Północna dróżka
#11

STRAŻNIK
Miejsce: Obrzeża Perony - Knieja
Pogoda: Chłód, zachmurzenie
Krok po kroku

iewiele, stosunkowo, zajęło czasu odnalezienie tropu bestii z dołu. Sugerując się głównie kierunkiem, w jakim najprawdopodobniej podążyła, Avaraad wkrótce odnalazł kolejne ślady na ziemi. Nie było to zbyt blisko. Po prostu Łowca miał... trochę szczęścia. Po drodze nie spotkał się ze zbyt wieloma poszlakami. Tym razem po prostu dobrze się złożyło, że Demon nie zmienił toru swych skoków i trzymał się raczej tych, które były najbliżej od siebie położone.
Co ciekawe, w miarę dalszych kroków, kusznik tracił na pewności tej drogi. Mylący był właśnie śpiew ptaków. O ile wcześniej zdawały się przycichnąć, na tej ścieżce znów powróciły do normy. A może to było tylko przesłyszenie? Albo to zwyczajnie nie demon był przyczyną. Chyba że postanowiłby zrobić fałszywe odciski swych odnóży... Czy byłby na tyle sprytny?
Knieja była coraz gęstsza, a co za tym idzie - wilgoć podłoża była coraz mniejsza. Cóż to oznaczało? Ano to, że nareszcie trop nabrał jako-takich kształtów. Co prawda były mniej głębokie, ale za to znacznie wyraźniejsze. Przypominały poniekąd... kopyta. Kto by się spodziewał, hm?
To niosło za sobą pewne podpowiedzi. Kopyta z pewnością były dobre do biegu po utwardzonym gruncie, ale raczej kiepsko powinny sobie radzić na terenach leśnych i błotnistych. A mimo tego... susy na kilka metrów.
I wspinaczka. Kiedy Avaraad kroczył śladami swego poprzednika, rzeczywiście nie było na korze drzewa żadnych śladów po pazurach. Tylko miejscami odłamana kora - co by się zgadzało - i dość głębokie nacięcia w dwóch miejscach. Podobne do tych, które widział już wcześniej. To nie mógł być przypadek.
Ale jakby się chwilę zastanowić, faktycznie gdyby ktoś miał polegać tylko na pozostawionych wgłębieniach, a nie posiadałby umiejętności Łowczego, nie dałby rady podejść pod tę przeszkodę. Bestia musiała być cholernie skoczna. Nawet mimo ranionej nogi. Chociaż, z drugiej strony... percepcja strażników, oglądających sytuację ze znacznej odległości, również mogła być myląca.
W takim wypadku mógłby się zgadzać nawet brak śladów po krwi. Tylko że w takim razie - gdzie podziałby się ogromny bełt? Na miejscu rzezi na pewno takiego nie było.
Nagle Łowca wyczuł odór rozkładu. Dobrze znał ten zapach. Niewiele musiał kroczyć, by dostrzec jego źródło. I coś o wiele bardziej niepokojącego.
Kilka metrów przed nim znajdowała się masa kości. Połamanych, porozrzucanych. Brunatno-zielonkawe strzępy czegoś, co kiedyś mogło być nazwane mięsem, a jeszcze wcześniej... łosiem?
jeleniem? Nawet Łowca miał problem z właściwą identyfikacją... to wszystko świadczyło o tym, że zdobycz leżała tu już od dłuższego czasu. Dopiero teraz wybudził się jakby z transu. Ciekawość względem wyraźniejszych tropów i innych elementów otoczenia przytłumiła jego zmysły może nie całkowicie, ale wystarczająco. Ptaki rzeczywiście umilkły.
To jednak nie mroziło krwi w żyłach jak oczy, lekko odbijające światło z nory jakieś dwadzieścia metrów dalej. Avaraad ledwo mógł je dostrzec, wewnątrz było bardzo ciemno. Jama była ustawiona pod takim kątem, by zachodzące słońce nie wpadało do jej środka.
Chwilę później dostrzegł też coś innego, jaśniejącego w czarnej otchłani. Zęby. Całe mnóstwo zębów, szczerzących się w potwornym grymasie. W pewnym stopniu przypominały ludzki uśmiech... tylko nieco szerszy.
Do całkowitego zachodu słońca zostało pewnie nie więcej, niż pół godziny. Ciężkie dyszenie i coraz szerszy wyszczerz potwora dawały wrażenie, jakoby ognista kula nieboskłonu miała schować się już za parę minut.
01.09.2017, 17:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#12

Zapatrzony w nowy trop łowca zupełnie zapomniał o całym świecie. Liczył się już tylko on i jego zwierzyna. Czy może to on był w starciu zwierzyną? Może właśnie szedł wprost w pułapkę zastawioną przez demona? Nie... niemożliwe, żeby pomiot był aż tak inteligentny. Mógłby zmylić jakieś zwierze ale nie wyszkolonego łowcę. Widocznie po prostu stracił odrobinę ostrożności po tych skokach po drzewach. Cholerstwo nie sądziło, że coś może je znaleźć tak daleko od miasta. I tu się myli.
Ale co to? Kopyta? Niemożliwe! Wcześniej dokładnie widział odciski łap i pazurów! Zmiennokształtny? Wątpliwe. Bardziej prawdopodobnym było to, że demon poszedł za jakimś bezbronnym stworzeniem, żeby się posilić. W końcu ludźmi z Perony niezbyt napełnił żołądek.
I nagle go uderzyło. Odór rozkładu był aż nazbyt silny. Tak, to zdecydowanie niedawna ofiara demona. Zwierze. Parzystokopytne, leśne. Biorąc pod uwagę ilość kości i rozstaw czaszki zapewne jeleń, chyba samica. Nie więcej niż pięcioletnia, więc niezbyt pożywna. Biedaczka musiała się odłączyć od stada albo została od niego odcięta. Ciekawe jak daleko znajdowało się owo stado. Teraz pewnie bardzo daleko, przegnane stąd przez demona. Chociaż gdyby się wsłuchać słychać było...
...nic...
... Zupełna cisza odebrała łowcy oddech. Przerażony podniósł wzrok ponad truchło zwierzęcia. To co zobaczył sparaliżowałoby nawet najodważniejszego wojownika na świecie. Dwadzieścia metrów dzieliło go od najbardziej krwiożerczej i najniebezpieczniejszej bestii tego świata. Dwadzieścia metrów pustki między nim, a potworem, który tylko czeka żeby wypruć z niego flaki. Avaraad nie potrafił oderwać wzroku. Podświadomie czuł, że gdyby tylko spuścił z oczu potwora, skończyłby martwy, rozszarpany na strzępy jak rybacy pod murami miejskimi.
Minęła minuta, dwie, potem trzy, a demon wciąż siedział w swojej norze. Czekał na zachód słońca, a do niego nie było daleko. Nagły zastrzyk adrenaliny dodał łowcy rozumu. Trzeba działać! Stojąc tutaj nie ma szans. Walka nie ma sensu. Skoro balisty na murach nie zdołały zabić demona jego arbalesta jest bezsilna nawet z takiej odległości. Ogień? Spalić cholerstwo w jego norze? Nie... to demon, pewnie tylko zrobiłoby mu się przyjemnie ciepło. Rozgrzałby się przed posiłkiem. Ucieczka? Do miasta była około godzina drogi, nie zdążyłby. Pomiot dorwałby go zaraz przed murami miejskimi. Wszyscy by zobaczyli jak wielki łowca potworów kończy rozszarpany.
Pozostało tylko jedno wyjście.
Avaraad otworzył torbę podróżną i zaczął do niej zbierać wszystkie pozostałości po jeleniu. Kości, kawałki gnijącego mięsa, wszystko co miało zapach rozkładu i nie nadawało się do spożycia. Musiał działać szybko.
W pośpiechu, już z pełną, choć odrobinę śmierdzącą, torbą skierował się w stronę, z której przyszedł. Prawie biegł, uciekając z miejsca, gdzie zobaczył szereg zębów w ciemności. Gdy już był pewny, że oczy demona go nie zobaczą wyciągnął z torby jedną z kości i wyrzucił ją w las. Zaraz potem otarł się o pobliskie drzewo i biegł dalej. Parę kroków później odciął skrawek zniszczonych spodni i zawiesił na krzaku, po czym znowu wyrzucił jedną z kości w las. Zostawiał za sobą jak najwięcej złamanych gałęzi, pogiętych krzaków, wszystkiego, co pomogłoby naprowadzić demona na drogę jego ucieczki. Jego zapach będzie dla demona przynętą. Niech myśli, że Avaraad to kolejny przerażony wieśniak, który ucieka, walcząc o życie, pozostawiając za sobą aż nazbyt wyraźny ślad. Woń rozkładu kości dookoła miała być tylko przykrywką - niech demon myśli, że głupi człowiek ukradł mu resztkę obiadu i uciekł.
Plan był jednak z goła inny. Łowca nie uciekał. Zostawiał jak najwięcej śladów na odcinku mniej więcej siedmiu minut drogi od legowiska demona, aby później wrócić ostrożnie po swoich śladach, w pobliże nory. Starał się nie zostawiać śladów w drodze powrotnej - nie wyrzucał zgniłych resztek, nie zahaczał o drzewa. Nic, zupełnie jakby nigdy nie wrócił.
Słońce już prawie było za horyzontem, gdy wrócił niedaleko nory. Mężczyzna mógłby przysiąc, że słyszy demona zaraz obok, chociaż wiedział, że ten jeszcze siedzi w swej siedzibie, czekając aż ostatnie promienie słoneczne znikną z nieboskłonu. W jego torbie zachowała się spora część zgniłego ciała i kości. Smród był niewyobrażalny, zaś myśl o tym, co zamierzał zrobić przyprawiała go o odruch wymiotny. Wolał jednak to, niż zostać zjedzonym.
Łowca włożył rękę do torby i wyczuł pod palcami oślizgłe mięso. Muchy już dawno zdążyły złożyć w nim jaja, więc całe aż ruszało się od larw w środku. Jeśli to nie zadziała, będzie to najobrzydliwsza śmierć o jakiej słyszałem.
Ostatni odruch wymiotny i...
... Łowca zaczął nacierać się zgniłym mięsem. Smród rozkładu był niewyobrażalny. Przechodził przez jego ubrania, włosy, skórę. Larwy much dostawały się pod zbroję, czuł je wszędzie. To jednak go nie powstrzymywało. Sięgnął po kolejny kawał zgnilizny i natarł nim sobie twarz, szyję, ręce, a potem resztę ciała. Niewyobrażalnym wysiłkiem było nie zwymiotowanie, jednak lata oprawiania zwierzyny nauczyły go odrobiny odporności na okropieństwa.
Gdy już cały pokryty był warstwą kawałków ciała jelenia wysypał resztki z torby i ułożył się w nich. Starał się "przykryć się" tą wątpliwej jakości poszewką ze zgnilizny. Teraz zacznie się zabawa.
Avaraad nigdy nie przepadał za korzystaniem z magii, jednak w sytuacjach takich jak ta była ona niezwykle przydatna. Skoncentrował się na kamieniu ziemi, zaklętym w jego kuszy, co było niezwykle ciężkie, biorąc pod uwagę obecną sytuację. Wyczuł magię. Pozwolił jej przepłynąć przez siebie i skierował ją do otaczającej go ziemi, kamieniom, kurzowi. Początkowo nic się nie działo, jednak były to tylko pozory. Kurz w powietrzu zmienił bieg, zbierając się na łowcy. Kamienie lekko zaczęły się przesuwać, układając się dookoła mężczyzny, zaś piasek zebrał się wokoło niego w niewielkie kupki. Wszystko to dawało wrażenie jakby leżał tu od dawna. A właściwie - jakby nikt tu nie leżał. W końcu to tylko kawałki martwego łosia pozostawione w lesie.
Ukryty przed wzrokiem i węchem bestii czekał. Czekał, przerażony jak nigdy wcześniej.
03.09.2017, 01:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#13

STRAŻNIK
Miejsce: Obrzeża Perony - Knieja
Pogoda: Zimno, zanikające wśród gęstwin światło
Prześladowca


zaleńczy plan Łowcy był w istocie czymś, co chyba tylko on uznałby za słuszne. Jednocześnie być może właśnie dlatego był dotychczas tak diabelnie skuteczny...
Pytanie tylko, czy ta diabelna skuteczność ma szansę na powodzenie w przypadku prawdziwego, czarciego skurwysyna?
Miało się to okazać już niedługo. Promienie słońca powoli zanikały między gałęziami. Bardziej ociężale, niż kiedykolwiek. Z każdą chwilą Avaraad odczuwał coraz wyraźniej każdy, najmniejszy ruch robactwa, jakim się okrył. Świąd szybko zaczął doskwierać mężczyźnie, stawał się niemal nie do zniesienia. Zrzucenie z siebie całej tej obrzydliwej pokrywy było cholernie kuszące, ale paraliżujący strach przed tym, że lada chwila z niebios zniknie ostatni promień bezpieczeństwa, był silniejszy. Tymczasem słońce widniało jeszcze przez długi czas, który zdawał się - zwłaszcza w tak parszywych okolicznościach - płynąć godzinami.
Zajdźże w końcu, do kurwy nędzy...
Ziściło się.
Na przebieg dalszej akcji nie trzeba było już długo oczekiwać... wychodzące z jamy monstrum stanęło na zewnątrz w całej okazałości. Mimo że Łowczy przez krępującą pozycję miał bardzo ograniczoną widoczność, krótki rzut okiem wystarczył mu, by poznać fizjonomię bestii.
Długie, mocno ugięte nogi. Podobne, jak u bizona. Smukłe, acz mocarne łapy. Dwa ogromne "ostrza" na każdej. Niemalże ludzki tors. Głowa, zdeformowana, wykrzywiona przez wystające kości. Bestia nie stała długo. Przez bardzo krótką chwilę węszyła za utraconym zapachem. Potworny ryk zmroziłby krew w żyłach chyba każdego, komu szkarłatna posoka nie zamarzła po samym widoku tej przerażającej prezencji. Chwilę później stwór ruszył w pogoń - na szczęście tam, gdzie planował zaprowadzić go kusznik.
Ziemia nie była w okolicy całkiem twarda. Mimo tego Avaraad uświadomił sobie, jak bardzo nie docenił tej abominacji. Dotarcie do palisady, przynajmniej w podobnej, szaleńczej furii, nie trwałoby dla demona więcej, niż kwadrans. Głód krwi musiał mu koszmarnie doskwierać.
Minutę lub dwie później, które, jak na ironię, minęły aż za szybko, Łowca usłyszał kolejny ryk. Tym razem, choć tłumiony, zdawał się być jeszcze donośniejszy. Zapewne monstrum straciło trop... Szybkość, z jaką dotarło na miejsce, nie działała na korzyść ukrytego myśliwego. Jeżeli ten skurwiel postanowi wrócić do swojej kryjówki... myśli, jakie przychodziły do głowy, były zbyt makabryczne, by nie próbować ich odepchnąć.
Zdumiała tylko jedna kwestia. Skoro tak łatwo i szybko stwór przedostałby się do Perony, dlaczego nie nawiedzał jej co noc? Jak w ogóle do tej pory komukolwiek udało się przeżyć w tej osadzie?...



Czas mija wolniej, post nie obejmuje już kilkudziesięciu minut.
05.09.2017, 01:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#14

Strach.
Tylko to odczuwał łowca, leżąc z twarzą przy ziemi, obleczony w gnijące mięso i robactwo. Im mniej promieni słońca wychodziło zza horyzontu tym większe przerażenie odczuwał. Jego jedynym pragnieniem było teraz wstać i zacząć biec. Nieważne w jakim kierunku, po prostu biec przed siebie, nie patrząc na to, co miało za chwilę wypełznąć z mrocznej jamy. Nie chciał wiedzieć jak wygląda demon. Całe zainteresowanie tą istotą wyparowało wraz z nadchodzącym zmrokiem.
Avaraad był już bliski porzucenia zdrowego rozsądku, gdy ostatnie promienie słońca zginęły w gęstwinie lasu. Było już za późno.
Po raz kolejny łowca miał odruch wymiotny. Nie z powodu tego co przed chwilą zrobił, lecz z powodu tego, co miało dopiero nadejść. Strach paraliżował go w takim stopniu, że nawet gdyby chciał, nie potrafiłby się teraz ruszyć. I chyba tylko to go uratowało.
Bestia wyglądała... cóż... piekielnie. Nigdy wcześniej nie widział czegoś takiego. Demon był wstrętny i pokraczny ale jednocześnie... piękny? Łowca idealny. Szybki, silny, zabójczy. To był potwór, który mógłby wybić całe miasto nawet się nie męcząc. Dlaczego więc tego nie robił? Widocznie mieszkańcy Perony mają więcej szczęścia niż im się wydaje. Najwidoczniej jest tu od niedawna i dopiero odkrył drogę do miasta. Albo co gorsza - coś innego zajmowało uwagę pomiotu. Tylko co?
Jedno tylko pokrzepiało mężczyznę - jego plan się powiódł. Nie wiedział tylko czy być z tego powodu radosny, czy raczej się potępiać. W końcu wysłał demona do miejsca, którego obiecał bronić - wprost ku Peronie. Jeśli ta wygłodniała bestia przedrze się przez mury miejskie, po osadzie niewiele pozostanie. Miejmy tylko nadzieję, że nowe balisty zdołają utrzymać potwora na odległość. Oby straż i tym razem nie zawiodła.
Tylko co robić teraz? Uciekać? Nie... to zbyt niebezpieczne, demon dopadnie go w parę chwil. O walce również nie było mowy, co to to nie! W takich sytuacjach było tylko jedno rozwiązanie, z którego łowca bardzo często korzystał.
Czekać na rozwój wypadków.
Z uchem przy ziemi nasłuchiwał. Słuchał kroków demona, dźwięków lasu, wszystkiego co pozwalałoby mu rozeznać się w sytuacji bez podnoszenia się ze swojego gnijącego łoża.
05.09.2017, 21:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#15

STRAŻNIK
Miejsce: Obrzeża Perony - Knieja
Pogoda: Zimno, zapadł zmrok.
Ożywiony mrok


agle las w okolicy jakby... rozbudził się. Odległe wycie wilków ożywiło atmosferę. Zwykle oznaczałoby pewne niebezpieczeństwo. Coś jednak podpowiadało Avaraadowi, że nawet mimo tego, że psowate usłyszałyby, że gniazdo demona jest teraz opustoszałe, to jeszcze długi czas minie, zanim postanowią się tu zbliżyć.
Słychać było pohukiwanie sów. Inne ptactwo, pewnie krukowate, błyskawicznie zleciały się do tych okolic. Pewnie zdążyły się dowiedzieć, że można się tu spodziewać pożywienia. A skoro samo diabelstwo poinformowało je o wyjściu z gniazda, zapewne czuły się tu poniekąd bezpieczne...
Jeden z kruków podleciał do leżącego wciąż w kamuflażu Łowcy. Dziobnął go boleśnie w nogę, akurat tam, gdzie starły mu się nogawice.
Tymczasem nasłuchiwanie przyniosło pewne efekty, choć zapewne nawet bez próby łatwo byłoby określić, czym zajmowała się bestia z piekieł. Bynajmniej nie starała się działać po cichu. Była wkurwiona, zła, pewnie głodna. I żądna krwi.
Słychać było przez chwilę galop, chyba. Obijanie się kopyt, innych niż te demoniczne, o podłoże. Zupełnie przez parę sekund. Później ciche, głuche tąpnięcie. Czyżby kolejny jeleń nawinął się pod demoniczne łapska?
Z dobiegających dźwięków Avaraad szacował miejsce tego zdarzenia na jakiś kilometr. Nie mógł mieć co prawda co do tego żadnej pewności, ale pewnie był bliżej trafnego szacunku, niż dużego błędu. Z drugiej strony... nawet mały błąd mógł oznaczać teraz wielkie ryzyko. Trzeba było działać ostrożniej, niż kiedykolwiek.
Niedługo później znów słychać było przemieszczającego się stwora. Trudno powiedzieć, w którym kierunku. Im dłużej się Łowca temu przysłuchiwał, tym bardziej zdawało mu się, że demon zwyczajnie zabłądził. Choć z biegiem czasu zdawał się być coraz bliżej Perony, dalej od swej kryjówki. Czyżby kroczył po zapachu? A może po śladach?...
Wciąż mógł wrócić tu dość szybko, zwłaszcza gdyby spostrzegł się, że coś głośnego grasuje w pobliżu jego kryjówki. Naturalne dźwięki lasu mogły jednak równie dobrze odwracać uwagę od pojedynczego człowieka. Gdyby ten, rzecz jasna, zachował się odpowiednio cicho...
Zależy jednak, co dla tego monstrum będzie ciche. Łomot serca Łowcy może i owszem, zwłaszcza teraz, kiedy stopniowo się uspokajał. Nic zbyt groźnego nie siedziało mu na karku... przynajmniej nie bezpośrednio.
07.09.2017, 11:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#16

Niemożliwe! Udało mi się, przeżyłem! Ktoś na górze bardzo musi mnie lubić.
Łowca dawno nie czuł takiej ulgi jak w tym momencie. Nawet mrowie larw obłażących jego ciało, smród zgnilizny i ten pieprzony kruk na jego nodze nie potrafiły odebrać mu w miarę pozytywnego humoru. Najgorsze zagrożenie minęło. Przynajmniej na razie. Oby tylko Perona miała równie dużo szczęścia.
Demon dorwał kolejne zwierzę. Doskonale! Pewnie był kurewsko głodny więc teraz zajmie się jedzeniem. Da to łowcy dodatkowe kilka minut na działanie. Tylko właśnie... co robić? Ucieczka była teraz możliwa, nawet wskazana. Jednak nie po to Avaraad tyle się namęczył żeby tu dojść, żeby uciec w najlepszym momencie. Nie... Teraz był czas na działanie.
Powoli, prawie bezszelestnie łowca podniósł się ze swego zgniłego łoża, wpierw delikatnie poruszając nogą, na której siedział kruk. To powinno go odgonić jednak nie przestraszyć. Wstając, zrzucał z siebie kolejne warstwy śmierdzącego mięsa. Sam w tym momencie musiał wyglądać jak wysłannik piekieł - poruszający się powoli, obleczony w robactwo i zgniliznę, z mroczną determinacją w oczach. Dobrze wiedział co musi zrobić. Odetchnął kilka razy głęboko, próbując oczyścić płuca i umysł, po czym ostrożnie zaczął zbliżać się w stronę jamy demona. Nie czyścił ubrania. Smród dalej maskował jego obecność, a nie wiadomo było jak daleko sięga węch pomiotu.
Delikatnie uginał kolana, starając się stąpać jak najciszej. Zwracał uwagę na to co ma pod stopami - omijał wszystkie gałęzie, pokruszone liście, luźne kamienie. Nie chciał zwracać na siebie uwagi - czy to demona czy leśnych zwierząt. Wilki potrafią być równie groźne co każdy demon kiedy spotka się je w watasze.
Gdy już dotarł na miejsce skierował się bezpośrednio do jamy. Ciekawość walczyła z rozsądkiem. Być może warto było tam zajrzeć? Z drugiej strony - co wartościowego może ukrywać demon? Nie... najpierw obowiązek, potem przyjemności. Łowca zaczął sprawdzać wszystkie słabe punkty przy wejściu do pieczary. Cokolwiek, co spowodowałoby zawalenie się kryjówki demona mogło mu pomóc. Być może jakiś podkop w niektórych miejscach pozwoliłby mu na naruszenie struktury całości?
07.09.2017, 16:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#17

STRAŻNIK
Miejsce: Obrzeża Perony - Knieja
Pogoda: Zimno, zapadł zmrok.
Pustka


zas zdawał się zwolnić swój bieg, gdy Łowca wygrzebał się spod kopca zgnilizny, larw i leśnego poszycia. Rzeczywiście wprawnemu w podchodzeniu do dzikiej zwierzyny człowiekowi udało się omijać wszelkie "hałaśliwe" miejsca, zwłaszcza gdy mógł przyłożyć do tego większą uwagę.
Sprawdzanie wejścia było robotą tyleż żmudną, co trudną. Struktura na pierwszy rzut oka wyglądała na stabilną, ale nie można powiedzieć, że tak w istocie było, szacując samym wzrokiem. W końcu było tu cholernie ciemno. We wnętrzu pieczary nie było widać zupełnie nic.
Z jednej strony to dobrze. Z drugiej... nawet pozornie pusta, mogła budzić pewne obawy...
Łowca nie wyczuwał żadnej obecności w środku, choć mimo wszystko mógł odczuwać z tej strony pewien irracjonalny strach.
Na wyczuwaniu - głównie dotykiem - stabilności "konstrukcji" minęło kilka chwil. I przypuszczenia odnośnie jej wątpliwej jakości mogły okazać się słuszne. Tuż przy wejściu leżało bowiem mnóstwo splątanych, uschniętych pnączy i innej zieleniny. Wyglądało to, jakby jama do niedawna była zarośnięta, a bestia paroma uderzeniami oczyściła sobie drogę. Nie dosyć, że roślinne gęstwiny, zacieśniając się, poruszyły gdzieniegdzie i obtarły nie tak twarde boki wejścia, to jeszcze prawdopodobnie w jednym miejscu oberwało się również norze bezpośrednio od Demona. Miała ona bowiem dość głębokie nacięcie. Aż dziw, że wejście nie przysypało się samo...
Gdyby wewnątrz były podobne uszkodzenia, nie byłoby trudnością przysypanie stropu. Kłopot może być jednak w określeniu, gdzie i w jaki sposób należałoby je zrobić. W końcu wewnątrz było naprawdę ciemno. Niemalże nienaturalnie.
08.09.2017, 08:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#18

Dotarcie do samej jamy było całkiem proste. Żadne zwierze nie zostało zaalarmowane i - miejmy nadzieję - demon również nie był świadom jego obecności tutaj. Dobrze. Tylko tego mu brakowało, żeby pomiot zwalił mu się na głowę, kiedy był tak blisko osiągnięcia swojego celu. Jeśli uda mu się zniszczyć kryjówkę piekielnego stwora, ten nie będzie miał się gdzie skryć przed morderczymi promieniami słonecznymi. Chyba, że miał jeszcze inną kryjówkę ale to naprawdę mało prawdopodobne.
Ręce łowcy raz po raz sunęły po wgłębieniach w ścianie jamy. Po omacku wyszukiwał wszelkie załamania, wgłębienia, szramy... O dziwo było ich całkiem sporo. W jaki sposób ta jama wciąż się trzymała? Demon musiał mieć więcej szczęścia niż rozumu, że tu przeżył, za co mieszkańcy Perony płacili teraz ogromną cenę. Tylko czemu musi być tutaj tak cholernie ciemno?! A no tak... jest noc. Czemu to światło księżyca nie może ubijać tych skurwieli? W dzień byłoby o wiele łatwiej z nimi walczyć.
Avaraad chwilę się zastanawiał nad tym co robić, bezmyślnie skubiąc wystający kawałek ziemi w ścianie jamy. Zapalić ogień? Równie dobrze mógłby po prostu zacząć krzyczeć "tu jestem!". Ale co innego mu pozostawało? Rąbać naokoło w ziemi na ślepo, licząc że uda my się zawalić jaskinię? To było równie głupie co palenie ognia. Ehh... kiedyś mnie to zabije. Oby chociaż bardowie opowiedzieli te historię lepiej niż jest w istocie. Wolałbym w pieśniach nosić lśniącą zbroję, a nie kubraczek z robactwa.
Nie mając większego wyboru łowca postanowił spróbować zabawy w piromana. Musiał się jednak do tego mocno przygotować. Po pierwsze chciał się zabezpieczyć przed ewentualnymi niespodziankami. Dobrze, że zawsze nosił przy sobie kilka pułapek na niedźwiedzie. Cholernie ciężkie i niewygodne do noszenia ale cóż... robią robotę gdy potrzebne. Demona to może nie zatrzymają ale każde leśne zwierze jak w nie wpadnie zdechnie zanim zobaczy co je trafiło.
Rozstawienie pułapek zajmie mu kilka minut. Starał się ułożyć je niedaleko wejścia do pieczary, tak aby wszystko co chciało do niej wejść musiało przejść przez co najmniej jedną z nich. Potem rozpoczęła się zabawa. Łowca poszukał kilku na oko metrowych, grubych gałęzi - co nie powinno być trudne, w końcu jest w lesie - po czym zaczął zbierać zeschnięte pnącza spod wejścia do jamy i owijać je dookoła badyli. Supłał je ze sobą, próbując stworzyć wyjątkowo prowizoryczne pochodnie. Nie będą się paliły długo, co do tego był pewny. I dobrze. Nie miały trwać całą noc. Chciał oświetlenia na chwilę, później przyjdzie czas na pracę w ciemnościach.
08.09.2017, 22:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#19

STRAŻNIK
Miejsce: Obrzeża Perony - Knieja
Pogoda: Zimno, zmrok.
Przygotowanie


lan Łowcy był prosty w realizacji. Zresztą - tak właśnie działał od zawsze. Dla niego to wszystko - no, prawie - mogło być nazwane rutyną. Dokładnie w ten sposób wyglądało polowanie na grubego zwierza.
Rozłożenie pułapek nie było zbyt wielkim problemem. Nie wymagało kreatywności, szczególnego sprytu. Wiedza i doświadczenie w pełni wystarczyło, by po kilku, może kilkunastu minutach cieszyć się efektem. Może nie zdołają zatrzymać demona - albo na niezbyt długo - ale zawsze to jakieś środki bezpieczeństwa. Tak bardzo istotnego właśnie w tej chwili. Każda szansa była na wagę życia. Czy było warto poświęcić dla nich kilka minut, jeśli na przeciwwadze było następne kilkadziesiąt lat?
Jeżeli będzie trzeba się taplać w błocie, zgniliźnie, robactwie... raczej nie. Dobrze, że demony nie były zbyt powszechne. Choć, skoro o tym, mowa, incydent w Jelenim Wzgórzu sugerował, że nie tylko koło Azaratu mogą pojawić się te kurwie syny...
Zebranie potrzebnych gałęzi zajęło wręcz chwilę. Co prawda nie były to idealne kije, zwłaszcza nie na pochodnię, ale będą się nadawać. Ba - będą musiały się nadawać.
Zawiązanie roślin na patykach nie było najprostsze. Zwłaszcza że dłonie Łowcy wciąż były nieco roztrzęsione. Po kilku nieudanych próbach powiodło się na pierwszym improwizowanym łuczywie, później było coraz prościej. Łącznie uzbierało się takich przedmiotów cztery.
Tymczasem po demonie został już tylko odległy ślad, odświeżany co jakiś czas przez ryk, warkot i różne inne hałasy. Uczucie towarzyszące Avaraadowi poniekąd przypominało bezpieczeństwo, ale nie trzeba było być geniuszem, by wiedzieć, że jest w sporej mierze złudne.
Leśna zwierzyna nie zbliżała się tu. Tylko ptactwo padlinożerne wciąż tu się kręciło, od czasu do czasu z nieskrywaną ciekawością przyglądając się Łowcy.



09.09.2017, 09:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#20

Oddech mężczyzny całkowicie się wyrównał, zaś tętno wróciło do normy. Już aż tak bardzo nie bał się o swoje życie, chociaż dalej, gdzieś z tyłu głowy świtała mu myśl, że całe to poczucie bezpieczeństwa jest jedynie ułudą. W końcu był w środku i tak już niebezpiecznego lasu, po którym dodatkowo hasał sobie bezkarnie demon. No... może nie do końca bezkarnie, biorąc pod uwagę to co miał w planach łowca.
Delikatne stróżki pary wydobywały się z ust mężczyzny przy każdym oddechu. Palce już prawie do końca skostniałe ostrożnie kończyły rozstawiać pułapki. Ostatni patyk przykrył zabójczy mechanizm, zadowalając tym samym Avaraada. Tylko on w tym momencie mógł wiedzieć gdzie znajdują się pułapki, co bardzo go zadowalało. Teraz przyszedł czas na najgorszą robotę.
Cholera! To trudniejsze niż myślałem.
W końcu jednak łowca miał przed sobą cztery w pełni gotowe pochodnie. Nie były one może zbyt dobrze zrobione ale cóż zrobić... nie można być idealnym we wszystkim. Avaraad poszedł z nimi przed samo wejście do jaskini. Wolał nie ryzykować odpalania ognia na otwartej przestrzeni - wolał to robić już w samej jamie, a przynajmniej u jej wejścia. Ułożył przed sobą potencjalne źródła światła i sięgnął ku torbie, wyciągając z niej hubkę i krzesiwo. Strzepnął z nich pojedyncze larwy, które gdzieniegdzie - no dobrze, wszędzie - jeszcze pełzały i zaczął odpalać. Kurwił przy tym pod nosem niemiłosiernie, gdy iskry nie spadały tam gdzie chciał. W końcu jednak udało mu się zapalić jedną z nich. Wstał, trzymając przed sobą płonącą gałąź, lekko mrużąc oczy od nadmiaru nowego światła. Ciepło ponownie zaczęło wracać do jego rąk. Może nazbyt szybko, gdyż aż poczuł delikatne pieczenie w palcach. Pochodni jednak nie wypuścił. Zbyt długo męczył się, żeby ją stworzyć, żeby teraz tak bezpardonowo ją stracić.
Po raz ostatni odwrócił się w stronę ciemnego lasu, w którym obecnie grasował demon. W porównaniu z mroczną jamą, gdzie nie wiadomo co się znajduje, nawet ta gęstwina drzew wydawała się bezpieczniejsza. Łowca nabrał głęboko powietrza w płuca, ponownie spojrzał w ciemność jaskini, ledwo co rozświetlanej przez niewielką pochodnię i zrobił pierwszy krok w nieznane, kontynuując poszukiwanie słabych punktów konstrukcji.
09.09.2017, 16:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna