Wybrzeże
#1

Po obu stronach greathardzkiego portu, od piasków Krwawej Pustyni na zachodzie, aż do olbrzymich, nieznanych nawet jeszcze ludziom równin na wschód od samej Perony, ciągnęło się złocisto-szare wybrzeże, upstrzone przeróżnej wielkości kamieniami - czasem nawet głazami, tworzącymi imponujące skupiska, na których morskie bałwany od zawsze mogły demonstrować swą potęgę. Z jednej strony przecięte wysokim, długim klifem nie do przebycia dla zwykłego śmiertelnika, z drugiej Martwą Rzeką, stanowiło niejako, z racji swego położenia, własność Greathard. Mimo iż większa jego część leżała poza granicami miasta, niektórzy lubili zapuszczać się w najdalsze rejony. Szczególnie rybacy, tudzież wielbiciele owoców, jakimi Morze Klifowe raczyło ich obdarować, czy też skarbów, jakie można znaleźć w złotym piasku, jeśli bogowie okazywali łaskawość.
Fale sięgały czasem kilkunastu stóp, przez co zmywały całą szerokość plażowego pasma, zabierając stare jego bogactwa, a zostawiając nowe. Rzeźbiły w klifach, tworzyły jaskinie i groty. Poszerzały wybrzeże w jednym miejscu, by ugryźć jego część w drugim. Żywioł rządził się swoimi prawami, tylko nieliczni zdołali poznać jego sekrety. Wymagało to lat obserwacji oraz miesięcy spędzonych na statkach, bez dotykania lądu, bo, wbrew pozorom, to właśnie tam, obserwując bezmiar wrzącej z wściekłości wody, można poznać potęgę, jaka zagraża ludziom, przebywającym zbyt blisko niej podczas co gwałtowniejszych przypływów. Innym sposobem było jednorazowe przekonanie się na własnej skórze, gdy olbrzymia fala nakrywała nieszczęśników płachtą śmierci. Niestety, co i rusz słyszy się o licznych ofiarach sztormu, będących zbyt daleko od schronienia, kiedy kostucha nadeszła.
Wybrzeże posiadało dwa oblicza: jedno piękne, oświetlone ciepłymi promieniami słońca, odbijanymi w błękitnej lagunie, skrywającej niesamowite bogactwa, drugie niebezpieczne, gwałtowne i dzikie, agresywne, nieznoszące sprzeciwu. Lepiej unikać obu, będąc z dala od miasta. Tworzą one bowiem nierozerwalną całość, są strażnikami niejednej tajemnicy.
19.07.2014, 04:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#2

MG
~***~

Nether Broghor dotarł do portu niemal nieświadomie. Zapach ryb grzmotnął silnie w jego skatowane wcześniej targiem nozdrza, wszędobylski hałas mew, fal, uderzających o brzeg oraz, przede wszystkim, ludzi, zajmujących się rozładunkiem i załadunkiem statków handlowych, wytrącił go ze stanu dalekiego od jawy, wyrwał z nieustających przemyśleń na temat tych dziwacznych przeżyć ostatniej godziny. Nic więc zaskakującego, że mężczyzna nie miał pojęcia, co dalej.
Kobieta złapała go za rękę i wciągnęła do swojego zagmatwanego świata, pełnego duchów, zjaw i różnorakich mar, do świata, w którym ktoś ukradł coś, co ma doprowadzić do czegoś, a w efekcie skończy się świat. Czy coś. A może nie, ale przecież nikt go konkretami nie uraczył. Sprawa wydawała się ważna, zielarka była w niebezpieczeństwie, wszystkim interesowały się jakieś potężne osobistości, a nawet byłemu katowi groziłaby śmierć, gdyby już był martwy. Czyż nie podobnych słów użyła? Szamani...
Tak czy inaczej, Nether został w coś wplątany i musiał na to zareagować. Jak na razie dobrze mu szło. Przybył do portu, bo tak mu kazano. Ale co dalej? Ludzie, wszędzie ludzie, żadnych magicznych dramatów, wszyscy pracują. On szamanem nie był, skąd więc miał wiedzieć, co robić, dokąd iść, gdzie działo się coś złego na tym subtelniejszym poziomie, należącym do dusz? Nie miał. I nie wiedział. Musiał improwizować, dać się ponieść intuicji, zwracać uwagę na szczegóły. Na wszystko, co miało w sobie odrobinę niezwykłości.
Stał, wlepiając wzrok w imponujące statki handlowe, skromne barki rybackie oraz mniej lub bardziej wymyślne, rzeźbione łodzie osób pasjonujących się w tworzeniu takich skarbów. Patrzył na ludzi, zajętych własnymi sprawami, mijających go i zupełnie nieświadomych jego obecnością. Był tam, sam, on i świat przed nim, jego ciało i nierozerwalne ciało dziesiątek innych ludzi, człowiek i morze naprzeciwko.
Zimno szklanej kulki przypominało mu dom, zajmując jego umysł wspomnieniami i poczuciem tęsknoty, odciągając od realnej rzeczywistości, mimo iż stał tam, w tamtej chwili. Wspomnienia to jednak nie wszystko. Mężczyzna po chwili mógł się dopiero zorientować, że od dłuższego czasu stoi w miejscu, ściskając tę dziwaczną biżuterię, a ludzie wokół przestali istnieć. Kulka wibrowała energią, roztaczającą się przyjemnym chłodem po ciele kata. Wiatr wzmógł się, napierając na niego silnie, rwąc natarczywie, by po chwili uspokoić się, acz nie ustając zupełnie. Nawet mewy zniknęły. Statki głucho kołysały się przy porcie, skrzynie i beczki z towarem stały poukładane, czekając aż ktoś je przeniesie w odpowiednie miejsce. Nikt nic nie mówił. Cisza krzyczała głośno wprost do jego uszu. Były tylko fale. Morze i wiatr.
I silny, rudobrody mężczyzna, stojący kilkadziesiąt stóp na zachód od portu przy niewielkiej, drewnianej łodzi. Nogi miał zanurzone w wodzie, która usilnie starała się porwać mu łódź. On stał jednak niewzruszony i, choć z tej odległości trudno było być pewnym, Nether czuł, iż patrzy właśnie na niego. Czeka.
19.07.2014, 16:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#3

Dosyć nieprzyjemny zapach wcale nie dał się we znaki Netherowi, nie uderzyło w niego to tak nagle. Być może to dlatego, że przez lata swojej młodości przyzwyczaił się do niego. W dodatku jego specyficzny stan przygłuszył zmysł jego węchu. Nie powstrzymał, oczywiście, ale pozwolił mu poświęcać mniej uwagi unoszącej się w tym miejscu woni.
Przebudzając się powoli z tego niby-transu, zaczął zastanawiać się, czy świat rzeczywiście zwolnił, czy jemu się po prostu wydaje. Może to z powodu tej kulki? Prawie o niej zapomniał. Czy to ona tak na niego wpływała? Nie sądził, aby staruszka dała mu jakiś niebezpieczny przedmiot, nie ostrzegając go o tym. A może postanowiła wydać go komuś, by jej udało się uniknąć kłopotów, a kulka to zwykła przynęta? Nie uważał, by tak było. Ale nie wykluczał też takiej możliwości. Mimo to brnął dalej. Nawet nie zastanawiał się dlaczego.
Po chwili zaczęło mu się wydawać, że ów przedmiot, jaki otrzymał rzeczywiście na coś wpływał. Może na świat, choć to wydawało się być mało prawdopodobne, jakkolwiek pogoda się zmieniła. Albo po prostu dopiero teraz sobie o niej przypomniał. Może na jego umysł, czy duszę, choć i w to wątpił, póki co sam jest dosyć mało przytomny. Ale odczuwał jej wpływ na ciało. Słońce zdawało się świecić słabiej. Było mu chłodniej. Aż szkoda było wrzucać ten wspaniały przedmiot do wody. Wspaniała pogoda. Uwielbiał silny wiatr, słabo znosił gorąco, morze byłoby dla niego prawdopodobnie jeszcze bliższe, niż ziemia, ale na to jednak prawdopodobnie wpływała natura jego magii. Ale zżył się z tą niebieską otchłanią. Aż wziął kilka głębszych oddechów, zapach ryb zaś ani trochę mu w tej chwili nie przeszkadzał.
Podziwiał przez kilka chwil przeróżnego rodzaju statki i łodzie, natomiast nie wiedział zupełnie, cóż miał począć dalej. Myślał o tej sytuacji całkiem sporo, ale, rzecz jasna, nic konkretnego nie wymyślił. W pewnym momencie jego wzrok zatrzymał się na dość oddalonym od niego mężczyźnie, który... Przypominał mu tych, jakich można było spotkać w jego rodzimych stronach. "Kulko... Masz wobec mnie jakieś zamiary? Sprowadzasz mnie na moją wyspę, czy może sprowadzasz moją wyspę tutaj?" - pomyślał. Nie, nie sądził by przedmiot mu odpowiedział. Zamiast tego zauważył, dopiero teraz, pewną zmianę. Ludzie pouciekali. Został tylko on i ten rudowłosy, jakby czekający na niego. Zniknęły mewy. Został tylko krajobraz i jego częściowo stałe elementy. Nie przeraziło go to, ale wprowadziło pewien niepokój. Na razie co prawda nie działo się nic złego. Ale nie oglądał się za siebie, bo wątpił, że wszedł na tyle płytko, by mógł się teraz tak ot, po prostu wydostać.
Mimo świetnego wzroku Nether nie miał pewności, czy ów mąż nie patrzy się na niego. Tak mu się wydawało, ale może to tylko złudzenie? Innego wyjścia jednak nie miał, każda wskazówka była na wagę złota. Rozejrzał się wokół, ale wyglądało na to, że nikt inny go nie obserwuje. Gwoli bezpieczeństwa - w końcu, skoro "oni" mieli zamiar na niego zapolować, czy cokolwiek innego mu zrobić, to mogła być zasadzka. Obserwując otoczenie postanowił ruszyć w tamtą stronę. Chyba już oprzytomniał, więc jeśli nie są to naprawdę wysokiej klasy profesjonaliści, powinien wykryć pułapkę. Specjalistą co prawda w tym nie był, ale pewnie wyczułby, gdyby było coś nie tak. To znaczy: jasne, coś było nie tak. I to całkiem sporo. Wszyscy ludzie pouciekali. Pochowali się przed sztormem? Wiatr co prawda się zerwał, ale to wątpliwe - pochowanie wszystkich przedmiotów i samych siebie w chatkach musiałoby potrwać co najmniej kilka minut, i to przy dobrej mobilizacji. Zjawisko to nie mogło raczej być normalne. Działo się tu coś magicznego, i to na dużą skalę.
Może było to nieco nieroztropne, że nie schował tej kuleczki, ale teraz było już za późno. Złodzieje, bandyci zawsze patrzą na to, co i gdzie się chowa. Teraz lepiej było po prostu ją trzymać. Przeszedł kilkanaście metrów, może więcej, stanął oddalony od tamtego mężczyzny o jakieś dwa metry. Spojrzał mu w oczy. I czekał.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2014, 18:21 przez Nether.)

19.07.2014, 17:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#4

MG
~***~

Ludzi nadal nigdzie nie było, cisza wciąż zagłuszana była jedynie przez szum wiatru i fal, zupełnie jakby życie zniknęło. Nether zaś zdawał się niczego nie zauważyć, uznając, że cały port poszedł na małą czarną i pączusia. Cóż, każdy swoją miarą mierzy i swoim szkiełkiem podgląda świat. To konkretne szkiełko wypatrywało kogoś, kto zechciałby odebrać właścicielowi skarb, albo pozbawić go życia. Nikogo takiego jednak nie znalazło, ponieważ... nikogo tam nie było. Po prostu.
Brodaty mężczyzna był nawet większy od byłego kata, pochodził z tej grupy wojowników, która nigdy nie bierze wolnego od oglądania śmierci. Można podejrzewać, iż każdego dnia stacza szereg walk, pozwalających mu przetrwać kolejne doby. Ktoś taki nie miał rodziny. Miał za to liczne dzieci w przeróżnych zakątkach świata, które nigdy nie powinny się dowiedzieć, kto jest ich ojcem, a które mimo to zawsze zostawały wojownikami podobnymi jemu. Czasem po to, by odnaleźć i odpłacić za długoletnią rozpacz matki, czasem zaś krew po prostu zwyciężała.
Kat mógłby być jednym z takich właśnie dzieci, gdyby nie to, że nim nie był. Jednak wygląd ich obu, poza kilkoma szczegółami, i jakaś niezauważalna aura w powietrzu krzyczała wręcz o tym, że albo pochodzą z tego samego rejonu, albo zajadali w młodości te same grzybki. Albo też po prostu prowadzili podobny styl życia. Dwaj mięśniacy, jeden duży, drugi... też duży, acz mniejszy.
Nic nie mówił. Stał jeszcze kilka długich sekund bez ruchu, odwzajemniając spojrzenie Nethera. A raczej to Nether je odwzajemniał, wszak nieznajomy nie spuścił z niego oka od chwili, gdy ten pojawił się w porcie. Stał w ciszy, czekając, aż tamten przemówi. Zada jakieś pytanie, przecież to była najlepsza okazja. On nie był tam jednak po to, by mężczyźnie cokolwiek ułatwiać, miał inne zadanie. Kiedy się więc słów nie doczekał, sam też głosu nie zabrał, ale odsunął się o krok od łajby, dając tamtemu do zrozumienia, iż powinien doń wejść.
Nie pytał, nie prosił, promieniował wręcz pewnością siebie. Zupełnie, jakby to była oczywistość, jak gdyby znali się od dawna, a teraz wybierali wspólnie w podróż po Morzu Klifowym. Może kulka rzeczywiście zmieniła rzeczywistość? Przeniosła kata do międzyczasu, stworzyła wyrwę w przestrzeni i każe mu teraz po niej dryfować, stawiając za przewodnika kogoś, kto pochodzi może z pamięci samego mężczyzny, a może pamięci zbiorowej jego ludu? A może najzwyczajniej w świecie zasnął? Jednak kiedy, skoro cały czas szedł? Istniała też możliwość, kolejna, acz z pewnością nie ostatnia, że te wszystkie zmiany, które zapowiadała zielarka, to, czego tak się bała, dzieje się na oczach Nethera i porywa go w wir nieznanego, niebezpiecznego, nieuniknionego... Tak czy siak, Nether widział, że nie jest to ktoś, kto chce jego śmierci, nie jest to też osoba, której można się sprzeciwiać. To mężczyzna, mający zabrać go w podróż. I tak się stanie, bo stać się ma. Zostało już gdzieś zapisane, jemu pozostaje tylko czytać nuty tej symfonii.
Czy był prawdziwy? Tak. Tak, jak mewy, kraby, żółwie oraz ludzie, którzy zniknęli. Tak, jak ich nie było, choć byli, tak samo on był, choć go nie było.
20.07.2014, 16:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#5

Na reakcję wojownika Nether uśmiechnąłby się.
Podziękowałby też za zaproszenie.
To nie byłoby jednak najlepsze, co mógł zrobić. Dlatego zrobił coś innego. Wszedł do łajby.
Jako, że człek większy nawet od samego "brodacza" (jak to nazwał go tamten tajemniczy kolega, który próbował dociekać w sprawie problemu szamanki, ale zniknął nawet nie wiadomo kiedy - pewnie razem z innymi ludźmi w porcie) zdawał się być jedyną osobą, która wie cokolwiek odnośnie sytu... Wróć, zdawał się być jedyną osobą. Oprócz Nethera. Dlatego prędzej czy później ciekawość, albo sam zdrowy rozsądek musiał zwyciężyć postawę. Ta zresztą była niepotrzebna. Zapytał.
- Nether. Chociaż wydaje mi się, że możesz już wiedzieć, jak mam na imię. Kim jesteś? Dokąd zmierzamy? - postarał się jak najbardziej streścić to, co mówi, bez zbędnej kwiecistości, konkretnie. Nie pytał o więcej, bo pewnie już samymi dwoma pytaniami naraz nie zrobi zbyt dobrego wrażenia. Ciekaw był, czy tamten w ogóle na nie odpowie. Z drugiej strony przez parę chwil nawet zdawało się, że pytanie "kim jesteś" nie potrzebuje zbyt wylewnej odpowiedzi, a jedynie... Przypomnienia.
A co u kulki? Były kat sam był ciekawy. Trzymał ją, oczywiscie, w dłoni. I co mógł zrobić więcej? Nie miał zielonego pojęcia, czy wrzucić ją do wody. Chociaż jeśli to zrobi - straci ją być może bezpowrotnie. Nie czuł, że to odpowiedni moment, ale cóż... Trochę paradoksalnie mógłby być też najlepszy. Nikt mu nie przeszkadza. "Oni" nie patrzą... Chyba, że jego nowy towarzysz jest jednym z nich. Ostrożność jednak podpowiedziała mu, żeby zachował przedmiot.
Co się stanie, jak mnie schowasz?
Nether ukrył kulkę w swojej sakwie. To był eksperyment. Może na skutek dotyku wywoływała jakieś halucynacje? Mało prawdopodobne, jakkolwiek na świecie z pewnością było o wiele więcej jeszcze bardziej niesamowitych przedmiotów. Czynności bynajmniej nie starał się ukryć, ale też nie podsuwał przedmiotu pod nos tamtemu mężczyźnie - jeśli zauważy i dorzuci jakiś komentarz, tym lepiej. Jeśli zauważy i postanowi ją odebrać, czego się "mniejszy" nie spodziewał - cóż, strach go nie obleciał, wiedział, jak się bronić. Ale ten gość przybył... Hm, nie. Pojawił się. Czy cokolwiek tam zrobił, nie w tym celu.
I to nieodparte wrażenie, że już się znają. Oczywiście, że przypominał mu jednego z wojowników z jego plemienia. Ale to chyba nie tylko to, chyba nie tylko wygląd, czy zachowanie. Znał go.
A cała reszta? Sprawa była zastanawiająca, chociaż z pewnością nie na możliwości umysłu Nethera. Nie myślał nad tym. Pozwolił prowadzić się instynktowi, wrażeniom i temu mężczyźnie. Jakąkolwiek wskazówką powinny być chociaż odpowiedzi rudowłosego.
I to nieodparte wrażenie, że to nie cała reszta zniknęła, tylko syn Broghorów. Duży, acz mały pionek.
20.07.2014, 17:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#6

MG
~***~

Przedziwna sytuacja. Już nawet nie chodzi o to, co działo się od kilku godzin na tym skromnym krańcu świata, ani o to, co stało się kilka minut temu w porcie... Przedziwna sytuacja tu i teraz. Dwóch wielkich mięśniaków spotyka się przy łajbie, a raczej jeden zostaje bezgłośnie przez drugiego przywołany, żaden z nich się nie odzywa, nie znają się, nigdy się nie widzieli, a jednak istnieje jakieś podświadome przekonanie, że to kłamstwo. Że oto przed Netherem stoi jego wujaszek, albo może przyjaciel rodziny, inny dawny kat, wódz plemienia, prawa ręka wodza plemienia, bądź ktoś zupełnie inny. Ale znajomy, zaufany człowiek, który wiele razy odbierał życie, jeszcze więcej był bliski utraty swojego, który ma pod sobą całe narody. Charyzma wprost biła od niego, świeciła przez rudą czuprynę i bujny zarost.
Zapewne między innymi dlatego Neth zrobił to, czego od niego wymagano. Wsiadł do łodzi i w końcu zabrał głos. Na to mężczyzna uśmiechnął się wreszcie i zajął swoją pozycję przy wiosłach. Łódź kołysała się niebezpiecznie przy każdym co gwałtowniejszym ruchu, ale odbiła od brzegu. Zdawało się, że dopiero teraz została puszczona, lina pękła, można było odpływać. Nic bardziej mylnego - żadnej liny nigdzie nie było. Woda po prostu porwała łajbę.
Kiwnął głową, zgadzając się być może na to, co kat wygłosił, a może tylko z grzeczności, po czym odczekał chwilę, aż mężczyzna schowa, co schować musiał, by odpłynąć nieco od brzegu i w koncu zabrać głos.
- Naprawdę spodziewasz się konkretnej odpowiedzi? - spytał, patrząc na niego z ciekawością i rozbawieniem. Nie przerywał wiosłować, nie kazał też tego robić Netherowi. - Spójrz, rozejrzyj się. - Puścił drwa i wyprostował się. Patrzył na reakcję kata.
Znajdowali się na pełnym morzu. Żadnego lądu, wybrzeże zniknęło, choć dopiero co od niego odbili. Tafla wody była spokojna, łódź kołysała się miarowo. Horyzont opadał kołem z każdej strony, niebo zdawało się wylewać im na głowy razem z żarem popołudniowego słońca.
- Morze - powiedział rudobrody głośno i wyraźnie. - Mnóstwo wody, zero ziemi. Ani skrawka ziemi. - Mówił powoli, jakby nad czymś rozmyślając. Przeniósł wzrok gdzieś w dal i westchnął krótko. - Kim jestem, trudno powiedzieć, jeśli nie wiesz sam. Ale mogę ci zdradzić, że długo tutaj z tobą nie zabawię. Odpowiedz mi tylko na pytanie - czy to prawda? - Znowu na niego spojrzał. Rysy jego twarzy były zaostrzone. Nie pasowały zupełnie do łagodnego charakteru, jaki zdawał się okazywać. W ciemnoniebieskich oczach widać było mnóstwo czasu, zdarzeń, charakterów, mnóstwo wiedzy, którą posiadał i której był pewien. Takich oczu nie można oszukać, zbyt wiele widziały. - Prawda czy kolejny kaprys?
Przez głowę kata przemknęło wspomnienie jego dawnej pracy. Topora, biedaków, których musiał pozbawić głowy bądź kończyny. Tej ciszy zaraz po egzekucji, bądź żałosnego wrzasku i głośnego bądź cichego łkania. Mnóstwo charakterów, jeszcze więcej reakcji. I publika, ludzie, przychodzący oglądać tę chwilę.
Ciekawe dlaczego akurat to wspomnienie, skoro miał dużo ważniejsze dla niego samego w skarbcu pamięci?
- Czym się kierujesz tym razem? - przerwał mu mężczyzna, bawiąc się w wielkich dłoniach jakąś figurką z drewna. Robił to zgrabnie, mimo iż jego dłonie nie pasowały do takich małych przedmiotów. Nether nie mógł jej dokładnie dojrzeć - nawet jeśli zwróciłby na nią uwagę - bo ginęła w tych zniszczonych paluchach.
Chmury nie nadeszły zza horyzontu, z żadnego kierunku, gdziekolwiek one były. Po prostu zrodziły się z niczego wysoko nad łajbą. Pięły się w górę, jakby powstały w głuchym wybuchu, bardzo, bardzo szybko, najpierw białe, potem szare, zasłaniające coraz większą część nieba... A gdy słońce za nimi zniknęło, kat doskonale wiedział, co za chwilę nastąpi. I nie mylił się. Pierwszy grzmot zapowiedział falę deszczu, która uderzyła w morzę jak okiem sięgnąć. Wiatr się wzmógł, fale zaczęły tarmosić łodzią na prawo i lewo.
Mężczyzna zniknął. Została tylko figurka z drewna dębowego, wielkości pięciu cali. Przedstawiała mężczyznę, albo może kobietę, w każdym razie - postać w kapturze, trzymającą w dłoni kosę. Typowa śmierć, o której opowiadano każdemu dziecku. Długi płaszcz zakrywał jakiekolwiek walory fizyczne, dlatego trudno było stwierdzić płeć. Ale czy to ważne?
Łodzią rzuciło, fale coraz szybciej i gwałtowniej o nią uderzały, wiatr szumiał niemiłosiernie. Gdyby nie błyskawice, zapadłaby zupełna ciemność.
20.07.2014, 20:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#7

Nether obserwował otocznie bacznie, gdy odbili od brzegu. Jednak ani się spostrzegł, a już nie było widać lądu. Nie pomagał, oczywiście, wiosłować. Nie dlatego, że nie chciał, czy był zbyt leniwy. To byłoby bezcelowe, to nie przyspieszy procesu, jedną z nielicznych bowiem rzeczy, jakiej był pewny, to to, że nie dzieje się tu coś normalnego, fizycznego. Aby oddać naturę tych zdarzeń, należy sięgnąć po metę.
Czyli metafizyka, ot, co.
Nie było to być może odkrycie, bo od początku wiadome było, że dzieje się tu coś magicznego, nie do pojęcia. Ale... Kiedy tak o tym myślał, to zdawało się, że to tylko jego dotyczyły te zdarzenia, że tylko on miał chociaż szansę dostrzec, o co w tym wszystkim chodzi. On i ta staruszka, od której się zaczęło. Ten tajemniczy wstrząs, gdy podniósł kuleczkę - tylko on to zauważył, nie zapanowało żadne poruszenie wśród tłumu, nic. Mężczyzna ubrany na czarno-biało, który wydawał się być skory do pomocy również zniknął, zostawił go, chociaż Nether miał naprawdę nieodparte wrażenie, że ów człek będzie jakoś powiązany z, hm, przygodą, jaka na niego czeka. Z kolei każdy człowiek w porcie nie mógł zniknąć. Naprawdę nie mógł. Potrzeba by było niesamowitych nakładów magii, żeby coś takiego się stało. "To ze mną jest coś nie tak", stwierdził wreszcie, choć inni doszliby do takich wniosków w czasie o połowę krótszym. "Mój umysł, albo wszystkie moje zmysły są oszukiwane. Ktoś mną strasznie manipuluje, ma mnie w garści, a ja jestem raczej bezradny. To dziwne, ale wydaje mi się, że nie jestem mylony iluzją, tylko znalazłem się w innej rzeczywistości". Opcji było wiele, zaś mózg brodacza przegrzewał się nawet nie tyle od myślenia, co od tego, co sie wokół niego dzieje.
- Pewnie, że się nie spodziewam, właściwie, to miałem zamiar siedzieć cicho. Ale zapytać nie zaszkodzi - odpowiedział, po czym zastanowił się nad tym, co mówi przewoźnik. Rozejrzeć się. I to wszystko? Na morze? Doprawdy, dziwne są plany bogów wobec niego. Morze. Zero ziemi. Czyżby chciano go odciąć od jego magii? Ale zastanawiać się nad tym nie miał czasu, bowiem otrzymał dużo bardziej enigmatyczne pytanie.
- Czy to prawda? - usłyszał. Co prawda? O co chodziło? Ale nie pytał. Ów mąż zdawał się doskonale wiedzieć, o czym mówi. Chciał usłyszeć odpowiedź, a nie pytanie. Prawda, czy kolejny kaprys? Nie miał pojęcia, co odpowiedzieć. Naprawdę. I zdawać by się mogło, że tego nie zrobi. Ale coś nim pokierowało. Jakaś tajemnicza siła z góry nadała mu kwestię, którą mimowolnie wygłosił.
- Wszystko jest kaprysem bogów, przyziemne rzeczy są kaprysem ludzi na wyżynach, zaś prawdę - tu zatrzymał się, nie wiedząc, co robi - prawdę każdy zna. Jego osobistą.
Chwilę po tym sam zastanawiał się nad tym, co rzekł i nad tym, o co został zapytany. Nie sądził, że źle zrozumiał to, o co zapytał go rudowłosy. Sądził, że zupełnie tego nie zrozumiał.
Być może ta sama, lub podobna siła wywołała w jego głowie obrazy czasów, gdy aktywnie pracował w swoim dawnym zawodzie. Topór. Głowa. Tłum. I ta aktorska gra, której od niego oczekiwano. Teraz jednak zatrudniono go w teatrze, w którym wcale nie chciał pracować.
Na kolejne pytanie jego rozmówca zdawał się nie oczekiwać odpowiedzi. Być może na poprzednie też nie. Teraz Nethera opanowało wrażenie, że ten człowiek może nie chcieć od niego niczego się dowiedzieć, lecz próbuje coś pokazać, próbuje skłonić "brodacza" do pomyślenia. Bynajmniej nie prowadził go za rączkę, nie wymuszał. Zadawał pytania, które powinny nasunąć refleksje. I to naprawdę powinny. Były ważne.
Nie, definitywnie nie oczekiwał. Gdy kat wzniósł wzrok ku niebu, oczekując burzy (która zresztą nastąpiła moment później, zaś morze ze stanu spoczynku przeszło w niespokojny, a chwilę później gniewny), tamten człek zniknął. Pozostawił po sobie jedynie figurkę, którą przed chwilą się bawił. Śmierć. A więc Nether otrzymał jasną odpowiedź, dokąd zmierza.
- A teraz, kuleczko, pożegnamy się - powiedział, wrzucając ją do morza. Zgodnie z poleceniem szamanki wyobraził sobie jej wizerunek, który jakimś dziwnym trafem wyjątkowo zapadł mu w pamięć.
20.07.2014, 23:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#8

MG
~***~

Jak widać, bogowie mieli kaprys zabawić się z Netherem Broghorem w tonące statki, a prawda, jaką on sam posiadł i jaką sobie uświadomił, zmierzała do bardzo szybkiego urzeczywistnienia.
Figurka Śmierci spadła gdzieś na dno łajby, kołyszącej się pod wpływem pewnych morskich działań, które w połączeniu z deszczem i wiatrem napełniały ją właśnie mniej lub bardziej gwałtownie żywiołem. Nie, żeby tak mocno padało, po prostu fale troszkę wzmogły i łódź wywijała niemiłosiernie, nabierając wody.
Kat musiał bardzo uważać, żeby z niej nie wypaść, szczególnie, że sięgał po zbawienną kuleczkę, zamiast trzymać się mocno. Udało mu się jednak. Walcząc z wiatrem, pożegnał się kulturalnie z artefaktem i cisnął nim w dal, intensywnie myśląc o starej kobiecie.
Nic się nie wydarzyło. A właściwie nic magicznego. Łódź wzniosła się na fali, po czym uderzyła w większą, płynącą z naprzeciwka. Szum tysięcy wiatrów umilkł w jednej chwili, granat nieba, wymieszanego z morzem, zniknął w głębokiej czerni. Kat nic nie poczuł, ponieważ nie było na to czasu.
Proces urzeczywistniania prawdy osiągnął apogeum.

Twarz zielarki pojawiła się w ciemności.
Nether leżał na twardym, zimnym i brudnym kamiennym podłożu, a jego zmysły nie pracowały najlepiej. Ból promieniował z tylnej części czaszki oraz... całej reszty ciała. Żadna kończyna nie została złamana, ale każda potrzebowała chwili, by dojść do siebie.
Miejsce, w którym się obudził, promieniowało jakąś łagodną, naturalną poświatą o bardzo krótkim zasięgu, zupełnie jakby dwa metry w każdą stronę mrok pochłaniał światło dzienne. Nic więcej nie widział. Ani w górę, ani na boki - żadnego otworu, z którego promienie słoneczne mogłyby padać. Nawet jego wyczulony wzrok tutaj nie pomagał. Z trudem się poruszał, nie mógł wypowiedzieć słowa. Gardło paliło strasznie.
Kobieta wycofała się z oświetlonej części kamienia, znikając zupełnie, by po chwili pojawić się w innym miejscu. To nie była zielarka, którą widział na targu. Była podobna, a przynajmniej tak się mogło katowi wydawać - z każdą chwilą zresztą był tego coraz mniej pewny. Stara, brzydka i bardzo niska. Garbiła się mocno, ale nie miała kija, laski, czegokolwiek, czym mogłaby się podeprzeć. Ponownie się wycofała, chichocząc paskudnie.
Mężczyzna usłyszał, jak porusza się w cieniu. Albo nie była sama, albo robiła to bardzo szybko, ponieważ w niektórych momentach mógłby przysiąc, że odgłosy dochodziły z kilku miejsc jednocześnie. A może to zasługa echa.
- Coo cię tu sprowadza, jeśli moogę spytać? - spytała łagodnie, ale jej skrzekliwy głos bardzo psuł efekt. Brzmiała jak każda przekupka, stercząca na targu od rana do wieczora od dwóch dekad z nawiązką, hartowana deszczem, mrozem i palącym słońcem. Zaciągała pierwsze sylaby niektórych słów, zupełnie jakby zastanawiała się nad ciągiem dalszym wypowiedzi. Stanęła w świetle, patrząc to na niego, to gdzieś w bok, niepewna i nieśmiała. - Rzaadko miewam tutaj goości.
Mimo iż kobieta stanęła przed nim, coś poruszyło się w ciemnościach. Za Nthem, bardzo blisko.
Na ziemi, tuż obok niego, leżała przewrócona mokra figurka, którą powierzył mu nieznajomy.
23.07.2014, 21:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#9

Morze wzbierało w zaskakującym tempie. Nether kojarzył wiele sztormów, gdyż kiedy był jeszcze młody miał świetny obiekt do obserwacji. Wyspa była dość wysoka, a osada - na samym brzegu. Mimo to nie pamiętał żadnego zdarzenia, kiedy fale stawały się tak wysokie i silne w tak krótkim czasie - dopiero zdążył wyjąć kulkę, a już ledwo utrzymywał się na łodzi! Chociaż... Właściwie, to już się nie utrzymywał. Chwilę po tym, jak wrzucił przedmiot do wody sam podzielił jego los. Stało się to tak gwałtownie, dosłownie nie miał czasu na ani jedną myśl - gdyby kiedyś przyszło mu opowiedzieć, co się w tym momencie zdarzyło, prawdopodobnie nie dałby rady. Stracił świadomość.
A może i nie? Nie był pewny. Dosłownie sekundę później, jak mu się wydawało, pojawił się w kolejnym miejscu. Bolała go dosłownie każda część ciała, łącznie z tą, która odpowiadała za myślenie (bynajmniej nie tą, o której mówi się, że myślą nią mężczyźni - również kobiety miały tą część ciała, a przynajmniej większość). Chwilowo więc nie próbował dochodzić, jak się tu znalazł i gdzie właściwie jest. Pomimo swojej potężnej postury, tych zwojów mięśni i siły woli... Teraz był bezsilny. Był tylko chuchrem. Nawet jego magia pewnie nie za wiele mogła zdziałać, zresztą, w takim stanie najpewniej nie mógłby wykonać żadnej czynności oprócz patrzenia, oddychania i być może, jeśli by się postarał, wykrztuszenia z siebie słowa czy dwóch. Nawet gdyby chciał pochłonąć swój żywioł, by odnowić swoje siły, nie mógł. Posadzka była kamienna. Chociaż gryźć też pewnie nie miałby siły.
Ale nie ta bezsilność była najgorsza. Najgorsza była ciemność. Nie, nie bał się jej. Bał się tego, co jest za nią. Ci, którzy cierpią na wszelakie fobie, na przykład właśnie strach przed brakiem światła, również boją się, że w ciemności może być jakieś zło, coś, co zrobi im krzywdę. Różnica była jedna - ich obawy były zwykle nieuzasadnione.
Nethera być może też nie. Być może to tylko omamy. Wyjątkowo realistyczne. Wydawało mu się, że dostrzegł twarz zielarki, choć możliwe było, że to jakiś impuls powtórzył się z chwili, kiedy wyrzucał kuleczkę do morza. Ale słuch też nie podpowiadał niczego dobrego. Słyszał jakieś kroki... Z różnych części pomieszczenia, chociaż do tej pory wydawało mu się, że przechodziła tędy jedna... Staruszka? "Czy to ty, zielarko?" - chciał powiedzieć, ale gardło paliło tak strasznie, że nie był w stanie tego z siebie wykrztusić. Albo zrobił to, ale sam siebie nie słyszał? A jednak - poruszył tylko ustami, żaden dźwięk jednak się z nich nie wydobył. Kiedy przestał mieć mroczki przed oczami i widział trochę wyraźniej dostrzegł, że to chyba jednak nie była ta kobieta, jaką miał nadzieję ujrzeć. Choć była podobna.
Nie wiedział co powinien właściwie czuć. Odrazę? Być może, staruszka najprzedniejszej urody bowiem nie była, ale to nie przeszkadzało w rozmowie. Ulgę? Nie, widok starej kobiety, która chichotała w jednej chwili z jednego, zaraz z drugiego końca pomieszczenia, czy cokolwiek to było nie był najlepszym, co mogło być. A może powinien się bać? Leżał bezsilny i był zdany na jej łaskę. Nie wydawała się mieć przyjaznych zamiarów, ale wrogich też raczej nie. A przynajmniej nie na pierwszy rzut oka.
Po chwili dotarł do niego sens jej pytania. Było dość ciche, możliwie łagodne, ale i tak jego uszy słabo je zniosły.
- Bogowie... - odparł. Chciał, rzecz jasna, powiedzieć coś innego. Wolałby "Nie wiem. To zależy, gdzie jesteśmy. Być może sprowadzają mnie bogowie? Albo postać z figurki obok mnie? A może to ty nią... Chociaż nie, nie wydaje mi się. A może znasz odpowiedź na to pytanie lepiej ode mnie?". Z tego wszystkiego zdołał wykrztusić właśnie takie jedno słowo. Nie stwierdził jednak, że powiedział coś nie tak, że się mylił. Nie miał siły na stwierdzenia.
"Nie dziwię się. Miejsce nie wygląda zachęcająco, a i dotrzeć jest tu dosyć trudno" - pomyślałby. Gdyby, oczywiście, był w stanie.
- Powiedz... Więcej - poprosił. O informacje, o cokolwiek. Chociażby jak się tu znalazł. Albo gdzie jest. Albo kim ona jest. Żeby odpowiedziała na pytania, które mogły go chwilowo interesować.
Głowa opadła bezwiednie na bok, ukazując mu to, czego zobaczyć nie chciał. Nie teraz. I nie w takim stanie.
A może powinien?
24.07.2014, 01:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#10

MG
~***~

Kat miał rację, nie obudził się na bezludnej wyspie, pełnej złotego piasku, nie leżał na wilgotnej ziemi w środku dżungli ani nawet na zwykłej ściółce, gdzieś na skraju lasu. Znalazł się na kamieniu, zapewne w jakiejś grocie, i nie mógł zaszaleć ze swoimi mocami. Gdyby jednak się uparł i pozamiatał cały obszar - znalazłby nieco piachu, którym mógłby się pożywić. Niezbyt to smaczne, ale jest.
Kobieta wyglądała na bardzo zmartwioną, usłyszawszy jego pierwsze próby zapanowania nad swoim głosem. Podeszła bliżej, ale tylko o krok, jakby wahając się, czy aby na pewno dobrze robi.
- Mooże powinieneś się czzeegoś napić? - zapytała, przyglądając mu się z fascynacją. - Mmaarnie wyglądasz. - Zniknęła w cieniu na dwie sekundy, by wrócić z niewielkim kielichem, wyglądającym w tym świetle na srebrny. Naczynie jednak dawno temu zostało pogryzione przez rdzę. - Nie wątpię, że piłeś po stokroć lepsze trunki, ale w niektórych momentach życia wybrzydzać nie należy. - odezwała się nieco bardziej zmęczonym, acz pewniejszym głosem, podchodząc już bez wahania do nieznajomego. - To właśnie taki moment. - Uklękła przy nim i podsunęła kielich z przezroczystą cieczą pod nos. Tak, uklękła, nie sprawiło jej to żadnych trudności, mimo pozoru małej manewrowości, jaki sprawiało to niewielkie ciało.
Zawartość naczynia ani nie parowała, ani nie cuchnęła jakoś niezwykle, w ogóle nie pachniała. Za to od staruszki czuć było... starość. I to dość silnie. Jej twarz z bliska wyglądała jeszcze marniej. Trudno było określić wiek, bez obawy o przesadę, ponieważ zdrowy rozsądek odrzucał każdą możliwość, jaką intuicja nasuwała rozumowi.
- Bogowie miewali swoje kaprysy odkąd tylko sięgam pamięcią. Trzeba pogodzić się z faktem, że każde z nas jest po prostu pod ich bezustannym nadzorem, nic na to nie poradzimy. Pijesz? - Było to pytanie pozbawione wszelkich fonetycznych znaków rozpoznawczych pytania. Na dodatek ani to stwierdzenie faktu, ani rozkaz. Takie tam słowo. - Jesteś w grocie gdzieś na północ od tych wszystkich wszystkich miast. Nazywam się Klethis, mieszkam tu od niepamiętnych czasów i od razu cię ostrzegam, nie myśl tak silnie o tym, co widzisz i słyszysz, nie ma sensu.
Kiedy tylko Nether przekręcił nieco głowę, zobaczył, jak coś znika w głębi groty, a zaraz po tym ktoś ponownie zachichotał. Kobieta ani drgnęła, ale widać było po jej minie, że ktoś tam znowu zachowuje się nieodpowiednio.
- Ach, no tak. Mieszkamy - powiedziała, wykrzywiając usta w niesmacznym grymasie, dodającym bezgłośnie słowo "niestety".
Wtedy z cienia nieśmiało wyłoniła się kopia staruszki. Tylko na pierwszy rzut oka - po chwili dochodziły szczegóły: mniejsza postawa, bardziej skulona, więcej zmarszczek, mniej pewności siebie, jeszcze mniej pewności, co do każdej kolejnej sekundy.
- Oogdis...
- Ogdis - poprawiła ją automatycznie siostra bliźniaczka., wstając i wycofując się o kilka kroków. - Jest niepewna. - wytłumaczyła po chwili, gładząc delikatnie jej ramię. - Sporo przeżywa, biedaczka. Dobrze, mów, młodzieńcze, po co tutaj jesteś?
26.07.2014, 22:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna