Karczma " Dębowy Skarbiec "

STRAŻNIK
Światło słoneczne dawało przyjemne poczucie ciepła, co dało odczuć się we wnętrzu karczmy.
Nie było nawet potrzeby, by w kominku płonął ogień.


agna, urodziwa młoda kobieta o całkiem kształtnej figurze i śniadej cerze wyszła szybkim krokiem z pomieszczenia za ladą, niosąc dwie obszerne tace z jedzeniem. Wyglądała jakoś inaczej niż zwykle. Parę chwil zajęło Avaraadowi rozszyfrowanie, co jest nie tak: nie miała upiętych włosów. A zawsze miała, bardzo pięknie i elegancko zresztą, zapewne zajmowało jej to wiele czasu. Widocznie dnia dzisiejszego nie miała na to ani chwili właśnie, ani nastroju. Wcale nie dziw. Przed Łowcą wylądował talerz z paroma kromkami chleba oraz kawałkiem gotowanego, wieprzowego mięsa. Nie tak źle. Gospodarz przybytku postawił zaś przed nim kufel ze złocistym, spienionym trunkiem.
- Kiepsko, ale trzeba jakoś żyć i przetrwać. Perona od zawsze żyła w niespokojnej okolicy. W końcu palisada nie wystarczyła. Można było to przewidzieć... - ponuro mruknął. - Bardziej niż pogrążać się w rozpaczy potrzeba nam konkretnych działań. Nie było cię dziś, ale starosta zwołał zebranie. Trochę nas to przygnębiło. I podniosło na duchu. Cholera, sam nie wiem. Na pewno wie co robi, ale trochę oschle potraktował zmarłych. Chociaż może i to dobrze... chuj wie, na rzyć Abaddona. Wiele roboty przed nami. Po prostu musimy spełniać swoje zadania i, no... pewnie będzie lepiej. Źle się stało, wszyscy jesteśmy smutni. I wkurwieni, że zamiast przed kłopotem, Sanginus martwi się po... chociaż kurwa, mądry człek po szkodzie. Smętno tylko, że aż po takiej...
Jeżeli jakaś rozmowa miała być niezobowiązująca, to chyba to raczej nie wyszło. Zapewne nie było osoby w okolicy, która nie przejęłaby się wydarzeniami minionej nocy.
- Chłopaki, ruszamy. Trzeba urządzić godne pochówki. - rzekł jakiś mężczyzna do swoich towarzyszy. Z tego co Avaraad kojarzył, młynarz, jego syn i sąsiad, zajmujący się tu stolarką. Zapewne większość mieszkańców dostała jakieś zadania. W sumie gdyby tak sobie przypomnieć, sporo ludzi na zewnątrz krzątało się przy zwłokach. Racja. Trzeba było pozbierać wszystkich zmarłych i przykryć warstwą ziemi. Między innymi to. Zapewne było też mnóstwo innych rzeczy do zrobienia.

01.11.2017, 05:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

Widocznie na wszystkich w mieście ostatnie wydarzenia odcisnęły swoje piętno. W sumie nie ma co się dziwić, strata bliskich i znajomych zawsze jest ciężkim przeżyciem. Dobrze, że Avaraad nie miał nikogo naprawdę bliskiego w Peronie, jakoś łatwiej było mu przetrwać nadchodzące chwile. Zwłaszcza z talerzem jedzenia przed sobą i kuflem pieniącego się piwa.
Łowca wysłuchał w spokoju słów karczmarza, pochłaniając kolejne porcje chleba i wieprzowiny, co jakiś czas popijając piwem. - Nie dziw się staroście. Sam nie byłby w stanie zabić demona. Cholera, wszyscy ludzie w wiosce na raz nie byliby w stanie! Trzeba było czekać na odpowiedni moment, a ten, niestety, przyszedł za późno. Cieszmy się, że ktokolwiek przeżył, a zmarłych opłakujmy jak odbudujemy miasto. Dobrze wiem co siedzi w lasach dookoła Perony i uwierz, nie chcemy, żeby którykolwiek z tych stworów tu przyszedł zanim odbudujemy palisadę, a najlepiej mocno ją wzmocnimy. - podsumował Łowca, zastanawiając się jakie tak naprawdę są plany starosty.
Z ustami pełnymi chleba odwrócił się w stronę głosów z wnętrza sali. Pochować zmarłych, pracować, odbudować... to mu przypomniało o spotkaniu, o które prosił Sanginus. Cholera, już późno, trzeba by było do niego iść... z drugiej strony jedzenie jest takie dobre... Chuj z nim, czekał cały dzień to poczeka parę minut dłużej, w końcu Avaraad miał wypocząć. I jak postanowił tak zrobił, w spokoju rozkoszując się swoim królewskiej jakości posiłkiem.
01.11.2017, 15:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

STRAŻNIK
Promienie światła wpadały przez otwarte okiennice, sugerując zapewne nieco bardziej długotrwałą zmianę pogody na pozytywną - zwłaszcza że ostatnimi czasy atmosfera była aż zbyt ponura.


łuszno. Słuszno prawisz, kolego. Nie musisz mnie mówić o obrzydlistwach z okolic...
słyszało się coś niecoś. -
rzekł gospodarz, kiwając głową. Zapewne przywitał w tym przybytku już wielu łowców czy poszukiwaczy przygód - ba, sam fakt tego jak Perona znajdowała się blisko do Starego Lasu sugerował, że wręcz nie dało się nie słyszeć czy nie zauważyć tego, co się weń czaiło. Nawet nie zapuszczając się tam własną osobą. Plotki docierały dalej, niż przeciętnego człeka nogi są w stanie ponieść - a oczy dojrzeć.
Avaraad, choć chciał wypocząć, odczuwał swoje położenie w dość ambiwalentny sposób. Z jednej strony tak upragniona chwila relaksu w gospodzie w końcu nadeszła. Ba, nie musiał prosić o jadło i napitek. Doskwierało mu jednak paskudne samopoczucie. Ból głowy mimo że osłabł, wciąż doskwierał, tak samo jak obolałe ciało. Co więcej, apetyt wcale nie był szczególnie wielki u Łowczego; wręcz wmuszał w siebie posiłek. Był głodny, ale nie miał ochoty jeść.
W pewnym momencie niemal całkowicie stracił motywację do wchłaniania tego, co zostało na talerzu. A została pokaźna ilość, bo około połowy tego co było przyniesione.
- Co jest? Nie smakuje? Zepsute?... - zagadnął gospodarz.
03.11.2017, 06:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

Jedzenie było przepyszne, całą noc spędził w lesie polując na demona, jest wymęczony, głodny... więc co jest z nim nie tak? Widocznie jakaś choroba go dopadła, jednak co takiego mógł złapać w lesie? Zwykłe przeziębienie to na pewno nie jest, a na nic poważniejszego nie mógł natrafić. Chyba, że sama potyczka z demonem odcisnęła na nim swoje piętno. Nieee... to niemożliwe, jeśli tak by się działo każdy mistyk od razu by umierał zaraz po pierwszym starciu z wysłannikami piekieł.
- Nie, nie, jedzenie jest naprawdę doskonałe - odpowiedział, z ustami pełnymi chleba, którego nie potrafił przełknąć. Ostatecznie jednak, popijając sporą ilością piwa, udało mu się to. Nie był to najlepszy pomysł. Krótki, acz potężny odruch wymiotny wstrząsnął ciałem Łowcy, jednak siła woli pozwoliła mu na utrzymanie posiłku w żołądku. - Chyba wczoraj podczas polowania na demona podłapałem w lesie jakieś paskudztwo. Nic poważnego, naprawdę - Rzekł, po czym uznał, że więcej nie będzie w stanie w siebie wcisnąć, nieważne jak długo by modlił się nad talerzem. Odsunął go od siebie, rozparł się na krześle próbując uspokoić wzburzony żołądek. Niezbyt mu to wyszło.
Łowca pochylił się gwałtownie, opierając ręką o kontuar i zwymiotował cały posiłek na i tak już brudną podłogę. Chwilę próbował złapać oddech, po czym rzekł... nie, nic nie rzekł. Kolejna fala wymiocin wylała się z ust Łowcy, dalej brudząc podłogę. Więcej nie próbował nic mówić, jedynie dorwał się do kufla z piwem i ostrożnie spróbował przemyć usta, nie powodując przy tym kolejnych odruchów zwrotnych. - Przepraszam - powiedział tylko cicho, nawet nie patrząc na karczmarza. Było mu wstyd jak cholera. Ten dał mu darmowe jedzenie, a on w zamian upierdolił mu gospodę, idealnie. - Posprzątam to, oczywiście, daj mi tylko chwilę... -
04.11.2017, 20:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

STRAŻNIK
Pociemniało, pojaśniało... Zawroty głowy i skupienie się na osobistej porażce przysłaniały Avaraadowi resztę świata.


arczmarz chyba spodziewał się takiego obrotu spraw. Niewzruszony zbyt przebiegiem wydarzeń, po prostu odsunął się nieco, gdy nastąpił punkt kulminacji... Odchrząknął, idąc na drugi koniec lady po jakąś szmatę zapewne. Słychać było też obijanie się o coś kubła z wodą.
- Niee, nie. Słuchaj. - rzekł, chyba całkowicie ignorując wszystko, co mu w tych paru chwilach powiedział Avaraad. Nawet brwi nie uniósł, gdy usłyszał o rzekomym "polowaniu na demona". - Idź do Sanginusa, naprawdę. To dobry medyk. Uleczy cię z każdego świństwa. My sobie z tym poradzimy. Odprowadzić cię? - zagadnął ze szczerymi chęciami. Rozejrzał się następnie po gospodzie, jakby w poszukiwaniu osoby chętnej do pomocy Łowczemu. Ale cóż, mało kto został w pomieszczeniu. I w dodatku nikt się chyba nie kwapił do oderwania się od "swoich spraw".
Stan Avaraada trochę się polepszył po wymiotach, a raczej samopoczucie. Bo o ile czuł się jakby trochę ze sobą lepiej, fizycznie, to jego duma trochę na tym ucierpiała. Był też nieco roztrzęsiony. Ze zdenerwowania? A może to kolejny symptom chorobowy?
06.11.2017, 12:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

Łowca był w tym momencie niezwykle wdzięczny karczmarzowi za to, że nie robi burdy o to co się właśnie stało. Czerwień wstydu rozświetliła twarz Avaraada, co było aż nazbyt widoczne przy jego bladości. Jedynym plusem był fakt, że Łowca nie miał na sobie swojej maski jak zwykł robić przez większość czasu. Skończyłoby się to co najmniej komicznie. Przynajmniej dal gości karczmy, bo sam Avaraad byłby mniej rozbawiony.
- Nie, dziękuję - odpowiedział na propozycję pomocy w dotarciu do Sanginusa. Nie był aż tak chory, żeby nie dać rady sam dojść na miejsce. Perona nie była wcale aż tak wielka, a Łowca był przyzwyczajony do chorób. W końcu większość życia spędził w lesie co mocno go uodporniło na niewygody.
Jak postanowił, tak zrobił. Podparł się o stół, napiął mięśnie i wstał.
Skończyło się to potężnym zawrotem głowy, pociemnieniem przed oczami i przyklapnięciem na krześle, z którego próbował się podnieść. - Z drugiej strony... pomoc chyba jednak się przyda. - powiedział, spoglądając na karczmarza.
06.11.2017, 18:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

STRAŻNIK
Wyjście na zewnątrz było zdecydowanie bardzo dobrym pomysłem. Nieco świeższe powietrze orzeźwiało w minimalny sposób.


obrze... - rzekł karczmarz. - Dagna, posprzątasz? - zapytał, wiedząc, jakie uczucia wzbudzi to w jego córce. Ale cóż, praca to praca. Zapewne nie pierwszy raz to będzie, jak panna będzie sprzątała po którymś z gości wymiociny. Karczmy to dość... podatne na takie sytuacje miejsce.
W tym samym czasie sam gospodarz przybytku podszedł do Avaraada i przerzucił sobie jego ramię przez szyję, pomagając mu wstać. Teraz poszło o wiele lepiej. Ba, Łowca był wręcz pewny, ze dalej poradziłby sobie bez niczyjej pomocy. Ale skoro już nią dysponował, to być może warto było ją wykorzystać...
Zaczęli zmierzać do chaty starosty. Czekała ich niedługa droga. Na zewnątrz kusznik poczuł się znacznie lepiej. Powiew przyjemnego powietrza "oczyścił" mu płuca; mimo że wciąż był obolały i czuł się cholernie źle, to raczej był w stanie normalnie funkcjonować.
Chata miała otwarte drzwi. Sanginus z pewnością był wewnątrz.
- Poradzisz sobie chyba? Widzę, że trzymasz się na nogach. - rzekł, przestając wspierać swoją posturą chwilowego towarzysza. - Muszę wracać do karczmy. Robota czeka. A, jak już wyjdziesz to daj znać, czy to cholerstwo jest zaraźliwe. - uśmiechnął się ponuro do Łowczego. Nie wiedzieć czemu, nie miał oporów przed wsparciem go w tej podróży, mimo że - jak widać - doskonale był świadom możliwych konsekwencji.

06.11.2017, 21:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

Wyjście z karczmy to był naprawdę dobry pomysł. Szkoda, że Avaraad nie wpadł na niego wcześniej, przed tym cholernym incydentem w środku. Ale cóż... mądry Łowca po szkodzie. Droga nie stanowiła większego problemu, zwłaszcza gdy od czasu do czasu mógł się oprzeć na karczmarzu. Gdyby nie to zapewne kilka razy by się zachwiał, a może nawet i przewrócił. Wolał nie ryzykować powtórki z karczmy. Ciemność przed oczami nie jest najlepsza dla strzelca.
- Dziękuję. Na pewno dam znać jeśli czegoś się dowiem - odpowiedział krótko karczmarzowi, wdzięczny, że ten odprowadził go pod same drzwi, ryzykując własnym zdrowiem. Mieszkańcy Perony muszą się wspierać teraz bardziej niż kiedykolwiek, a ten człowiek był tego doskonałym przypadkiem.
Avaraad chwilę odprowadzał przez chwilę karczmarza wzrokiem, po czym zapukał do drzwi domu starosty. Nawet nie czekał na zaproszenie, po prostu wszedł. Nie miał nastroju na wyczekiwanie na progu. Całe szczęście starosta siedział przy stoliku, prawie jakby czekał na Łowcę. - Sanginusie, chciałeś się ze mną widzieć? - zapytał od progu. Szybko zamknął drzwi, żeby nie wyziębiać pokoju, po czym bez pytania opadł na jedno z wolnych krzeseł naprzeciwko starca. Może i było to nieuprzejme i pochopne działanie jednak wolał to niż upadnięcie na ziemię, gdyż kolejna fala słabości znowu zalała jego ciało. - Wybacz, nie czuję się najlepiej. - wytłumaczył się jedynie krótko, żeby nie wyjść na zupełnego chama.
Gracz opuścił wątek
06.11.2017, 21:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

STRAŻNIK
Pogoda pogarszała się z minuty na minutę. Delikatna mżawka musnęła plecy mistyka, gdy ten otworzył drzwi karczmy.



zrok karczmarza, tak jak i pozostałych gości karczmy, spoczął na Corristo, gdy ten ledwie otworzył drzwi. Widać było, że wszyscy są zaciekawieni nowym przybyszem, jednak nikt nie pokwapił się o powitanie go. Rozmowy nagle przycichły, część ludzi w ogóle przestała rozmawiać. Wpatrywali się tylko posępnie w kufle stojące przed nimi.
- Witaj w moim przybytku. Nie zwracaj uwagi na innych, jeszcze się nie otrząsnęli po ostatnich zdarzeniach - powiedział gospodarz, gdy tylko mistyk zasiadł przy ladzie. Widać było, że jest niezwykle zmęczony, jednak z podniesioną raźnie głową wciąż usługiwał innym, próbując dać im chociaż odrobinę poczucia dawnego spokoju. - Coś do jedzenia albo napitku? Obawiam się, że nie mamy wiele ale coś zawsze się znajdzie. Informacji dam Ci tyle ile będziesz potrzebował ale obawiam się, że poza posiłkiem i miejscem do spania nie mam nic do sprzedania.


08.01.2018, 17:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

ozumiejąc nastawienie lokalnej społeczności i nieskrywanej antypatii do obcych, postanowił nie reagować na ich zachowanie w żaden sposób, by tylko nie zaogniać obecnej sytuacji. Mimo wszystko, Corristo starał się nie tracić czujności, ponieważ zraniony i sfrustrowany człowiek, nie mający nic do stracenia, może dopuścić się najgorszych czynów, nawet jeżeli byłoby to sprzeczne z jego pierwotną naturą. Jednakże póki co, nie było większych przesłanek, które miałyby zwiastować coś złego, a pozytywne nastawienie karczmarza, napawało jedynie optymizmem, o który w dzisiejszych, ciężkich czasach, naprawdę trudno. Corristo nie chcąc przedłużać, postanowił przejść od razu do meritum sprawy.
- Chciałbym się dowiedzieć kilku rzeczy, jako że niedawno przybyłem do Perony, jeżeli uzyskałbym na nie odpowiedzi, byłbym niezwykle rad z tego powodu, jeżeli odmówisz, uszanuje twoją decyzję.Pierwsze z pytań wiąże się z wydarzeniami, które miały ostatnio miejsce w Peronie. Słyszałem jedynie szepty ludzi, którzy pogardliwym wzrokiem jedynie mnie zbywali, a ból i cierpienie wypisane na ich twarzach, nie pozwalały mi na zadanie im tego pytania.
Drugą kwestią, jest las, roztaczający się w kierunkach wschodnich i północnych patrząc z perspektywy miasta na mapie, czego mogę się w nim spodziewać, ponieważ mam zamiar udać się w te rejony w poszukiwaniu ziół i wolałbym być świadomy ewentualnego zagrożenia.
Ostatnim mym pytaniem, którymi dzisiaj Cię zamęczam, jest to czy byłbyś w stanie sprzedać mi kilka pustych butelek lub fiolek , moździerz lub wskazać miejsce, w którym mógłbym je nabyć.
Kończąc całą serię pytań, które go nurtowały od samego przybycia do Perony, postanowił w zamian za dobroć, jaką okazał mu postawny mężczyzna, chociaż zamówić coś do jedzenia, wspierając tym samym jego biznes w tych trudnych czasach. - Zapomniałbym o najważniejszym - szybko dodał z lekkim uśmiechem na ustach - Prosiłbym również o jakąś prostą strawę na wędrowca, w końcu przybyłem do karczmy - skończył, drapiąc się kościstymi palcami po brodzie, która czasami była nieco dokuczliwa, aczkolwiek z przyzwyczajenia jest nie ścinał, jakby chował coś przed światem pod jej włochatą powierzchnią.
11.01.2018, 00:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna