Nieodkryte tereny - strefa II
#11

Spojrzała na wyciągniętą w jej stronę pięść. Bystrze w swej łepetynie pomyślała, iż zapewne chodzi o przybicie w ten sposób dłoni. Dziwaczny sposób, ale - zrobiła to bez chwili wahania. Przynajmniej takie sprawiała wrażenie, jakby wiedziała, co robi. Uśmiechnęła się, ukazując, jak to niektórzy powiadają "świński" nosek. Rzecz nie w tym, że naprawdę tak wygląda, tylko dlatego, iż jest śmiesznie zadarty. Zaniepokojona chciała się rzucić mu na ratunek, lecz okazało się, że tylko pajacuje. Cóż, była pewna, iż jako błazen świetnie by sobie poradził, wręcz jak nikt.
Nie obawiała się również tego, że ten młody mężczyzna miał w owej chwili miazgę z nosa, bowiem zrobiła to cholernie lekko. Ale coś musiało się stać... Już miała się zapytać, czy może naprawdę coś mu jest, a tu...
Futro. Jebane futro i koci nos. Spodziewała się tego jak diabelnej, latającej machiny do robienia wytrawnego, starego wina w dwie sekundy.
- Czyli, gwoli ścisłości normalny nie jesteś - spojrzała na niego. Poważnie była zaskoczona, bo nawet nie starała się zamaskować tego uczucia. Podnosząc brwi, przetrzęsła swymi włosami. Przez chwilę wpatrywała się w niego. Wyglądał w pewnym sensie zabawnie, ale pasowało do niego.
- Wolę nie wiedzieć, czy wszędzie tak potrafisz. - ta myśl wyrwała się z jej pyszczka niczym błyskawica z nieba. Zakaszlała, starając się to zakamuflować. Albo zapomnieć o głupocie swej - Zatem, jesteś magiem? - zapytała prędko, żeby go nie strofować innymi durnymi myślami.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







20.05.2013, 22:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#12

Chichotał w najlepsze, widząc jej reakcję. Ni to rozbawiona, ni to skonsternowana, ale liczyło się tylko to, iż była szczera i otwarta. Na różne miny silili się ludzie, którym prezentował podobne wycinki ze swojej listy sztuczek, to zamyśleni i poważni, to zafascynowani, jednak najlepsze były te prawdziwe, naturalne wyrazy twarzy. Oczywiście miło było, gdy się śmiali, lecz z tym bywało bardzo różnie.
- Po trochu, choć czarodziejem bym sam się nie nazwał - wciąż uśmiechając się wesoło, przesunął dłonią po nosie, który w mgnieniu oka powrócił do normalnej postaci.
- I nie myli cię przeczucie, mogę tak w różnych miejscach - choć powiedziała, iż woli nie wiedzieć, a w zasadzie, ponieważ tak stwierdziła, raczył oświecić ją o tym fakcie.
- Takie tam, drobne sztuczki ku uciesze gawiedzi, wywołanie uśmiechu u pań, czy rozbawienie płaczących dzieci. I drugie ''tak'', normalny nie jestem - wydawał się być tym faktem jeszcze bardziej ucieszony, jak mały brzdąc chwalony przez opiekuna. - Ale w sumie kto jest ? Każdy ma swoje przywary. A tak wolałem pokazać coś teraz, niż miała byś mi wpakować strzałę między oczy w jakiejś nieprzewidzianej sytuacji, podczas której podobny widok mógł by nieco zszokować - zrobił krok w przód i zaczął iść przed nią, tyłem do kierunku w jakim się poruszali, patrząc na nią przymilnie. - A mogę mówić do ciebie chomiczku ? - palnął bez krępowania się, całkowicie zbijając z poprzedniego toku swej przemowy. Co jak co, ale do nieprzewidywalnych to należał. A na pewno do dziwnych.
20.05.2013, 22:27
Przeczytaj Cytuj

PRZEDMIOT

Kliknij w obrazek


Nieodkryte tereny - strefa II
#13

Mogła być zaskoczona jego zmianą w nocy na przykład. Gdyby chciał ją wystraszyć w taki sposób, to najpewniej strzała by go oślepiła co najmniej. Nie miałby oka i kawałka mazi z wnętrza głowy. Słyszała opowieści, że niektórzy po wyjęciu takiej strzały wciąż żyli. Ile prawdy w tym jest, nie wiedziała, ale nie wątpiła, iż zdrowy by nie był.
- Naprawdę nie chciałam wiedzieć... - potrząsnęła głową intensywnie. Będzie sobie wyobrażać "złe i niedobre" części kota, których u ludzi nie chciałaby widzieć. Na przykład taki odbyt. Naprawdę, naprawdę, Mirie? Jesteś aż tak niewyżyta w tych kwestiach, by rozprawiać o miejscach intymnych? Nie tak cię wychowano!
- To musi być wspaniałe, czuć, jak przepływa przez ciało moc, energia - powiedziała z wolna - Ale po dłuższym czasie odczuwa się tylko brak, czyż nie? - zapytała. Była zainteresowana tym, jak być takim... Pro, epickim magiem. Takim z prawdziwego zdarzenia, a nie na wpół przeciętniakiem.
- Dlaczego akurat chomiczku? - przekrzywiła głowę. Nie rozumiała, po prostu nie rozumiała.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







20.05.2013, 22:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#14

- Wybacz - pogładził włosy z tyłu głowy, przyjmując przepraszający wyraz twarzy. W tym momencie było mu prawdziwie, trochę głupio. Jego nastroje zmieniały się bardzo szybko, chwilowy zachwyt mógł zmienić się w depresję pod wpływem prostych słów dezaprobaty. A te słyszał dosyć często, głównie za sprawą nie do końca przemyślanych wybryków.
- Z uczuciem magii różnie bywa. Dla mnie to zazwyczaj dreszcz, albo mrowienie, jakby w odrętwiałej kończynie, czasami uczucie lekkości, zależnie od tego co robię. Raczej rzadko korzystam z tych sztuczek, może kiedyś pokażę ci jakieś, jak będzie ku temu okazja - zajęcie myśli rozmowa i tłumaczeniem drobnostek ze swego życia pozwoliło mu powrócić do zwyczajnego, pogodnego siebie, choć wciąż nie do końca.
- Dlaczego chomiczku ? - zapytał spokojnie, spoglądając wpierw ku niebu, by parę uderzeń serca później skierować wzrok ku ślicznym licom dziewczyny. Uśmiechnął się miło, przyjaźnie, przy czym delikatnie pokręcił głową na boki. - Nie mam pojęcia - zachichotał cicho. - Może to przez te słodkie oczy ? - kąciki jego ust powędrowały nieco wyżej. Jeszcze przez moment przyglądał się Mirie, cały czas idąc przed nią tyłem, by w końcu wrócić do normalnego sposobu marszu.
- Ła-- ! - urwał, gdy jakieś parszywe cholerstwo zawieruszyło mu się pod nogami, korzeń, czy kamień. nieważne. Zachwiał się, odruchowo machnąwszy rękoma w powietrzu chcąc się czegoś chwycić i poleciał do tyłu.
20.05.2013, 23:18
Przeczytaj Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#15

Nie rozumiała jego smutku, bowiem nie złościła się na niego. W sumie, mogła pomyśleć, zanim to powiedziała. Na pewno nie wspomniałby o tym, a ona nie miałaby o czym rozmyślać w przerwach pomiędzy wymianą zdań. W każdym razie, był rozkoszny momentami i dziecinny jak mało kto, kogo znała. Już dzieci chciały uchodzić za bardziej dorosłe, nie strojąc fochów oraz nie pokazując prawdziwych uczuć. Skarcone pokazałyby, że im to wisi, co ktoś o nich myśli... A w kącie płakały. Tak, on był może niedojrzały. Lub takiego zgrywał przed nią.
Wsłuchana w niego rozglądała się na wszystkie strony. Uwagę kierowała na wszystkie strony, a przynajmniej starała się, żeby nie mogła sobie pluć w brodę, gdy coś się stanie. A on z pewnością będzie musiał. Widocznie opowiadanie pochłaniało go bez reszty, aczkolwiek co w jego czerepie siedzi, wie on sam bez wyjątku.
Gdyby nie fakt, że spojrzała na niego chwilę przed jego "ła" to z pewnością by leżał. Ale udało jej się zaprzeć nogami i chwycić za rękę pewnie. Nie za dłoń, ona zbyt niepewna.
- Uważaj bardziej - powiedziała, szczerząc się do niego - Sugerujesz, że wyglądam myszowato? - zapytała, mrużąc oczy. Było to oczywiście "nie na poważnie".


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







20.05.2013, 23:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#16

Już miał pacnąć na ziemię, gdy poratowała go pewna dłoń smukłej łowczyni. Przynajmniej ona uważała na to co się dzieje dookoła, bowiem Siódmy bywał nieco nazbyt rozkojarzony. Tak szybko jak zmieniał się wyraz jego twarzy, tak prędko wędrowała jego uwaga, co nie raz wpędziło go już w kłopoty.
Złapał solidnie przedramię tropicielki i podciągnął się z jej pomocą do pozycji stojącej.
- Aj, dzięki - wolną dłonią poczochrał swe dosyć długie jak na młodzieńca włosy. - Przepraszam, moja wina, postaram się bardziej uważać - uśmiechnął się przepraszająco. - Jestem tylko prostym facetem, nie mogę skupiać się na zbyt wielu obiektach jednocześnie - zachichotał niepewnie. - A, no... - skojarzył, że wciąż ją trzymał, tak więc spokojnie zwolnił uścisk. Przez myśl przeszło mu, iż ta dziewczyna na prawdę mogła by go rozłożyć na łopatki w jedną chwilę, jej siła, szybkość, refleks, tylko pozazdrościć.
- Nie, nie, gdzież bym śmiał porównywać cię do myszy - powiedział dosyć szybko w swej obronie. Jednak w następnej chwili na jego oblicze wstąpił obraz zadumy, prędko ustępujący przekornemu uśmiechowi. - Choć jakby się tak przyjrzeć - zachichotał wesoło, wodząc oczyma po jej licach. - Zgrabny nosek, drobne, aczkolwiek pełne usta, śliczne, jasne jak niebo oczy, które mówią, że mnie zaraz zabiją - dodał naprędce widząc jak na niego patrzyła, uwielbiał się droczyć. - Wąski podbródek o dosyć ostrych rysach - zakończył analizę. - Choć może bardziej pasowało by ''wiewiórko'' ? - zastanowił się na głos, ujmując dwoma palcami swą brodę, na krótką chwilę przyjmując pozę i wyraz twarzy myśliciela. Na krótką chwilę, bowiem już oddech później czmychnął za najbliższe drzewo, chowając się za nim , jakby dziewczyna miała go za moment zdzielić. Jednak z jego buźki nie znikał wesoły uśmiech rozrabiaki. Odczekawszy kilka sekund, wyszedł z ukrycia i kontynuował marsz obok wojowniczki.
21.05.2013, 00:10
Przeczytaj Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#17

O dziwo, udało jej się to, a że stała w miarę porządnie, to i sama na niego nie upadła. Wtedy to by się chyba zapadła pod ziemię. Nie leci się do pomocy, jak się owej nie jest pewnym. Nawiasem, gdyby nań spadła to mogłaby stwierdzić, że go połamała. Wydaje się być nadzwyczaj kruchym w stosunku do niej. Ona przecież taka pełna, zdrowa i witalna, a on... Cóż, blady. Szczupły znacznie. Znając życie zwinny, przecież zalety musi mieć taka postura, zresztą, jak każda. Zaśmiała się serdecznie, odpuszczając mu tak zwane suszenie głowy o to, że taka niezdara i sierota losu. Puściła go, gdy już tego nie potrzebował uścisku według niego.
- Och, naprawdę? - przekrzywiła głowę, zaciekawiona co też kocisko wymyśli. Ładnie opisywał ją, to prawda, ale czy tak się czuła? Ech, nie. Zawsze pozostanie dla siebie tym samym, okropnym rudzielcem ze świńskim ryjkiem. Zrezygnowana machnęła dłonią, kiedy czmychnął za drzewo, odpuszczając sobie kolejne sprzeczanie się, jakim zwierzątkiem dla niego jest. Koniec końców poczochrała go po sklejonych leciutko włosach, dokładnie tak, jakby uczyniła z niesfornym kociakiem. Bawił ją skutecznie.
- Z czego się zwykle utrzymujesz, kocurze? - zapytała. W sumie, raczej nie wygląda na najemnika ani sprzedawcę ryb lub biżuterii. Wygląda na drobnego, niewinnego złodziejaszka. Dlatego jej się skojarzył z lisem, tak! W życiu nie ośmieliłaby się mu o tym powiedzieć. Mogła się mylić, ba, z pewnością się myliła. Tak czy owak, nie wiedziała, czy zadawanie się z kimś o niekształtnym kręgosłupie moralnym wyszłoby jej na dobre.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







21.05.2013, 00:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#18

Kocur. Tak, to nie pierwszy raz, gdy ktoś go tak nazywa. A to przez chadzanie gdzie mu się podoba, a to przez mruczenie gdy mu miło. Choć faktem, nie zdarzało się to często, to tym razem miał okazję do jednego z powyższych. Gdy dziewczyna pogłaskała go po głowie, poczuł jak przyjemny dreszcz przechodzi przez jego ciało, a z lekko rozchylonych ust wydobywa się iście koci pomruk, jaki moment później przeszedł w chichot.
- Mam łaskotki na całym ciele - skulił się odrobinę, jak to gilgotane dziecko.
- Z czego się utrzymuję ? Hmmm - wyprostował się i spojrzał ku niebu. To uspokajało go, pozwalało oczyścić umysł, a tak poza tym, to lubił patrzeć na chmury i gwiazdy zdobiące błękit nad tym światem.
- Czasami szukam rzeczy zagubionych, czasami sam powoduję, że coś znika, jednym razem zabawiam tłumy sztuczkami i opowieściami, drugim chowam się w nich. Tak by można to ładnie opisać - wyszczerzył się, nie lubił nazywać się pospolitym złodziejem, miał w sobie nieco więcej finezji niż zwyczajny łotr. W pewnym sensie, traktował to co robi jak pewien rodzaj sztuki.
- Na co dzień bywam chłopcem na posyłki, pomocnikiem karczmarza, stajennym, rolnikiem, kwiaciarzem, pasterzem. Robiłem wiele różnych rzeczy, prostych, zwyczajnych, uczciwych. Brnę jakoś przez szare dni, od czasu do czasu starając się dodać im kolorytu, czy to dla siebie, czy to dla kogoś innego. Lata temu zajmowałem się łapaniem zwierząt, jak ktoś chciał coś ciekawego w ogródku, to zgłaszał się do mojego starego znajomego, opiekuna i nauczyciela. Mówił "chcę żmiję !" to szliśmy i łapaliśmy mu gada, mówił "chcę niedźwiedzia !" to pędziliśmy do lasu po miśka, mówił "chcę tygrysa !" to już nie było tak wesoło - tu wskazał palcem na znaczące jego twarz blizny nad okiem i na podbródku. - Ale jak usłyszałem "krokodyla daj mi luby !" to zastanowiłem się nad zmianą zajęcia. Czemu ludzie nie mogą prosić o psy, koty, bądź słodkie wiewiórki ? - obrócił się ku Mirie, z typowym dla siebie bananem na twarzy.
- Brało się udział w przedstawieniach, grało w teatrzykach, tańczyło, aczkolwiek śpiew pozostawiałem zawsze innym - powiązania z aktorstwem były raczej oczywiste, patrząc jak łatwo i płynne potrafił zmieniać swe zachowania, oraz zdolności oratorskie. - Zahaczyłem nawet o cyrk, tam to się dopiero działo, te wszystkie stroje, zwierzęta, płonące obręcze, skoki na trapezach, chodzenie po linie. Można było złamać kark od samego patrzenia, ale zabawa była przednia - rozweselił się znacznie, widać był to przyjemny okres w jego życiu, który chętnie wspominał. - Co prawda z żonglerką u mnie krucho, jednak skakać to się nauczyłem, zwłaszcza jak trzeba było wiać przed wcześniej wspomnianym tygrysem, coś mnie drań jeden nie lubił. Trochę by o tym opowiadać można, ale w skrócie to wszystko, a przynajmniej większość z tego, co sobie przypominam. A jak ty spędzasz czas ?
Zakończył monolog, był gadatliwy, nie bał się przemawiać, opowiadać, rozprawiać nad różnymi tematami, jednak wiedział też, kiedy przestać. Nie chciał przytłaczać Mirie tym wszystkim co mówił, choć możliwe, iż już to zrobił, czasami go ponosiło.
21.05.2013, 01:30
Przeczytaj Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#19

Błoto z wolna zaczynało się odklejać z jej ubrań, gdzie pozostawiała, by nie robić sobie zbyt wiele roboty. Bądź co bądź wsiąknąć nie mogło, ale rozmazać się to i owszem. Dlatego nawet mądrym było pozostawienie na nogawkach już powoli zastygłej mazi. Cóż, tupnęła, powodziła ręką. Dobrze, że nawet udawało jej się to w miarę sprawnie uczynić, a nie wywrócić. Wyszczerzyła się doń, gdy dowiedziała się o łaskotkach. Wykorzysta to niedługo, jeśli będzie jej "dokuczał". O wiele łatwiej się mści w taki sposób, bo żeby się odwdzięczyć pięknym za nadobne, musiałby znaleźć miejsce bardzo delikatne. Dużo tego jest, skoro się nad tym zastanawia. - powiedziała w swej łepetynie. Czy ona potrafiłaby pozbierać myśli i dojść do płynnego opowiadania o swoim życiu? Przecież tak w gruncie rzeczy była na tym świecie dłużej od niego, a zrobiła z połowę mniej. Może to niesprawiedliwe oceniać się tak surowo, aczkolwiek... No cóż, wiedziała. Nie spodobało jej się jego fach. Tak na dobrą sprawę był bawidamkiem. Niewątpliwie mógł się utrzymywać na innych przez większość czasu. Możliwe, że to przez usposobienie i jakieś tam talenty. - Doświadczenie zawodowe masz bogate jak mało kto - uśmiechnęła się do niego milutko. Zmierzyła powoli jego twarz, wraz z blizną, szpecącą... Lub dodającą wyrazu.
- Nigdy nie byłam w cyrku - oznajmiła szczerze, choć słyszała, co się tam wyrabia. Znęcanie się nad zwierzętami, zadawanie bólu tylko po to, by je wytresować. Dowiedziała się również o pewnej aferze, w której odkryto truchło bardzo rzadkiego i hardego zwierza, jakie nie chciało się poddać tresurze. Oburzyło ją to, ale nie zniechęciło. Jakoś nie było okazji.
- Ja... - zaczęła mówić - Pochodzę z okolic Lasu Greathardzkiego, gdzie dorastałam i wychowałam się. Tam też od mego ojca nauczyłam się polować i tropić, a było to głównym... Środkiem utrzymania w moim domu. Mieszczanie, a szczególnie ci wyżej urodzeni chętniej kupują, zamawiają bezpośrednio skóry i mięsiwo. Ta praca nie wiąże mnie w jednym miejscu, dlatego też wędruję od miasta do miasta, często robiąc przerwy od garbarstwa, porcjowania mięsa i tak dalej, na rzecz zleceń w karczmach - rozciąga się. Byli prawie z dwóch różnych światów - Acz powiem, że bywa tak, iż po prostu śpię na polanach i jem to, co zdołam sobie przyrządzić. A reszta to czas wolny, czas zabaw oraz przyglądania się innym i pomagania w pracach w gospodarstwach wszelakich. Może i nie brzmi to tak ekscytująco, jak twoje życie, acz w zupełności mi to wystarcza.
Nie wdawała się w szczegóły poszczególnych wydarzeń, bo i po co? Zapomniałby to w przeciągu nastu godzin. Wyglądał na typowego lekkoducha, a z relacji sytuacji najwyraźniej takim człowiekiem był.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







21.05.2013, 20:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#20

Choć wydawał się błądzić myślami wszędzie, tylko nie tam gdzie potrzeba, to w chwili gdy Mirie zabrała głos, milczał i słuchał jej uważnie. Spoglądał na nią częściej niż na drogę przed sobą, bowiem tak miał w zwyczaju, kiedy z kimś się widział. Może i nie podchodził poważnie do ogółu, to był w czyimś towarzystwie, poświęcał mu sporą część uwagi, ignorując zbędne elementy otoczenia. Sam też nie lubił, gdy ktoś podczas rozmowy z nim przygląda się innym, wodzi wzrokiem po ludziach za nim czy wokoło. Irytowało go to. Przez cały czas jego oblicze było spokojne, zmieniło się tylko na moment, by odwzajemnić miły uśmiech jaki ku niemu skierowała, gdy jej oczy lustrowały blizny jakie nosił na twarzy. Choć wyglądał na całkowicie zbywającego fakt ich obecności, to wprawne spojrzenie łowczyni mogło wychwycić delikatne drżenie, jakby odruchowo chciał się odwrócić.
Przyglądał się jej przez kilka chwil po tym jak skończyła mówić.
- Jakoś nie potrafię wyobrazić sobie ciebie w sukni damy dworu - przerwał i uśmiechnął się psotnie. - No dobrze, może jednak mogę, ale tak jest o wiele lepiej. Ta pewność siebie, siła, wdzięk i uroda - klepnął ją dziarsko w plecy. - Słodka z ciebie wiewiórka - zachichotał wesoło. - Wiewiórka i kocur, niezła byłaby z nas drużyna. O ile nie przeszkadza ci, że od czasu do czasu trzeba trochę... pobiegać przed strażą, najemnikami, rozbójnikami, piratami, dzikimi zwierzętami... No, takie tam drobnostki - zbolały wyraz twarzy zawadiaki wskazywał, iż takich przygód miał niemało.
- Nie żebym miał jakoś na pieńku z prawem, no może odrobinkę, ale tyci tyci - uniósł zbliżone do siebie kciuk i palec wskazujący, demonstrując o jak maleńki problem mu chodzi.
- Wiesz jak to bywa, nie każdy lubi jak ktoś zaczyna ściągać zbyt wiele uwagi, więc zdarza się, że w karczmach w których przebywam dochodzi do sporów, stąd ta bieganina, ja stronię od przemocy. Ale ty wyglądasz na taką, co by sobie poradziła nawet w porządnej rozróbie - uśmiechnął się wesoło, mówił co myślał, nie krępował się, choć czasami trudno było powiedzieć, kiedy prawi komplement, a kiedy obraża.
21.05.2013, 21:38
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna