Pod krakenem
#1

To najgorszy i najlepszy lokal, jaki przyjdzie Wam znaleźć. Z zewnątrz obskurny, w sumie w środku też. Podłoga to kamienne, zimne kafelki, często poplamione krwią i tłuszczem. Ściany oraz sufit kiedyś były bielone wapnem, ale zapewne działo się to naście lat temu. Meble są do niczego, wykonane ze starego, szarego drewna. Wielokrotnie wszystkim wbiły się z nich drzazgi w ręce. W piwnicy można wynająć obrzydliwe łóżko, bo tam właśnie jest jedna zbiorowa sypialnia. Często tam kradną, biją i mordują, ale dla biednych ludzi jest to jakaś alternatywa od spania na bruku. Towarzystwo, które spędza czas w barze zawsze ma temat do rozmowy. Spiskują i plotkują, co bardzo pomaga w znalezieniu pracy, a także kłopotów.
Pracuje tutaj dwójka osobników: stary kucharz Wvarl i przystojny, silny barman Czi-Cze.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







30.06.2013, 12:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#2

Karczma, w końcu normalna, drewniana karczma. Nogi obolałe, ciuchy z lekka przemoczone, zaś pysk suchy niczym wiór. Uchyliłem oburącz kaptur, spod którego wyłoniła się ma blada twarz oraz błękitne, prawie świecące w cieniu miasta oczy. Z zewnątrz budynek odpychał i nie dało się tego ukryć. Obrypane ściany pokryte wszelkim rodzajem flory, porysowane okna, zniszczony dach i połamane schodki prowadzące do drzwi. Zignorowałem już fakt pijanych osób siedzących obok i dudniących ostatnie łyki wina ze szklanej butelki. Dobyłem do klamki i chwyciłem ją. Z samego początku byłem niepewny wyboru, a widok obskurnego wnętrza nie pocieszał w żadnym stopniu. Kuknąłem na prawo, gdzie siedziała dwójka kobiet w czerwonawych zbrojach. Co jakiś czas stukały piwem o drewnianą ławę, zaś siedzący za nimi mężczyźni śmieli się głośno, wręcz darli wniebogłosy. O nie, tam to ja nie usiądę. Mój wzrok skierował się w stronę lewą, gdzie upatrzyłem jeden, mały i do tego wolny stolik. W pośpiechu podszedłem do niego i zrzuciłem szarawy płaszcz. To chyba pierwszy raz od dość dłuższego czasu, kiedy pozbyłem się ubrania wierzchniego. Gdy usiadłem, zauważyłem nad głową obraz przedstawiający nieznaną mi personę. Przed mą twarzą znajdował się stolik, dalej zaś ścianka odgradzająca poszczególny sektory. Za całością rozciągała się lada, za którą obsługiwał barman wyglądający na sporego siłacza. Westchnąłem z niesmakiem i opuściłem głowę, a białe włosy przykryły me zamknięte powieki. Widok obrzeży był okropny i dołujący, po czymś takim nie przełknę nawet ulubionej potrawy, a o napoju wysokoprocentowym już nie wspominając. Zostanę tutaj przez dłuższą chwilę i ucieknę dalej, co tu po mnie, skoro nawet nie chcę niczego zamówić. Uniosłem delikatnie podbródek, a tak, by obserwować pracowników tejże miejscówki. Nie chciałbym zostać wyproszony, tylko dlatego, że szkoda mi pieniędzy na coś, co działa chwilowo. Poza tym alkohol nigdy mi nie podpasywał i prędko nie podpasuje.
Mimo chęci spędzenia czasu na odpoczynku, nie mogłem znieść okolicznego harmideru. Spojrzałem na swe sine od zimna dłonie, bolały. Natychmiast włożyłem je pomiędzy uda i zacząłem pocierać. Żeby nie było, nie pomyślcie sobie o mnie jak o jakimś zboczeńcu. Widok ten nie przykuł wzroku nikogo z okolicy i waszego także nie przykuje. Na mej twarzy pojawił się grymas, który winien towarzyszyć mi już od bardzo dłuższego czasu. Grimssdel, to na prawdę nieprzyjemne miejsce. Nie mam pojęcia co natchnęło mą duszę do jego odwiedzenia. Tym ludziom nawet nie da się pomóc, a ich kultura równa się zeru. Temu ostatniemu w sumie nie ma co się dziwić, lecz biorąc pod uwagę całokształt, to jawna katastrofa.
Tak minęła godzina, potem dwie, aż zorientowałem się, iż biały glob zaczął unosić swe skrzydła ponad horyzont najwyższych drzew. Noc? Nie mogłem tutaj jej zastać, to zbyt niebezpieczne! Z drugiej strony nie mogłem opuścić tego miejsca. Karczma wydawała się być otwarta całodobowo, a do tej pory nikt mnie nie wyprosił, toteż nie mam żadnego wyjścia. Zostanę na dupie, a choć denerwują mnie dwie kobiety po prawo i cała reszta chlejusów, to nic nie mogę zrobić. Wtopiłem swój wzrok w czwórkę mężczyzn na przeciw, których dzieliła jedynie tekturowa ścianka ode mnie. Ich różowe twarze świadczyły o ilości alkoholu, który zdążyli do tej pory w siebie wlać. Wystawiłem język na zewnątrz, było mi coraz bardziej niedobrze, do tego ta muzyka. Dokładnie, kilka osób znajdujących się dwa stoliki po prawo dalej, wystukiwała nogami nieznany mi rytm. Czy mogło być jeszcze gorzej? Mój umysł zaczęły nachodzić najróżniejsze myśli, poczynając od rodziny, a kończąc na ludziach, którzy liczą na moją pomoc. Tutaj zaś pojawił się problem reputacji, którą mogłem sobie zniszczyć w każdym momencie przebywając w karczmie. Pracując jako uzdrowiciel winienem być przygotowany na każdą pechową okoliczność. Nie chciałbym nawet wiedzieć, co mogą pomyśleć sobie ludzie, którzy teraz wchodzą do tego zaropiałego budynku i widzą moją samotną i smutną twarz. Czyż zadaniem uzdrowiciela nie jest pocieszać i być pocieszonym? Dość, dość, dość. Wyganiałem z głowy ponure myśli. Minuty zaś mijały i mijały, a ja otoczony niechlujnym towarzystwem wpatrywałem się w podziurawioną i brudną podłogę.
21.04.2015, 19:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#3

[MG]

Miejsce, które Lyress wybrał sobie na przystanek na drodze codziennego życia nie było najrozsądniejszym dla człowieka, który wolał by trzymać się z dala od pijackich bijatyk i burd wszelkiego rodzaju. Mogło by się wręcz wydawać, że niektórzy podejrzliwe patrzyli na młodzika, widząc jak bardzo nie pasuje do klimatu tego miejsca. Nie wyglądał przecież jak typowy gość 'Krakena'. Czego mógł tu szukać?
Mimo wszystko fortuna wydawała mu się sprzyjać dłuższy czas, gdyż ludzie omijali jego stolik. Szczęście to jednak najwyraźniej nie zamierzało trwać wiecznie i w pewnym momencie, gdy pod wieczór knajpa wypełniła się coraz mniej przyjemnymi mordami, coraz częściej zdarzało się, że spojrzenia szły właśnie ku akolicie.
Jeśli ten właśnie stwierdził, że dobrym pomysłem byłoby się ewakuować, było już trochę za późno, bo właśnie podeszło do niego dwóch mężczyzn, którzy najwyraźniej czuli się tu dużo pewniej niż on. Nic w tym dziwnego, gdyż obojgu Bóg oszczędził może pieniędzy, ale nie poskąpił siły w barkach, co widać było na pierwszy rzut oka. Pierwszy był przy tym wyższy od białowłosego, włosy zapuszczone miał do ramion, brudne i splątane w kołtun, który może miał być warkoczem lub końskim ogonem. Drugi wyglądał przy nim na konusa, choć wzrostem prawie sięgał Lyressa. Nie był jednak chuchrem, co w połączeniu z łysiną i źle zrośniętym nosem dawało wrażenie czegoś, co w innym stuleciu określono by mianem typowego dresa. Nie dresy jednak nosili, a nieco przybrudzone koszule, sprawiające trochę wrażenie szmat nie zmienianych już od wielu dni.
- Witam panicza - powiedział ten niższy, wykrzywiając usta w próbie życzliwego uśmiechu - Tak sobie z kolegą pomyśleliśmy, że z pewnością zechciał by nam paniczyk postawić kilka kolejek. - po tych słowach zaśmiał się ochryple, pewien trafności żartu. Zaraz potem sugestywnie spojrzał na akolitę.


So what if we're all insane
The way we all live reminiscing for the head game


Maybe we're all insane
I'm feeling so damn hollow staring into
the Eyes of Tomorrow






22.04.2015, 23:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#4

Wiedziałem, że tak będzie. Mogłem wybrać drogę przez mrok, aniżeli przymus patrzenia na te pijackie, zniszczone od alkoholu twarze. Siedziałem niepozornie, choć czułem na sobie wzrok przechodzących ludzi, a także i tych, którzy siedzieli przy stolikach nawet na samym końcu karczmy. Budynek nie był wyposażony w przyrząd, który mógłby odmierzać czas, dlatego też byłem zdany na los. W głębi duszy pragnąłem, by ta noc się już skończyła. Chciałbym jedynie ujrzeć świt za oknem, by tuż po tym dać dyla i nie musieć męczyć pośladków od siedzenia. Los jest jednak nie był mi przychylny, postanowił płatać figle. Gdy uniosłem głowę, ujrzałem dwójkę mężczyzn stojących obok mnie. Pierwszy z nich był okropny, a drugi jeszcze gorszy. Łeb odchylił mi się na kilka centymetrów do tyłu, coby nie czuć smrodu z ich przepoconych ubrań. Wtopiłem błękitne oczy w ich zaciesz i wysłuchałem słów, które w moim przekonaniu brzmiały co najmniej śmiesznie. Mimo tego, nie śmiałem się i nie ukazywałem radości, wolałem zachować stoicki spokój, by nie wdać się w niepotrzebną bójkę, z której i tak wyszedłbym jako przegrany. Na mej twarzy wymalowała się więc powaga. Pod płaszczem, który cały czas miałem na sobie, zacisnąłem dłonie, a rozluźniającej je następnie, ściągnąłem kaptur z głowy do połowy. Dokładnie tak, że zatrzymał się za kością czołową. Teraz dokładniej widzieli me oblicze. Nie chciałem pokazać, że czuję się tutaj pewnie, lecz z pewnego punktu wiedziałem jak obchodzić się z nietrzeźwymi. Wolałem być bardziej pewny siebie, choć to także nie wychodziło mi najlepiej. A więc zaczęło się. Uniosłem delikatnie kąciki ust, zaś swój wzrok wpatrzyłem pomiędzy nich. Stało tam może kilka wolnych, drewnianych krzeseł. Nie chciałem jednak patrzyć wprost na nich, coby mi zaraz nie przyłożyli niepotrzebnej plomby w twarz.

- Kilka kolejek? Kolejka, dla każdego z was! - Zachowałem sztuczny uśmiech. Jeżeli na prawdę byli pijani, to mogli tego nie zauważyć, jeżeli zaś nie, to miałem lekki problem, gdyż mogli pomyśleć, że jestem jakiś niezdrowy umysłowo. Następnie wstałem, otrzepałem lekko ubranie, jakby robiło mi to jakąś różnicę i skierowałem wolno kroki do lady, omijając ich ciała. W tym momencie chciałem zwrócić głowę przez ramię, jednak wzbudziłoby to niepożądane podejrzenia. Gdy podszedłem do miejsca, w którym obsługiwał barman, z początku upewniłem się, że nie jest kimś wrogo nastawionym do ludzi. Z reguły każdy prowadzący karczmę unika bójek, oraz wszelkich szarpanin, jednak wolałem się upewnić. Gdybym miał pewność, że jest nadzwyczaj spokojny, to mówiłem normalnym głosem, gdyby jednak wyglądał na poddenerwowanego, to starałem się nadal zachowywać powagę.

- Ile kosztuje tutaj średni trunek, nie za słaby i nie za mocny? - Nie pytałem, by kupić, pytałem tylko i wyłącznie z ciekawości. Poczekałem na odpowiedź i tuż po niej jeszcze kilka sekund, by choć trochę narobić sobie nadziei. Dopiero po tym spojrzałem na dwójkę mężczyzn, odwracając ciało i podpierając się łokciami o blat. Gdy barman coś do mnie mówił, ja pokazałem znany gest, wystawiając kciuk do góry w stronę mężczyzn, która mogłaby sobie chlapnąć na miejscu, które ja wcześniej zajmowałem. Mogliby pomyśleć, że zamówiłem dla nich to, czego tak bardzo pragnęli. Zwróciłem się ponownie do obsługującego.

- Widział pan tamtą dwójkę, której pokazałem kciuk do góry? Uśmiechali się, by potwierdzić, że to na ich koszt będą kolejne trzy butelki dobrego wina. Taka dobra noc, że stawiają, a może w coś wygrali, sam nie wiem. W każdym razie trzy razy. - Skierowałem wzrok na prawo, wtapiając go w jakiś obraz, coby barman nie widział, że oszukuję. Gdy zaś zaczął przygotowywać zamówienie, ja skierowałem kroki w stronę toalety, a gdyby jej nie było, to w stronę wyjścia. W toalecie próbowałem znaleźć jakiegokolwiek okna, by móc czmychnąć, już nawet ignorując panujący smród. Gdyby jednak okazało się, że toaleta nie posiada okien, to mym jednym wyjściem było założenie kaptura i wolne przejście do drzwi wyjściowym. Spokojne i opanowane, by nie przyciągać wzroku i nie wzbudzać podejrzeń.
23.04.2015, 10:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#5

[MG]

Patrząc, jak chłopak odgarnia kaptur, mężczyźni niemal równocześnie unieśli brew. Chyba spodziewali się, że młodzik faktycznie może się stawiać, co w tej sytuacji nie było najmądrzejsze.
Zaraz jednak uśmiechnęli się z satysfakcją, najwyraźniej rozochoceni wizją darmowego trunku. Czy w obliczu takiej szansy mogli by podejrzewać podstęp?
Mimo to, gdy odchodził, śledzili go uważnie. W końcu zawsze mógł próbować ucieczki, a nieprędko znajdzie się ktoś, kogo można obrać na sponsora, bez dłuższego obijania się po mordzie. Wieczór zapowiadał sie przecież tak spokojnie...

Barman bez większego zainteresowania przecierał kufel. Gdyby Lyress obserwował go dłuższy czas, śmiało mógłby dostrzec, że jest to ciągle to samo naczynie, a sam mężczyzna maltretuje je zapewne tylko po to, by mieć zajęcie podczas gdy nikt niczego od niego nie chce. Samym akolitą wydawał się nie przejmować w ogóle, dopóki ten nie raczył zadać mu pytania.
- Srebrnego - rzucił, zerkając tylko krótko na białowłosego. Zmarszczył przy tym lekko brew. Najwyraźniej on również zauważył, że jego gość nie jest zbyt typowy jak na tę karczmę.
Odwracając sie ku swym nowym barczystym znajomym, łatwo mógł zauważyć, że istotnie, podsiedli go i teraz tylko spoglądali w stronę lady, najwyraźniej z niecierpliwością oczekując aż młody wróci z ich trunkami.
Widząc ten jakże uniwersalny gest, zgodnie z przypuszczeniami akolity, wyszczerzyli się szeroko, pokazując w pełni ubytki jakie tryb życia pozostawił w ich uzębieniu.
- Zac i 'Krótki'? - zapytał barman, wychwytując dwójkę kątem oka. Na chwilę przestał przecierać i tak średnio czyste szkło. Teraz wydawał się poświęcać swemu rozmówcy odrobinę więcej uwagi.
- Jakoś wątpię by cokolwiek wygrali - powiedział z namysłem - Prędzej udało im się dopaść kogoś przy kasie. Ale czemu mieli by od razu tak szastać srebrem?
Chwilę potem nastąpił moment głebszego zastanowienia się barmana. O dziwo nie wydawał się być zaskoczony, że dwójka miałaby posłużyć się chłopcem na posyłki w celu złożenia zamówienia. No ale cóż, żeby to zrozumieć, Lyress musiał by poznać nieco bliżej historię i relacje panujące w barze, a wątpliwe, by łatwo znalazł rozmówcę, który darmo zechciał by wtajemniczyć go w szczegóły... ale też wątpliwe by białowłosemu faktycznie tak na tym zależało.
Wreszcie mężczyzna machnął ręką i wrócił do swego monotonnego zajęcia.
- Zresztą co będę się wtrącał w nie swoje sprawy. I tak wolę by zostawili pieniądze u mnie niż u jakiejś dziwki.
Po tych słowach odłożył kufel, przeliczył wzrokiem obecnych, których wbrew pozorom o tej porze aż tak wielu nie było i zabrał się do szperania między butelkami.
Ten gest najwyraźniej uspokoił Zaca i Krótkiego, bo zamiast podglądać swą niedoszłą ofiarę, zabrali się za żywą dyskusję przy swym stoliku.
Lyress tymczasem udał się na poszukiwanie drogi ewakuacji. Kupił sobie trochę czasu, ale jeśli teraz nie wykorzysta go w miarę szybko, konsekwencje mogą być opłakane.
Toalety niestety w tym przybytku nie uświadczył, więc zostało mu tylko niepostrzeżenie wymknąć się głównymi drzwiami.
Już przed nimi mógł mieć wrażenie, że ktoś go śledzi, jednak bezpiecznie wyszedł na zewnątrz. Wokół zmierzcha, powietrze rześkie, pogoda chłodnawa. Czy nasz bohater zastanowił się już co zrobić wobec tego z resztą nocy?
25.04.2015, 03:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#6

Barman wyglądał bardzo poważnie. W dłoni trzymał naczynie, które pucował cały czas, jakby robiło to jakąś większą różnicę. Z początku zareagował podejrzanie, lecz w końcu postanowił się nie mieszać. Ta wieść przyniosła mi ogromną ulgę, a ciężki kamień spadł z serca. Błądziłem wzrokiem po ladzie. Gdy minęło kilka, możę kilkanaście sekund postanowiłem uciekać. Poczułem jak skórę przeszywa dreszcz napięcia. Odwróciłem się do mężczyzn, a Ci zajęci własnymi sprawami zaczęli rozmawiać. Alkohol został zamówiony na ich koszt, co tylko mnie rozbawiło. Oczywiście gdzieś głęboko wewnątrz, nie chciałem tego ukazywać. Gdyby tylko teraz mnie złapali, sądzę, że byłoby już po mnie. Oszukałem ich i naciągnąłem. Zac i krótki, co za głupie imiona i przezwiska. Zresztą, to teraz najmniej istotne. Teraz był kluczowy moment, czyli wydostanie się z tego przeklętego miejsca na zewnątrz, do tego niezauważonym. Toalety nie było, czyli plan "A" zawiódł już w pierwszych minutach. Musiałem przedostać się do wyjścia, niczym duch, a choć kroki stawiałem bardzo wolno, by nie wzbudzać podejrzeń, poczułem jak ktoś mnie śledzi. Nie mogłem się w tym momencie odwrócić, więc pozostała jedynie modlitwa. Wzywałem Boga niemymi słowa o pomoc, co jakiś czas zamykając powieki. Me serce zaczęło bić coraz szybciej, a najszybciej, gdy ma dłoń dosięgnęła klamki. Udało się, opuściłem karczmę nie zostając skatowanym. Mój wzrok sięgnął mroku, a w głowie zaświtało jedno wielkie pytanie - Co teraz? Możliwości nie miałem wiele, a na nic nie byłem w większej mierze przygotowany. Jedyne co mi pozostało, to improwizacja. Nie mogłem także zignorować faktu jegomościa, który za mną podąża. Nawet gdyby tylko mi się to wydawało, to musiałem być czujny i czujnym pozostałem. Cholera, w tej ciemności nie widzę nawet własnych stóp, więc jak mam odnaleźć drogę do samego centrum? Dobra, myśl Lyress, myśl. Znajdujesz się w miasteczku, toteż kręci się tutaj nie najmniejsza ilość ludzi, a czy to pocieszenie, to już sam nie wiem. Zostać tu nie mogę z powodu dwójki, groźnych mężczyzn, a z drugiej strony podróż także nie jest bezpieczna. Coś mi jednak podpowiada, że powinienem iść, iść jak najszybciej.
Zacisnąłem wargi w niepewności tak mocno, że ból wykrzywił mi brwi. Nabrałem powietrza w płuca i wypuściłem je tak szybko, że me usta ułożyły się w typowy dzióbek. Postanowiłem iść przed siebie szukając drogi, która mogłaby prowadzić do innego, bardziej bezpiecznego miejsca. Czy to będzie dzielnica mieszkaniowa, czy jakaś kamienica, to nie robiło mi większej różnicy. Nie byłem nawet pewien, czy w miasteczku takim jak Grimssdel istnieje takie coś jak władze porządkowe. Wydawałoby się, że karczma jest dość przyjaznym miejscem. Być może jest, ale na pewno nie takiego pokroju jak ta. Czy w tych czasach są miejsca, w których bójka nie istnieje na porządku dziennym? Kaptur zasłaniał mi większość twarzy, więc nawet w dobrym świetle inny przechodzień nie byłby w stanie jej dostrzec. Jedynie biała grzywka wystawała poza materiał i formowała się w coś, co przypominało kitkę. Oczyma obserwowałem otoczenie, latając nimi raz na prawo, raz na lewo. Tak jak pisałem, wolałem być czujny, a w razie zagrożenia uciekać.
Gdyby ktoś mnie zaczepił, z samego początku odskoczył bym do tyłu obserwując jego mimikę. Gdyby nastawiona była negatywnie, tudzież zmarszczone w gniewie brwi, przymrożone powieki, to wiadomo - dupa w troki i tam gdzie pieprz rośnie. Gdyby jednak była błagalna, czyli prosząca o pomoc, a osoba sama ranna, to zachowałbym bezpieczny odstęp i przez kilka sekund obserwował zachowanie tego człowieka. Sam charakter nie pozwoliłby mi odejść, jednakże priorytetem było bezpieczeństwo. Przy sobie miałem jedynie dwie fiolki i kilka ziół leczniczych. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że najwygodniej byłoby zostać z rodzicami w domu. Który Bóg był na tyle głupi, by nadać człowiekowi taką cechę, jak ciekawość. Poznawanie świata, to rozumiem, ale nie o zmierzchu! Podsumowując, uciekłem z karczmy, starałem się odnaleźć drogę do jakiejś gospody, która mogłaby zapewnić mi pokój na czas nieprzyjaznej nocy. Przespałbym się, a z samego rana ponownie wyruszył.
25.04.2015, 13:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#7

[MG]

Bogowie, o ile jakkolwiek interesowała ich istota akolity, wydawali się milcząco go wspierać lub też - jak to niektórzy bogowie w zwyczaju mają - bawić się jego kosztem, cały czas trzymając w niepewności, czy przeżyta minuta nie będzie przypadkiem tą ostatnią. Gdyby ludzie znali te hazardowe skłonności fortuny, może żyli by w mniejszym strachu wiedząc, że czeka ich jeszcze wiele podobnych otarć o granicę, nim wreszcie ktoś w swej łaskawości zakończy to cierpienie sytuacją, z której człowiek po prostu nie da rady umknąć. Zwykle kiedy akurat zaczyna już wierzyć w swoje szczęście.

Lyress mógłby winszować sobie właśnie małego sukcesu opuszczenia miejsca, które w jednym momencie z nieprzyjaznego miało mu stać się wręcz wrogie (może to jego nadmierna wyobraźnia, ale wydawało mu się, że jakieś krzyki i bluzgi słyszał już oddaliwszy się nieznacznie od karczmy). Mógłby, gdyby nie trawiła go obawa, o czyjeś czujne oczy na jego plecach. Obawa, która - o zgrozo - miała utrzymywać się nawet na zewnątrz, bo nawet tam nie wymknął się spod cudzego spojrzenia. Nie mógł się nawet pocieszać, że może to oczy jakiegoś przechodnia, gdyż poza nim na ulicy naprawdę nikogo nie było. Owszem, to wciąż Grimssdel, nie aż takie małe miasteczko, ale część którą zwiedzał właśnie Lyress, niewielu ludzi miało odwagę odwiedzać w nocy. Szczerze mówiąc pewnie część społeczeństwa była rada omijać je nawet w dzień. Hm, w sumie może to jednak i dobrze, że nikogo nie spotkał wobec tego?
[za dużo ostatnio w Bloodlines grałam i ciągle mam przed oczami Santa Monica z gry xP]
W końcu jednak przyuważył wzorkiem okolicę, która mogła wydawać mu się nieco bardziej znajoma. Wówczas też spotkał pierwszą żywą duszę, a był nią jakiś zakapturzony, niski człowiek, który opierał się o ścianę bliżej niezidentyfikowanego budynku. Co śmieszniejsze, Lyress dostrzegł go dopiero, gdy ten był zaledwie kilka metrów od niego. Może to kwestia wzrostu i niejakiej chucherkowatości człowieka, a i pewnie pomagał fakt, że akurat trzymał się bardziej zacienionego miejsca. Gdyby była jeszcze późniejsza pora, kto wie czy Lyress w ogóle by go nie przeoczył.
Być może białowłosy miał zamiar lub próbował znaleźć jednak drogę, która nie wiodła by obok nieznajomego, nie mniej niezależnie od decyzji, nim nawet skorygował by swą trasę, usłyszał dość wysoki, jak na mężczyznę, jednak chrapliwy głos.
- Ej Ty... - krótka chwila przerwy, podczas której albo nieznajomy dawał akolicie szansę na ucieczkę albo chciał po prostu sprawdzić, jak zareaguje. Czasu tego jednak dał cholernie miało, bo zaraz znów się odezwał - Nawet nie waż mi się uciekać, bo lezę za Tobą już dobre pół godziny. Trochę znudziła mnie ta zabawa.
Pierwszym, co mógł zaobserwować Lyress było to, że pomimo swych słów, człowiek nie wyglądał jakby zamierzał się na niego rzucić.
- Widziałem jak załatwiłeś Krótkiego i Zaca - kontynuował, zupełnie nie przejmując się, czy chłopak słucha czy też nie - Takiej zabawy to od lat nie widziałem, a spędziłem w tym burdelu pół mojego życia. - w tym momencie spod kaptura wydobył się głośny rechot. Nie brzmiało to przyjemnie. Zwłaszcza, gdy ów śmiech, urwał się równie gwałtownie jak zaczął.
- Noo, ale dosyć zabawy. Przejdźmy do interesów, jak mawiał mój nieodżałowanej pamięci tatuś. Nie wiem czy wiesz, słowiczku, ale udało Ci się narazić dwójce ludzi, którzy rękę mają baaardzo długą. I zakładając, że właśnie nie zamierzasz szukać pierwszego odpływającego z miasta statku, można by cię posądzić o cele samobójcze.
25.04.2015, 14:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#8

No i wtopa. Cała ma czujność poszła na marne, gdy kątem oka zauważyłem, jak o ścianę opiera się czarna sylwetka. Z początku zawiesiłem wzrok na drodze starając się przejść obojętnie, jednakże mężczyzna postanowił się odezwać. Bogowie, na was to zawsze można polegać. Przewróciłem oczyma i skierowałem źrenice wprost na rechoczącego jegomościa. Miałem raptem kilka sekund, by dać dyla, lecz nie miałem pewności, czy nie jest ode mnie szybszy. Po jego słowach wywnioskowałem, iż nie jest spokrewniony z dwójką ludzi, która zaczęła kląć po moim wyjściu. Nie wydawał się także agresywny, nie przyjmował postawy, która mówiłaby, iż chce się na mnie rzucić, czy nawet zamordować. Zachowałem stoicki spokój, choć nie oznaczało to, że jestem odważnym człowiekiem. Nadal obawiałem się, iż tamta dwójka może mnie szukać, jednak nie biegłem. Oszczędzałem siły, jakby przypuszczając, że tej nocy może mnie spotkać jeszcze większa, niefortunna sytuacja. Uchyliłem oburącz kaptura, coby mój rozmówca przyjrzał się bladości. Z samego początku nie wiedziałem co mu odpowiedzieć, lecz po dłuższym zastanowieniu powiedziałem co mi na język naszło.
- Co rozumiesz poprzez długą rękę? Nie naraziłem się nikomu celowo, ich postawa mnie do tego zmusiła, więc jedynie broniłem swej godności. Jakże przebiegle i niezbyt skutecznie. W każdym razie... - Zawiesiłem na moment swoje słowa, jakby chcą podkreślić, iż przechodzę do grubszej sprawy. W końcu sam nie powiedział mi, o co mu dokładniej chodziło.
- Skoro ty nie rzucasz się na mnie, by wydusić ze mnie wszystkie pieniądze, to po mej głowie lata jeno małe pytanie. Czego ode mnie chcesz, skoro podążasz za mną od przeszło trzydziestu minut? - Oh głupi Lyress! Teraz zdałem sobie sprawę, że skoro podąża za mną od tak długiego czasu, to nie może być o wiele szybszy ode mnie. No chyba, że specjalnie zaciągnął mnie w takie miejsce. Ciemno i ani jednej żywej duszy, od razu widać, że nikt nie raczy zapuszczać się w takie zakątki. Mogłem wybrać druga stronę miasta, może byłaby bardziej przyjazna obcym osobom. Ostatecznie pocieszał mnie fakt, że nie tylko mnie rozbawiło wykiwanie Zaca i krótkiego, którzy nie cieszą się zbyt wielką inteligencją.
25.04.2015, 15:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#9

[MG]

Jeśli mimika nieznajomego jakkolwiek zadrgała na widok bladej cery Lyressa, ten nie mógł tego zobaczyć, gdyż obcy nie zdecydował się odsłonić własnej twarzy.
- Cóż - rzekł, krótką chwilę poświęcając na zamysł, jak najprościej wytłumaczyć tak prostą metaforę - W normalnym wypadku powiedział bym, że są w stanie łatwo cię wytropić, ale że ty jakiś czas temu zadrwiłeś sobie z nich i to wyjątkowo bezczelnie, to w twoim wypadku powiedział bym raczej, że kichniesz i będą o tym wiedzieć. Może nie powiedział bym, że trzęsą tym miastem, ale siatka znajomości to bardzo pożyteczna rzecz. W sumie nawet ja mógł bym cię wsypać - znów ten okropny rechot.
- Ale tego nie zrobię - śmiech urwał się ledwo mężczyzna znów zdecydował się przemówić - A przynajmniej jeszcze nie... Nawet mam dla ciebie cenną lekcję i to zupełnie darmo! Wchodząc do takiego miejsca jak "Pod Krakenem", ucz swoją godność siedzieć cicho. Przynajmniej jeśli nie chcesz, skowronku, by ta bladziutka twarzyczka nabrała krwawego rumieńca. Z pewnymi osobami po prostu się nie zadziera, jeśli nie masz dość siły by osobiście skopać im dupę.
Na kolejne pytanie chłopaka, mężczyzna uśmiechnął się, co może wciąż nie było widoczne, ale słychać było w jego głosie.
- Widzisz, masz kłopoty, bracie, i tutaj właśnie pojawiam się ja. Jak zauważyłeś, nie potrzebuję twoich pieniędzy, odebranych siłą ani też wyłudzonych. Zwyczajnie mam dobrą duszę, a ty przypadłeś mi do serca, zdecydowałem się uczynić twoją szansę na przeżycie w jednym kawałku odrobinę mniej zerową.
Czy naprawdę mogła tu być mowa o jakimś altruizmie? Wątpliwe, jak również wątpliwe by obcy uważał, że Lyress to łyknie. Najwyraźniej jednak nie był skory do tłumaczenia się od razu z motywacji dla których w ogóle go zaczepiał. Być może we własnym mniemaniu uważał, ze białowłosy powinien być w ogóle wdzięczny, że znalazł kogokolwiek, kto nie planuje poderżnąć mu gardła.
25.04.2015, 15:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#10

Cała sytuacja zaczynała być nienormalna. Mężczyzna, który stał przede mną prawił o dwójce mężczyzn, którą przed chwilą wykiwałem. Mieli oni mieć dostęp do znajomości w tym mieście, lecz kto tak na prawdę potrafi znaleźć małego chłopaka w całym tym miejscu. Szczególnie nocą. Przełknąłem ślinę dość głośno, po czym dałem rozmówcy dokończyć swą kwestię. Tylko głupiec mógłby zaufać nieznajomemu, choć sam fakt, iż nie rzucił się na mnie daje jakieś plusy. Ten jednak nie ukazał swojej twarzy, dlatego też zrobiłem kroku do tyłu, dla bezpieczeństwa.
- To miasto, to jedna wielka sieć, która łapie niemiejscowych, by wydusić z nich wszystko co posiadają. Nawet zakładając, że mówisz prawdę, to nie miałbyś nic do zyskania, gdybyś faktycznie mi pomógł. Jedyne co mogę Ci ofiarować, to monety, a skoro ich nie pragniesz, to czemu więc robisz za kogoś, kto pragnie nieść pomoc dla innych? - Mówiąc pomyślałem jakby o samym sobie. Skoro ten mężczyzna nie chciał złota, to w imieniu czego miałby pomagać. No chyba nie jest jakimś pedofilem. Po tych myślach poczułem się niezręcznie i tym bardziej chciałem uciec. Jeżeli po tych słowach nie wyjaśni do końca swych intencji, to trzeba będzie stąd zwiewać. Być może nie mam odpowiednio dużo siły, by skopać im cztery litery, lecz to powoduje u mnie jeszcze większą motywację do rozwijania własnych zdolności.
Gdyby jegomość postawił krok w moim kierunku, ja zrobiłbym krok do tyłu. Jeżeli zacząłby iść w moją stronę, ja zacząłbym iść do tyłu. Analogicznie, jeżeli zacząłby za mną biec, ja zacząłbym uciekać. To chyba jedna rzecz, którą tak na prawdę robię dobrze. Uciekanie chyba powinienem dopisać do listy swoich hobby.
- I zakładając, że na prawdę Ci zaufam, co zrobiłbyś, by mnie ochronić? - To pytanie zadałem już tylko i wyłącznie z czystej ciekawości. Czasu było coraz mnie, a tamta dwójka mogła być coraz bliżej. Brałem pod uwagę nawet możliwość, że kupuje dla nich czas.
25.04.2015, 16:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna