Wioska rybacka
#11

Kobieta jak zwykle ignorowana. Kto by się, kurwa, spodziewał. Nie da się ukryć, że Gem była niezadowolona takim stanem rzeczy, ale za żadne skarby nie była zdziwiona. W końcu trudno spotkać kobietę, która nie nosi kiecki połatanej w pięciu miejscach i nie przebywa gdzieś poza kuchnią. Była pewna, że dla co poniektórych była ewenementem, skoro w wieku prawie trzydziestu lat nadal nie myślała o zamążpójściu, a już szczególnie nie myślała o bachorach. Takich jak na przykład ten przed nimi. Nie dość, że ci taki zawraca dupę przez cały dzień a i czasem nawet noc, to jeszcze wymusza na tobie reakcję w sposób oczywisty, ale za to jakże wkurwiający - płaczem.
- Czy on nam chce dać bułki za pomoc, czy ja się, kurwa, przesłyszałam. - rzuciła widocznie poirytowana, mając chęć zwyzywać chłopaka od gówniarzy i innych takich, zapewne wzbogacając słownictwo dzieciaka o wiele nowych, acz niekoniecznie moralnych powiedzeń. Jednak gdy popatrzyła na niego przez chwilę, to jakoś jej się szkoda zrobiło. I ten płacz ją wyprowadzał z równowagi. Tak okropnie.
Spojrzała na Duriela znacząco, co by się sam domyślił, że jej cycki w tym momencie nie są najważniejszą rzeczą, po czym zeskoczyła zgrabnie z konia i podeszła do dzieciaka.
- Przestań się mazać, słyszysz, wkurw... do szału mnie to doprowadza. Potem będziesz chodził usmarkany i upaprany jak świnia. Pomożemy ci, tylko już nie becz. - rzuciła, widocznie powstrzymując się przed używaniem łaciny kuchennej. Aż dziw brał, że w obecności losowego dziecka włączyły jej się resztki kultury. - My tu panom spuścimy wpierdol, a ty śmigaj po ojca. Na jednej nodze. - dodała, chyba zapominając o wychowaniu, które dopiero co próbowało walczyć i wydostać się z jej skutego lodem wnętrza. Jak widać na próżno. Klepnęła chłopca w plecy na odchodne, co by go pospieszyć, prawdopodobnie trochę za mocno. Ale od tego się nie umiera.
- Dobra, Duruś, załatwmy to szybko. I żeby nie było, nie zrobiło mi się szkoda - zaczęła, odwracając się do brata z zaciętą miną - Po prostu płaczące dzieci budzą we mnie demony i nie chciałam rozwalić mu łba o ścianę. - wyjaśniła, żeby sobie czasem nie pomyślał, że w Gemmie odezwało się jakieś współczucie lub, co gorsza, instynkt macierzyński. Bo to było niemożliwe w chuj i tego się nie powinno w ogóle brać pod uwagę. - To tak ku ścisłości, żebyś mi potem nie wypominał dwa tydnie, żem jakaś, kurwa, miłosierna. I przestań mi się, do cholery jasnej, gapić w cycki, bo jak ci ciulnę w pysk, to nie będziesz miał już czym patrzeć.


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








24.09.2015, 22:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#12

Jak tak sobie patrzę i widzę zaistniałą sytuację, tak na słodkiego Thorna nie wierzę, kurwa, nie wierzę w to co właśnie zobaczyłem. Zażartowałem sobie z tym chlebem w bułce, ale za cycki Gemmy bym się nie spodziewał, że chwilę po tym podejdzie do mnie smarkacz chcąc mi dać bułkę i chleb w zamian za pomoc. Ja rozumiem wiele. Naprawdę. Ale jak wyjaśnić to zdarzenie? Nie dam wiary, że to sam Duronor ukartował, bo to by było ostro pojebane. A przecie nie brałem niczego. Może młokos usłyszał jak wymawiam "bułka z chlebem", podjebał ojcu z piekarni co trzeba i przylazł do mnie mając nadzieję, że jestem frajerem od siedmiu boleści, który nie weźmie od niego kilku brzęczących smoczków, tylko bułkę. Kurwa. Z chlebem. Ale to jest w tym wszystkim chuj. Skoro nie może nam zagwarantować bezpłatnej przeprawy na drugi brzeg, to i ja nie mam interesu w tym żeby mu pomagać. Tylko, że w tym momencie po raz drugi prawie jebłem z wrażenia, kiedy Gemm podeszła do niego próbując na swój sposób uspokoić gnojka. I to niby ja jestem rycerzykiem...
- Możesz się tłumaczyć, ale właśnie odezwał się w tobie instynkt macierzyński. Nie powiem bo, jak na ciebie całkiem urocze zjawisko. Mnie dzieciak wkurwił i to nie przez swoje mazgajstwo. Ja rozumiem wiele. Nie może nam zapłacić, bo nie ma żadnych monet. Nie może nam także zagwarantować darmowej przeprawy, przynajmniej w teorii nie mamy żadnej gwarancji, ale na litościwą Ilhezin... Jakim trzeba być gamoniem żeby próbować przekupić kogoś bułką i chlebem. Serio myślał, że polecę na to? Skoro tak bardzo mu na tym zależało, nie musiał być od razu bezczelny... - Tutaj na chwilę zamilkłem. Musiałem przetrawić co powiedziałem, bo będąc tak rozjuszonym (delikatnie mówiąc) biadolę co mi ślina na język przyniesie. Czasem mówię za dużo przykrych rzeczy.
- Widać, strasznie był zdesperowany skoro chciał mi płacić bułką? Ech... - Zerknąłem na swoją siostrę z przymrużonym okiem.
- Nie będę ci tego wypominał Gemuś, jak ty mi nie będziesz prawić Duruś. Ewentualnie macne se cycki i o wszystkim zapomnimy. - Uśmiechnąłem się szyderczo. Spojrzałem na szczęściarza, który widocznie był zaciekawiony naszą konwersacją. Łata tak jak zawsze wyjebane. Poklepałem ją po łbie, zerknąłem na Gemm i zsiadłem z konia. Dałem znak wilkowi, że ma pilnować naszego ekwipunku aby nikt nas nie zaszedł od tyłu. Nie brałem tarczy, bo była mi w tej chwili zbędna.
- Gemm. Jak dobrze strzelasz? Rozumiem, że potrafisz jebnąć z kilometra skowronka, ale w takiej cuchnącej okolicy, potrafisz strzelać, kiedy przed twoim wrogiem jest twój sojusznik? - Spodziewałem się odpowiedzi, że jeśli mam na myśli siebie to mi wlepi w dupę przynajmniej ze trzy strzały.
- Zostań przy naszych rumakach i na wszelki wypadek weź łuk w gotowości. Miasteczko portowe opodal nieczynnego portu Dravnul, nie jest takie złe o ile trzymasz się z dala od bójek. Mam ochotę komuś spuścić wpierdol dla zabawy, jednak teraz wolałbym go uniknąć. Inaczej nie odpłyniemy jeśli zrobi się za duży posłuch o nas. A spierdalać przez las pod cmentarz nieumarłych i odbijać pod nawiedzoną Świątynie Akashy, jest dość mało komfortową wizją. - Westchnąłem cicho. Skończyło się żartowanie. Sprawa jest poważna. Nie jesteśmy u siebie. Wplątujemy się w cudze życie. O ile wcześniej wisiało mi walczenie w Dravnul, o tyle teraz nie wisi ze względu na migrację do naszych rodzinnych stron. A przynajmniej okolice Lodowej Twierdzy są o wiele bardziej rodzinne niż Dravnul, w którym czuję się od bardzo dawna nieswojo.
W tym momencie poczułem jak coś zaczęło niemiłosiernie jebać. Nosz kurwa znowu coś śmierdzi i to tym razem nie ja... Duronorze przenajświętszy! Tak tu jebie, że prawie dostaje mdłości! Znam ten fetor, bo czasami towarzyszył mi podczas podróży. I nie do stu pieronów z dupy wziętych, nie byłem to wtedy ja. Po prostu... Mój koń właśnie się zesrał. Teraz mam jeszcze jeden powód, żeby zakończyć to szybko i bezboleśnie. Trza nam przecie spierdalać ratować nosy, zanim zwiędną od tej wątpliwej perfumy.
- No nie. No po prostu, kurwa, no nie. Duronorze, czy TY to widzisz? - Powiedziałem poirytowany. Spojrzałem raz jeszcze na szamotaninę tamtej dwójki. Ruszyłem w ich kierunku. "Zbroja błyskawic" pomyślałem wypuszczając ze swojego ciała chaotycznie oplatające mnie ładunki elektryczne po czym od razu zaprzestałem ich używania (8PM). Chciałem w ten sposób zwrócić na siebie uwagę i na chwilę uspokoić tamtych dwóch. Błysk na moim ciele był dostatecznie nagły i jasny więc nie sądzę, by ktoś nie zwrócił na mnie uwagi. Niestety w ten sposób ryzykuję, ale nie chcę z nimi walczyć. Zamierzam ich zwyczajnie rozdzielić.
- Hej wy! Skurwibąki jedne! Nie mam ochoty brudzić sobie wami rąk, bo to nie przystoi wojownikowi więc grzecznie proszę abyście przestali się okładać jak bezmózgie małpy. Jeśli nie rozumiecie lub mnie zignorujecie, zaczniemy grę. A ja rzadko przegrywam w gry. - Zawołałem racząc wszystkich promiennym, ironicznym uśmiechem. Ta scenka musiała dla Gemmy wyglądać głupkowato, ale słaby ze mnie aktor. Zamierzałem jedynie zwrócić na siebie ich zainteresowanie.
- To może być dla was... - Powiedziałem ciszej.
- Szokujące przeżycie. - Dokończyłem mierząc mężczyzn wzrokiem. Zerknąłem także po ludziach będących w obrębie całego wydarzenia.
- Dlaczego godzicie się na takie burdy? Gdzie jest straż się pytam? Gdzie są ludzie, którzy dbają o porządek w swojej mieścinie?! Nikomu nie wpadł pomysł do głowy żeby ich uspokoić? - Wyrzuciłem z siebie słowami pełnymi politowania i cichego jadu. Mam szczerą nadzieję, że te głąby zaczną chociaż odrobinę myśleć i dbać o swoją miejscowość. Dalej nie mogę wyjść z podziwu, że nie ma tu żadnego strażnika. Ech... Pojebany kraj... A nie, czekej no mnie ty. Nie kraj. Dravnul to przecież stan umysłu. Tego nie zrozumiesz.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






25.09.2015, 03:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#13

Do skonsternowanego dzieciaka docierała mało która informacja. Może to i dobrze, bo gdyby zorientował się, że wkurwił i szlachetnego rycerza, i dzielną damę dworu, kolejna rzecz wyskoczyłaby nagle z pewnego miejsca, do którego słońce nie dochodzi i wzmacniając i tak srogi fetor końskiego łajna (inwersja czasowa - Łata ma się zesrać dopiero za chwilę!). Zapewne zresztą otwarcie sakiewki z pieczywem było zupełnie nieumyślne i wtedy przyszło na myśl małemu zagwarantowanie jakiegoś prowiantu. W końcu, jak już nasi bohaterowie zdążyli zauważyć, próba przekupstwa bułkom z chlebem wydawała się być trochę nie na miejscu. Gdy Gemma poleciła mu udanie się do ojca, ruszył gdzieś bezzwłocznie.
Duriel ruszył w stronę skłóconej pary i grupy plebsu wokół, który rozstępywał się, jak gdyby był morzem, przez które przechodzi sam Mojż... ten, znaczy, po prostu odsuwał się, obawiając się nagłego wpierdola. Po tym, jak wiązka błyskawic przepłynęła wokół jego ciała, nawet nie było o czym mówić - wieśniakom ślepia niemal wyleciały z oczodołów, dwóch z nich na siebie wpadło, chcąc uciec i przewrócili się, reszta albo spieprzyła w popłochu, albo nie byli za bardzo w stanie się ruszyć. Cała uwaga, nawet dwóch gości, między którymi ponoć miało dojść do bójki, skupiła się teraz na Łowcy.
Mimo tego, ze każdy z przejęciem słuchał Duriela, zapewne mało kto rozumiał jego słowa albo rozumiał je w pełni. W pewnym momencie - po tym, jak wojownik wspomniał coś o grze - jeden z wieśniaków, wyglądający na wstawionego, sięgnął niepewnie do kieszeni po karty. Wysunął je nawet, ale spoglądając cały czas w twarz osiłka cudem udało mu się wydedukować, że chyba jednak nie o takie gry chodzi.
Leżący gość, który chciał jeszcze przed chwilą przypieprzyć drugiemu szpadlem (dokładniej rzecz biorąc - ten zalany w trupa) na ostatnie słowa Duriela dumnie wypiął pierś i wybełkotał:
- Ja jestem straszzzssz... Strażnikiem! A w naszej wiosce jes... - czknął - JES DOBRZE WCHUUUJ - i, mówiąc kolokwialnie, rzygnął. Nadal leżąc, na szczęście (a może i nie?) nie na siebie. Tuż po tym stracił przytomność i zasnął we własnej mieszaninie pieczywowa i mięsiwa (sprawne oczy Łowców mogły wychwycić też marchew oraz śladowe ilości orzechów arachidowych) w gorzałce.
- Przepraszamy za tę sytuację, szlachetny panie. - podjął człek, z którym ten zemdlały się kłócił. Postawę miał pokorną, wręcz bał się Duriela. - Postaramy się dopilnować, by się więcej nie powtórzyła. Widzi pan, Revil był dobrym strażnikiem, ale upija się, odkąd zmarła jego matka. Ale przejdzie mu. - mówił. Chyba i jemu zaschło w gardle, bo pod koniec słowa były właściwie wykrztuszane. Chociaż wyglądał na znacznie trzeźwiejszego od pana zajmującego teraz sobą i swoimi wydzielinami pewną część wydeptanej ścieżki.
Chwilę później na miejsce dotarł świeżo poznany dzieciaczek, najpewniej z ojcem. Ten klepnął syna w plecy i powiedział coś ledwo słyszalnego. Na to mały odszedł w stronę, z której przybył, a starszy gość - podchodzący pod czterdziestkę - przybliżał się do miejsca zdarzenia, z niemałym obrzydzeniem na twarzy.
- Dzięki. - rzucił do Duriela. - Nie zrażajcie się. Revil ostatnio chla jak świnia, ale jeśli was obraził albo groził, nie omieszkam jakoś pomóc. Słyszałem, że potrzebujecie przeprawić się przez Morze Klifowe, ta?
25.09.2015, 19:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#14

No jakbym miał majty, to by mi opadły z wrażenia, ale nie mam majtów. Noszę bokserki. W każdym razie duchowo ocipiałem, że poszło tak łatwo i szybko. Niemniej, tak miało pójść. My oszczędzamy czas, przy okazji może faktycznie uda nam się przeprawić do lodowej twierdzy bez wydawania smoków. Nie mogłem tylko zrozumieć dlaczego Łatę tak nagle zesrało. To jest poważny problem. Jeśli ją tak zesra na statku, to będzie prawdziwa tragedia. Szybko odgoniłem myśli, patrząc na mężczyznę pytającego o przeprawę morską. Poirytowało mnie, że z taką lekkością zwraca się do mnie. Jakąś cząstkę dobrego wychowania mógłby zachować. Poczęstowałem go bardzo lodowatym spojrzeniem, zaplatając przy tym ręce na klatce piersiowej. Niech fiut wie, że nie może czuć się zbyt pewnie.
- Tak. Chcemy przedostać się do portu przy Lodowej Twierdzy. - Wiedziałem, że tamtejsza wioska była spalona od jakiegoś czasu. Prawdę mówiąc nie sądzę aby ostała się tam jakakolwiek żywa osoba. Prędzej spotkamy bestie i dzikie zwierzęta. Tak czy owak, potrzebujemy dostać się jedynie do ich przystani. Nie musi być nawet sprawna. Tak samo wioski nie musi tam wcale być. Po prostu oszczędzi nam to sporo zachodu żeby dotrzeć do Lothil z okolic twierdzy, a nie Sohanu. Ba! Z Sohanu byłoby tyle pierdolenia, że wolałbym wynająć łódkę i przepierdolić się na drugą stronę sam. CHUJ! Nawet byłbym gotów płynąć czółnem. Mówię serio. No może w połowie... Mniejsza z tym!
Zerknąłem po gapiach i na Gemmę. Przeanalizowałem sytuację, zwracając się maksymalnie uprzejmie do wszystkich najbliżej mnie stojących osób.
- Weźcie go, kurwa, żeby tak nie leżał jak ten gałgan na mroźnej piździe, bo mnie aż chuj świerdoli widząc tę rzygowinę, a chłopinie jaja zara odmarzną. - Oznajmiłem.
-No. - Dodałem zadowolony. Starałem się, aby było to maksymalnie przyzwoite i szarmanckie. W końcu trzeba pokazać się z dobrej strony.
- Panie... - Zerknąłem na faceta pytającego wcześniej o przeprawę.
- Byłoby nam niezmiernie miło, gdyby waszmość pomógł nam zorganizować jakiś transport do wspomnianej przed chwilą Twierdzy, na północ od Dravnul. - Nie byłem pewny, czy nam pomoże, ale pal licho. Jebie tak w tej dzielnicy, od kiedy mój wierzchowiec puścił zwieracze, że bez nagłego taktycznego odwrotu, sam se zaraz rzygne.
- Heeeej Gemm! Chono tu. - Zawołałem pełen powagi.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






26.09.2015, 01:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#15

Gemma była naprawdę zadowolona z faktu, że wszystko poszło tak gładko i to bez jej ingerencji. Uwielbiała momenty, w których wystarczyło, że patrzyła. Co prawda przygotowała łuk, w razie czego, w końcu cholera wie, co mogłoby się stać. Każdy jest inny po pijaku, a delikwent, który właśnie odpierdolił piękny haft na drodze, po czym usnął w nim, mógł wszcząć naprawdę niezłą burdę. W końcu udało mu się zwrócić na siebie uwagę, a to dobry początek. Choć z drugiej strony, nie była do końca ukontentowana faktem, że Duriel polecił jej pozostać przy koniach. Bo jego wierzchowiec, zresztą tak samo jak jego właściciel chwilę wcześniej, okrutnie się zjebał. Znowu poczuła jak ją piekło w oczy, aż łzawiły. Zaczęła kwestionować słuszność decyzji, jaką podjęła w stodole. Co jeśli podróż z bratem pozbawi ją węchu? Bo żeby przeżyć taką gamę zapachów, musiałaby sobie upierdolić nos.
- Zara wylezę z siebie i stanę obok. - powiedziała do siebie, po czym ukryła twarz w kołnierzu koszuli. - Duriel, bier tego konia, bo zrobię z niego pasztet, przysięgam ci, kurwa, jak tu stoję. - rzuciła, słuchając jak ten każe wieśniakom zabrać ochlaptusa. Musiała się odsunąć, chcąc nie chcąc, bo nie wytrzymywała. Już widok wymiotów był bardziej apetyczny, niż ten smród. Gem mogła naprawdę wiele znieść, ale są granice. A dwie takie akcje w ciągu jednego dnia to już za wiele. Chyba musiała przemyśleć sposób w jaki podejmuje decyzje o wyruszaniu z kimś w długą wędrówkę. Mogłaby chociaż raz, dla odmiany, rozważyć je za pomocą mózgu, a nie macicy.
Dobrze, że chłopak zawołał swojego ojca. Gdyby po prostu uciekł i nie dałby im niczego w zamian (te bułki to niech se w dupę wsadzi, tak mało to nawet brzydkim dziwkom się nie proponuje), to byłaby pierwsza do znalezienia gówniarza i spuszczenia mu takiego lania, że nakryłby się nogami, a jego ojciec szukałby jego mleczaków po całej wsi. Zresztą, jak zdążyła zaobserwować, Duriel też nie był zbytnio szczęśliwy z faktu, że musiał bawić się w mediatora. Popis pizgnął jak się patrzy, już miała mu klaskać, ale sprawy w końcu obrały konkretny obrót, więc ciśnięcie beki było teraz trochu nie na miejscu.
- Czego. - burknęła, podchodząc do brata. Spojrzała na piekarza raczej nieprzyjaźnie, ale za to bardzo przelotnie, więc wątpiła, że zdążył zauważyć jej niechęć. Bardziej skupiła się na Durielu. - Dostaniemy się jakoś do tej Twierdzy, czy mam se zrobić tratwę z twoich pleców? - zapytała, podśmiechując się wrednie.


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








28.09.2015, 22:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#16

Piekarz zbladł, widząc wzrok i postawę Duriela. Teraz jego skóra wyglądała jak u przysłowiowej córki młynarza. Kto wie, może i tatuś tego człeka trudnił się takim zawodem? Z piekarstwem dość powiązany, byłoby całkiem log... Dobra, mniejsza, trochę się zapędzam za daleko.
Zbladł i wyglądał na trochę zbitego z tropu. Podniósł ręce i cofnął się o krok.
- Panie, wyluzujcie nieco... Ja wiem, że może zachowuję się, eee... - powiedział, szukając chyba odpowiedniego słowa - ...niestosownie może. No ale chyba wszyscy jesteśmy ludźmi, nie? Jakieś pozory równości zawsze są mile widziane... Chyba, że obrażam w ten sposób jakiegoś księcia, ale nie wyglądasz pan na tłuściocha który dużo pieprzy, a mało sam robi. Znaczy ten, dużo gada, co do pieprzenia to nie wnikam, hehe. - stwierdził ostatecznie, ale natychmiast się poprawił. - Przepraszam, nie jestem nawykły do takich... Ee, dostojnych gości. Wybaczcie prostemu chłopowi.
W międzyczasie ludzie wokół za poleceniem Duriela zabrali gdzieś zarzygańca, bez żadnego sprzeciwu. W sumie to dopiero teraz otrząsnęli się z szoku, zapewne wzięliby tego gościa nawet i bez rozkazu.
Starszy dzieciaka proszącego o pomoc był zdecydowanie bardziej zadowolony z kolejnej kwestii Duriela, już bardziej uprzejmej. Nawet pozwolił sobie na delikatny uśmiech, ale nie skomentował tej sytuacji.
- Noo, pewnie, dałoby radę. Za jakąś godzinę wypływa statek rybacki. Myślę, że mógłbym was tam jakoś wkręcić, chociaż ostatecznie od kapitana wszystko zależy. - powiedział, zauważając idące w jego stronę cy... Idącą Gemmę, której urok wywołał jeszcze kilka kolejnych słów. - Ale oczywiście za uspokojenie mojego szwagra postaram się pomóc.
Gdy już pojawiła się obok i powiedziała, co chciała, mężczyzna nie zdawał się być szczególnie przestraszony, ale trochę zmieszany. "Tratwę z pleców"? Nie brzmi zbyt szczególnie.
- Taa. I stosownie wysoki maszt z kutasa, hyhy. - odparł, nie dając się zbić z tropu. - Nie no, lepiej se nie zrobić. Obie te części ciała mi się jeszcze przydadzą. Chodźcie za mną, chyba, że chcecie coś jeszcze pozałatwiać.
Jeśli podróżnicy postanowili zastosować się do jego polecenia, ruszył w stronę widocznego już stąd, robiącego całkiem spore wrażenie jak na tak przeciętną wioskę, statku.
29.09.2015, 16:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#17

Lustrowałem spojrzeniem mężczyznę i otoczenie. Trza przyznać, że trochę ich przestraszyłem. Wykonywali moje polecenia aż miło, a facet nawet zaoferował nam pomoc! Ha! To się nazywa siłą perswazji. Albo po prostu dużo centymetrów w bicku. Hehehe. Nie śmieszne.
No... Ale dobrze, że obeszło się bez burdy i co ważniejsze, że wystarczyło jedynie zwrócić na siebie uwagę tłumu coby ludzie opamiętali się w tej całej gównoburzy. Strażnik jak był zajebany, tak zajebany zniknął. Smród jak jebał, tak jebie dalej zaś moja siostra... Cóż... Miała cycki na swoim miejscu więc komentować dalej nie trzeba. Jedno zmartwienie mam z głowy. Jedynie Szczęściarz wyglądał na znudzonego. Może przewidział, że tak to się skończy? Albo żywił nadzieję na jakąś akcję. W końcu trzeba mu od czasu do czasu użyć pazurów. Przynajmniej wnioskuję tak po jego pustym spojrzeniu i braku zainteresowania.
Rany, rany co za dzień. W każdym razie, kiedy Gemma podeszła do mnie, Szczęściarz niczym jakiś zabójca chuj (nie lubię kurwibąków. Chociaż sam nim jestem), wyrósł "spod ziemi" zaraz obok mojej prawicy. Gapił się na mnie ze spuszczonym ozorem, ale był teraz jakiś taki uśmiechnięty. No i wszystko jasne! Gnojek ma ochotę na pieszczoty. Uniosłem lekko brew, dyskretnie się uśmiechnąłem, gładząc go jednocześnie po łbie. Następnie spojrzałem lekko rozbawiony na Gemmę, która po słowach piekarza mogła być właśnie albo wkurwiona i gotowa wybić mu wszystkie zęby, albo rozbawiona. Nie ukrywam, że jej reakcja bardzo mnie ciekawiła. Jednak smród był nie do wytrzymania więc pośpiesznie odezwałem się, racząc tak mężczyznę jak i swoją siostrę prostymi informacjami.
- W takim razie udamy się do przystani i odszukamy transport. Rozumiem, że waszmość z kapitanem pogada. Chcemy jedynie oszczędzić trochę smoków. W końcu ciężkie to czasy, prawda? - Odwróciłem się. Naprawdę, kurwa, nie potrafiłem już wytrzymać. Odór dusił mnie w gardle, a oczy piekły jak skurwesyn. Zrobiłem kilka kroków, orientując się, że nie powiedziałem żadnego "żegnam" czy coś w tym stylu. Odwróciłem głowę o dziewięćdziesiąt stopni, podniosłem symbolicznie rękę na znak wdzięczności a przy okazji pożegnania z piekarzem. Wilk i Gemma poszli za mną. O ile Szczęściarza obecny zapach nie drażnił co jest dla mnie chorym fenomenem, o tyle Gemm na pewno przeszkadzał. Zresztą zdaje się, że wspominała coś o pasztecie. Nie słyszałem dokładnie, bo próbując usilnie skupić myśli na rozmowie, oddalając jednocześnie świadomość Abbadońskich zapachów, jej słowa trochę się rozmyły.
Ruszyliśmy w stronę portu. Jakby na to nie spojrzeć, robi się powoli późno. Trzeba nam przed zachodem słońca bezpiecznie ulokować wierzchowce w statku i przy okazji dogadać się z kapitanem. Mam nadzieję, że piekarz nas nie wydyma, bo jak wydyma to mu jebnę gonga na chleb... Łeb znaczy się... Raju co ja mam z tym chlebem, jakieś fatum.
Kilka minut później, oddaliliśmy się z całą naszą ferajną od miejsca zdarzenia. Słuchałem wszystkiego dookoła w tym samą Gemmę, jeśli miała coś do powiedzenia. Sam od czasu do czasu wspominałem o czymś i nie nie były to cycki. Chwilowo się powstrzymywałem. Jednak nim dobiliśmy na dobre do celu, odwróciłem się do swojej siostry, łapiąc oddech świeżego powietrza.
- Łooo przenajświętsza Ilhezin, jakie to powietrze jest świeże! Nie sądziłem, że Łata jebnie takie szakalakafą w mieście. Zasrała i zanieczyściła tak powietrze, że aż mnie było przykro, a w końcu podróżuję z nią ciągle. Od razu mówię, że nie. Nie sra tak cały czas. Dzisiaj coś miała chyba gorszy moment, bo zwieracze to jej puściły jak kat gilotynę. Ale nie o tym chciałem z tobą gadać. - Zacząłem, patrząc kontrolnie na otoczenie. Dobre przyzwyczajenie. Nic cię nie zaskoczy. W prawdzie i tak nic praktycznie nie ma prawa nam zagrozić biorąc pod uwagę mój szósty zmysł, zwierzęce zmysły wilka i wierzchowców. Jesteśmy bezpieczni. Nasze zwierzaki zwykle wyczuwają zawczasu zagrożenie.
- Wspominałem ci, że muszę ci coś powiedzieć. Chodzi mi o to w jaki sposób rozpoznać co chce powiedzieć nam Szczęściarz - Zerknąłem na niego kątem oka, ten patrzył w kierunku przystani.
- Czasami mogę nie zauważyć lub zauważyć za późno, a skoro podróżujemy razem, będzie dobrze tak dla Ciebie jak i dla mnie gdybyś wiedziała co się aktualnie dzieje. Kiedy wilk stoi w bezruchu i nasłuchuje, chce pokazać gdzie znajduje się jakiś wróg. Jeśli na ciebie spojrzy i nastroszy swoje uszy, to znaczy, że coś wyczuwa. Jeśli zaś zobaczysz go wlepionego maślanymi oczami w ciebie. To nie tak, że ma ochotę cię wpierdolić. Jest głodny. Chyba, że tak jak wcześniej podejdzie do ciebie i będzie patrzył się z wywieszonym jęzorem. Wtedy zbiera się gałganowi na pieszczoty. Nie musisz tych ostatnich rzeczy zapamiętywać, ale to odnośnie wyczuwania zagrożenia już owszem. Przynajmniej byłoby fajnie. Wiesz jak to jest. Zwierzaki zwykle czują, że coś się święci zanim my wyczujemy to samo. Nie jest także wykluczone, że dzisiejsze sranie mojego wierzchowca także wyczuł. Jak się tak zastanawiam, to może nie był wcale znudzony, a poirytowany tym faktem, hehehe. - Skończyłem, śmiejąc się ironicznie. Podszedłem do swojego konia, poklepałem go po łbie mówiąc.
- Błagam. Nie zesraj się tak na statku... - Westchnąłem odwracając lico w stronę kobiety. Zmierzyłem Gemmę wzrokiem. Na chwilę oniemiałem, bo padające światło nadawało niesłychanej głębi jej oczom. Kurde... Ładne ma paczadła. I mimo, iż chciałem zarzucić jakimś sprośnym żartem, na chwilę dałem sobie spokój. Uśmiechnąłem się życzliwie nie odwracając wzroku.
- Urocze masz oczka jak na tak twardą babkę. - Przyznałem.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






29.09.2015, 21:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#18

Mile zaskoczył ją fakt, że piekarz przestraszył się Duriela. Ona jakoś lęku w jego obecności nie odczuwała nigdy, nawet za pierwszym razem. Ale Gem mało czego się bała, zbyt wiele w życiu widziała i zbyt wielu amantów na swojej drodze spotkała. Niemało było tych, co z mordy byli raczej nieprzyjemni. Zresztą, zawsze marzyło jej się, co by mieć kompana, z którym można ludzi straszyć po ciemnych uliczkach. Albo nawet w biały dzień jak teraz. Wiecie, żeby przejść przez miasto wywołując strach, siejąc panikę. Sprawiać, że wszyscy dookoła cichną jak martwi. W pojedynkę szło jej raczej słabo. Dopóki nie zademonstrowała swojej siły, jedyne czego mogła się spodziewać to "ej, ale z ciebie dupa" tudzież "niezłe masz te cycki".
Nie narzekała. Ale do śmiechu też jej nie było.
Gdyby piekarz nie chciał im pomóc, byłaby zła. Bardzo zła. Dobrze, że nastąpił taki obrót spraw, w innym wypadku Duriel musiałby ją trzymać, żeby nie rozwaliła gościowi łba. Niby jego nie wina, ale jak jej się ta ciężka ręka omsknie i ktoś się przez przypadek pod nią napatoczy, to lepiej z góry wołać po medyków. Jeśli ma twardą głowę to może wyjdzie z tego w miarę cało. Przynajmniej fizycznie, bo psychicznie (Gem ma w zwyczaju bić i wyzywać w tym samym czasie) to raczej nie.
Spojrzała na piekarza groźnym wzrokiem. Podparła się pod boki i stała tak przez chwilę patrząc się mu prosto w ślepia. Po czym roześmiała się głośno, zupełnie porzucając budowanie nastroju grozy i mordu.
- Dobre! Niech się waćpan nie trapi, ja tak tylko żartobliwie. Jakoś se trzeba życie umilać. - odpowiedziała, wzdychając głośno po gromkim śmiechu. Uśmiała się. A mogła zabić. - Dobra, zbierajmy się. Strasznie piździ tu u was. Okropeczne wypizdowo. Bez urazy, ma się rozumieć. - ponarzekała jak to kobieta, ale prawdę mówiąc, wiało tu kurewsko. Jak tak dalej pójdzie to zapalenia pęcherza się nabawi, jeśli przyjdzie do załatwiania potrzeb po krzakach. Dlatego najstosowniej byłoby się jak najprędzej stąd wynieść, żeby uniknąć kolejnych nieprzyjemnych sytuacji, które tylko przysporzą problemów. Niby nie wierzyła w fatum, ale miała złe przeczucia co do tej dziury. A podobno kobieca intuicja działa bez zarzutów. Szkoda tylko, że Gemma stereotypową babą nie była i te zasady, którymi ponoć rządziła się jej płeć, rzadko kiedy odnosiły się do niej w poprawny sposób. Trochę to smutne, ale czasem dobrze być jakimś tam indywiduum.
Kiedy ruszyli w stronę portu, wraz ze świeżym powietrzem przyszedł i lepszy humor. W końcu wydostaną się z tego zadupia, miejsca, którego nie tknęły nawet klapki Ilhezin (Gem naprawdę nie orientowała się w tej religii; jakoś nie mogła przyswoić, że smoki, które nie mają palców przeciwstawnych, zrobiły to wszystko), nawet jeśli ta ich nie nosiła. Ale potem przypomniała sobie, że przecież na statkach to wiatr nakurwia ze zdwojoną mocą, a jak zacznie padać to już w ogóle dziki chuj cię strzela i masz ochotę skoczyć do wody, by odbyć dalszą podróż wpław. Dlatego jej samopoczucie było takie średnie, czyli totalnie nic specjalnego.
- Niech sra sobie ile sobie wymarzy, kurwi mnie to mocno, byle nie w mojej obecności. - oświadczyła, po czym kaszlnęła siarczyście i wypluwając to, co przybyło z płuc, uznała temat za zakończony. Jak sobie przypominała ten smród, to jej się rzygać chciało, więc wolała o tym nie gadać.
Słuchała wywodu Duriela na temat "jak skutecznie w psa" i jakoś nie miała serca, żeby powiedzieć mu, jak bardzo ma to w dupie. Doceniała fakt, że był tak bardzo przywiązany do swojego wilka, ale Gem jakoś się nie widziała w roli przyjaciółki czworonoga. Nie była fanką zwierząt. Były dobre jako pożywienie, ale to wszystko. Miała zupełnie olać te informacje, ale po chwili pomyślała, że w sumie czemu nie. Bo niby co jej szkodzi? Wątpiła, że zacznie się jakoś na tym skupiać, ale zawsze mogła spróbować. W końcu mieli teraz spędzać razem dużo czasu, nie chciała go do siebie zrażać.
- No dobra... Ale cudów ci nie obiecuję, z góry mówię.
Rozciągnęła kości, po czym podparła się rękoma pod boki spojrzała w kierunku przystani. Lubiła widok zachodu słońca, a że wiatr przestał akurat wiać, to było nawet przyjemnie. I w sumie patrzyłaby się tak przez dłuższą chwilę, umilając sobie czekanie na wyjazd, ale słowa mężczyzny zbiły ją z pantałyku. Odwróciła głowę w jego kierunku, gwałtownie zarzucając w ten sposób włosami i przyglądała mu się zdziwiona przez krótką chwilę.
- ... Dzięki. - rzuciła cicho, odwracając twarz w zupełnie innym kierunku. Spodziewała się raczej tekstu o jej cyckach, albo o tyłku. Nie była zawstydzona. Wcale. ZAPOMNIJCIE. Ona nie ma wstydu. - Kiedy wypływamy? - zapytała, żeby zmienić temat. Każdy inny temat byłby teraz dobry.


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








01.10.2015, 22:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#19

To zabawne, ale pierwszy raz widziałem Gemm zawstydzoną. Przynajmniej trochę. I można się kłócić, ale nie jestem taki nieuważny żeby nie wychwycić zawahania w czyimś głosie. Kobieca z zewnątrz, twarda duchem, co? A jednak dalej ma w sobie coś uroczego! Nie wyzbyła się swojej kobiecej natury, albo inaczej - nie wyzbędzie się jej żadnymi sztuczkami. Muszę to przyznać, bardzo mi zaimponowała, chociaż trafniejszym określeniem byłoby chyba "zaintrygowała"? Nie znałem jej od tej strony, podoba mi się. Zresztą... Można wyciągnąć takie wnioski po moim mimowolnym uśmiechu. Nawet jeśli nie szczerzyłem japy jak idiota, kąciki ust unosiły się lekko do góry, dając wrażenie jakbym zacieszał, ukrywając jednocześnie ten fakt.
Poza tym... Co jak co, ale Gemma jest urodziwą, piękną kobietą. Mimo, że razem odpieprzamy zabawne rzeczy, nie umniejsza to jej urodzie. Pewnie tego nie wie, ale byłaby świetnym materiałem na żonę. Potrafi radzić sobie sama, złoi mordę temu kto wejdzie jej w drogę, w łóżku seksowna i dobra, można się z nią pośmiać. Nie jest nudna. To zdaje się najważniejsze. Harda babka, z niezwykłą osobowością.
W każdym razie, nie odpowiedziałem na jej "dzięki". Wiedziałem, że zmieniła temat specjalnie, musiała poczuć się zakłopotana. Zresztą wystartowałem z tekstem ni z gruchy ni z pietruchy. No nic, na dzisiaj tak ogólnie chyba koniec żartów. A przynajmniej tych grubszego kalibru, hehehe.
- Ciężko odpowiedzieć. Nie dotarliśmy jeszcze do przystani, musimy odnaleźć kapitana i dowiedzieć się od niego "czy" oraz "kiedy" możemy wypłynąć. Wydaje mi się, że takie pytanie najlepiej zadać właśnie jemu. - Odpowiedziałem udając, że nie zwróciłem uwagi na zmianę rozmowy. Jednak tak szybko jak odpowiedziałem, tak szybko przyszło mi do głowy, że po mojej odpowiedzi Gemm mogłaby się bardziej zmieszać. W końcu zadała trochę głupie pytanie. Wiem o odpływaniu tyle samo co ona, ale zróbmy grę pozorów.
- Moim zdaniem, jeśli dotrzemy na statek i wszystko zostanie dogadane, to odpłyniemy za jakieś czterdzieści minut może więcej. Chociaż piekarz gadał coś o jednej godzinie. Minęło już ponad piętnaście minut więc powinniśmy mieć ciut więcej niż czterdzieści. - Wyjaśniłem, próbując wydedukować odpowiedź.
- Oczywiście, nie jestem tego pewny. Może piekarz się mylił? - Wtrąciłem pośpiesznie. Czas ucieka, a my musimy odnaleźć jeszcze kapitana, załadować wierzchowce i przygotować się na przeprawę. W związku z czym... Czas spierdalać szybciej niż spierdala słońce.
Przybliżyłem się do kobiety, zerknąłem na nią. Jej oczy ciągle przykuwały moją uwagę i zapewne od teraz będą to robić nieustannie. Cycki spadły na drugi plan. Jestem więc chory? Upośledzony? Przecie cycki od zawsze były najlepsze u kobiet, a ja w czyjeś paczadła paczam. Na miłościwego Duronora, a chuj z tym. Zerknąłem w stronę przystani. Dostrzegłem kilku ludzi idących z jakimiś skrzynkami w stronę statku, wystającego zza drewnianego budynku. Zakładam, że to oni mają odpłynąć niedługo (nikogo innego nie widzę), reszta doków albo jest pusta, albo zacumowane statki zieją pustką. No i z oddali słychać było jak pokrzykują na siebie, więc to bankowo oni.
- Idziemy. - Oznajmiłem, kierując się w ich stronę. Nie byli daleko. To dosłownie trzy może cztery minuty na nogach, które nawiasem mówiąc przeszliśmy w moment. Pod statkiem, rzecz jasna, pałętało się sporo ludzi. Szczęściarz, Łata i wierzchowiec Gemmy zdawały się być zainteresowane atmosferą. Była całkiem inna niż ta miastowa. Ludzi przepełniał entuzjazm, nie mogłem też dostrzec w nich tej samej posępnej aury, która waliła po oczach od większości mieszkańców Dravnul. Zerknąłem na wilka. Siedział sobie patrząc jak załoga nosi różne rzeczy z lądu na statek i tak w kółko. Łata zapewne dostrzegła jabłka, albo je wyczuła. W każdym razie ja ich nie widziałem. Mogę jedynie przypuszczać, że gdzieś tam są. Ewentualnie podnieca się z jakiegoś innego powodu. Może jakiś ogier? Dobra, dobra żartuję.
- No i teraz trzeba nam ino kapitana... Tylko, gdzie go szukać... - Odezwałem się, przełamując krótką ciszę między nami. Jednakże byłem lekko zamyślony i to było wyraźnie słychać po moim głosie. Chwilkę później zrobiłem krok do przodu, wołając do najbliższego marynarza. Chciałem żeby poinformował nas, gdzie znajduje się kapitan.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.10.2015, 02:06 przez Duriel.)



DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






02.10.2015, 02:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#20

Widziała ten jego perfidny uśmieszek. Aż nią targało, żeby zbesztać go od najgorszych, co by sobie nie myślał, że ona jakaś słodziutka i miła. Bo fakt, że nie wiedziała jak zareagować na komplement, wcale nie świadczył o jej domniemanym uroku osobistym. Jednak powstrzymała się. Ba! Udała, że nie widzi i powtarzała sobie w duchu, że nie warto, że po co go bić, przecież się może jeszcze jakoś przydać oraz inne takie, które jako tako uratowały zdrowie fizyczne Duriela. Co prawda nie była pewna, czy udawało jej się przy tym wszystkim zachować kamienną twarz, toteż kontynuowała patrzenie się wszędzie, byle nie w jego kierunku.
I w sumie dobrze, że nie wiedziała, co mu we łbie siedzi. Że niby ona i bycie żoną? No chyba, kurwa, nie. Jakoś jej się nie widzi ciągłe słuchanie o tym, że baba to powinna być w kuchni i dzieci bawić, a nie wojaczką się zajmować. Nic jej tak nie wyprowadzało z równowagi jak mizoginistyczne teksty. A z tym właśnie wiązało się jakiekolwiek małżeństwo. Z domem, dziećmi, gotowaniem i smutnym telepaniem się od jednego baru do drugiego, oczywiście w poszukiwaniu schlanego męża, bo przecież nie w celu ulżenia sobie na duszy.
- No oczywiście, że nie dotarliśmy. Bo się kurwa żesz wleczesz, jakby ci kij w dupie utrudniał łażenie. - parsknęła poirytowana, wyraźnie przyspieszając. Jednak to uspakajanie się w duchu jej nie pomogło. Poza tym wolała być podkurwiona niż "urocza". Naprawdę nie mogła przeboleć całej tej akcji. - Mnie wszystko jedno, czy wypłyniemy za dwajścia czy za pisiont minut, bylebyśmy stąd odpłynęli. Bo już mnie jasny chuj strzela. Choć w sumie, lepiej, żeby strzelał mnie ten jasny, niż twój. - spojrzała na Duriela, wyraźnie próbując się nie roześmiać. Gemma miała naprawdę ciekawą osobowość. Jeszcze parę sekund temu brzmiała, jakby miała go na miejscu zabić, a teraz czyni w jego kierunku podteksty. Wygląda na chorobę psychiczną. A nie, czekajcie! Przeca Gem jest kobietą! Wsio się zgadza.
- Jeśli nas wkręca, to najpierw zatłuczemy jego, a potem znajdziemy tego gówniarza. - strasznie nie lubiła obłudników, co było straszną hipokryzją, bo ona to nie za bardzo była czystego serca i niekoniecznie mówiła prawdę, gdy o nią pytano. Nie przeszkadzało jej to jednak w egzekwowaniu tego, co się jej należy. A rejs w kierunku jakimkolwiek, byle jak najdalej stąd, uznawała za gwarant. Szczególnie po tym, jak ukazała coś w rodzaju miłosierdzia i sobie spaprała wizerunek w oczach Duriela.
I w końcu pojawił się na horyzoncie statek. W Gemmie od nowa obudziła się nadzieja, która wydawała się zniknąć chwilę wcześniej. Jednak nie chwalmy dnia przed zachodem słońca. W końcu kapitan wcale nie musi ich wpuszczać na teren łodzi, a już szczególnie nie za darmo. Jak mus to mus, ale wolałaby nie wydawać pieniędzy. Toteż miała nadzieję, że piekarz uruchomi swoje znajomości i wciśnie ich jakoś na piękne oczy. Ostatecznie mogłaby jeszcze trochę rozpiąć koszulę, ale szanujmy się jak najdłużej się da.
Ciągnęła za sobą konia, bo w zasadzie szła szybciej niż klacz. Zapewne ze względu podekscytowania, jakie budziła w niej wizja opuszczenia Dravnul. Zresztą było czuć, że wyszli z miasta - nie jebało już tak okrutnie, to raz, ludzie nie wyglądali jak chodząca śmierć, to dwa i wiatr nie wiał już jak powalony, to trzy. Od razu chce się żyć.


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








04.10.2015, 18:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna