Karczma "Złotogrosz"
#21

Fergu ruszył przed siebie, nie przejmują się swoim kompanem. Wychodząc, usłyszał o jakiejś księdze, która miała pomóc w odnalezieniu mordercy jego brata. Na pewno zajmie się nią ten drugi mag z kolegą, ja się wtrącać nie będę - pomyślał w duchu mężczyzna, idąc nadal do obranego celu, nie zwracając uwagi na kolegów. Najważniejsze było teraz odnalezienie mordercy i doprowadzenie go pod sąd... Albo zwyczajne w świecie zaszlachtowanie zbrodniarza na miejscu... Rada nie powinna mieć nic przeciwko temu, zawsze można powiedzieć, że wywiązała się potyczka i nie było innego wyjścia jak samemu wymierzyć sprawiedliwość. Właśnie taki sąd preferował Therion, który nie mógł się doczekać spotkania, na szczęście nawet on wiedział, że spotkanie może nie nastąpić i złoczyńca ucieknie.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







11.05.2013, 11:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#22

Shi, mimo, że z lekką niechęcią, prawie natychmiast zainteresował się oblepioną zakrzepniętą już krwią księgą. Therion natomiast postanowił zostawić ją w rękach towarzyszy jego misji, czyli wyżej wymienionego białowłosego oraz Saito, co klarownie przedstawiło im jego wyjście z karczmy. Nie komentując w żaden sposób zaistniałego moment temu wydarzenia, Fregun opuścił placówkę kierując się w stronę portu, a niedługo po nim wyszli także jego towarzysze. Shi oddał się w dużej mierze myślom o księdze i co może oznaczać skrót, który przez zmarłego mężczyznę został wcześniej zapisany. I dlaczego, z jakiego powodu drugi, nieżyjący już karczmarz tak gorliwie i zawzięcie czytał zawarte tam teksty?
Pismo nosiło nazwę "Ipsom Msoczyhc Zdieic". Przypominała nieco swym układem księgę z zapisami dziejów, ułożoną chronologicznie, a każdy wers i linijka osobno oznaczone były cyframi. Pomimo widocznych śladów krwi widać było, że literki, które przedstawiały tytuł, są ze złotego materiału, - możliwe, że było to nawet czyste, choć prawdopodobnie niskokaratowe złoto - a oprawa jest z ciemnej, prawdopodobnie dobrej jakości skóry. Kartki wyglądały na dosyć starawe, bowiem były lekko podniszczone, acz nadal zachowywały to, co zapisane kartki zachowywać powiny. Także pomimo stosunkowo niezbyt miłych dla oka skaz, widać było, że byle książeczka to nie jest, i chociaż nie była bardzo bogato zdobiona, zawierała w sobie jednak coś co wzbudzało w magach lekkie wrażenie, że ze zwykłym, byle jakim pismem doczynienia nie mają.
Do portu nie mieli niesamowicie daleko, ale za specjalnie blisko też tam nie było. Ot, maksymalnie godzina drogi, przy szybszym tempie może z kilkanaście minut mniej. Jednak, gdy każda minuta oraz każda sekunda były niewymownie cenne, jak tu nie brać godziny jako ogrom czasu dzielący ich od portu? Trzeba jeszcze dodać, że wcale pewne nie jest, iż ową Sandy tam zastaną - równie dobrze mogła być już gdzieś indziej, hen daleko stąd. Droga do ich miejsca docelowego wiodła niezbyt szerokim, acz wystarczającym szerokością deptakiem, przy którym stało kilka starszych kamienic oraz niewiele karczm czy spelun. Zdawałoby się, że dzielnica jest wyjątkowo spokojna, gdyż prawie nikt nie wychylał nosa poza drzwi swojego mieszkania. Ewentualnie, niektórzy mężczyźni łaskawie ruszyli swoje odwłoki i doczłapali się parę kroków obok do najbliższej karczmy, by tam porozmawiać przy kuflu dobrego trunkiu. Na dworze jednak nie dało dostrzec się nikogo - praktycznie ani żywej duszy, acz niedługo trójka magów spotka takie minimum sześć. Dlaczego? Pewne skręty w boczne uliczki zabezpieczone są bramami, w tej dzielnicy strzeżonymi - każda po trzech strażników. Pilnowali bacznie cały czas, niezależnie od pogody, jednak nie zagadawszy do nich magowie nie dowiedzą się niczego.
Pogoda była zdecydowanie nieprzyjemna - zimno, ślisko, mokro, gdzieniegdzie może blade przebłyski słońca, bardziej oślepiające bielą niż rozjaśniające dzień. Droga szykowała się mozolnie, prawdopodobnie i będzie się wydłużać, ale czego nie robi się dla dobra misji?
17.05.2013, 00:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#23

Shi starał się nie zgubić swojego kompana, a jednocześnie poświęcał uwagę książce, którą trzymał w rękach. Było to nieco uciążliwe. Przez chwilę przyglądał się tytułowi: "Ipsom Msoczyhc Zdieic". To oczywiście anagram, pomyślał. Właściwa nazwa brzmiała tak: "Pismo Smoczych Dzieci". Już sam tytuł nie wróżył niczego dobrego. Po co zwykłemu karczmarzowi pismo o smokach? Shi nie zdziwiłby się, gdyby należał do jakiejś sekty poszukujących smoczej potęgi. Mógł przyłączyć się do nich po śmierci matki - na co wskazywał fakt, że zaczął czytać tę książkę właśnie wtedy.

- Nie wiesz, czy istnieją w tym miejsce jakieś organizacje oparte na smokach? - zapytał, przyspieszając kroku, by zrównać się z Therionem. Sam szukał w pamięci, ale żadnej nazwy nie mógł sobie przypomnieć. - Oczywiście Rada niekoniecznie musi o nich wiedzieć - dodał kwaśno.

Wciąż szukał w książce tytułu, który dałoby się skrócić do "Oz". Choć biorąc pod uwagę fakt, że tytuł zapisano jako anagram, może powinien też poszukać "Zo"? Potem już łatwo znajdzie cytat, o który chodziło zabitemu.
18.05.2013, 13:09
Przeczytaj Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#24

Podróż bywa czym niesamowicie wyczerpującym, jeżeli nie zna się podstawowych zasad zachowania w terenie. Nieważne, czy obrałoby się drogę w lesie, czy dobrze już znany trakt. Wszędzie czyhają niebezpieczeństwa, nawet na najbardziej wprawionych mężów, szczególnie gdy przebywa się spory dystans w pojedynkę. Z tego też powodu Conn odetchnął głęboko, gdy znalazł się już za drzwiami karczmy zwanej "Złotogrosz". Od razu dotarło do niego uczucie ciepła, a wraz z nim hałas generowany przez wiele męskich gardeł. Ponadto zapach, który mógłby nazwać przyjemnym, wręcz bardzo przyjemnym... no właśnie mógłby. Jednak na drodze takiego stwierdzenia stanął pewien szkopuł. Poza zapachem jedzenia i trunków jego nozdrza drażnił również odór zapijaczonych już gardeł, należących do wcześniej wspomnianych hałaśliwych osobników. Również aromat męskiego potu nie oszczędził mu dzisiaj swojej obecności. Nie chcąc zwracać na siebie zbyt wiele uwagi spokojnym krokiem odszedł w stronę jednego z rogów karczmy. Na całe szczęście większość bywalców tańcowała na środku parkietu, gaworzyła przy ladzie z karczmarzem lub zwyczajnie w swoim towarzystwie obalała kolejne litry alkoholu przy dalszych skrajach stołów. Mógł więc spokojnie zasiąść za drewnianą twierdzą, jaką w tej chwili stał się dla niego jeden z blatów. Oddzielał go w pewien sposób od tego wszystkiego i pozwalał ze spokojem rozkoszować się ciepłem jakie panowało w pomieszczeniu. Za to właśnie uwielbiał karczmy. Zazwyczaj wypchane po brzegi stanowiły idealne schronienie. Bo w końcu gdzie człowiek lepiej może ukryć swoją obecność jak nie w tłumie? Kto zwracałby uwagę na takie chuchro? Kto chciałby zaczepić młodego Łowcę, który najzwyczajniej w świecie zwady z nikim nie szukał, a jedynie odnalazł mały przystanek na swojej długiej trasie. Czego szukał młodzian w tak odległej krainie o niezwykle surowym klimacie? Skór oczywiście. Tutejsze zwierzęta posiadały jedne z najpiękniejszych i najlepszych w całym królestwie. Musiałby być głupcem, by nie spróbować pozyskać kilku dla siebie. Po odpowiednim przygotowaniu stałyby się idealnym materiałem na wykonanie z nich kilku drobiazgów lub czegoś większego. Później wystarczy dostarczyć je do jednego z miast położonych na wschodzie, by zbić na nich niemałą sumkę. Sprawa prosta i oczywista dla chłopaka. Wszakże parał się tym zajęciem już kilka ładnych lat i nie miał zamiaru zbyt szybko przestawać. Plecak, który miał ze sobą spoczywał teraz obok niego na podłodze. Podobnie zresztą jak łuk i kołczan ze strzałami. Sam nie był pewien, czy wnoszenie tutaj tych przedmiotów nie jest pewną obrazą dla miejscowych, ale chyba nie powinno. Ludzie z tych okolic byli zaprawieni w bojach, twardzi niczym niedźwiedzie walczące każdego dnia z matką naturą o skrawek ziemi. Czy posiadanie przy sobie broni mogło ich w jakikolwiek sposób urazić? Bać się tego zapewne nie bali, a w razie czego mogli poprosić by nieznajomy zaprezentował swoje zdolności. Słyszał kiedyś, że takie "pokazy sił" były tutaj czymś zwyczajnym. Mimo wszystko był zbyt zmęczony, by cokolwiek, komukolwiek udowadniać, dlatego też zasiadł tak daleko od ogólnego zgiełku. Powoli sięgnął do swego plecaka i wyjął z niego mały bukłak z winem. Obraza dla karczmarza? Zapewne tak, ale co mu do tego jeśli chłopak zrobi to zwinnie, nie zwracając uwagi i tak już rozproszonych swoim towarzystwem ludzi? Ujął w usta maleńki łyk, po czym schował zakręcony już bukłak z powrotem na jego miejsce. Alkohol przyjemnie rozlał się po gardle, a jego smak i grzewcze właściwości szybko uderzyły chłopakowi nieco do głowy. Miał on ją zawsze słabą. Co prawda taka ilość wina wiele zdziałać nie mogła, ale nieco rozluźniła zmęczonego podróżą jegomościa. Po chwili zaczął on obserwować oddalonych nieco ludzi. Ciekawiło go, czy znajduje się wśród nich jakikolwiek Łowca lub zwykły myśliwy, który mógłby mu nieco opowiedzieć o tutejszych lasach i zwierzynie. Conn bywał już tu za młodu, ale nie pamiętał za dobrze tego skrawka krainy. Z tego też powodu wolał dowiedzieć się więcej od miejscowych. Tylko do kogo tu zagadać...
30.08.2014, 19:55
Przeczytaj Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#25

Koss przekraczając próg karczmy od razu wiedział, że nie będzie się w niej dobrze czuł. Było tu zbyt gorąco, zbyt tłoczno i zbyt głośno, jak na jego standardy. Nie miał jednak siły szukać jakiegoś innego miejsca schronienia, był po długiej podróży, bolały go nogi i na dodatek doskwierał mu potworny głód. Musiał chwilę odsapnąć i postanowił przezwyciężyć ogólną niechęć do wypchanych lokalów, aby dać swym nogom chociaż kilka godzin przerwy. Ściągnął więc kaptur z głowy, ukazując całemu światu swoje białe włosy oraz fioletowe oczy. Oczywiście przyciągnęło to kilka zaciekawionych spojrzeń, zdążył się jednak już do tego przyzwyczaić, dlatego zignorował niegrzeczność niektórych ludzi. Nie będzie przecież jak jakiś dziwak siedział w płaszczu, kiedy już czuł, że pot skrapla się na jego ciele. Poprawił więc plecak, chwycił mocniej futerał i rozejrzał się po lokalu.
Przybył do Greathard z dwóch powodów. Po pierwsze panował tutaj surowy, mroźny klimat, który dla niego był jak znalazł. Wszędzie indziej panowało nieznośne gorąco i co prawda zdążył się już do tego przyzwyczaić, jednak zawsze to milej trafić do rejonu z bardziej przyjazną dla siebie pogodą. Poza tym słyszał o jakimś zamieszaniu z demonami w okolicy. Nie był co prawda ekspertem w ich eksterminacji, jednak w listach wyraźnie było napisane, iż każda pomoc się przyda. A że chłopak pomagać lubił, to praca była dla niego jak znalazł. Jednak jego wrodzone gapiostwo sprawiło, że jak zwykle nie trafił tam gdzie chciał i zamiast odwiedzić Jelenie Wzgórze, trafił do Greathard. Nie chciało mu się w chwili obecnej zawracać, bo jak już zostało wspomniane wcześniej, był cholernie zmęczony.
Postąpił kilka kroków w przód i wziął głęboki wdech. Grymas na jego twarzy pozwalał stwierdzić, iż niekoniecznie spodobało mu się zapach, który dotarł do jego nozdrzy. Niezrażony jednak podszedł do lady i oparł na niej ręce.
- Dajcie mi coś do jedzenia. Cokolwiek. Może być specjalność kuchni albo coś. Tylko niech będzie ciepłe i sycące - polecił, a potem odwrócił wzrok w poszukiwaniu wolnego miejsca.
Zazwyczaj chłopak był nieśmiały i grzeczny aż do bólu, teraz jednak nie miał siły na takie rzeczy. Musiał się najeść i odpocząć. Jednocześnie nie miał ochoty na towarzystwo zgrai pijanych bywalców, dlatego od razu skierował się w kąt pomieszczenia. W trakcie drogi ściągnął plecak z jednego ramienia i zaczął w nim grzebać, mamrocząc coś przy tym pod nosem.
Zajął miejsce przy jednym ze stolików i postawił plecak na nim. Pod nogami znalazł się futerał. Po chwili młody akolita wygrzebał księgę zielarską, która z łoskotem powędrowała na blat przed nim. Otworzył ją i wyciągnął z niej mapę, rozłożył ją i zaczął się przyglądać.
- Gdzieś musiałem źle skręcić... - Stwierdził, wodząc wzrokiem po skrawku papieru.
Dopiero po dobrych kilkunastu sekundach zdał sobie sprawę, iż dosiadł się do jakiegoś chłopaka z krótkimi włosami, prawdopodobniej mniej więcej w jego wieku. Na twarzy Kossa pojawił się wyraz zakłopotania.
- Oh, wybacz. Gapa ze mnie. Już się zbieram - mruknął, wiercąc się nieporadnie. Wszystko to sprawiło, iż kopnął i przewrócił swój futerał, plecak z łoskotem powędrował na ziemię, a mapa prawie się podarła.
- Jasna cholera - powiedział białowłosy z roztargnieniem. - Już się zbieram - Zapewnił po raz kolejny niespodziewanego sąsiada, zabierając się za składanie mapy.
30.08.2014, 20:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#26

Nie sądził, że ktokolwiek wybierze to samo miejsce co i on na spoczynek. Wszakże kto normalny siadałby na samym krańcu karczmy z dala od ogólnej zabawy panującej w pomieszczeniu. Wszakże miejsce to idealnie nadawało się dla tych, którzy nie chcieli zwracać niczyjej uwagi, więc można by twierdzić, że taki właśnie był zamiar białowłosego. Taki oto nietypowy kolor włosów miał młodzian, który dosiadł się naprzeciw Łowcy. Zaczął po chwili już coś szukać na mapie, która wylądowała na blacie stołu wespół z książką zielarską. Dość ciekawe atrybuty, można wnioskować z nich, że owy jegomość nie należał do miejscowych, a zatrzymał się w tym przybytku podobnie jak Conn, w celu odpoczęcia po podróży. Jednak już po chwili, gdy zorientował się, że nie jest tutaj sam chciał zabierać swoje szpargały i wynosić się w inne miejsce. Wtedy też ciemnowłosy młodzian uniósł lekko rękę na znak, by chłopak został. Uśmiechnął się lekko pod nosem, po czym z jego ust popłynęły ciepło brzmiące słowa.
- Nie martw się mną. Jestem jedynie podróżnikiem, który zawitał tutaj na jakiś czas. Sądząc po ubiorze i ekwipunku ty również? Zostań w tym miejscu, jest ciche, spokojne, a i smród mniej tutaj doskwiera. Zwą mnie Conn, a ty mój drogi jakie imię nosisz podczas podróży po tym ziemskim padole?
Chłopak pomimo tego, że nie przepadał za towarzystwem, wyczuł w białowłosym coś co skłoniło go do powitania się i zadania pierwszego pytania. Cóż to mogło być? Gdyby wierzył w takie rzeczy jak przeznaczenie zapewne nazwałby tym mianem to co teraz miało miejsce. Siedzi sam na krańcu świata, a oto zjawia się przed nim młodzian w jego wieku sądząc po wyglądzie, najwidoczniej podróżnik, z mapą, książką zielarską i do tego będący gapą... A przynajmniej tak można było sądzić po jego zachowaniu. Może sami bogowie chcieli, by przełamał się choć raz i poszukał kogoś kto mógłby pomóc mu w podróży choć odrobinę?
- Czego szukasz w tych stronach jeśli można zapytać? Ja niestety nie znam ich za dobrze, ale może nasze interesy są zbieżne?
31.08.2014, 18:55
Przeczytaj Cytuj

PRZEDMIOT

Kliknij w obrazek


Karczma "Złotogrosz"
#27

Uspokajający gest niespodziewanego towarzysza sprawił, iż Kossjen przestał się niezgrabnie krzątać i powodować jeszcze większy bałagan, niż powinien. Usiadł więc nieruchomo, uspokoił myśli i zaczął działać sensownie, bez tego chaosu i gapiostwa. Najpierw złożył mapę i schował ją do kieszeni płaszcza. Następnie zdjął ów płaszcz i powiesił go na swoim siedzeniu, bowiem było tutaj zbyt gorąco, aby siedzieć w dodatkowym odzieniu. Potem podniósł plecak i oparł go o nogę swojego krzesła. To samo uczynił z futerałem, który wylądował między jego nogami. Dopiero po wykonaniu tych wszystkich czynności usiadł, położył ręce na blacie i skupił całą swoją uwagę na nieznajomym. Przemawiał doprawdy niczym nadworny poeta i białowłosy siłą powstrzymywał uśmiech, który pchał mu się na usta.
- Ja jestem Kossjen. Ale możesz mi mówić Koss. Tak jest krócej. To znaczy jeśli chcesz. Jeśli chcesz mówić krócej. No... - chłopak przyłożył dłoń do ust i odchrząknął. Kiepski początek. Jeszcze raz. -Tak, nie jestem stąd. Właściwie to trafiłem tutaj przez przypadek, bo chciałem odwiedzić Jelenie Wzgórze. Niezły burdel się tam zrobił. Znaczy no, nie że prostytutki, tylko... no, na pewno słyszałeś. W każdym razie chciałem pomóc. Lubię pomagać. Ale musiałem gdzieś źle skręcić i ominąć wieś, zamiast tego trafiłem do Greathard. I na razie nie mam siły wracać. Muszę odpocząć i zjeść coś ciepłego. - Odpowiedział już bardziej składzie.
Jak na zawołanie do ich stolika podszedł jeden z pracowników, przynosząc talerz z jedzeniem. Mięsiwo polane sosem, ziemniaki oraz jakiś dodatek trudny do zidentyfikowania. Kossjen nie marzył o niczym innym. Rzucił się na jedzenie niczym głodna bestia, wciskając do ust spore kawałki pożywienia. Dopiero po chwili podniósł wzrok na chłopaka przed nim i głośno przełknął.
- Och wybacz, zachowuję się strasznie niegrzecznie. Ale jestem naprawdę głodny - stwierdził przepraszającym tonem i uśmiechnął się delikatnie. Przetarł rękawem pot, który skraplał mu się na czole. - Rany, strasznie tu gorąco. Ty nie chcesz nic jeść? Jak chcesz to ci zamówię - zaproponował. Zawsze niekomfortowo jest jeść, kiedy ktoś inny siedzi przy stole i tylko patrzy. A tak to mogliby obaj się pożywić i przy okazji porozmawiać.
- Jeśli nie znasz tych terenów, to myślę, że mogę ci pomóc. Bardzo dobrze znam się na mapach. Znaczy no, tym razem akurat zabłądziłem, ale to bardziej przez brak orientacji w terenie. - Powiedział i zaśmiał się nerwowo. Nie było zbyt dobry w nawiązywaniu nowych znajomości, jednak ta rozmowa chyba nie szła aż tak złym torem. Może brązowowłosy towarzysz nie uzna go za życiową ciamajdę. Albo przynajmniej będzie udawał, że tak nie uważa.
01.09.2014, 00:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#28

Chłopak, z którym Conn właśnie rozmawiał był dość nietypowy. Początkowo można by odnieść wrażenie, że jest strasznym gapą i ciamajdą, ale ciemnowłosy starał się nigdy nie ulegać iluzji. Już zdarzało mu się spotykać takich jegomościów, na pierwszy rzut oka roztrzepanych, jednak podczas swych obowiązków skupionych wręcz do granic ludzkich możliwości. Z tego też powodu jedynie delikatnie uśmiechnął się na słowa chłopaka. Nazwa, którą wymienił chłopak nie mówiła mu za wiele, z tego też powodu zainteresował się nieco celem podróży białowłosego.
- Wybacz mi mój drogi, ale rzadko podróżuje głównymi traktami, dlatego też wiele wiadomości z królestwa dociera do mych uszu z opóźnieniem. Cóż to za chaos zapanował na rzeczonych Jelenich Wzgórzach? Co prawda me plany były zgoła inne, ale skóry nie zając, nie uciekną. Może będę w stanie pomóc Ci w Twej podróży, jeżeli osoba poruszająca się bezszelestnie po leśnych ostępach by Ci się przydała. Zawsze jestem otwarty, gdy przygoda puka do drzwi mej jaźni. Opowiadaj więc co takiego dzieje się w miejscu, w które zmierzasz?
Czego miłośnik map mógł szukać w takich okolicach? Jakiegoś ukrytego skarbu, służby u zamożnych ludzi, a może zwietrzył jakiś interes? Zawsze warto było zdobyć takie informacje. Na propozycję jedzenia Conn zaprzeczył jedynie gestem dłoni. Nie czuł w tej chwili głodu. Zazwyczaj jadał w podróży. Przywykł do mięsa dzikich zwierząt i jakoś nieswojo czuł się jedząc w zamkniętych pomieszczeniach. Posiłki tutaj miały już inny smak, poza tym wolał wiedzieć co dokładnie wkłada do miski. Na informacje, którą później rzucił chłopak zareagował już szczerym, promiennym uśmiechem.
- No widzisz drogi Kossjenie. Ty znasz się na mapach, ja świetnie radzę sobie z orientacją w terenie. Widocznie bogowie chcieli byśmy się dzisiaj tutaj spotkali. Więc może zawrzemy układ. Ja pomogę Ci bezpiecznie dotrzeć w miejsce, do którego zmierzasz, pomogę ile będę w stanie, a później ty zapoznasz mnie z najlepszymi miejscami w okolicy? Tak bym spokojnie mógł spędzić tu później nieco czasu?
Po tych słowach wyciągnął otwartą dłoń w stronę rozmówcy na znak chęci zawarcia porozumienia.
03.09.2014, 04:30
Przeczytaj Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#29

Kossjen wzruszył ramionami i zabrał się za pochłanianie dalszej części swojego obiadu. Nie zajęło mu to dużo czasu, po chwili talerz świecił już pustkami. Teraz jeszcze tylko chętnie by się czegoś napił. Sięgnął więc do plecaka, odwiązał mały bukłak, po czym odkręcił go i poczęstował się kilkoma łykami wody. Otarł usta rękawem i był gotów do prowadzenia dalszej dyskusji.
- Oh, straszna rzecz się tam stała. - Stwierdził chłopak, robiąc dramatyczną chwilę ciszy, aby pobudzić ciekawość rozmówcy. - Demony zaatakowały! Ponoć cała wioska została spalona, a z ludzi nie przeżyła nawet połowa. Król rozesłał listy, w których namawia do każdej możliwej pomocy. Ja oczywiście demonom wielkiej krzywdy nie zrobię, ale trochę nie znam na ziołach i lecznictwie, więc mógłbym coś tam pomóc... tak mi się przynajmniej wydaje. - Wyznał i przeczesał dłonią białe włosy. Musiał przyznać, iż cała sprawa odrobinę go denerwowała, bowiem wiele czytał o demonach i wiedział od czego są one zdolne. Sam za nic w świecie nie chciałbym stanąć z jednym z nich do walki. Nie zdążyłby nawet krzyknąć, a już miałby rozszarpane gardło. Wzdrygnął się na samą myśl o tym.
Widząc wyciągniętą rękę chłopaka, Koss niepewnie wyciągnął swoją, a potem wykonał uścisk. Nie był zbyt mocny, bowiem siła fizyczna nigdy nie stanowiła atutu Kossjena. Cofnął rękę i odchrząknął.
- Musiałbyś mi jednak powiedzieć co cię konkretnie interesuje. Bo znajdzie się tu wiele ciekawych miejsc dla zielarza, łowcy bestii czy rybaka, jeśli tylko uważniej się przyjrzeć. Gdybyś podał mi swój zawód lub też powód, dla którego się tu znalazłeś... no wiesz, cokolwiek - odpowiedział Kossjen, nagle lekko zaniepokojony. A co jeśli brązowowłosy załatwia tu jakieś ciemne interesy, a on pyta o zbyt wiele? Co prawda nie wyglądał na takiego, jednak zawsze warto było się mieć na baczności. Irracjonalne lęki Kossjena czasem go bawiły, ale pozwalały też uniknąć niebezpieczeństwa, zwłaszcza że teraz był sam i sam musiał o siebie zadbać.
03.09.2014, 16:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#30

Informacja o demonach zaciekawiła Conn'a. Słyszał o nich dość sporo, ale nigdy żadnego nie spotkał, ani też nie miał sposobności rozmawiać z kimś kto widziałby je z bliska. Jak się okazało kilka osób, które tak kiedyś twierdziły podczas rozmowy z nim kłamały. Bajarzy na świecie wiele, informatorów mniej i należało mieć to na uwadze. Jego rozmówca wspomniał o ziołach i leczeniu, co przywołało uśmiech na twarzy młodziana. Wszakże sam się tymi aspektami nieco parał, może nie na poziomie znachora, ale podstawy opanował, co bywało bardzo pomocne w dziczy. Po pytaniu chłopaka o zawód zastanowił się chwilę nad odpowiedzią. Kim wszakże był?
- Ogólnie rzecz ujmując jestem dość wszechstronnym włóczęgą. Przebywam, gdzie mnie los pogna i nogi poniosą. Jeśli jednak chcesz znać szczegóły, to takich jak ja zwą Łowcami. Może na takiego nie wyglądam, ale już niejeden dzik, wilk i niedźwiedź padł od mych strzał. Często pomagam uporać się leśniczym, czy też wieśniakom, z nazbyt ciekawskimi zwierzętami spod kategorii "jeśli spotkasz to uciekaj". Ponadto oprawiam skóry upolowanych zwierząt i sprzedaję lub od czasu do czasu sam z nich coś wykonam. Za młodu szkoliłem się na kaletnika. Znam się też nieco na ziołach i leczeniu, zapewne mniej niż ty, ale w tej materii również mógłbym być pomocny.
Tyle słów wyjaśnienia, chyba wystarczyło. Gdy już znał cel podróży białowłosego, aż zaczęło go korcić by wyruszyć i dzisiaj. Spotkanie demona, chociaż śmiertelnie niebezpieczne mogłoby być niebywałą okazją, do skompletowania doświadczenia. Wszakże nigdy nie wiadomo, o ile uda się przeżyć, czy takie sytuacje nie okażą się niesamowicie przydatną lekcją. Postanowił już w pełni. Wyruszy z Kossjenem do Jelenich Wzgórz i razem pomogą osobą, które pomocy oczekują. Wszakże zwierzęta i skóry poczekać mogą kilka dni, a przerażeni chłopi już niekoniecznie.
- W takim razie wyruszajmy do Jelenich Wzgórz jak najszybciej. Zrozumiem, jeżeli zechcesz wyspać się w tutejszych pokojach, lecz uwierz mi, że spanie pod gwiazdami jest najzdrowsze. Coś o tym wiem. Wszakże każda godzina czekania może nieść więcej cierpienia ofiarom ataków. A my jako ludzie znający się nieco na rzeczy powinniśmy tam pomóc nie sądzisz? Może nie zdamy się na tak wiele jakbyśmy chcieli, ale powinniśmy chociaż spróbować. Kiedyś to my możemy być w potrzebie.
Po tych słowach podniósł się ze swego siedziska, zarzucił plecak na grzbiet i zebrał swoje rzeczy, w tym łuk i kołczan. Spoglądając na rozmówcę uśmiechnął się delikatnie i zapytał.
- Więc jak czynimy mój drogi?
03.09.2014, 18:14
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna