Molo
#1

Cytat:

Czyli najbardziej wysunięty punkt w stronę morza. Drewniane molo jest dobrym miejscem, aby pospacerować, pooddychać świeżym, morskim powietrzem lub by posiedzieć chwilę w ciszy i zająć się przykładowo łowieniem ryb. Wielu ludzi cumuje tutaj również swoje łódki, ponieważ jest to dozwolone i co najważniejsze - darmowe.
09.02.2014, 22:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Molo
#2

Co ona tu robiła... dobre pytanie. Przechodziła obok, a że akurat jej się nudziło... nie, wymówka wymyślona na poczekaniu. Z całą pewnością nie była tu przypadkowo, chociaż usilnie dbała o to, żeby sprawiać takie wrażenie. Zresztą, była osobą, która prawdopodobnie gdziekolwiek się nie pojawi wyglądała tak pospolicie, że nie sposób określić czy tutejsza czy nie. Od przeciętnych dziewcząt odróżniał ją chociażby strój i miecz przypięty do boku, ale poza tym wydawała się na pierwszy rzut oka całkiem normalna. Jak bardzo pozory mogą mylić... ale chwila, nie obrażajmy panny Raven, która dopiero co zawitała do Sohan. Utrzymujmy pogląd, że była to urocza, zagubiona niewiasta, która zupełnie nieostrożnie zaczęła kręcić się po molo w poszukiwaniu... czegoś. Z byle kijka znalezionego obok i byle, pokręconej żyłki zmontowała wędkę, wiążąc na supełek, a potem zaczęła szukać czegoś co nadawało by się na przynętę. Zdawała się zupełnie nie przejmować faktem, że taka prowizoryczna wędka może nie wytrzymać napięcia linki przy większej rybie. Cierpiąc na brak materiału do stworzenia czegoś co rzeczywiście mogłoby się przydać na łowach, zwyczajnie korzystała z tego co miała. A w pobliżu dało się znaleźć niewiele. Przemierzyła kilka długości w tę i z powrotem wgapiając się w ziemię w poszukiwaniu swego objawienia. Zmarszczyła brwi, mocno zacisnęła wargi przywołując swą postawą na myśl filozofa, który właśnie gdybał nad sensem powstania świata. Ostatecznie... jest! Znalazła! Pochwyciła w palce jakieś drobne robactwo, obwiązała na drugim końcu żyłki i gotowe! Szczerząc się w uśmiechu niczym pięcioletnie dziecko, które właśnie zbudowało swój pierwszy zamek z poduszek, udała się na molo. Tam zarzuciła wędkę zanurzając jeden koniec ze wspomnianym robaczkiem w wodzie, czubek kijka zaś wetknęła między deski, a sama początkowo usiadła na brzegu. Po chwili położyła się korzystając z całkiem znośnych uroków pogody. Wędkę pozostawiła swojemu losowi, bacząc na ewentualny ruch kijka obok siebie, chociaż właściwie bardziej sprawiała wrażenie osoby beztrosko wypoczywającej. Ponieważ nie było żadnego znaku, że jakaś ryba złapała się na jej prowizoryczną przynętę, zamknęła oczy niemal zupełnie oddając się odpoczynkowi.
10.04.2014, 03:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Molo
#3

- Przepraszam - zabrzmiał w tłumie skruszony głos. - Przepraszam - rozległo się ponownie wśród ludzi tłoczących się na ulicy. - Oj, nie chciałem, proszę wybaczyć - dało się usłyszeć nieco głośniej. - To niechcący - padły słowa młodego mężczyzny, którego szczupła sylwetka przeciskała się między ludźmi, raz po raz kłaniając się i prosząc o łaskę, jednak ani razu nie czekając na jej udzielenie. W końcu wydostał się z ludzkiego strumienia, zmęczony, znużony i tak pozbawiony życia, jakby lada moment miał zemdleć na ulicy. Postawił jeden chwiejny krok, spuszczona głowa, bezwładnie zwisające ramiona, chybotliwe nogi. Wykonał drugi, oczy wciąż miał przymknięte, skierowane ku ziemi, ręce bezsilne, lecz postawa jego wyprostowała się. Nastąpił trzeci, twarz zwrócona ku podłożu, barki wiotkie, jednak plecy młodzieńca odzyskały swą prężność. Czwarty, oblicze wciąż skrywały opadające na czoło włosy, których kosmyki sięgały podbródka, choć sylwetka awanturnika brnęła na przód pełna energii i wigoru. Ostatni, piąty krok, promienny uśmiech zagościł na jego twarzy, której pociągły kształt i ostre rysy wojowniczo zdobiły blizny dwóch szponów przecinające prawe oko. Przeciągnął się i ziewnął potężnie.
- Pracowity dzień - mruknął, ni to znużony ni to rozbawiony, bowiem zachichotał psotnie. - Ale za to mam już na obiad i kolację - sięgnął lewą ręką do kieszeni, gdzie spoczęła garść monet. Wpadając na kolejnych przechodniów, zręcznie "sprawdzał" wagę ich funduszy, co by nie sięgnąć po własność kogoś ze zbyt ''chudym'' zapleczem. Gdy jednak trafiał na coś więcej, dyskretnie rozrywał pazurem woreczek i wyłapywał z niego odrobinę zawartości. I tak, co możniejsi stracili na napiwek napiwek, a on zyskał możliwość najedzenia się.
- Hm ? - wzrok zawadiaki przykuł kraniec mola. Skromna, drewniana konstrukcja gościła wielu rybaków, była też ostoją dla ich łódek i łódeczek, co też więc robiła tam taka kocica ?
Każdy inny człek, pewnie ściągnął by usta, pogładził podbródek i po krótkim zastanowieniu odszedł w swoją stronę. I tak, on zrobił dokładnie to samo, tyle, że jego stroną był kraniec pomostu.
Jak gdyby nic, żwawym krokiem ruszył w stronę kruczowłosej nieznajomej, całkowicie ignorując zasady zdrowego rozsądku, a niekiedy i dobrego wychowania.
Przystanął zaraz obok niej i pochyliwszy się w pół, uśmiechnął się, i rzekł:
- Witam, miły dzionek mamy, jak biorą ? - wypalił energicznie, machając przy tym ręką na powitanie, po czym obie dłonie splótł za plecami. Nie umknęło mu wyrafinowanie konstrukcji wędki, jaką posługiwała się młoda kobieta, sam takich często używał. Kiedy miał kilkanaście lat. Jej osoba nie pasowała do tego miejsca, nie była rybakiem, nie była mieszczaninem, zapewne tak jak i on, znalazła się tutaj, w tej mieścinie, przypadkiem. A z takimi osobami zawsze ciekawie było porozmawiać, pomijając ryzyko wzbogacenia się o sztylet w brzuchu, to zazwyczaj pogawędki były wesołe i barwne. Cóż, zobaczymy jak będzie tym razem.
10.04.2014, 13:09
Przeczytaj Cytuj
Molo
#4

Głupie ryby. Mają robaka na przynęcie, obiad wręcz podany do stołu, ale żadna się nie skusi. A może to świadczyło o mądrości i przebiegłości tutejszych ryb? Bzdura. Wszędzie były jednakowo głupimi stworzeniami, tylko w niektórych miejscach lepiej brały, w innych trochę słabiej. W dodatku wędkarstwo było to zajęcie do którego trzeba mieć cierpliwość, dla pewnych osób była to pasja, dla innych sposób na zarobek, a dla kolejnej kategorii zwykły sposób na zdobycie za darmo trochę jedzenia. Panna Raven zaliczała się zdecydowanie do tej trzeciej grupy. Kiedy trafił się bardziej leniwy dzień można było złapać rybek na porządny obiad. I nic nie płacić, bo znaleziony kijek i stara pozwijana żyłka nie kosztowały ani jednej monety. Potem wystarczyło rozpalić ognisko, nabić rybkę na prowizoryczny ruszt i czekać aż się jedzonko uwędzi. Nie wymagało to dużych umiejętności kulinarnych, a bywało potrzebne jak diabli w sytuacjach ekstremalnych. Tutaj ciężko było może o taki wyjątek, ale skoro i tak nie miała żadnych zajęć czy bardziej skonkretyzowanych planów...
Kiedy usłyszała "czyjś" głos, otworzyła oczy mrugając kilka razy. Powiedzmy, że za bardzo skupiła się na swoim wypoczynku, więc nie miała pojęcia, że ktoś się zbliża. Nieuwaga godna roztrzepanej gapy, ale komu nie należy się chociaż czasem kilka chwil odprężającego relaksu? Tym bardziej, że głos był dość gwałtowny. Po tej krótkiej próbie odzyskania orientacji w sytuacji, zerwała się z miejsca siadając na deskach.
- Zwariowałeś?! Tak straszyć odpoczywającą kobietę... chcesz, żebym padła na zawał serca?!
Oczywiście wszystko to wypowiedziane dość szybko, trochę podniosłym głosem, zwieńczone czymś co można nazwać pomrukiem niezadowolenia gdy pokręciła głową, żeby się nieco bardziej rozbudzić.
- Nie zdziwiłabym się jakbyś wystraszył mój dzisiejszy obiad. - pochyliła się nad brzegiem, żeby zerknąć w ciemną toń wody, lecz niestety nic nie wskazywało na to, że jakaś zbłąkana rybka pojawiła się w okolicy czy też w lepszym wypadku złapała na przynętę.
Zmarszczyła brwi krzywiąc wargi w niezadowolonym grymasie, by zaraz wrócić spojrzeniem do jegomościa, który w brutalny sposób zakłócił jej święty i błogi spokój. Wzrok panienki raczej nie należał do tych przyjemnych. Dopiero teraz można powiedzieć, że poświęciła mu dość uwagi by zmierzyć go dość podejrzliwie. Ot, nawet dzieciom mówiono, że nie należy ufać obcym, prawda? A teraz takie czasy, że okradną, zamordują i porzucą ciało w jakimś rowie. Nie, żeby czarnowłosa obawiała się czegoś takiego, prędzej jej potencjalny oprawca powinien się trzy razy zastanowić zanim przystąpi do dzieła, ale… ostrożność to podstawa!
- Coś Ty za jeden tak w ogóle?
10.04.2014, 22:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Molo
#5

Wyprostował się i przymknął powieki. Pierwszy krzyk ciemnowłosej odrobinę nim wstrząsnął, nie mówiąc już o odbiciu się echem w głowie. Przyglądając się nieco chaotycznym działaniom młodej kobiety, sięgnął ręką do ucha i pokręcił w nim palcem, słuch miał dobry, to też nieco mu teraz dzwoniło.
Ach jakże dużo energii ! Wiedział, że brunetka nie będzie jednym z przynudzających rybaków, ale i takiego wybuchu nie oczekiwał. Tym lepiej ! Tych parę myśli nieco osłabiło jego koncentrację na poczynaniach nieznajomej, dopiero jej zapytanie o tożsamość nieproszonego gościa otrzeźwiło go.
Uśmiechnął się pogodnie, wyprostował, lekko cofnął jedną nogę, zarazem wyciągając prawe ramię bok, by zakreślić dłonią parę drobnych okręgów. Lewa ręka w tym czasie przywarła do piersi, która to w następnej chwili pochyliła się wdzięcznie ku przodowi, w iście dworskim ukłonie. Tworzyło to niesamowity kontrast z jego wyglądem, luźna, lniana koszula, brunatne spodnie, buty na wysokiej cholewie, a na ramionach spory plecak wraz z wyposażeniem podróżnym. Do tego te wiecznie zmierzwione przez wiatr włosy, których kosmyki zawsze opadały mu na twarz.
- Witam uprzejmie, jestem Seven - rzekł głosem spokojnym i miękkim. Ponownie wyprostował się, a jego postawa uległa całkowitej zmianie. Założył ręce za głowę, palcami jednej nogi stukał teraz w deski pomostu, głowa lekko przechyliła na bok, a oczy żywo przyglądały się pannie przed nim. I ten pogodny uśmiech !
- Czyli chyba kiepsko - odparł na własne pytanie dotyczące połowu. - Nie chciałem przeszkodzić, po prostu wydała mi się panienka ciekawą osobą, więc podszedłem i przywitałem się, od tak sobie, bez większego powodu - uśmiechnął się rozbrajająco, jak dziecko dumne z siebie po zrobieniu jakiejś psoty, która okazała się być dobrą w skutkach.
- Jeżeli już o obiedzie mowa, to jeżeli rzeczywiście przeze mnie uciekła panience ryba, to nie ma problemu byśmy zjedli coś w mieście, a i pospacerować można przy okazji, prawda ? - bardziej stwierdzał, niż pytał, a wszystko lekkim i swobodnym tonem, jakby mówił do dawnej znajomej.
11.04.2014, 00:59
Przeczytaj Cytuj
Molo
#6

Przez cały czas przyglądała mu się z pewną skrzywioną miną. Trochę niczym naburmuszone dziecko, a trochę niczym panienka, której właśnie przeszkodzono w układaniu iście misternej fryzury. Zapewne miała w sobie coś z jednego i z drugiego, ale żeby w aż tak niegrzeczny sposób przerywać jej wypoczynek? Barbarzyństwo! Toż ona ciężko pracowała cały dzień robiąc... problem w tym, że w zasadzie nie zajmowała się niczym. Włóczeniem się to tu, to tam, doglądaniem tego co kupcy mieli do zaoferowania na pobliskim targu. Port handlowy znajdujący się całkiem niedaleko oferował różne produkty w średniej jakości i w średniej cenie. Głównie sprzedawano ryby, ale trafiały się również owoce morza albo regionalnie wytwarzane towary. Przynajmniej popatrzeć można, zaś wałęsanie się bez celu raczej nie należało do zająć wymagających wysiłku. Nie przeszkadzało to dziewczynie znaleźć sobie dogodne miejsce do odpoczynku i ewentualnej próby połowu. Zarówno jedno i drugie nie trwało długo. Niestety tego poznanemu mężczyźnie wydarować nie mogła.
Uniosła tylko pytająco brew przyglądając się rzekomemu ukłonowi wyprostowanemu w jej stronę. Na księcia to on nie wyglądał, bogatego kupca też nie. A zatem nie miała żadnego powodu, żeby być miłą. O zgrozo, nawet kiedy się starała nie wychodziło jej to najlepiej.
- Nie mówi mi, że podchodzisz tak do każdego i budzisz go jak wygląda na ciekawą osobę... - wymamrotała tonem, który wskazywał na to, że nawet jeżeli gość przytaknie tej teorii, ona i tak nie uwierzy.
Westchnęła zrezygnowana jego postawą, po czym pozbierała się z miejsca podnosząc się na równe nogi. Otrzepała płaszcz z kurzu, który przylgnął do materiału na skutek tego próżniaczego wypoczynku i przechylając lekko głowę skrzyżowała ręce. Początkowo nie wyglądała na zachwyconą tą propozycją, ale pewnie głosik jej chłodnego rozsądku nie mógł przejść obojętnie wokół zestawienia obiadu zjedzonego w mieście z ponowną możliwością zaoszczędzenia kilku monet. Czasem, żeby dorobić się majątku trzeba zaczynać od małych kwot odkładanych gdzieś na boku, potem przechodzi się do coraz większych i... to wciąż jednak daleko do wyśnionych przez nią gór złota. A najlepiej złotego zamku ze złotymi komnatami, w którym nawet klamki do drzwi będą pozłacane. No dobrze, a teraz zejdź na ziemię, jesteś biedna i starcza Ci tylko na jedzenie. Jaka to wyboista droga do stania się bogatą mistyczką sypiającą w złotej pościeli, eh...
- Powiedzmy, że jeżeli postawisz mi obiad zapomnę o całym incydencie. - przyłożyła jeden palec do ust rozważając jakże wspaniałą próbę podjęcia układu, co nawet zaowocowało niewielkim uśmiechem na jej twarzy.
11.04.2014, 03:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Molo
#7

- Tak - odparł zdecydowanie, z nie odpartą wesołością i pewnością, gdy kruczowłosa zapytała o jego motywację do nękania ludzi. Uśmiechnął się przy tym promiennie i zachichotał. Niektórzy uważali takie postępowanie za lekkomyślne i po prostu głupie, a on temu w żaden sposób nie przeczył. Był lekkoduchem, żyjącym z dnia na dzień zawadiaką łapiącym szanse każdego poranka. Jeżeli napotkana osóbka wbiłaby mu nóż w brzuch, to nie winiłby za swój marny koniec nikogo, tak widać miało być i tyle. Nie przejmował się tym. Choć oczywiście nie był szaleńcem pchającym głowę w paszczę lwa, choć akurat to się kiedyś zdarzyło, lecz to opowieść na inną okazję.
- Haha, nie ma problemu - stanął bokiem, by dziewczyna mogła przejść. - Tak więc, jak masz na imię ? - przeszedł kilka kroków, przyglądając się rozmówczyni. - Nie możesz też zaprzeczyć, że wyróżniasz się z tłumu, niecodzienny ubiór, miecz przy boku, niespotykana uroda, trudno nie zwrócić uwagi - na tych parę chwil, ton jego głosu przybrał miękką i przyjemną barwę, pozbawioną półtonów, niby należący do aktora na wspaniałej scenie dramatu. Takie też stało się jego spojrzenie, powieki lekko zmrużyły, a brązowe oczy chwytały wzrok kobiety przy nim.
Jednak oddech później, znów był tym psotnisiem co przed momentem. Przystanął nagle, dostrzegając drzemiącego na deskach pomostu rybaka.
- Nie trzeba bać się ludzi - podjął pogodnie, szperając po kieszeniach. - Przynajmniej nie wszystkich - mówił dalej, wydobywając pióro do pisania. - Czasami najbardziej ponure oblicza - przytknął końcówkę pod nos śpiącego. - Kryją najwięcej uśmiechu - począł malować linie na skórze nieświadomego niczego jegomościa, sprawnie przyprawiając mu długie, zawinięte na końcach wąsy, brodę, oraz rogate brwi. Po wszystkim naprędce schował narzędzie zbrodni, wstał i ruszył dalej, jak gdyby nic nie zrobił.
- Kilka słów na początek znajomości nikomu nie zaszkodzi, a jeżeli już tak by się stało, to żadnym problemem jest pożegnać się z uśmiechem i ruszyć dalej, prawda ?
Przemawiał miło i przyjacielsko, jak gdyby znali się od dawna i rozprawiali na wielokrotnie poruszany temat. Nie było tu tonu pouczenia, żadnej wyższości, zwyczajne, luźne wyrażenie swej myśli i poglądu, ot, pogawędka starych znajomych.
12.04.2014, 13:34
Przeczytaj Cytuj
Molo
#8

Ze zrezygnowanym westchnięciem przymknęła na chwilę oczy przecierając dłonią czoło. Na coś takiego brakowało komentarza. Miała do czynienia z dorosłym facetem, który zachowywał się jak dziecko. Spokojnie, zdarzały się gorsze rzeczy i to wcale nie oznacza, że świat zmierza w złym kierunku. Jeszcze nie. Zawsze mogła trafić choćby na mającego niezbyt czyste myśli obrzydliwego starucha albo na bandę urwisów, których należało przełożyć przez kolano i zlać po tyłku. Przecież nie ma tak źle, żeby gorzej być nie mogło...
- W porządku, nie było pytania... - mruknęła nieco ciszej.
I w pewnym momencie jej próżna część osobowości została mile połechtana. Oczywiście była niesamowicie piękna, mądra, utalentowana, szlachetna i w ogóle same zalety, żadnych wad. To takie ujmujące, że wreszcie ktoś docenił jej lepszą stronę. W praktyce i uroda przestawała być zauważana gdy musiało się znosić jej charakter, ale póki co do zadowolenia wystarczyła jej tylko teoria.
- Dobra, nie musisz tak komplementować... - nonszalanckim ruchem dłoni odgarnęła włosy na bok z wcale nie nieśmiałym uśmiechem na ustach i po tym pierwszym wrażeniu, zaraz dał o sobie znać rozsądek, po raz kolejny.- ... chwila, co Ty tak wypytujesz? Kronikę spisujesz czy jak? - zapytała już bardziej podejrzliwie mrużąc oczy, zaś obiema rękami podparła się pod boki.
Na dalsze poczynania tylko uniosła brwi ku górze otwierając już usta, żeby coś powiedzieć, ale ostatecznie je zamknęła, ograniczając się do nieco roztargnionego gestu odruchowego przeczesania włosów palcami.
- Na kogo ja znowu trafiłam... – wymamrotała pod nosem, zostawiając kosmyki w spokoju i opuszczając dłoń wzdłuż boku.- Nazywam się Rea, mój strój to nic dziwnego, podróżuję sobie to tu to tam... zależy gdzie się coś dzieje. - obróciła się w stronę swojej prowizorycznej wędki, a że kijek wciąż był zmyślnie zatknięty między deski zaraz go stamtąd wyciągnęła.- Zobaczmy... może coś jednak będzie... - jej początkowy entuzjazm w miarę unoszenia wędki błyskawicznie niestety zmalał.
Okazało się bowiem, że na przynętę złapała się rybka długości mniej więcej kciuka. Czarnowłosa zamrugała oczami wpatrując się w swą zdobycz przez chwilę w niemym zdziwieniu. Pstryknęła w stworzonko palcem, na co ów "potencjalny obiad" zamachał płatwą ogonową.
- To się nawet nie nadaje na przekąskę. - parsknęła zdegustowana, po czym odwiązała żyłkę z kijka rybkę wrzucając na powrót do wody, a patyczek wypuszczając na brzeg mola, gdyby jeszcze jakiś chętny postanowił spędzić kilka chwil na połowach.
12.04.2014, 22:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Molo
#9

Wyprostował się i splótł dłonie za plecami. Cały czas uśmiechał się pogodnie, na prawdę nikt by nie powiedział, że miał on już dwadzieścia osiem lat. Na pewno nie on sam.
- Luzik, nie ma problemu - skinął lekko głową. Widać dziewczyna niezbyt dobrze przyjęła jego potwierdzenie na pytanie o podejście do ludzi. Nie zrażało go to ani trochę, właściwie odnosiło nawet odwrotny skutek, wzmagając jego ciekawość.
- Komplementy to tylko słowa - znów jedna z licznych zmian jego sposobu przemawiania. Wrócił do niego spokojny ton sentencji, jakim przemawiali uczeni i radcy. - Ja po prostu mówię co myślę - dokończył, kłaniając się delikatnie, na nowo przybierając wesołe oblicze.
- Hehe, to dobre zagadnienie - właśnie, na kogo trafiła ? Jakby mógł opisać sam siebie ? - Na podróżnika, awanturnika, tresera zwierząt, poszukiwacza przygód, zawadiakę, barda, aktora i jeszcze parę innych, o których nie warto wspominać - wyrecytował na jednym oddechu, za każdym razem przechylając głowę na lewo lub prawo, podkreślając odrębność każdego z określeń. Kilka dodatkowych lepiej było zostawić na bliższe poznanie, bowiem nikt chyba nie oczekuje, by złodziejaszek dumnie szczycił się tym mianem ? O paru kolejnych też lepiej było teraz milczeć, nie nadawały się one do wyznania przy tylu świadkach.
- Może jak mówisz, twój strój to nic nadzwyczajnego, ale na pewno przyciąga oko. Miecz nie pasuje do reszty, podejrzewam więc, że parasz się magią, mam rację ? I nie, nie piszę żadnej kroniki, po prostu jestem ciekaw, to wszystko - uśmiechnął się miło, nie wyzywająco, ani zbyt mocno, zwyczajnie uprzejmie.
Niestety, z połowu młodej kobiety nici, tak więc pozostają przy opcji wspólnego posiłku gdzieś w mieście.
- Jednak przejdziemy się po okolicy w poszukiwaniu jakiegoś lokalu. Może będą mieli coś poza rybami, bo te ostatnio mi się przejadły - ruszył pomostem w stronę brzegu. - Wspomniałaś, że podróżujesz tam, gdzie się coś dzieje. Słyszałaś może o jakichś ciekawych wydarzeniach w okolicy ? Sam też chętnie zaglądam do takich miejsc, nieraz jest na co popatrzeć - wyszczerzył się spoglądając w niebo.
13.04.2014, 23:02
Przeczytaj Cytuj
Molo
#10

Zerknęła na niego z ukosa. Co to za przedziwny gość i czego gada jak jakiś popaprany filozof? Tylko słowa... to miało ją obrazić czy jak? Zmrużyła oczy marszcząc jednocześnie brwi przez co wyglądała trochę jak drapieżnik, który zaraz ma się rzucić na swą ofiarę. Co za przykry los czeka nędznika, który stanie jej na drodze... zapewne nie jeden wiedząc o tym wcześniej zmieniłby kierunek. Do licha ciężkiego, nie znosiła jak ktoś zaczynał gadać jakimiś mądrymi frazesami. Poezje recytować, pieśni pisać, co to bard jakiś?!
- Teraz mówisz, że to tylko słowa?! - prychnęła splatając palce obu dłoni ze sobą, po czym rozprostowała ręce aż kilka kości "chrupnęło".- To jakieś gadanie bez sensu. - a już chwilę czuła, że jej uroda została tak mile połechtana i nawet samoocena skoczyła o oczko wyżej, o ile jeszcze wyżej się da niż jest obecnie...
Chociaż mogło to wcale nie wyglądać groźnie na pierwszy rzut oka, panna Raven nie zamierzała pozwolić się obrażać. Wykluczone! I jej zupełnie nie przeszkadzał fakt, że ma przed sobą mężczyznę, który stereotypowo uchodzi za silniejszego od kobiety. Mogła mieć przed sobą dwóch, nawet trzech gości, a nie zawahałaby się się przyłożyć któremuś prosto w szanowną mordkę. Przy większej liczbie zapewne odezwałby się rozsądek, pomachałaby panom na pożegnanie i rozstałaby się z nimi w tempie ekspresowym.
Zdając się jednak ostatecznie na przypuszczenie, że nowopoznany nie miał raczej złych zamiarów, postanowiła odrobinę spuścić z tonu. Pomrukiem brzmiącym ni mniej nie więcej tylko "mMyśliciel" skomentowała wyliczankę zajęć, którymi się ponoć parał. Głos rozsądku radził na wszelki wypadek zachować trochę dystansu. Ktoś kto zajmował się tyloma rzeczami mógł mieć szersze możliwości niż na pierwszy rzut oka się wydaje. I chociaż gość prezentował się wcale nie podejrzanie, to na takich pozorach najłatwiej można się było przejechać.
- Powiedzmy. - skomentowała krótko gdy padło pytanie odnośnie magii.- Wystarczy tego przesłuchania. - mruknęła trochę rozdrażnionym tonem.- Nie przepadam mówić o sobie... - dodała już odrobinę ciszej.
Ostatecznie jednak ruszyła razem z nim, nie śpiesząc się jednak, bo dzień był zbyt leniwy, a ona zamiast znaleźć dochodowy sposób na zarobek skupiła się na słodkim próżniaczeniu. Oczywiście nie dopuszczała do siebie myśli, że skończy jako żebraczka w jakiejś brudnej ulicy. Została stworzona do wyższych celów!
- Niewiele mi wiadomo. Liczyłam, że tutaj się czegoś więcej dowiem. Sohan wydaje się trochę spokojniejsze niż Azarat, więc wolałam się najpierw rozejrzeć w tym mieście. - wyjaśniła nawet zgodnie z prawdą, ot szczegóły jednak zostawiając dla siebie, bo o wszystkim się nieznajomym nie mówi, tego nawet małych dzieci uczą.
14.04.2014, 00:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna