Koszary
#21

Artemis chwilę zastanawiał się nad postawą i słowami dziewczyny. Widać było, że coś ukrywa - inaczej nie zakrywała by się szalem i nie broniła swoim ojcem przy każdej okazji. Gdyby miała chociaż cień podejrzenia, że Akolita jest winny nawet by z nim nie rozmawiała, a mimo wszystko wciąż tu siedziała, nie wzywając straży. Skoro tak wierzy w ich możliwości to czemu pozwala Artemisowi zająć się sprawą, zamiast zawierzyć dowódcy, który twierdzi, że mężczyzna jest winny? Co najmniej dziwne. Chyba, że dziewczyna wie więcej niż mu mówi.
- Ma Panienka rację, późno już - odpowiedział kobiecie, zauważając niknące promienie słońca za oknem. Rozpoczynała się noc, najlepsza pora do działań dla młodego maga - kiedy prawo przymyka oczy na niektóre rzeczy. Co jest nieco paradoksalne biorąc pod uwagę, że większość strażników wychodzi wtedy patrolować ulice. Artemis wstał od stołu i z góry spojrzał na kobietę - Nie będę już Panienki niepokoił, zwłaszcza przy Pani ochroniarzu. Obawiam się, że za mną nie przepada. - Akolita uśmiechnął się żartobliwie po czym skłonił się przed nią z gracją. Gdy był już w pełnym skłonie ściszył głos, tak, żeby tylko ona była zdolna go usłyszeć - Jeśli będziesz kiedyś czuła, że jesteś zagrożona albo będziesz chciała mi coś powiedzieć odwiedź mnie w moim domu. O każdej porze dnia i nocy będzie tam ktoś, kto będzie w stanie Cię obronić.
Artemis wyprostował się szybko, rzucił kilka miłych słów na pożegnanie, po czym odwrócił się na pięcie i skierował ku wyjściu, mijając po drodze Lintona. Spojrzał mu w oczy starając się odgadnąć co ten człowiek ma w głowie jednak nie zatrzymywał się nawet na chwilę. Miał mnóstwo pracy i nie zamierzał zwlekać ani chwili dłużej niż było to potrzebne. Na początek trzeba było dotrzymać danego słowa. Nie wiedział, czy dziewczyna do niego przyjdzie, jednak dodatkowa ochrona zawsze się przyda. I znał ludzi doskonałych do tego zadania. Bracia Lavee powinni sprostać zadaniu. Może nie byli zbyt obeznani z dobrym wychowaniem ani ogładą jednak każdy człowiek o zdrowych zmysłach w życiu nie zacznie z nimi rozróby. Artemis miał niezwykłe szczęście, że pomógł im kiedyś uniknąć więzienia w zamian za późniejszą pomoc. Jak widać przyszedł czas, żeby odebrał swój dług. Mając ich jako ochroniarzy w domu będzie mógł spać spokojnie. Albo pracować spokojnie, zależy na ile siły pozwolą.
Było kilka miejsc, w których Trojaczki mogły się znajdować. Kilka barów, ze dwa magazyny, w których czasami pracowali jako ochroniarze albo ich dom, który był najmniej prawdopodobną opcją, bo przychodzili tam tylko żeby wyleczyć ewentualne rany - których to nie otrzymywali zbyt wiele. Trzeba było więc zacząć od karczm, których niestety w mieście było od groma. Dopiero w szóstej Artemis odnalazł ich wzrokiem, grających w karty z jakimś wypłoszem. Biedny nawet nie wiedział, że nawet jeśli wygra to przegra. Ciężko nazwać wygraną połamane nogi. Bracia przywitali młodego maga ale nie pozwolili mu dołączyć do gry, dobrze wiedzieli jak by się to skończyło, a co jak co nawet go lubili i nie chcieli mu niczego łamać. Na wieść o starym długu nieco zmarkotnieli ale po przedstawieniu całej sytuacji tylko się zaśmiali. Mamy być twoimi pierdolonymi ochroniarzami na trzy dni i tyle? Człowieku, przecież nikt normalny nie będzie chciał cię nawet tknąć, to będzie najłatwiejsza robota na świecie!
Po dwóch czy trzech piwach, które zdecydowanie odświeżyły głowę Artemisa, mężczyźni rozeszli się, każdy w swoją stronę. Trojaczki do domu maga, aby tam pełnić niezwykle pasjonującą wartę, a sam Akolita wyruszył dalej, aby szukać pomocy u Sabine Vrenth, swojej bardzo dobrej "przyjaciółki", którą nieraz ratował przed najgorszą możliwą chorobą - syndromem niedopchnięcia. Może kiedyś raz czy dwa jej pomógł pozbyć się kogoś kto zachował się w stosunku niej nietaktownie na przyjęciach szlacheckich ale to drobnostka wśród przyjaciół, prawda?
Kobieta jak zwykle ucieszyła się na widok Artemisa. Przywitała go ciepło, zaproponowała kolację i pobyt na noc, jednak wyjątkowo zmarnowany mag musiał odrzucić propozycję. Miał jeszcze kilka rzeczy do zrobienia, a wizja stryczka wciąż wisiała mu nad głową. Obiecał jednak, że za jakiś czas na pewno ją odwiedzi i wtedy nadrobią wszelkie zaległości. Szybko wytłumaczył zaistniałą sytuację i poprosił aby kobieta popytała swoich wysoko postawionych znajomych czy nie wiedzą czegoś o jakichś ukrytych zamiarach w stosunku do Artemisa. Plotki, nawet te najmniejsze wśród szlachty mogą nieść informacje potrafiące niszczyć królestwa jeśli wie się jak odsiewać ziarno od plew, a Sabine była w tym naprawdę dobra. Jeśli ktokolwiek jest w stanie zyskać jakąkolwiek wiedzę na temat zawiści w stosunku do maga to była to ona. Poprosił, żeby skontaktowała się z nim gdy tylko cokolwiek znajdzie.
Po mniej więcej godzinie - w końcu trzeba było jeszcze chwilę poplotkować - Artemis opuścił dom Panny Vrenth i skierował swe kroki w stronę własnego domostwa. Droga nie była długa ale już w trakcie jej trwania potknął się raz czy dwa. Zmęczenie nareszcie go dopadało, a było jeszcze tyle do zrobienia! Zakręt w lewo, kolejne parę metrów, zakręt w prawo i oto był - jego niewielki przybytek, przed którym stały dwie górujące nad wszystkimi postacie. Widocznie trzeci brat odpoczywał, żeby zastąpić któregoś ze stróżujących. Artemis zbliżył się, wymienił kilka słów ze swoimi "strażnikami", informując ich, że w razie gdyby pojawiła się długowłosa, czarnowłosa piękność i chciała się z nim zobaczyć mają ją bezwarunkowo wpuścić. I tylko ją.
Odkluczył dom i wszedł do środka. Nareszcie u siebie. Cały dzień na nogach sprawił, że naprawdę miał dosyć życia. Łóżko niezwykle mocno przyciągało, jednak nie był to czas na odpoczynek. Dopóki nie znajdzie skurwiela, który chce go wrobić nie spocznie nawet na chwilę!
Akolita zapalił jedną ze świec, ustawił ją na swoim biurku i sięgnął po księgę z listą klientów, których kiedykolwiek obsługiwał. Były w niej wszystkie informacje o każdym kontrakcie - imię i nazwisko osoby, z którą zawarł umowę, cena - bądź też nie, jeśli pakt miał być zużyty później - dzień w którym wszystko zostało zatwierdzone, warunki, data zakończenia, jeśli sprawa została doprowadzona do końca oraz komentarz na temat samego klienta. W końcu dobrze wiedzieć z kim w przyszłości robić interesy a kogo unikać - albo usuwać. Na początek Artemis dopisał dzisiejszą umowę na koniec listy, wszystko w idealnym porządku.

Antonius Clint, dowódca straży - moje życie - 912 rok, wiek smoka, wtorek - odnalezienie gwałciciela córki szeryfa - 912 rok, wiek smoka, piątek - Coś ukrywa, wybitnie za mną nie przepada. Do sprawdzenia.

Gdy przeczytał całość trzy razy aby upewnić się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku zaczął przeglądać swoje ostatnie kontrakty w poszukiwaniu jakiegokolwiek niezadowolonego klienta, bo był to najlepszy trop, który obecnie posiadał. Szczególną uwagę zwracał na przedstawicieli straży, którzy zawierali z nim umowy, a było ich niemało. W końcu każdy ma jakieś potrzeby. Każdy czegoś chce, nawet jeśli jest to coś wyjątkowo błahego. Miłość, nienawiść, kolorowe kredki... Chwila, co? Cholera, Artemis, skup się! - skarcił się w głowie, gdy jego myśli zaczęły uciekać w niekontrolowaną stronę. Znowu spojrzał na swój dziennik jednak z każdą chwilą litery rozpływały się, tworząc wzory, których nikt nie byłby w stanie odczytać. Mag przetarł oczy, jednak pomogło to tylko na chwilę. Ostatnią rzeczą jaką zapamiętał to płomień świecy, w którą bezmyślnie wpatrywał się, próbując toczyć przegraną walkę ze snem.
06.05.2018, 14:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Koszary
#22

STRAŻNIK
Męczący dzień dobiega końca. Pozostaje pytanie: Co przyniesie ranek?



     
rtemis miał prawo być zmęczonym. W końcu był to dzień wypełniony wrażeniami i niespodziewanymi zwrotami akcji. Obszedł swoje kontakty, które albo mogły mu pomóc , albo były miłą odskocznią od dotychczasowych wydarzeń. Powrócił do domu o własnych siłach, co już było nie lada wyzwaniem. Jedyne co był jeszcze w stanie zrobić to zapisać swoją najnowszą umowę z dowódcą straży, po czym jego głowa opadła na biurko, a on sam zapadł w sen.
     Duronor jeden wie jak długo spał. Mogło to być osiem, dziesięć, a nawet dwanaście godzin. W każdym razie obudził go jeden z trojaczków. Akolita był tak zaspany, że nie był w stanie określić, który to. Był jednak w stanie zobaczyć, że niesie w rękach dwa liściki. Niepewnym krokiem wszedł do gabinetu Ognika.
     -Szefie! Normalnie bym cię nie budził, ale najpierw przyszedł jakiś dziwny człowiek i przyniósł list, a później Jakiś dziwny pachoł co śmierdział psami. Muszę powiedzieć, że masz całkiem dziwnych znajomych. Ale nie mnie to oceniać!-powiedział te słowa z lubieżnym uśmiechem. Przekazał Artemisowi listy po czym zaczął kierować się w stronę drzwi.
     Listy wyglądały podobnie. Ten sam papier i rozmiar. Jedyna różnica to zapach. Jeden z nich pachniał jak kwiaty róży. Ulubione perfumy Sabine. Drugi natomiast niczym się nie wyróżniał. List od panny Vrenth miał następującą treść:

Drogi Artemisie,
Zaraz po twoich odwiedzinach rozesłałam swoich informatorów i możliwe, że dowiedziałam się czegoś co może ci pomóc. Nie chcę jednak omawiać tej sprawy drogą listową, dlatego liczę, że przybędziesz do mnie gdy tylko będziesz miał okazję. Może znajdziemy też czas na... małe co nieco.

SV



     Charakter pisma odzwierciedlał charakter Sabine idealnie. Chaotyczny, nieprzewidywalny i zgrabny. W drugim liście widać zaś było precyzję i trzymanie się zasad. Nietrudno było się domyśleć kto był jego autorem.

Panie Revo
Przemyślałam pańskie słowa i rzeczywiście może pan mieć rację. Mam pewne podejrzenia co do wydarzeń z poprzedniej nocy, ale to tylko domysły, dlatego nie chcę póki co konsultować się ze strażą. Jeśli chce pan porozmawiać to może mnie pan znaleźć we wcześniej wspomnianej psiarni. Pracuję tam do godziny piętnastej. Gdy skończę muszę natychmiast udać się do domu, a tam już nie będzie okazji się spotkać.

Elizabeth





Ognik stał teraz przed wyborem. Udać się do zaufanej znajomej, czy do dziewczyny o imienu Elizabeth, która wczoraj zachowywała się, delikatnie mówiąc, dziwnie.


Możesz sobie przywrócić całą manę.
09.05.2018, 19:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Koszary
#23

Pobudka nie należała do najprzyjemniejszych. Artemis zdecydowanie bardziej wolał budzić się w ramionach pięknej kobiety czy dwóch niż z obolałą szyją od niewygodnego spania na biurku, będąc budzonym przez śmierdzącego potem osiłka. Do czego to doszło, że musiał przechodzić takie katusze! A mógł zostać u Sabine... ta to potrafiła zając się mężczyzną. Upojna noc, cudowny poranek i jeszcze te jej śniadania... ah, uwielbiał je pod każdym względem. Bogowie, jak ta kobieta potrafiła gotować! Prawie tak dobrze jak sam Artemis, chociaż nieco jej do niego brakowało. W końcu to on uczył ją jak przyrządzać różne potrawy w przerwach między zabawą. Panna Vrenth miała niezwykłe więc umiejętności w przyswajaniu sobie wiedzy na temat obydwu tych dziedzin.
Młody mag przełknął zbierającą się w ustach ślinę, skinął głową w stronę jego ochroniarza i bez słowa zaczął analizować treść listów. Cudowny zapach perfum jednej z jego kochanek od razu poprawił mu nastrój. Zdecydowanie muszę się do niej wybrać... może dziś wieczorem? Tak, to będzie bardzo dobra pora. Sama treść listu nie powiedziała mu zbyt wiele o odkryciu Sabine, jednak od razu podniosła go na duchu. "Coś" znalazła, więc istniała szansa, że to "coś" będzie użyteczne. A znając umiejętności odsiewania plew o ziarna tej uroczej damy Artemis był pewny, że to co znalazła zdecydowanie mu się przyda. Wszystko zaczyna się układać.
Drugi list był zagadką, chociaż pięknie odpowiedział na jego pytanie z poprzedniej nocy. Elizabeth... Nawet ładnie, pasuje do tej ślicznej, kłamliwej buzi. Trzeba na nią uważać, kto wie jakie tajemnice skrywa. Albo może właśnie dać się ponieść jej skrytości? Ryzyko zwykle przynosi korzyści. Nie zawsze dla mnie ale ostatecznie nie ma złych wiadomości... są tylko takie, z których ciężko wyciągnąć coś dobrego. A więc postanowione, czas odwiedzić piękną kobietę w psiarni. Niezbyt romantyczne miejsce na pierwszą randkę ale cóż... nie ma złych wiadomości...
Ognik podszedł do okna swojego gabinetu i wyjrzał przez nie na otaczający go świat. Cholerne Miasto Handlowe. Dziura jakich mało ale za to z jakim potencjałem! Przechodziło tędy większość towarów z i do Lothil i innych większych miast na kontynencie, a to pozwalało na nakładanie ogromnych ceł. Nikt tego oczywiście nie robił, bo trzeba być "człowiekiem"... idioci, po co mieć kręgosłup moralny kiedy można mieć pieniądze, za które można kupić moralność innych? Jeszcze tego nie rozumieją ale spokojnie... Revo już ich tego nauczy. Ale najpierw rzeczy najważniejsze - trzeba przeżyć, a to oznacza bieganie po mieście w poszukiwaniu domniemanego gwałciciela. Co by się nie działo, Artemis nie mógł tego robić w takim stanie, w jakim obecnie się znajdował. Brudny, głodny i obolały. I o ile na ostatnią dolegliwość nie mógł zbyt wiele zrobić, o tyle z pierwszymi dwoma zamierzał sobie jak najszybciej poradzić. W końcu było mniej więcej południe, miał dostatecznie dużo czasu, żeby się oporządzić i w spokoju dojść do psiarni przed godziną piętnastą.
Najpierw kąpiel. Nalanie wody do balii nie zajęło mu wiele czasu, w końcu nie musiał jej gotować. Zimna kąpiel z samego rana była idealna do nabrania energii i rozbudzenia się, a tego w tym momencie najbardziej potrzebował. Nie siedział w wannie zbyt długo - w końcu czas gonił. Wybrał wyjątkowo eleganckie ubranie, włożył je na siebie, po czym poszedł do wyjścia, przy którym zamienił kilka słów z dwójką z Trojaczków. Niezobowiązująca rozmowa ze swoim pracodawcą zwykle polepszała morale pracowników - nie było mu to w tym momencie potrzebne, a nawet jeśli by było mało go obchodziły ich morale ale przez takie rozmowy zwykle dało się dowiedzieć o zachciankach lub problemach innych ludzi. A Ognik specjalizował się w spełnianiu próśb innych. Idealna okazja do zarobku nigdy nie zostanie przeoczona przez czujne oko Artemisa.
Kolejnym przystankiem była pobliska karczma, w której młody mag zwykł jadać śniadania. Właściciel przybytku dobrze znał się z Paniczem Revo i w zamian za drobną opłatę zaserwował mu pierwszorzędny posiłek. Grubo posmarowana masłem pajda chleba, do tego świeżo zarżnięty i przygotowany kawałek prosiaka, a to wszystko zalane odrobiną dobrego, aromatycznego wina. Po takim posiłku aż chciało się pracować! Ognik zapłacił odpowiednią kwotę, po czym dorzucił jeszcze kilka smoków napiwku, pożegnał się z karczmarzem i ruszył w stronę psiarni, w której oczekiwała na niego Elizabeth. Po chwili zatrzymał się wpół kroku, odwrócił na pięcie i zaczął z powrotem kierować się w stronę swojego domu. Na cholerę mam tam iść sam. Elizabeth ma swojego Lintona, nie mogę być od niej gorszy! Może Trojaczki nie prezentują się tak dostojnie jak ten burak ale jestem pewny, że dowalili by mu znacznie bardziej, niż on im. Czas pokazać, że nie tylko ona jest chroniona.
Cholerne obiboki. Jeden z nich stał oparty o ścianę domu Panicza Revo z zamkniętymi oczami, wygrzewając się na słońcu, a drugi siedział niedaleko skubiąc wystający z drogi źdźbło trawy. Artemis rozumiał, że praca nie należała do najciekawszych ale kurwa mać, odrobinę pierdolonego profesjonalizmu. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że nie ma do czynienia z żołnierzami czy strażą, a zwykłymi bandziorami. Pokręcił w zrezygnowaniu głową, po czym zawołał siedzącego braciszka i kazał mu iść za sobą. Z taką obstawą mógł bez problemu iść na spotkanie z Elizabeth. Oczywiście poinstruował swojego "ochroniarza" aby ten trzymał się z dala, gdy już dojdą do psiarni. Jeszcze tego mu było potrzeba, żeby dziewczyna wystraszyła się osiłka i zrezygnowała ze składania zeznań. Tu potrzebne było wyczucie i odrobina taktu, a prawie dwumetrowa, umięśniona kupa mięcha nie pomagała w tym ani trochę.
12.05.2018, 13:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Koszary
#24

STRAŻNIK
Trwa piękny dzień. Wokół panuje typowy miastowy zgiełk.



rtemis zmierzał pewnym krokiem w stronę pisarni. Miał przy sobie postawnego draba na którego każdy z przechodniów patrzył z niemałym podziwem. Akolita zapewne nie byłby w stanie powiedzieć jego imienia, ale to nie było ważne. Ważny był fakt, że wzbudzał respekt i sprawiał, że nikt nie ważył się go zaczepić. Był już niedaleko psiarni i z dala był w stanie dostrzec znajomą figurę. Ubrany w ciężką kolczugę wąsacz siedział niedaleko wejścia do psiarni. Obok niego oparty o ścianę stał długi dwuręczny miecz. Pan Linton. Akurat zajmował się jedzeniem jabłka, ale gdy tylko zobaczył zbliżającego się Ognika wstał z krzesła, podniósł miecz i umieścił go na plecach. Wyszedł akolicie na spotkanie. Jego wyraz twarzy nie nastrajał pozytywnie.
-Szefie! Kiedy braliśmy tę robotę to nie spodziewałem się, że będziemy się musieli zadawać z jebanym Lintonem Foresterem. Raz z nim walczyliśmy. W trójkę. Ledwo spierdololiśmy. Jeśli będzie trzeba to będę cię bronił szefie, ale nie radziłbym z nim zaczynać. Ten człowiek jest cholernie niebezpieczny, a co gorsza nieprzekupny!- w oczach ochroniarza widać było coś czego Artemis nie spodziewał się zobaczyć. Strach. Pan Linton najwyraźniej nie nosił tego miecza od parady, a przeciwnik, który dał mu tę bliznę na twarzy mógł w rzeczywistości skończyć gorzej. Sam Lavee za poleceniem pracodawcy trzymał się z tyłu. Był gotów zainterweniować w każdym momencie, ale zachowywał bezpieczny dystans
-Czego tu szukasz Revo? Nie wystarczy ci żeś napastował tę biedną dziewczynę wczoraj w budynku straży to jeszcze przychodzisz tutaj? Do miejsca gdzie ona szuka schronienia i spokoju?
Zanim młodzieniec był w stanie cokolwiek odpowiedzieć z wnętrza można było usłyszeć dobrze znajomy głos: -Wszystko w porządku panie Linton! Tak po prawdzie sama go tutaj zaprosiłam. Nie musi się pan przejmować. Już skończyłam swoją pracę na dziś, dlatego stwierdziłam, że chwilę porozmawiam z panem Revo. Jeśli trzeba to może pan iść za nami i mnie pilnować. Ale myślę, że powinnam być bezpieczna.- Dziewczyna wyszła na zewnątrz zanim skończyła mówić. Teraz Artemis mógł mieć pewność, że wspomnienia jej wyglądu nie wiązały się z faktem, że wczorajszego wieczoru był zmęczony. Elizabeth wyglądała jeszcze piękniej niż poprzedniego dnia. Długie włosy tym razem były związane w ciasny kok. Może nie wyglądało to najatrakcyjniej, ale zważywszy na warunki w jakich pracowała dało się zrozumieć taki wybór. Uśmiechała się ciepło w stronę swojego strażnika. Ubranie miała, można by rzec, typowo męskie. Skórzane spodnie i kaftan ciasno przylegały do ciała, co tylko podkreślało jej wdzięki. Nie miała na sobie nic więcej. W końcu dopiero minęło południe, a sam dzień był wyjątkowo ciepły. Dało się wyczuć w pobliżu tej dziewczyny aurę ciepła. Jej aparycja i postawa natychmiastowo wzbudzały zaufanie, a jej twarz wyglądała jakby nigdy nie kłamała. Podeszła do akolity i wyciągnęła do niego rękę na powitanie.
-Dziękuję, że jednak postanowiłeś przyjść. Myślę, że odkryłam dosyć ważną rzecz, która może pomóc ci w śledztwie, ale to możemy omówić po drodzę. Od razu sprawdzę twoją czujność.- dziwczyna uśmiechnęła się figlarnie. Można by się zastanawiać, czy to jest ta sama dziewczyna z którą Revo rozmawiał poprzedniej nocy. Z pewnością nie zachowywała się niepewnie. Wręcz przeciwnie.


Po twoim odpisie możesz opuścić wątek i będziemy go kontynuować w innym temacie.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2018, 14:21 przez Isidur.)

20.05.2018, 14:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Koszary
#25

Artemis jedynie uśmiechnął się prześmiewczo na słowa jednego z Trojaczków. Trevis jeśli się nie mylił chociaż cholera ich wie, nigdy nie potrafił do końca zidentyfikować tych zabijaków. Nawet blizny mieli w podobnych miejscach. - Każdy ma swoją cenę. Nie każdy po prostu przyjmuje zapłatę w pieniądzach. Ale o tym powinieneś wiedzieć najlepiej. - Mimo wszystko młody mag przyjął słowa do wiadomości i postanowił czujniej obchodzić się ze strażnikiem piękności.
Już miał się odciąć na zaczepkę Lintona kiedy wyratowała go Elizabeth. Wspaniała kobieta, przychodziła zawsze kiedy była potrzebna. Gwałciciel też musiał ją ubóstwiać, pojawiła się akurat w momencie jak miał ochotę zaruchać. Albo i nie, a cała historyjka jest wyssana z palca. Ofiara gwałtu nie zachowuje się tak dwa dni po takich przeżyciach. No chyba, że jej się spodobało... wiele dziwnych osób chodzi po tym świecie.
Artemis ustawił się tak, aby postawna sylwetka Lintona odgrodziła go od wzroku Elizabeth, po czym uniósł rękę do twarzy i podrapał się środkowym palcem w czoło, patrząc prosto w oczy strażnikowi. Opuścił rękę kiedy tylko dziewczyna podeszła odpowiednio blisko. - Wygląda Panienka jeszcze piękniej niż wczoraj. - powitał ją, ujmując delikatnie jej rękę i nachylając się, aby ją ucałować. Jaka szkoda, że nie mogę podnieść wzroku i zobaczyć miny tego kretyna! Głupek musi gotować się ze złości i nic nie może na to poradzić! Tak, to jest naprawdę dobry dzień.
Kiedy Artemis się wyprostował czujnie zaczął przyglądać się kobiecie. I nie tylko jej kobiecym kształtom ale też reszcie. Szukał w jej wyglądzie wszystkiego, co mogłoby mu powiedzieć coś więcej o niej albo o niedawnych wydarzeniach. - Mogę panience obiecać, że z moją czujnością wszystko w porządku. Ale tak jak panienka wspomniała, sprawdzimy wszystko w drodze. - Artemis wyciągnął rękę, tak, aby dziewczyna mogła się na niej wesprzeć. Lintona musiała zalewać krew, co bardzo mu pasowało ale teraz główną osobą w towarzystwie była tajemnicza Elizabeth, na której Ognik skupił całą swoją uwagę.
Gracz opuścił wątek
21.05.2018, 13:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna