się to źle skończyć.
Z tego całego opóźnienia wyniknęła jednak jedna dobra rzecz - pogoda się poprawiła, a wraz z nią poprawie uległy możliwości tropicielskie łowcy. Słońce zaczęło przebijać się przez chmury, nie było więc możliwości, żeby demon teraz zaatakował. Najgorsze co może go teraz spotkać to dzik, a z tym raczej by sobie poradził. Czas więc zmienić się ze zwierzyny w myśliwego. Avaraad zagłębił się w las idąc po śladach demona, cały czas uważając na wszystko dookoła. Szczególną uwagę zwracał na coś co mogłoby mu powiedzieć o wyglądzie i zachowaniu bestii.
22.08.2017, 16:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#5

MG


Od tej pory każda tura (interpretowana jako mój i twój post) oznacza długą ilość czasu.
Będzie to około dwóch kwadransów do godziny. Do zapadnięcia zmroku będziesz miał w takim razie około 4-8 postów.
Twoje poczynania w sposób ogólny będą określały, co uda ci się znaleźć.
Powyższe uznaję za ważne od twojego kolejnego posta, więc napisz go w odpowiedni sposób (uwzględnij upływ czasu).
Zagłębiając się w gęstwiny, Avaraad spostrzegł pewną istotną i zapewne dość ważną dla niego kwestię. Pierwsze kilkanaście minut drogi było dosyć jasno. Światło słoneczne docierało tutaj bez większych problemów. Bestia musiała wejść zatem naprawdę głęboko, by stać się niewrażliwą na jego działanie. Albo znaleźć jakąś sprytniejszą kryjówkę.
To, co dało się zauważyć jednak zdecydowanie wcześniej, mogło być istotniejsze. Otóż idąc wzdłuż tropów, dało się łatwo dostrzec pewien ich schemat: dwie łapy (co do czego szybko upewnił się Avaraad, dostrzegając ich rytm) odbijały się w pewien nieregularny sposób. Jeden sus - bardzo długi, zajmował Łowcy trzy długie kroki, by przejść - a zaraz, z metr-półtora dalej, kolejny ślad łapy, nieco lżej odciśnięty. Kolejny był znów krótki, następny - dłuższy, i tak dalej... bez określonej reguły. Potwór poruszał się bardzo nieregularnie, ale czego innego można było się spodziewać po czymś, co dostało ogromnym bełtem? W dodatku prawdopodobnie wciąż miało go w sobie - Łowca nie mógł dostrzec nigdzie śladu po pocisku. Fakt faktem, nie starał się też za bardzo grzebać po nim za krzakami. Priorytet był zgoła inny.
W końcu zagłębił się w nieco gęstszy las, ale wciąż niewiele było wiadomo o zachowaniu stwora. Może jednak częstsze rozstawienie drzew powie o tym coś więcej.
Tymczasem wrodzona ostrożność Łowcy nie ostrzegała go przed żadnym zaczajającym się zwierzęciem. To może być dobry znak, choć ta cisza - ze świadomością, że tropi się demona - z biegiem czasu stawała się nieco przytłaczająca.
23.08.2017, 21:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#6

Trzy kroki, czyli około 2,5-3 metrów. Potwór musiał być ogromy, skoro pokonywał drogę w takich susach. Jeśli przypominał cokolwiek z czym wcześniej walczył Avaraad musiał mieć około dwóch metrów albo wyjątkowo umięśnione nogi. Dobra wiadomość jest taka, że skoro porusza się skokami łatwo będzie znaleźć schemat w jego poruszaniu się, bądź ataku. W końcu w powietrzu nie zmieni nagle kierunku ruchu. Chyba, że ma skrzydła, wtedy nawet najlepszy łowca miałby przechlapane.
Mężczyzna co jakiś czas przystawał, aby sprawdzić ślady - rozstaw susów, jakieś dodatkowe ślady, świadczące o wypadnięciu bełtu z potwora (albo odciśnięty ślad bełtu jeśli wciąż znajdował się w jego ciele). Sprawdzał też drzewa w pobliżu, obserwując zadrapania na korze - ich głębokość, długość, wysokość, na której zostały zrobione. Również przy drzewach sprawdzał czy nie znajdzie śladów krwi. Na drewnie utrzymałaby się zdecydowanie dłużej niż na błocie. Zagłębianie się w coraz gęstszy las było co prawda niebezpieczne, ale te 20-25 minut drogi od miasta, które przebył, powinny być jeszcze w miarę bezpieczne.
Co najważniejsze jednak - Avaraad słuchał. Śpiew ptaków, stukanie dzięcioła, szum krzaków, w których chowały się małe zwierzęta. Dopóki to słyszał był pewny, że żaden demon nie znajduje się w pobliżu. Dopiero kiedy te dźwięki znikną, łowca będzie pewny, że zawędrował w pobliże leża demona.
25.08.2017, 20:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#7

MG

Wokół robiło się coraz to cieplej. A może to tylko wrażenie Avaraada? Może łowczy zew i adrenalina podwyższyły ciepłotę jego ciała...
Idąc wzdłuż utartych śladów, w końcu trafił na złamany pień. Drzewo jakie wyrastało nie było zbyt wielkie, na oko - o wysokości około czterech-pięciu metrów. Leżało nieopodal, pozbawione liści, z porządnie pogruchotanymi gałęziami. Człowiek na pewno nie byłby w stanie ot tak go złamać. Prędzej coś postury niedźwiedzia, bądź... no właśnie - rozpędzonej, dość masywnej bestii. Nieco dalej, dosłownie pięć kroków, bliżej prawej strony było kolejne drzewo - większe już, odporniejsze na uderzenia. Zresztą - tak czy inaczej, potwór z zachwianą równowagą po ostatnim uderzeniu (co było widać też po jego tropach) zapewne uderzył w nie ze zmniejszoną siłą. Część kory na wysokości głowy Łowcy była obdarta, a po krótkich oględzinach - na wysokości kolana rozciągała się półmetrowa szrama, jakby od cięcia mieczem. Nie była zbyt głęboka, ale prawdopodobnie przebiła się przez korę.
Póki co, nic nie oznaczało jednak, by ścigany przez Łowcę stwór ulegał zmęczeniu lub zatrzymał się, by pozbyć się drzazgi w kończynie. Mimo że chód demona był cały czas "nieregularny", Avaraad po pewnym czasie odnalazł w nim chyba powtarzający się schemat... a może tak się mu tylko wydawało?
Wyglądało jednak na to, że piekielny pomiot nie ulegał zmęczeniu, albo niezbyt szybko. Utykał - stąd brak wyraźnej reguły w biegu - ale wyglądało na to, że zdrową nogą odbijał się znacznie dalej. Drugą amortyzował i, choć zapewne starał się nią odbijać równie mocno, nie leżało to w jego możliwościach. Widocznie ogromny bełt trafił w dość krytyczne miejsce.
Dźwięki natury nie zdradzały niepokojących objawów. Niezmienne od dłuższego czasu wciąż te same dźwięki: szum wiatru, śpiew ptactwa. Czasem jakiś trzask gałęzi, czy to spadającej, czy to od jakiegoś ciekawskiego zwierzęcia, które podeszło zbyt blisko Łowcy.
Zdawało się, że kryjówka stwora znajduje się bardzo głęboko w lesie. Cóż - zważając na to, że nie nawiedza on Perony każdej nocy, miałoby to sens...
Nagle ślady urwały się. Urwały się bardzo niespodziewanie. Nigdzie w okolicy nie było wyraźnego wgłębienia w ziemi. Co więcej - była to ziemia o takiej samej strukturze, jak dotychczas. Nieco wilgotna, podatna na wgniecenia. Kilka minut zajęło Avaraadowi, zanim spostrzegł, co tu nie gra.
Niespodziewany trzask gałęzi z wysoka sprowokował go do gwałtownego uniku.
Szybszy rytm bicia serca pobudził Łowcę. Spojrzał, gotów na starcie ze śmiercionośnym oponentem. Obejrzał się nad siebie, skąd spadła złamana gałąź. Obejrzał się na boki, gdzie mógł wyskoczyć na niego stwór. Nic takiego się jednak nie działo. Dopiero po chwili zdecydował się na oględziny kawałka drzewa. Spojrzał na koronę pnącej się w górę rośliny. Po chwili wydarzenia z tej chwili... i, prawdopodobnie, z paru poprzednich dni - stały się dość jasne.
Gałąź zwisała odłamana od drzewa prawdopodobnie od dłuższego czasu. Oderwane pasmo młodej skóry świadczyło o tym, że od tamtego czasu konar zwisał na samym skrawku owej warstwy. Wystarczyło, by wiatr mocniej zawiał i... i Łowca, gdyby nie jego refleks, dostałby patykiem w głowę.
Gdy obejrzał drzewo, na wysokości około czterech metrów dostrzegł pierwsze wgłębienia. Wyglądało to tak, jakby demon był bardzo wprawiony we wspinaczce. Mimo ranionej kończyny, był w stanie bardzo łatwo przedostać się na górę. W jakim celu to zrobił - póki co, zapewne pozostanie tajemnicą. Najlepiej jednak nie na długo - jak inaczej kontynuować tropienie, jeśli nie odkrywając, co następnie zrobił potwór?
28.08.2017, 19:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#8

Avaraad był w swoim żywiole. Tropienie pochłonęło całkowicie jego uwagę. Sprawdzał ślady, co jakiś czas oddalał się od nich żeby sprawdzić czy gdzieś nie skręcają albo - brońcie bogowie - kolejne ślady nie oddzielają się od głównego tropu. Ostatecznie nawet przyspieszył kroku, będąc pewnym, że nie napotka demona czającego się za rogiem. Dźwięki lasu pozostały niezmienne od dłuższego czasu, pewnym więc było, że nic nie z tego świata na niego nie czeka. Pocieszała go również myśl, że rytm kroku demona się nie zmienił. Bełt wciąż tkwił w jego ciele, utrudniając poruszanie się - a jeśli wypadł to też dobrze. Oznaczało to, że pomiot nie regeneruje się zbyt szybko, a to była bardzo dobra informacja.
I nagle... koniec. Jak gdyby nigdy nic. Pierwsza myśl była optymistyczna i to aż nazbyt - skurwiel nie zdążył przed wschodem słońca i zdechł zanim dotarł do swojej kryjówki. To jednak było zbyt nieprawdopodobne, żeby było prawdziwe. Kolejna myśl - może trafił na coś większego co go załatwiło? Nie było jednak śladów walki, więc to też odpada. Ostatnia myśl była najgorsza - demon miał skrzydła i ostatecznie znudził się ucieczką na piechotę. Niech go szlag! W takim razie Avaraad był w czarnej...
Trzask nad nim wyrwał go gwałtownie z rozmyślań. Łowca odskoczył od drzewa, celując w górę arbalestą, starając się wypatrzeć coś, co strąciło gałąź. Wszędzie za wzrokiem podążał wycelowany bełt, gotowy do wystrzelenia. Ręka twardo ściskała spust, czekając na jakikolwiek znak na naciśnięcie go. Znak jednak nie przychodził. Minęła minuta, dwie, trzy... nic jednak się nie działo. Avaraad odetchnął głęboko, uspokajając nerwy. Pokręcił głową i opuścił kuszę. Głupia gałąź!
Z całego zamieszania wyniknęła jednak jedna dobra rzecz. Demon jednak nie miał skrzydeł - albo nie chciał ich używać. Ślady na drzewie jednoznacznie wskazywały na to, że coś dużego się po nim wspięło. A więc tak chcesz się bawić, paskudo? Dobrze, że Avaraad też potrafił grać w tę grę. Potarł ręce, rozgrzewając palce. Chwilę spędził nad wyszukaniem najbezpieczniejszej drogi w górę, po czym zaczął się wspinać. Raczej słabe szanse były na to, żeby demon miał gniazdo na drzewie ale chociaż może będzie wiadomo gdzie dalej poszedł. Albo co innego zainteresowało go w koronie, że postanowił się tam wspiąć.
29.08.2017, 11:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#9

STRAŻNIK
Miejsce: Obrzeża Perony - Knieja
Pogoda: Przyjemny chłód, lekkie zachmurzenie
Wspinaczka śladami Demona

ostrzeżenie dalszych tropów potwora zajęło Łowcy nieco czasu. Co jak co, ale któż by się spodziewał, że bestia postanowi wspiąć się ku górze? Tam, gdzie słońce dosięgnie ją prędzej? Tam, gdzie mniejsze szanse na odnalezienie schronienia?... Prosta logika podpowiadała, że z góry lepiej będzie widać. Jaki jednak sens tego stwierdzenia, kiedy weźmie się pod uwagę okoliczności - las; ciemną noc; trud wspinaczki, kiedy jest się przebitym ogromnym pociskiem...
I najważniejsze. Czy aby to nie była bezmyślna kreatura, kierująca się jedynie instynktem, żądzą mordu i niczym więcej? Czy naprawdę była zdolna zainteresować się tym, co widać z góry - nawet przyjmując, że jako demon w ciemności rzeczywiście widzi lepiej (co miałoby nawet sens, skoro to stworzenia mroku)? Śledzenie tropów tego monstrum przynosiło coraz więcej pytań, a wcale nie niosło za sobą zbyt wielu odpowiedzi.
Niepokojący był to fakt, zwłaszcza dla Łowcy, który przecież próbował poznać tego stwora jak najbliżej się dało, by zdobyć jak największą przewagę przed rzeczywistym starciem.
Przemyśleniom nie było końca, ale prócz tego trzeba było też działać. Wspinaczka po drzewie, zwłaszcza o takich gabarytach, nie była najprostsza. Pierwsze kilkadziesiąt stóp było właściwie prostym pniem. Sprytny kusznik doskonale wiedział jednak, jak wykorzystać ślady po zwierzynie, na którą chciał zapolować. Sprawę utrudniały jednak kolejne okoliczności. Po pierwsze - wgłębienia pozostawione przez potwora były rozstawione dość rzadko. Zbyt rzadko, by na nich polegać. Po drugie - wszechobecna wilgoć. Mżawka zdążyła zwilżyć kory drzew na tyle, by wejście po nich bez odpowiednich punktów do oparcia się graniczyła z niemożliwością.
Kimże był jednak Avaraad, by się tym przejmować? Zakasał rękawy... i poszedł.
Było trudno, nie mógł zaprzeczyć. Skok, odbicie, chwyt. Sęk. Sęk. Odłamany kawałek kory. Silny uchwyt. Sęk. Ani się obejrzeć, a znajdował się już ze cztery metry nad ziemią. Jeszcze tylko trochę, a dojdzie do pierwszych gałęzi...
Dalej było jednak tylko gorzej. Zbyt pewne oparcie nogi. Utrata równowagi. Upadek... lub nie?
Łydki bohatera zacisnęły się na drzewie szybko, instynktownie. Zadziałało z opóźnieniem... ale zadziałało. Był parę stóp niżej, zwisając głową w dół, lecz najważniejsze - nie upadł. Rywalizacja z Demonem nie dobiegła końca. Obtarte spodnie może będą niezbyt eleganckim ubiorem, zwłaszcza po tym incydencie. Łowczy pozostawał jednak sprawny. Parę otarć i zadrapań nie pozostawi po sobie większego śladu.
Wytarta z wilgoci kora w lepszym stopniu mogła służyć za grunt do wspinaczki, jak się prędko okazało. Nadrobić straty nie było trudno. Gorzej z wejściem jeszcze wyżej. Co jak co, ale upadek z tej wysokości mógłby się skończyć dość kiepsko.
Kilka minut zaciśniętych niemal z całej siły mięśni odcisnęło na Avaraadzie srogie piętno. A może było to znacznie dłużej? Czas stracił na znaczeniu. Liczył się tylko cel. Ból towarzyszący mężczyźnie w ramionach... był do zniesienia. W pewnym sensie... zaczął być całkiem przyjemny.
Po uświadomieniu sobie tego, bardzo szybko znalazł się przy pierwszych gałęziach. Prawdę mówiąc, sam się tego po sobie nie spodziewał. Zdawało się, że adrenalina zaczęła działać.
Rozejrzawszy się po koronie drzewa, Łowca tylko się przygnębił. Powyżej nie było widać śladów łamanych gałęzi. Tak samo nigdzie wokół. Jedyny trop, jaki mógł prowadzić, to konar, jaki spadł już wcześniej na ziemię. Sugerując się tym, gdzie był odłamany, bestia musiałaby lekko odbić w lewo od utrzymywanej ścieżki. Spoglądając w mniej-więcej tamtą stronę, faktycznie niedaleko Avaraad odnalazł dość blisko znajdujące się drzewo o porównywalnej wysokości. Gdyby się na nim znaleźć, być może byłoby łatwiej o wyszukanie kolejnych poszlak. Stąd nie było jednak widać niczego takiego. Żadnych zadrapań, oberwanej kory. Zupełnie nic.
Skok był jednak bardzo ryzykowny, wręcz niemożliwy do wykonania. I o ile "niemożliwe" niekoniecznie odstraszało Łowcę, to tym razem coś mu jednak podpowiadało, że warto będzie dać na wstrzymanie w tej akurat kwestii.
Gdyby bystre oczy rozejrzały się za potencjalną, podziemną kryjówką, nie natrafiłyby na nic interesującego. Jedynym wyjściem było więc zsunąć się z drzewa i próbować wejść na drzewo z naprzeciwka, albo poszukać śladów w tamtym kierunku.
Coś jednak bardzo niepokoiło Avaraada. Znalazł się w sytuacji, która jemu samemu była dziwnie znajoma, tylko jakby z innej strony. Wspinaczka była dobrym sposobem na urwanie za sobą tropu, zwłaszcza że na szczycie drzewa nie było widać zbyt wielu wskazówek. Czyżby zacieranie śladów?...
Śpiew ptaków nie był już tak wyraźnie słyszalny, jak przedtem. Dotarło to do zielonookiego dopiero po dłuższej chwili kontemplacji w koronie drzewa.
Słońce powoli zachodziło. Jeżeli Łowczy postanowi powrócić teraz, najpewniej w Peronie będzie niedługo przed zapadnięciem zmroku.
Jednocześnie nie czuł się usatysfakcjonowany zdobytymi informacjami. Zero śladów krwi, zero olbrzymich bełtów, zero konkretów. Pchanie się coraz głębiej do paszczy potwora dla satysfakcji, czy może ucieczka dla bezpieczeństwa - decyzja będzie zależała już od hierarchii wartości samego Avaraada.
01.09.2017, 06:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#10

Skoro demon dał radę się tam wspiąć, to i mnie się uda.
Myśli Avaraada były wyjątkowo optymistyczne, zwłaszcza na początku wspinaczki. Łatwo było znaleźć punkty zaczepienia dla stóp i dłoni, a wszechobecna wilgoć niezbyt mu przeszkadzała - w końcu nie był to pierwszy ni ostatni raz, gdy łowca wchodził gdzieś, gdzie normalny człowiek nigdy nawet by nie pomyślał żeby wejść.
Cały czas podczas wędrówki w górę towarzyszyła mu jedna myśl - czy aby na pewno dobrze robi? Co jeśli to nie był demon tylko jakiś wyjątkowo paskudny potwór, który uwił sobie gniazdko w koronie drzewa i teraz tylko czeka, aż obiad sam wejdzie mu na talerz? Pchanie się w paszczę niebezpieczeństwa należało do jednego z zadań łowcy potworów, jednak głupota i nierozważność były czymś co szybko mogło zakończyć jego karierę. I życie, jeśli mu się poszczęści. W końcu nie raz słyszał o potworach, które żerowały na żywym nosicielu miesiącami, jeśli nie latami. Mężczyzna przeklął się w myślach za takie rozważania i wspinał się dalej. Już miał sięgnąć pierwszej gałęzi, miał ją na wyciągnięcie ręki. Dosłownie czuł szorstką, lekko mokrawą korę pod palcami...
Niestety, zbytnia pewność co do własnych umiejętności jak zawsze go zawiodła. Stopa wyślizgnęła się z delikatnego wyżłobienia po śladzie pazura demona i poleciała w dół, ciągnąc za sobą resztę ciała. Łowca zobaczył gałęzie, potem pnie innych drzew, a następnie szybko zbliżającą się ziemię. O kurwa! - Zdążył tylko pomyśleć, zanim prawie nieświadomy zacisnął nogi na drzewie. Tylko to go uratowało od śmierci lub - co byłoby dużo gorsze - połamania się i leżenia w agonii w środku lasu, tylko czekając aż coś przyjdzie go wykończyć.
Chwilę zajęło mężczyźnie złapanie oddechu. Wisiał tak do góry nogami dosłownie kilka minut, próbując uspokoić kołatanie serca i wyrównać poziom adrenaliny we krwi. Dopiero gdy mu się to udało postanowił ruszyć dalej. W końcu nie zrezygnuje teraz, gdy już poświęcił dla tej wspinaczki spodnie. Obym w domu miał zapasową parę. - pomyślał, nie pamiętając już co ma, a czego nie ma w swoim małym przybytku. Zbyt długo już był na polowaniach. Ale kto inny miał to robić, skoro wszyscy dookoła boją się choćby wyjść poza mury miejskie?
Dłoń nareszcie zacisnęła się na wypatrzonej wcześniej gałęzi. Tym razem jej nie puści, choćby nie wiem co miało się stać. Jeszcze tylko jedno podciągnięcie się, kolejny chwyt i już stał na "stałym" gruncie. Od tego momentu wspinaczka była aż nazbyt przyjemna.
W końcu oczy łowcy przestały wynajdywać kolejnych śladów demona. Po raz kolejny dzisiaj złapał się na zbyt optymistycznej myśli - może tym razem faktycznie dopadło go słońce? Nie, to znowu byłoby za proste. Szybki rekonesans okolicy pozwolił Avaraadowi dowiedzieć się co się stało. Skurwiel przeskoczył na kolejne drzewo.
- To po to tyle się tu wspinałem, żebyś mi teraz spierdolił na drzewo obok?! - Warknął pod nosem zdenerwowany łowca. Cały ten wysiłek, obtarcia, siniaki i ból w rękach na nic?! Demon widocznie dobrze wiedział, że ktoś będzie za nim szedł i postanowił ukryć swoje ślady. Tylko dlaczego dopiero teraz? Zrozumiałe było, że na początku drogi drzewa nie rosły zbyt gęsto i to mogło być powodem, jednak wiedzę o tym mogło posiadać tylko stworzenie, które jakiś czas już tu zamieszkuje. Widać mieszkańcy Perony mieli demona pod bokiem od dłuższego czasu nawet o tym nie wiedząc. Inteligentnego demona, co najgorsze.
Siedząc na gałęzi parę metrów nad ziemią łowca porządkował w głowie informacje, zastanawiając się co z nimi zrobić. Nigdy nie lubił nierozwagi i szykanował ją z każdą nadarzającą się okazją. Teraz jednak sam chciał iść dalej, w głąb siedziby demona. Jakaś niewidzialna siła pchała go do działania, gdy zdrowy rozsądek wrzeszczał aby zawrócić. Nie chciał pozostawiać niedokończonych wątków, jednak wolał rozwiązywać takie zagadki za życia. W koronie drzewa niczego i tak się nie dowie, czas schodzić.
Droga w dół okazała się nad wyraz łatwa. Może fakt, że w górę musiał wchodzić praktycznie dwa razy dał mu rozpoznanie terenu na tyle dobre, że instynktownie wyszukiwał kolejnych miejsc, w których mógłby złapać zaczepienie. Gdy już znalazł się na ziemi sam nie wiedział co robić. Był rozdarty - natura łowcy potworów pchała go do przodu, zaś chęć przeżycia jeszcze chociażby paru lat nakazywała mu wracać. Ostatecznie jednak co to za życie łowcy potworów, gdy nie poluje się na monstra?
Avaraad odwrócił się plecami od drogi powrotnej i poszedł w stronę drzewa, na które przeskoczył demon. Nie wchodził na nie - zajęłoby to zbyt wiele czasu. Z ziemi próbował rozpoznać gdzie dalej poszła jego zwierzyna. Jeśli udałoby mu się rozpoznać w którą stronę udał się pomiot - poszedł tam, przynajmniej jakieś dwa - trzy drzewa, oznaczając je przy okazji delikatnym wyżłobieniem na wysokości oczu. Jeśli nie dowie się, gdzie polazło to cholerstwo... cóż, wspinanie się na każdą koronę po kolei zajęłoby zbyt wiele czasu, którego łowca nie posiadał.
01.09.2017, 12:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna