Droga między krainami wschodu.
#1

Ścieżki między Teolią, a Varengardem, czy innymi lokacjami są wysoce zróżnicowane. Od nierównych szerokich pasm, widocznie wydeptanych przez wędrowców i zwierzynę po wąskie śliskie przesmyki, które wydają się żartem stwórcy. Należy zaznaczyć, że najprzyjemniejszy odcinek drogi znajduje się między Varengardem, a Starym Miastem Norwel. Przy czym odcinek wspomniany na drugim miejscu z całą pewnością bezpieczny nie jest. O ile jest to prawie znikome zagrożenie tak ciąży na tym odcinku drogi ryzyko napotkania Cerberusa bądź skalnego golema. Przynajmniej tej dwójki ludzie obawiają się najbardziej. Idąc w kierunku głównego miasta możemy na rozwidleniu dróg pójść na przód. tutaj odcinek robi się górzysty, chwilami niebotycznie stromy, śliski i nie trzeba wspominać, że jest także niebezpieczny. Od lat nikt do Starego Varvengardu nie podróżował. Jednak jeśli ktoś zdecyduje się na podróż w kierunku Teolii będzie mógł w miarę spokojnie przedostać się przez obszar leśny do miasta drogą szeroką i wygodną w porównaniu do poprzednich.



Drwal po opuszczeniu miasta Norwel miał do wyboru dwie ścieżki. Jedna prowadziła do Varengardu zaś druga do Teolii bądź zapomnianych obwarowań Starego Varvengardu. Nie wiedział niestety, która jest która. Musiał strzelać, albo w lewo, albo w prawo. Nie do końca także wiedział co powinien robić. Za to słyszał w oddali porykiwania nieznanych mu bestii i zgrzyt sunącego po ziemi ostrza. Można było doznać wrażenia, że umarłe miasto, nagle ożyło, chociaż w gruncie rzeczy dalej pozostawało ciche i przerażająco tajemnicze. Można się tylko domyślać ile skarbów zostało tam ukrytych. Całe dziedzictwo, historia, a może niezwykłe artefakty? Cóż... W chwili obecnej było zbyt niebezpiecznie, żeby stać w miejscu i się nad tym zastanawiać. Co gorsza, drwal zdawał się czuć na sobie czyjś wzrok. Choć nikogo za nim, przed nim, bądź nad nim nie było. To tak jakby słyszał duchy, które go obserwują.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







12.09.2013, 18:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga między krainami wschodu.
#2

Ludzie zwykli wierzyć w różne dziwne zjawiska, lecz Drwal zawsze gardził tego typu przesądami. Nie był jednak głupcem. Drażniące uczucie nie dawało mu spokoju, toteż położył dłoń na rękojeści miecza tak, by móc sprawnie dobyć go w razie konieczności.
Dłuższe pozostanie w miejscu w istocie nie było zbyt roztropnym pomysłem. Na ślepo, Springsaw postanowił pójść w lewo. Nieszczególnie obchodziło go, dokąd trafi - ważne, żeby znalazł miejsce, w którym nie będzie zbyt trudno o dorwanie się do jakiejś roboty.
Zapadał zmierzch i brak światła zaczynał doskwierać mężczyźnie. Choć wzrok miał bystry i nie raz podróżował po ciemku, czuł się pewniej, kiedy widział, co miał przed sobą. W plecaku miał co prawda świecę, ale nie zapewniłaby płomienia na tyle jasnego, by oświetlić całą drogę. Wkrótce Springsaw uznał, że powinien znaleźć miejsce na nocleg. Nie chciał jednak zatrzymywać się na otwartej przestrzeni. Idąc przed siebie, rozglądał się za polaną, lub przestrzenią, która zapewniłaby mu jako takie bezpieczeństwo podczas snu. Zdawał sobie jednak sprawę, że takiego miejsca może w ogóle nie znaleźć. Choć nie było mu to na rękę - był gotów iść przed siebie aż do świtu. O ile pozwolą mu na to prześladujące go duchy.
12.09.2013, 23:35
Przeczytaj Cytuj
Droga między krainami wschodu.
#3

Otoczenie przybierało na myśl horror, opowiedziany prosto z legend tych najbardziej wybujałych dziadków. Trawy, które co chwile zmieniały swój kolor z obumarłego szarego po bladą zieleń. Drzewa tylko w niektórych miejscach otulone liśćmi, reszta tworzyła martwe i zapomniane ruiny leśne, stworzone z bezlistnych drzew. Im dalej drwal posuwał się na przód tym szybciej dziwne głosy i dźwięki znikały. W pewnym momencie całkiem znikły i drwal mógł "jako tako" odetchnąć z ulgą. Choć bezpieczny nie był. Albo raczej, nie dało się stwierdzić, czy jest bezpieczny, najlepiej przyjąć, że nie. Maszerował w gotowości przez piętnaście minut od czasu opuszczenia ruin miasta. Napotkał właśnie na swej drodze konar starego drzewa, które wyglądało na powalone przez naturę. Chociaż co bardziej ostrożny człek założyłby tezę, że drzewo zostało przewrócone przez kogoś lub coś. Po każdej stronie ścieżki, mężczyzna miał tylko las wypełniony ciemnościami. Mógł także zwrócić uwagę na dziwne ślady prowadzące w głąb lasu po prawej stronie drogi oraz krzaki wyraźnie staranowane. Ślady wyglądały jak czyjeś stopy, ale pięć razy większe. Sądząc po wyraźnych wgłębieniach, zostały zrobione jakiś dzień temu, może mniej. Poza nimi były ledwo wyraźne ślady stóp i tym razem ludzi, oraz zwierzyny takiej jak wilki, króliki itd.
Księżyc świecił nad głową Springsaw'a. Wielki i biały wisiał w swym majestacie nadając sercu drwala dziwnego uczucia. Tak jakby mężczyzna poczuł magię czegoś tajemniczego, przygody, dreszcz emocji, ciarki. Wszystko naraz. Do tego musiał znaleźć schronienie bądź wysilić swój umysł do ciągłego marszu. A ku jego nieszczęściu już zaczynał odczuwać zmęczenie. Oczy zrobiły się obolałe, zaś ręce zaczęły tracić to samo czucie co wcześniej. Należy wspomnieć, iż temperatura spadła do zera, a chwilami wiatr stawał się bardziej nieznośny niż umiarkowany ziąb okalający drwala.
Nagle Spalding usłyszał poruszenie gdzieś po prawej stronie. Około stu metrów od niego. Przynajmniej tyle można było wyszacować na oko czy raczej słuch. Do tego odfruwające czarne kruki, które prawdopodobnie były spłoszone. W oddali znowu było słychać zgrzyt. Choć tym razem znacznie ciszej niż, kiedy mężczyzna uciekał z Norwel. Przed sobą jedyną przeszkodą jaką miał, gdyby zdecydował się na bieg, było powalone drzewo, z którego wystawało dziesiątki grubych gałęzi. można próbować je odciąć mieczem, ale wyda to niepożądany dźwięk. Przynajmniej na tę porę, której dokładnie się ustalić nie da. Drwal zdał sobie sprawę z czegoś, czego nie brał pod uwagę wcześniej. Cisza panująca w lesie pomijając tego co usłyszał dziesięć sekund temu wcale nie była normalna. Żadnego odgłosu wilka bądź jakiegokolwiek innego zwierzęcia. Wszystko dookoła niego zamarło. I to właśnie było najgorsze. Nie mógł mieć pewności, ale możliwe, że coś na niego polowało.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







14.09.2013, 19:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Droga między krainami wschodu.
#4

Gruntownie przeanalizowawszy swoją sytuację, Springsaw stwierdził ze strachem (ale nie bez pewnej dozy irytacji), że najbliższe godziny nie przedstawiają się dlań w najlepszych barwach. Zmęczenie dopadło go nad wyraz szybko, choć pewnie można było to uzasadnić epizodem w ruinach. Pogoda również nie poprawiała jego nastroju. Choć Drwal wolał marznąć, niż pocić się w upałach, noc była zbyt chłodna, nawet jak dla niego. Jeśli wkrótce nie rozpalę ogniska, sprawy mogą się nieco pokomplikować, przyznał w myślach. Ale jeśli teraz wznieci ogień, natychmiastowo ujawni swoją pozycję. Zdążył się już wszakże zorientować, że nie jest w lesie sam. W przekonaniu tym utwierdził go dobiegający z prawej strony szelest.
Dopiero wówczas zdał sobie sprawę, że sytuacja jest o wiele bardziej poważna, niż z początku przypuszczał. Otrzeźwiał, potrząsnął głową, by rozbudzić się i przegnać otępiające zmęczenie. Bez wahania dobył miecza. Klnąc pod nosem, sięgnął też po tarczę.
- To może być z lekka kłopotliwa noc. - Mruknął głosem tak zachrypniętym, że sam niemal się go przeraził. Nabrał powietrza w płuca i postanowił postawić swój los na jedną kartę. - Wiem, że tam jesteś, wyłaź! - krzyknął głośno, kierując głos w stronę zarośli, z których dobiegał szmer. Nie dbał o to, że zwierzę nie zrozumie jego słów. Mówienie dodawało mu otuchy. - Jeśli chcesz uniknąć kłopotów, pokaż się! - zawołał ponownie, tymczasem przybierając bojową postawę i rozglądając się za miejscem zapewniającym mu przestrzeń pozwalającą na ewentualną względnie komfortową walkę.
18.09.2013, 22:20
Przeczytaj Cytuj
Droga między krainami wschodu.
#5

Mężczyzna w odpowiedzi na retoryczne i pewne siebie wyzwanie, rzucone w powietrze usłyszał ciszę. To ona spotęgowała jeszcze bardziej rozbudowane napięcie. Wyobraźnia drwala miała w głowie kilka scenariuszy. Zawsze pod wpływem adrenaliny zastanawiamy się o wiele bardziej rozsądnie niż bez niej. A tej miał w obecnej chwili w nadmiarze. Nagły zryw drzew w odległości dwudziestu metrów. Dokładnie przed oczyma drwala jawiła się ciemna postać. Chociaż ciemności były bezwzględne to Springsaw mógł ocenić wzrost przeciwnika. Trzy i pół metra. Może cztery na wysokość oraz dziwne długie kończyny zamiast rąk. Nie miał pojęcia co do niego zmierza. Jednak pewne jest, że to coś polowało i poluje na mężczyznę. Dziwne monstra kryją się w zabudowaniach starego miasta Norwel. Poza Cerberusami i kamiennymi golemami trzeba także pamiętać o Alingerach. Znane są to potwory z opowieści. Ponoć Abaddon schował skarb w upadłym Norwel, a z ciał ludzi stworzył bezdusznych wojowników, którzy poza (jak głosi legenda) pilnowaniem miasta, polują także dla odświeżenia swojej krwi. Niewiele osób na tym podłym świecie miało tą wątpliwą przyjemność napotkać takowego stwora. W większości nikt im nie wierzył, a o innych nikt nie wie. Prawdopodobnie nikt spotkania z takim wybrykiem upadłego bóstwa nie przeżył. Cóż... Ile w tej opowieści jest prawdy? Nic nie wiadomo, ale jedno jest pewne, te stwory istnieją. Ich cele, zachowanie, wytrzymałość, siła nie są znane.
Księżyc wyłonił się w całej swej okazałości spod otuliny gęstych chmur. Światło, które padło na drwala i cały las dało mężczyźnie szansę spojrzeć na nadciągającą zagadkę. Tyle, że kiedy ujrzał to "COŚ" zdał sobie sprawę, że walka w pojedynkę ze zmęczonym organizmem wcale nie musi być kolorowa, poza tym sam wygląd monstra paraliżował, a z drugiej strony krzyczał "Uciekać... Uciekać!"
Oczy jarzące się na czerwono i czarny korpus stworzony z ludzkich żeber. Długa czarna część osłaniająca nogi przypominała czarną firankę. Największym jednak wrażeniem pomijając oczy, robiły monstrualne ramiona, które zamiast rąk posiadały wielkie maczeto podobne członki. Potwór był w odległości piętnastu metrów, kiedy zaczął przyśpieszać chód. Drwal ma mało czasu na zastanowienie.
Po jego lewej znajduje się powalone drzewo, zaś po prawej droga, którą przyszedł aż tutaj z tego przeklętego miasta. Poza rosnąca do granic możliwości adrenaliną, mężczyzna nie był pewien czy odczuwa strach. Na pewno czuł zimy pot spływający mu z czoła i ramion. A dłonie? Także w reakcji organizmu zrobiły się wilgotne. Nawet ziąb panujący przestał odgrywać dla Drwala wielkiej roli.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







18.09.2013, 22:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna