Kwatera Kapitana Straży
#1

Pomieszczenie w których odpoczywał kapitan straży miejskiej Valen to bardzo skromne i praktyczne miejsce. Można by powiedzieć że urządzone jest po Greathardzku.
Czyli funkcjonalność nad wyglądem.

Przed wejściem do kwatery kapitana stał strażnik z niezbyt przyjazną miną pokrytą bliznami. Jakby sam dowódca wybrał właśnie tego faceta żeby zniechęcić kogokolwiek kto chciałby mu przeszkadzać w jego oazie spokoju. Jednak ciężko nazwać to miejsce takową oazą bo zaraz po wejściu w oczy rzucało się proste drewniane biurko z krzesłem i z piętrzącymi się stosami papieru na drewnianym blacie. Za rzeczonym biurkiem znajdowały się dwie wąskie szafki na książki i o dziwo trochę można by się ich tam doliczyć. Dla bardziej bystrych mogą to być sygnały że kapitan nie jest tylko tępym siepaczem miejscowego władcy.

Na lewej ścianie miał swoje miejsce kominek. Wykonany z kamienia, średniej wielkości, miał jedno proste zadanie - ogrzewać to pojedyńcze pomieszczenie. Na przeciwko kominka zajdował się drewniany, okrągły stolik z trójką foteli. Na stoliku natomiast zawsze znajdowała się butelka. Z czym? Najpewniej z jakimś napojem jak nie trudno się domyśleć. Nad stolikiem wisiał żyrandol z ośmioma dość grubymi i żywotnymi świecami. Nieco dalej pod ścianą stała niska, szeroka szafka i druga, nieco wyższa. W obu znajdowały się ubrania.
Z prawej natomiast stał drewniany manekin, najpewniej był kiedyś takim z jakim walki uczą się strażnicy. A co ten tu robił? Robił za swoisty wieszak. Obok niego stały też dwa stojaki: jeden na miecz i tarczę. Oba narzędzia mordu wyglądały na kawał solidnej roboty z delikatnymi zdobieniami tu i tam.

W prawej, tylniej części głównego pomieszczenia znajdowało się łóżko obok którego stał kufer i stolik nocny. Tutaj nic specjalnego.
23.06.2018, 17:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatera Kapitana Straży
#2

Zaraz po wyjściu z koszarnej lecznicy skierował się na poszukiwania kapitana - o ile możnaby go tak nazwać, bo z tego co Skygan wiedział to Valen miało coś bardziej przypominającej armię najemników aniżeli normalną straż miejską. Na szczęście maga, korytarzem przechodził chłopak który wcześniej słuchał opowieści o mieście pustyni.
- Witaj młody, widziałeś kapitana? - Mistyk powiedział to ciepłym i spokojnym głosem.
- Nie, a teraz wybacz mistyku ale muszę iść - chłopak krótko odpowiedział i szedł dalej mijając Skygana.
Taka odpowiedz nie wystrczyła Skyganowi. Ruszył przed siebie poprawiając pasy mocujące całe jego uzbrojenie. Nie wiedział dlaczego ale miał niejasne przeczucie że Ryuji próbował nawiać z lochów albo dopiero to zrobi. Znając jego nastawienie do ludzi nie byłoby to żadnym zaskoczeniem.
Pogrążony z myślach mistyk nie zauważył kiedy mijał kolejne korytarze aż napotkał trójkę strażników idących gdzieś w pośpiechu. Trzymali ręce na rękojeściach mieczy jakby spodziewali się walki.

- Szukam kapitana, gdzie go znajdę? - zadał proste i krótkie pytanie spodziewając się jeszcze prostszej i krótszej odpowiedzi.
- Skręć w lewo, zobaczysz strażnika przed drzwiami - prowadzący żołnierz podał krótką informację. Mistyk skinął głową w podzięce i skierował się w wskazane miejsce.
Przed drzwiami faktycznie stał strażnik. Z wyglądu - paskudny jak cholera. I z charakteru pewnie jeszcze gorszy no ale mówi się trudno i idzie się dalej.
- Skygan. Mam sprawę do kapitana, można? - miał zamiar się przedstawić i spytać o pozwolenie na wejście.
23.06.2018, 17:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatera Kapitana Straży
#3

STRAŻNIK
Nowe miejsce, nowe twarze. Tym razem jednak nie tak bardzo skore do pomocy... A może jednak?



szystko dla Skygan'a w tym momencie mogło oznaczać wolność, ale jak ją wykorzysta? Uwolniony spod węzłów choroby jakim było uszkodzone ciało młody mistyk postanowił zabrać się ze szpitala najszybciej jak tylko się dało. Nie dziwota ponieważ miejsce takie jak skrzydło medyczne w okolicach koszar nigdy nie należało do najprzyjemniejszych. Na domiar złego nasz młodzieniec nienawidził igieł więc szybkie ulotnienie się z tej placówki było dość zrozumiałe i naturalne. Zanim jednak Wodnik odszedł z budynku postanowił zajrzeć do kufra o którym mówił Kapitan Straży. To co tam znalazł mogło go sprawić w nie lada zachwyt... Choć czy na pewno? Jego oczom ukazała się sakiewka z dwoma złotymi smokami oraz sztylet. Na pierwszy rzut oka nie było tam nic nadzwyczajnego jednakże każdy kto choć trochę interesuje się stalą wiedział, że obróbka tej broni nie należała do zwyczajnych. Dlaczego? Cóż... Sztylet został wykonany z kamienia Zun'ma który nigdy się nie tępił. Pozyskanie choć skrawka tego materiału było niesamowitym osiągnięciem. Na dodatek posiadał on miejsce na magiczny kamień. Jeśli mistyk postanowi go sprzedać kiedykolwiek dostanie za niego nie małą sumkę... Jednak gdy w jego myśl najdzie ochota korzystania z niego podczas walki to jego arsenał możliwości będzie nie lada powiększony. Tak czy inaczej miał on powód do radości. Wszystkie informacje o broni zostały napisane przez mistyka stali na małym skrawku papieru dołączonym w kufrze co powinno uświadomić Skygan'owi co tak naprawdę trzymał w dłoniach. Poszczęściło mu się i najwyraźniej bezinteresowna pomoc może doprowadzić do niemałego zbogacenia się.

Kolejnym miejscem podróży była siedziba Kapitana Straży, którego nasz bohater postanowił odwiedzić. Najwyraźniej poszukuje on jakiś informacji o jego koledze bądź zainteresowała go oferta pozostawiona przez kapitana. Przechodząc przez surowe korytarze budynku mijał on wielu strażników którzy najwyraźniej byli nieco zaniepokojeni jakimś faktem. Wyglądali na zmęczonych, niektórzy siedzieli przy stolikach cali w bandażach. Najwyraźniej czekała na nich niezła rozróba o której Skygan nie miał pojęcia. Póki co nie interesował się tym aż tak bardzo, wolał wpierw załatwić swoje plany. Gdy był już na miejscu spotkał on Gardona, osobistego strażnika Kapitana. Rosły mężczyzna, na oko ponad dwa metry wzrostu a twarz wyglądająca jakby przeszła przez stos ostrych jak brzytwa noży spojrzał na młodzieńca zmierzając go wzrokiem od stóp do głowy. Zastanowił się na chwilkę po czym otworzył oczy jakby doznał olśnienia. Wtem przemówił: - Dobrze wiem kim jesteś. Kapitan Cię oczekiwał. Wejdź. - Po czym przesunął swoje dość dobrze umięśnione ciało na około dwa metry pozwalając Wodnikowi wejść.

Gby młody podróżnik zdecydował by się wejść ujrzałby niezbyt ogarnięty pokój pełen ubrań, notatek oraz żarcia pozostawionego przez samego Kapitana. Ten słysząc skrzypiące drzwi podniósł głowę z nad jakiegoś pisma i spojrzał z małym uśmiechem w stronę nowego przybysza
mówiąc: -Tak myślałem że niedługo mnie odwiedzisz. Siadaj... Napijesz się czegoś? - Po czym bez ogródek zaprosił Wodnego Demona do jednego z trzech krzeseł. Gdy się podniósł można było zauważyć że jego cała prawa ręka jest pełna bandaży. Najwyraźniej jego również dotknęła pewna potyczka... Zdrową ręką zabrał pół litrową buteleczkę z biurka i bez jakiegokolwiek oczekiwania na odpowiedź nalał kieliszek stojący naprzeciw naszego bohatera. Wtem usłyszał on słowa gospodarza: -Nie ładnie jest odmówić prawda? - Po czym Kapitan podniósł swój kieliszek i czekał na ruch młodzieńca.


Umiejętności Daniela:
Dzięki jednej z moich umiejętności, gdy spojrzycie mi w oczy możecie czuć się nieco niepewnie, czuć delikatny dyskomfort a nawet mały strach. Fajnie by było jakbyście to uwzględnili podczas rozmowy ze mną.






05.07.2018, 23:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatera Kapitana Straży
#4

Po tym jak olbrzym usunął się z drogi a Skygan chwycił za klamkę, popielato włosego przeszyło jakieś dziwne wrażenie. Nie był to gigant który tutaj stał. Wiele ważniejszych osobistości posiadało takich ochroniarzy. Nie był to też pośpiech strażników. Chodziło mu o to co się stało z stróżami prawa, czemu tak wielu z nich było rannych? W mieście doszło do zamieszek? Nie, raczej nie. Mało możliwe że paru chłopów z widłami doprowadziłoby do całego tłumu strażników obwiązanych bandażami od stóp do głów. To musiało być co innego. Doszło do wojny? Skygana przeszedł zimny dreszcz. Jeśli tak było to został tutaj uziemiony. A co za tym idzie możliwe że kapitan będzie chciał jego pomocy w obronie miasta.

Popatrzył na zakrzywiony sztylet przytoczony do jego lewego ramienia. Gdyby to była zwykła broń albo coś z zdobieniami to jeszcze by to rozumiał za uratowanie karczmy ale coś takiego? Powiedzieć że mistyk się cieszył to mało powiedziane, ale akurat TEN prezent, równie sprawnie wprowadzał go w nie małe przerażenie. Broń z kamienia Zan'ma była cholernie rzadka i Skygan nie przypominał sobie żeby w Azaracie w ogóle taką widział.

Otrząsnął się z myśli i wszedł do środka. Skrzypienie drzwi. Mistyk uśmiechnął się mimowolnie. W razie gdyby ktoś załatwił tę górę mięsa to właśnie ten drzwięk był najlepszym sygnałem żeby ostrzegać o niespodziewanych gościach. Ciekawe czy kapitan zostawiał drzwi specjalnie w tym stanie czy po prostu miał gdzieś stan zawiasów?

Zaraz po wejściu dostrzegł nieogar w pokoju. Ubrania, notatki i żarcie leżały wszędzie. Prawie jak świece w jego domu w Azaracie, leżące wszędzie notatki też nie pomagały w odganianiu wspomnień z miejsca w którym dorastał... Nie! To nie był jego dom, już nie...

Ponure myśli które zawitały w umyśle Skygana znikły równie szybko jak się pojawiły. Czyiś uśmiech to było coś czego brakowało wodnemu skorpionowi po pobycie w skrzydle medycznym. Wyszczerzył się jeszcze bardziej kiedy usłyszał że kapitan się go spodziewał. Ciężko byłoby się tutaj nie pojawić. Pomimo tego co zrobił wodnik to całe leczenie, dwa złote smoki i sztylet wyglądały dla niego jak próba przeciągnięcia mistyka na swoją stronę.
Chwila zamyślenia szybko się rozwiała kiedy oczom młodszego ukazały się bandaże na ramieniu kapitana. Cokolwiek się stało, jego też to dopadło. Ten jednak zdawał się tym kompletnie nie przejmować kiedy proponował siwowłosemu alkohol. Wszystko zdażyło się tak szybko że Skygan nie wiedział co miał myśleć ale postanowił zadziałać.

- Dobrego alkoholu nigdy nie odmawiam - Miał zamiar podnieść kieliszek i podczas tego właśnie ruchu chciał jak najniezauważalniej tylko się dało powąchać zawartość kieliszka. Może znajdowała się w nim trucizna? Jeśli, to by tłumaczyło dlaczego kapitan sam pierwszy nie wypił. Ostrożność, albo może niedawne iluzje dawały się w znaki paranoi Skygana. Tylko tego brakowało. Ale w jego zawodzie nie mógł ufać ani magon, ani gildią czy nawet samej władzy.
- Ale najpierw powiedz za co będziemy pić. Co tu się stało? Dlaczego Ty i inni strażnicy jesteście ranni? - chciał dopytać zdobywając tym samym czas dla procentowego napoju by wydzielił nieco zapachu. Gdyby jednak nie stwierdził niczego podejrzanego a kapitan prawiłby swoje to zrobiłby już oficjane zaciągnięcie się wonią napoju.
07.07.2018, 12:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna