Mały Bazar
#21

[MG]

- Teraz to 70 srebrnych -warknął handlarz wyszarpując książkę z rąk Rechta. Lucyf powinien się cieszyć, że jego rozmówca nie odkrył jeszcze zasady "towar macany należy do macanta". Zasada całkiem w porządku, tylko trudno określić czy dotyczy jedynie towarów spożywczych, czy jednak lepiej byłoby rozszerzyć ją na wszelkie potrzebne rzeczy. Była całkiem słuszna, wszak nowe przedmioty po dniu handlowym, gdy dostają się w ręce setek par rąk klientów, którzy "tylko oglądają", zaczynają przypominać używane. O jedzeniu lepiej nie wspominać.
A co z dobrami ożywionymi? Macany wielokrotnie kurczak w zasadzie nie odróżni się od tego, którego dotykać nie było wolno, ale jak to jest w przypadku karczmarek lub służących? Macane zaklepane? Oj, lepiej nie. Ale wróćmy do tematu!
- A szukaj czego chcesz, byle nie tutaj! Zajmujesz mi czas czczą gadaniną. Bo chyba, kurwa, oszalałeś jeśli myślisz, że będę ganiał za jakimiś stworami. A zrywanie kwiatków? Wolałbym kozę wychędożyć! Zmiataj stąd pókim dobry!
Cóż, Sohańczyk nie wydawał się być zachwycony pomysłami Lucyfa. Czy Recht naprawdę chciał wyruszyć z kupcem na poszukiwania stworów zamieszkujących pustynię? Można było przypuszczać, że postradał zmysły od książek. Handlarze, którzy podczas podróży trzęsą portkami i sami zatrudniają najemników do ochrony nie są najlepszym wyborem na towarzysza podróży.
Żeby podkreślić swoje oburzenie, handlarz odwrócił się tyłem do Lucyfa, oczywiście zabierając ze sobą książkę. Zajął się innymi klientami.
Czy biedny Recht miał wrócić do punktu wyjścia? Bez książki, bez informacji, bez naiwniaka, który wykona za niego całą robotę? Bynajmniej. Chwilę później zjawił się koło niego mały obdartus. Chłopiec o bosych nogach, poszarpanych brudnych portkach i oszałamiającej ilości czarnych włosów na głowie, które sterczały w każdą stronę.
- Psst! Zaraz za bazarem jest karczma, tam można znaleźć kogoś do roboty. Zabójcy, łowcy, gołe baby. co tylko pan sobie życzy! -wyszczerzył jasne zęby w uśmiechu który kontrastował z ciemną karnacją i wszędobylskim brudem.
- [b]Zaraz za bazarem jest karczma.
07.08.2014, 16:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały Bazar
#22

Cień po raz wtóry drgnął w lekkim spazmie. Ręce przywarły ciasno do piersi, kościsty kark chybotał głową na boki. Drań! Zły człowiek! Wiedza! Ja muszę wiedzieć!
- Dobrze, niech już będzie to 30. Tak, trzydzieści miało być... Tyle mówił, tak... - Na jego twarzy znowu zagościło niepokojące pęknięcie. Najwyraźniej był bardzo zadowolony ze swojego podstępu. Pomieszamy mu zmysły, nie będzie wiedział o co chodzi! Tak będzie! Oszaleje przez naszą przebiegłość i odda książkę za pół darmo! Tak, tak, tak!
Sklepikarz miał jednak na ten temat własne zdanie, co Lucyf skomentował iście kocim prychnięciem. Jak on może! Przejrzał podstęp! Pewnie to mag... Tak, arcymag jakiś! W pamięci ze złości pojawiła się mu się formułka klątwy, którą napotkał w którejś części "Zaklęć Niepraktycznych". Ta miało wywołać świąd stóp i czernienie paznokci. Potrzebny nam jeszcze był kurczak, wysoka wieża i trzy baniaki zsiadłego mleka. Kościsty palec wskazujący Rechta zachwiał się niepewnie na wietrze, celując w postać nieuważnego sprzedawcy. Nie wiesz co cię czeka! Fatum... Omni... Deus... Pes... Przerwał klątwę prawie odskakując, gdy obok niego pojawił się chłopiec. Wodniste oczy skupiły się na twarzyczce dziecka, by zaraz przenieść się gdzieś ponad chmury. Z nieba spadł? Cichy on, dyskretny.
Lucyf uśmiechnął się znowu nerwowo i potarł główkę chłopca na szczęście. Bozia cię zesłała nam! Tak, wielkie szczęście! Recht nachylił się do chłopca i wręczył mu srebrnego smoka.
- Dziękuję bardzo dziecko. - Ściszył głos by nikt poza brudaskiem go nie słyszał. - Dostaniesz drugie tyle jeżeli kopniesz tego człowieka w kostkę. - Tu, oczami pokazał na sprzedawcę. - 20 jeżeli weźmiesz od niego tą książkę z potworkiem na okładce. - Tutaj opisał ją dokładnie by malec się nie pomylił. - Poczekaj aż pójdę, tak wtedy dopiero... - Usta zwinęły się znowu w dziwnym spazmie, a postać wędrowca poszybowała w kierunku Szynku. Nie wszedł jednak od razu, a stanął gdzieś na początku ulicy w ciemnym kącie rozglądając się nerwowo czy jest sam, by zaraz wsypać 25 srebrnych smoków do kieszeni. Sakiewka z resztą pieniędzy wylądowała... no... w gaciach. Egnus nie wyznawał zasady skarbonki... albo wyznawał przy czym w bardziej 'ekstremalnej' wersji. Po dokonaniu 'przelewu' cień wchodzi do karczmy i się rozgląda. Kolejny, niepozorny wędrowiec. 'Zostawić w spokoju bo coś cię oblezie' miał jakby wypisane na twarzy.
07.08.2014, 18:42
Przeczytaj Cytuj
Mały Bazar
#23

[MG]

Chłopiec wziął od Rechta i schował ją za pazuchę. Przyjrzał się mu dokładnie i kiedy Lucyf wyobrażał sobie dzieciaka zesłanego z niebios, co było co najmniej dziwne, to on zastanawiał się skąd biorą się takie pokraki. Był zachwycony. Widywał ludzi bez rąk czy nóg, znał ślepców, widywał (z daleka) trędowatych. Zdarzało się, że natrafiał na ludzi, którzy cierpieli na to wszystko naraz. Zawsze im zazdrościł! Mieli naturalne warunki do zarabiania na ulicy, w końcu na ich widok każdy szukał brązowych smoków, którymi mógłby się od nich opędzić.
Azim, bo tak nazywał się chłopiec, niestety nie miał tak dobrze życiu. Urodził się całkiem zdrowy i pomimo świetnych warunków do tego, aby stać się godnym pożałowania, rósł na silnego, przystojnego mężczyznę. Niestety to oznaczało, że musiał się wysilić, aby zarobić na chleb. Zarobić, albo ów chleb ukraść. Żadna różnica.
Stał teraz przed człowiekiem o zachowaniu dziwnym a i wyglądzie niecodziennym. I ten ów człek proponował mu zapłatę za kradzież książki. Samo zlecenie nie było dla Azima niczym nowym, przyzwyczaił się, że czasami musiał coś komuś przynosić. A to lampy, a to książki, a to klucze to bocznych drzwi domów niewiernych żon. Ale na wszystkie demony, pieniądze proponował mu ktoś, kto uzbierałby pokaźną sumkę nagabując przechodniów na głównej ulicy Sohanu! Azim przez chwilę czy dwie zastanawiał się, czy powinien brać pieniądze od takiej pokraki, ale w końcu rozwiał swoje rozterki. Gdyby był uczony, skwitowałby to czymś w stylu pecunia non olet. Zamiast tego po prostu wzruszył ramionami i pokiwał głową na znak, że rozumie swoje zadanie.
Chwilę później zniknął w tłumie.

Recht udał się do karczmy. Tak jak na pustyni oaza skupiała wokół siebie żywe istoty, tak w Sohan taką funkcję pełniły dwa miejsca: bazar i karczma. Budynek nie był wyższy od pozostałych, ale za to rozleglejszy. Przed wejściem piętrzyły się beczki i skrzynie. Na niektórych z nich siedzieli ludzie głośno rozprawiający na różne tematy. W środku było duszno, tłoczno i gwarno. Dominował zapach alkoholu i ludzkiego potu. Karczmarz napełniał dzbany, bukłaki, jakiekolwiek inne naczynia. Był to wysoki i chudy człowiek o pociągłej twarzy. Oliwkowa karnacja, ciemne oczy, pokaźne wąsy bez żadnego siwego włosa. Trudno było określić jego wiek.
Po sali krążyło kilka kobiet, których zadaniem nie było tylko przynoszenie pełnych i zabieranie pustych naczyń. Każda z nich ubrana była w niezwykle ciekawy strój składający się z kilku przepasek, całego mnóstwa barwnych, półprzezroczystych chusteczek i przyszytych gdzieniegdzie metalowych krążków, które grzechotały przy każdym ich ruchu. Przechadzały się wirując nimi, siadały gościom na kolanach. Pląsały pomiędzy stolikami i zachęcały do dalszego picia... lub wynajęcia jednego z pokoi, które znajdowały się na piętrze.
W karczmie można było spotkać kogo tylko dusza zapragnie. Zwykli mieszkańcy, podróżnicy, naszpikowani bronią najemnicy... to tylko początek listy. Jednakże ogarnięcie tego na własną rękę dla kogoś, kto był tu przejazdem nie było możliwe. Najlepiej poradzić się karczmarza, czy to którejś z pląsających kobiet.
08.08.2014, 20:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały Bazar
#24

Recht ścisnął wąskie usta analizując na spokojnie sytuację wewnątrz szynku. Wodniste oczy błądziły dyskretnie po sylwetkach bywalców; miarowy oddech wtórował każdej nowej twarzy. Mężczyzna starał się za wszelką cenę unikać pojedynku na spojrzenia. Co jak co, ale Egnus cenił swoje życie, nieważne jak bardzo marne było. Dużo ludzi w środku! Za dużo! Jeden nam potrzebny, nie banda! Odbijało się głośnym echem w czaszce cienia, gdy ten krokiem pająka przecinał niskie progi karczmy. Koszula przylgnęła ciasno do ciała łapiąc zachłannie wilgoć z zastygłego od zawsze powietrza. Ciężka atmosfera piwa, potu i feromonów wydawała się włazić głęboko pod paznokcie każdego z tu zebranych. Trzy głębokie wdechy by zapanować nad niechcianym drżeniem i płyniemy pewnym krokiem do szynkwasu. Zawadiaków i wesołe panny zostawiamy na uboczu. Te ostatnie w szczególności warto mieć na oku. Stając oko w oko z zabijaką, mogliśmy liczyć na namiastkę równej walki. Przy rozochoconych pannach z wielkim biustem sztylet z reguły przesłaniał dekolt.
Chory z przezorności mężczyzna bez chwili zwłoki położył cienkie palce na przesiąkniętym piwem kontuarze. Szyja Rechta chybotała pozornie niedbale głową, podczas gdy wodniste oczy muskały eter wypatrując zagrożenia. Postać wzdrygnęła się na widok wąsów karczmarza, zatrzymując się całą siłą woli w trakcie trwania niechcianego spazmu. Może uznać to za impertynencję! Tak, on może! Nagle palce Rechta zaczęły bębnić w ladę, przywołując tym samym postać wąsatego przyjaciela. Głęboki wdech i pęknięcie wycelowane w mężczyznę miały kupić jego przychylność. Na ile się to zda czas pokarze. Lucyf mrugnął po raz pierwszy od wejścia do szynku i rozchylił usta.
- Tylko suchy prowiant, coś do picia i informacje. To wszystko! Śpieszy mi się i ja nic więcej nie. - Urwał, stając bokiem do lady, utrzymując blisko za sobą ścianę. Ręka powędrowała dyskretnie do kieszeni, a na ladzie wylądowało cicho 5 srebrników.
- Naszej ekspedycji jest potrzebny łowca. Jest nas kilku, ale ktoś musi tropić. Poleci kogoś, a za chleb i wodę reszty nie wezmę. Dużo nie mam i nie wołaj o więcej. - Rzucił ściszonym głosem, upewniając się, że karczmarz wykona co polecono nim weźmie pieniądze.
21.08.2014, 17:39
Przeczytaj Cytuj
Mały Bazar
#25

[MG]

Ciemne oczy karczmarza dokładnie przyjrzały się Rechtowi. Odchrząknął, podkręcił swoje pokaźne wąsy i rozejrzał się po sali.
- Myślę, że znam kogoś do takiej roboty, ale najpierw pójdę po chleb. -Nie dość, że był wysoki i chudy, poruszał się nadzwyczaj szybko. Była to zapewne zasługa długich, smukłych nóg, które wydawać się mogły całkiem pajęcze.
Nie minęło wiele czasu, a karczmarz wrócił z bochenkiem chleba. Nie był on stary i czerstwy, ale i widać było, że świeżo z pieca wyciągnięty nie jest. Czyli na panujące zazwyczaj standardy był to całkiem porządny chleb.
- Bukłak na wodę ma? -zapytał, gdy położył bochenek na ladzie.- Wnioskuję, że wyrusza w podróż, skoro chleba, wody i łowcy żąda. Ale czy ma bukłak?
No tak, jak inaczej Recht miałby zabrać ową wodę ze sobą? W wiadrze? W beczce? Karczmarzowi nie było spieszno, aby pozbawiać się jednego ze swoich bukłaków, tym bardziej, że zrobione były porządnie, z całkiem dobrych kóz. Kosztowały więcej niż te marne 5 srebrnych smoków, którymi chciał go Lucyf omamić.
- Chyba, że chce się teraz wody napić, to mogę od razu nalać.
Karczmarz był niemal pewien, że chodzi jednak o wodę na podróż. Często trafiali mu się podróżnicy uzupełniający swoje zapasy. A gdy któryś nie miał bukłaka, wychodził z karczmy nieco biedniejszy niż się spodziewał.- Mogę sprzedać bukłak, ale to kosztuje 15 srebrnych smoków za większy lub 10 srebrnych za mniejszy.
Nikt nie obiecywał, że życie podróżnika będzie proste i tanie, przynajmniej na początku. Wręcz przeciwnie, powiadają że pierwsze dziesięć lat jest najtrudniejsze, potem zaś jest już z górki.
- Do tropienia najlepszy jest Ergo. Siedzi pod ścianą po lewej. Ma szramę koło oka. Nie jest najtańszy, ale najlepszy tutaj.
Istotnie, pod ścianą przy mały stoliku siedział mężczyzna. Włosy miał dosyć ciemne, jednak przy tych wszystkich czarnowłosych jegomościach wydawały się być najjaśniejsze, przynajmniej w tej karczmie. Oczy jasne, błękitne. Szrama, o której wspomniał karczmarz zaczynała się obok krzywego nosa, przechodziła tuż pod okiem i kończyła się nad uchem. Wolno popijał wino wpatrując się w świat za oknem. Jedna z dziewek dbała, aby zawsze miał pełny puchar. On sam zdawał się błyszczeć, otaczała go niesamowita aura, poświata... a tak, padało na niego słońce przez okno.
- Po drugiej stronie siedzi Hasim. Jego wynajmiesz znacznie taniej.
Karczmarz wskazał mu innego człowieka, przy okazji chowając te 5 srebrnych smoków, którymi Recht zapłacił za informacje i pożywienie. Hasim nie wyróżniał się tak jak Ergo. Ciemne włosy, śniada cera, ciemne oczy. Nic nadzwyczajnego w Sohan. Siedział wraz z kilkoma ludźmi i prowadził ożywioną rozmowę. Wyglądał na takiego, co to lubi mówić dużo i głośno. Ot, taki typ wesołka...
24.08.2014, 17:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj

PRZEDMIOT

Kliknij w obrazek


Mały Bazar
#26

Lucyf wzdrygnął się lekko, słysząc niski głos karczmarza. Mężczyzna był całkiem krzepki, przy czym radosny. Nie, ten nie stwarzał zagrożenia. Recht zamrugały ponownie, zostawiając mokrą smugę na zielono-zielonych oczach. Cienkie palce zacisnęły się ciasno na bochenku chleba. Wzrok odprowadził go do wnętrza torby. Nie, nie chcemy pić! W rękę nie zabierze! Nie nie nie! Za mało wtedy, tak za mało... Egnus rozchylił wąski usta, wydając z siebie dziwny jęk.
- Zacny z ciebie gospodarz. - Na jego twarzy zagościło znowu pęknięcie. Miarkował teraz szybko wedle własnych potrzeb i uznania. Kościsty palec zastukał w kontuar po trzykroć. Duży bukłak jest nieporęczny, ale zawsze można go skryć do torby. Mały z kolei może być niedostateczny przy dłuższych wędrówkach.
- Dobrze. Przystanę na cenę piętnastu, o ile zadbasz by ten był pełen. - Pokazał na duży bukłak, czekając cierpliwie aż ten się napełni. Chuda ręka zawędrowała dyskretnie do kieszeni, dźwigając ze sobą piętnaście srebrników. Monety wylądowały cicho na kontuarze. Długie palce schowały kolejny przedmiot do torby.
Cień mknął dalej wgłąb szynku, przecinając przed sobą ciężkie strugi powietrze. Jego kroki zbliżały się niebezpiecznie blisko do stołu Ergo. Recht wziął dwa głębokie wdechy, panując tym samym nad niechcianym drżeniem. Jego umysłem zawładnął spokój.
- Pozwolisz. - Pokazał na wolne krzesło na przeciwko Ergo, czekając cierpliwie na jego skinienie. Zasiadł po chwili, a cienkie palce wręczyły karczmarce pięć srebrnych smoków.
- Dolewkę dla sąsiada i to samo dla mnie. - Druga ręka wyciągnęła z torby inkaust, pióra i pergamin.
- Wybacz impertynencję, ale to jedyne jasne miejsce. - Kącik ust uniósł się towarzysko, zapraszając do rozmowy. Język zwilżył ostry koniec gęsiego pióra. Kilka machnięć dalej, mokre linie wyznaczyły ścieżkę słowom. Gdzieś tam pojawił się nieśmiały rysunek. Mężczyzna milczał długo, pozwalając towarzyszowi błądzić wzrokiem po kartce papieru. Niech wyobraźnia działa i górę weźmie ciekawość.
- Zlecenie na bestyjkę i kwiatek. - Znowu się uśmiechnął, ale tym razem bardzo spokojnie. Jego akcent stał się wyraźniejszy i bardzo ostry. Twarde spółgłoski i długie samogłoski zdradzały jego pochodzenie. Ręka machnęła wielkie pięćdziesiąt.
- Nagroda może nie jest zbyt duża... nie ukrywajmy, zlecenie nie jest trudne... ale tu nie o pieniądze chodzi. - Uśmiechnął się tajemniczo i milczał długo. Trunek sączył bardzo powoli obawiając się jego mocy. Doświadczony łowca na pewno nie pił herbatki z melisy. Prędzej wywar z runa leśnego, cudowne lekarstwo na korzonki.
- Lordom Dravnul brakuje rozrywek i płacą krocie za usługi. Jestem tylko biednym sługą, ale znam takich wielu. Wybacz, już się zamykam. Nie będę cię męczył.
Recht czekał cierpliwie na reakcję Ergo. Co jak co, ale słynnym łowcom zwykła wtórować roztropność. Powinien zrozumieć aluzję. Jeżeli nie, to pora zmienić stolik.
26.08.2014, 14:52
Przeczytaj Cytuj
Mały Bazar
#27

[MG]

[Ok, najpierw pobawimy się w odejmowanie:
-30 brązowych smoków za dratwę i kościane igły
-1 srebrny smok dla dzieciaka za informację
-20 srebrnych smoków za ukradzioną książkę
-5 srebrnych smoków za wodę i chleb + informacje
-15 srebrnych smoków za porządny, duży bukłak
-5 srebrnych smoków za napitek dla łowcy i siebie

Razem daje nam to sumę: 46 srebrnych 30 brązowych smoków.
Odejmij taką sumę od swoich hajsów w profilu]


Zaiste przepastną musiał mieć Lucyf torbę, skoro schował w niej duży, wypełniony wodą bukłak. No ale nic, zawsze można mu taką torbę w najmniej oczekiwanym momencie pęknąć w szwach, w końcu takie przypadki się zdarzają.
Karczmarz wydał mu jedzenie i wodę, napoił go też informacjami, następnie wrócił do swoich zajęć rozglądając się czujnym okiem po sali. Lucyf przestał go interesować. W zasadzie nigdy nie interesowali go ludzie, którzy pozostawali przy samej wodzie. Takim to nie można było ufać...

Łowca nie zareagował nawet, gdy Lucyf przysiadł się, zamówił dolewkę i zaczął rysować. Zamiast niego, twórczością Lucyfa zainteresował się Azim, który pojawił się niemalże znikąd. Tak, trudne wychowanie nauczyło go jak pojawiać się znikąd, znikać znienacka, mówić półgębkiem i nie dać się utopić w gęstych odmętach półświatka.
Chłopiec pomachał przed oczami Lucyfa książką, którą miał mu przynieść, później schował ją za plecami.
- 20 srebrnych smoków, tak się umawialiśmy. -wyszczerzył jasne zęby.- całkiem ładny rysunek. Można tym zarobić na życie?
Azim czekał na zapłatę, w tym czasie łowca miał czas do namysłu. Dopił swoje wino, nie zabrał się jednak za to opłacone przez Lucyfa. Przyjrzał się tego, co wyszło spod rąk Lucyfa.
- Do zbierania kwiatków lepiej zatrudnić tamtego wesołka -Ergo utkwił beznamiętny wzrok w Hassimie, który brylował wśród znajomych.- albo sam go zbierz przy okazji. Zwierzaka mogę upolować, ale on nie jest nic wartościowego. To nawet nie jest smaczne. Skóry drogo się nie sprzeda, pazury są do niczego. Na pewno chodzi o to stworzenie?
Ergo wychodził z założenia, że ludzie to idioci i wolał mieć jasność przed podjęciem jakiegokolwiek zadania. Oczywiście miał głęboko gdzieś, co Lucyf zrobi z upolowanym stworzeniem, ale wolał uniknąć późniejszych pretensji.
04.09.2014, 16:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna