Karczma "Złotogrosz"
#71

Łowca z którym postanowiłem się zabrać na tą wyprawę tylko w jednym celu - aby się wzbogacić - zgodził się bez żadnych przeciwwskazań abym mu towarzyszył. Może patrzył trochę na mnie krzywym wzrokiem i nabierał jakiś podejrzeń, ale jeżeli nie wysunął żadnych warunków naszej współpracy to prawdopodobnie nic wielkiego nie podejrzewa. A nawet jeśli to co z tego, zawszę mogę się upierać, że to co próbuje udowodnić to jedno wielkie kłamstwo. Nie ukrywam zachowanie to odziedziczyłem po moim ojcu, któremu z całego serca życzę bolesnej śmierci. To właśnie on za każdym razem gdy był o coś osądzany wmawiał swoim wspólnikom albo właśnie osobie oskarżającej, że to wszystko kłamstwo. Z tym, że miał przewagę z powodu jednej małej, choć może nie dla każdego, rzeczy a dokładniej posiadał ogromną ilość pieniędzy więc za każdym razem gdy miał jakieś poważne kłopoty to własnie one ratowały jego tyłek. Ja niestety nie dysponuje jeszcze taką sumą aby bawić się w jakieś przekupstwa i wątpię abym kiedykolwiek uzbierał przynajmniej kilka procent tego co udało się jemu. Z drugiej stronę wątpię aby mój towarzysz należał do tej grupy ludzi, którzy z łatwością przejdą na Twoją stronę gdy tylko przed oczami pomacha się im mieszkiem z monetami.
Alexa, bo tak na imię dziewczynę z którą prowadziliśmy krótką ale pełną przydatnych informacji rozmowę, poinformowała nas gdzie możemy ją spotkać gdy uda nam się wypełnić zlecenie, którego się podjęliśmy. Powiem szczerze, że liczyłem na to, że rozliczymy się na miejscu. Jak wspomniałem wcześniej nie za specjalnie miałem ochotę wracać do tego miasta lecz jak trzeba to nic na to nie poradzę. Dodatkowo ruszyła wątek o którym rozmyślałem wcześniej a mianowicie chodzi o zaliczkę. Prawdę mówiąc liczyłem na trochę więcej niż dziesięć srebrnych smoków, ale skoro wspomniała, że później będzie tego więcej to postaram się przez całe zadanie myśleć tą optymistyczną obietnicą. W sumie może ma przy sobie więcej, ale nawet ja nie jestem taki głupi aby płacić nieznanej osobie olbrzymie sumy za coś czego nie jestem pewien, że się podejmie. Z jednej strony jej decyzja była jak najbardziej uzasadniona lecz z drugiej nie pogardziłbym jak by wyłożyła odrobinę więcej. Może gdybym był ubrany jak jakiś biedak czy żebrak z obcych ziem to wtedy zaoferowałaby trochę więcej, ale mówi się trudno. Mimo, że odrobinę zmieniłem swój cel i sposób życia to niektóre nawyki takie jak chęć wzbogacenia się za wszelką cenę lub typowe samolubstwo nadal tkwią w moich żyłach. Nic z tym nie zrobię, choć może to i dobrze?
Następnie dziewczyna podzieliła się informacją odnośnie tego gdzie znajduje się chata jej ojca a przynajmniej chata w której ostatnio był widziany. Jednak zadanie nie było takie proste jakie mogło się wydawać. Skoro nie prowadzi do niej żadna specjalna ścieżka to znaczy, że można łatwo zabłądzić podczas drogi a raczej nie muszę mówić co się dzieje w przypadku osób, które przypadkowo zgubiły drogę do celu? Nie twierdzę, że jestem jakiś słaby czy nie potrafię przyłożyć komuś w pysk, ale zwykle staram się uniknąć walki gdyż w wielu przypadkach jest ona po prostu zbędna. Podsumowując zdobyte informacje. Nasz cel a raczej sub-cel o ile można to tak nazwać znajduje się na wschód stąd a dokładniej nad strumykiem, o którym szczerze mówiąc nie wiele wiem. Musimy sobie sami odnaleźć drogę i zadbać aby przypadkiem nic nam się nie stało w drodze do chatki. Oczywiście lipa by była jakby się okazało, że nie jesteśmy zdolni do dalszego realizowania zlecenia a jeszcze nie dojechaliśmy do celu. Przeczesałem prawą ręką lekko włosy z tyłu głowy po czym zwróciłem się do łowcy stojącego obok. - Mój wierzchowiec stoi przed karczmą więc chyba nic nie stoi na przeszkodzie aby ruszyć razem. Prawda? - Po czym skierowałem się razem z Kylarem do wyjścia a następnie wskoczyłem na rumaka i razem z mężczyzną pognałem na wschód, do miejsca które opisywała Alexa.

[z/t -> Chatka Leśnika ]
10.11.2015, 22:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#72

» MG «

Miejsce: Karczma "Złotogrosz" - wnętrze
Pogoda: Na zewnątrz wieje mroźny wiatr.
Na niebie pojawiają się pierwsze gwiazdy.

Karczma tętniła życiem w najlepsze. Zewsząd dochodziły radosne okrzyki, pijackie ballady i co dziwne brak jakichkolwiek zamieszek. Akolici w pijackim amoku pokazywali sobie coraz to bardziej awangardowe sztuczki i iluzje, gdzieś w kącie grano namiętnie w karty lub zakładano się kto kogo pokona w typowo męskiej bitwie na rękę. Było bardzo przyjemnie i pomimo nietypowej sytuacji trójki bohaterów, właśnie teraz mogli trochę odpocząć. A przynajmniej tak było przez jakiś czas.
Do karczmy wbiegł nieznajomy mężczyzna z uszkodzoną zbroją płytową, złamanym mieczem i licznymi oparzeniami. Jego oczy były przekrwione, przepełnione strachem. Stawiając dwa kroki naprzód, stracił równowagę i runął na drewniana podłogę.
- Proszę... Na zewnątrz... - Wydukał, tracąc przytomność. Z radosnej atmosfery, pełnej okrzyków radości zapadła nieprzyjemna cisza. Ludzie wpatrzeni byli w przybyłego mężczyznę. Ktoś po krótkiej chwili podbiegł do niego próbując udzielić mu jakiejkolwiek pomocy. Z tłumu wyszedł starszy mężczyzna, skierował się w stronę wyjścia. Nim Rea oraz Albreht zdążyli się zorientować i ogarnąć z szoku, starszy facet zniknął im z oczu. Wyszedł.
Otumaniony Dan zainteresował się całym wydarzeniem. Być może poczuł również niepokój. Spojrzał na towarzyszy siedzących kawałek od niego. Podszedł chwiejnym krokiem, roznosząc paskudny fetor wokół siebie. Szaleniec z Rotarii zdał sobie sprawę z obecności opętanego chłopaka w ostatniej chwili, kiedy do jego nozdrzy dotarły nieprzyjemne i znajome zapachy. Obrócił głowę w kierunku opętanego, a wtedy ten wgryzł się mistykowi w krtań, całkowicie ją wyrywając zębami. Krew tryskała na wszystkie strony, Rea w tym czasie została opryskana ciepłą, czerwoną posoką towarzysza. Kolejne szokujące wydarzenie, które nastąpiło w bardzo krótkim czasie. Ludzie zaczęli krzyczeć, zaś Albreht próbując zawyć z bólu, jedynie zabulgotał własną krwią, tracąc przytomność. Nie było dla niego żadnego ratunku. Dan w bestialski sposób wyszarpał fragment ciała i zjadł go pośpiesznie, głośno sapiąc. Jego tęczówki robiły się delikatnie rozmazane i lekko czerwone. Nie zwracał uwagi na ludzi dookoła. Kierowała nim jedynie chora żądza głodu.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







12.11.2015, 18:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#73

Jakoś średnio interesowały ją te hulanki w karczmie, miała w głowie zagwozdkę do rozwiązania i musiała jakoś to sobie poukładać w odpowiedniej kolejności, a mistyk od roślinek nie śpieszył się ze swoimi przemyśleniami. Dla niej to były całkiem poważne rozważania! Nie uważała, żeby uśmiercenie młodego było dobrym rozwiązaniem, ale z drugiej strony... podrapała się po tej czarnej czuprynie, miała za dużo myśli w głowie i wszystko zaczynało się jej mieszać. Powinna się teraz napić. Dużo i obficie czegoś co miało dużo i obficie procentów. To zawsze pomaga. Zanim jednak zdążyła sięgnąć po kufel do karczmy wpadł jakiś dziwny typ, który wyłożył się jak długi na podłodze. Wgapiła się w niego marszcząc brwi, ale nie poruszyła się z miejsca. To powinna być jej sprawa? Czy jej ktoś w ogóle za to zapłaci? Jakieś nadgodziny? Dodatkowa robota?
- A z tym co znowu... jakieś kłopoty? - mruknęła bez większego entuzjazmu nie wiedząc czy do siebie czy do Albrehta czy gdzieś w pustą przestrzeń.
Zmarszczyła nos. Zaśmierdziało. Cholera jasna, potrzeba więcej powietrza w tej karczmie. Podniosła się tylko z miejsca i dostrzegła Dana. Za późno. Oczy dziewczyny rozszerzyły się z zaskoczenia, próbowała zrobić kilka kroków w tył, efektem czego prawie wpadła na stół za sobą. Jeszcze została ubrudzona. Krwią, żeby to szlag jasny... krwią tego mistyka od roślinek. Od tego widoku prawie zrobiło się jej niedobrze. Kanibalizm w czystej postaci. Wiedziała jedno, przez najbliższy czas jej żołądek będzie głośni strajkował przed zjedzeniem czegokolwiek. Zagryzła wargi i otrząsnęła się. No bez jaj! Kto jej tu kurwa mać, sprząta sprzed nosa gościa, który miał im pomagać?! To niedozwolone zagranie!
- Na zewnątrz! Wszyscy! Już! - wrzasnęła zastanawiając się jak dużego rabanu narobi w karczmie i ile osób ją za to znienawidzi... ale jeszcze tego brakowało, żeby ten opętany kogoś znowu pogryzł.- Przynajmniej ułatwiłeś nam wybór. - wymamrotała pod nosem i stanęła na krześle, z krzesła weszła na stół, przewracając jakiś kufel piwa po drodze, musiała mieć trochę miejsca, a przez to zamieszanie robiło się ciasno.
I o ile wszystko wydawało się oczywiste, o tyle gorzej było z tym, że panienka Raven mogła niechcący puścić z dymem całą karczmę. Krew się w niej zagotowała, więc nie zważała na jakieś efekty uboczne swoich działań. Był problem, trzeba teraz ten problem wyeliminować. Proste w podstawach, skuteczne i... no jakim prawem ona była we krwi?! Jeszcze od tego zacznie śmierdzieć tak samo jak ten zasrany kanibal...
- Flare Whip! - nie czekała zbyt długo przywołując zaklęcie.
Trzasnęła biczem i wycelowała prosto w Dana. Niech go oplecie całego, spali, zmieli na popiół... oj znowu się narobi burdel i znowu nie będzie miał kto to posprzątać.
16.11.2015, 19:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#74

» MG «

Miejsce: Karczma "Złotogrosz" - wnętrze
Pogoda: Na zewnątrz wieje mroźny wiatr.
Na niebie pojawiają się pierwsze gwiazdy.

Obecna sytuacja zdecydowanie nie należała do najwygodniejszych, a już napewno najlepszych. Mistyk rzucając hasło do ucieczki, sprawiła więcej zamieszania niżby mogłaby się spodziewać, ponieważ ludzie w panice rozpoczęli dziki bieg do wyjścia, potrącając się wzajemnie, raniąc i czyniąc Złotogrosz głośniejszym niż zwykle. To wszystko sprawiło, że z karczmy zdążyła wybiec zaledwie jedna trzecia ludzi. W tym czasie, kiedy Rea utworzyła za pomocą swojej magii bicz, ktoś zakrzyczał w jej stronę z przerażenia, część ludzi dostrzegła wyraźnie makabrę i to co się dzieje wewnątrz budynku. Nie wyglądało to ani trochę sympatycznie. Wręcz należy powiedzieć, że na widok rozerwanego gardła starszego mężczyzny, Greathardczycy poczuli w większości zimny pot na plecach, strach tłamsił ich bicie serca, zaś paraliż uniemożliwiał ucieczkę.
Mistyczna broń owinęła się wokół ręki Dana, trawiąc ją czarnym płomieniem. Jednak ten nie krzyknął, spojrzał na kobietę nienawistnym wzrokiem, uderzając z całej siły w swoją rękę. Oderwał ją. Czerwona posoka trysnęła, kończyna upadła na drewnianą podłogę wzniecając jeszcze większy ogień. Karczma zaczęła płonąć. W tym momencie pojawił się problem nie tylko doszczętnego zniszczenia przybytku, ale także nieplanowanego spalenia jej klientów, którzy zamarli z przerażenia, niektórzy omdleli. Jeśli ogień nie przestanie się palić, ludzie spłoną żywcem, a Złotogrosz stanie się ich trumną.
W tym momencie Dan na chwilę rozszerzył oczy, jakby ze zdziwienia albo bólu. Mogło to wyglądać tak, jakby jego ciało kontrolowała inna istota, jednak jej właściciel dalej był obecny i próbował rozpaczliwie wrócić. Chwila minęła, opętany odwrócił się i w amoku zaczął uciekać na tyły przybytku. Płomienie trawiły coraz bardziej Złotogrosza, siejąc nie tylko panikę, ale blokując pole widzenia Raven. W ostatniej chwili dostrzegła lecące w swoja stronę krzesło.
Na zewnątrz panował chaos. Ludzie krzyczeli, wołali o pomoc. Niektórzy nawet szczali pod siebie ze ze strachu. Dzisiejszy dzień był długi, ale noc zapowiada się jeszcze dłuższa.

//: Jeśli nie odjęłaś sobie jeszcze many, to odejmij. Krzesło, które w Twoją stronę poleciało, dasz radę odbić lub uniknąć go. Odbicie spowoduje ewentualną ranę, zaś uniknięcie - utratę kierunku, w którym uciekł Dan. O i wybacz, że zebrałem się teraz, chciałem Kossa podciągnąć do Ciebie, ale jego sytuacja jest dość bardzo skomplikowana jak Twoja, więc może się okazać, że podróż przejdzie Ci solo xD O i jeszcze jedno. Ogarnij sobie talizman jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, bo warto. Radość


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







27.11.2015, 20:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#75

Mogli jednak zrobić bardziej zbiorową ewakuację z tej karczmy, ludzie potrafili być jednak irytujący. Czy im zwyczajnie jest życie nie miłe? Wiadomo, że w sytuacjach zagrożenia czasem nie wiadomo jak się zachować, ale pewne instynkty powinny brać górę. A może czasem jednak zwyciężał strach? Każdy się bał, nawet panienka Raven, tylko w pewnych okolicznościach trzeba umieć zapanować nad strachem.
Cholera... czy ten gość zupełnie nie czuł bólu? Wpatrywała się w niego z rosnącym zdziwieniem. Tak po prostu pozwolił sobie oderwać rękę, tak po prostu... zbyt dużo krwi w tej karczmie się już przelało, a czarnowłosa traciła pomysły na to co z tym fantem począć. Ogień ogarniał całe pomieszczenie. I właśnie dlatego grzecznie prosiła wszystkich o opuszczenie lokalu. Miała świadomość tego, że mogą wystąpić pewne niezamierzone efekty jej działań... oj tam, czasem coś się trochę sfajczy albo obróci popiół. Kto zauważy zniknięcie jednej karczmy ze szlaku? To tylko drobiazg.
Drobiazgiem nie było to, że w tej karczmie byli ludzie. Zacisnęła zęby wygaszając zaklęcie. Była zła na siebie, na wszystko właściwie. Dan jej zaczął znikać z oczu. Powinna pośpieszyć się i jak najszybciej go wykończyć. Nawet jeśli coś w niem jeszcze walczyło, raczej nie miało szans na zwycięstwo, to już nie był ten sam chłopak. Ale z drugiej strony nie mogła tak po prostu poświęcić jakiejś grupy, która nadal tkwiła w karczmie czekających chyba na smoczy osąd dnia ostatecznego.
Kto w ogóle rzucał na nią krzesło? Skąd to się wzięło? Zamrugała oczami i ledwo co zdołała uniknąć uderzenie z tym meblem, zeskakując ze stołu. Pod nogami miała mnóstwo krwi, zupełnie jakby ktoś wylał dzban wina. Rozejrzała się za Danem, nigdzie nie mogła go dostrzec. A najgorsze co zrobić, to dopuścić, żeby ten idiota przeżył. Wciąż było za dużo ludzi.
- Na co wy czekacie?! Wynocha stąd komu jeszcze życie miłe! - zawołała wybijając pobliskie okno kawałkiem krzesła, które połamało się nieopodal.- Może ktoś się ruszy po wodę? Karczma od siedmiu boleści... - wymamrotała ostatnie słowa ze zdenerwowaniem.
Im więcej powietrza, tym mniej dymu w środku, a to oznacza lepszą widoczność i mniejsze szanse zaduszenia się w środku. Może ktoś jeszcze łaskawie by wpadł na taki pomysł? Nie było czasu na to, żeby dziewczyna sama obleciała całą karczmę tłukąc wszystkie okna.
Skierowała się bliżej wyjścia. Robiło się coraz bardziej gorąco. Gdzie ten skurczybyk uciekł? Rzuciła okiem na wnętrze karczmy... gdzie on jest...
11.12.2015, 19:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#76

» MG «

Miejsce: Karczma "Złotogrosz" - wnętrze
Pogoda: Na zewnątrz wieje mroźny wiatr.
Na niebie pojawiają się pierwsze gwiazdy.

Ogień zaczął trawić Złotogrosza coraz bardziej. Nawet usilne próby ugaszenia go były mało efektywne. Czas naglił z każdej strony. Opętany i niebezpieczny mężczyzna na wolności, a z drugiej strony płonący przybytek, który jakby na to nie spojrzeć, zapłonął z winy mistyk. Tak źle i tak niedobrze. Rea próbując uzyskać jakiekolwiek położenie Dana, jedyne co zobaczyła i usłyszała to kilka większych wybuchów ognia i krzyki dochodzące z każdej strony. W tym całym chaosie, nie widać było niczego podejrzanego. No... Poza kobietą, która wyraźnie była lekko wstrząśnięta sytuacją. Ludzie rzucali jej pogardliwe spojrzenie, ktoś wskazywał ją z daleka palcem. Wszyscy szeptali wlepiając swój wzrok w plecy mistyk. Czuła go... Prawdopodobnie wraz z narastającą frustracją. W końcu niechcący doprowadziła do pożaru, partner zginał na jej oczach a żeby było tego mało, pozwoliła uciec Danowi. Duronor jeden wie, co teraz się wydarzy.

Ludzie przepychali się wejściem to w jedną, to w drugą stronę z kubłami wody krzycząc w kółko różne niecenzuralne słowa. Jeśli przypatrzyłaby się uważnie, gdzieś w tłumie dostrzegłaby ciało mężczyzny o brązowych długich włosach. Wyglądał na bardzo zmasakrowanego, jego tułów był oddzielony od nóg. Ciężko też stwierdzić co się tam wydarzyło. W każdym razie...
- POMOCY! POMOCY! LUDZIE RATUNKU! JAKIŚ DZIWAK ROZSZARPAŁ MOJEGO MĘŻA! - Zagrzmiał jak grom z nieba, nieznajomy kobiecy krzyk. Krzyk desperacji i przerażenia. Dochodził prawdopodobnie zza Złotogrosza, jednak dojście tam było tym bardziej trudne im bardziej skupiali się wewnątrz i zewnątrz ludzie z kubłami wody. Na ułamek sekundy, kiedy zabrzmiał jej głos, ludzie ucichli. Napięcie sięgnęło na tę krótką chwilę swojego maksimum. Co tu się do jasnej cholery wyrabia? Najpierw Dan całkiem stracił nad sobą kontrolę, potem jeden towarzysz zginął a drugi gdzieś zniknął. Jeszcze ten cholerny harmider, którego końca nie było widać. Zaraz... Mężczyzna z brązowymi długimi włosami... Czy to możliwe, że...
W tym momencie, ktoś trącił Reę w ramię i krzyknął w pełni złości.
- Suń się stąd! - Przepełniony gniewem głos, jakiegoś rosłego wojaka. Wyszedł przez drzwi i podszedł do ludzi skupionych wokół martwego ciała. Gdyby chociaż ten ogień nie robił tyle zamieszania, kobieta mogłaby jakkolwiek zacząć działać. A przynajmniej nie panowałaby taka upierdliwa dla całej sytuacji wrzawa. Jakby na to nie spojrzeć, zostało zaalarmowane całe miasto. Im więcej upłynie czasu tym więcej pojawi się ludzi. Im więcej ludzi tym mniejsza szansa na znalezienie Dana zaś całe otoczenie robiło się dziwnie bardziej nerwowe i nienawistne. Kobieta czuła na plecach gęsią skórkę. Chciała dobrze, a ostatecznie może zostać poważnie osądzona przez władze Greathard. To byłby problem, gdyby za jej głowę wyznaczono nagrodę.


//: O ja cie, kurde, pierdyle. Żeby nie napisać bardziej brzydko. To ja się zastanawiam czemu ucichł mi wątek z Tobą, a ja posta swojego tu nie widzę. Rea. Umawiamy się następująco. Masz na mnie krzyczeć, rzucać krzesłami, okładać i przypominać się każdego dnia podczas oczekiwania na posta. Możesz mnie pełnoprawnie "molestować" jeśli tylko go tutaj nie będzie. I uwaga. Masz kurcze tak robić. Zrobił mi się taki zapieprz sesji w pewnym momencie, że straciłem rachubę "co, gdzie i jak". Nie sprawdzałem do teraz Twojego wątku. Przepraszam Cię, dałem plamę. Widzę twoje przygody z Atarashii i aż serce mi się kraja, bo chyba nie ma drugiego gracza, który miałby takiego pecha do gry.
Jak pisałem. Umawiamy się tak: masz mi truć dupę w każdym momencie. Na GG, forum, VL, nawet FB. Nie ważne czy w dzień, czy w nocy. Nie ma posta -> Linczuj Kratosa.
Nie podoba mi się to, że nie miałaś możliwości przeze mnie na naładowanie eventowej szkatułki. Tym bardziej nie podoba mi się, że mój gracz został tak zaniedbany. Dostaniesz ode mnie stosowną rekompensatę. Raz jeszcze przepraszam.

Tak prywatnie powiem odchodząc od w/w tematu, że jak ogarniesz pewien motyw w swojej sesji, oficjalnie podepnę Ci forumowy tytuł #Reageniusz :D


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







03.03.2016, 13:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#77

Skończenie posiłku przyszło mu z trudem - w końcu pierwszy raz od dwóch dni mógł w spokoju zjeść, nie obawiając się, że wszystko co połknął z powrotem wyląduje na talerzu. Po krótkiej rozmowie z karczmarzem dowiedział się, że jego niedawny towarzysz, Triza, zatrzymał się w karczmie "Złotogrosz". Łowca usłyszał też z ust karczmarza kilka nieprzyjemnych słów o owym przybytku. Widocznie niewielkie utarczki między zajazdami miały miejsce w każdym mieście kontynentu. Avaraad uprzejmie podziękował za gościnę, uiścił opłatę za wikt i opierunek, po czym skierował się do wyjścia z karczmy. Dosyć się już w niej zasiedział, czas było wracać do domu.

Droga z jednego budynku do drugiego przebiegła bez żadnych przeszkód. W końcu kto chciałby zaczepiać wielkoluda z kuszą wielkości małego wozu. W samej karczmie również nie było zbyt wielu osób, co było dziwne patrząc na porę dnia. Większość ludzi już powinna zwlec się z łóżka i przesiadywać w spokoju nad kuflem czy dwoma. Widać w większym mieście czas płynął inaczej. Tym razem było to Łowcy na rękę, gdyż szybko zlokalizował Trizę, siedzącego w spokoju przy jednym ze stolików. Podszedł do niego powoli, przywitał się i zapytał uprzejmie czy może się dosiąść. Nim posłaniec przystał na propozycje uważnie przyjrzał się Avaraadowi, po czym z uśmiechem stwierdził, że ten wygląda dużo lepiej, co mocno podniosło Łowcę na duchu. W końcu to Triza jako pierwszy zauważył pogorszenie się jego stanu. Mężczyzna usiadł naprzeciwko posłańca i zaczął niezobowiązującą rozmowę o wszystkim i o niczym. Chwilę rozmawiali o wdziękach uzdrowicielki, u której był Avaraad - Triza był nieco zbyt mocno zainteresowany formą zapłaty jaką kobieta przyjęła. Z jego słów dało się wyczuć, że myślał o czymś innym niż pieniądzach w ramach rekompensaty za wykonane usługi. W końcu jednak czas zacznie naglić obydwu mężczyzn i przyjdzie pora na pożegnanie. Na odchodnym Triza wręczył Łowcy niewielkie zawiniątko wspominając, że jest to nagroda za wypędzenie demona z Perony. Zaskoczony Avaraad nie by w stanie nawet dobrze podziękować, kiedy jego towarzysz odwrócił się na pięcie i odszedł w swoją stronę.

W zawiniątku Łowca odnalazł parę zapieczętowanych kopert. Pieczęć pierwszej rozpoznał i zapewne był to list od Mędrca Sanginusa. Druga stanowiła dla niego tajemnicę.
Pierwszy list był napisany roztrzęsioną ręką, ale kaligrafia nie była nieprzyjemna dla oka. Avaraad rozczytał się bez większych problemów.
Drogi Łowco.
Wola życia powoli się we mnie kruszy. Zapewne dotrwam do końca odbudowy Perony i dokonam żywota. Co za pożytek ze starucha z jakąś setką na karku? Chyba tylko taki, żeby spróbował naprawić, co zostało zniszczone oraz przyczynił się do rozwoju bohatera, który będzie - być może trochę dzięki staruszkowej pomocy - dalej czynił dobro na tym świecie. Niewiele posiadamy pieniędzy, by ci to wynagrodzić, ale w chwili spokoju zdołałem coś wymyślić. Był w mojej rodzinie naszyjnik, przekazywany od pokoleń. Sam nie pozostawiłem na tym świecie żadnego potomka, zatem postanowiłem przekazać go Tobie. Nie jesteś członkiem naszego rodu - choć wiele bym dał, by mieć takiego wnuka - zatem nie będę Cię nawiedzał zza grobu, jeśli postanowisz go sprzedać. A zapewniam cię, że naszyjnik ten jest wykonany ze szczerego złota i u uczciwego kupca nie otrzymasz za niego mniej, niż sześć złotych monet. Miej to na uwadze.
Idź dalej w świat i dziel się tym dobrem, które postanowiłeś przynieść i do skromnej Perony!
Kłaniam się.
Starosta Sanginus.


I rzeczywiście: głębiej w kopercie znajdował się nieco cięższy przedmiot, będący wspomnianym popisem jubilerskim. Był odrobinę przybrudzony czy zaśniedziały, ale nie powinno to wpłynąć na jego rzeczywistą cenę. Nie wyglądał zbyt osobliwie - ot, łańcuszek z cennego materiału.
W drugiej zaś kopercie znajdował się list oraz sporej wielkości karta, zgięta kilkukrotnie w pół. Treść wiadomości brzmiała, jak stoi poniżej:

Przyjacielu, któryś zgromił demona, jaki napadł na nasze ziemie.
Jestem ci wdzięczny za ocalenie mego życia oraz całego mojego dorobku. Z pewnością ocaliłeś też wiele innych, lecz śmiem twierdzić, że mój może być ważniejszy od nędznego majątku przeciętnego rybaka czy młynarza. Konsumuje się przecież te ryby czy pieczywo każdego dnia i nikt nie przykłada do tego szczególnej uwagi. Prawdziwą zatem sztuką są rzeczy trwałe, praktyczne, służące latami do osiągania kolejnych szczytnych celów. Jako że wojownik z Ciebie nie lada, postanowiłem podzielić się moim prototypowym projektem - ot, w ramach podziękowania za uratowanie go. Jestem pewny, że Tobie posłuży lepiej od tego przeklętego, piekielnego pomiotu.
Z pozdrowieniami,
Cidan Vi.


Na kolejnej karcie znajdował się zaś zapisany schemat jakiegoś przedmiotu, wykonany dość szczegółowo. Kilka szkiców, mnóstwo niezrozumiałych dla Avaraada zapisów technicznych i innych cyferek. Końcowy, uproszczony rysunek przedstawiał natomiast coś, co budową przypominało Łowcy narzędzie bardzo dobrze mu znane: kuszę. Albo coś na jej kształt. Czym dokładnie miało być to cudo techniki, tego nie wiadomo, ale z obycia Wilka przy korzystaniu z wspomnianej broni wynikało jedno - ta konstrukcja służyła do strzelania.

Łowca był bardziej niż zadowolony z otrzymanej nagrody. O ile potrafił stwierdzić poświęcenie Sanginusa było większe niż mogłoby się wydawać - Perona dużo bardziej potrzebowała pieniędzy na odbudowę, więc każda moneta poświęcona, aby wynagrodzić Avaraada miała dla niego potrójną wartość. Chwilę się zastanawiał nad sprzedażą wisiorka, jednak po chwili stwierdził, że z tym poczeka. Takie podarunki nie są po to, żeby je spieniężać. Być może kiedyś jeszcze mu się to do czegoś przyda. Co zaś się tyczy schematu... na ile potrafił go odczytać była to ulepszona wersja jego arbalestu. Co dokładnie robiła nie potrafił stwierdzić ale sam fakt, że dostał ją od Cindana świadczyła, że musi być prawdziwym arcydziełem.

Przyszedł czas powrotu. Głupia Szkapa stała przed karczmą tam gdzie ją uwiązał. Spakował do juków otrzymane od Trizy nagrody, wsiadł ostrożnie na konia i nauczony ostatnimi doświadczeniami powoli ruszył w kierunku wyjazdu z miasta. Ludzie rozstępowali się przed nim, spoglądając z dołu jak na jakiegoś olbrzyma, on jednak niewiele sobie z tego robił. Miał przed sobą jasny cel i nic nie mogło go powstrzymać przed jego osiągnięciem. Wracał do domu.

Gracz opuścił wątek
28.05.2018, 20:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna