Sklep Heilgy
#1

— Heilgy —
eilgy zdecydowanie nie wygląda jak przeciętny sprzedawca - młoda, atrakcyjna kobieta, zarabiająca na życie sprzedażą towarów z całego kraju. Posiada całkiem ładny magazyn na przedmioty, więc wiele rzadkich kąsków można u niej dostać od ręki. Jest też mistrzem targowania się - cena przedmiotu, który pragniemy jest proporcjonalna do tego, jak bardzo go pożądamy. Ma też kilka innych sposobów na podnoszenie cen. Lubi eksponować swoim ciałem przed męską częścia konsumentów. Oczywiście nie wolno jej posądzać o żadne wulgarne propozycje. Okręca sobie wybrane ofiary wokół palca i sprzedaje im drożej towar niż normalnie. Oczywiście towar tylko na zamówienie. Taki, który ma na straganach zawsze jest po wyznaczonej wcześniej cenie. Opisując wygląd Heilgy to trzeba zauważyć, że ma bardzo kobiece kształty, rzutujące na wyobraźnię mężczyzn. Lubi chodzić w białych szatach z wcięciem na udzie. Elegancka i miła. Ale sprytna i nieprzewidywalna. Swój biznes prowadzi w centrum miasta.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







23.07.2013, 13:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Sklep Heilgy
#2

Wysłał list do matki, jak i do przyjaciela z Valen. Przechodząc przez rynek pozwolił również sobie na zaciągnięcie języka odnośnie zasłyszanych przez niego wydarzeń w Teoli. Pogłoski jeszcze bardziej zachęcały go do podróży tym bardziej, że transport dla "ciekawskich" miał być ułatwiony. Nic tylko wybierać się w podróż. Nim to jednak nastąpi, szaman chciał dokonać odpowiednich przygotowań. Zaczął od zakupu bandaży, jak i mikstury oraz maści leczniczej. Wiedział, że sam był wstanie sporządzić te napary, jednak zależało mu na czasie. Potem, wiedziony doświadczeniem ostatnich podróży postanowił...pozwolić sobie na zabezpieczenie nieco swej osoby. Długo zastanawiał się nad tym, jaki rodzaj zbroi powinien kupić. Ostatecznie zdecydował się na kolczugę bez rękawów, którą mógłby swobodnie nosić pod koszulą i nie czuć się przy tym dziwnie pękatym. Pozwolił sobie wmusić również karwasze - nie wiedząc właściwie czemu. Zaopatrując się w rzeczy które będzie nosił sprezentował sobie również płaszcz, jak i kozulę.
Potem nabył lampy naftowej, wkładów do tejże, kompas...Chyba wszystko. Reszte pieniędzy, jak i kosztowności zdeponował w banku i udał się do portu.

Koszt wszystkiego w ustaleniu z MG:
11 złotych 4 srebrnych i 90 brązowych smoków.

z/t
16.06.2016, 21:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Sklep Heilgy
#3

- Szukam czegoś na to. - rzekł, z wkurwieniem uderzając otwartą, porośniętą czarno-czerwonym futrem łapą o blat, aż huknęło. Miał już cholernie dosyć tego dnia. Tego i każdego poprzedniego. Wszystko przez tę cholerną podróż statkiem. Po chuj on się na to zgodził?... Spojrzał na swoje wyposażenie. Hm... choć niby korzyści jakieś są - pomyślał, mając na uwadze swój pół-karwasz i pół-nagolennik. Te przedmioty były cholernym bogactwem. Co prawda miały średnie zastosowanie bojowe, lecz z tego co było - co prawda niezbyt obszerną - wiedzą Torka, były to praktycznie jedyne przedmioty które mógł wykorzystać, by pokonać nawet demona. A to była cecha, którą niewielu mogło się pochwalić. A poza tym - cóż. Mało miał ze swego parszywego żywota korzyści ostatnimi czasy.
Cytat:Wszystko zaczęło się od utraty płaszcza, jaki przykrywał łapę Czerwonego Tygrysa. Oczywiście miał on dosyć przebywania w tym Azaracie. To prawda, co słyszał: miejsce o skrajnych warunkach. Wszędzie niebezpieczeństwo. Obcych traktuje się z pogardą. A obcych z łapą jak oderwaną i przyszytą od jakiejś okrutnej bestii... nie trzeba było wiele mówić. Trzeba było natomiast rychło spierdalać. Tak też się stało. Mimo względnie bezpiecznego azylu udzielonego mu przez jego poprzednią pracodawczynię, nie widział mu się pobyt w tamtym miejscu. Podziękował więc za schronienie, za zdobyty pieniądz, który powinien mu na jakiś czas wystarczyć. No i,
rzecz jasna, nie mógł się nie pożegnać z Ra'Shadem. Wykonawcą tych cudeniek, które nosił na sobie. Prócz nich był też niewykończony nożyk - jeszcze bez rękojeści. Tygrys miał jednak dosyć oczekiwania. Po prostu wziął dzieło, nie bacząc na brak wygodnego uchwytu. Serdeczny uścisk zakończył ich znajomość, przynajmniej póki co.
Później podróż. Było niebezpiecznie jak skurwysyn. Prawdę mówiąc, ledwo przetrwał. Dobrze że natrafił tuż przed zapadnięciem zmroku na karawanę, której właściciel był na tyle wyrozumiały,
że pozwolił mu się schronić w runicznych kręgach. Baczył jednak na aparycję nowo poznanego,
a zatem i na jego łapę. Logiczne było, że od samego wschodu słońca Tork musiał ruszyć przodem,
by nie pozwolić na zauważenie swojego mankamentu. Kto wie, co by się wtedy stało.
Spoczął w jakiejś przydrożnej gospodzie już za górami; nazwy, prawdę mówiąc, nie kojarzył.
Grunt że zdołał się tam skryć i porządnie wypocząć. Zamknął się na dwa dni w pokoju, by się w pełni zregenerować i wychodził tylko na posiłek i napitek. Podróż była bardzo męcząca.
Czuł się jednak w pewien sposób zahartowany, wzmocniony przez nowe przeżycia. Z pewnością jego doświadczenie jako tułacza oraz wojownika nieco wzrosło.
I to było w porządku. Gorzej było ze społeczeństwem. Nie poczuwał się do kradzieży, choć zabranie z tej gospody prześcieradła nie byłoby złym pomysłem, jakby tak spojrzeć na to z perspektywy czasu. Nie budziłby takich obaw. Obaw, które bywały wygodne, ale bywały też...
niebezpieczne. Sieczka to był jego żywioł, ale nie mógł żyć w ten sposób. Źle mu było ze świadomością, że jedyne, co potrafi, to się napierdalać. W dodatku tylko to sobą prowokował...
Każda więc osada ludzka, jaką po drodze odwiedził, raczej mu nie sprzyjała. I było to bardzo delikatne określenie. Nie zatrzymywał się więc tam. Dopiero Greathard przyniósł mu nieco spokoju. A przynajmniej dopóki nikt nieprzyjemny nie zwrócił na niego uwagi.
Cel był jasny. Trzeba było zakupić sobie jakiś płaszczyk, na tyle obszerny, by korzystanie z niego nie było katorgą - jak chodzenie z przerzuconą przez łapę kurtką. Przykrótką nieco, przez co musiał rękę mieć cały czas przykurczoną. Drugą zaś dłonią przytrzymywał to okrycie, by nie spadło. Cholernie niewygodne, ale przynajmniej częściowo skuteczne. I, kurwa, niezbyt przyjemne w użytku w tym mieście. Bez kurtki bywało tu zimno jak skurwysyn.
Krzątanie się w ten sposób po targu było jednak mało mądre. Wystarczyło zostać potrąconym przez przypadkowego przechodnia, by zwrócić na siebie uwagę z początku kilku, później kilkunastu, kilkudziesięciu osób. To nie było miłe. Zwłaszcza kiedy usłyszał, że ktoś zaczął nawoływać straż...
Oddalił się stamtąd szybkim krokiem, wtapiając się w tłum i po chwili lądując w ciemnych zaułkach i łażąc wśród takowych dłuższą chwilę, by pogłoski o nim nieco przycichły. Spotykał po drodze paru typów spod ciemnej gwiazdy wyglądających, jakby mieli ochotę go obrabować. Skutecznie ich jednak zniechęcał. Sam sposób jego poruszania się świadczył o dwóch rzeczach. Pierwsza - był wykurwistym wojownikiem. Błędem byłoby zaczepianie go. Zwłaszcza jeśli za plecami nie miałoby się co najmniej tuzina zbrojnych. Druga - był wkurwiony i sfrustrowany tym wszystkim. A co za tym idzie... mowa powinna być o dwóch tuzinach.
Trzeba było więc znaleźć jakiś sklep, najlepiej obsługiwany przez jedną osobę. Trafienie akurat do Heilgy było dziełem przypadku, bowiem dojrzał ten przybytek krążąc po jednej z bocznych uliczek. Skierował się więc tam, starając się niezbyt rzucać w oczy. Być może więc błędem było to, co właśnie zrobił...
"To trochę głupie, co teraz zrobiłem" - zrealizował sobie po paru sekundach.
- Przepraszam. - odchrząknął, spoglądając na kobietę w sklepie. Całkiem urodziwą, swoją drogą. Więc podwójnie spierdolił sprawę... chyba. - Szukam jakiegoś wygodnego płaszcza lub innego ubrania, który by mi to w pełni zakrył. Znajdzie się cokolwiek? - zapytał, wyrażając swoją postawą znacznie więcej pokory, niż z początku, gdy tu wszedł. Nie znał tego sklepu, ale pobieżnie rzucając okiem po asortymencie, wybór był naprawdę przeróżny. Kto wie. Warto było zapytać, chyba.
Zmartwiło go tylko jego zachowanie. Skarcił się w myślach po raz kolejny za tę agresję, jaką wyraził. Nigdy nie stanie się porządnym członkiem społeczeństwa, jeśli tak będzie się odnosił do innych ludzi. Cholera.
No i musiał przygotować się na jakąś reakcję. Prawdę mówiąc, nogi miał już ugięte - choć niemal zawsze takie były: sprężyste, gotowe do biegu. Tak było i tym razem. Nie dziw: mentalnie już słyszał krzyk i wołanie straży miejskiej.
"Te drzwi otwierały się na zewnątrz, czy do środka?..."
06.11.2017, 18:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Sklep Heilgy
#4

STRAŻNIK
Dość zwyczajne południe.
Napięta atmosfera.



Jedyną reakcją urodziwej sprzedawczyni na agresywne wejście Tygryska do jej sklepu było delikatne uniesienie brwi. Wiele różnych osobowości wpadało już tak do jej przybytku, dzięki czemu zdążyła przyzwyczaić się do ekscentrycznych gości.

-Zwolnij nieco, Gigancie. - Powiedziała jedynie w odpowiedzi na żądanie mężczyzny

Gdy Tork uświadomił sobie w końcu ordynarność swego zachowania i przeprosił urodziwą kobietę, ta posłała mu delikatny uśmiech. O dziwo, nie przyglądała się jego ręce w ten sam sposób, co wszyscy. Na jej twarzy nie można było dojrzeć śladu obrzydzenia czy tez przerażenia. Profesjonalizm zawodowy, czy też całkowita ignorancja? W sumie, chuj wie. Tygrysowi póki co zależało na tym, aby zakryć ten jakże widoczny defekt jego osoby.

-Zdaje się, że powinnam mieć coś, co Cię zadowoli. - Po tych słowach Heilgy zniknęła na parę minut na zapleczu, po czym przyniosła Tygrysowi ogromny płaszcz.

Nakrycie owo wykonane było z porządnego, grubego materiału w odcieniu ciemnego brązu, który wydawał się niemal idealny na chłodniejsze dni. Wszystkie jego końce obszyte były szarym, gęstym futrem, jednak na pierwszy rzut oka nie dało się stwierdzić, do jakiego zwierza ono wcześniej należało. W jego górnej części znajdowała się metalowa sprzączka, która umożliwiała noszącemu spięcie odzienia tuż powyżej klatki piersiowej, umożliwiając jego w miarę stabilną pozycję. Po zewnętrznej stronie, na wysokości bioder znajdowały się dwie sporych rozmiarów kieszenie, natomiast wewnątrz płaszcza kolejne cztery, które mogły umożliwić nabywcy schowanie w nich co cenniejszych przedmiotów.

-Jestem pewna, iż ktoś tak dobrze zbudowany jak Ty będzie wyglądał w tym idealnie. - Kobieta puściła Tygrysowi oczko, po czym z wyraźną aprobatą zmierzyła jego posturę. - Zapewniam, iż płaszcz ten przetrwa nawet najbardziej wymagające podróże, a w razie takiej potrzeby zapewni Ci mnóstwo ciepła. Jak dla Ciebie, mój drogi przystojniaku, mogę Ci go zaoferować w cenie 70 srebrnych smoków, co Ty na to..?

Heilgy stała z jedną nogą odstawioną nieco na bok, przez co jej idealnie zarysowane, kobiece udo wystawało poza rozcięcie w jej pięknej sukience. Każdy cal jej ciała zdawał się emanować kobiecością, przez co niejednemu przedstawicielowi płci brzydszej byłoby ciężko skupić się na negocjacjach...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2017, 05:22 przez Chichi.)

07.11.2017, 05:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Sklep Heilgy
#5

Reakcja sprzedawczyni... zaskoczyła Torka. Nie była jak jedno z tych zwierząt, krążących na zewnątrz. Tych, które widząc drapieżnika, to chowają się po kątach, to uciekając za plecy silniejszych od siebie. Była inna; wykazała pewne zrozumienie, jakiego spodziewałby się tylko po kilku innych gatunkach. Byli to inni, jemu podobni, urodzeni wojownicy. Łowcy, tak zwani. No i część dzikich, leśnych zwierząt.
Spotkanie takiej kobiety w środku miasta było czymś, czego Tygrys nie mógł się spodziewać. Jego niezbyt ekspresywna w takich momentach mimika twarzy wyraziła, poniekąd, konsternację. Zwłaszcza że wszystko powyższe komponowała w swojej osobie, nie tracąc... no, kobiecości. Była bardzo pociągająca w każdej pozie, każdym geście i kwestii. I nie było to ani trochę wymuszone. Pierwszym wrażeniem, jakie dotkliwie przejawiło się w umyśle Torka na skutek powyższego, było podniecenie. Dzikie i pierwotne.
Ale natychmiast przypomniał sobie liczne sytuacje z przeszłości. Niezależnie od tego jak mocno próbował, kończyło się w ten sam lub bardzo podobny sposób. Dostawał w pysk - słownie lub fizycznie (chyba że zdążył się uchylić, co wcale nie miało miejsca tak rzadko, a-HA!), wszyscy wokół zaczynali śmiać się z nieudolnego zalotnika, zaś samemu Tygrysowi pozostawało uciec z miejsca upokorzenia. W pewnych kwestiach był bardziej... infantylny od innych ludzi. Większość życia spędzona bez niemal żadnego kontaktu z innymi odbiła na nim ogromne piętno.
Zatem "kubeł zimnej wody" z rozcieńczonym koncentratem wspomnień przywrócił zdolności jako-tako logicznego myślenia.
I wtedy przyszło wrażenie drugie. Będące całkiem odkrywczą myślą. Ta kobieta robiła to w pełni umyślnie. A mimo wszystko naturalnie. Było to zwykłe dostosowanie do otoczenia. Jak każde zwierzę, musiała odnaleźć warunki najlepsze do przetrwania, a jeżeli takowych nie mogła łatwo przyjąć - należało je wytworzyć. Wyuczone, uwodzicielskie ruchy były niczym więcej, jak zdolnością zauroczenia przeciwnika. Po pewnym czasie stały się nawykiem, w końcu odruchem. Na końcu - sposobem bycia.
- Siedemdziesiąt srebrnych? To cholernie drogo... - rzekł Tygrys, choć nie orientował się w aktualnych cenach rynkowych podobnej odzieży. Kiedyś swoje przepracował w podobnych zawodach, więc jako-takie pojęcie powinien mieć. Ale nie miał. Po pierwsze, to było dawno; po drugie - to było w innym miejscu. A po trzecie - przecież nie pracował w tym zawodzie zbyt długo. Zapomnienie przyszło mu bardziej, niż łatwo. - Ale, jak widzę, w negocjacjach jest Pani lepsza ode mnie. - powiedział, nawet nie próbując udawać, że nie patrzy na jej zgrabną nogę. Ale w słowach oddał jej dość stosowny szacunek. Nie chciał kolejny raz oberwać za "bycie chamem". - ...to nie będę nawet próbował. - zrezygnował szybko z prób targowania się. Nie był w tym najlepszy. W sumie to w niczym nie był. Obić mordę tylko umiał, ale przecież nie po to tu przyszedł. Chociaż... nie, nie. Jednak nie. - Ale może jak zakupię coś jeszcze, to będzie korzystniej? - rzucił pytaniem, choć spodziewał się prostej odpowiedzi. "Nie". Tak czy inaczej, wśród jego listy zakupowej leżało jeszcze parę rzeczy. Przedmioty wytworzone przez Ra'Shada mimo wszystkich ich zalet, nie były idealnym uzbrojeniem. Jako wrażliwe na uderzenia przedmioty należało czymś je przykryć. - To nie zbrojownia, ale zapytać nie zaszkodzi. Znalazłby się jakiś nagolennik? I karwasz? Zależy mi na sztywnym. - rzekł, by zaznaczyć, że skórzane przedmioty tego typu raczej odpadają.
Nie zależało mu jednak aż tak bardzo. Ostatecznie posiadając płaszcz, który planował i tak zakupić, nie będzie problemem przejście się na targ, do kuźni czy gdziekolwiek indziej. Musiał zebrać uzbrojenie. Według informacji zebranych od Cohena - powinien się kierować w nieco inne miejsce, niż Greathard. To miasto było jedynie przystankiem w podróży.

Cytat:- Spotkaliśmy się, gdy byłem jeszcze młokosem. - przypomniało się Torkowi, co jego nie tak dawny towarzysz podróży powiedział tuż przed pożegnaniem. - W przeszłości byłeś uczestnikiem walk. Brutalna rozrywka dla bogaczy, ponure życie dla ciebie. Bo z tego co widziałem, z premedytacją tego nie robiłeś. Wyglądałeś mi raczej na... niewolnika. - rzekł, co natychmiast przewróciło punkt widzenia Tygrysa. To dlatego wkurwiały go klatki. Obawiał się ich, stronił. Kiedy miał być zamknięty w jakimś miejscu i nie mógł w każdej chwili po prostu z niego wyjść, ciesząc się wolnością, dreszcze przebiegały mu przez plecy. To dlatego... Nie miał pewności. Prawdę mówiąc, nie przypomniał sobie niczego. Nie doświadczył przebłysków pamięci. Ale to co mówił Cohen, naprawdę miało sens. Przynajmniej w pewnym stopniu. - Nie wiem czy to pamiętasz, ale jak byliśmy bardziej gówniarzami niż teraz, w Greathard był turniej walk otwarty głównie dla półświatka. - powiedział. Coś rzeczywiście zaświtało w głowie Tygrysa. Ale nic jasnego. Mgła przysłaniająca mu wspomnienia była zbyt gęsta. - Ale ja wziąłem tam udział dobrowolnie, żeby nie było. Jeżeli to w czymś pomoże, zdołałem cię pokonać. Tak naprawdę, nic więcej mi nie wiadomo. Chociaż... znam kogoś, kto niby może wiedzieć więcej. Valen. Jest tam pewna uzdrowicielka, Wiola. Nie powinno stanowić kłopotu odnalezienie jej, jeżeli podpytasz tu i ówdzie. Zajmowała się rannymi zawodnikami. Na pewno miała na ciebie oko. No i... z tego co kojarzę, na ciebie i twoich kompanów mówili, żeście z Teolii. Nie wiem na ile to prawda, ale może jak uda ci się przypomnieć coś więcej, nie będzie złym odwiedzenie tamtej wyspy. To chyba jedyny trop. Ah, ale od razu ci mówię. To że zajebiście się napierdalasz bez broni... to na pewno nie oznacza, że pomieszkiwałeś w klasztorze Tenbou. Masz całkowicie inny styl walki od tamtych gości. Jeśli więc pomyślisz że to dobry trop... no to nie. To na pewno nie to. Chociaż jeśli udałoby ci się ich odwiedzić i przekonać do pomocy, mógłbyś sporo na tym zyskać. Może nawet uspokoją twojego ducha. A zapoznanie się z ich sztuką walki to zawsze dobry pomysł. To chyba wszystko...
07.11.2017, 07:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Sklep Heilgy
#6

STRAŻNIK



Heilgy czekała cierpliwie na odpowiedź Tygrysa. Widziała, jak wyraz twarzy mężczyzny nieznacznie zmieniał się, gdy przez jego głowę przechodziły różne myśli. Niektóre uczucie była w stanie rozpoznać, natomiast innych mogła się jedynie domyślać. Tak czy inaczej wiedziała, że jej sposób na sprzedawanie rzeczy płci męskiej jak zwykle nie zawiódł.
Sprzedawczyni wysłuchała spokojnie monologu mężczyzny, zauważając, jak spogląda on na jej udo. Nie cofnęła go skrępowana, gdyż właśnie to było jej celem. Uwodzić.

-Niestety, Misiaku. Niezależnie od tego, co jeszcze chciałbyś u mnie kupić, ceny dla ciebie nie obniżę. Powiem jedynie, iż wcale nie jest ona tak wysoka, jak mogłoby ci się zdawać.- Kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie do klienta, jednak jej twarz wyrażała również zdecydowanie.

-Nie posiadam obecnie nagolenników, a karwasz jedynie skórzany. Z tego, co zrozumiałam, taki cię nie interesuje. Być może uda ci się znaleźć w mieście coś, co cię zadowoli, skoro twa ręka będzie już zasłonięta. - Heilgy rzuciła szybkie spojrzenie na porośniętą futrem rękę Tygryska -Pamiętaj jednak, aby ludzi na mieście traktować nieco przyjaźniej, gdyż nie każdy jest tak wyrozumiały, jak ja. Jedno słowo za dużo może cię wiele kosztować. Póki co, dla mnie będzie jedyne 70 srebrnych smoków.

Na twarzy kobiety ponownie zagościł wypracowany do perfekcji, naturalny uśmiech. Jak widać, nie miała mężczyźnie nic więcej do zaoferowania, a teraz czekała jedynie na zapłatę.
10.11.2017, 13:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Sklep Heilgy
#7

Tygrysowi nawet przez myśl nie przeszło by wycofać wzrok, padający na ciało sprzedawczyni. Mimo że w pewnym sensie przejrzał jej zamiary, nie stanowiło to dla niego żadnej korzyści. Nie potrafiłby tego wykorzystać. Mógł tylko biernie kierować się wskazówkami. Wpadł, niczym mucha w pajęczą sieć, już w momencie przekroczenia progu tego sklepu. I mimo że wcale nie był tak przekonany co do płaszcza - oraz jego ceny - bez większych przemyśleń sięgnął po sakiewkę, wygrzebując z niej złotego smoka oraz garść srebrnych.
I nawet mimo jego niedojrzałej niekiedy, czasem też dzikiej natury, romanse zostawił sobie na później. Mógł być dość prymitywny, ale przynajmniej nie był głupi. Z tego nic nie wyjdzie.
- Wiem. Dzięki za wyrozumiałość. - powiedział, spoglądając w końcu w oczy Heilgy. Nie pierwszy raz był w mieście i doskonale wiedział, że próby zakłócenia porządku publicznego nie kończą się zwykle dobrze. Co prawda raczej nie było możliwości, by ktokolwiek go złapał, ale cóż - bycie mordą rozpoznawalną na listach gończych nie było zbyt mądrym pomysłem. Dlaczego ta kobieta w ogóle mu o tym powiedziała, swoją drogą?... Czyżby miał to być przejaw troski?
Jedno było pewne - wizytę w tym przybytku Tork zapamięta na długo. Jego emocje zostały wytłumione i ukojone. I choć był niemal pewny tego, że zmieni się to lada moment - jak tylko wyjdzie na zewnątrz i posiedzi tam dłuższą chwilę - z całkowitym spokojem i zadowoleniem z przebiegu spraw wygrzebywał kolejne srebrne smoki. Kiedy naliczył już dwadzieścia, przesunął niewielką kupkę pieniędzy zebraną na ladzie w stronę Heilgy. Nie był wybitnym matematykiem, prawdopodobnie radził sobie w tym gorzej od sprzedawczyni. Zapewne rachowała razem z nim, pilnując czy ilość metalowych krążków się zgadza.
- Mam jeszcze tylko pytanie. Są tu w okolicy może jakieś mało ruchliwe miejsca, w których mogę te rzeczy zakupić? Nie w smak mi kręcić się w tłumach. - powiedział, krzywiąc się lekko. Już widział możliwe problemy, jakie mogłyby się narodzić, gdyby przedzierał się przez tłum na targowisku. Wolał zajrzeć do jakiejś zwykłej kuźni.
Następnie skinął głową w podzięce i po prostu skierował się w miejsce, które Heilgy opisała jako najbardziej odosobnione.

Gracz opuścił wątek
13.11.2017, 18:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Sklep Heilgy
#8

STRAŻNIK



Tygrys nie pomylił się. Choć sprzedawczyni wydawało się być miłą, acz podstępną kobietą, to gdy przychodziło do interesów zachowywała pełny profesjonalizm. Jej oczy uważnie obserwowały dłonie Tygrysa, gdy ten odliczał monety. Była ona w stanie dojrzeć nawet najmniejszy zamiar oszustwa.
Gdy mężczyzna przesunął kupkę pieniędzy w stronę kobiety ta uśmiechnęła się, a następnie sama jeszcze raz szybko przeliczyła kwotę, po czym schowała ją pod ladą, zapewne w jakiejś kasetce.

-Hm, mało ruchliwe powiadasz...? - Heilgy zamyśliła się na moment, mrużąc delikatnie brwi, po czym jej oblicze delikatnie się rozpogodziło -Myślę, że najodpowiedniejszym miejscem będzie dla ciebie kuźnia Herna. To mój stary, dobry znajomy, a jego warsztat znajduje się w Lesie Greathardzkim, więc raczej nie będzie tam zbyt wielu ludzi. Gdy do niego dotrzesz, możesz go pozdrowić od Heilgy. Bywaj zdrów!

Kobieta skinęła uprzejmie Tygrysowi na pożegnanie. Gdy mężczyzna znalazł się znów na miejskich ulicach, a dookoła niego zapanował gwar znów mógł poczuć się niepewnie. Mimo, iż jego ręka została zasłoniona przez świeżo zakupiony płaszcz, to jednak przewrażliwienie pozostawało. Łowcy zdawało się, iż przez cały czas ktoś się na niego gapi, bądź unika jakiegokolwiek kontaktu z nim. Nic dziwnego, w końcu takie coś towarzyszyło mu niemal przez całe życie.
Po przedarciu się przez gwarny kawałek miasta Tygrys doszedł do lasu, gdzie pozostawało jedynie odnaleźć kuźnię.
19.11.2017, 14:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna