Wąwóz Wilcze Doły
#1

Cytat:

Głęboka, wąska dolina będąca nieznanym, a przez to mało uczęszczanym szlakiem przez góry. Od strony traktu prowadzącego do Lodowej Twierdzy nie można go dostrzec dopóki podróżujący nie zboczy z trasy, wkraczając pomiędzy wzniesienia. Od strony Starego Lasu wąwóz łączy się z innymi szlakami górskimi, które prowadzą do głównego traktu pomiędzy Greathardem a Peroną.
Ta dolina o stromych, urwistych zboczach i płaskim dnie pokryta jest gdzieniegdzie kamulcami; wrośnięte, grube pnącza niejednokrotnie zagradzają częściowo drogę. Wiecznie unosząca się mgła i zimny, porywisty wiatr nie zachęcają do wędrówki. Wąwóz nie nadaje się do przejścia przez większą grupę. Tylko na niektórych odcinkach osiąga szerokość dziesięciu metrów.
Gdy raz się wkroczy na tę ścieżkę, trzeba podążać nią aż do końca, gdyż strudzony wędrowiec nie odnajdzie żadnej innej drogi dopóki nie przebije się na drugą stronę. Albo zawróci póki jeszcze może.
09.12.2017, 17:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#2

STRAŻNIK


Fural pędził i nawet tak doświadczony jeździec jak Draugdin nie był w stanie nad nim zapanować. Oszalałe ze strachu zwierzę nie reagowało na polecenia; niosło na grzbiecie łowcę, który musiał skupić się na utrzymaniu w siodle, co okazało się nie lada wyzwaniem. Deszcz, który nagle siarczyście spadł, psując widoczność, nie ułatwiał nawigacji. Immortal bardzo szybko stracił orientację w terenie. A koń nadal cwałował.
Po czasie, który zdawał się godzinami, Draugdin poczuł, jak Fural zwalnia. Rzężąc w końcu zatrzymał się. Z pyska ściekała piana. Koń ledwo stał. Zmęczenie odczuwał także jeździec.
Łowca znalazł się w nieznanym miejscu, otoczony z dwóch stron stromymi zboczami. Za sobą i przed sobą miał drogę - nic innego. Deszcz już nie padał, za to mgła unosiła się bardzo nisko, tuż nad podłożem.
09.12.2017, 17:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#3

Fural pędził jak szalony. Draugdin znał tego konia od źrebaka jednak nigdy jeszcze nie widział go w takim stanie. Żadne próby uspokojenia wierzchowca nie pomagały. Jeźdźcowi pozostało jedynie wykorzystać wszystkie swoje umiejętności jeździeckie oraz próby jakiejkolwiek choćby minimalnej korekty toru jazdy zwierzęcia, aby nie skończyć w jakimś wykrocie ze złamana pęciną i zwichniętym karkiem.
Pędzili tak wiele godzin. Przynajmniej tak się wydawało. Draugdin nie miał pojęcia co aż tak mogło zdenerwować jego wiernego towarzysza wielu wypraw, wiedział jednak, że takie sytuacje niejednokrotnie już uratowały życie im obu. Nigdy jednak jeszcze nie było to tak intensywne jak tego paskudnego, deszczowego dnia.
W końcu koń jakby pomału zaczął zwalniać. Łowca czuł między nogami, że zwierze zaczęło się uspokajać, a pierwotny lęk i panika zaczęły ustępować. Gdy w końcu Fural zaczął ponownie reagować na polecenia Draugdin postanowił niezwłocznie poszukać miejsca na postój.
Wyboru zbytniego niestety nie było, gdyż nie mając wpływu na ustalanie kierunku od dłuższego czasu gnali prosto przed siebie, aż znaleźli się licho wie gdzieś w jakimś zapomnianym przez bogów kanionie. Miejsce nader kiepskie na postój, jednak wyboru zbytniego nie było. Nie chodziło przecież o rozbijanie obozu. Dla łowcy najważniejszą teraz sprawą było zajęcie się wierzchowcem.
Zatrzymali się przy pierwszym większym załomie. Miejsce równie złe jak każde inne tyle tylko, że trzeba pilnować jedynie dwóch kierunków drogi idącej przez kanion, a boki zabezpieczały strzeliście strome górskie zbocza. Draugdin zsiadł z Furala. Obejrzał dokładnie kopyta zwierzęcia. Wszystko wyglądało dobrze. Cały czas rozmawiając z nim kojącym głosem rozsiodłał zwierzę i porządnie wytarł jego boki. Wiedział, że zwierzę musi odtajać i odpocząć. Zresztą on też. Za jakiś czas będzie mógł wierzchowca nakarmić i napoić.
Żując pasek suszonej wołowiny rozmyślał co mogło być przyczyną takiego ataku paniki u wiernego towarzysza.
Przynajmniej deszcz przestał padać. Za to pojawiła się mgła. Draugdin nie wiedział co gorsze.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.12.2017, 11:09 przez Draugdin.)

10.12.2017, 11:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#4

STRAŻNIK


Minęło następnych kilka minut zanim łowca zatrzymał się przy pierwszym napotkanym załomie. Odsłonięty od strony, z której nadszedł, miał niewiele więcej miejsca dla siebie i zajeżdżonego wierzchowca. Krótka inspekcja stanu Furala potwierdziła, że o ile w niedługim czasie napoi się go i nakarmi, to z koniem będzie wszystko w porządku.
Draugdin był zmuszony do zatrzymania się w tym mało zachęcającym miejscu przez co najmniej godzinę zanim zmusiłby konia do ruszenia. W tym czasie mógł podjąć decyzję, czy iść do przodu, czy cofnąć się, mając na uwadze, że ruszyłby w stronę gdzie albo soczyście padało (jak do tej pory), albo pogoda jeszcze bardziej zepsuła się. Musiał mieć także na uwadze to, że silny wiatr przesuwał ciemne, masywne kłęby chmur w jego stronę. Ponadto góra dwie, trzy godziny mu pozostały nim zapadnie wieczór.
13.12.2017, 20:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#5

Dopiero teraz gdy Fural się uspokoił, był wyczyszczony i najedzony nadszedł czas na decyzje co dalej. Draugdin dopiero teraz miał czas na zastanowienie się na tym i nad sytuacją, w jakiej się znaleźli.
Nie znał tej okolicy. Jak oceniał do zmierzchu pozostało około trzech godzin. To mało jak na tak niezbyt przyjazną okolicę w jakiej się znaleźli. Nie żeby nie było im dane spędzać już nocy pod gołym niebem, jednak nigdy jeszcze w tak trudnych warunkach. Z tego co oceniał to czasu jakim im został do zapadnięcia ciemności i tak by nie starczyło na opuszczenie kanionu cofając się w kierunku, z którego przyjechali. Nie wiedział też jak daleko jeszcze się on ciągnie. Właściwie każda z decyzji czy wracać czy jechać dalej była równie nieodgadniona i ryzykowna.
Po krótkiej chwili rozmyślań postanowił jechać dalej. W ostateczności rozbiją obóz i przenocują w pierwszym lepszy nadającym się do tego miejscu. Raczej bardziej prawdopodobne, że nie nadającym się. Byle coś zjeść i przy rozpalonym ognisku przedrzemać do świtu.
Dał jeszcze wierzchowcowi piętnaście minut po czym ponownie go osiodłał. Dosiadł go jednym płynnym ruchem. Spojrzał jeszcze raz w kierunku, z którego przybyli i w kierunku gdzie zamierzał ruszyć. Niewielka różnica. Spiął boki konia kolanami i ruszył kłusem. Nie chciał za bardzo jeszcze forsować Furala po wydarzeniach ostatnich godzin, ale też z drugiej strony chciał pokonać jak najwięcej drogi przed zmrokiem.
Jechał pogrążony w myślach co przyniesie im noc i szczerze pokładając nadzieję, że i następny dzień. Pędził w nieznane, a strome urwiska po obu stronach wydawały się nie mieć końca.
14.12.2017, 23:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#6

STRAŻNIK


To nie była łatwa podróż i z każdym pokonanym krokiem łowca mógł nabrać pewności, że równie trudno będzie dalej. Fural tylko miejscami dostosowywał swą prędkość do upragnionego tempa. Z początku Draugdin pokonał kilkanaście minut trasy bezproblemowo zanim szlak nie zaczął zakręcać. Wtedy zaczęły się wzniesienia i koń musiał zwolnić. Zakręty, wystające, grube korzenie, skały rozrzucone po bokach - to tylko część przeszkód, które postanowiła rzucić natura na drodze (potencjalnych) strudzonych wędrowców.
Fural parł dalej. Z tyłu błyskało. Huk grzmotu nie dochodził do uszu Draugdina. Było już pod wieczór, ściemniało się. Cienie były coraz głębsze. Nie pozostało wiele czasu zanim zupełnie pogrąży się w ciemnościach, a patrząc na to, gdzie się znajdował łowca - ta noc będzie wyjątkowo ciemna.
Zanim jednak zatrzymał się i rozbił obóz, Fural sam zwolnił, poruszając się teraz bardzo wolne i bardzo ostrożnie, jakby wyczuwając coś w powietrzu. Z pyska wydobyło ciche rżenie. Koń wpatrywał się w coś, co skrywało się w cieniu i jedynie odznaczało kontury. Gdy niebo przecięła błyskawica łowca mógł dostrzec topór i hełm, i chyba człowieka (opartego o ścianę stromego zbocza.
22.12.2017, 00:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#7

Jechał już dłuższy. Niestety ani nie było widać oznak, że wąwóz miał by się zbliżać ku końcowi, ani też nie znalazł nigdzie miejsca nawet w połowie nadającego się bardziej na nocleg niż każde inne miejsce, które mijał dotąd.
Niestety teren stawał się co raz trudniejszy i co raz mniej przystępny. Do tego co raz bliżej było do zmroku. Draugdin wiedział, że za kilkanaście minut zrobi się już tak ciemno, że nie będzie można kontynuować dalszej podróży, a na pewno już nie konno. Obrazu beznadziejności sytuacji dopełniała ścigająca go z kierunku, z którego z Furalem przybyli burza.
Co prawda burza była jeszcze daleko jednak wydawało się, że nieuchronnie przesuwa się w ich właśnie kierunku. Stojącą w cieniu uzbrojoną w topór postać dostrzegł już dawno, jednak nie dawał po sobie tego poznać, żeby nie zdradzić przed obcym swojej umiejętności widzenia w ciemności. Czekał na dobry moment, a moment ten nadszedł. Fural zwęszył coś i zaczął zwalniać, a jednocześnie ciemność rozjaśnił blask błyskawicy i przez ułamki sekund można było dostrzec zarysy postaci, topora i hełmu. Przynajmniej każdy normalny człowiek mógłby to wtedy zauważyć.
Ponieważ Draugdin widział w ciemnościach niemalże równie dobrze jak w dzień zauważył tajemniczą postać już dawno. Zachodził jednak w głowę czego w tym miejscu może on szukać w tym zapomnianym przez ludzi i bogów kanionie. Jak przypuszczał nie było to raczej miejsce zbyt ruchliwe tak więc miejsce to nadawało się na zasadzkę równie dobrze, a raczej źle jak na uprawianie marchewek. Co więc tu robił? Mieszkał tu, polował czy może też zgubił drogę jak on sam. Ale pieszo? Łowca nie należał do strachliwych, ale życie nauczyło do dużej dozy ostrożności.
Zatrzymał zwalniającego już mocno konia i zsiadł z niego chwytając lejce krótko przy uździe jednocześnie drugą ręka gładząc Furala uspokajająco po pysku.
- Hej tam. - Odezwał się mocnym i zdecydowanym głosem. - Jest może gdzie tu schować się przed ta burzą i przenocować. - Draugdin zagadał jak mu się wydawało w sposób jaki zapytał by każdy jeden wędrowiec jednak nie tracił czujności. Był czujny i przygotowany na każdy obrót wydarzeń.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.12.2017, 11:08 przez Draugdin.)

22.12.2017, 11:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#8

STRAŻNIK


Tajemnicza postać nie odpowiadała. Cisza, jaka zapadła po słowach Draugdina była przerywana jedynie przez prychanie wierzchowca. Nieznajomy w hełmie nie poruszył się; żadnego poderwania się na nogi, poprawienia broni, wzruszenia ramion. Łowca posiadający unikalną zdolność widzenia w ciemnościach mógł dostrzec, że w całej postawie postaci jest coś nienaturalnego. Pomimo tego, że osobnik siedział wsparty o skałę, nie sprawiał wrażenia, że w jakikolwiek sposób odpowie na pytanie.
Z tej odległości Draugdin widział jego bladą skórę, tak cienką, że wyrzynały się na niej kości. Nogi mężczyzny (co bez wątpienia po dłuższym przypatrywaniu można było orzec) były patykowate, a dłoń zaciśnięta na trzonku topora poraniona do żywego mięsa, ułożona pod złym kątem, by dobyć broń szybko. Łowca nie dostrzegał tylko jego twarzy, która była zwrócona w kierunku jego jazdy; widział tylko hełm i wystające spod niego włosy.
Fural stał się niespokojny, potrząsając łbem i prychając.
08.01.2018, 00:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#9

Łowca widział w ciemności równie dobrze jak w dzień o czym niewielu wiedziało. Jednak nawet jego dobry i nietypowy wzrok nie był w stanie przebić się przez mrok pod hełmem postaci i w żaden sposób nie był w stanie dojrzeć twarzy. Pewne było, że nic tu się nie zgadzało, a tajemnicza postać raczej nie należała do żywych.
Draugdin zaklął pod nosem. Rzadko dawał się zagonić w tak beznadziejną sytuację jak dziś i pomimo, że na wydarzenia minionego dnia jak i na okolicę, w której się znalazł nie miał zbyt dużego wpływu nie zamierzał się poddać uczuciu bezradności.
Zapadł już zmrok i w zaistniałej sytuacji nie chciał już kontynuować posuwania się dalej do przodu. Postanowił ostrożnie wycofać się na tyle daleko, żeby zostawić z tyłu tajemniczą postać czy też ciało czy też cokolwiek to było, po czym zawrócić. Z tego co pamiętał jakieś 500 metrów wcześniej minął miejsce na postój z kategorii "może znajdę coś lepszego". Równie złe na obóz w tej nieprzyjaznej okolicy jak każde inne. Postanowił przeczekać noc tam i rankiem w świetle dnia stawiać czoło dalszym przeciwnościom w tym nieznanym mu wąwozie.
Zastanawiał się tylko nad tym czy rozpalać ognisko czy nie. Niby nie potrzebował go do tego by widzieć w ciemnościach. Z jednej strony ciepło i światło było by wskazane, a z drugiej strony nie wiadomo kogo lub co mogłoby przyciągnąć. Musiał rozwiązać ten dylemat i szybko podjąć jakąś decyzję.
08.01.2018, 22:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#10

STRAŻNIK


Po podjęciu decyzji o wycofaniu się i rozbiciu obozu na noc, nie wydarzyło się nic szczególnego. Tajemnicza postać nadal pozostawała w bezruchu, co zdawało się potwierdzać podejrzenie łowcy, że nie ma do czynienia z nikim żywym.
W zależności od decyzji Draugdina, o poranku mógł się obudzić zziębnięty na kość i przemoknięty aż do ostatniej suchej nitki, albo zziębnąć nieco mniej próbując wygrzać się przy ognisku, którego przez większość nocy musiałby pilnować, a przez to nie spać wystarczająco długo, aby nie odczuwać zmęczenia na drugi dzień. Oczywiście także odczuwając dyskomfort po zmoknięciu, bo nawet założona zbroja nie mogła go od tego uchronić.
Noc w wąwozie nie należała do przyjemnych - na twardej ziemi, bez możliwości schowania się pod półką skalną; jedyną opokę stanowiło liche drzewo, którego korona była tak rzadka, że nie stanowiło żadnej osłony przed deszczem, jaki nadszedł dwie godziny później (na szczęście nie ciągnąc za sobą burzowych chmur, grzmotów i oślepiających błysków) wraz z porywistym, zimnym wiatrem. Chłodne krople uderzały rytmicznie, siekąc twarz łowcy. Szum ulewy zagłuszał każdy inny dźwięk prócz niezadowolonego, cichego rżenia Furala.
Ranek nie będzie należał także do najprzyjemniejszych. Draugdina powita gęsta mgła unosząca się w całym wąwozie.
10.01.2018, 21:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna