Ulice
#11

Zdjąłem ją z pleców i powiedziałem-Przepraszam, nie znam się na lecznictwie. Musimy teraz szybko dostać się na obrzeza miast. Znalazłem tam dom w którym możemy chwilowo zamieszkać. Ah zapomniałbym. Masz płaszcz.-
06.09.2013, 22:08
Przeczytaj Cytuj
Ulice
#12

Szedł spokojnie, lecz kroki stawiał długie. Wiedział już, gdzie uda się w pierwszej kolejności, gdzie rozpocznie polowanie. Łowcy byli dosyć nietypowymi osobnikami, często samotnicy, zamknięci w sobie, choć nie było to regułą, zmieniali się, gdy ich łup był blisko. Widoczne to było głównie wśród doświadczonych śmiałków, mających za sobą niezliczone wyprawy, dla których życie stało się nieskończoną pogonią. Jedni markotnieli, drudzy stawali się nadpobudliwi, lecz gdy ofiara była już w zasięgu, ich umysły wypełniały wizje jej ostatnich chwil. Nie inaczej było w przypadku okrytego czernią tułacza, którego wewnętrzny demon rechotał uporczywie na myśl o walce, podczas której będzie mógł wpaść w szał.
Skropione oranżem i karminem wizje zagłuszyły nawoływania nieznajomych awanturników, lecz nie zatarły ich całkowicie. Haimamire z pewną dozą zaciekawienia zwrócił głowę nieco bardziej w stronę źródła zamieszania, w końcu nie codziennie zdarzało się móc ujrzeć legendarną bestię zamieszkującą mroczne głębiny. Znał opowieści o potworach, ale niewiele monstrów mogło poszczycić się taką ilością historii ze sobą w roli głównej jak ten mityczny, czy raczej piekielny, stwór. Lecz tym razem jego umysł był nastawiony na inne starcie, nie miał zamiaru zaprzątać sobie głowy czymś innym. Aczkolwiek, gigantyczna abominacja ścierająca Peronę z powierzchni ziemi zapewne przykuła by dosyć dużą uwagę.
Główny trakt osady prowadził go swym brukowanym pasmem wprost do celu. Nie spieszyło mu się, jednak wrodzony instynkt nakazywał mu wciąż szybsze i szybsze zmierzanie na miejsce. Ręka mu zadrżała, chciałby już chwycić za miecz i rozpłatać nim cielsko gigantycznego wynaturzenia zagrażającego miastu. Musiał się wstrzymać, nie mógł tak po prostu zaszarżować na oślep. Wpierw należało znaleźć jakiegoś strażnika pilnującego, by nikt nie podszedł zbyt blisko tymczasowego legowiska maszkary. Lepiej by uprzedził ich o swoich zamiarach, kto wie co może wyniknąć z dosyć drastycznych działań jakie miał zamiar podjąć. Możliwe też, że sami oficerowie postanowili coś zrobić, a on wszedłby im w drogę. Nie był pierwszym lepszym młokosem z mieczem w ręku, musiał postępować rozważnie.
Z takim właśnie zamiarem, porozumienia się z miejskimi służbami, podążył za wskazówkami gospodarza Skarbca do chaty nieszczęśnika. Gdy sytuacja będzie już jasna, zacznie robić się gorąco.
You can run, You can hide, but even then, You will die ...
Ofcourse you can run, if you want to die tired ...
Fight with me, if you wanna die ...

Z mieczem u boku
Typowe zajęcie
Wyraz aprobaty
Że co ?
19.06.2014, 00:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#13

» MG «


Ulica, którą szedł czarny szermierz zdawała się pusta... Bez życia... Mijając kolejne domy, obraz szarego miasta coraz bardziej dawał się odczuć. Ostatnie wydarzenia bardzo poważnie musiały wpłynąć na Peronę. Częste ataki, wzmożona przestępczość i co najważniejsze, zbliżał się okres, w którym Kraken wyłaził ze swojej plugawej jamy. Jak zwykle naje się i zniknie w głębinach na następny rok. Co prawda, ta mityczna bestia zwykła atakować miasto Grimssdel znajdujące się po przeciwnej stronie jeziora, jednak w tym roku plugastwo wylazło bliżej Perończyków. Do tej pory zdarzyły się trzy ataki Krakena na przełomie czterdziestu lat. Obecnie, wszystko wskazuje, że Perona stanęła na przeciw niespodziewanego zagrożenia. W każdym razie. Im dalej Yoarashii szedł, tym częściej odstępy między budynkami robiły się większe, aż w końcu doszedł do miejsca, w którym dojrzał opisany przez karczmarza dach chaty. Jednak i tutaj było dziwnie pusto... Żadnych strażników, dziwna cisza i brak jakiegokolwiek oznaki życia.

Uwaga
Przepraszam Cię, że ostatnio zrobiłem spory zastój. Miałem trochę problemów z dziewczyną i rodziną przez co trochę odpuściłem wszystko, a i zapał do pisania straciłem przez to. Staram się wrócić, ale ciężko ogarniać sprawy ze "zdupionym" humorem. Wiem, że to żadne usprawiedliwienie, ale źle się czuję, że tak długo musiałeś czekać. Będę starał się rozkręcić na nowo z odpisami. Wybacz jeszcze raz.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







01.07.2014, 18:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#14

szłam ulicą, kierując się w stronę domu kupca, z którym znajomiona była ma mentorka, za sprawą której zresztą trafiłam do Perony. Za niewielką opłatą zabrał mnie ze sobą tutaj i powiedział, że jeśli termin nie będzie przeszkodą, zabierze mnie również w drogę powrotną. Przypuszczałam, że w Peronie zostanę około miesiąca, dostrajając ostateczny termin do daty wyjazdu kupca. Moja nagła zmiana planów mogła stanowić problem, jednak z sakiewką ociężałą od monet byłam pewna, że dam radę zorganizować sobie szybszy powrót. Jeśli nie u niego, to u kogoś, do kogo mógłby mnie odesłać.
Oczywiście liczyłam się z możliwością, że pewnych rzeczy przeskoczyć nie da rady. Nie zamierzałam wracać z buta takiego kawału drogi i najprawdopodobniej zostałabym w mieście gdyby moje plany musiały znów ulec zmianie. Ale nie da się ukryć, że gotowa byłam sypnąć srebrem byle tylko być już w drodze do domu.

Dom znajomego kupca był jednym z ładniejszych w okolicy. Zapytałam go kiedyś czemu właściwie pokonuje tak znaczną trasę, gdy w Peronie nie było zbyt wielu rzeczy wartych transportu - łowione tu ryby i zabierane z lasu drewno służyło raczej tutejszym mieszkańcom. "To rodzinne strony mojej matki" - powiedział, wyraźnie zniesmaczony tym faktem - "Mówiłem starej: mam przyzwoity dom w Valen, opuśćmy tą zabitą dechami dziurę. Ale, za przeproszeniem panienko, wiesz jakie potrafią być baby. Nie i nie. Więc przynajmniej postarałem się żeby mieszkała w przyzwoitszych warunkach. Ale sama panienka widzi, jak skromne są tu możliwości".
Zapukałam w stare, acz dość solidne drzwi. Po dłuższym czasie otworzyła mi kobieta pomarszczona niczym jedna z suszonych śliwek, które bardzo lubiłam w dzieciństwie.
- Robhert jest chory - powiedziała, gdy wytłumaczyłam jej cel mojego przybycia. Głos miała nieprzyjemny i najwyraźniej życzyła sobie bym oddaliła się jak najprędzej.
- Czy mogę z nim porozmawiać chwilę? Jestem medyczką, mogłabym pomóc - zaproponowałam, ale kobieta chrząknęła tylko coś i zamknęła mi drzwi przed nosem.
(Nie mogłam przecież wiedzieć, że dzień temu wraz z towarzyszami wypił nie jeden kufel i leżał teraz w pierzynie, przekonany że umiera.)
Byłam w kropce. Idąc powoli uliczką, próbowałam wymyślić co mogę zrobić? Nie wiedziałam cóż dzieje się z Robhertem, a wpadanie doń co kilka dni w celu sprawdzenia jak się czuje, byłoby nie tylko nieuprzejme, ale również z pewnością zirytowało by starą kobiecinę, co raczej nie pomogło by mi w powrocie.
Naraz przypomniałam sobie, że całkiem niedaleko na zachód leży inne miasto, Greathard. Nigdy nie płynęłam statkiem, ale być może drogą morską udało by mi się dostać do Valen.
Oczywiście droga prowadziła przez las, a mi nie uśmiechała się samotna podróż między drzewami. Wpadłam zaś na pomysł, który choć wydał mi się potem nieco szalony, z początku brzmiał w mojej głowie całkiem nieźle.
Ruszyłam ku przystani rybackiej. Tam po niedługich poszukiwaniach udało mi się znaleźć rybaka, który 1. nie wyglądał jak zobleśniały dziad, 2. jego łódź nie wyglądała jakby miała trafić pod wodę przy pierwszej mocniejszej fali i 3. zgodził się przewieść mnie do portu nie oczekując w zamian niczego poza pięcioma srebrnymi monetami. Pół kwoty ofiarowałam mu od razu, wchodząc na chwiejącą się pośród fal łódkę. Wokół śmierdziało rybą i nie powiem, bym czuła się bezpiecznie, jednak rybak najwyraźniej był przekonany że wie co robi, bo wkrótce wypłynęliśmy.
[zt]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.09.2014, 00:12 przez Nemeth.)



So what if we're all insane
The way we all live reminiscing for the head game


Maybe we're all insane
I'm feeling so damn hollow staring into
the Eyes of Tomorrow






27.09.2014, 19:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#15

Luthien szedł ulicami miasta rozglądając się dookoła. Mimo iż spędził tu ostatnie kilka dni ono wciąż było dla niego zbyt obce, a jego wyrośnięci i krzepcy mieszkańcy go onieśmielali. Parł więc niepewnie przed siebie w poszukiwaniu kowala, bądź jakiegoś rzemieślnika sprzedającego bronie. Właściwie nie wierzył w to że zamierzał własnie zrobić co planował, a mianowicie - zakupić oręż. Ta myśl wydawała mu się tak abstrakcyjna, że aż nie wiarygodna. Z każdym krokiem wyobrażał sobie coraz to bardziej przerażoną na tą wieść matkę, co spowodowało iż oblepiło go w pewien sposób poczucie winy. Przypominał sobie bowiem, jak to wspominał matce iż w nic niebezpiecznego nie zamierza się pakować. A teraz zamierzał kupić broń i nauczyć się nią posługiwać. O rety. Z tej wewnętrznej paniki wyrwał go jednak w końcu widok kuźni. Wyglądała jak kwadratowy dom bez jednej ściany, a wszystkie pozostałe ozdobione były wiszącymi na nich różnej maści siekierami, metalowymi narzędziami, podkowami i brońmi. Centrum tego wszystkiego stanowił piec, którego ciepło dało się odczuć na pięć metrów wprzód. Stał przy nim rosły, krzepki, łysy mężczyzna. Lu przełknął silnę zbierając odwagę.
-Przepraszam. - Zaczął niepewnie. - Dostanę u pana coś w rodzaju laski zwieńczoną ostrzem? W sensie...hm...włócznię? Oraz czy potrafiłby pan to otworzyć lub polecić mi kogoś kto byłby w stanie to uczynić? - Pokazał rzemieślnikowi ściągnięty z szyi srebrny medalion.
29.09.2014, 22:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#16

Mężczyzna zagadany przez Luthiena podniósł głowę, obrzucając go srogim spojrzeniem. Pot lał się po twarzy; na obnażonej, muskularnej piersi także można było dostrzec oznaki zmęczenia i wysiłku.
- Może i znajdzie się - odpowiedział zdawkowo, uderzając jeszcze kilkakrotnie młotem w czerwoną klingę miecza. Gdy włożył ją ostatecznie do wody, robiąc przerwę, zdjął rękawice ochronne. Położył je na boku i zaprosił szamana gestem ręki do środka kuźni. Jeżeli wcześniej Luthien uważał, że było gorąco przy piecu, to teraz musiał zrewidować ten pogląd. Przez moment poczuł nieznośny żar na twarzy. Ubranie wcale nie pomagało uchronić się przed strużką potu na plecach.
Kowal na chwilę zostawił szamana, aby zaraz wrócić z drugiego pomieszczenia ze zwykłą włócznią w dłoni.
- O to panu chodziło? Nie jest zbyt wyszukana, ale chyba nada się. - Obrzucił oceniającym wzrokiem młodzieńca. - Pierwsza styczność z tą zabawką? Jeżeli tak, to powinna wystarczyć. Zwykłe drewno, grot z żelaza. Kosztuje czterdzieści pięć srebrnych.
Jeżeli Luthien zażyczy sobie, to poda włócznię, aby mógł jej się bliżej przyjrzeć. Sam poświęci uwagę zagadkowemu medalionowi. Po chwili odda go, kręcąc głową.
- Pewnie rozłupałbym go młotem, ale pan chce otworzyć to cudeńko, nie zniszczyć. Obawiam się, że nie mogę pomóc. Niech pan pyta w stolicy. Jubilerów, złodziei, magów - oni będą wiedzieć, co z tym zrobić. Ewentualnie może pan wybrać się na zachód, w stronę Azaratu. W tej bogatej krainie znajdzie się ktoś obeznany.
30.09.2014, 17:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#17

Na jego czole mimowolnie zaczął zbierać się pot gdy to podszedł bliżej pieca wyczekując kowala. Czuł się niezręcznie w obecności tych wszystkich narzędzi. Był jak najbardziej świadomy tego, że nie pasował do tego całego tła. Rzemieślnik wprawnie ocenił więc, że to miała być jego pierwsza styczność z tego typu "zabawką". Zawstydził szamana fakt, że aż tak bardzo było to po nim widać. Ta reakcja miała być niemą odpowiedzią na pytanie barczystego mężczyzny.
-Tak, zdam się za pana radą i nie będę wydziwiał. Biorę. - Zaczął wygrzebywać z sakwy monety, które planował wymienić na włócznię. Była trochę cięższa od jego drewnianej laski, lecz to pewnie z powodu grotu.
-Dziękuję zatem bardzo za wszystko. Miłego dnia. - Medalion na nowo spoczął na jego szyi. Kowal nie powiedział mu nic odkrywczego czego już nie usłyszał od innych. Wielu próbowało rozłupać ten kawałek srebra, wielu jubilerów już gmerało na przemian ze złodziejaszkami, lecz wszystko na nic. Coraz to bardziej, szaman zaczynał myśleć, że biżuteria jest związana z magią. Być może rzeczywiście w Azarocie znalazłby jakiegoś pałającego się magią jubilera, który by w końcu oświecił szamana co nosi na szyi. Nie była to głupia myśl.
Lutien kolejne kroki pokierował w kierunku kolejnych straganów. Pozwolił sobie na zakup świeżego bochenka chleba, kilku jabłek oraz nowego bukłaka. Przy każdym straganie zadawał krótkie pytania odnośnie tego czy w okolicy znajduje się ktoś potrzebujący pomocy medycznej oraz czy są znane jakieś nowe plotki dotyczące demonicznej aktywności.
Dłużej zatrzymał się przy straganie z odzieniem. Od razu w oczy rzuciły mu się nieco krzywo zszyte lecz bawełniane tuniki. Miały szeroki otwór na głowę i ogólnie całe były jakieś szerokie. Długością swą zaś sięgały nieco za pas.
-Przepraszam, chciałbym dwie te koszule...- Powiedział rozglądając się za sprzedawcą, którym okazała się jakaś młódka. Zamrugał nieco nerwowo, po czym na nowo podniósł wzrok, a jego rumieńce nabrały mocniejszych kolorów.
-I tak przy okazji...doszły być może do twoich uszu jakieś wieści o tym, czy ktoś potrzebuje może pomocy medyka lub plotki o jakichś demonach na kontynencie? Właściwie, jestem tu przejazdem i nie znam miasta, a ciekawi mnie czy posiadacie tu jakąś bibliotekę, miejskiego skrybę lub lubującego się w księgach człowieka?- Mówił podając zapłatę za koszulę wyższą o 1-2 srebrne monety, którą błędnie wyliczył z powodu nerwów. Przesadnie też zareagował jeśli jego dłoń przy tej wymianie niechcący musnęła kobiecą. Ojej.
-
30.09.2014, 18:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#18

Kowal skinął głową na pożegnanie, ważąc w dłoni zarobione pieniądze i chowając je przed wzrokiem potencjalnych złodziei. Powrócił do przerwanej pracy z beznamiętnym wyrazem twarzy.
Kolejne zakupy szamana kosztowały go łącznie osiem srebrnych smoków (siedem srebrnych za bukłak, dwadzieścia brązowych za pięć jabłek i trzydzieści brązowych za świeży bochenek chleba). Nigdzie nie usłyszał niczego znaczącego przy zadawanych pytaniach - większość albo odsyłała do karczmy, albo powtarzała szeptem wieści o Jelenim Wzgórzu. Perona zdawała się żyć tym wydarzeniem, jak i ich lokalną sensacją związaną z dramatem wdowy Curtis. Wszystko to nie było zbyt przydatne znachorowi. Dopiero przy wycenie dwóch tunik dowiedział się czegoś więcej.
- Najczęściej pomoc medyka jest potrzebna na wyrębie, w południowo-zachodniej części Mrocznej Puszczy, ale odkąd ta historia z tym szalonym drwalem rozwiązała się, nie było żadnego przypadku interwencji. Można szczęścia szukać wśród myśliwych, można też u rybaków, ale raczej nic większego nie dzieje się w Peronie. Przepraszam - zaśmiała się dziewczęco - ale pan brzmi, jakby wręcz prosił o krzywdę dla innych. Jeśli pan chce czytać mądre książki, to warto byłoby skierować się do naszego miejscowego historyka. Jest już stary, podobno swego czasu zwiedził kawał świata.
Nachyliła się w kierunku Luthiena, poufnie zniżając głos i przykładając dłoń do ust. Szaman przez ten jeden moment mógł przyjrzeć się małym piersiom blondwłosej sprzedawczyni. Jasna skóra była upstrzona piegami.
- Kiedyś kazał nazywać się badaczem, ale ludzie wyśmiali go. Nic nie odkrył, choć twierdzi zupełnie co innego - powiedziała. - Mieszka blisko centrum Perony, w jednej z bocznych uliczek.
Dwie krzywe tuniki wyceniła łącznie na siedem srebrnych smoków. Ich jakość pozostawała wiele do życzenia, lecz także nie zawołano za nie żadnej astronomicznej sumy. Luthienowi udało się uniknąć dotyku dziewczęcej dłoni.
30.09.2014, 20:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#19

Jego wzrok mimowolnie wśliznął się w ujawniony przed nim przesmyk, odkrywający tajemnice dziewczęcych jeszcze, lecz prawidłowo rokujących kształtów kobiecego ciała. Lu złapał się na myśli tej pożądliwej, przez co czerwień z polików objeła koniuszki płatków uszu. Zapuźno jednak było by czas cofnąć, temu pozostawało jedynie zaakceptować fakt, że uległ pokusie zerknięcia na te wdzięczne, koniece włości po raz kolejny. Speszony jednak swym zachowaniem, patrzałki swoje utkwił w pstrokatym materiale leżącym na krawędzi straganu. Uszy jego niby to wyłapywały słowa, lecz umysł nie potrafił łączyć je w spójną całość. Wszystko nabrało sensu dopiero gdy szaman oddalił się od przekupki. Obejrzał się jeszcze w drodze by na nią zerknąć po bym kontynuował stawianie kroków przed siebie wypuszczając bezradnie powietrze. Teraz gdy serce się uspokoiło zatrzymał się w miejscu, schowal koszule do torby i podrapał się po głowie.
-Ach, no tak, badacz, centrum...- przypomniał sobie po czym wypytując ludzi próbował znaleźć ów człowieka.
30.09.2014, 22:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#20

Gdy Luthien obejrzał się za siebie, dostrzegł jak dziewczyna poprawia bluzkę. Najwyraźniej wcześniej dostrzegła wzrok młodzieńca i zmieszana próbowała zaradzić swojej kolejnej wpadce.
Tym razem wypytywanie konkretnie o miejscowego historyka poszło zdecydowanie łatwiej. Kilku pierwszych przechodniów jedynie machnęło rękoma w stronę centrum Perony, wskazując najbliższą uliczkę, potem szaman natrafił na nieco życzliwszych, którzy nieznacznie uśmiechając się, przystawali, aby dokładnie objaśnić trasę. Dzięki temu wkrótce Luthien dotarł przed otwarte na oścież drzwi w jednym z bliźniaczych budynków, w bocznej uliczce. Do nosa dotarł charakterystyczny zapach tytoniu, do uszu dźwięk skrzypienia. Szyld nad głową jasno obwieszczał: "Sklep z różnościami". Pozostawało jedynie wejść do środka.

[Luthien z/t]


Sklep z różnościami
01.10.2014, 16:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna