Chata wdowy Curtis
#21

Chłopiec, nieszczególnie przekonany mądrymi słowami Luthiena, wykrzywił wargi jak typowy dzieciak, który nie dowierza dorosłemu. Dla niego było to oczywiste, że silny mag powinien także tak wyglądać, zaś szaman jedynie używa wymówek, by nie wypaść zbyt blado. Więcej Joachim nie powracał do tematu, przysłuchując się grzecznie dalszej rozmowie. Kaszkiecik trzymał na kolanach, gdzie matka nie mogła tego dostrzec.
- Dobry z ciebie człowiek, Luthien, jednak raczej nie będę mogła ci w tej sprawie pomóc. Nigdy nie interesowałam się miejscowymi plotkami, uważałam, że to straszna strata czasu, jednak zastanowię się nad tym - powiedziała Barbra po nieznośnej ciszy, gdy wlepiała spojrzenie w młodzieńca i zastanawiała się. - Nie rozmawiajmy póki co o waszym honorarium. Mam odłożoną sumę, więc pozostaje skupić się na waszym zadaniu.
Pokiwała nieznacznie głową, gdy dwójka szamanów przedstawiła się i nieco więcej o sobie opowiedziała. Wnet zrozumiała aluzję Luthiena. Przechyliła się nad stołem i powiedziała ledwo dosłyszalnie do syna, by wyszedł sprawdzić, czy trzecia osoba aby przypadkiem jeszcze nie czeka. Tylko szaman miał szansę wyłapać strzępek zdania, jeżeli odpowiednio się na tym skupił, siedząc obok dziecka. Joachim już wstawał z krzesła, gdy Nemeth naumyślnie nazwała rzecz po imieniu. Chłopiec znieruchomiał, a jego oczy rozszerzyły się, usta otworzyły i zadrżały.
- Mojego ojca zabiła bestia, na którą musicie zapolować! Nikt nie podniósłby ręki na mojego tatusia. - Zaraz potem buńczucznie założył kaszkiecik i wybiegł z chatki. Wdowa zamknęła za nim drzwi i z westchnieniem ponownie opadła na swoje miejsce. Rzuciła okiem na nietkniętą herbatę syna.
- Przejdzie mu. Nie potrafi pogodzić się z tym, że mogę mieć rację. Zna treść ogłoszenia, ale wiecie jakie są dzieci - chcą wierzyć w to, co zechcą. Myśl, że ojca spotkał wypadek jest lepsza od tego, że ktoś specjalnie to zaplanował. Bardzo źle to znosi. - Cienie pod oczami pogłębiły się. Wdowa milczała, oddalając się duchem z tego miejsca. Przez dobrą minutę nie zwracała uwagi na parę.
- Jesteście bardzo młodzi, pewnie nawet niedoświadczeni. Może to i lepiej, bo jesteście bardziej otwarci na nowe pomysły. Pamiętam jak byłam w waszym wieku, nie to, co teraz... - powiedziała, ocknąwszy się z letargu. - Jeżeli jesteście magami, to wierzę, że poradzicie sobie z tym zadaniem. Na początku będę chciała, abyście zbadali miejsce zdarzenia nad jeziorkiem w Mrocznej Puszczy. Jeszcze tej nocy. Jeśli coś się tam kryje, to czuję to w kościach, że będzie to dzisiaj. Co chcecie wiedzieć dokładnie? Zadawajcie pytania póki jest na to czas.
Jeżeli Luthien miał nadzieję, że przypadkiem upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu, to mylił się. Jeżeli Nemeth miała nadzieję na ominięcie nocnej przechadzki po nieznanym terenie, także powinna się z nią pożegnać. Wdowa twardo postawiła warunek, a jej zachowanie zdradzało pewność swojego przeczucia oraz upór przy obstawaniu przy tym pomyśle.

Kolejność dowolna
23.04.2014, 21:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata wdowy Curtis
#22

-Jaki tam dobry...- zrobiło mu się ciepło na twarzy. Został pochwalony. Nie często ma to miejsce, lecz jak już ma, to miejsce jest to miłe i zarazem dziwnie krępujące. Takie też uczucia malowały mu się na twarzy. Był bowiem jak otwarta księga, zwłaszcza dla kobiet przy których jego ostrożność topniała, niczym śniegi w wiosenne, słoneczne dni.
Jeśli chodzi zaś o brak dodatkowych informacji o demonach czy dziwnych zjawiskach...Nie spodziewał się, że wdowa nie jest wstanie zaserwować mu żadnej plotki. Kobiety zawsze mu się kojarzyły z istotami, które wiedzą wszystko (co swoją drogą było przerażające), lecz z drugiej strony, świadczyło to o słabych stosunkach gospodyni z innymi. Barbara musiała więc emanować podobną, nieprzyjacielską aurą nie tylko z powodu odejścia ukochanego. W każdym razie, szaman skiną głową w geście zrozumienia.
Będąc świadkiem oporu dziecka, jak i słów wdowy wywnioskował, że wdowa ma podobne zdanie na temat śmierci swojego męża.
-Tak, też jestem bardziej za wersją z morderstwem. - Spojrzał na wdowę przepraszająco, jakby w tej myśli widział coś złego, a następnie ostrożnie kontynuował – W Dębowym Skarbcu nikt nie wspominał, o żadnych demonicznych siłach. Sam Spędziłem dwie noce w Starym Lesie i na obrzeżach. Więc tego jestem pewien. Jeśli chodzi o potwora...Takiego dorwałem w właśnie w lesie. Trzy noce temu. Zatem, jeśli pani małżonek miał na ciele głębokie, równoległe cięcia, podobne do tych zadanych od szponów i doszło do tego ponad trzy dni temu, to sprawca jest znany i martwy. - Uwolnił wszystkie swoje przemyślenia. Kotowało go to wiele energii, lecz nie miał być to koniec.
-Jeśli nie, to niestety wracamy do pani wersji. I w związku z tym miałbym pytania, odnośnie tego, kiedy znaleziono ciało i jak wówczas wyglądało. Może jakieś przyzwyczajenia świętej pamięci małżonka, pani również ma zapewne pewnie jakieś podejrzenia...Oraz dokładny czas, charakterystyczne rany...Ja wiem, że to trudne i nie śmiałbym prosić o takie rzeczy, lecz pani rozumie...- znów spojrzał przepraszająco. Właściwie zdawał wyglądać jakby te pytania były bardziej kłopotliwe niż dla wdowy, która na pewno była na nie przygotowana. Głupia sprawa.
23.04.2014, 23:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata wdowy Curtis
#23

cóż, może jednak się myliłam i młody nie był na to gotowy? Ze współczuciem pomyślałam, że niezależnie od wszystkiego, będzie musiał bardzo szybko dorosnąć do pewnych faktów. Bywa, że czas jest jedynym lekarzem zdolnym pomóc człowiekowi.
Nieświadomie poświęciłam kilka myśli temu, czy faktycznie uzasadnianie śmierci męża, napadem dzikiego zwierzaka, było w jakiś sposób mniej straszne. Po długim czasie obcowania z rannymi mniej lub bardziej, moje myśli wyhartowały się do jednego: śmierć jest śmiercią, niezależnie od przyczyny. Choć może była to moja niewinna naiwność - nigdy nikogo nie straciłam w równie brutalny sposób.

Kiedy wdowa zamilkła na chwilę, wahałam się moment, czy nie spróbować w jakiś sposób dodać jej otuchy. Nie byłam niecierpliwa, przecież trwało to zaledwie moment, ale najzwyczajniej w świecie budziła się moja wrażliwość na nieszczęście innych. Największa wada, jaką wytknięto mi w mojej karierze medycznej.
Na szczęście wkrótce znów się odezwała. Miałam nadzieję, że na mojej twarzy nie pojawiło się żadne napięcie, gdy tak czekaliśmy aż znów się odezwie.
Myśl o wyjściu nocą nie przerażała mnie, bardziej zdziwiła, że kobiecie tak może się spieszyć. Aż do chwili, gdy wspomniała o przeczuciu. Jako kobieta, solidarnie wierzyłam w kobiece przeczucia.
Nie wypowiedziawszy się w kwestii własnego zdania, co było przyczyną śmierci mężczyzny, słuchałam rozważań Luthiena. Czy możliwe by nasz problem rozwiązał się już sam?

[zakładam, że jednak ta opcja musiała się nie zgadzać, więc przejdę dalej]

Nie byłam najlepszym detektywem, ale chciałam trochę pomóc w "przesłuchaniu".
- Czy nie było kogoś, kto mógłby mu źle życzyć? - dodałam - Czy wyszedł z kimś czy zupełnie sam?
24.04.2014, 17:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata wdowy Curtis
#24

Wdowa przez chwilę spięła się, natychmiast wyprostowując w krześle. Przyznawanie ot tak racji w kwestii domniemanego morderstwa było zaskakujące i wzbudziło w niej podejrzenie. Rozluźniła się dopiero wtedy, gdy Luthien wytłumaczył swój punkt widzenia.
- Mówisz o bestii ze Starego Lasu, lecz ja wysyłam was do Mrocznej Puszczy. To zupełnie inny teren i tam z pewnością nie dotarł ten potwór. Dobrze, że radzisz sobie w walce. Być może to ci się przyda. Razem z twoją niepozornością. Taaak, myślę, że zadbasz o siebie. - Przeniosła wzrok na uzdrowicielkę. - A ty, Nemeth? Potrafiłabyś zabić bestię? A może zabiłaś kiedyś człowieka?
Szaman miał rację - był bardziej zmieszany zadawaniem pytań o sprawę niż Barbra, która z udawanym spokojem upiła łyk herbaty. Przez ułamek sekundy zdawałoby się, że zadrżała jej ręka.
- Mojego męża znaleziono nad jeziorem w głębi lasu. Zazwyczaj nikt tam nie zachodzi, John także nie wspominał, aby często tam wędrował, więc doznałam szoku, gdy dowiedziałam się, że wyszedł z domu w środku nocy i skierował właśnie tam. Nie wiem dlaczego to zrobił ani co mógł tam robić, lecz chcę poznać prawdę. To musiało być coś ważnego, coś, czego nie chciał mi zdradzić, abym nie martwiła się... - Głos załamał się, lecz nie zapowiadało się na to, aby wdowa miała się rozkleić. Po opanowaniu się wróciła do przerwanego wątku. - Dlatego nie wierzę w opowieść o bestii, pomimo tego, że jego ciało... wyglądało tak, jakby coś go rozszarpało. Nie pozwolono mi pójść na miejsce zdarzenia, lecz pokazali mi to, co z niego zostało. Od razu rozpoznałam w plątaninie kończyn jego ciemnozielone ubranie, choć przesiąknięte krwią. Jedna z jego najbardziej ulubionych koszul... Śmierdząca... W strzępach... Nawet w jednej z kieszeni znaleziono malutki, drewniany posążek! Nie było żadnej wątpliwości, że to mój mąż. Do tej pory nie znaleziono jego głowy, kilku palców i prawego uda.
Wdowa pokręciła głową, jakby te złe wspomnienie mogła odgonić tak prostą czynnością.
- Nie wiem czy był sam. Spałam i nic nie słyszałam. Wszystko działo się ponad dwa tygodnie temu i próbowałam węszyć na własną rękę. Nie znalazłam nikogo, kto mógłby mu źle życzyć. John był wspaniałym człowiekiem, wielu kolegów przepadało za nim. Nawet teraz niektórzy z nich zachodzą do mnie i chcą pomóc, lecz coraz rzadziej. Czas niestety idzie do przodu i wcale nie zamierza zawrócić... Pytałeś się, kiedy znaleźliśmy ciało. - Zacisnęła usta, wpatrując nagle w resztkę herbaty. - Dwa dni później, gdy mąż nie wracał i nikt nie widział go także w pracy. Najpierw szukaliśmy wieści wśród gwardzistów, jednak gdy nie byli w stanie nic konkretnego powiedzieć, wysłaliśmy grupę chętnych do Mrocznej Puszczy. Ktoś podsunął pomysł o jeziorze ze względu na jego fatalną historię, a raczej plotki, które wciąż wokół niego krążą, i w ten sposób znaleźliśmy Johna...

Kolejność dowolna
24.04.2014, 22:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj

PRZEDMIOT

Kliknij w obrazek


Chata wdowy Curtis
#25

pytanie kobieciny trochę mnie zaskoczyło, widać to było w moich oczach. I pewnie w wyrazie twarzy też, bo nieświadomi otworzyłam usta, nie bardzo wiedząc, jak jej na to odpowiedzieć. Zamrugałam kilkakrotnie i wreszcie zorientowałam się, że wyglądam raczej dość głupio. Zamknęłam usta, otwierając je dopiero, gdy znalazłam już jakieś słowa.
- Mój mistrz uczył mnie walki, preferuję trzymać przeciwnika na dystans, jednak radzę sobie również bronią krótką. - powiedziałam mając nadzieję, że mimo długiego okresu, gdy nie trenowałam, wciąż potrafię sobie przypomnieć to i owo - A czy zabiłam człowieka? Na smoczy płomień, nie! Nie jestem wojowniczką ani morderczynią.
Zamilkłam na chwilę. Czy ta kobieta mogła kiedyś popełnić podobny czyn, czy też nie miała bladego pojęcia o tym, jak to jest widząc ostatnie uciekające iskry życia z oczu człowieka? Widziałam kilka śmierci, nie tylko moich bliskich, ale też pacjentów. Niestety różnego wieku. A jednak ja sama doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że idąc na podobne misje, mogę zetknąć się z sytuacją, gdy ratując własne życie, będę musiała odebrać je komuś innemu. Myśl ta była straszna, jednak...
- Proszę pani - powiedziałam stanowczo - człowiek, który robi coś takiego... o ile było to morderstwo, nie może nazywany być człowiekiem.
Może i wolałam nie mieć na sumieniu żadnego istnienia, jednak wątpliwe bym odczuwała litość, mając zdanie o życiu lub śmierci kogoś, kto osierocił małego chłopca i owdowił jego matkę.
Cała historia wdowy jednak wydała mi się bardzo dziwna. Opis nie zgadzał się z typowym aktem morderstwa, kiedy to oprawca po prostu obija ofiarę do nieprzytomności, przekłuwa ją ostrzem lub podcina gardło. Brakujące części ciała? Tego raczej nawet zwierze by nie zrobiło. Joachim miał rację. Nagle słowo "bestia" lub "potwór" wydało mi się najodpowiedniejsze. Tylko co zwabiło mężczyznę o tak późnej porze, by wyszedł z domu?
Nie mniej poruszała mnie twardość tej kobiety. Jeśli faktycznie płakała całymi dniami, to teraz trzymała się bardzo dzielnie. Kto wie czy wpływu na to nie miała ogromna chęć rozwiązania zagadki śmierci jej męża, a przecież właśnie miała wielką szansę, by zbliżyć się do niego... przez pośredników ale zawsze.
- Cóż - powiedziałam, zastanawiając się chwile - To wszystko brzmi bardzo dziwnie. Chciałabym jeszcze wiedzieć jedną rzecz. Czy pani mąż... - zamilkłam na chwilę, szukając słów, które oddadzą moją myśl, zachowując wszystkie zasady poprawności językowej - był silny? To znaczy, czy potrafił by się obronić przed człowiekiem, choćby nieuzbrojonym?
Bądź co bądź nie wyobrażałam sobie, by Barbara wyszła za jakieś chucherko, zajmujące się poezją, malarstwem czy innym zajęciem nie wymagającym siły fizycznej. Już nie mówiąc o tym, że podobne zawody były raczej rozrywkami ludzi bardzo majętnych. A człowiek wykonujący prace fizyczne, zwykle na brak siły nie narzekał. Choć oczywiście nie znany był mi jego wiek. Właśnie dlatego wolałam upewnić się, pytając kobiety.
25.04.2014, 12:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata wdowy Curtis
#26

Szczerze mówiąc, do tej pory nawet nie pomyślał o przedstawieniu się, a to przecież bardzo znacząca oznaka dobrego wychowania, kultury i tym podobnych. Nie, żeby ważnym dla niego było przestrzeganie tych właśnie zasad - są przecież istotniejsze problemy - ale fakt, że o nich nie pamiętał dała mu do myślenia. Widocznie przez te wszystkie lata nieco zdziczał. Nie było to dla niego nic nowego, a jednak szczegół wart podkreślenia.
- Tarhio - rzucił tylko, ściskając dłoń Lona pewnie i przyglądając się jego zachowaniu. Tak po prostu - obserwatorzy tak mają.
A jednak idzie do Perony. W pewnym dość konkretnym i poniekąd związanym z profesją celu, ale idzie, mimo iż wcześniej postanowił inaczej. Najpierw Ray, teraz to. Może się starzeje, albo to złe samopoczucie zamiast robić z niego drania, nieczułego na ludzki ból, działa wręcz przeciwnie? Wytrąca go z równowagi, przez co nie odbiera mu ludzkich cech, a tylko je wzmacnia, ponieważ wiecznie odseparowany od innych Tarhio przestaje skupiać się na swoich celach, w ogóle przestaje się skupiać i robi, do czego porwie go chwila? Dobrze, że nie znalazł na swej drodze innych sytuacji. Takich, w których zamiast pomagać, lepiej byłoby zaszkodzić.
Ruszył więc w drogę, z której przed chwilą powrócił. Tyle godzin na bezsensownym marszu nie spędził jeszcze nigdy. Gdyby chociaż podróżował w jedną stronę, ale nie. On szedł wte i z powrotem, jak niezdecydowany bądź też nerwowy małolat. To wszystko przez te plecy, myślał, nie zapominając jednocześnie, by sporą część uwagi oddać otoczeniu, które jak najbardziej tego wymaga.
Nie odzywał się, ponownie zapominając niemal o towarzyszu. Być może powinien zatrudnić się na starość jako strażnik w tej okolicy. Przeprowadzać ludzi przez Stary Las. Dobrze mu to wychodziło, a i obronić potrafił, jak się okazywało. Cóż za świetlana przyszłość się przed nim maluje! Pomimo zdarzenia z grupą osiłków, jego ego, które na chwilę zostało mile połechtane, zdawało się być niezadowolone. Nie tego chciał, nie tego się spodziewał. Jednak nie może przecież tak ciągle narzekać! Nawet w myślach. Skoro już kroczył tą ścieżką, to musi robić to godnie. Tak, jakby od początku tego chciał, jakby już przy otwarcie swoich oczy dziś rano miał to w planie.
Kiedy już dotarli do murów miasta, przekroczył je, nawet się nie oglądając. Wkroczył w obcy sobie świat, który odwiedzał tylko wtedy, kiedy musiał i kiedy jego zapasy zostały wyczerpane bądź zdobycz złowiona. Ludzie, kręcący się z rzadka tu i tam, drewniane domy w oddali, tak dobrze znana mu karczma, zakurzone drogi, stajnie no i, oczywiście, słup ogłoszeń. To tam skierował się goniec, Tarhio podążył więc za nim, nic nie mówiąc. Szybko zobaczył tą samą, a raczej podobną, kartkę, którą godziny temu sam czytał. Wdowa Curtis szukała magów. Magiem nie był, ale pomoc może zaoferować. Ciekawe tylko, czy wdowa będzie tak samo zadowolona, jak jej przyjaciel Lon.
- Dobrze więc - odezwał się w końcu, rozglądając po okolicy. - Co teraz? Czy Barbra będzie chciała widzieć Łowcę miast maga? - spytał, ponieważ nie chciał być nieprzygotowany. Wiedział, że powinien być ostrożny, jednak człowiek zawsze bardziej się stara, jeśli wie, że go gdzieś nie chcą.
Mówił wcześniej, że jeszcze podejmie decyzję. W tej jednak chwili, kiedy miał już za sobą całą tą drogę i czuł ją w swoich, doświadczonych już w wędrówkach, a mimo to nadal tylko ludzkich, nogach, nie był już tego taki pewien. Najprawdopodobniej nie będzie już chciał wracać do swoich zajęć. Południe dawno minęło. Kilka godzin dzieliło ich od zmroku. Musiał chwytać się nowej sytuacji, inaczej będzie musiał przenocować w karczmie, a tego naprawdę nie chciał.
25.04.2014, 17:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata wdowy Curtis
#27

-Pani przesadza...ale tak, mam nadzieję, że moje umiejętności mi wystarczą. - Nie chciał się rozwodzić nad tym tematem. Nie było jednak też tak, że był słaby, lecz bardzo zależny od swoich duchowych towarzyszy. Sam nie posiadał w końcu żadnych umiejętności bojowych. Jednocześnie zaniepokoiły go słowa wdowy. Z góry założył że jedynym potworem szwendającym się w okolicy był właśnie przerośnięty jaszczur, lecz...co jeśli ten miał towarzystwo lub jakiegoś innego przyjaciela?
-A co takiego mówi się o tym jeziorze w Mrocznej Puszczy? Mimo wszystko jestem przejezdny...- Szczerze mówiąc ledwie mu te pytanie przeszło przez gardło. Nigdy bowiem nie tryskał jakimś nadmiarem odwagi i nawet jeśli miałby mieć słaby sen tej nocy to wiedza zawsze była lepsza niż jej brak. Swoją drogą z każdym słowem wdowy na temat Johna, coraz bardziej wątpił w zdrowie psychiczne zmarłego. Nocą pójść do Mrocznej Puszczy, nad tamtejsze jezioro, prawdopodobnie samemu, bez niczyjej wiedzy, kiedy to chodzą jakieś nieciekawe plotki o tym miejscu.
Równie dobrze mógłby zachlastać się nożem za domem. Oszczędził by kobiecie zdrowia
Po chwili jednak poczuł się winny tych myśli. Po pierwsze nie znał człowieka, lecz wątpił by bez potrzeby narażał życie mając rodzinę na utrzymaniu. Po drugie, każdy zmarły zasługuje na wyrozumienie i szacunek.
- Wybierzemy się tam, tak, jak Pani mówi, lecz...proponowałbym jutro z samego rana. Już jak tu przybyliśmy to słońce chowało się za horyzont, a nocą, nawet jeśli byłyby tam jakieś poszlaki to dla nas niewidoczne. Dlatego, jeśli nie byłby to kłopot...W sensie, użyczenie kawałka pokoju, suchego kąta...- Mówił. Właściwie głupio mu było wysuwać się z tą prośbą, gdyż nie wiedział, czy wdowa przewidziała w ogóle fakt, że jako przejezdni nie posiadali w Peronie stałego zakwaterowania, a nie chciał jej robić problemu. Bądź nie daj bogów czegoś na niej wymuszać. To już byłoby hańbiące.
27.04.2014, 15:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata wdowy Curtis
#28

Tarhio:
Dwójka mężczyzn dotarła pod wskazane miejsce zdecydowanie spóźniona, biorąc pod uwagę wysokość słońca, które w przeciągu godziny, góra półtorej, schowa się za linią horyzontu, oraz brak wyczekującego na śmiałków chłopca. Na ulicach przerzedziło się, coraz częściej dostrzegało się grupkę ludzi, którzy kierowali się w stronę karczmy bądź pojedyncze osoby zmierzające w stronę swoich domostw, wyraźnie spiesząc się przed zapadnięciem zmroku.
- Dla nas nie robi to różnicy czy potrafisz wyczarować w mgnieniu oka kulę ognia czy do tego posłużysz się bronią. Wystarczy nam to, że posługujesz się magią. Dla prostych ludzi nie istnieją podziały na klasy, więc nie musisz się o to martwić - powiedział Lon Marthie. Rozejrzał się, szukając syna wdowy. Dopiero gdy upewnił się, że nigdzie nie skrywa się w cieniu, spojrzał na Tarhio. - Pewnie tamta dwójka już poszła do Barbry. My też nie powinniśmy zwlekać. Chodź tędy, lawirowanie między uliczkami zajmuje ponad piętnaście minut. Myślę, że powinniśmy trochę przyspieszyć. Nogi mnie już bolą jak cholera, jednak jakoś to przeżyję. Wolałbym nie wyminąć się z resztą twoich przyszłych towarzyszy. - Zasępił się na moment. - O ile nie zrezygnujesz po rozmowie z nimi.
Goniec ruszył, prowadząc za róg jednego z budynków, by zaraz zagłębić się w skomplikowaną sieć uliczek.
- Jeżeli masz jeszcze jakieś pytania, to pytaj śmiało. Być może, jak już dotrzemy na miejsce, nie będziesz miał na to zbyt wiele czasu. Zapewne Barbra będzie chciała załatwić sprawę najszybciej jak się da i nie zmrużycie tej nocy oczu.

Nemeth i Luthien:
Wdowa utkwiła badawcze spojrzenie w uzdrowicielce. Postawa Nemeth wywarła na niej wrażenie, jednak trudno byłoby określić czy pozytywne, czy negatywne. Być może rozwiałaby wątpliwości, gdyby jakkolwiek skomentowała zawodową etykę szamanki, lecz w tej kwestii milczała.
- Mój mąż od ponad dwudziestu lat był drwalem w tutejszych lasach. Miał wyrobioną krzepę i nawet jeśli postarzał się, to nadal posiadał bardzo silny organizm. Na tyle, aby nie chorować. Nie pamiętam nawet, aby kiedykolwiek John złapał chociażby zwykły katar. Nie miał typowej sylwetki dla tego zawodu, w zasadzie to wyglądał przeciętnie, może nieco barczysty. Należał do tego rodzaju ludzi, którym nie uwydatnia się aż tak masa mięśniowa, lecz posiadał krzepę w łapie - odpowiedziała Barbra, udzielając nieco więcej informacji niż od niej wymagano. - John potrafił się obronić, zwłaszcza gdy czasami miał styczność z leśnymi zwierzętami, jednak nie mógłby obronić się zaatakowany z zaskoczenia.
Nad pytaniem na temat jeziora kobieta musiała zastanowić się nieco dłużej.
- Nie ma żadnej konkretnej historii, którą można byłoby podpiąć pod to miejsce. Wielu mieszkańców Perony obawia się wędrować wgłąb Mrocznej Puszczy, do najmniej znanych terenach, a właśnie to malutkie jezioro jest powszechnie uznawane za źródło wszelkich tajemniczych zdarzeń. Nic nigdy nie udowodniono. Co prawda rzadko kiedy coś tam się wydarzy, lecz gdy już tak się stanie, to najczęściej łączone jest to ze zniknięciami bądź zobaczeniem dziwnych stworów, bądź rozszarpywanymi ciałami. Tak jak w przypadku Johna... - Wdowa zawiesiła głos, lecz bardzo szybko nawiązała do następnego problemu. - Z chęcią was przenocuję, prosiłabym was jednak, byście poszli jeszcze tego dnia na miejsce zdarzenia. Za dnia nic tam nie znajdziecie, także za wiele czasu minęło, by odszukać znaczące poszlaki. Chcę żebyście tam poszli i obalili tezę z potworem. Muszę mieć pewność, że Johna nie zabił żaden stwór, a tylko w jeden sposób można to sprawdzić - idąc w nocy. Dlatego potrzebowałam magów. Tacy jak wy mają szanse na przeżycie, gdyby coś tam się stało. - Gwałtownie zacisnęła dłoń w pięść, przytłoczona jedną myślą. - Jeżeli myliłam się, to chcę, abyście ubili bestię. Nie zniosłabym tego, gdyby to coś żyło dalej przez następne lata. Joachim pewnie pójdzie w ślady ojca. Każdego dnia będę truchlała z obawy, że w lesie coś go dopadnie. Rozumiem, że boicie się iść, jednak to jest część waszego zadania. Jeżeli chcecie zrezygnować, będę zmuszona szukać dalej chętnych. Chciałabym w końcu zamknąć tę sprawę dla dobrego mojego synka.
Wdowa popatrzyła kolejno na rozmówców, czekając na ich ostateczne decyzje. Wchodzą w to czy rezygnują? Teraz był jeszcze czas, by się z tego wykpić.

Kolejność: Tarhio, potem dowolnie
27.04.2014, 20:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata wdowy Curtis
#29

Kilka godzin, tak. Optymistycznie mówiąc. Wręcz szaleńczo, ponieważ zmrok zbliżał się wielkimi krokami. Nie wyobrażał sobie, by cokolwiek jeszcze przed nim zrobił. Ale stał tutaj, przed słupem ogłoszeń, wraz z mężczyzną, który skusił go polowaniem na bestię. Odwrócił się papierów, by poobserwować zwykłych ludzi, maszerujących pośpiesznie w sobie tylko znanym kierunku. Nie zastanawiał się nad nimi. Po prostu obserwował z daleka, stojąc w bezruchu, niczym strażnik Lona. Śledził ich ruchy, gesty, mimikę, tempo stawianych kroków, postawy, sposób, w jaki patrzyli na otoczenie, na innych. Czasem to lubił. A może po prostu przyzwyczaił się, niekiedy godzinami wlepiając cierpliwie wzrok w zwierzynę. Robił to odruchowo.
Nie mogło to jednak trwać tak długo, jak mu się wydawało, ponieważ posłaniec tylko wyszukał kogoś wzrokiem i ruszył w jego kierunku. Łowcę zastanowił jego sposób myślenia. Racja, że potrafił wykorzystywać broń z magicznymi możliwościami, jednak nie był w stanie posługiwać się samą magią. Dane mu było urodzić się jako wojownik, bez jakichkolwiek magicznych zdolności. Czasem żałował, szczególnie w młodości. Dawno jednak przestał, wierząc w swoje zdolności, narzędzia i łut szczęścia.
Nie podejrzewał jednak, że są ludzie, którzy wrzucą go z magami do jednego worka tylko dlatego, że trzyma w ręku broń. Przecież sam Lon mógłby się nią posłużyć. Nie byłby tak samo skuteczny, jednak na pewno z czasem nauczyłby się wykorzystywać jej moc. Zostałby magiem? Nie. Jego słowa wydały się Łowcy trochę naiwne, jednak rozumiał to. Nie wszyscy przejmują się tym samym. Ludzie, którzy mają na głowie dom, rodzinę czy też pracę w sklepie, stajni, karczmie, szybko zapominają kim jest Akolita, a Łowcę kojarzą tylko z najemnikami.
- Wątpię - mruknął cicho sam do siebie, wzdychając i podążając za gońcem. Prędzej zostawi ich i pójdzie szukać bestii jeszcze tego wieczoru, niż zrezygnuje. Tego celu się chwycił i nie puści tak łatwo. Musi tylko dostać coś do jedzenia na drogę i uzupełnić zapasy wody. I to trzeba było załatwić już teraz. - Tak, jest coś - zaczął, zrównując powoli krok z przewodnikiem. - Dawno temu skończyło mi się jedzenie, a ostatnią kroplę wypiłem jakąś godzinę temu. Uzupełnię tutaj jakoś zapasy przed podróżą?
Nie brał nawet pod uwagę faktu, że podróży może nie być. I o to chodziło. Chwytać smoka za kark i lecieć do celu, nie pozwolić czemukolwiek zrzucić się z grzbietu. Pewnie i konsekwentnie.
Jakoś żadne inne pytanie nie przyszło mu do głowy. Zastanowił się, czy aby nie przecenia swoich możliwości. Jakaś bestia zabiła człowieka. Drwala, fakt, nie Łowcę, nie wojownika. Ale zabiła mężczyznę, więc jest niebezpieczna. Czy nie zbyt niebezpieczna? Czy nie porywa się z motyką na słońce tylko dlatego, że dzień mu się nie udał? Ani razu wcześniej o tym nie pomyślał, co było wystarczającym powodem do szybkiego przeanalizowania swoich pobudek. Stracił rozum przez to wszystko.
Chciał rozgłosu? Możliwości wykazania się? Nie, raczej nie. Nie byłby mu na rękę. Pieniędzy? Tak, jeśli będzie mógł sprzedać trofea, gdyby wszystko poszło tak jak trzeba. Od wdowy nie śmiałby niczego przyjąć. Może chciał sobie udowodnić, że wciąż ma w sobie odpowiednią ilość siły i umiejętności? To już prędzej. Nie widziałby w tym nic złego, gdyby nie stracił zdolności chłodnego myślenia o wszelkich możliwościach i konsekwencjach. Musiał się pilnować. Zachowywał się jak młodzik. Nie godzi się, nie z takim doświadczeniem.
Przetarł twarz dłonią i potrząsnął nią nieznacznie, jakby zrzucając z siebie zmęczenie. Byli już blisko celu, pewnie za chwilę pozna dwóch innych śmiałków i samą Barbrę - wdowę. Musiał być gotowy.
28.04.2014, 01:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata wdowy Curtis
#30

dzielnie wytrzymywałam spojrzenie. Nauczono mnie szacunku do starszych osób (chodź między nami nie mogło być znowu aż tak wielkiej różnicy wiekowej) i współczucia dla ofiar nieszczęść. A jednak, nawet tu w obcym mieście i cudzym domu, nie mogłam zapominać, że pewnych wartości nie powinnam się wstydzić.
Dużo uwagi natomiast poświęciłam jej słowom. Tak jak myślałam, to nie mógł być byle zwierzak. A co więcej - obrażenia na ciele wyglądały bardziej na działania istoty kierowanej ideą. Wolałam jednak ten argument poruszyć dopiero z Luthienem.
Opcja wyjścia o tej porze z domu wciąż nie była przyjemna. A jednak uważałam, że jestem w stanie rozświetlić mroki lasu, a jeśli ta pora miała być kluczem do rozwiązania zagadki morderstwa, to chyba nie mamy wyboru.
- Jesteś zmęczony, Lu? - zapytałam z lekkim wahaniem. Jeśli mężczyzna nie miał sił, niezależnie od przeczucia wdowy, wyprawa byłaby marnym pomysłem - Jeśli nie, myślę, że damy sobie radę.
28.04.2014, 10:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna