Krwawa Łąka.
#1

Opis miejsca.


Ogromny obszar nie przypominający żadnej figury geometrycznej. Wchodząc na ten obszar można zauważyć, ze trawa nie jest swego naturalnego. Wszędzie jest czerwona od krwi. Odcień czerwieni zaś oznacza, jak dawno była ona tu wylana. Oczywiście, gdzieniegdzie nadal jest czysta zieleń, lecz bez dwóch zdań przeważa tutaj zakrwawiona trawa. Co innego tyczy się drzew rosnących dookoła. Nie stoją one tak blisko siebie, aby tworzyć swego rodzaju las, jednak jest ich tutaj naprawdę dużo. W oddali ciągnęły się jeszcze jakieś ścieżki prowadzące zapewne w inne zakątki Cichych Równin, ale zasłaniały je drzewa. Na północy łąki znajduje się coś w swego rodzaju dżungli. Mało kto się tam zapuszcza ze względu na dzikie zwierzęta, więc nie jest ona zbadana. Tak naprawdę mało kto zapuszcza się na tą łąkę..tutaj ginie największy procent podróżników i wojowników chcących sprawdzić swe umiejętności w walce. Ścieżka prowadząca na zachód prowadzi do chatki. Wygląda ona na dość nową, lecz nie wiadomo czy ktokolwiek tam mieszka, gdyż każdy kto się tu zapuścił jeszcze nigdy nie wrócił. Drogą ciągnącą się na wschód dojdziemy do samotnej wierzby. Dookoła niej rozciąga się puste pole i co dziwne...zielona trawa. Nigdzie w koło nie ma zakrwawionej roślinności. Jest to chyba najspokojniejsze miejsce na tej łące...a przynajmniej na takie wygląda.

Prowadzony plamami krwi wojownik z wielkim orężem w ręku wszedł na łąkę nie wiedząc..że może już niej nigdy nie wyjść. Jego oczom ukazał się świat...czerwonej trawy. Nie trudno było pomylić teraz jego ścieżkę ze śladami walki. Yoarashi miał tą przewagę, że krew, za którą podążał była dostatecznie świeża, aby wyróżniać się z tłumu swym najjaśniejszym odcieniem. Z boku patrzyły na niego nieruchome oczy drzew. Idąc powoli, aby zgubić swej ścieżki zawędrował pomiędzy drzewa, w stronę, którą prowadziło prost pod samotną wierzbę. Czyżby to był szczęśliwy dzień naszego wojownika? Czyżby trafiła mu się zwierzyna chowająca się na całkowicie odsłoniętym polu? Nie wiadomo...Gdy tylko mężczyzna podszedł do wierzby na odległość 200 metrów ślad zniknął. W tym miejscu ginęły wszystkie ślady krwi. Niestety rozglądając się wkoło nie było innej strony, w którą krew, za którą podążał by skręcała. Widocznie jeśli wciąż chciał śledzić ranne zwierzę musiał tam wejść. Co go tam czekało? Tego nie wie niestety nikt...


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







29.04.2013, 11:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Krwawa Łąka.
#2

Wspomnienia. Ich wizje, obrazy, dźwięki, a nawet zapachy odżyły na nowo. Z dawnych lat, gdy był jeszcze małym dzieckiem, z wielkich bitew, w których jego drobną postać zalewał szkarłat. Postać przed nim, rzucił się na nią z długim mieczem w drżących dłoniach. Prześlizgnął się pod tnącym poziomo orężem przeciwnika, całym ciałem napierając na wyciągnięte w pchnięciu ostrze, którego sztych zagłębił się w pachwinę nieszczęśnika. Stal doskonale pasowała swym kształtem do przerwy w pancerzu, po którym natychmiast spłynęła strużka krwi. Wrzask biedaka, spazm bólu wytrącający mu broń z dłoni, młody łowca wyrywający z jego ciała swój oręż, unoszący go nad głowę i rąbiący pionowo, wprost w osłoniętą ramionami twarz leżącego oponenta.

Odetchnął głęboko. Pole bitwy wyglądało dokładnie jak ta łąka, jak okiem sięgnąć czerwień. Lecz tu brakowało zmasakrowanych ciał, złamanej broni, płonących chorągwi. Bez tego wszystkiego czuł się dziwnie, jego umysł nie mógł pojąć co się dzieje. Gotował się do walki, lecz nie dostrzegał zagrożenia, instynkt kazał mu zatrzymać się i wracać, lecz był w chaosie, niepewny swego osądu.
Zacisnął zęby. Sięgnął do rękojeści ogromnego miecza, który to spokojnym ruchem uniósł i ułożył w prawej dłoni, pozwalając by jego szeroki sztych sunął tuż ponad trawą. Przed nim rozciągała się połać czystej zieleni, niczym nie zbrukanej, soczystej barwy traw, otoczonej krwawym oceanem. Po środku tego wszystkiego samotna wierzba, której kształt całkowicie tu nie pasował.
Zatrzymał się na krawędzi dwóch światów. Obrócił masywną klingę, mierząc jej czubkiem pod nogi i wbił ją przed sobą, w pierwszy metr nieskalanego okręgu. Coś mogło powstrzymywać zwierzęta przed zbliżaniem się do drzewa, mogło to być coś w ziemi, bądź sama roślina. Wolał sprawdzać grunt przed sobą, dźgając go mieczem nim na niego wejdzie. Znał opowieści o żyjących roślinach, pętających i duszących nieuważnych podróżników. Możliwe też, iż jakieś stworzenie zamieszkiwało koronę wierzby, być może, już niebawem się przekona.
29.04.2013, 12:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Krwawa Łąka.
#3

Miecz spoczął w ziemi wbijając się między trawę bez żadnego trudu. Zimny wiatr przeszedł przed jego dłoń, a po nim ciało wojownika przeszedł raptowny dreszcz. Jedynym odgłosem tu panującym był szum wiatru kołyszący liśćmi. W pewnym momencie wiatr się wzmógł, szum przybrał na sile...a w jego miecz uderzyła strzała z tak potężną siłą, że wytrąciła go mężczyźnie z ręki. Miecz poleciał w przód wbijając się w ziemię sto metrów dalej. Praktycznie w tym momencie coś jakby pięść...potężna pięść z wichru uderzyła go w plecy i wrzuciła do środka.

Yoarashi upadł kilka metrów dalej na twarz na trawę...która była iście czarna. W mgnieniu oka otoczenie zmieniło się z niebezpiecznego w mordercze. Niebo przybrało kolor ciemnej czerwieni, w powietrzu można było wyczuć siarkę. Wiatr był koloru ciemno szarego, że dało się go zobaczyć gołym okiem. Co jakiś czas przelatywał przed oczami podróżnika zasłaniając mu całą widoczność, lecz normalnie wszystko było dobrze widoczne. Wierzba, która przed chwilą była sercem tego spokojnego miejsca stała teraz w ogniu, a dookoła niej sączyła się lawa, w którą wbity był ogromny miecz powoli w niej znikający. Jeśli chciał ją odzyskać na pewno musiał się spieszyć. Niestety powietrze było tutaj ciężkie i nie łatwo było oddychać. Oczy piekły od siarki unoszącej się w powietrzu. Wkoło było okropnie zimno, a do uszu wojownika docierały szumy, syczenie węży, czasem krzyki umierających.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







03.05.2013, 17:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Krwawa Łąka.
#4

Potężna, oszałamiająca siła porwała żelazo niczym suchy liść. Nie zdążył unieść wzroku, nie zdołał złapać tchu, gdy świat przed nim osnuł czarny woal. Na moment wszystko zniknęło, pozbawiło czucia, ciskając nim w piekło ognistego koszmaru.
Zachłysnął się powietrzem,lecz nie było ono tym, które dawało życie, dusiło, odbierało siły, paliło. Krztusząc się, wsparł ramiona na źdźbłach martwej krwi, z trudem unosząc odrętwiałe ciało, które po niematerialnym ciosie runęło z łoskotem w otchłań.
- Co... to... do licha... było... - walcząc o każdy oddech, rosły wojownik zadał pytanie w pustkę, bardziej chcąc nim ocucić siebie, sprawdzić czy wciąż ma nad sobą władzę, niż oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi. Z wolna podźwignął się na nogi, mrużąc powiekę pod dłonią czarnego wiatru.
- Cholera... - splunął gdzieś w bok, Obraz przed nim nabierał ostrości, odzyskiwał kształty, ukazując mu świat demonów. Uniósł głowę, nie mogąc powstrzymać się przed spojrzeniem w czerwony nieboskłon. Pod nim, niby umieszczona na piedestale, królowała smukła wierzba, której kształt okrywała płomienna toga, a spokoju broniły wstęgi roztopionej skały.
Zasłonił prawą dłonią usta, gdy kolejny atak kaszlu wyrwał żrące powietrze z jego płuc.Wisiała nad nim zguba, rzeczywistość przed nim rozmazywała, gorąc lawy i piekielnych płomieni wyparł chłód najgłębszej otchłani, a czarny wiatr niósł głosy konających i języki węży.
Odruchowo wręcz sięgnął po umocowany przy pasie nóż, zaciskając na jego rękojeści palce zdrowej ręki. Zasłaniając się metalową protezą, stanął na szeroko rozstawionych nogach, pospiesznie rozglądając się wokół. Był sam, a jednak czuł, że coś jest tuż obok, wszędzie wokół niego. Stalowoszara tęczówka spoczęła na pochłanianej przez krew ziemi klindze. Jeżeli chciał mieć chociaż minimalną szansę na wydostanie się stąd, będzie musiał ją odzyskać. Nie było czasu na zastanowienie, teraz działał instynkt. Rzucił się biegiem na przód, by czym prędzej dosięgnąć ogromnego oręża, który miał odebrać życie wyznawcom czarnego smoka. Pomknął więc przez piekło, przedzierając się przez nie dzięki tytanicznej sile swego ciała i niezłamanej woli. Musiał się spieszyć, niebawem, nawet jego metalowe przedramię nie zdoła wydobyć Pogromcy z płomiennego więzienia.
06.05.2013, 15:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Krwawa Łąka.
#5

Yoarashi zamiast z każdym krokiem przybliżać się do miecza, oddalał się od niego. Wierzba, która przed chwilą stała niedaleko, teraz była ledwie zauważalna. Na nieszczęście Yoarashiego, został mu tylko nóż w tej mrocznej, nieprzebytej krainie. Duszności nie ustawały do momentu aż cały świat się nagle zatrzymał, wraz z magiem, który nie mógł zrobić żadnego kroku. Nogi mężczyzny były jakby zamrożone po same zgięcie w kolanach i żadna siła, której by użył by to rozwalić nie zniszczyłaby tego.
- Mój własny, wyimaginowany świat. Jesteś w nim, jestem i ja, lecz tylko jedna osoba tutaj pozostanie. Muszę powiedzieć egoistycznie, że nie będę to ja. - powiedział ktoś spokojnym tonem. Osoby, do której głos by należał, nie było widać przez dłuższą chwilę. - Pracowałem sobie tu spokojnie, a ty mi przeszkodziłeś. Tak sie nie robi. - eter znowu wypowiedział słowa, lecz jak się zaraz okazało nie pustka przemawiała lecz mężczyzna, który zmaterializował się przed magiem - był on ubrany w szarą szatę bez jakichkolwiek kosztownych dodatków, najzwyklejsza uboga szmata, na którą stać byłoby nawet najbiedniejszego. Do szaty dołączony był kaptur, który całkowicie zasłaniał jego oblicze.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







08.05.2013, 20:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Krwawa Łąka.
#6

Koszmar, w którym im szybciej biegniemy, tym bardziej oddalamy się od światełka ratunku, nawiedzał go niejednokrotnie. Śmierć towarzyszy broni, rodziny, jego własna, nawiedzały sny okaleczonego łowcy niezliczoną ilość razy, tylko po to, by mógł znaleźć się w kolejnym z nich.
Uwięziony, sparaliżowany w nogach, rzucony w ciemność, obok której towarzyszył mu tylko spokojny głos. Nadchodzące z otchłani słowa układały się w skargę, pretensję skierowaną przeciwko jednookiemu. Mówca nie raczył ukazać się zbyt szybko, korzystał z czasu jakiego miał pod dostatkiem, więżąc w swym świecie tropiciela potworów.
- Nie przypominam sobie, bym widział jakąś tabliczkę z napisem 'nie przeszkadzać' - zakpił otwarcie, lecz sposób w jaki mówił pozostał bez zmian, znużony, zmęczony, pozbawiony zainteresowania.
- Czy wszyscy szaleni czarodzieje mają takie same upodobania ? Stare prześcieradło na głowie i pojawianie się znikąd, żeby przywitać obcego tekstem o wtargnięciu na ich teren i niechybnej zgubie ?
Słyszał opowieści o takich przygodach, niemal każda przebiegała tak samo, ciemność, głos, postać w długiej szacie z kapturem, w pewnym momencie znudziły mu się one, nigdy nie sądził, iż sam weźmie udział w jednej z nich.
Jednak on musiał patrzeć na sprawę poważnie. W dłoni miał nóż myśliwski, do tego pięć niewielkich sztyletów do rzucania umocowanych na pasie oplatającym tors, to wszystko czym musiał sobie teraz poradzić. Nogami ruszyć nie mógł, jednak ręce miał wolne, choć zapewne i tą swobodę mógł stracić na życzenie gospodarza. Postać przed nim pewnie nie była prawdziwa, chciał cisnąć w nią ostrzem, lecz wtedy miał by jedno mniej do wykorzystania w gorszej sytuacji. Nawet jeśli, to nie miał gwarancji, że zabicie szaleńca pozwoli mu się wydostać. Tak więc na tą chwilę, musiał zapanować nad sobą i ograniczyć działania do rozmowy.
09.05.2013, 00:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Krwawa Łąka.
#7

Jeden z najczarniejszych scenariuszy ze snów Yoarashiego właśnie się urzeczywistnił. Niestety nie był on dokładnie przemalowany z umysłu mężczyzny. Jak na razie brakowało w nim jego towarzyszy, którzy polegli gdzieś po drodze w nadal piszącej się historii jednookiego wojownika. Jednakże w tej rzeczywistości bieganie i poruszanie się, było wprost niemożliwe. Dobrze, że nikt nie kazał mu uciekać przed krwiożerczym potworem... Skończyłoby się to fatalnie.
- No dobrze, czyli nie pasuje Ci mój ubiór i styl wypowiadania się - powiedział nagle, niespodziewanie i głosem, w którym dało wyczuć się rozczarowanie.
Tajemniczy mężczyzna, który stał naprzeciwko uwięzionego maga, zdjął zgrabnie kaptur. Niestety Yoarashi nie ujrzał twarzy, tylko czarną postać bez oczu, uszu i innych rzeczy, które powinny znajdować się na głowie. Następnie zrzucił z siebie szmatę okalającą jego ciało - pod nią miał bawełnianą, białą koszule i skórzane, brązowe spodnie z naszywkami na kolanach, no i nie zapominajmy o czarnych butach jeździeckich sięgających po koniec łydek. Tutaj również dało się zauważyć, że jego skóra jest po prostu czarna jak najgłębsza otchłań, w której kryje się zło ostateczne, jak bezdenny kosmos. Ostatnią częścią garderoby jaką zdjął, to rękawiczki, które rzucił za siebie a one w locie zmieniły się w pył. Gdy tylko skończył się rozbierać, znieruchomiał i stał. Jego twarz, której nie miał wpatrywała się w niego, mimo, że nie było na niej oczu. W miejscu oczodołów było widoczne lekkie, gładkie zagłębienie.
- A w sumie nie zaszkodzi się przedstawić. Jestem Sokew, jestem magiem, który używa swojej magii do przesłuchiwania, zabijania. - przerwał na chwilę i w jedno uderzenie serca zbliżył się do Yoarashiego na odległość trzydziestu centymetrów. Nawet z tej odległości nie było widać twarzy, w jej miejscu była gładka powierzchnia. - Może powiesz coś o sobie. Chce wiedzieć z kogo będę czerpał materiały do badań, będzie zabawniej..


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







11.05.2013, 13:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Krwawa Łąka.
#8

" Przesłuchiwania, zbijania - powtórzył w myśli Yoarashi, a na jego obliczu zagościł grymas w stylu " jaja sobie robisz ? ". Obraz zażenowania z rozczarowaniem i znudzeniem utrzymywał się przez kilka chwil na jego twarzy, gdy w milczeniu przyglądał się swemu gospodarzowi. Kolejny wariat, tak jak ci z sekty, a to strasznie pogorszyło jego humor.
Jednak wciąż jawił się w nim niepokój. Czarna postać, niemal bez twarzy, niczym lalka, marionetka, stała przed nim całkowicie bez obaw. Musiała być pewna, iż nie stanie się jej krzywda, albo był to jakiś sługa, albo iluzja, ale to już nie na jego głowę. Nie lubił takich podchodów, były nudne i męczące.
Świst ! Powietrze zadrżało, gdy stalowe ramię wojownika pomknęło w bezpośrednim natarciu, pędząc zaciśnięte w pięść prosto na krtań oprawcy. Potężny bark napiął się, a silne plecy skręciły tors, wspierając całą swą mocą zrywne natarcie, które zdawało się być wykonane wręcz odruchowo. Wyraz twarzy łowcy nie zmienił się nawet odrobinę, wciąż wyrażał powątpiewanie i znużenie, dopiero po wykonaniu uderzenia został odmieniony, Brew nad zdrowym okiem uniosła się lekko, a stalowoszara źrenica skupiła na wyciągniętym w przód przedramieniu, jakby w wyrazie lekkiego zaskoczenia.
Jeżeli ruch ten nic nie da, co podejrzewa, rzecze krótko:
- Wybacz, kwestia przyzwyczajenia - rzuca krótko, od niechcenia.

Jeżeli jednak czymś to zaowocuje, to nie pozostaje mu nic innego, jak czekanie na konsekwencje. Wszystko zależy od tego co się stanie, teraz najważniejsze było odzyskanie Pogromcy i wydostanie się stąd.
11.05.2013, 17:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Krwawa Łąka.
#9

Czarny jak bezdenna otchłań mag, stał niewzruszony do momentu, aż Yoarashi przeszył go nożem. Ku zdziwieniu mężczyzny nie trafił on w materialne ciało, po silnym ciosie nożem jego ciało zamieniło się w dym, przez trzy uderzenia serca unosiło się jeszcze naprzeciwko Yoarashiego, żeby potem wystrzelić w tył na jakieś piętnaście metrów. Nagłej uciecze brązowo-pomarańczowego dymu, towarzyszył dźwięk tłuczonego szkła, który można było łatwo zlokalizować - był tak dobitny, że nie trzeba było zagrywać, iż źródłem tego dźwięku jest pozostałość po iluzjoniście. Dźwięk ten trwał prawię świecę, gdy ucichł, chmura przemówiła:
- Podła, niechciana, zanieczyszczona, plugawa, odrażająca magiczna istoto - jego głos zmieniał się co chwila, jakby nie mógł się dostroić do iluzji: raz mówił spokojnym, opanowanym tonem, potem krzyczał, był zły. Krótką chwilę potem po tonacji głosu dało się wyczuć, że rozpacza i tak dalej.
Świat wokół Was zaczął się rozpadać - niebo leciało na ziemię wielkimi płatami, odsłaniając drewnianą konstrukcję. Mogło się wydawać, że kawały nieboskłonu będą uderzać o ziemię i przy okazji niszczyć wszystko wokół, lecz jak się okazało przy uderzeniu w ziemię zamieniały się w szaro-czerwone iskry. Mag prawdopodobnie nie żył, a Yoarashi dalej stał z zamrożonymi nogami, mimo, że Iiuzja powoli się rozpadała.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







13.05.2013, 18:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Krwawa Łąka.
#10

No tak, jego odruchy znów wzięły górę, pakując go w kolejne kłopoty. Z początku nie wiedział co się dzieje, czarny obłok, trzask potłuczonego szkła, krzyk, wrzask, łkanie... Katastrofa ! Wszystko zaczęło się rozpadać, nieboskłon pękał, rozrywany przez niematerialne siły. Łowca próbował wyszarpać nogi z niewidzialnych okowów, lecz daremnie, wciąż był uwięziony. Zacisnął zęby, odruchowo unosząc wzrok na rwący się szkarłat. Opadał on na niego, na całą piekielną krainę. Pochylił głowę, próbując zasłonić ją ramionami przed uderzeniem. Czekał, nie będąc pewnym, czy jego ciało okaże się dosyć wytrzymałe, by znieść to co nadchodziło. Jednak nic się nie stało. Zapadła cisza.
Powoli wyprostował się, opuścił ręce i rozejrzał. Demoniczny świat zniknął, pozostawiając go, no właśnie, gdzie ? Spróbował ruszyć się z miejsca, lecz wciąż był w potrzasku. Co go trzymało ?
- Hej, hej - uniósł nieco głos, zdezorientowany i niepewny tego co się dzieje. - Jest tu kto ? Może powie mi ktoś, o co tu chodzi ?
Raz jeszcze naprężył stalowe mięśnie, w kolejnej próbie oswobodzenia się. Co teraz go czeka ? Musiał odzyskać broń i wynieść się z tego upiornego miejsca. Nie interesowało go zbytnio co stało się z jego domniemanym gospodarzem, wyglądało na to, że nie uzyska od niego odpowiedzi. Wszystko było zbyt dziwne jak dla niego, czemu nie mógł wpaść na zwyczajnego potwora z kłami i pazurami, któremu mógł by przetłumaczyć swoje racje za pomocą ciężkiego żelaza ?
13.05.2013, 22:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna