Ulice
#1

Nic zwyczajniejszego niż ulice, lecz to na nich wiele ludzi spędza całe dnie podróżując z jednego końca wioski na drugi. Główne ulice, czyli "kręgosłup" tego miejsca są wyłożone kamieniem, a i od czasu do czasu można znaleźć na niej pojedynczą, mizerną lampę, która oświetla, a raczej rzuca trochę światła w ciemne i mroczne noce Perony. Poboczne dróżki nie są wyłożone i w deszczowe dni wyglądają bardziej jak bagna niż jak drogi. Prowadzą one do domostw i mniejszych warsztatów rzemieślniczych.
W dzień w tym miejscu można spotkać najróżniejszych ludzi, chociaż w większości są to jednak prości mieszkańcy pokroju drwali. Przechodząc można zauważyć trochę biedaków i okazyjnych kupców, którzy przypadkiem tutaj zawitali i rozłożyli towar w nadziei zarobienia marnego grosza. Nocami praktycznie nikt nie wychodzi z domów. Lokacja Perony sprawia, że wszelkie pomysły opuszczenia domostwa zostają rozwiane przez zdrowy rozsądek. Jeżeli zaś spotkamy tutaj kogoś o późnej porze to albo to nierozsądny śmiałek, albo coś bardzo groźnego o czym lepiej nie myśleć, że może istnieć.


----------------------------------------------------------------

Kiedy Crimson tutaj przybyła, robił się już zmrok. Teraz stała patrząc na księżyc przez cienkie chmury. Nawet on był bezlitosny dla tego miejsca. Nocą aura Perony wydawała się być mroczna i pełna koszmarów. Oczywiście każdy wiedział, że to przez położenie, lecz nie każdy wierzył, że zło zdoła przekroczyć palisadę. Była już noc, a zakupione po drodze jabłko przypomniało się białowłosej. Wyciągnęła je z sakwy i przetarła nim o materiałową chustę, którą obwiązana była w pasie, a następnie ugryzła je. Było kwaśne, lecz takie smakowały jej najbardziej. Podczas konsumpcji oglądała jak ludzie wchodzą do domów chowając się przed złem nocy. Ona wiedziała, że poranne słońce przywita chociaż jednego trupa, tego była pewna. Dlaczego? Bo sama o to zadba. Jabłko nie zaspokoiło jej głodu, gdyż nie był on fizyczny, a psychiczny. Wyrzuciła ogryzek i rozglądnęła się. Na głównej ulicy lampy już zaczęły się świecić dając złudne poczucie bezpieczeństwa. Czekała, aż nastanie całkowita ciemność, a to powinno stać się w przeciągu kilku minut.
- Nie mogę ryzykować wchodzenia do domów. Nie mam czasu na zabójstwo kilku ludzi. Wystarczy jedna osoba. - z tą myślą ruszyła bocznymi ulicami pod karczmę, która zwała się "Dębowy Skarbiec". Ukryła się w cieniu pomiędzy owym budynkiem, a następnym. Tutaj światło nie powinno jej dosięgnąć, a raczej nawet nie mogło. Wioska nie była na tyle bogata, ani rozwinięta, by mieć wszędzie lampy, a szczególnie tutaj pomiędzy budynkami. Crimson stała uspokajając swój oddech, by był równy i rytmiczny, czekała na ofiarę. Dobrym celem byłby pijaczyna wychodzący chwiejnym krokiem z karczmy. Zmysły takiej osoby są bezużyteczne w nocy, a już szczególnie w do czynieniu z wykwalifikowaną zabójczynią. Teraz tylko stała i czekała, czekała aż ktoś się pojawi, ktoś odpowiedni.
30.08.2013, 04:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#2

» MG «


Światło naftowych jak i magicznych lamp, rozświetlało mrok przed karczmą. Może nie intensywnie, ale dawało wrażenie niewypowiedzianego bezpieczeństwa. Ludzie tłoczyli się w tym miejscu chociaż jak na karczmę trzeba było przyznać, iż wiało cichymi pogaduchami. Jak każdego wieczora, wszyscy perońscy obywatele schodzili się w jedno miejsce, aby razem powygłupiać się i pogadać. Jedno jedyne miejsce, a zrzeszało wszystkich ludzi. Perona nie była duża, zaledwie taka jak Grimssdel i bardziej przypominała emigrującą każdego dnia mieścinę, która raz żyje nadbrzeżem, a raz głównym miastem. Ludzie na ogół w tym miejscu są pogodni. Życie dało im w dupę, wyganiając ich w te tereny więc jak to bywa przewodnie motto każdego bogatszego i mniej bogatszego członka Perony zwykło brzmieć: "Nie ma sensu przejmować się rzeczami, na które nie mamy wpływu". Trzeba przyznać, że jest to ciekawa mądrość i jak dotąd uczyniła to miasto niezwykle życzliwym. I choć to może się wydać nieprawdopodobne, to w tym mieście nie ma widocznej biedoty.
Crimson czając się w poszyciu ciemności, obserwowała każdego bywalca, który wychodził. Przeważnie były to duże grupy liczące sobie po ośmiu i więcej ludzi, ale teraz przytrafiła się mniejsza grupa, która zdawała sobie kończyć żywotność karczmy na chwile obecną. Trzech facetów. Wybiła trzecia nad ranem. A wychodzący panowie zdawali się być znużeni dniem. Co dziwne Crimson nie spotkała ani jednej kobiety jak dotąd. Mężczyźni byli w wieku 29, a może nawet 38 lat. Jeden bogato porośnięty na głowie, mający włosy do łopatek. Prawdopodobnie kasztanowe, ale w tym mroku ciężko jednoznacznie określić. Do tego broda dodająca mu męskiego wdzięku. Drugi był wyższy o głowę, miał na oko 195 cm wzrostu i był łysy, choć jego twarz również zdobiła broda. Intensywnie czarna. Trzeci i ostatni nie miał z kolei zarostu, ale miał włosy takie jak pierwszy chłopaczyna tak samo długie i o takim samym kolorze, zaś wzrostem był może trzy centymetry niższy od drugiego? Byli do siebie podobni co dawało wrażenie, że są braćmi. Dokładniejszych rysów twarzy nie można było dostrzec, a przynajmniej Crimson nie potrafiła. Za to dostrzegła, że jeden z nich nosi krótki miecz u boku, dokładniej, ten drugi, a pozostali maja kilka noży przy sobie. Przynajmniej bardziej przypominały nóż niż dłuższy sztylet. Jeden z nich przeciągnął się i wszyscy ruszyli przed siebie mając po swojej lewej stronie ukrytą kobietę pragnącą zabić dla krwi. Im bardziej się zbliżali, tym lepiej kobieta widziała umięśnione ciała facetów, którzy zdawali się mieć w tym mieście jeszcze jakieś znaczenie.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







30.08.2013, 22:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#3

Crimson długo czekała, jednak przyzwyczajona do takich sytuacji nie dała swoim mięśniom zapomnieć o ruchu. Oto i pojawiły się 3 ofiary, które wpadną w sieć tej białowłosej.
- Wyglądają groźnie, lecz pewnie są już lekko wprawieni co zmniejsza ich zdolności bojowe. Mam przewagę bo widzę w mroku i użyję elementu zaskoczenia. Dwóch dalej, później ostatni... inaczej nie dam rady. - myślała obserwując ich i chowając się na chwilę w głębszym mroku, by jej nie zauważyli. Gdy przeszli już dalej i Crimson upewniła się, że nikt nie obserwuje ich, ani, że nie stoją na świetle to wyciągnęła dwa noże do rzucania, które miała przypięte na pasku, który zaś był zapięty wokół uda. Zimna stal dodała jej pewności siebie, gdy złapała broń za ostrze. Zbliżyła się najbliżej jak mogła niezauważona i zatrzymała. Równy oddech i spokojne serce. Ofiara musi być nieświadoma Ciebie. Jeden nóż trzymała w prawej ręce, przygotowany do rzutu, a drugi w lewej. Wzięła zamach i wycelowała w mężczyznę najbardziej po prawej, a dokładniej w jego plecy. Od razu przygotowała się na kolejny rzut. Cały czas oddychała równo, a gdy w końcu rzuciła, to wypuszczała oddech - tak jak ją nauczono. Pierwszy cel powinien dostać, a zabójczyni nie czekając przełożyła do drugiej ręki nóż i błyskawicznie nim rzuciła w głowę środkowej ofiary. Znów nie zastanawiając się ani chwili dłużej, wyciągnęła lewą ręką sztylet, który miała zapięty na plecach i rzuciła się do ostatniego celu, tego najniższego. Starała się zajść go od tyłu, złapać prawą ręką jego czoła i odchylić mu głowę do tyłu, by móc sztyletem podciąć mu gardło. Wtedy ewentualnie dobiłaby tych dwóch, gdyby jakimś cudem przeżyli. Dla upewnienia skoczyła do pierwszego swojego celu, gdyż on miał dostać w plecy, a to nie była pewna śmierć. Jemu chciała zadać dźgnięcie w serce.
01.09.2013, 18:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#4

» MG «


Mężczyźni w akcie niewypowiedzianego szoku zaczęli rozglądać się za oprawcą. Ten, który dostał w plecy poczuł, jak coś odbija się od niego, czy raczej jego kolczugi, zaś idący obok partner padł na ziemię głucho. Zaraz potem wojownik dostrzegł jak coś rzuciło się na jego brata podrzynając mu gardło. Facet stał w osłupieniu, ale adrenalina i wściekłość dała mu siły. Nim oprawca, a raczej "oprawczyni" podeszła do niego, ten wyciągnął zwinnym ruchem nóż i cisnął nim tak, że ten wbił się głęboko w ramię Crimson. Ręka kobiety zaczęła obficie krwawić w miejscu lewego ramienia. Następnie z niesłychaną szybkością, facet wyciągnął w momencie rzutu nożem, drugi nóż po czym zamachnął się zwinnie rozcinając również lewe oko i brew. Kobieta w tym momencie zakończyła wściekle żywot swojego przeciwnika. Straciła lewe oko i będzie miała nieprzyjemną bliznę do końca życia, a przy tym ma ciężko ranne ramię. W dodatku jest zmuszona uciekać, ponieważ światła w przydrożnych domach zaczęły się zapalać, a ktoś z oddali ruszył w kierunku Crimson.

Twoje zdrowie wynosi w tej chwili 76% i z każdym postem będziesz tracił 3% ponieważ jest duży krwotok. Jeśli dojdzie do 50% zaczniesz całkiem słabnąć. Twoje ruchy drastycznie zwolnią, a spadek zdrowia wzrośnie. Jeśli zdrowie spadnie do 30% stracisz przytomność.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







01.09.2013, 18:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#5

Długa przerwa zrobiła swoje i tak w krwawej szamotaninie zabójczyni straciła oko oraz nabyła porządną, kolejną bliznę na ciele, tym razem przez lewe oko. Nauczona bólu nawet nie syknęła, jednak wiedziała co to za sobą niesie. Pomimo odniesionych obrażeń na jej ustach pojawił się uśmiech, ale nie ten, którym witała nieznajomych, lecz taki, którego wnętrze sięga dna duszy. Ręce zaczęły jej drżeć z podniecenia, a ciało pociło się. Kucnęła obok martwych mężczyzn, a krew sączyła się dość obficie, by spaść z brody na zimną glebę. Przeszukała ich błyskawicznie i zabrała swoje noże. Nie brała ich oręża, nie potrzebowała. Szukała klejnotów, świecidełek, biżuterii no i ewentualnie drogo wyglądającej broni typu - sztylety. Po tym otarła o ich szaty krew ze swoich zabaweczek i pochowała je. Uśmiech dalej nie znikał, a ona przyglądała się krwi wykonując potrzebne czynności. Rozerwała ich szaty i wzięła duży kawał ze sobą. Gdy zauważyła, że w oddali ktoś się zaczyna poruszać to ukryła się pomiędzy budynkami. Jej wzrok był w tym samym stanie, jednak teraz będzie musiała przyzwyczaić się do mniejszego pola widzenia no i przyzwyczaić do oceniania odległości.
- Szkarłat! Szkarłat! Mój i ich! Szkarłat! - krzyczała w myślach popadając w euforię, która niwelowała dotychczasowe skutki walki. Zabrane strzępy ubrań porwała na duże kawały i obandażowała się. Ranę na twarzy obwiązała szeroko i grubo, na ukos, by zasłaniało jedno oko, lecz nie drugie. Gdy już upewniła się, że nie zostawia za sobą krwawych śladów to ruszyła między budynkami starając się być nadal niezauważoną. Kierowała się do wyjścia z Perony.
01.09.2013, 20:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#6

» MG «


Kobieta uciekała przed oczyma mieszkańców w nadziei, że zdąży skryć się przed nieporządanym rozgłosem. Jednakże w pośpiechu zostawiła kilka krwawych śladów pokazujących kierunek, w którym podąża. Crimson nie wiedziała o tym w związku z czym po chwili, kiedy ślady zniknęły nie tylko przez kończąca się czerwoną posokę, ale także ciemności nocy, zatraciła szansę na efektowną ucieczkę. Zresztą kierunek, w którym podążała to nadbrzeże, a miasto z tej strony jest zamknięte. Nikt nie przedostanie się przez ten mur. Zwłaszcza nocą, gdzie zbędne hałasy i światła ściągnęłyby nocnych marków. W oddali słyszała krzyki "Ktoś zamordował Braci Reason!", "Tam pobiegła!", "Widziałam ją". To ostatnie zwłaszcza zaniepokoiło ranną mag. Przed sobą zauważyła kogoś, kto zdawał się iść z wolna w jej stronę. Było ciemno, a wzrok jej zaczął szwankować przez nagły wzrost adrenaliny, który wyostrzył jej zmysły chwilowo, a potem jak to w naturze bywa ujął jej nie tylko wdzięku, ale także zdrowia. Poza tym patrzenie jednym okiem było inne, zupełnie nieprzyzwyczajona Crimson straciła połowę pola widzenia, które posiadała. Wszystko zdawało się walić kobiecie. Walka z trójką mężczyzn, może nie koniecznie była mądrym zagraniem, ale nasyciła swoją rządzę krwi. Tylko co to ma do jej chwilowej sytuacji, gdzie ucieka zaszczuta jak pies? Co gorsza, z każdą chwilą miasto zostawało rozświetlane przez kolejne latarnie. Wszystko to, by odnaleźć mordercę. Mężczyzna w kierunku, którego biegła dalej szedł, jakby otumaniony dniem. Czarne długie włosy i grzywka, która zasłaniała mu jedno oko. O ironio ten bywalec także miał z własnej woli ograniczone pole widzenia. Myśli kobiety choć starały się zachować spokój coraz bardziej zaczęły dostawać zawirowań z napływającego ciągłego ryzyka, stresu i faktu, że jest goniona. O ile z ta trójką dała sobie rade za sprawą zasadzki to nadszarpnęła zdrowia. Teraz w takim stanie nie dałaby rady przeciwstawić się całej Peronie. Mężczyzna, który stał przed nią był w odległości dziesięciu metrów i zauważył ją już wcześniej.

Uwaga:
Do tematu wchodzi Tarnar, Twoje zdrowie wynosi teraz 73% Proszę sobie zmienić w panelu Oczko


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







01.09.2013, 21:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#7

Miałem nadzieję, że podczas mojej przechadzki po mieście jak zwykle nikt mnie nie zauważy, dziś niestety doszło do zabójstwa kogoś. Ludzie w oddali krzyczeli "Ktoś zamordował Braci Reason!", zobaczyłem osobę biegnącą w moją stronę, wydawało mi się, że to kobieta co wywnioskowałem głównie po sposobie jej poruszania się. Byłem gotowy użyć każdego zaklęcia, żeby zatrzymać ją i oddać w ręce władzy, ale coś mnie powstrzymało. Miałem dziwne przeczucie, nie powinienem tego robić. Zobaczyłem dom, dach zrobiony ze strzechy, a reszta domu z drewna. Pokusa dla maga ognia. Złączyłem już dłonie i przygotowałem się do stworzenia kuli ognia. Gdy tylko dziewczyna znalazła się już za polem rażenia strzeliłem kulą ognia prosto w domu. Ludzie goniący ją przestraszyli się, ja bałem się tylko, żeby nikogo nie zabić, a ją uratować.
01.09.2013, 22:14
Przeczytaj Cytuj
Ulice
#8

To dziwne, tyle razy zabijała i uciekała, czasem nawet z dziurą w brzuchu, jednak teraz miała pełno problemów. Pech? Raczej. Głosy powoli otaczały ją, a każdy nie mając co robić o 3 w nocy w domu, zamiast siedzieć spokojnie, zaryglować drzwi, by zabójca nie wpadł to każdy zaczął biegać jak oszołomiony po ulicach. Nie dość, że ciemność, to jeszcze zabójca co wykończył trójkę na raz. No nic tylko wyjść z chaty i czekać jak bezbronna owieczka na śmierć, zważając, że miasto pełne jest drwali i innych rzemieślników.
- Co do kurwy jest z tym miastem? - szepnęła uciekając przed jakimiś podejrzanymi ludźmi.
- Brak mu logiki. - odpowiedziała sobie w myślach, gdy nagle zauważyła jakąś postać przed sobą, a za chwilę ogień. Nie przerywała biegu, lecz gotowa była użyć czaru "Sprężenie", by uciec od ognia. Co dziwne mag strzelił kulą żywiołu, lecz nie trafił jej.
- Chybił? Nie, celował w budynek, czekał, aż odbiegnę. - zastanawiała się i zatrzymała obok niego obserwując go na już jedno, sprawne oko.
- Może znajdę jakiegoś wspaniałego maga leczącego. Jako zabójczyni dobrze by było mieć drugie oczko. - mężczyzna miał oboje oczu, lecz jednego jakby nie używał. Zwyczajnie zakryte włosami, co było niezrozumiałe dla białowłosej. Przecież zmniejszał swoje zdolności bojowe poprzez zwężenie pola widoku i możliwe błędne ocenienie odległości.
- Brak logiki w tym mieście. - skwitowała myśli i wreszcie postanowiła się odezwać.
- Jeżeli chcesz mnie schwytać osobiście i wydać, to szykuj się na śmierć. Żywej mnie nie dostaniesz, a na zabójcę to mi nie wyglądasz. Jeżeli zaś coś dziwnego kazało Ci mi pomóc, to wiedz, że brak Ci logiki, ale dziękuje i odwdzięczę się w przyszłości. Teraz potrzebuję uciec stąd. Znasz sposób? Przez presję chyba w złą stronę skręciłam, słychać szum, pewnie fal, którego wcześniej nie słyszałam. - mówiła pewnie i kobieco, jakby rany na jej ciele nie miały miejsca. Zresztą ważnym jest w otwartym starciu udowodnić swoją wyższość. Mimo, że nie zapowiadało się na walkę to i tak w pogotowiu trzymała prawą rękę na rękojeści sztyletu w taki sposób, że wydawałoby się, iż podpiera się o biodro. Mag ognia raczej nie miał szans z nią, przynajmniej tak się jej wydawało. Miała do czynienia z taką unikalną osobą i okazało się, że jej zdolności są zbyt wolne przeciwko Crimson.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.09.2013, 19:13 przez Crimson.)

02.09.2013, 19:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#9

- Jeżeli chcesz mnie schwytać osobiście i wydać, to szykuj się na śmierć. Żywej mnie nie dostaniesz, a na zabójcę, to mi nie wyglądasz. Jeżeli zaś coś dziwnego kazało Ci mi pomóc, to wiedz, że brak Ci logiki, ale dziękuje i odwdzięczę się w przyszłości. Teraz potrzebuję uciec stąd. Znasz sposób? Przez presję chyba w złą stronę skręciłam, słychać szum, pewnie fal, którego wcześniej nie słyszałam.- usłyszałem. Spojrzałem na nią, wyglądała bardzo kobieco, chociaż miała zbyt jasne usta. Zastanawiałem się, jak ona walczy mając tak ogromne piersi, pomimo tego bałem się, wyglądało na to, że potrafi dobrze władać bronią białą. Nadal nie wiedziałem, czy potrafi coś z magii. Niestety, nie było czasu na zastanawianie się, strażnicy mogli tu dojść lada chwila.
-Niestety, w tym stanie, w którym się znajdujesz ja nie dam Ci wyjść z tego miasta choćbym miał odnieść poważne rany.- nie czekając na żadną odpowiedź podszedłem do niej bliżej i szybkim ruchem przerzuciłem ją sobie przez plecy, a potem zaczął biec w stronę domu, który zauważyłem, gdy chodził po mieście. Wyglądał na opuszczony.
03.09.2013, 21:21
Przeczytaj Cytuj
Ulice
#10

Zaskoczenie na twarzy Crimson było nie do opisania. Nie wiedziała czy śni i za chwilę się wybudzi, czy to prawda. Ból w ramieniu i z oka sprawiał, że wszelkie myśli na temat fikcji odpływały w siną dal.
- Ktoś się o mnie martwi... nie, kłamie. Na pewno kłamie, to podstęp, niemożliwe, by ktoś się o mnie martwił. Nikt się mną nie przejmuję, nigdy, od zawsze, od nigdy, od początku, od końca od... - nagle pierwszy raz poczuła strach, nie czuła go odkąd zabiła matkę. Wyciągnęła sztylet jak mężczyzna podchodził i aż zachwiała się, jej ciało drżało, a otwarte usta zamarły w bezruchu, wydawało się, że gałka oczna zmalała i trzęsie się. Czuła jakby jej ciało zesztywniało, zmieniło się w kamień. Chłopak złapał ją i przerzucił przez ramię.
- Czego oczekujesz? Co ode mnie chcesz? Kto Cię wysłał? On żyje? To On kazał Ci mnie sprowadzić? Dlaczego pomagasz zabójczyni? Zabiłam dziesiątki osób. Dzisiaj trzy. Zamordowałam własnego biologicznego ojca, oraz własną matkę. Dlaczego to robisz? Kim jesteś? - myśli rozmywały jej się w głowie. Wszystko przez taką drobną rzecz jak troska. Niby nic, ale Crimson nie czuła jej od tak dawna, utwierdzona, że nigdy w rzeczywistości nikt się o nią nie troszczył. Teraz deklaracja nieznajomego była dla niej jak wyrok śmierci dla jej toku myślenia. Ktoś się troszczy, to nie możliwe było do przyjęcia. Umysł się bronił, nie przyjmował, starał się wymyślać cokolwiek co odwiedzie "K" od rzeczywistości. Ktoś chciał jej okazać pomoc, a nawet już to zrobił. To był fakt, nie do podważenia.
- W taki sposób tylko nasilasz krwawienie, odłóż mnie i daj mi swój płaszcz. Potrzebuję ukryć swoją tożsamość. Jak niesiesz mnie w ten sposób to krew napływa do głowy i krwawię mocniej z oka. A czuję się jeszcze dobrze. Przyzwyczajona jestem do bólu. - powiedziała, gdy już ochłonęła z emocji, przynajmniej pozornie. W rzeczywistości nadal walczyła ze sobą, jednak jej zdolności aktorskie pozwoliły teraz to zatuszować. Młodzieniec wydawał się silniejszy teraz niż wcześniej. Wykazał się trochę męstwem, lecz nadal był zbyt wolny, by zagrozić Crimson. No chyba, że wykorzysta teraz sytuację, na co była przygotowana zabójczyni. Czar Sprężenie powinien dać radę wyrwać się jej, gdyby zaszła taka potrzeba.
03.09.2013, 23:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna