Nieodkryte tereny - strefa II
#21

Ona w tym samym czasie patrzyła się to na niebo, to na drogę przed sobą. Właściwie, nie myślała, gdy mówiła, bo przychodziło jej to z łatwością niesamowitą. Cóż, dobrze, że jej się udało, a nie dukała jak szalona. Czasem aż dziwiło ją, jak to strasznie potrafi być niepewna i nieśmiała tego, co mówi. Najczęściej zdarzało się to, gdy Mirie była osaczona przez piękniejszych, silniejszych i... Lepszych od siebie samej. Czuła się wtedy taka malutka, zupełnie jak wiewiórka, o której wspominał Seven. Z drugiej strony, to jedyne co mogło ją wiązać z tym zwierzęciem to rudość włosów.
Zmarszczyła brwi. Co, wygląda jak człowiek prosty, że po prostu do jej postaci to nie pasuje? Myślała często nader inaczej. Że o niebo lepiej wyglądałaby w sukni, niż takich "łachmanach", jeżeli można je tak określić. Bądź co bądź, były dobrej jakości, wykonane przez nie byle kogo. Pomachała mu łapkami przed oczami, jakby sprawdzając, czy on nie śni na jawie.
- Wiesz, nie zrozum mnie źle, naprawdę - zaczęła powoli i w miarę poważnie - Jestem dobrą osobą. Nie w smak mi okradać kogoś z dorobku życia lub posyłać na śmierć, bo czymś zawinił. Od tego są straże w królestwie. Zresztą, nie najgorzej sobie radzę bez kłopotów - westchnęła - Pochlebia mi twoja propozycja, ale najwyraźniej muszę ją odrzucić.
Ucieszyła się ze swojej odpowiedzi, choć nieznacznie. Prawda jest taka, że naprawdę nie znała zakresu jego działalności, a ludzi krzywdzić nie zamierzała przez durne nieporozumienie.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







22.05.2013, 17:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#22

Przez moment spoglądał na nią z szeroko otwartymi oczami. Nie do końca rozumiał o co jej chodzi, dopiero po chwili dotarło do niego, że nawiązywała do jego wspominki o drużynie. Pacnął się w czoło otwartą dłonią, po czym zaczął sprostowywać swą wypowiedź, z przepraszającym wyrazem twarzy.
- Spokojnie, spokojnie, ja tylko żartowałem - wyszczerzył się wesoło.- Wiem, że nie zawsze robię dobre rzeczy, ale jak już zapytałaś, to odpowiadałem szczerze, najwyżej został bym na tym bagnie ze strzałą w głowie, gdyby ci się to nadto nie spodobało - zachichotał pociesznie, widać całkowicie się nie przejmował taką możliwością. - Choć wtedy ominęły by mnie wspólne z tobą tańce w karczmie, gdy już się wydostaniemy z tego bagna - jedną rękę ustawił na wysokości pasa, drugą uniósł na poziomie klatki piersiowej, zarazem wyciągając ją w bok. Jeden rzut oka wystarczył, by stwierdzić iż to zaczątek jakiegoś tańca z partnerką. Ruszył w przód żwawym krokiem na trzy, wykonując kolejne ćwiartki obrotu. Było to nic innego jak walc, który zazwyczaj gościł na salonach.
Ruchy jego były płynne i eleganckie, widać miał doświadczenie w tym co robił. Nie przeszkadzały mu nawet kamienie i korzenie, które zręcznie omijał, stawiając miękko stopy na pewniejszej ziemi.
- Raz, dwa trzy, kieliszek wina, raz, dwa, trzy, bukiet kwiatów, raz, dwa, trzy, muzyka - zatrzymał się po wykonaniu kilku obrotów, akurat przodem do Mirie, przed którą skłonił się dworsko, jak pan przed damą. Wyprostował się energicznie i podparł dłonie na biodrach.
- Choć zwykłe pląsy biesiadne są nieraz o wiele lepsze, zależy co kto lubi.
22.05.2013, 18:51
Przeczytaj Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#23

Zmrużyła oczy. Czyli nie jest jednak taka bystra, za jaką się uważa! Uśmiechnęła się do siebie złośliwie, jakby chciała mu coś zrobić, bo właśnie jej to uświadomił. I już w jej głowie jawił się plan, plan niezawodny - ale o nim później.
- W takim razie wybacz, że źle zrozumiałam twoje wywody - skinęła głową grzecznie - Ale zabrzmiało to jednoznacznie - tak, Mirie, grunt to się wybronić. A przynajmniej chronić resztkę swej godności i zuchwałości. Czułaby się... Upokorzona własną głupotą. Tak, to najwyraźniej najlepiej opisuje jej przewidywalny stan psychiczny.
- Skąd wiesz, że się stąd wydostaniemy? - zapytała trochę wyrwana ze swoich bujnych, nieokiełznanych myśli. Był taki pewny, tak optymistyczny, ale ona przestała być pewna przeżycia właśnie w momencie wspomnienia o karczmie kolejny raz. Och, no tak. Mogli zabłądzić, oszaleć wśród suchych drzew i mchu. Któreś z nich na pewno pierwsze, któreś drugie. Jedno może będzie zmuszone zjeść mięso drugiego lub zabrać dorobek. Zresztą! Dziewczyna miała jeszcze jabłko. Przetrzepała torbę. Nie chciała się nim dzielić w żadnym wypadku, gdyby chłopaka nawiedził głód szybciej od niej. Jednakże... Znów rzuciła okiem na Sevena i jak myśli przybyły, tak odeszły. Oczarował ją wyraźnie, pocieszne jest to, iż nie zaczęła się ślinić. Spojrzała na jego stopy. Tyle gracji i subtelności to widziała jedynie kiedyś przez przypadek. Ktoś wysoko postawiony rangą tak stąpał podczas przeglądu włości w pewnej wsi.
- To niesamowite, gdzie się tego nauczyłeś?.. I nie mówię tu o tańcu, acz o perfekcyjnym stawianiu stóp. - popatrzyła się w jego oczy, przeszywając go na wskroś. Czyli mógł być kimś więcej niż byle jakim bawidamkiem i błaznem miejscowym.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







22.05.2013, 20:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#24

Uspokoił się, przynajmniej chwilowo, a na jego pociągłej twarzy zagościł przyjazny uśmiech.
- Skąd wiem, że się wydostaniemy ? - spojrzał w dal kierunku jaki obrali. - Nie mam pojęcia - kąciki szczupłych ust chłopaka powędrowały wyżej. - Ale przecież nie będę chodził i się dołował z tego powodu, a w ostateczności, może któraś z moich sztuczek pomoże - spojrzał ciepło na Mirie i mrugnął okiem. Jej drugie pytanie było ciut bardziej problematyczne, bowiem odpowiedź na nie zakrawała o wydarzenia, jakich wolał jej nie zdradzać, dla swojego własnego bezpieczeństwa oczywiście.
- Dziękuję za uznanie, ale to nic takiego wielkiego - skinął zdawkowo ręką. - Wspominałem o grze w teatrze, od małego występowałem na scenach, a przecież jakiś taniec jest nieodłącznym elementem przedstawienia. Gdy podrosłem, trzeba było to trochę udoskonalić, a resztę załatwiło podpatrywanie zabaw szlachty i cyrk. Chodząc i skacząc na linie kilka metrów nad ziemią trzeba stąpać w miarę pewnie - skoczył pół kroku w bok, lądując miękko na palcach. - I płynnie się poruszać - niby opadający z drzewa liść, zniżył się, kucając na jednej nodze, podczas gdy drugą miał wyciągniętą w bok, kilkanaście centymetrów nad ziemią. Dla balansu wyprostował prawe ramię, jakby trzymał się powietrza obok siebie, a lewe uniósł nad głowę. Oddech później podskoczył i stanął wyprostowany na obu nogach.
- Mój opiekun też przyłożył do tego rękę, gdy szukaliśmy różnych zwierzaków, trzeba było umieć do nich podejść, jako łowczyni sama dobrze o tym wiesz. A i chadzając na salony, trzeba wiedzieć jak nie nadepnąć komuś na odcisk.
Odpowiedział jak mógł najlepiej. Może nie do końca szczerze, ale nie mógł powiedzieć, że po prostu nauczył się tego kradnąc. Każdy złodziejaszek musiał mieć lekkie stopy i dobrą pamięć otoczenia, by po jednym rzucie oka na pomieszczenie, móc przebiec przez nie z zamkniętymi oczami. Tak było podczas tanecznego kroku jaki zaprezentował, w ćwierć obrotu patrzył co ma na drodze, by w następnych uderzeniach serca omijać przeszkody. W sumie odparł całkiem konkretnie, podkreślił skąd podstawy jego zdolności, a reszta to kwestia doświadczenia.
- Po za tym, sama nazwałaś mnie kocurem, a koty muszą umieć poruszać się bezszelestnie - mrugnął okiem i przyłożył wyprostowany palec do ust. - Ciiiichutko - szepnął bezgłośnie.
22.05.2013, 20:35
Przeczytaj Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#25

Skinęła głową. Przyjmowała to do wiadomości, być może po prostu miał do tego dryg i talent. Zdumiewał ją na każdym kroku, bowiem nie wyglądał na kogoś, kto by miał pieniądze na naukę takich rzeczy, a jednak sobie radził. A może ona miała jakieś spaczone poczucie bogactwa w tym kraju? Najwyraźniej, gdyż sama nigdy nie doświadczyła krzywdy ze strony ani samych władców, ani nawet straży mieszczańskiej. Ba, wydawało się, że niektórzy żyli jak w utopii.
- Byłabym szczęśliwa, gdybyś potrafił się teleportować na spore odległości wraz z "pasażerem" - powiedziała, będąc pewna, że tego nie potrafi. W sumie, nigdy nie doszło do jej uszu, iż ktokolwiek to potrafił oprócz bożków wszelakich na wsi.
I w sposób prosty, dowiedziała się mnóstwa rzeczy o nim i o jego życiu. Pasowało jej to, że chłopak został pobłogosławiony darem przemawiania. Nie było cicho na tyle, by wpadła w szał i dołek emocjonalny. Gdyby znalazła się tu sama, z pewnością nie udałoby się jej utrzymać stoickiego spokoju. Nawet nie wiadomo, czy by przeżyła. Wiadomo, iż żaden teren niezabudowany nie jest zabezpieczony przed zwierzyną.
Westchnęła, była ewidentnie znużona chodzeniem "bez celu". Spostrzegła, iż straciła czujność, dlatego też spojrzała na niebo, by ustalić godzinę i jak długo chodzą. Cóż, wydawało jej się, że trwało to wieki, ale nie nie nie. Tak się to nie ciągnęło. Poczęła rozglądać się na boki i do tyłu. Wszędzie tylko suche drzewa, suchy grunt i mech.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







23.05.2013, 21:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#26

Spojrzał na nią zakłopotany, drapiąc się palcem wskazującym po policzku.
- Niestety, teleportować się nie potrafię, wybacz - odwrócił się w kierunku marszu i rozłożył ramiona na boki. Nagle począł truchtać na przód, robiąc przy tym spore zakosy na boki. - Jak już, wolał bym laaaataaaać, łiii~ - jak dziecko, hasał to tu to tam, wbiegając na kamienie, odbijając się od korzeni i wskakując na pochyłe pnie. Tak pląsając okrążył łowczynię, na powrót stając przednią i, odetchnąwszy głęboko, wrócić do zwyczajnego trybu marszu.
- Niestety, latać też nie potrafię - rzekł ze zbolałym wyrazem twarzy, przygładzając niesforne kosmyki posklejanych włosów. Niech to szlag, będzie musiał wziąć solidną kąpiel.
- Powiedz mi - zwyczajowa pogoda lekki uśmieszek powróciły na jego oblicze. - Umiesz jeździć konno ? - zapytał ni stąd ni zowąd, bez oznak zainteresowania, wodząc brązowymi oczyma w oddali.
23.05.2013, 21:50
Przeczytaj Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#27

Tym razem jej dłoń zderzyła się z czołem dziewczyny. Naprawdę, nie miała pojęcia, dlaczego on jest taki, a nie inny. Doprawdy, zapewniał jej rozrywkę, ale zachowywał się jak dziecko. A ona w gruncie rzeczy nie przepadała, chociaż podejście miała. Lubiła również owe stworzenia obserwować, ale niestety lub stety okazji nie miała, by patrzeć na rozkoszne, brudne, głośne, oślinione i uwalone dzieciaki bawiące się w rycerzy, jakby to była dobra zabawa.
- Nie wiem, czy ci wybaczę - stwierdziła ucieszona. W gruncie rzeczy to powoli ją irytowało wszystko. Od popękanej ziemi, aż do przesuszonej kory na grubych drzewach.
- No szlag mnie trafi, jak nic się nie zmieni wokół nas - stwierdziła głośno - Już nie wspomnę o tym, jak bardzo czuję się brudna - zatrzęsła swym ciałem. Czuła dyskomfort i to porządny. Wolałaby być w tej chwili czysta, mokra po kąpieli w balii, owinięta w chropowaty ręcznik, pachnący przyjemnymi perfumami o zapachu kwiatów, fiołków, róż lub bzu. Czuć delikatny powiew letniego wiatru na prawie nagim ciele. Przymknęła oczy rozmarzona na temat tego. Wiedziała, że bez pracy uprzedniej sobie tego nie załatwi, a prawdą jest, iż najszybciej może dostać zimną wodę i szczotę. A jedynym zapachem będą kiepskie, tanie mydliny.
Wyrwana z myśli odpowiedziała mu:
- Tak. Ale nie jestem mistrzem w tym. W końcu nie posiadam własnego. Często muszę pożyczać na dłuższe podróże - powiedziała na dokończenie tego krótkiego wywodu.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







23.05.2013, 22:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#28

- Moja wina, wybacz - znów zrobił żałośnie przepraszającą minę, jakby na prawdę czuł się odpowiedzialny za ten stan rzeczy. Nie trudno było dostrzec, iż dziewczyna powoli irytowała się coraz bardziej. Byli głodni, zziębnięci i brudni, bez pojęcia gdzie są, ani pomysłu co dalej. Chyba nawet pokłady optymizmu Sevena zaczynały się kurczyć, czego jednak wciąż nie pokazywał. Może nie zdawał sobie sprawy z tego jak mogą skończyć, albo miał plan ? Kto wie... bo na pewno nie on.
- W sumie u mnie też tak średnio z jazdą konną, choć robiło się różne szaleństwa - zachichotał wesoło i złośliwie zarazem, coś chyba knuł. - A jak radzisz sobie z kotami ? - kolejne, można stwierdzić, bezsensowne pytanie. Szedł ramię w ramię z łuczniczką, doświadczoną w podróżach, sztuce przetrwania i dbaniu o własną skórę. A on ? Mieszanka wieśniaka i mieszczucha, niedojrzały pałac żartujący sobie ze wszystkiego i wszystkich. Jak on miał pomóc w tej sytuacji ?
Jednak wciąż nie tracił pogody ducha i energii, zdawało się wręcz, że im bardziej znużona i przybita jest Mirie, tym więcej z siebie daje. Jaka była prawda, tego nikt nie wie.
23.05.2013, 23:41
Przeczytaj Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#29

- Może nie tak do końca twoja - powiedziała. Przecież nie będzie znęcała się nad nim przez swoje humory. Zwykle przecież aż taka nie była, ba, nawet zbytnia niewygoda jej nie przeszkadzała w życiu. Ale ta niepewność przeżycia była najgorsza, naprawdę. Może za parę dni będzie to wspominać z czułym uśmiechem, ale niestety teraz to zupełnie co innego! Rzecz w tym, iż pojęcia nie miała, czy mogą się zatrzymać...
- Dobra. Zarządzam przystanek - westchnęła, zatrzymując się - Robimy ognisko i się grzejemy - uśmiechnęła się uroczo, widać było, jak się starała zamknąć pyszczek i nie warczeć na niego, a przy okazji się nie rządzić - Szukaj czegoś grubszego do spalenia, jakieś nadłamane gałęzie i tym podobne. Tylko nie za duże, nie noszę siekiery w spodniach.
Sama wzięła się do roboty. Wiedziała, iż powinni być ostrożni, w końcu tu wszystko suche, wystarczy najpewniej jeden nieostrożna zabawa ogniem i hyc, cały las płonie niczym wielka pochodnia. Mogłoby to być widowiskowe, jednakże... Płonąca zwierzyna dopełniałaby tragicznie obrazka. Popatrzyła na chudsze drzewka z drobnymi gałązkami bezlitośnie, a następnie zaczęła je łamać równie bestialsko. Uważała przy okazji, by nic na nią nie spadło, jak również w ślepia odłamek próchna nie wpadł.
- Co do kotów... Nie są takie złe, ale nie uważam je za najwspanialsze stworzenia - powiedziała - Bez urazy, jednakże kochają bardziej siebie niż cokolwiek innego.
Powoli jej humor stabilizował się, co nie znaczyło, że można ją denerwować. Odkładała kolejne gałązki na stosik równy nieopodal grubego drzewa. Jeszcze nic ich nie połknęło, wspaniale!


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







24.05.2013, 18:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#30

Ucieszył się, gdy dziewczyna zaproponowała odpoczynek. Był po długiej wędrówce na bagna, a przedzieranie się przez grzęzawiska mocno uszczupliło jego zapasy energii. Teraz najchętniej napchał by brzuch i położył się spać, niestety było to w tej chwili niemożliwe.
- Tak jest ! - stanął na baczność i zasalutował. Począł rzucać okiem na poczynania Mirie, mimo jej tłumaczeń, wolał po prostu zobaczyć co ona wybiera na opał, by mógł zrobić to samo. Tak więc zabrał się do zbierania suchych gałązek i nieco większych patyków, w końcu sam nie pierwszy raz nocuje pod gołym niebem, posiada więc jakąś wiedzę na ten temat, choć na pewno nie tak rozległą jak towarzysząca mu łowczyni. Przekonał już się, że życie w dziczy jest nie dla niego, może i poradził by sobie w razie konieczności, jednak zdecydowanie woli spać w miękkim łóżku, niż na prowizorycznym posłaniu z liści bądź w ostateczności na drzewie.
- No trochę w tym racji na pewno - odparł na jej zdanie o kotach. - Mi wystarczy wieść, że nie odrzucają cię - wyszczerzył się zadowolony. Nie było wątpliwości, jemu coś musiało chodzić po głowie w tym temacie.
Budowany przez dwoje kopczyk z drewna powoli rósł. Kompletowanie opału w takich warunkach było jednocześnie łatwe i trudne. Na bagnach pełno było starych, spróchniałych konarów, ale były albo za daleko w mokradle, albo zawilgotniałe i przegniłe, albo zbyt małe. Na szczęście, co dwie pary rąk to nie jedna, dzięki czemu całe zadanie szło w miarę sprawnie. Po jakichś dwóch kwadransach mieli już wystarczającą ilość chrustu, by podtrzymać ogień przez dłuższy czas, pytanie tylko, jak długo ? Inną sprawą było, czy coś ich nie zje, bądź ubije i upiecze nad własnym ogniskiem. Cóż, poczekamy, zobaczymy.
Usiadł krok od stosika, rozpalanie wolał zostawić bardziej doświadczonej tropicielce. Sam by jeszcze coś popsuł, znał swoje wątpliwe szczęście.
- Pozostaje kwestia kolacji, jak sądzisz, znajdziemy tu jakieś ryby ? W ostateczności nawet krokodyla bym zjadł - spojrzał w niknącą pod osłoną mroku dal. Coś tam pewnie na nich czekało, czas pokaże, czy pierwsze przyjdzie po nich, czy oni po to...
24.05.2013, 22:08
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna