Kuźnia Herna
#1

— Hern —
szechstronność kowala Herna zadziwia niejednego podróżnika w tym mieście. I choć potrafi zrobić praktycznie wszystko i wyposażyć całe wojsko w krótkim czasie, to jego domeną są siekiery, topory i łuki. Pod względem jakościowym, wytrzymałościowym i ostrości jego produkty są jednymi z najlepszych. Dlatego ceny są tak wygórowane momentami. Mężczyzna zaskakuje w całym królestwie wszystkich. Jest najmłodszym ze wszystkich kowali i najbardziej utalentowanym. Ma skłonność do przechwalania się tym. Przystojny, długie, proste, czarne włosy i umięśnione ciało. Wykorzystuje to by uwodzić dziwki w burdelu. Ponieważ burmistrz Greathard Armana Straus ceni sobie jego umiejętności nie powstrzymuje go od psucia wizerunku ich miastowego Kowala. Ludzie choć oburzeni są cenami, które nakłada na nich Hern muszą się z nimi godzić. Wiedzą, że to, co otrzymają od kowala będzie z najwyższej półki. Zdarzaja się też i tacy, którzy wyjeżdżaja na wschód, by taniej wyrobić, naprawić bądź kupić jakiś produkt. Kuźnia Herna znajduje się w lesie Greathardzkim.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







23.07.2013, 13:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj

PRZEDMIOT

Kliknij w obrazek


Kuźnia Herna
#2

- No i co ja mu powiem? "Cześć stary, widziałeś kiedyś taki kawałek metalu?"
- Tak, mniej więcej to powiedz, powinno starczyć. Kowale są ześwirowani na punkcie metalu. Z resztą trudno im się dziwić, babrają się w nim przez całe życie. -
Sam jak zwykle przedstawił sytuację bardzo obrazowo. Nerfox jedynie westchnął ciężko i pchnął drzwi do kuźni. Jego wzrok potrzebował dobrej chwili, aby wśród kowalskich gratów wypatrzyć wreszcie właściciela lokalu. Z nim postanowił spróbować "formalnie".
- Witajcie, kiedy grałem na rynku, ktoś wrzucił mi do czaszki (tu również Nerfox zastosował wymowny dźwięk uderzania paznokciem o kość) taką oto monetę. Za nic nie jestem w stanie odczytać napisów na niej, ani tym bardziej powiedzieć, skąd ona pochodzi. Moglibyście mi pomóc?
Szaman miał poważne obawy co do reakcji kowala, ale mimo wszystko starał się wyglądać normalnie. No może z białą farbą na twarzy i czaszką na głowie ciężko jest wyglądać normalnie, ale przynajmniej się starał.
Nie wiem, kto jest bardziej szalony: koleś wymalowany białą farbą z koźlą czaszką na łbie, staruch-grabarz-znachor łażący wszędzie ze szpadlem i gorzałą, czy czarnomagiczny wiedźmin. ~Scythis
19.12.2015, 01:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Herna
#3

MG


Nerfox wyruszył w celu dowiedzenia się o przeznaczeniu dziwnej monety. Wiedział tylko tyle, że miała ona wygrawerowany budynek niczym z okolic Azaratu, Krwawej Pustyni czy tego podobnych rejonów. Mógł też domyślać się, że nie jest to zwykła moneta, po co w innym wypadku byłoby mu tyle zachodu z tym wszystkim? Posiadał jeden mały problem. Nikt nie umiał albo nie chciał mu przekazać informacji żadnych na ten temat. Każdy go albo unikał albo zbywał trzydziestojednoletniego osobnika. Po doświadczeniach przykładowo u uzdrowicielki, na targu, a także w karczmie nie dowiedział się niczego. Miał nadzieję, że teraz się coś zmieni poprzez kowala Herna. Dodatkowo Nerfox posiadał niewiarygodne szczęście można powiedzieć. Trafił na jednego z najbardziej wszechstronnych i utalentowanych w swoim fachu. Co prawda za jego wyroby trzeba słono płacić, to jednak... Każdy może przyznać iż warto za to zapłacić, gdyż jest to równe wraz z jakością.

Kowal spojrzał się na Ciebie, a następnie na monetę. Zwrócił uwagę na twój charakterystyczny ruch ręki, a następnie stuknięcie o czaszkę, jednak zignorował to. Skupił się na twoim pytaniu. Początkowo jego twarz nie pokazywała, aby był zainteresowany w jakiś sposób tym wszystkim, jednak po chwili przyjrzenia się jej posiadał iskierkę w oku. To mogły być informacje, których Szaman od pewnego już czasu poszukiwał. Tylko czy jego wiedza jest wystarczająca? Kto to wie.
-Widzisz. Owa moneta ma wiele lat. Nikt już takich nie produkuje, ale byłaby idealna w mojej kolekcji. Jeszcze nigdy takiej nie widziałem, byłbyś gotów ją sprzedać? Podaj cenę, a możemy się potargować.
Widocznie cały jego błysk w oku polegał na tym, że spodobała mu się owa moneta. Ponownie pudło. Przed podjęciem jakiejś decyzji przez dosłownie dwie sekundy poczułeś jakby ta moneta Ciebie wzywała. Co to mogło oznaczać? Kto wie.
19.12.2015, 02:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Herna
#4

- Czy ja wiem... Całkiem ładna ta moneta. A właśnie! - Nerfox udał jakby nagle coś zaświtało mu w głowie. - Twierdzicie, że nigdy takiej nie widzieliście? Więc jakim cudem możecie wiedzieć, że już się takich nie wybija? Oj panie kowal, jak ze swoich wyrobów jesteście znani w całym mieście, a może i dalej, tak o swym wybitnym rozumie nie powinniście rozpowiadać. A może jednak wiecie coś o tym kawałku metalu... I w dodatku mówicie, że jest bardzo stara? A nie wiecie przypadkiem, skąd pochodzi?
Szaman obdarzył kowala kwaśnym uśmiechem. Na początku był lekko zdziwiony tym co powiedział Hern, jednak potem stwierdził, że nie każdy mieszkał przez połowę swojego życia z ironicznym i podejrzliwym staruszkiem.
Jeśli faktycznie pochodzi z jakiejś pustyni, bogowie jedni wiedzą jak odległej to chyba zajmę się rybami. Kto to widział tłuc się samemu przez świat w dzisiejszych czasach. No chyba że mają tam jakieś rzadkie zioła... - Myśli Nerfoxa jak zwykle obracały się wokół jednego tematu. Szaman niechętnie oderwał myśli od zielarstwa aby posłuchać odpowiedzi Herna.
Nie wiem, kto jest bardziej szalony: koleś wymalowany białą farbą z koźlą czaszką na łbie, staruch-grabarz-znachor łażący wszędzie ze szpadlem i gorzałą, czy czarnomagiczny wiedźmin. ~Scythis
19.12.2015, 15:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Herna
#5

MG


Dzięki swojej spostrzegawczości Szaman zauważył niespójność w wypowiedzi kowala. Najwidoczniej albo coś ukrywał, albo niefortunnie obrał słowa. Jednak teraz podrapał się po głowie i westchnął. Ciekawe jaką posiadał on kolekcję o której wspominał o ile jest to prawda. Oczywiście to, czy przyjmiesz to jako prawdę to twoja sprawa, a jednak czy jego informacje są prawdziwe to też inna kwestia. W tej chwili obarcza Ciebie wiele niewiadomych. Hern złapał chwilową można powiedzieć zadumę. Najwidoczniej tym razem widząc iż ma przed sobą wymagającą osobę, która chce wyciągnąć z niego fakty pewne za darmo nie chciał się tak łatwo dać. Po chwili konsternacji odchrząknął, a następnie poruszył wargami:
-Możesz podejrzewać iż coś o niej wiem, jednak tak nie jest. Po prostu szybko przeanalizowałem fakty. Nigdy takiej monety nie widziałem osobiście, a wiele osób z wszelakich stron świata u mnie bywało i poznałem wszelakie rodzaje, jednak tego nie widziałem. Oznacza to, że musi to być stara moneta, która już nie jest produkowana. W innym przypadku to też może być jakiś unikat, a mi zależy na takich skarbach do kolekcji. Jedyne co widzę to znaki z podobne do tych co są w Azaratach, a więcej nic nie wiem. Więc jaka jest twoja decyzja?

Kowal tym razem zostawił mu zagwozdkę. Widać było, że jej pożąda i chce ją zdobyć. A może to jakiś podstęp aby wyłudzić tą monetę? Mógł też o niej wiedzieć coś więcej, jednak widać już, że takich sekretów nie zdradzi z pewnością. Jest stanowczym człowiekiem, który lekko się niecierpliwi. Najwidoczniej ma też dużo na głowie i nie ma zamiaru dłużej poświęcać Tobie czasu jeżeli ma nic nie zyskać z tego.
20.12.2015, 00:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Herna
#6

// Od teraz myśli daję w kursywę, a słowa pogrubiam, żeby nie było bałaganu. Uśmiech

- W takim razie dziękuję, chyba ją zatrzymam. - Nerfox zręcznie podrzucił monetę i schował ją do sakiewki. - A teraz wybaczcie, mam swoją robotę, a wy zapewne macie także swoją.
Szaman wyszedł z kuźni i...

Horyzont zniknął gdzieś w oddali
Kapitan krzyknął: "Hej
Czy piwo z lądu żeście brali?
Bo suszy mnie, że hej."


Jakoś w głowie obudziła mu się dawno zasłyszana piosenka żeglarska, prawdopodobnie spuścizna po jednej z wizyt w portowych szynkach.
Dobra, wracam do miasta, a potem nauczę się łowić ryby. Jakoś ciągnie mnie nad morze i miło mieć powód do wczesnego wstawania.
- Powód do wczesnego wstawania... Co też się dzieje z dzisiejszą młodzieżą! -
Sam jak zwykle odzywał się kiedy zupełnie niepotrzebny.
- Daruj sobie wujaszku, idź wdzięczyć się do swoich wspomnień i daj człowiekowi w spokoju układać sobie plan na życie. Na czym to ja stanąłem? W sumie na niczym, czas wracać.
- Ech, starzejesz się. Myślenie ci już nie służy.
- Gadaj zdrów, ty już jesteś martwy.
- I to jest właśnie dobre w szamanach, niby martwi, a jeszcze zipią. Poczekaj tylko jak zbierzesz trochę więcej many, zaraz się zreinkarnuję.
- Zabijając mnie? Dziękuję, takiego wsparcia właśnie potrzebowałem.
- Aleś głupi, oczywiście że wybiorę sobie ciało jakiejś pięknej, cycatej...
- Dobra dobra, dziwię się, że jeszcze mi jakiegoś stosownego wspomnienia nie przesłałeś... Nie! Nie przesyłaj! -
Od śmiechu obu jeszcze przed chwilą rozmawiających zatrzęsła się w posadach głowa Nerfoxa, z jego twarzy odpadło kilka drobinek farby, a koźla czaszka zadrżała lekko, jakby przypominając o swej obecności. Kroki niosły Szamana w kierunku miasta, którego zarys zbliżał się i rósł w oczach powoli, ale jak to mówią, skutecznie. Owe kroki nabrały nagle własnej woli i skierowały ich posiadacza wprost do portu. To znaczy niezupełnie do portu, bowiem miejsce to nosiło pewną bardziej szczególną nazwę baru, karczmy lub jak to w porcie bywa, speluny.
Nie wiem, kto jest bardziej szalony: koleś wymalowany białą farbą z koźlą czaszką na łbie, staruch-grabarz-znachor łażący wszędzie ze szpadlem i gorzałą, czy czarnomagiczny wiedźmin. ~Scythis
21.12.2015, 22:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Herna
#7

- Jasne. Jeśli tylko nie zapomnę po drodze. - odparł krótko, szczerząc kły. Następnie parł w drzwi i wyszedł ze sklepu, poprawiając dla pewności nowo zakupiony płaszcz.
Coś niecoś obiło mu się o uszy dawno temu, jeśli chodzi o Herna. Martwiło go to. Nie znał się zbyt na społeczeństwie ludzi, zwłaszcza w Greathard, gdzie nigdy nie spędzał szczególnej ilości czasu. A skoro reputacja Herna wyprzedzała go na tyle, że kojarzył go Tygrys, cóż - możliwe, że był jednym z tych wybitnych, słynnych kowali, których "znają wszyscy". Zaraz pierdolnie mu za karwasz cenę, o której nawet Tork by nie śnił, żeby ją w ogóle posiadać. A może nie? Łatwiej byłoby mu opierdalać ludzi na pieniądze w mieście. Skoro mieszka na uboczu... trochę dziwnie. Ale nie było sensu o tym rozmyślać. Zresztą, Tygrys przecież nie był typem myśliciela. Skoncentrował się za to na przebijaniu przez miasto. Teraz nie miał już z tym szczególnie wielkiego problemu. Nie musiał się nigdzie kręcić po wąskich zaułkach. Przykrył się nieco bardziej futrem; w tym miejscu zawsze tak piździ?... Chyba tak...
Gwałtowny krok torował mu drogę. Mało kto widząc typ człowieka, jakim był Tork, starał się zastępować mu drogę. W pewnych ewentualnościach po prostu sprawnie omijał nieuważnych przechodniów. Co jak co, ale nogi miał sprawne.
Wyjście zza murów nie zajęło zbyt wiele czasu. Skierował się natychmiast w stronę Lasu Greathardzkiego, sugerując się udeptanymi ścieżkami. Fakt że Hern był najpewniej dość znanym kowalem znacznie uproszczał sprawę - Tork nawet nikogo nie pytał o kierunek. Tylko napsułby sobie nerwów, a i tak ledwo znosił te wszystkie niepokojące spojrzenia. Wystarczyło iść tam, gdzie dróżki były uczęszczane. A zapewne niewielu ludzi było tak często odwiedzanych, co wspomniany rzemieślnik. Tropienie ludzi - zwłaszcza jeśli ich posiadłość była w okolicy - nie było szczególnie wymagającym zadaniem.
Po nie tak długich poszukiwaniach Łowca odnalazł kuźnię. Miał nadzieję, że skoro człek ten był znajomym Heilgy - która sprawiła tak dobre wrażenie - i tutaj obsługa będzie na podobnym poziomie. Przekroczył więc próg, raczej pozytywnie nastawiony. Nikt nie zdążył go wkurwić w mieście. To raczej dobrze, że nie pytał nikogo o drogę.
- Czołem. Przybywam z pozdrowieniami od Heilgy. - zwrócił się do Herna, jeśli tylko go zauważył. - I z pewną prośbą. - odrzucił przykrywające go, obszerne futro, odsłaniając rękę i nogę oraz demonstrując od razu przedmioty wykonane z czarnego żelaza. - Szukam pokryw na te cuda. Znajdzie się coś? - zapytał, krocząc powoli na środek przybytku i przy okazji rozglądając się po asortymencie. Zwłaszcza zainteresował go widok wielu siekier czy toporów, szczególnie tych niezbyt wielkich. Posługiwał się i taką bronią, a te zdawały się być szczególnie pieczołowicie wykonane...
Zachowywał największą kulturę, jaką był w stanie. Z szacunku dla gospodarza, po prostu. Kobieta jaka ostatnio go obsługiwała była niezwykle przyjemna w obyciu, miał więc nadzieję na coś podobnego i tutaj. Zresztą, żywił ogromny szacunek dla wojowników - a ci nie przetrwaliby bez pomocy takich ludzi, jak ten. Kowali, płatnerzy. Prawie zawsze starał się zachować pewną pokorę względem nich... przynajmniej dopóki nie napsują mu nerwów.
20.11.2017, 18:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Herna
#8

STRAŻNIK



Gdy Tygrys wszedł do kuźni, Hern siedział za ladą wpatrzony w piękny, dwuręczny miecz z starannie rzeźbioną rączką. Rzemieślnik polerował go delikatnie i z pasją. Dopiero po kilku chwilach zauważył, że ktoś wszedł do jego przybytku, po czym zwrócił delikatnie jeszcze nieprzytomny wzrok na mężczyznę. Skinął Tygrysowi głową na przywitanie, po czym skupił się na słowach przybysza.

-Ah, tak, Heilgy... Dawno już jej nie widziałem. -Mruknął, a na jego ustach pojawił się rozmarzony uśmiech.

Kiedy Tygrys odsłonił płaszcz, wzrok sprzedawcy natychmiast skupił się na jego zmutowanej ręce. Przez chwilę w oczach Herna można było ujrzeć cień obrzydzenia, jakie Tygrys widywał przez niemal całe swoje życie. Na szczęście, sytuację uratowała jego wyjątkowa zbroja, na której już po kilku sekundach skupił się rzemieślnik. Kto wie, co by się stało, gdyby ośmielił się on wygłosić jakikolwiek komentarz co do wyglądu Tygrysa...

-Oh, cóż to takiego...? Czyżby... Czyżby było to czarne żelazo...? Oczywiście, że tak! - Mamrotał Hern pod nosem, po czym wstał zza lady i podszedł do Tygryska. Jego ręce zatrzymały się na wysokości torsu mężczyzny, jakby chciał dotknąć tych cudownych przedmiotów, ale obawiał się reakcji ich właściciela. - Powiedz mi, przyjacielu, skąd wziąłeś te cuda, któż je dla Ciebie wykuł...? Nawet nie wiesz, ile bym dał, aby mieć coś takiego w swojej kolekcji...

Sprzedawca zupełnie zignorował prośbę Tygryska, jakby nie dotarła ona do jego umysłu wypełnionego euforią ujrzenia tak wspaniałych przedmiotów.
03.12.2017, 18:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Herna
#9

Spojrzenie Herna na okrytą futrem kończynę wprawiło Torka w dość... gniewny nastrój. Chwilę później wzrok rzemieślnika skupił się jednak na innym elemencie aparycji Łowcy. W żadnym stopniu nie zmieniło to jednak wrażenia, jakie pozostawiła reakcja kowala. Wręcz przeciwnie, jeszcze to spotęgowało. Całkowite zignorowanie pytania Tygrysa dolało kolejną kroplę do czary goryczy, która za krótką chwilę się przepełni.
A więc to fanatyk. Skoncentrowany wyłącznie na swojej profesji. Dajcie mu coś równie rzadkiego jak czarne żelazo, a zapomni o całym otaczającym go świecie.
To jego błąd. Nie zauważył chyba, jak Tygrys zaczął głęboko, nierówno oddychać. Nie zwrócił uwagi na zwężone źrenice, na szczękę zaciśniętą tak mocno, że mięśnie żuchwy dały o sobie znać, drżąc pod zarostem. Płatnerz zbliżył się w końcu na... zdecydowanie za blisko. Na wyciągnięcie dłoni. Na wyciągnięcie łapy...
Tork cofnął się natychmiast, gdy tylko Hern się zatrzymał. Płynne przejście na ugiętych nogach mogło zdradzić bojowe doświadczenie... oraz postawę.
Po co? By powstrzymać siebie przed tym, co mogłoby zaraz nastąpić. Gdyby tylko kowal odrobinę dłużej naruszał strefę "intymną". Teraz to Łowca patrzył z obrzydzeniem, już nie na swego rozmówcę, ale na przeciwnika. Tak go bowiem teraz traktował. Miejsce wokół nie było już kuźnią, a polem bitwy.
A przynajmniej tak przez chwilę zaczynał myśleć.
"Tork, kurwa, uspokój się.", zabrzmiało w jego głowie. "Wyluzuj... wpadłeś tu po kawałki zbroi. Nie żeby rozsmarować tego chuja po ścianie..."
Cisza zaległa na parę chwil. Umysł Tygrysa był niespokojny i poruszony. W końcu zaczął wypluwać z siebie kwestię, której sprawności sam po sobie Łowca by się nie spodziewał.
- No ile? Ile byś dał? - zapytał, dysząc. - Tyle co ja? A może przepłaciłem?... Więc idź. Płyń okrętem przez zdradliwe wody Morza Klifowego. I jeszcze potworniejsze, wzdłuż wyspy Drav. Zostań zaatakowany przez pierdolonego, morskiego smoka. Cudem rozbij się na wybrzeżach odległych od Sohan. Walcz i samotnie pokonaj gołymi rękoma bestię, by jej mięsem pożywić siebie i towarzyszy niedoli. Przetrwaj prażące słońce i mroźne noce, bez żadnego wyposażenia, bo cały twój majątek strawiło morze. Zesraj się na myśl o demonach, jakie nawiedzają tamtejsze ziemie. Przeżyj. Ucieknij. - wydusił z siebie, pełen pasji, nie zająknął się ani razu. - A na koniec... - wycelował palcem w stronę Herna - i tak nic się nie zmieni. I tak ludzie patrzą na ciebie z obrzydzeniem. A twoje pokorne pytanie o kawałek pierdolonego pancerza zostaje zignorowane. Jak myślisz, przyjacielu - wręcz wypluł ostatnie słowo - czy tyle właśnie byś dał?
Postawa na ugiętych nogach cały czas była gotowa. Do uniku, do szarży. Do boju. Już dawno Tygrys stracił przecież nadzieję, że odnajdzie w tej osobie przyjaciela.
Magia w obydwu kamieniach magicznych uaktywniła się jednocześnie, tworząc podwójnie silny prąd powietrzny. W ułamku sekundy Tygrys przeniósł się za plecy przeciwnika, ale nie chciał go zaatakować. Przeciwnie - zatrzymał się półtora metra za nim, by dać znać, że nie jest to żaden otwarty atak. Jednocześnie głęboko wierzył w to, że drobna demonstracja pozwoli skłonić Herna do bardziej profesjonalnego zachowania...
- ...bo jak dla mnie wystarczy, że zaryzykujesz życie tylko raz. - dokończył rozpoczętą chwilę temu kwestię. I modlił się w duchu, żeby kowal nie sprowokował go raz jeszcze.



Ostrze chciałem mieć założone na prawej ręce i tylko tę połowę ciała odsłonić, zostawiając drugą (tę "zmutowaną") zakrytą.
Nie wiem czy to gdzieś opisałem, a jeśli tak, to nie za dobrze (próbowałem to znaleźć i nie udało się w parę minut, więc wnioskuję że albo w którymś poście, albo nigdzie), więc trudno, stało się.
Zaznaczam tylko tę informację na przyszłość i dopiszę odpowiedni fragment do KP.
btw - czekam też na wycenę (ostateczny koszt zdolności pomnóż przez 2 - użyłem dwóch kamieni magicznych)
04.12.2017, 07:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kuźnia Herna
#10

STRAŻNIK



Wyraz twarzy kowala szybko się zmienił, gdy Tygrys zaczął wyrzucać z siebie kolejne słowa. Najpierw z lekkim zaniepokojeniem patrzył na swojego rozmówcę, by później z coraz większym przerażeniem w oczach zacząć powoli się cofać. Kręcił przy tym przepraszająco głową, powtarzając pod nosem to nie tak... ja nie chciałem... daruj... Zupełnie niczym mantrę, która miała uratować go przed gniewem Łowcy.
Popis umiejętności Tygrysa faktycznie wywarł spore wrażenie. Hern krzyknął krótko i spróbował się odwrócić, jednak sparaliżowane strachem nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Padł na plecy jak długi pod nogi Łowcy, spoglądając od dołu z przerażeniem na swojego przeciwnika. Widać było, że tylko czeka na ostateczny cios, który zakończy jego żywot.
Ten jednak nie nadchodził.
Po pełnej napięcia chwili kowal uzmysłowił sobie, że wcale nie dane mu będzie dokonać żywota. Westchnął ciężko, zupełnie jakby pierwszy raz od dawna oddychał, po czym otarł zimny pot z czoła i zaczął się podnosić, nie spuszczając przy tym Tygrysa ze wzroku. Chwilę zbierał się w sobie, próbując coś powiedzieć, jednak słowa nie chciały opuścić zaciśniętego gardła. W końcu odchrząknął cicho i zaczął mówić.
- Wybaczcie, jeśli was uraziłem... Nie to miałem na myśli. Taki skarby jak czarne żelazo to prawdziwy grall każdego kowala... - chwilę jeszcze mruczał pod nosem słowa przeprosin, jednak robił to na tyle cicho, że do Łowcy dochodziły jedynie pojedyncze słowa. W końcu przestał i w pomieszczeniu nastała nienaturalna cisza, przerywana jedynie dźwiękami z ulicy.
Kowal w końcu ocknął się ze stanu otępienia - czy też raczej w końcu dotarło do niego, że nie zginie. Już mocniejszym głosem ponownie się odezwał:
- Oczywiście, przyjacielu, zaraz poszukam czegoś odpowiedniego. Ktoś kto tyle przeżył nie może dłużej czekać. - Po tych słowach ruszył w kierunku zaplecza, które znajdowały się za plecami Tygrysa. Mijając go starał się trzymać jak największy dystans. Nie patrzył mu też w oczy, zupełnie jakby nie chciał go sprowokować, co było w obecnej sytuacji całkiem mądrym posunięciem.
Mijały minuty, a kowal nie wracał. Tork zaczął tracić i tak już nadwyrężoną cierpliwość. Już miało jej ostatecznie zabraknąć, gdy z zaplecza wyszedł Hern w towarzystwie jakiegoś młodego, na oko 14 letniego chłopca. Nie wyróżniał się on zbytnio, może tylko tym, że był lepiej zbudowany od przeciętnego młodzieńca.
- Przykro mi, przyjacielu, nie mam na stanie niczego, co mogłoby ci się przydać. Jednak zaraz wyślę mojego pomocnika do zewnętrznego magazynu, tam powinien znaleźć odpowiedni sprzęt. - Po tych słowach czeladnik wyszedł ze sklepu bez słowa, ukradkiem spoglądając w twarz Tygrysa. Czyżby Łowca zobaczył w tych oczach strach? A może szacunek? W końcu niezbyt często ktoś jest w stanie wyprowadzić jego mistrza z równowagi.
28.12.2017, 18:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna